Wczoraj 6dpt pierwszy raz zobaczyłam dwie kreski na teście 🥹 dziś zrobiłam betę i progesteron, czekam na wyniki!
Jutro moja Łucja kończy 9 miesięcy. 9 in, 9 out. Mówiłam dziś mężowi, że tak szybko mi to zleciało względem ciąży. Obie ciąże były przecież jedynymi okresami w moim życiu, kiedy mogłam uprawiać słodkie lenistwo. Tak czekałam na to leniuchowanie. A ja każdego dnia liczyłam dni do rozwiązania. Nawet książek prawie nie czytałam, było mi tak niedobrze i słabo że trudno się było nawet skupić. Za to teraz nadrabiam. Na spacerach nareszcie mogę usiąść na ławce zamiast być w ciągłym ruchu i czytam jak szalona. Kończę ostatnia powieść Murakamiego i zabieram się za podróżnicze reportaże wyd. Czarnego.
Łucja jest wspaniała. Wesoła, dla każdego ma uśmiech. Była bardzo spokojna, teraz już nie jest, wiadomo, świat robi się coraz bardziej interesujący. Mało płacze. Idzie swoim rytmem. Zaczęła się obracać na 4,5 mca, na 8,5 mca przybrała pozycję czworacza. Jeszcze nie siedzi, jeszcze nie raczkuje. Za to gaworzy. Od dawna i duuuzo. Ostatnio mamy nocne pobudki i gada głośno, na cały dom. A ja w stresie, że obudzi starsza. No, ale Klara ma mocny sen. Dopiero nad ranem gagatek ja budzi. Relacja siostrzana rozwija się cudnie. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Rozwijala się z zaciekawienia, przez sympatię, po miłość. Klara mówiła: lubię Łucję, ale jeszcze jej nie kocham. Potem: zaczynam ja kochać. Potem: już ją kocham.
Czuje się niewątpliwie obdarowana przez los. Mimo codziennych problemów i trosk, typu problemy starszej (obecnie podejrzenie mutyzmu wybiórczego), niewielki metraż mieszkania, wkurzający mąż. To chyba i tak są to problemy żadne. Mam dwójkę zdrowych dzieci. O Klarę tak walczylam. Kiedy się urodziła, nie mogłam uwierzyć że ja mam. Pamiętam te nieprzespane noce z kolkami, kiedy za oknem padał śnieg i skrzyl się w ulicznych latarniach, a ja śpiewałam kołysanki mimo, że ręce mi odpadały, głowa leciała, złamane żebra bolały, a zegar uparcie odmierzał czas: 2,3,4 nad ranem... Wiedziałam, że zniosę wszystko, bo moje marzenie się spełniło. Do dziś kołysanka Pomelody, melodyjki z misia szumisia są jak mój wehikul czasu. To drugie macierzyństwo jest jednak inne. Bo przecież spontaniczne, nie wywalczone. Inne, ale jednak tak samo piękne.
Chyba tutaj nie wspominałam, że kilka dni po porodzie znowu wylądowałam w szpitalu. Powód: zatrzymanie odchodów, ogromny ból brzucha, gorączka. Płakałam. Całymi dniami płakałam. Z bólu. Ze strachu. Ze smutku. Bałam się, że zostawię moje dziewczynki. Crp wynosiło 100, a ja czułam się bardzo źle. Obiecałam Bogu, że jeśli z tego wyjdę to pójdę z moimi córkami do kościoła i podziękuje. Boże, pamiętam o tym, niebawem się wybierzemy do kościoła z naszą dwójka. Przeżyłam. Przetrwałam. Tak, przetrwałam ten trudny okres. Kiedy mimo słońca za oknem w moim sercu był mrok. I panika. Jak się rozdwoic. Jak bawic się ze starszą kiedy młodsza kwili w pokoju obok. Przecież jest z mężem, ale serce matki i tak się wyrywa. Starsza miała trudny ten początek z siostrą, bo tydzień przed planowanym CC wylądowałam na patologii z gorączką i biegunka. Zostawili mnie już do rozwiązania, więc Klara nagle została bez mamy. A potem mama wróciła z nowym dzidziusiem i już nie miała tyle czasu co przedtem. Tak, może nam się wydawac, że znajdziemy ten czas, że nigdy nie dojdzie do sytuacji że dzidzia zabierze czas starszej. Przecież to straszą tu była pierwsza, jest zawsze na pierwszym miejscu. Ale biologia proszę państwa, działa inaczej, a czas nie guma, choćbyśmy nie wiem jak chciały, nie naciągnie się...
