Długo nie pisałam. Myślałam, że mam się lepiej.
Czuję się okropnie. Tracę nadzieję. Grunt mi się łamie pod nogami. Cała się trzęsę.
Naprawdę nie mam ani 0,001% siły do walki. Nie daję rady.
Chcę ryczeć, mąż jest obok, pokłóciliśmy się.
Wczoraj moja kuzynka urodziła, dzisiaj znajoma w ciąży z drugim dzieckiem.
Brak mi oddechu. Czuję że tonę.

Chciałam być tylko mamą...

White1 Już niedługo 15 grudnia 2025, 17:52

17dc / 17 dzień antykoncepcji
Na dzisiejszej wizycie z programu odebrałam wyniki i dowiedziałam się, że skoro 11 stymulacji nie dało ciąży, jajowody są drożne, a nasienie bardzo dobre, to się nazywa niepłodność idiopatyczna i naszą najlepszą opcją jest inna vitro. Nie dostaliśmy żadnych badań, skierowań, zabiegów. Po prostu wrócić jakby z in vitro się nie udawało. Moje AMH wynosiło rok temu 6.16, teraz na antykoncepcji wyszło 5, TSH 1.7, prolaktyna w normie, nasienie w normie.

Jutro nasza kwalifikacja, trzymajcie kciuki 🤞

Rok 2024 zaczął się dla mnie informacją, że udało się wyleczyć stan zapalny endometrium. A to oznaczało, że zacznę przygotowania do transferu. Estrofem, progesteron i te sprawy i tak 10.02.2024 zabraliśmy naszego okruszka do domku, jedyny zarodek 3dniowy 8B. Ten dzień był bardzo wzruszający, po transferze zjedliśmy pyszne śniadanie, oczywiście były też frytki z McDonald's. Niestety po 9 dniach od transferu beta była nadal 0, trzeba było pożegnać się z Okruszkiem. Po tym nieudanym transferze mocno rozważaliśmy zmianę kliniki, nawet odbyliśmy pierwszą wizytę w innej klinice. Tam Pani Doktor zasugerowała nam, żeby mąż zbadał sobie pasożyty. Wyszedł mu H.Pylori. Dostał antybiotyki na 3 tygodnie. Ja wybłagałam metforminę bo ta jakość moich komórek też była słaba. I tak sobie braliśmy te tabletki. W maju pojechałam na szkolenie na 3 dni z pracy gdzie dostałam okres (cudownie jak zwykle 🤡). Po powrocie były dni płodne. Trochę nam się nie chciało ale jak zobaczyłam plamienie owulacyjne (30.05) to stwierdziliśmy, że na szybko zaliczymy seksy, żeby nie mieć poczucia straconego cyklu. Tak też było, a później pojechaliśmy szybko na zakupy gdyż mieliśmy początkiem czerwca lecieć na wakacje. 31.05 miałam ból owulacyjny ale już totalnie nam się nie chciało poprawiać więc odpuściliśmy. 01.06 całą noc staliśmy pod kliniką żeby zapisać się do programu rządowego i być na początku kolejki. Udało się mieliśmy nr 3 😁 03.06 miałam wizytę u mojej Pani Doktor było to jakieś 3/4 dpo. Powiedziała mi, że mam prawdopodobnie polip i że muszę zrobić histeroskopię. Mój mąż się zaśmiał, że to zjeżdżalnia dla Bobka 😅 poszłam umówić histeroskopię na 01.07. Pani Doktor dała mi tabletki primolut nor żebym na wakacjach nie dostała okresu. Mąż przeczytał i powiedział, że jest zły dla potencjalnego płodu i podjęliśmy decyzję, że nie biorę. Zabrałam ze sobą progesteron besins. I tak 05.06 polecieliśmy na Fuerteventurę! Ja zaczęłam sobie brać ten progesteron i zaczęłam mieć ogromne zawroty głowy. Ale takie, że mąż musiał mnie prowadzić na śniadanie 😅 w 12 dpo postanowiłam zrobić test, żeby nie zastanawiać się czy mogę pić. I jakież było moje zdziwienie kiedy pojawił się cień. Ale ale! Przecież mnie tyle testów oszukało. Więc zostawiłam ten test i poszłam na piwo 😅 choć nie dawało mi to spokoju, wróciłam do pokoju i zrobiłam drugi test i znów kreska. Dwa testy mnie oszukują? Odpuściłam te drinki a kreska z każdym dniem ciemniała 🥹 tak więc 10.06 nasz świat po 34 cyklach wywrócił się do góry nogami, to były najpiękniejsze wakacje w życiu! ♥️ Później napiszę co dalej 🥰

