Ciąża rozpoczęta 1 stycznia 1970
Dzisiejsze wyniki :

Hipergonadotropowy hipogonadyzm - stężenie LH jest podwyższone w wyniku zaburzeń funkcji gonad , zaś: stężenie FSH jest obniżone w wyniku zaburzeń funkcji podwzgórza lub przysadki.
Przyczyny: naświetlania gonad, zapalenie jąder (powikłanie po śwince). kastracja, ooferektomia, leki cytotoksyczne, guzy gonad, choroby autoimmunologiczne gonad, infekcje gonad, przedwczesne wygasanie czynności jajników, defekty chromosomowe np. (płeć męska) i zespół Turnera (płeć żeńska), defekty w biosyntezie androgenów, niedorozwój gonad, menopauza, niedobór fazy lutealnej, zespół feminizacji jąder, defekt receptorów androgenowych, zespół policystycznych jajników oraz mieszane: np. zespół Noonan.
Wydzielanie FSH jest regulowane przez testosteron i estradiol, działające na podwzgórze na drodze ujemnego sprzężenia zwrotnego. Podwzgórze oddziałuje na przysadkę za pomocą hormonu gonadoliberyny (GnRH).
W poniedziałek idę z wynikami do gin.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2013, 16:41
uuuu nie było mnie tu troszkę... Działo się wiele przez ten czas. Zmieniłam lekarza okazało się że nawet podstawowych badań mi nie zleciła. W grudniu przeszłam laparoskopie i teraz jestem pełna nadziei że w końcu się nam uda, musi się udać. Wszystkie badania porobione i wszystko jest w najlepszym porządku... Jasna cholera jak ja nie będę wierzyć to kto!!! Głowa do góry i działamy działamy działamy
)))
siedzę i czekam na mojego M. Niech wraca już z tej pracy bo chciałam wyskoczyć na małe zakupy. Nie lubię jeśli ktoś lub coś psuje moje plany...
ale niestety nie mam wpływu na niektóre rzeczy.
@ przyszła dziś rano.
Ból brzucha i pleców jak zwykle nie do zniesienia. W zeszłym miesiącu była 20 dziś też, może w końcu się ureguluje 
Zamulenie z powodu ilości tabletek przeciwbólowych - ogromne.
Ale lepiej zapobiegać niż leczyć. Pierwszy dzień za mną, prawie ale zapowiada się cięęężka noc. Czuje to w kościach ech 
Mam złe przeczucia co do wyników.
Naczytałam się i strach mnie oblatuje .
W skrócie to , co dotyczy mnie:
***Wysoki testosteron (postać nieklasyczna o opóźnionym początku)
Może być wynikiem przerostu nadnerczy.
Towarzyszą temu objawy:
-łojotok (bardzooo przetłuszcza mi się cera)
-przedwczesne dojrzewanie płciowe (zaczęłam w wieku 11 lat)
-zaburzenia miesiączkowania .
*** FSH (rezerwa jajnikowa) bada się przy podejrzeniu o niewydolność przysdki i przy diagnozowaniu braku miesiączki.
LH:FSH
Prawidłowy cykl LH:FSH wynik bliski jest 1
Przy niewydolności przysadki 0.6
W PCOS wzrasta powyżej 1.5 .
Tak więc :
LH : FSH
17.89 : 3.94 = 4.54
*** Prolaktyna (wynik 18.87 )
Hormon przysadki . Podwyższone stężenie prolaktyny
obniża poziom LH (mam podwyższone LH więc prolaktyna OK)
LEK OBNIŻAJĄCY STĘŻENIE PROLAKTYNY W CYKLACH UŁATWIA ZAJŚCIE W CIĄŻE
PRZY PRAWIDŁOWYM WYNIKU PROLAKTYNY NIE MA ON NEGATYWNEGO WPŁYWU.
*** Próby "leczenia" PCOS :
-Klomifen - zwiększa wydzielanie FSH (stymuluje wzrost pęcherzyków) przez przysadkę)
stos. max. 6 mies.