Po porodzie długo dochodziłam do siebie. Ta druga cesarka była dla mnie mniej łaskawa. Przez miesiąc chodziłam tip-topami, z przykurczem.
Druga ciąża była spontaniczna i nie czułam instynktu całą ciążę, to jednak po porodzie mój organizm przestawił się w mig na inny tor. Tor ochrony maleńkiego życia. Mieliśmy dramatyczny incydent w szpitalu. Małej zaczęła z ust toczyć się piana. Zaczęła wierzgać rękami i nogami. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Chciałam biec do dyżurki, ale nie mogłam się minąć z mydelniczka w której leżało dziecko sąsiadki. Sala była tak mała. Musiałam wycofać jej mydelniczkę, potem wyjechać z moja. Biegłam po korytarzu, bo nie wiedziałam nawet gdzie jest dyzurka. Wpadłam tam i nie zapomnę do końca życia miny pielęgniarki. Wystarczył rzut oka na moje dziecko, nie zdążyłam nawet powiedzieć co się dzieje. Porwała ja na blat, włożyła do gardła rurkę ze słowami: muszę ją odsluzowac. Zamroziło mnie. Do dziś pamiętam to uczucie. Okazało sie, że mała krztusiła się wodami płodowymi. Przyszłe mamy, uważajcie. Pianka z ust to wody płodowe. Należy szybko działać.
Wtedy się przekonałam, jak jednak bardzo ja kocham. Mimo tej całej, trudnej dla mnie ciąży. Noc nieprzespana, bo czuwalam, mała cały czas na piersi, nieodkladalna. Rano się okazało, że w ogóle nie ciągnie. To samo było z Klara. Znowu byłam zła na siebie, że nie podałam w nocy mm. Człowiek jednak często popełnia te same błędy. Cel mówiła że to dziwne że nie ciągnie. Ale ja wiedziałam, że będzie tak samo jak z Klara. Zacznie pić kiedy będzie nawał. A nawal po CC na zimno jest później, ok 4 dnia. I tak było. Do tego czasu odciąganie w dzień i w nocy. Jeśli czytasz mnie, Mamo, spodziewająca się drugiego dziecka lub starająca się o nie: te pierwsze dni są trudne. Bardzo trudne. Dla każdego członka rodziny. Ale mijają.
Mała była długo zolta. Do przyjścia położnej środowiskowej umierałam że strachu. Okazało się, że fakt, jest żółta ale to jeszcze nie żółtaczka. Badania krwi to potwierdziły. Nie było konieczności hospitalizacji. Na szczęście nie było kolek, ale był refluks ukryty. Mała od połowy nocy nie spała przez kilka m-cy, tylko kręciła główka. Ciężko się na to patrzyło. Były noce, że spala na mnie, a ja nie spałam w ogóle. Ze zmęczenie raz dostałam drgawek. Ale potem rytm się ustabilizował, nadeszła mroźna zima, jakiej dawno nie było. Kochalysmy te spacery na mrozie. Łucja dziś ma 9 miesięcy i nadal każda drzemkę ma w wózku 🙂😀 Staramy się jak najwięcej czasu spędzać wśród drzew. Mimo, że mieszkam w dużym mieście w dużym, nowoczesnym blokowisku, to mamy tutaj lasek, łąki, park. I tak chodze, wydeptuje kolejne kilometry, zmienia się szata drzew, okoliczności natury, zmienia się też Łucja. Przesiadamy się na spacerówkę. Jest to dla mnie wesołe i smutne zarazem. Ludzie marzą, żeby odchować dzieci i moc wrócić do normalnego życia. Ja już o tym nie marzę. To i tak będzie a teraz jest tu, teraz liczy się chwila. Dzieci tak szybko rosną. Oglądam filmiki z malutka Klara i wprost nie wierze, że ona taka była. Jak to się stało, że o tym zapomniałam??