Aurora13 Zanim się poznamy 17 grudnia 2025, 16:53

Wczoraj byliśmy na wizycie z wynikami.
Mój kariotyp prawidłowy.
Kariotyp starego: mos 46,XY,t(4;15)(q21;q15)[11]/46, XY[89] - translokacja wzajemna zrównoważona w 11% przebadanych metafaz.
Fragmentacja: 13%
Hba - 74%
Mar - ujemny.
Nasienie super, ale pierwsze myśli przy kariotypie - omatkocoteraz? Studiowanie wyników, omawianie różnych opcji, a to wszystko na przełomie kilku dni, zanim przyszedł termin wizyty.
Translokacja na poziomie 11% jest dla lekarza zarówno ginekologa jak i genetyka prawie prawidłowym wynikiem. Prościej mówiąc, plemniki męża dzielą się na prawidłowe, zdrowe, na te z nosicielstwem translokacji, i te niezrównoważone, które jeśli zapłodnią komórkę, doprowadzą do wczesnego poronienia, ewentualnie ciąża obumrze w pierwszym trymestrze. Pani doktor powiedziała, że miała podobny przypadek niewiele wcześniej i konsultowała się z genetykiem w tej sprawie. Oczywiście, że jeśli chcemy - możemy zrobić kolejne badania, a ewentualne zarodki przebadać, jednak Pani doktor tego nie zaleca. Dlaczego? Badanie PGT zarodka określa je jako nieprawidłowe nie tylko w przypadku rzeczywistych wad zarodka, ale także w przypadku nosicieli. Mówiąc kolokwialnie - mój mąż z taką translokacją też byłby określony jako nieprawidłowy zarodek. Mimo, że oprócz problemów z płodnością absolutnie nic mu nie dolega. W naszym przypadku badanie PGT znacznie może obniżyć szansę na uzyskanie zarodków/uzyskanie ciąży. Dobrze, że wcześniej i tak byliśmy przeciwni temu badaniu. Mimo wszystko chcielibyśmy dać naturze pracować samej na tyle, na ile my możemy to zrobić. Jesteśmy świadomi ryzyka, raz już straciłam ciążę i wiem, co będę musiała przejść, jeśli znowu by się to przytrafiło. Mimo wszystko Pani doktor uważa, że ryzyko jest minimalnie większe niż u zdrowych par. W związku z wynikiem mamy się tylko zgłosić do genetyka, po zaświadczenie do kolejnej stymulacji. Wypadnie ona po świętach, także zaczniemy nowy rok z przytupem. OBY. Aktualnie zalecony marvelon i biosteron. Stymulacja nowa będzie połączeniem Gonalu 300 i Menopuru 150. Czyli znowu inny zestaw leków. Oby tym razem trafny.
Pytałam lekarza, czy to oznacza, że skoro translokacja nie ma wpływu, wyniki nasienia i fragmentacji są dobre, to znaczy, że to moje komórki są do kitu? Ja tak uważam - i trudno się dziwić. W odpowiedzi usłyszałam, że nie ma co wyciągać takich wniosków, bo to mogła być po prostu zła partia, a następna może okazać się sukcesem. I tego mamy się trzymać. Póki mamy jeszcze dwie szanse, będziemy próbować. Nadzieja się tli, ale bardzo bardzo ostrożna.