- indukcja owulacji (elektrokauteryzacja laparoskopowa)
Polega na kilkukrotnym nakłuciu osłonki jajnika
(cykle się regulują i występuje owulacja)
Uff 
Dziś czuję się jak nowo narodzona.
Z tymi hormonami to strasznie dziwna sprawa - nagle mnie łapie i kompletnie rozwala. Słabo mi, dreszcze, wymioty, biegunka, ból brzucha, ryczę i marudzę jak kosmitka i nagle po dwóch dniach kompletnej rozsypki ani śladu - budzę się na 3 dzień jak nowo narodzona.
Tak było i tym razem. Dziś obudziłam się wypoczęta i zadowolona jak dziecko 
No i oczywiście proza życia - rozpakowywanie i zakupy dnia codziennego. Kupiliśmy też choinkę ale jeszcze stoi nie ubrana bo Kuba dziś odchorowuje i odsypia podróż. Dałam mu nieźle popalić te dwa dni 
Aaaa i jak macie ochotę na zdjęcia z wycieczek i inne przygody - już nie tylko ciążowe to zapraszam na mojego bloga tworcza przestrzen - razem, kropeczka i peelka na końcu 
Niestety nie zaczęłam monitorowania od początku cyklu i teraz nie wiadomo dokładnie co tam się działo, ovu jak sądzę, źle mi wylicza datę owulacji, no ale nic, trzeba doczekać końca:) Pamiętam jak kiedyś zaczęłam mierzyć temp. i w pierwszej fazie miałam tak niską temp, że brakowało mi podziałki, to było coś 35,4C, coś takiego, także stąd wiem, że w pierwszej połowie cyku temperaturkę mam baaardzo niską
. Co miesiąc jak w zegarku zaś, mam bóle owulacyjne od ok 18dc, i to by się zgadzało również ze śluzem, który w tych dniach jest wodnisty. Na bieżącym wykresie ten spadek czy skok temp który ovufriend oznaczył jako ovulację ja odbieram jako drugi skok w drugiej fazie cyklu. Wczoraj się mocno napracowałam i temp. dzisiejsza była o jeden stopień niższa, czy możliwe, że jest taka właśnie zależność? Jeśli któraś z Was, po tym wpisie będzie miała ochotę wgryźć się w ten fragment wykresu który jest, i zauważy coś godnego skomentowania, proszę bardzo;)
dziś cały dzień przeraźliwie boli mnie brzuch
mam drugi dzień @, a ostatni cykl był niepodobny do żadnego poprzedniego, do taj pory tak źle nie było
dziś byliśmy u lekarza napro
od jutra mam brać clo, potem luteinę, w kolejnym cyklu monitoring
moje złe samopoczucie i wyniki tłumaczył niskim progesteronem w ostatnim cyklu, a moze przebytą w listopadzie laparo
stwierdził coś zupełnie odmiennego od lekarza, który robił mi laparo - że moje cykle, nawet te wcześniejsze, z ładnym śluzem, progesteronem na poziomie 15, fazą lutealną min. 12 dniową wcale nie są dobre, a powyższe leki mają je unormować....wdałam się z nim w dyskusję i nie wiem..co do wyników męża nic właściwie nie powiedział oprócz tego, że na poprawę trzeba czekać...żadnych dodatkowych leków mu nie dał
co do prolaktyny - oczywiście on uważa, że bromergon powinnam brać
i stwierdził jeszcze, że skoro bym miała poprzednie cykle dobre to nawet mimo morfologii męża na poziomie 1% powinnam zajść w ciążę....trochę to pocieszające (z punktu widzenia problemów z plemniczkami), ale nie wiem czy takie łatwe do wykonania...mniej by było par zmagających się jedynie z problemem męskim, gdyby od niego tak mało zależało..
czasem czuję się jak cyborg - bo mam wrażenie, ze coś co jest dobre, w napro próbuje sie udoskonalić do granic możliwości kosztem mojej wątroby i setek tabletek które przyjmuję...jakbym miała być jakąś nad-kobietą z super ekstra wspaniałą macicą..to ma być naturalne ?!