Nie jest łatwo z dwójką. Jeśli myślałam, że nie mam czasu z jednym, myliłam się bardzo. Miałam mnóstwo czasu. Ponieważ Łucja ma drzemki tylko w wózku, w domu nie zrobię nic. Przyjdę z nią i nie mam czasu się bawić z nią na macie bo muszę ogarniać obiadek dla niej lub bajzel. A bajzel jest straszny. Mamy 54 m mieszkania i 58 m ogrodu. Jak inni ogarniają domy, szczerze, nie wiem. Fakt, że nasi rodzice nie mieszkają w naszym mieście chyba jest tutaj kluczowy. Jak przyjadą i zajmą się dziećmi to jest zupełnie inaczej. Ale przyjeżdżają rzadko.
Właśnie wracamy od lekarza. Łucja ma zaparcia i prawdopodobnie szczelinę odbytu. Jutro badania krwi i zaczynamy kurację dicopegiem. Ma też alergie na jajko. Spi właśnie a ja wracam do mojego Murakamiego.
5 lat, 10 miesięcy razem
Dawno mnie tu nie było, dużo się zmieniło, drugi rodzic całkiem urwał z nami kontakt, nowa zazdrosna partnerka osiągnęła co chciała, regularnie psuła naszą relację, a mieliśmy naprawdę wzorową. Wzorową do tego stopnia, że zanim się pojawiła żartowaliśmy, że jest tak dobrze, że może to być coś potencjalnie trudnego do zaakceptowania dla naszych przyszłych partnerów. Jak widać w złą godzinę były wypowiedziane te słowa bo spełniły się w najgorszym mozliwym scenariuszu.
Młody pamięta i będzie pamiętał, bo był to cudowny rodzic dla niego, tym bardziej nie mogę pojąć jak do tego wszystkiego doszło i nie moge się z tym pogodzić, mogłabym mu wybaczyć wszystko, ale nigdy nie wybaczę, że nie pomyslał jaką robi dziecku krzywdę. Nic tego nie tłumaczy, ani nie usprawiedliwia.
Myślę, że nie bez znaczenia było też, że od czasu kiedy się rozstaliśmy, po tej drugiej stronie wszystko szło jakby pod górkę, częsta utrata pracy i problem ze znalezieniem nowej, burzliwy związek (wieczne rozstania i powroty), długi które doprowadziły do upadłości. Kiedy bylismy razem, nie mieliśmy zbyt wielu życiowych zmartwień, taka zmiana musiała być dla niego ogromnie trudna. Natomiast nie uzasadnia tego, że zaczał mnie obwiniać o wszystko, o sposób w jaki się rozstaliśmy, o to że związek, który był zgodny i szczęsliwy wcale taki nie był, o jakies wygrzebane z piwnicy przeszłości rzeczy, które wcześniej nie miały znaczenia. Cokolwiek powiedziałam, czy zrobiłam traktowane było jako atak, albo próba kontroli nad jego życiem. Jeżeli pomoc w znalezieniu pracy, wsparcie emocjonalne po rozstaniach i pozyczanie pieniędzy na życie komuś bezrobotnemu jest próbą kontroli, to przyznaję się od razu. Każda z tych rzeczy została odwrócona przeciwko mnie.