Chcę tutaj mieć te zdjęcia, pierwszy test i test z napisem ciąża po hiszpańsku 😍 nie wierzyliśmy w to, że to prawda i potrzebowaliśmy potwierdzenia na innym, cyfrowym teście i proszę
IMG-20240610-103845.jpg
IMG-20240612-174841.jpg
Wróciliśmy do Polski w nocy z 13.06 na 14.06 i o 1:12 robiłam test w domu,bo skończyły mi się testy na wyjeździe! Jak cudownie było patrzeć na tą ciemniejącą kreskę! Rano pobiegłam na betę, czekaliśmy jak na szpilkach.
Beta nr 1 - 126.27, progesteron 42.12
Jaka to była radość! Po 48 h kolejna beta
Beta nr 2 - 263.26, progesteron 38.46
Tego samego dnia wieczorem dostałam krwawienia 😔 wzięłam dodatkowy progesteron i tracąc nadzieję, że utrzymam tą ciążę poleciałam następnego dnia na betę
Beta nr 3 - 339.83 progesteron 50.31
Oczywiście rośnie ale słabo choć było to po 24h. Kolejną betę zrobiłam po 48 h. Rollercoaster emocji jaki mi towarzyszył był okropny, płakałam mówiąc że z tego nic nie będzie po czym karciłam się, że nie wierzę we własne dziecko, śmiałam się żeby za chwilę znów płakać i umierać ze strachu. Przyszły wyniki, prawie dostałam hiperwentylacji jak otwierałam wyniki
Beta nr 4 - 948.19 progesteron 52.01
Przyrost 179%! Mój maluszek walczy. To była ostatnia beta. Wizytę miałam w 5+0 był pęcherzyk ciążowy z echem zarodka, w 6+4 było pięknie bijące serduszko. Ale, żeby nie było tak cudownie. Były dwa krwiaki z czego jeden większy koło pęcherzyka. Plamiłam i krwawiłam. W 10+3 dostałam krwotoku. Pojechałam do szpitala, jadąc windą płakałam żegnając się z ciążą, z moim cudem. Zostałam szybko zabrana na USG, moje dziecko żyło, machało ręką i po raz pierwszy usłyszałam bicie jego serca. Ryczałam jak bóbr, przeogromny kamień spadł mi z serducha! Zaczęło się szukanie przyczyny krwawień. Ale to w kolejnej części tej opowieści 😉


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2025, 20:43

❤️ https://youtu.be/LD_OjKDTbOM?si=oTuVxOY_p1_kzCYW ❤️
Dzisiaj moja córeczka miała swój pierwszy występ na tańcach...
Nie potrafiłam powstrzymać łez.
Patrzyłam jak ten mój mały cud tańczy w pięknym ubranku. Jak łapie ze mną kontakt wzrokowy i szczerze się do mnie uśmiecha z myślą: Mamo, patrz 🥹
Mieliśmy ogromne burze, huragany czasem i tsunami emocjonalne... Nie potrafiłam reagować właściwie, nie potrafiłam dać ukojenia jej trudnym emocjom... Nie byłam super mamą. Byłam wymagającą...
I nagle ta ciemność która ogarnęła moje serce zaczęła mnie dusić jako matkę. Nie potrafiłam patrzeć na moje dziecko tak jak powinnam, tylko czułam gulę w gardle, że nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć.
Wywaliłam to wszystko z siebie. Wręcz krzyczałam na siebie patrząc w lustro: Co Ty do cholery wyprawiasz? Kim Ty jesteś? Pomóż jej i sobie. Możesz jeszcze wszystko naprawić.
Przepłakałam wiele tygodni i w końcu stanęłam na nogi i zaczęłam być... mamą.
Zaczęłam razem z nią dźwigać jej trudne emocje hamując moje, które nie były odpowiednie dla 3letniego dziecka.
I widzę, że zaczyna być... normalnie, lepiej.
Czuję, że ona czuje moją miłość. Mamy miłość.
Potrafi się skryć w moich ramionach i szukać w nich urojenia.
W końcu słyszę: Mamusiu, nie idź. Zostań z Alą.
/Mamusiu, jestem chora. Masz wolne w pracy? Zostań ze mną. /Mogę iść z Tobą, mamusiu?
I najważniejsze:
Moja słodka mamusia. Kocham Ciebie bardzo 🥹
Ty mnie obronisz.
❤️
I dzis kiedy patrzyłam jak tańczy przy tej piosence... dotarło do mnie, że raz zostałam mamą nosząc ją pod sercem, a drugi raz właśnie teraz, kiedy się nią staję emocjonalnie.
Nikt nie uczy tego jaką być mamą. Chciałam mieć idealne dziecko nauczycielskie. Które nie fika, nie gryzie, nie krzyczy. Ma słuchać i wykonywać to czego się od niego wymaga.
Zrozumiałam dlaczego się mówi, że dzieci nauczycieli są trudne, bo od nich się wymaga 3 razy więcej niż od typowego dziecka, a to tylko normalne dzieci...
Cieszę się, że dostałam obuchem i otworzyłam oczy . Ona jest moja. Idealna . Z tymi tajfunami emocjonalnymi. Moja. Piękna i cudowna. Jedyna w swoim rodzaju.