nie wiem, dziś już chyba z tego bólu i zmęczenia jestem anty...
najlepszym zdarzeniem tego dnia było upychanie dwóch choinek w samochodzie ( w tym jedna w doniczce - drugą dostaliśmy do niej gratis)...oczywiście choinki nie były niczym związane ani skrępowane siatką
tak się uśmiałam, że masakra
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2013, 22:43
Po przebudzeniu od razu złapałam za komputer, i najpierw zajrzałam na fb a tam powiadomienie od mojej znajomej z poprzedniego forum ślubnego na którym się udzielałam. Potem z niektórymi dziewczynami przeniosłyśmy się na fb i utworzyłyśmy tajną grupę w której każda z nas utworzyła własne wydarzenie w celu odliczania dni do ślubu, po naszych ślubach dziewczyny zaczęły zachodzić w ciąże, a nam się ciągle nie udawało. Nie umiałam sobie z tym poradzić, czytać kolejnych radosnych wpisów przyszłych mam. Miałam żal do losu, że im się udało bez żadnych nacisków, bez żadnego stresu. Po ślubie od razu dziecko. Ogromny ból dla mnie, że co, ja jestem gorsza? Ale dlaczego, co ja takiego zrobiłam? Postanowiłam odciąć się od tego, chociaż było mi bardzo trudno bo lubiłam te dziewczyny, w końcu coś mnie z nimi łączyło, ponad rok dzieliłyśmy się swoimi radościami i smutkami dotyczącymi ślubu. Ale ich ciąże mnie zabijały. Musiałam, usunęłam się z grupy, pousuwałam ich z moich znajomych. Jedno z wydarzeń mi umknęło a mianowicie wydarzenie ciążowe jednej z tych dziewczyn. I dzisiaj właśnie przeczytałam jej wpis o wizycie u lekarza. Poczułam ukłucie w sercu po przeczytaniu tego, To wszystko takie trudne, udawać szczęśliwą mimo że się nią momentami nie jest. I co ten los mi zgotował? Czy kiedyś i ja zostanę mamą? To czekanie to powolna śmierć dla nadziei którą w sobie jeszcze mam 
dziewczynki
ja już się pewnie nie pojawię na owu do świąt i przez święta
życzę Wam tego, czego same najbardziej byście chciały, czego chyba wszystkie tutaj byśmy chciały..Doczekamy się! Życzę wam żebyście umiały ze spokojem "przełknąć" te wszystkie życzenia, aluzje i pytania dotyczące dziecka - niech ten czas będzie czasem relaksu, zbliżenia sie do najbliższych, szczególnie do naszych dzielnych mężczyzn
kiedyś to usłyszałam i cały czas się z tym zgadzam - w każdej rodzinie na pierwszym miejscu powinna być prawdziwa miłość małżonków - jeśli będzie prawdziwa, żadne dziecko na tym nie straci, a wręcz przeciwnie - to będzie właściwa podstawa do budowania relacji. Życzę Wam z całego serca ukojenia, małych i większych radości, oderwania od tych wszystkich tematów staranek..Trzymajcie sie dzielnie!
Do nas na święta przyjeżdża brat z ciężarną bratową, pierwszy wnuczek moich rodziców i nastawiam się pozytywnie
postanowiłam się niczym nie przejmować, a ostatnio kupiłam nawet słodki sweterek dla dzieciątka
tylko szczerze to chyba im go nie dam, będę trzymała dla swojego
kiedyś się uda!
przytulam was do serca!
Dziś na moim teście ciążowym po czasie pojawił się zarys 2 kreski bardzo blady ale coś tam widać
mam nadzieje że za parę dni będzie +
@ się skończyła , wczoraj już się wzięliśmy do pracy , a raczej zabawy . Mój mąż jest prze szczęśliwy , bo wróciła jego temperamentna żona z przed porodu
Sex znomu mnie cieszy teraz wiem , że nie wrócę już do tabletek . Mam nadzieję że ovo pozwoli mi poznać siebie .