To dobry człowiek, chciałabym, aby w życiu mu się poukładało, chciałabym żebyśmy mieli dobry kontakt, chciałabym aby był w życiu młodego, ale życie potoczyło się inaczej. Wszystko się posypało, zaczęły się awantury, kłamstwa, a na koniec próba zastraszenia mnie i groźby. Straciłam całkiem zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Żeby sobie jakoś z tym wszystkim poradzić, chodziłam do psychologa, do którego chodzilismy wcześniej razem w spornych kwestiach dotyczących młodego (jest to psycholog, który zawsze przedewszystkim kieruje się dobrem dziecka, a nie rodziców). Wraz z psycholog szukałam rozwiązania, które pomoże rozwiązać sytuację, nie ograniczy kontaktu byłemu z dzieckiem, ale do czasu rozwiązania konfliktu pozwoli na bezpieczny kontakt. Tym rozwiązaniem były spotkania odbywające się w warunkach bezpiecznych, czyli albo u mnie w domu (niekoniecznie w mojej obecności), albo poza domem w obecności jednego z moich rodziców (z którymi były miał bardzo dobry kontakt nawet po naszym rozstaniu), oczywiście bez ograniczeń czasowych czy ilościowych. Traktowałam to rozwiązanie jako tymczasowe, do poukładania sytuacji między nami. Najpierw znów zaczął się odgrażać, nawet jego mama się włączyła i powiedziała, że mnie zniszczy, było to z jednej strony straszne, ale z drugiej wiedziałam, że dopóki chce być w życiu dziecka to się jakoś prędzej czy później dogadamy dla dobra syna. Potwierdził, że przyjdzie, a po kilku dniach napisał SMSa, w którym wypisuje się z bycia rodzicem i zwala winę na mnie. Nie mogłam w to uwierzyć, nie wiedziałam jak zareagować, co powiedzieć dziecku.
Wcześniej już dwa razy próbował się wypisać z bycia rodzicem, najpierw zaraz po rozstaniu, później jak młody miał ok 2 lata, za każdym razem przekonałam go żeby został. Tym razem nie miałam na to siły, gdybym wcześniej nie próbowała wpływać na jego decyzje o odejściu z życia młodego, dziecko nawet by go nie pamietało. Jak widać obróciło się to przeciwko nam. Dlatego tym razem przyjęłam jego decyzję bez wdawania się w dyskusję i z ogromnymi wyrzutami sumienia względem syna, któremu mogłam tego wszystkiego oszczędzić, gdybym odpuściła wcześniej.
Nie mamy kontaktu od 9 miesięcy, młody czasem wspomni coś jeszcze, ale cała sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Nie płakał za nim, po prostu wspomina, na początku częściej, ale z każdym miesiącem coraz rzadziej.. Młody nie zna całej sytuacji, nie chce w jego oczach oczerniać byłego, niech go zapamięta jak najlepiej, niech ma z nim same dobre wspomnienia i tylko jedno złe - to że go nie ma 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja, 06:13
Pobrano 23 oocyty
W 3 dobie rozwija się tylko 6 zarodków 😞
Boże znowu to nie idzie tak jak powinno 😭
Miałam zebrać 9 zarodków do pgta, umowy podpisane, nie ma od tego odwrotu.
Widełki są takie, że za 2-4 jest taka sama cena.
Miałam nadzieję, że chociaż dobrych 4 dobije.
Gdybym wiedziała, że to tak słabo pójdzie to bym się nie decydowała na te badania. A teraz nie ma odwrotu bo to był warunek do tych stymulacji jedna po drugiej 😞
Czuję się coraz lepiej ale 2 doby przeleżałam.
Tym razem raczej hiperka mi nie groziła.
Tzn bardzo mnie bolało i dość mocno krwawiłam ale czułam, że będzie ok choć bite 2 dni leżałam prawie plackiem.
Czas na aktualizację.
Maj 2026
Hania i ja po intensywnym turnusie, który trwał 5 dni. Było ciężko dla mnie i dla niej. Przez całe swoje życie nie płakała tyle co przez ten tydzień, a ja mogłam tylko patrzeć.
7 maja pozbyliśmy się sondy 👏
Po 5 miesiącach karmienia tylko w ten sposób, Hancia je buzią 🥹 zjada papki, grudki, kawałki.
Pije mleko z butelki! I to nie po 30ml.
W końcu jest normalnie.
Nie ma odruchu wymiotnego, nie chlusta mlekiem.