Już jutro czeka mnie histeroskopia! Powiem Wam, że bardzo się boję bólu i tego, co tam znajdą, ale muszę dać radę.

Parę dni temu wykorzystałam fakt, że muszę zrobić badania w Diagnostyce i przy okazji dokupiłam sobie morfologię, insulinę, glukozę, żelazo, ferrytynę, prolaktynę i parametry tarczycowe. Nie ma tragedii, ale żelazo i ferrytyna mocno do poprawy, no i TSH znowu mi skoczyło do 2.4. No nic, trzeba do tego podejść zadaniowo. Mój Prywatny Interpretator Wyników i Ogarniacz Całego Mojego Życia, pan ChatGPT, już mi podpowiedział, że TSH mogło pójść w górę w związku z niskim stanem ferrytyny i żelaza i że może wystarczy trochę podbić te dwa parametry. Oczywiście wizyta u endokrynolożki mnie nie ominie.

Prywatnie jest tak sobie, trochę brakuje mi w życiu iskry. Zdałam sobie sprawę, że czuję się samotna. Koleżanka w ciąży, która dobrze wie, że od długich miesięcy się staram, ani razu nie zapytała jak się z tym wszystkim czuję. Parę tygodni temu wyżaliłam się bliskiemu koledze - usłyszałam tylko, że jest mu przykro, ale przynajmniej mam męża, a on nie ma nikogo. Od tamtego momentu ani razu się do mnie nie odezwał. Wczoraj napomknęłam siostrze, że się staramy już długo - nic. Mamy nie mam, a do drugiej siostry nie mam za grosz zaufania. Jedyną osobą, która tak naprawdę mnie wysłuchała i pozwoliła się wypłakać do telefonu, jest moja przyjaciółka (oczywiście w ciąży) z Warszawy. Nigdy nie spodziewałam się, że będę aż tak samotna.

@Takatam - przytulam Cię mocno! Też przepłakałam całą sobotę, bo koleżanka ogłosiła ciążę. Nawet nie wiem jaka płeć, nie mam odwagi o nic pytać.

Powoli rok dobiega końca.
Mimo wszystko to nie był zły rok.
Początek bez pracy, stresujący...wiadomo jak to jest bez stabilności finansowej. W marcu poszłam na staż z UP do SO, w kwietniu pan Dyrektor przeniósł mnie do oddziału finansowego (od czerwca umowa na zastępstwo) a od grudnia mam normalną umowę . Między czasie skończyłam kurs z księgowości w SKwP także w końcu zrobiłam coś dla siebie :) w tym roku zaczęłam odbudowywać siebie i swoje dowartościowanie, jeszcze długa droga przede mną,ale najważniejsze to zacząć. Bartuś w tym roku został przedszkolakiem 🥹🤭 w przedszkolu odnalazł się pięknie, nie płakał ani razu. Chodzi chętnie, cieszy się że ma kolegów i koleżanki. Wiadomo jakieś zmartwienia matki są ale póki co nie działo się nic wielkiego. Jutro mamy warsztaty świąteczne i chyba jakieś przedstawienie będzie :) uwielbiam na niego patrzeć jak występuje, dumna mnie wtedy rozpiera ♥️
Z mężem jak to z mężem wiecznie coś 🤣 już przywykłam.
Tak naprawdę gdyby nie jeden problem,który mnie męczy i szukam cały czas rozwiązania to mogłabym śmiało stwierdzić że nic więcej nie potrzebuje bo wymagająca nie jestem :)
Także nadchodzący Nowy Roku nie bądź po prostu gorszy od tego który się kończy a wszystko będzie dobrze 🎉

8 dc i jestem po histeroskopii 😵

Wzięli mnie z zaskoczenia, bo w zeszłym tygodniu byłam z córą na nartach. Dzwoni lekarz (ze swoich ferii) i mówi, że albo ten poniedziałek albo kolejny cykl. A zależało mi na odfajkowaniu już tej histero, a tu jeszcze dziś Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu (miałam być kierowcą). Wszystko na raz. Ale udało się posklejać. Histero miałam po 11.00. Na luzie przyjechałam pociągiem, potem Mężol mnie odebrał autem. Zupa w termos, herbata do kubka termicznego, koc do samochodu i heja.