Niestety dziś mam zły dzień , bardzo boli mnie brzuch jak nigdy wcześniej . Test owulacyjny negatywny , ale już widać drugą kreskę . Mam nadzieję , że w tym cyklu owulacja powróci do normy .
Myslalam, ze wytrwam w "nie mysleniu" o ciazy do badania, ktore mam nadzieje wszystko mi powie. No ale masz babo placek dzis mnie naszlo uzalanie sie nad soba oczywiscie w myslach, bo nie bede mezowi truc facet i tak nie zrozumie tego co my czujemy. Szukalam w necie informacji czy podwiazane jajowody widac podczas usg, no i znalazlam odpowiedz "nie widac tego" no to mozliwe, ze "rzezniki" ze szpitala gdzie rodzilam potraktowali mnie tak. Tak czuje, tymbardziej ze moj lewy jajnik jest nie na swoim miejscu czyli pewnie mam i tak o polowe mniejsze szanse na zajscie. Ja chce juz 10 stycznia a to jeszcze tak dlugo...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2013, 15:38
Czas podsumowań 
Rozpakowane:
1. Michaela - mała Róża jest już na świecie - zdrowa i śliczna!
Oczekujące:
2. Endokobietka - jeszcze nie jest pewna, chyba chłopczyk, ale maluch jest już duży i zdrowy 
3. Ania Mr - dziewczynka
4. Miriam - dziewczynka
5. Chiang Mai - chłopczynka
zwana też dziewczynkiem 
6. Doriana - postanowiła się wyróżnić i ma synka
tak tak to chłopak 
7. Mychowe - dziewczynka!!!
8. miriiam - wszystkie trzymamy kciuki za zdrowie maluszka!!!
9. Maxi - jeszcze nie wie
10. Esencia - też jeszcze za malutkie
11. Angelique - jeszcze nie zna płci
12. MoniQ - pełna emocji czeka na zobaczenie serduszka 
No i oczywiście STARACZKI - czekamy na wasze krechy 
Jeśli o kimś zapomniałam wybaczcie 
No i dalej
Nie zdążyłam wcześniej - nocna sesja. Ostatni dzień w Tajlandii 24+5


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2013, 13:23
Wczoraj wypiłam kubek grzanego wina i od razu poszłam spać. Rano miałam wyższą temperaturę
. W tym cyklu układa się dziwnie. Dzisiaj sprzątanie przed świętami. Nie mam za dużo czasu myśleć, choć czasem zakradają mi się myśli, iż szkoda, że nie mam takiego prezentu dla mojego męża pod choinkę jaki chciałam mieć. Ale nadal trzymam się pozytywnie
.
Jak zwykle po owulacji zaczynam się doszukiwać objawów...
Czyżby pogorszenie stanu ceru (i nie ważne, że mam tak przed okresem)
Czyżby większe zmęczenie (i nie ważne, że mam tak przed okresem)
Czyżby nerwowość i płaczliwość (i nie ważne, że mam tak przed okresem)
Najlepszy objaw to łupanie brzucha po lewej stronie u dołu. Od 4 dni. Tylko po tym dźwiganiu toreb i przedświątecznej harówce to równie dobrze może być przepuklina 
Test czeka w gotowości. 12 w ciągu tego roku. Nadal żyję w świętym przekonaniu (tak jak co miesiąc), że tym razem musi się udać.
Uda się, prawda?