Po prostu proponuje jej butelkę, a ona wypija całą porcje bez płaczu, odpychania, zaciskania ust.
Otwiera buzie na łyżeczkę, nie pluje, nie prowokuje wymiotów.
Jestem z niej taka dumna! Tak pięknie sobie radzi.
A ja odżyłam. Dopiero teraz cieszę się tak na 100% macierzyństwem. Robimy rzeczy, których wcześniej nie mogłyśmy, byłyśmy na basenie, w restauracji karmiłam ją w krzesłku. Bez strzykawek, rurek, wężyków.
Jakie to jest piękne!
Oby tak zostało!
Zjada wydaje mi się nie mało. Najważniejsze, że w spokoju, świadomie. Potrafi jeść, jeszcze większe ilości przyjdą z czasem.
Najpiękniejszy prezent na dzień mamy 🥹🥹🥹
Trochę tu jestem ale więcej mnie nie ma.
Trochę się dzieje dobrego, trochę złego.
Trochę sama nie wiem co czuje. Czy jestem gotowa na to wszystko, czy jednak nie. Może wszechświat wie co robi, że nie jest mi dane stworzyć rodzinę. Może po prostu się do tego nie nadaje. Przecież ja nie wiem nic o dzieciach, w co ja się pcham?
Widocznie nadaje się do poświęcenia w pracy. Nie czytam od początku maja tutaj niczego bo wszystko ma na mnie zły wpływ.
Ostatnio miałam też dziwną sytuację w rodzinie, a może tylko dla mnie dziwną, nie wiem... Chociaż Mój też mówił, że dla niego to mega dziwne i wolał nie poruszać tematu. Trochę się ostatnio samobiczuje, nie wiem czemu. Staram się odgonić złe myśli, chociaż może w sumie niech płyną. Kiedyś się skończą i wejdzie znowu ta pozytywna energia. Póki co zamknę się dalej w swojej bańce nieszczęść i zobaczę co los przyniesie. W końcu będzie lepiej, ale to jeszcze nie ten czas.
Standardowa sinusoida myśli, emocji i splotów zdarzeń w ostatnim czasie... teraz jest kreska w dole... może później zawita ku górze...
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja, 15:18
❄️4AA
❄️4BA
Trochę się porobiło, więc po kolei:
02 czerwca 2026 - zgodnie z planem miałam transfer. Wszystko poszło bez najmniejszego problemu.
08 czerwca 2026 - 6 dpt, pierwsza beta dla kliniki, wynik… chujowy: 4.9 mlU/ml. Lekarz do mnie zadzwonił. Byłam pewna, że będziemy rozmawiać o kolejnym transferze, ale nie. Dołożył mi jeszcze progesteronu i kazał powtórzyć betę i proga za kilka dni.
W międzyczasie robiłam oczywiście sikacze. Niby ta druga kreska była, ale to był cień cienia, nie do uchwycenia na zdjęciu.
13 czerwca 2026 - 11 dpt, druga beta dla kliniki, wynik: 37.5 mlU/ml. Lekarz znów zadzwonił, kazał powtórzyć betę i zrobić USG. Jednocześnie uprzedził, że na radość i fanfary jeszcze za wcześnie. Jednak umiarkowany entuzjazm nie zaszkodzi.
I teraz na to czekamy. Ostatnie potwierdzenie w klinice będzie 20 czerwca 2026.
I dzisiaj też zrobiłam sikacza. Sama nie wiem po co. Jakby kawałek papieru miał mi odpowiedzieć na pytania, na które mogą odpowiedzieć jedynie beta i USG.

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca, 14:05
18 dc
Ostatnio łapię się na tym, że czas biegnie bardzo nierówno. Jedne dni znikają w mgnieniu oka, a inne wydają się trwać zdecydowanie dłużej. Dzisiejszy dzień jest raczej spokojny, bez większych emocji i niespodzianek.
