Wczoraj imieniny mojego męża, jako że nie miałam prezentu, a na urodziny sprezentował sobie komplet kluczy :) to dałam mu jego prezencik-chciałam kupić takie małe butki, ale tylko w jednym sklepie znalazłam i na dodatek paskudne-jak nie dla dziecka. Więc w pudełeczku znalazł małe skarpetki i test ciążowy, który zrobiłam kilka minut wcześniej-jak to otworzył to tak się cieszył, że aż płakał :D I zawsze się o mnie troszczył, ale wczoraj to już było przegięcie, mój kochany :) Teraz tylko czekamy na pierwszą wizytę i oby wszystko było w porządku, bardzo się boję, ale mam dobre przeczucia. Teraz tylko spokojnie... :)

pysia88 Droga do szczęścia... 30 grudnia 2013, 19:44

Ostatni raz pamiętnik pisałam... jak byłam w szkole podstawowej. Nie jestem pewna czy w ogóle potrafię to robić. Z natury nie lubię o sobie pisać, ale dlaczego by nie spróbować? Tyle się dzieje wokół, że może warto gdzieś to utrwalić i mieć możliwość powrotu do tego za jakiś czas. Oby był to lepszy czas...

Zatem, zaczynając... Dziś miałam dzień biegania od pokoju do pokoju zbierając podpisy na karcie obiegowej (w nowej pracy). Niestety nie udało mi się załatwić wszystkiego, ponieważ spora część osób jest na urlopach do końca roku. Opóźnia to tym samym rozpoczęcie mojej pracy, ale cóż zrobić. Doskonale rozumiem tych ludzi, że chcą odpocząć.
Nie mogę się już doczekać rozpoczęcia tej pracy, bo w poprzedniej żyłam w takim stresie i pod takim napięciem, że w ostatnim czasie schudłam kilka kilogramów i szłam tam z wielkim bólem żołądka:/ Także teraz mogę powiedzieć, że odetchnę i chociaż ten problem będę miała rozwiązany. Bo wiele innych jest zdecydowanie za dużych, żebym je ogarnęła ot tak.

Jutro znów do tej usranej roboty... po tygodniowej przerwie strasznie mi się nie chce. Jeszcze w ostatni piątek roboczy miałam taką kłótnie w pracy z taką wredną babą, że jak tylko o tym pomyślę to już mi się nie chce.
Ogólnie tak mi się dziś dzionek dłuży, te nic nie robienie też nie jest dobre hehe. Cały dzień tylko czytam pamiętniki i rozmyślam jak bardzo chciałabym, żeby był już luty... Moje urodzinki i może wtedy dostanę najpiękniejszy prezent od losu..? Kto wie...
Wczoraj przez FB dowiedziałam się o ciąży kolejnej koleżanki i oczywiście zakuło mnie to jakoś... Ale oczywiście życzę im szczęścia i cieszę się z jej ciąży. Ogólnie w przeciągu dwóch m-cy dowiedziałam się o ciąży 3ech koleżanek! Cieszę się naprawdę ich szczęściem, ale ciągle myślę "Kiedy MY, kiedy nam sie UDA???" Tęsknię za naszą Kruszynką, teraz byłabym już w 27 tygodniu i pewnie myślałabym już o wyprawce, porodzie...
No niestety, trzeba patrzeć w przyszłość, naładować się pozytywną energią i działać. Jeszcze tylko m-c i będziemy się starać. Czekam z niecierpliwością na ten czas.
A póki co trzeba zacząć się przygotowywać do Sylwestra, bo w tym roku u nas robimy. Będą same pary z dzieciaczkami... heh zobaczymy jak to będzie.

Życzę Wam Dziewczyny Szczęśliwego Nowego Roku! :)

Pinka92 Czekając na cud 29 grudnia 2013, 22:05

Dziś jak oznajmiłam ukochanemu, że możliwe że coś się ruszyło i może jestem w ciąży to uśmiechnął się i tak czule ucałował w brzuch :) To było tak cudowne :)

frutka :) 29 grudnia 2013, 23:59

jestem wymęczona...zrezygnowana...chyba dobrze, że na razie nam się nie udało...nie wyobrażam sobie ciąży przy moim nędznym trybie życia teraz..ciągłym niedosypianiu, chronicznym zmęczeniu, braku ruchu - ciągłym siedzeniu przed laptopem..już mi psychika siada..gra niewarta świeczki - zmarnowane 5 lat życia - po co mi pisać tą pracę..zamiast chodzić i myśleć czy mogę sobie pozwolić na spotkanie z przyjaciółmi i obejrzenie filmu, czy też powinnam siedzieć z nosem w książkach, mogłam po prostu wykorzystywać najlepsze lata mojego życia i się cieszyć...

a moze dzięki temu kiedyś zostanę ministrem, najlepiej zdrowia i wtedy wprowadzę całkowicie bezpłatne leczenie niepłodności...nie zapomnę o NAS dziewczynki... :)

Niech ten mąż wraca wreszcie z delegacji, bo jak go nie ma, to siedzę po nocach i czytam fora o poronieniach. Udaję, że jestem twarda, ale nie jestem... Jestem miękka, jak ciepła plastelina.