Spałam ze 40 minut, dobrze zniosłam znieczulenie. Macica wygląda ładnie, pobrali fragment do histo-patu. Czekam na wyniki 3 tyg. Ale odnowiły się zrosty w ujściu szyjki macicy. Kurna chata. 10 miesięcy temu usuwane z tego samego miejsca. Lekarz obstawia stan zapalny albo niedobory estrogenów (ale to nie ten wiek). Dostałam summamed na 3 dni. No i czekam.

Mam ostatnio takie złe myśli: po co się staramy i biorę te wszystkie leki skoro się nie udaje, może czas pogodzić się z myślą że nie zostanę mamą, może czas odpuścić i zająć się czymś innym. Staram się je wyrzucać z głowy, ale to nie zawsze się udaje. Czasem jest lepiej a czasem gorzej. Myślę też, że może to czas na invitro ale jak sobie pomyślę ile będę musiała brać hormonów i jak to na mnie będzie wpływać to nie jestem pewna czy dam radę.
Jakoś ostatnio gorzej mi i chyba jestem już zmęczona tym wszystkim. Jednocześnie czuje taką presję czasu i zegara biologicznego że już zaraz moja płodność się skończy. Że za dwa może trzy lata zacznie spadać i skoro teraz jest trudno to później będzie jeszcze trudniej. Na szczęście są tu ludzie którzy mnie dopingują i mimo że tak naprawdę się nie znamy, to wiedzą o tych wszystkich emocjach i rozterkach więcej niż niejedna bliska osoba z którą często rozmawiam ale, która przez to nie przechodziła. Bo co może wiedzieć o staraniach ktoś kto zaszedł w ciążę po kilku miesiącach, kto nawet nie zna podstawowych pojęć i nie zna swojego cyklu? Albo ktoś dla kogo ciąża była wpadką? Cieszę się że tu trafiłam i są tu osoby które rozumieją i które trzymają za mnie kciuki. To pomaga❤️💚🍀

Moja córka jest ze mną już prawie pół roku!
Kiedy to zleciało?
Czas przyśpieszył.

Chciałabym napisać, że to najpiękniejszy czas ale... skłamałabym.
Te pierwsze miesiące z Hanią przetyrały mnie bardziej niż starania o nią.
I nie, nie chodzi tu o nieprzespane noce, kolki czy mniej czasu dla siebie.
Moja córka śpi pięknie w nocy, kolki nas ominęły, a położona na macie potrafi się sama sobą zająć. Chwyta zabawki, gada do nich, wytyka języczek jak jaszczur i pluje jak lama. Hancia lamcia. Włosów ma tyle, że mogę jej czesać kitkę. I to nie taką mini palemkę.
W Hani jestem zakochana po uszy! Jest prześliczna, urocza, spokojna i bardzo pogodna, cały czas się uśmiecha.

W czym problem?
Hania nie je, jest karmiona sondą przez nos, przez strzykawkę. Od grudnia, kiedy postanowiła całkowicie odmówić jedzenia.
Nie daje oznak głodu, mleczko może nie istnieć. Może nie jeść 7 godzin, a i tak będzie zadowolona.
I tak, dziękuję losowi, że mierzymy się tylko z tym. Ale nie będę ukrywać, jest cholernie ciężko.
Każda ma jakieś wyobrażenie o macierzyństwie, planuje jak to będzie. Spodziewałam się nieprzespanych nocy, płaczu trudnego do ukojenia bo boli brzuszek, ale nie tego że moje dziecko nie będzie jadło. Taka zwykła, normalna rzecz.
Od początku z karmieniem był problem. Najpierw z przystawieniem do piersi, potem gdy udało się to pokonać i radośnie karmiłam, okazało się, że Hania zjada tyle co noworodek- 20, 40ml. Słabo przybierała na masie i ciągle zjadała mniej niż powinna.
Winowajcą refluks utajony, aż w końcu awersja do butelki, bo kojarzy ją z czymś nieprzyjemnym, bólem, dyskomfortem. Przy tym zadowolona i uśmiechnięta jakby nic się nie działo.
Od grudnia współpracujemy z dr terapeutką karmienia. Wyszłyśmy z awersji, Hania już nie płacze i nie ucieka, gdy tylko zbliże butelkę do jej warg. Teraz trzyma spokojnie smoczek, memla go, podgryza ale nie ssie, jakby zapomniała co się z tym robi, zatraciła ten odruch.