Coraz częściej zwracam uwagę na drobne rzeczy, które wcześniej umykały w codziennym pośpiechu. Zwykłe rozmowy, małe rytuały czy chwile śmiechu potrafią nadać dniu zupełnie inny charakter. Ciekawe, jak wiele takich momentów mija niezauważonych, gdy człowiek skupia się wyłącznie na celu.
Dzisiaj do pracy przyszła koleżanka, która aktualnie jest na urlopie po tym całym okresie macierzyńsko-rodzicielskim. Za miesiąc wraca do pracy. Przyszła ze swoją roczną córką. Nie mogłam się na to maleństwo napatrzeć.
Marze o tym, żeby to drugie dziecko było dziewczynką.
Czy to egoistyczne?
Po wizycie.
Pęcherzyk ciążowy jest. Zarodka brak.
Na 6 tydzień ciąży z hakiem powinien być już zarodek, a go brak.
Według USG pęcherzyk jest za mały bo 1.4cm żeby był zarodek.
Może być tak że w następny piątek będzie widać zarodek, a może być tak że zarodek obumarł, biorę leki dlatego jest pęcherzyk ciążowy i stąd te krwawienia bo okres się nie może rozkręcić.
Lekarka kazała mi zrobić 2 bety. Najlepiej jak najszybciej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca, 19:44
Beta-HCG (30dpt)
10570 mIU/ml
Ja już nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Dobra podjęłam rękawice i dostałam 3 sierpowe i leżę na deskach...
Narazie nie wiem co dalej...
Jak zwykle w staraniach teraz na coś czekam ale już nie naprawie tego co się po drodze zepsuło.
Ach... Czemu to tak wszystko eozdziera na kawałki.
Beta-HCG (32dpt)
9885 mlU/ml
Spada 🥺
620 dni szczęścia !
88 tygodni mojego cudu !!
531 dni w domu !!
Wróciłyśmy po kilku tygodniach z Tajlandii i i było fajnie, było ciepło, przyjaźnie i dużo plażowania ! Musiałam odpocząć, zresetować się by nabrać sił do walki i walczę ! Dostałam propozycję pracy w tej samej firmie na lepszych warunkach, okres próbny, czy przyjmę ? Nie wiem 🤷♀️ dostałam też inną propozycję na innych warunkach dobrze płatną i co dalej? Nie wiem 🤷♀️ na razie jest dobrze, siedzimy w domku, skupiam się na dzieciach, zaczęłam chodzić na siłownię, jeszcze chwilę mam by pomyśleć 🤔
Muszę zadbać o siebie, o swoją głowę bo było już źle, wszystko mnie tak bardzo przytłoczyło 🙄 chodzę na terapię, muszę nauczyć się przestać bać i obwiniać za każde zło.. postanowiłam że Nelcia zacznie przedszkole od czerwca chyba że przyjmę ofertę pracy to od maja choć ciężko mi o tym myśleć, boję się, tak cholernie się tego etapu boję, ale muszę ją uwolnić z tej banik którą stworzyłam niszcząc siebie i jej przestrzeń.. ohh
Także wczoraj próbowałam spać bez niej choć łóżeczko jest u mnie w pokoju 😂 ale odłożyłam ją do łóżeczka (wielkie brawa dla mnie) nie mogłam zasnąć do 1 w nocy 😂 za to gdy już zasnęłam obudził mnie krzyk mojej córki po 2 😮💨 cóż nie podobało jej się spanie w łóżeczku, wzięłam ją do siebie, wtuliła się we mnie jak w swój ulubiony koc 😭 oh to była cudowna chwila odetchnęłam i spałyśmy aż do 9! Czy to możliwe że ją uzależniłam od siebie ? Czy to złe? Sama nie wiem.. zobaczymy co z tego wyjdzie..
Nelcia już prawie, już za chwileczkę będzie chodzić !
Były pierwsze kroki, był pierwszy siniak na czole 🙄 są pierwsze buciki, takie różowe z kokardeczką 😀
Było też USG i nie ma śladu po cyście ! Nelcia jest czysta jak łza ! Dziś miałyśmy fizjo i jest super, rośnie jest silna i zdrowa ! W przyszłym tygodniu mamy okulistę, oh proszę żeby było wszystko dobrze to tak na sercu byłoby lżej !!