Mój skarb w pracy a ja staram się napalić w piecu i jakoś ten ogień utrzymać :P znudziło się mi nawet układanie puzzli :)

Kasiula09 Jedno marzenie, jeden cel.... 30 grudnia 2013, 08:58

Dziś wyniki ciekawa jestem jak tam wyjdą ale dopiero po południu bede wiedziec musze sie uzbroić w cierpliwość chociaż to trudne tym bardziej ze w pracy nudno jak nie wiem co dopiero mineła godzina a ja czuje sie jak bym tu siedziała ze trzy. Jeszcze nos mi sie coś zatkał że cieżko oddychać masakra skąd to sie bierze

Asha To juz prawie 4 lata staran :-( 7 lipca 2014, 21:57

Coz...dawno mnie nie bylo...chyba latwo sie domyslec dlaczego...4dc...@ prawie sie skonczyla czekamy na owu zaraz...no jeszcze tydzien niestety przy dobrych wiatrach :-).... Nastawiac sie nie bede, zamierzam sie bzykac ;-)... Moj M przezyl bardzo ten miesiac, coz ja przezylam wszystkie poprzednie...nie to ze sie ciesze z jego bolu, ale zobaczyl raz jak ja sie czuje co miesiac i tez mi bylo w pewnym sensie przyjemnie bo zobaczylam , ze tez sie przejmuje...na szczescie ja od razu zalozylam w tamtym cyklu ze nie wyjdzie i mnie obeszlo..czulam sie ok nawet, lepiej niz w poprzednich cyklach...a moze nadzieja juz mnie opuszcza...fakt sily juz wiele nie mam, co prawda powiedzmy to jestem zmotywowana teraz ale po owulce i tak zaloze ze gowno z tego wyjdzie, wiec tak naprawde nie wiem po co robie te wszystkie testy i obserwacje, moze z ciekawosci bo napewno nie z nadzieji...no coz zobaczymy co wyjdzie...napewno mile bzykanko bo w tym temacie nie zamierzam sie ani wstrzymywac, ani zastanawiac, ani wyliczac ani opierdalac i wam radze zrobic to samo.....przynajmniej tyle przyjemnosci i wrazen i wspomnien z tego wszystkiego poki sie calkiem nie zestarzeje i mi wszystkiego nie wytna albo mi nie pozasycha tam na dole...caluje kochane ;-)

Ewunia A czas ucieka.. 30 grudnia 2013, 09:30

W tym roku święta nie były takie jak zawsze.. Istna nerwówka.. Przed samą wigilią wyjazd 900km tam i z powrotem, kombinowanie, u których rodziców spędzić wigilię, a u których resztę świąt, co i kiedy przygotować..
Te święta były też inne z tego powodu, że pierwszy raz nikt nam nie życzył dziecka, tylko spełnienia marzeń. Kochani rodzice nie chcą nam fundować jeszcze większego bólu.
A my? Pokłóciliśmy się w drugi dzień świąt tak bardzo, że do soboty wieczorem się do siebie nie odzywaliśmy.. Potem przegadaliśmy i przepłakaliśmy pół nocy. Poszło o wszystko. O nerwówkę przed świętami, o to, że ciągle myślimy o tym, żeby nikogo nie urazić (tzn. rodziny) i jak co roku nie wiemy jak urządzić święta, by wszyscy byli zadowoleni. O to, że czuję się ostatnio przez męża zaniedbywana, że nie radzę sobie z czekaniem na dziecko, że mąż nie czuje, tego co ja, że strasznie boję się, że już zawsze będziemy tylko we dwoje.. I w końcu mój mąż wydusił z siebie, że czuję, że nie liczy się on tylko dziecko, że nie próbuję zrozumieć jego obaw związanych z adopcją, że boi się kolejnych wyników nadania nasienia i, że czuje się do niczego, przez to, że nie może sprawić żebym zaszła w ciąże i nie ma ochoty na seks.
Tego potrzebowałam! Wykrzyczenia przez niego tego, co go boli. Nie chcę udawania, że jest ok, skoro widzę, że nie jest. Faktycznie, mój mąż ma rację! Jestem egoistką. Byłam cały czas zła na męża za to, że nie myśli tak, jak ja. A przecież on jest inny, czuje inaczej.. Nie chcę, żeby przez starania rozwaliło się nasze małżeństwo. Musimy walczyć przede wszystkim o siebie!
Zasnęliśmy zapłakani gdzieś przed drugą w nocy.. Niedziela za to była wspaniała. Poszliśmy do kina na Hobbita, potem obiad a wieczorem.. :)Już dawno nie było mi tak cudownie :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2013, 09:40