Dziś miałam straszny sen
.... śniła mi się moja Nastusia w trumnie że ją wykopałam i nosiłam ze sobą
była identyczna taka jak ją chowaliśmy .... potem ciocia ta co we wrześniu zmarła to śniła mi się umierająca na łóżku a na koniec jakieś demony przed którymi uciekałam i że miałam w ręce testy ciążowe wszystkie pozytywne i pokazywałam je Tomkowi a on nie chciał ich oglądać i mówił że go to nie interesuje .... co za sny
coś mi się w głowę robi....
ach...jak bardzo chciałabym lubic święta..ale niestety nie lubię ich. W zasadzie to nie lubię świąt, nie lubię sylwestra nie lubię swoich urodzin. Jestem pogodną osobą ale nie lubię takich okazji. W ogóle jestem jakaś lekko dziwna, bo nie lubię tłumów, nie znoszę zjazdów rodzinnych. A w tym roku przyjechała do nas na 3 miesiące rodzina męża i zamiast spokoju i normalnego rytmu zycia ...PEŁNA CHATA. Rodzice, brat i siostra. Biegają stadem po mieszkaniu, ciągle się ściskają, przekrzykują, zadeptują podłogę
. Ach...żeby już było po wszystkim .. Nie wiem, może ja jestem po porostu zazdrosna? Że ich tyle jest, że tak fajnie im w takiej grupie. Ja jestem jedynaczką, dorastałam spokojnie i happy bez towarzystwa. Tylko rodzice. Tylko czy na pewno happy? Fajnie by było mieć brata lub/i siostrę, kochanych i kochających bezwarunkowo, stanowiących najbliższą rodzinę...hmm, nie mogę nawet tego sobie wyobrazić. Raczej fajnie to musi być. Z jednej strony taki tłum mnie przeraża ale z drugiej strony nie. No i tak właśnie jest ich cała piątka a do tego ja i moja mama. Tato niestety zmarł 3 lata temu i bez Niego wszystko jest...inne. Mama jest kochana, cudowna ale ma swoje dziwactwa. Do tego też jest raczej taka "indywidualna", żeby nie powiedzieć aspołeczna. Pewnie po niej mam moją indywidualną melancholię.
Tato uwielbiał żyć w stadzie, ciągle jeździł z grupami po świcie - był przewodnikiem, mieliśmy biuro podróży. Dzięki Niemu zwiedziłam kawał świata.
Zastanawiam się dlaczego to tak wyszło, że jestem tylko ja. Wiem, że późno się rodzicom "przytrafiłam" ale ... kurcze . Gdzieś w głębi jest mi strasznie żal, że nie mam rodzeństwa. I pewnie dlatego jestem taka lekko zgorzkniała. Mam nadzieję, że niedługo uda nam się w końcu stworzyć owoc naszej miłości i jakoś inaczej bedę podchodziła do tych wszystkich świąt, uroczystości, zjazdów rodzinnych. Bo teraz...to tak prawdę mówiąc chciałabym, zeby już bylo po wszystkim. ŻZeby już był Nowy Rok, żeby już było po Wigilii, po Sylwestrze. W tym roku to już w ogóle będzie super niezręcznie, jeszcze z tym moim aktualnym podejściem.
Tutaj są zupełnie inne zwyczaje, zasiada się dopiero do Wieczerzy o 22-22.30 no i jakoś trzeba będzie połączyć tradycję ogólną z elementami naszej. Zwykle to bylo tak, ze o 18 wciągałyśmy z mamą barszczyk a potem schodziło się całe towarzystwo (międzynarodowi znajomi) ok 22 i ucztowało się do środka nocy.
A teraz...no nie wiadomo jak to rozegramy. Zeby nikogo nie zmuszać, ale i tak żeby wypośrodkowac wszytsko. Najgorsze że mężu idzie sobie na dyżur do 22 i ja się z wszystkimi mam tu bawić sama.
Jednak te 12h dyżuru zapewni nam radość podczas wyplaty 31.01 W sam raz..bo na początek lutego mamy zaplanowane wielkie happy rodzinne wakacje we Wloszech. Ale to już wcześniej pisałam. 