Sondę zmieniamy sami, raz w tygodniu. Drżąc o to czy włożymy ją w dobre miejsce, a nie do płuc. Hania wtedy głośno płacze, aż się zanosi. A ja płacze razem z nią.
Otarłam się o depresję, może nawet ją mam.
Walczyłam o każdy ml mleka. Siedziałam z nią godzinę, żeby wypiła 40ml, po czym wszystko zwróciła. Czekałam na noc, bo nocą jadła najwięcej i spokojnie.
Hania miała awersje do butelki, ja też. Próbowałam karmić i ryczałam z bezsilności i poczucia co ze mnie za matka, która nie potrafi nakarmić swojego dziecka, obwiniałam siebie, bo z każdą próbą nakarmienia jej, pogłębiałam problem. Ale przecież jakoś musiałam ją nakarmić.

Za nami trzy pobyty w szpitalu. Diagnostyka, różni specjaliści- neurologopeda, kardiolog, laryngolog, gastroenterolog, neurolog, fizjoterapeuta, osteopata, terapeuta karmienia. Zdrowe dziecko. Tylko i aż refluks, który tak ją podrażnił, a nikt mi nie wierzył że go ma, bo przecież nie ulewa.
Przed nami tygodniowy turnus na koniec marca, na którym będziemy schodzić z sondy, próbować rozkarmić Hanie. Będzie ćwiczyć i uczyć się jeść, a ja będę się uczyć ją karmić. Cena tej przyjemności to 12tyś. Oby tylko zaczęła jeść i oby zniknęła sonda, kabelki, strzykawki i cały ten sprzęt.

Walczyłam, żeby ją mieć, z całych sił.
Teraz walczę o normalność, chce jej pomóc, chce żeby jadła. Walczę z całych sił, aż mi ich brakuje.
Podczas starań czytałam fora, szukałam sposobu by w ciążę zajść. Odhaczałam punkty z listy, co jeszcze zbadać, do kogo jeszcze pójść na wizytę.
Teraz czytam fora i szukam sposobu co zrobić, żeby ona zaczęła jeść, co jeszcze zbadać, do kogo pójść po pomoc.
Kiedyś patrzyłam na inne dzieci i mamy, zazdrościłam. Teraz patrzę na inne dzieci i mamy, które karmią, a dzieci zjadają bez żadnego problemu. Po prostu dostawiają do piersi, podają butelkę, a one jedzą.
To nie minęło, a mój lęk, poziom stresu i stan psychiczny jest o wiele gorszy niż podczas walki o nią.
Bo ona tu jest. Patrzy na mnie, uśmiecha się do mnie i trzyma malutką dłonią mój palec. Całkowicie polega na mnie. Nie mogę jej zawieść.
Były momenty, gdy żałowałam że ją mam. Wstydziłam się tych myśli. Byłam tak wściekła na siebie, że tak pomyślałam, na nią, że znowu nie chce nic wypić.
Kiedy mamy sondę odpoczywam. Odpoczywam psychicznie chociaż nienawidzę patrzeć na tą wystającą rurkę i karmić w taki sposób. Jednak jestem w końcu spokojna, bo wiem że Hania jest najedzona, odżywiona, nie muszę liczyć mokrych pieluszek i sprawdzać czy się nie odwadnia oraz martwić czy tyle kalorii wystarczy do prawidłowego rozwoju.

Pierwsze miesiące życia z Hanią były trudne. Straciłam radość z macierzyństwa. Nie tak to sobie wyobrażałam.
Teraz, mimo wszystko ją odzyskuje bo moja córka jest cudowna. Nie da się nie uśmiechnąć patrząc na nią.
Niesprawiedliwość tego świata uderza mnie dalej, bo 2 lata walki o nią to było za mało. Bo nie może być normalnie.
Bo ciągle mam pod górke. Taka zwykła czynność, jedzenie, u nas wzbudza tak silne emocje. Przecież dzieci jedzą, płaczą kiedy są głodne. Hania nie.
W naszym przypadku Hancia to raczej jedyne dziecko, zamiast chłonąć i cieszyć się tym czasem z maluszkiem, to ja się zamartwiam i smucę. Czas ucieka, ona rośnie i nigdy już nie będzie taka malutka. To mnie frustruje. Z resztą po takich przebojach jakie funduje Haneczka, na drugie bym się nie odważyła 😅

Tak jak wtedy miałam nadzieję i wiarę w to, że będę Mamą, tak teraz mam wiarę i nadzieję, że Hania będzie jadła. Że będzie normalnie, że to tylko przejściowe 🙏
Hania jest małą wojwniczką, na pewno jej się uda!