agataq Próby ciągle trwają ( Hashi) 30 grudnia 2013, 10:26

Koniec roku, nerwy, stresy, remanenty, zestawienia...
jak żyć panie premierze...

Ewunia A czas ucieka.. 30 grudnia 2013, 10:28

Czytam Wasze pamiętniki pełne radości, smutku i nadziei na lepsze dni.. i tak się zastanawiam.. Czy ja tu jeszcze pasuję? Czy powinnam jeszcze być na ovu? Nie staram się już od kilku miesięcy o ciążę. Temperaturę mierzę tylko przez kilka dni, by potwierdzić skok i wiedzieć kiedy przyjdzie @. Nie czekam na dni płodne, tylko na okres. A może coś ze mną jest nie tak? Przecież Wy czasami czekacie latami i wierzycie, że i w końcu Wam zdarzy się cud. Czuję się trochę taka "nienormalna" w tym wszystkim.. Często zaglądam na blogi matek adopcyjnych i tam odnajduję swoje myśli..
Nie podejdę do inseminacji i in vitro. Czy nie będę kiedyś tego żałowała? Trochę boję się, że może mi kiedyś wszystko się pozmieniać i mogę żałować.. W tej chwili nie żałuję. O swoim dziecku myślę tylko w kategorii "maluch adopcyjny".
Jak już pisałam na blogu o adopcji myślałam już jako nastolatka. Miałam pół życia by te myśli na dobre utrwaliły się w mojej głowie. To adoptowane dziecko miało być obok biologicznego. Potem przyszły starania o dziecko, z miesiąca na miesiąc coraz ciężej znosiłam rozczarowanie, gdy pojawiała się miesiączka. Myślę, że gdyby to dłużej trwało, to skończyłoby się depresją. I potem badanie męża. Złe wyniki i praktycznie brak nadziei na naturalne poczęcie.
U mnie ulga! Tak!! olbrzymia ulga!!! Koniec z comiesięczną walką i niespełnionymi nadziejami.
Nieśmiało wróciłam do tematu adopcji.
A teraz? Nie myślę o niczym innym.
Czuję, że Bóg odpowiedział na moje młodzieńcze marzenia.
To dlaczego nadal mam wątpliwości? Przecież sama sobie taką drogę wybrałam już dawno temu..
Wiem, że żadna z Was nie zrozumie mojego toku myślenia.. Ale przecież każda z nas jest inna..
Proszę tylko Boże o to, żeby mój mąż, tak jak ja, zatęsknił za naszym "adoptusiem"..

katia123 Małe serduszko 30 grudnia 2013, 11:01

Załapałam jakiegoś doła. W styczniu zaczynam od badań, bo w tym miesiącu kicha, jedna wielka. Nerwowa jestem, gdy przypominam sobie życzenia na święta dotyczące potomka. Jakie to frustrujące. A miałam się nie przejmować. Muszę przekonać również męża na badania prolaktyny i nasienia. Chcę wiedzieć, co mamy poprawić, by było dobrze.

Klaudia93 starania po stracie córeczki 30 grudnia 2013, 11:20

Kochane zauwazylam od jakis 3-4 dni sluz.. Duuuzo sluzu bialego jak mleko.. To dobrze czy zle?? Mam tescior ale noe wiem czy zrobie jutro.. Chyba wolalabym dostac @ niz znow I kreche.. BOZE DAJ MI SILE I WIARE.. I TE II KRESECZKI!!!!

Anutka A miesiące mijają 30 grudnia 2013, 11:54

kolejny straszny cykl... nie mogę patrzeć na małe dzieci i chodzę smutna... a miało być tyle radości ze starań o dziecko... to chyba tylko mit :(

Podsumowanie roku:
po nieudanych próbach w roku 2012 od stycznia 2013 postanowiliśmy się zbadać, pierwszy pobiegł mąż - wszystko idealnie, później zaczęły się moje przygody:

1. luty - marzec - wizyty u pierwszego lekarza, zlecil ogrom badan, ktore kosztowaly ok. 500 zl :/ wszystko w normie poza prolaktyna,

2. kolejne wizyty trwajace 5 min, nic nie wnoszace do sprawy, monitoringi, informacje, ze przeciez powinno sie udac i on nie wie czemu jest jak jest :/

3. w maju doszlam do wniosku, ze ten lekarz mi nie pomoze, bo niestety nie jest nastawiony na moja ciaze tylko na wyciagniecie jak najwiekszej ilosci kasy.