Nie mogę cały czas siedzieć przed tv i nic nie robić. Oni wszyscy sa tu na urlopie, a my normalnie musimy funkcjonowac. Wstawać rano, pracować iść na zakupy, siłownię, wrócić pracować spać..nie ? Na trzy miesiące nie wstrzymamy obiegu życia codziennego. Dobrze, że mama męża codziennie gotuje wszystkim, bo jeszcze jakbym miała codziennie na określoną godzinę wygotowywać wszystkim obiadek to bym po prostu oszalała. I byłby coliberek-ŚWIR. Kurcze...nie wiem czemuż zrobiłam sie tak strasznie zgorzkniała. Nie wiem. Może to ten cały okrągły rok bezowocnych starań? Lada dzień wybije równo rok od moich pierwszych wynurzeń tutaj na Ovufriend. Może to kolejne święta bez taty..? Hmm..to pewnie też, ale zawsze jakoś święta działały na mnie przygnębiająco. Ae nie aż tak jak w tym roku. Wszystko jest takie dziwne, wszystko robię na siłę.
Na prawdę nie wiem..ale nie podoba mi się to. Mogę tłumaczyć to wyrównywaniem się gospodarki hormonalnej (cykle wracają do normy), chudnięciem, dietą? Nie wiem. Ale sama ze sobą chwilami nie mogę wytrzymać.
Z drugiej strony jak można cieszyć się świętami jak na urządzenie świąt na tyle osób słono kosztuje. Popłynęliśmy juz niesamowicie a tu jeszcze do zapłaty mieszkanie i samochód. Masakra. I samochód jaki mamy do sprzedaży oczywiście zepsuł się..tak jak zresztą podejrzewałam. Mówiłam, ze lepiej nie ruszać juz busa, tylko go jak najszybciej sprzedać i pożegnać się z autkiem no ale nie..Przecież wszyscy do normalnego samochodu się nie zmieścimy, więc skoro jest jeszcze bus to trzeba korzystać z okazji. No i boom...jechaliśmy do miasta i coś poszło. Mam nadzieję, że to nie to co podejrzewa mechanik bo jesli tak to jesteśmy ugotowani.
700 euro w plecy. Jeszcze do tego okazało się, ze najprawdopodobniej bardziej się będzie opłacało sprzedać samochód w Polsce a nie tutaj ponieważ tutaj strasznie mało za niego dostaniemy. A to był samochód taty..jak dziś pamiętam jak spłacał leasing firmowy, co miesiąc przez 3 lata 2500 zl .. No ale tak to jest z tymi samochodami. Szybko tracą na wartości.
Ach..mam takie szczęście, że mam mojego Skarba. On jest taki słodki i kochany. Ma taką do mnie cierpliwość, ze to aż niesamowite. Czuje, ze przechodzę akurat lekko skomplikowany emocjonalnie czas i stara się siebie dzielić pomiędzy ich wszystkich i mnie. Chodzi i mnie rozwesela. Tarmosi za policzki i powtarza jaką ma śliczną żonę itp
Taki mój dobry duszek. Do tego, wczoraj, po kolejnej mojej lekko skrzywionej minie...nawet nie pamiętam już dlaczego, ale w samochodzie przed lub po zakupach usłyszałam od mojego kochanego najbardziej romantyczną rzecz w moim życiu. Powiedział:
"Wiesz kochanie? Czasem jesteś taka dziwna, czasem wściekasz się bez powodu, czasem robisz taką minę że aż strach spojrzeć, to tyle razy ile ktoś by cofał czas to za każdym razem bym wybrał Ciebie i za każdym razem zrobiłbym wszystko, żebyś została moją żoną bo jesteś tak wyjątkowa i kocham Cię ponad wszystko"
...
Dobrze..znowu sobie tutaj trochę pobredziłam. Dziękuję i przepraszam. 
Ogólnie chodziło tylko o to, ze już bardzo bym chciała, w tym roku, mieć święta i sylwestra za sobą..
No i się zaczęło... Małpa uderzyła z wielką siłą w czasie wykładu...
Cóż... przynajmniej nie w święta. Do świąt już nie będę obolała. A po świętach do 7 stycznia mam urlop - w czasie którego będzie owulka. Może tym razem nam się uda.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.