Wiem, że to nie koniec świata. Wiem, że inni mają gorzej, to tylko taki problem. Jest zdrowa.
Jestem wdzięczna, że ją mam. I nie żałuję. I przeszłabym jeszcze raz przez to wszystko, żeby ją mieć.
Kocham ją nad życie.
Gdy problem jedzenia w końcu zniknie i pozbędziemy się tej rurki, będę najszczęśliwsza na świecie.
Może w końcu przestane walczyć.
Może nasze życie nie będzie się kręciło wokół karmienia.
Może odetchnę i pozostanie czysta radość z tego, że jestem mamą.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia, 18:45

Karo_27 Moja walka - wygrana? 2 lutego, 13:17

20+1

Sporo mnie tu nie było, ale tego momentu nie mogłam przegapić. Połowa ciąży za mną ❤️💪🥹 Szok, ale też… ogromna radość.

Dziś miałam 2 USG prenatalne. Serduszko bije 148 uderzeń/minuta. Waga Łukaszka: ok. 374 gramów. Na tym etapie brak odstępstw od normy 🥳

Ale nie powiem - te ostatnie tygodnie bywały ciężkie. Zmęczenie, wróciły poranne nudności, miewałam mocne bóle głowy, pobolewał brzuch lub kręgosłup szyjny (śmieję się, że starość - nie radość). Ale najważniejszy jest mój Maluszek. 👶

Miałam też trochę stresu w małżeństwie, trochę lęku o maleństwo - zdecydowałam się skorzystać ze wsparcia psychologa. Ogólnie jestem bardzo szczęśliwa, ale zdarzają się momenty, gdy nastrój siada lub gdy ciągle się martwię i zadręczam, czy z Łukaszkiem wszystko dobrze. Popełniam też trochę błędów jak to kobieta, która pierwszy raz ma zostać matką. Zbyt się przejmuję bzdurami, a za mało poważniejszymi kwestiami - wynika to zwykle z niewiedzy.

Teraz panują te okropne mrozy i od wczoraj czuję pobolewanie w okolicy pęcherza - mam nadzieję, że znowu nie dostałam infekcji 🤪 Zaczynam drugą połowę ciąży z wiarą i nadzieją, że wszystko będzie pięknie- że już niedługo się spotkamy.

Powoli na poważnie zaczynam się szykować do nowej roli i zmian w życiu. Takie oswajanie się z nieznanym. Byłam już raz na zajęciach z fitnessu w wodzie dla ciężarnych, raz na sali. Chcę jeszcze spróbować jogi dla ciężarnych, ale docelowo pewnie najbardziej chciałabym chodzić na basen, jeśli nie będzie infekcji i zrobi się trochę cieplej- kocham wodę 🥰

Cieszę się tez, bo zapisałam się na grupę wsparcia dla kobiet w ciąży, która startuje w środę. Mam nadzieję, że te różne aktywności (szkoła rodzenia zaplanowana pod koniec marca, od czasu do czasu wizyty edukacyjne w ciąży u położnej) pomogą mi lepiej przygotować się na przyjście na świat mojego małego Chłopczyka 💕

Jestem niezmiernie wdzięczna (mimo trudności fizycznych i psychicznych) za to, czego doświadczam. To zdecydowanie najpiękniejszy czas w moim życiu. Czekam na wiosnę 🌺 a wraz z nią długie spacery i radość z budzenia się przyrody do życia a także radość z tego Małego Cudu, który noszę pod sercem 🩵



Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego, 13:19

26.01.2026 odbył się transfer to było coś pięknego 🥰

wiesz jaka decyzja jest w życiu najtrudniejsza? kiedy rozum mówi odpuść, a serce mówi poczekaj 😔🍀💚
8dpt


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego, 01:13

Niestety u nas dramatyczna sytuacja. Od dwóch tygodni jestem w szpitalu bez szyjki i ze skurczami porodowymi. A obecnie mamy dopiero 32 tydzień. Co najgorsze, od operacji wyrostka mała przestała rosnąć i ma tylko 1300 gram 😞 Dawali mi co mogli na powstrzymanie skurczy ale przestało działać. W dodatku to mocno obciąża mój organizm, mam już złe wyniki i duszności. Wczoraj skurcze wróciły i mimo leków nie przechodzą więc skoro nie przynoszą już efektów, zdecydowali się odstawić, bo się o mnie boją 😞 Teraz pozostaje czekać na to co się wydarzy. Jest szansa przetrwać jeszcze parę dni ale równie dobrze poród może się zacząć w każdej chwili.