4. trafiam do profesora z UJ, bardzo mily i kompetentny lekarz, ale niestety... nie ma dla mnie zbyt wiele czasu, nawet po znajomosciach oczekiwanie na wizyty trwa godzinami, a dostanie sie do niego graniczy z cudem i wymaga zaangazowania kilku osob, ale skupil sie na mojej prolaktynie, wyslal na rezonans magnetyczny przysadki, na szczescie nic zlego nie wyszlo, prolaktyne udalo sie zbic

5. czerwiec - trafiam do kliniki nieplodnosci, lekarz zleca zrobienie kilku waznych badan oraz od razu przymierza sie do badania droznosci - uwielbiam go za to zdecydowanie, jego motto "nie ma czasu czekac, trzeba dzialac", wiec w koncu w 100% dzialamy

6. do badania droznosci niezbednych jest kilka kolejnych badan w tym cytologia

7. odbieram wyniki cytologii - III grupa i silna dysplazja, pani prawie wrzeszczy na mnie, ze moge miec raka, ze w ogole teraz ludzie o siebie nie dbaja i opryskliwie informuje, ze powinnam natychmiast udac sie do szpitala, spedzilam 30 min. w samochodzie zanoszac sie od placzu, dopiero telefon meza doprowadza mnie do pionu

8. badanie droznosci odwolane na rzecz leczenia mojej szyjki

9. znow trafiam do szpitala uniwersyteckiego i do tego samego profesora, zleca badania : HPV - ujemny (dziwne, ale dobrze - byl przekonany ze dysplazja jest spowodowana wirusem)

10. nastepnie kolonoskopia i zlecenie biopsji

11. sierpien - hospitalizacja: biopsja kanalu szyjki macicy, wylyzeczkowanie kanalu szyjki macicy

12. wrzesien - w koncu wyczekiwane od czerwca badanie droznosci - diagnoza: jajowody drozne, ale z oporem, kwalifikacja do laparoskopii

13. pazdziernik - laparoskopia, diagnoza: lewy jajowod niedrozny, prawy udrozniony, wyciete 2 polipy jamy macicy

14. listopad - pierwszy miesiac w ktorym mozna dzialac - pecherzyk w lewym do tego niepekniety, kolejny cykl - pecherzeyk sie wchlonal - na szczescie!

15. zaczynamy pierwszy cykl z clo, w polowie cyklu monitoring - pecherzyk piekny - po lewej stronie oczywiscie, cykl stracony

16. grudzien - po pierwszym cyklu z clo okazuje sie, ze w prawym tez cos uroslo, ale nie peklo, bo uroslo pozniej, zrobila sie torbiel,

17. kolejny cykl na tabletkach antykoncepcyjnych :/

Najblizsza wizyta juz w nowym roku, sprawdzimy czy torbiel sie wchlonela i zobaczymy jakie pomysly bedzie mial lekarz na ten nowy piekniejszy rok.

Jak widac rok 2013 nie byl dla mnie ani szczesliwy ani laskawy.

Mam nadzieje, ze w przyszlym zostanie mi to wynagrodzone...

Kuźwa.... 2ga pana w przeciągu miesiąca... wrrr szlag mnie trafi.... jeszcze 20 km od domu :(

Dziś mam wolne w pracy , córka u prababci , więc siedzę i czytam pamiętniki innych dziewczyn . Ile w nich różnych emocji , ile wiary ,determinacji mimo nadchodzących co miesiąc porażek i rozczarowań . Ile codziennych rozterek , bólu i rozpaczy . Ile małych i wielkich tragedii . W tym wszystkim ja , całkiem młoda , całkiem szczęśliwa na dodatek mama :) Powinnam dziękować Bogu , że mam córkę zdrową ,piękną , mądrą . A jednak czuje , że czegoś mi brak ,jeszcze kogoś , małej iskierki, to o nią będę walczyć co sił .

gosia89 udało się po 9 latach 30 grudnia 2013, 14:01

dziś powinnam dostać @ (według ovu) wogóle nie czuje żadnych objawów prócz bólu piersi.

Zaczarowana A miało być tak pięknie… 30 grudnia 2013, 17:37

Nie mogę sobie znaleźć miejsca :(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)