W lipcu lecimy do Polski, a później ? Nie wiem 🤷♀️
Dziś jestem odważniejsza i silniejsza l, bo to co mnie nie zabiło, wzmocniło !
Mój syn rośnie, prawie 14 lat 😱 w szkole idzie mu dobrze, ścisłe przedmioty na górnej półce ! Dumna jestem, języki w małym paluszku 🥰 cóż duma mnie rozpiera !
Kocham, kocham 🥰

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca, 22:04
Okej, jestem już na końcu miesiączki. Emocje opadły, wróciły jakieś siły na działania. Plan na ten miesiąc: wysłać męża na hormony i badania w kierunku insulinooporności, a poza tym odpuszczam testy lh. W kalendarz pewnie nie będę umiała nie patrzeć, ale mam dość sikania na te testy i mówienia mężowi - dzisiaj musimy! Chcę żeby to było swobodne i sprawiało nam przyjemność, no bo ile można? Zobaczymy jak będzie, co będzie. Trudno mi znowu mieć pozytywne myślenie. Chciałabym nie mieć żadnych oczekiwań.
Dziś każda mama aniołka patrzy w niebo 🤍🤍🤍
Ostatnio natrafiłam na fragment wywiadu gdzie padło pytanie czy obawy w ciąży po ivf kiedyś mijają i odpowiedź dała mi dużo do myślenia. Brzmiała mniej więcej tak: ciąża po in vitro to wielka radość, ale nie zastąpi nigdy tej beztroski krótkich, naturalnych starań. Nie zapomina się ile trzeba było przejść i obawa przed utratą tego jest nieporównywalnie większa. Ale ekspertka dodała jeszcze jedną ważną rzecz: wraz z biegiem czasu oddalamy się od tych ciężkich chwil, niepowodzeń i to jedyna droga do większego spokoju.
Wzięłam sobie do serca te myśli, akceptację całego procesu. Dlatego dzisiaj pierwszy raz piszę ten post będąc w ciąży. Nie jako dziewczyna z pozytywną betą, a dziewczyna, która za kilka miesięcy stanie się mamą, a nawet już nią jest, mamą kilku milimetrowego maluszka. Widziałam go 3 dni temu, miał 3.3mm, biło mu serduszko. Mimo gorszego samopoczucia staram się delektować tymi szczęśliwymi momentami, żeby zastąpić nimi wszystkie chwile smutku i poczucia niesprawiedliwości. Bo sprawiedliwości tu nie ma i nigdy nie będzie
08.03.2026 o godz. 12:02 urodziła się nasza córeczka Nela 🥰
37+5 tc z imponującą wagą 4110 gram.
Jest zdrowa, przepiękna, przekochana, wymarzona 😍
Jutro wychodzimy do domu, w dzień moich 30 urodzin... to najpiękniejszy prezent, właśnie spełniło się moje największe marzenie. ❤️
26tc+6
Jutro zaczynamy 3 trymestr... 27 tc... Boze Ty wiesz, jak bardzo trudny dla mnie... błagam, pozwól mi za tydzień napisać, ze go przetrwalismy, ze mamy 28tc i nadal moj synek jest ze mną...
Córeczko, pilnuj go, zwłaszcza w tym tygodniu... najbliższa wizyta w środę, synek powinien mieć 1100-1200g... z taka waga juz ratują dzieci... Boze błagam, daj mu jak najdłużej byc tam gdzie jest, daj mi uwierzyć ze jest tam bezpieczny...