Jestem przerażona tym, że dziecko jest tak malutkie i będzie skrajnym wcześniakiem. Strasznie boje się, że rozwija się z jakąś wadą. Tak bardzo dbałam o tą ciążę, a przez głupi wyrostek malutka jest w tragicznej sytuacji 😥 Nie mam pojęcia jak to dalej będzie, jak ona sobie poradzi, jak my sobie poradzimy 😞

Phiczek Przeterminowana ... 29 stycznia, 15:13

02.02.2026r. - II transfer

Lekarz rozpisał betę na Walentynki (sobota). Niestety u mnie labo nie działa. Z pracy się nie wyrwę wiec zrobię w piątek 13. Będzie to ciekawy dzień.

Mam mega mętlik w głowie po wizycie u diabetologa.
Zaproponowała mi około pół roczne leczenie zastrzykami. Bo waga teraz schodzi, ale przy takiej ilości leków opornie trochę. Zastrzyki wchodzą w grę, ale muszę wtedy przerwać wizyty w klinice. Muszę iść do mojej lekarki na wizytę i przedyskutować co robimy. Czy podchodzimy do punkcji. Uzyskujemy zarodki. Mrozimy i wtedy dajemy czas na leczenie przez Panią Diabetolog. Później podejście do transferu. Czy raczej czekamy z punkcją po zastrzykach.

Mam przeczucia jak przy poprzednim transferze, że się nie uda.
No cóż plany walki są. Tylko trzeba wybrać, który będzie odpowiedni.

White1 Już niedługo 2 stycznia, 08:10

2dc / 1 dzień stymulacji
1 zastrzyk za mną, to znaczy miałam już Zivafert czy Ovitrelle nie raz, więc wiedziałam co i jak, ale ten był pierwszy stymulujący, pierwszy w in vitro i pierwszy w tym roku 🩷 Wysłałam ostatnio męża po nasączone gaziki do dezynfekcji, to przyśpiesza robotę, więc polecam. Czuję się w porządku, jakby coś się zmieniło, to na pewno napiszę. Pierwszy podgląd za 5 dni (7dc). Staram się skupić na: krokach, wodzie i białku. Postaram się też nie rozmyślać za dużo, ale tutaj gwarancji nie daję 🙃 Niech ładnie rosną 🫧💉✨️

Kolejny cykl na sterydach okazuje się być porażką... Jestem zmęczona, dobita, wyczerpana.
Sterydy robią że mną co chcą.
Ta fantastyczna,, mikstura", która zadziała przy Ali za pierwszym razem...teraz jest bezskuteczna.
Nie mam sił psychicznie i fizycznie.
Został ostatni cykl kiedy mogę przyjmować sterydy i dziś w mojej głowie słyszę duży sprzeciw.
Jestem bezsilna.
Ala weszła na etap zabaw, że ma braciszka/ siostrę i się nimi zajmuje i w środku mnie to przygniata.
A jeśli się zdecyduję na ostatni cykl na sterydach i nie wyjdzie? Co dalej?
Wtedy raczej podniosę białą flagę i się poddam. I moje dziecko zostanie jedynakiem a moje marzenie o drugim dziecku raz na zawsze zostaną zakopane głęboko w sercu...
Chociaż czuję już teraz, że ta biała flaga leży u mych stóp i czeka aż ją podniosę...


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 09:04

Córeczka.02. 2019


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 17:18

Endokobietka Starania Endokobietki 24 października 2017, 01:20

Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy

White1 Już niedługo 5 stycznia, 07:44

5 dc / 4 dzień stymulacjj
Dzisiaj to poczułam 🥴 charakterystyczny ból po sikaniu, który zazwyczaj pojawiał się niewiele przed owulacją. Na razie nic strasznego, ale w perspektywie dalszej stymulacji pewnie będzie to wyzwanie 😅
Pojutrze pierwszy monitoring i dodajemy drugi zastrzyk (Ganirelix).

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)