Liczac po dniach ciąży, poprzednia skończyła sie 27+1... Boze błagam, Ty wiesz o co... 🙏🙏🙏
Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja, 00:35
Trochę się nie odzywałam, ale złapałam małego doła, można by rzec. 🫠
Po operacji miałam dłuższą przerwę od treningów i niestety bardzo odbiło się to na mojej sile i wydolności. Człowiek niby wiedział, że organizm potrzebuje odpoczynku po laparoskopii i czasu, żeby wszystko się dobrze pozrastało, ale i tak gdzieś z tyłu głowy była nadzieja, że aż tak tego nie odczuję. No i odczułam. 😅
Wracanie na siłownię okazało się dużo trudniejsze psychicznie, niż myślałam. Widząc, jak mam mniej siły i szybciej się męczę, zaczęłam się do tych treningów wręcz zmuszać. Stwierdziłam więc, że skoro i tak wszystko będę budować od nowa, to może zrobię redukcję, o której wcześniej myślałam, ale bałam się przez spadki siły. Tylko że… redukcja też totalnie nie szła. 😶
Kalorie zostały obcięte — waga stała. Obcięte jeszcze raz — waga dalej stała. A ja miałam wrażenie, że nic mi nie wychodzi. Kompletnie nic. Dopiero teraz coś powoli ruszyło i jest trochę lepiej.
Z siłownią trochę się znielubiłam, ale za to zaczęłam rozciągać się w domu i moim nowym celem jest… szpagat. 😂 Chociaż jestem totalnie zabetonowana, więc droga jeszcze długa.
Z bardziej pozytywnych rzeczy — przeszłam leczenie MacMirrorem po nieprawidłowej biocenozie, przez którą miesiąc temu nie zostałam dopuszczona do drożności. Owulacja w tym cyklu przyszła bardzo późno, dopiero po 20 dc i szczerze byłam już przekonana, że to będzie cykl bezowulacyjny. Ale jednak się pojawiła — tylko trzeba było na nią poczekać.
Niestety timing średni. 😅 Przez dwa tygodnie byliśmy z moim facetem razem na urlopie, więc wiadomo — dużo bliskości i człowiek miał nadzieję. A owulacja przyszła jakieś 3–4 dni po moim wyjeździe do innego miasta, więc od razu wiedziałam, że szanse raczej słabe.
Testy w 8 i 10 dpo były totalnie białe. Obecnie jestem jakoś 12/13 dpo, zależnie od aplikacji. Objawy niby są — bolą mnie piersi, mam mdłości, jestem słabsza — ale miesiąc temu miałam dokładnie to samo i nic z tego nie wyszło, więc staram się nie nakręcać. Jutro zrobię ostatni test i chyba po prostu będę czekać na rozwój wydarzeń.
Zrobiłam też trochę badań i ogólnie jestem zadowolona.
TSH 1.5
fT3, fT4, antyTPO, antyTG✅
Glukoza 90
Insulina 7.42
Żelazo 90 (norma 60-180)
Ferrytyna 9.2 (norma 11-306)
Witamina D 62.3 (norma 30-100)
Witamina B12 347 (norma 180-914)
Kwas foliowy 13.2 (norma 3.89-26.7)
Progesteron 17.99 ng/mL
Estradiol 205.5 pg/mL
Tarczyca stabilnie, cukier i insulina bardzo ładnie. Po krwotoku z pęknięcia jajowodu mocno poleciała mi ferrytyna i żelazo — po wyjściu ze szpitala miałam nawet lekką anemię — ale hemoglobina i czerwone krwinki już wróciły do normy. Teraz najbardziej do poprawy jest właśnie ferrytyna. Kwas foliowy mógłby być wyższy jak na suplementację, B12 też jeszcze do podciągnięcia.
I cały czas zastanawiam się nad tą drożnością, jeśli dostanę okres. Z jednej strony wydatki, z drugiej wiem, że jeśli znowu odpuszczę, to później będę się zastanawiać „a co gdybym zrobiła”. Więc prawdopodobnie podejdę drugi raz.
Także… bywa różnie. Nie jest tragicznie, ale mogłoby być lepiej. 🫶
PS. Byłam dziś kupować prezent dla mamy na Dzień Mamy i w Rossmannie widziałam prześliczne kubeczki „Mini” i „Mommy”. Zatrzymałam się przy nich na chwilę trochę za długo. Ale może kiedyś kupię taki dla siebie. 🕊️
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja, 17:36
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.