Wanda?
Wanda albo Stefania.
Pańciowi Stefania nie leży, ale czy Wanda będzie dobrym imieniem jeśli wykluje nam się klusek z rodzaju żeńskiego? Wyczytałam gdzieś, że imię powinno być dopasowane do charatkteru i przypomniało mi się, jeszcze z czasów podstawówki, jak to kiedyś nie lubiłam wszystkich dziewczyn o imieniu Monika. Miałam ich kilka i każda z nich była na swój sposób wredna. Podobnie było z Milenami i Aśkami. Aśki to w ogole jakieś z innej planety były. Gośki były nawet nawet, a z Ankami i Kaśkami można było konie kraść - choć mam 2 Kaśki które z pewnością powinny mieć na imię Monika, takie małpiszony!!! Strasznie lubię imona twardo brzmiące: Irena, Wanda, Estera, Gertruda. Ale przecież klusek na amen się na mnie obrazi już w wieku 16 lat za to, że nazwałam je Gertrudą. No bo kto daje dziecku na imię Gertruda???
Moja mama chciała mieć Roksanę, ale ojciec z bratem ją przegłosowali i została Magdalena. W klasie niestety miałam jeszcze dwie inne Magdy i zawsze mnie irytowało jak po raz kolejny słyszałam wołanie o Magdę i to znowu nie byłam ja! Wtedy żałowałam, że nie miałam na imię Roksana - byłabym taka wyjątkowa, jedyna i już nigdy nie musiałabym się niepotrzebnie odwracać jakby ktoś zawołał moje imię.
Więc może Gertruda nie jest taka zła? Zawsze by mi przypominała moją babcię i z pewnością byłaby jedyna w klasie! Jak nie na całym Cyprze!!! Czy może ta Wanda??? Ale Wandę znam tylko jedną i to bardzo skromna osoba. Szczerze powiem, że nie wiem czy mieszanka mnie z pańciem może wyjść skromna... Bardziej odpowiadałoby znaleźć imię odzwierciedlające (jak to nasze dzieci mówią po polsku) "kukunamuniu". Może wy macie jakies pomysły? 
Czy Wanda, czy Gertruda, czy jeszcze co innego wpadnie nam na myśl, najprawdopodobniej będzie chrzczona w tym samym dniu na który przekładamy ślub. Z września tego roku przesuwałmy wszystko na kwiecień za rok. Jeden lot dla rodziny - odbębnione 2 imprezy, to sie nazywa upiec 2 pieczenie na jednym ogniu. Nie chcę latać i załatwiać wszystkiego teraz, przesuwać na wcześniej, na szybko, na już, bo nie takie było moje marzenie. To musi być wyjątkowe i z pomyślunkiem i nie chcę żeby klusek był w jakikolwiek sposób zestresowany.
Udało mi się na jutro umówić w państwowym szpitalu, 1wsza wizyta o 8 rano. Jestem w 5 tyg i 2 dniu ciąży. Czuję się się dobrze. Poza twardymi cycuszkami i od czasu do czasu bólem podbrzusza wszystko ok.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2014, 11:08
W tym miesiącu mi wszytko jedno.
Znaczy wiadomo - bardzo bym chciała, aby to był ostatni cykl starań, ale przez to przeciągające się przeziębienie nie mogę za bardzo polegać na moim organizmie w tym miesiącu. Dlatego postanowiłam, że do czasu potwierdzenia ewentualnej ciąży, będę żyła jak zwykle - i nie odmawiała sobie aktywności - nart, basenu, zumby - w obawie, że może zaszkodzą zagnieżdżeniu. Jak ma być, to będzie. 
Dzięki Monia! Nie wiem wlasnie co się stalo - gdybym tylko wiedziala co siedzi mu w glowie
no nic, na razie przestaje planowac i zdaje się na zywiol
zreszta owulka poki co i tak nie przychodzi 
No i przyszła. Miała tylko dzień spóźnienia, więc niewiele. Ale była jakaś taka inna niż zazwyczaj, bardziej krwista niż ze skrzepami jak zawsze. No ale ważne, że już prawie sobie poszła 
Tak jak zapowiadałam - nie prowadzę wykresu, nie mierzę tempki, nie prowadzę obserwacji i niczego nie zapisuję. O powodach też już pisałam. Jak na razie dobrze się z tym czuję
Testów owu też nie będę robić, bo zawsze wiem kiedy mam dni płodne, nie sposób ich u mnie przeoczyć. Tak więc pełen luz i spontan w tym cyklu. Staram się nie traktować tego jako starań, zdaję się na los zupełnie, bo teraz mam nawet mniejszą nad tym kontrolę. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale jestem optymistycznie nastawiona.
Mąż od kilku dni wspomina coś o tym, że już bardzo chciałby zostać ojcem. Oj, miło mi się robi na serduszku jak słyszę akie słowa
Oboje jesteśmy pełni nadziei, że niedługo się uda 
Zauważyłam również, że odstawienie wykresu i obserwacji pozytywnie podziałało również i na niego. Przez dwa cykle, a szczególnie przy pierwszym z ovf widziałam u niego jakieś spięcie w związku z tym, że oto test owu wyszedł pozytywnie, że mam dni płodne, że powinniśmy się teraz kochać. Libido mu spadło, a teraz widzę znaczną poprawę
Oby tak dalej 
Nadal czuje strach hmmm ale chyba mniejszy musze oddac moje zmartwienia woli Pana Boga... jestem u rodziców zamierzsm sie udac do tutejszego lekarza ktory badal mnie po poronieniu , myślicie ze mam prosic o np duphaston?? Przydała by sie jakas pomoc lekarz w moich okolicach pow że nic nie dostane bo czuje sie dobrze... no i martwi mnie brak objaeow tylko czasami bol w dole brzucha moja mama ma juz mdłosci a ja nadal nic dobija mnie to... Pomoźecie jak wy sobie radzicie z tym paraliźujacym strachem???
Dziecko...marzenie każdego..więc i moje..zaczęło się przed ślubem..jak przytulałam dzieci swojej siostry.....poczułam wtedy instynkt macierzyński...chęć posiadania córeczki/synka...tak bardzo kochającej..niezależnej...tej małej istotki uszczęśliwiającej wszystkich...
Staraliśmy się troszkę przed ślubem...ale oczywiście jakoś tak nie specjalnie(wtedy nie było nam to w głowie)ale po ślubie zaczęliśmy się starać bardziej...już tak oficjalnie że można itp;)
Daliśmy sobie rok..
Niestety rok minął...i nic sie nie pojawiło...po mniej więcej roku zaczęłam chodzić do mojego dr.O.
Na początek standardowe badania (TSH, FT4, prolaktyna, testosteron, androstendion, DHEASO4, 17 hydroksyprogesteron) plus badania męża (spermiogram)
Opinia lekarza o badaniach- u mnie podwyższona prolaktyna- dostałam bromergon(1x1)..cała reszta ok..plus mogę przyjmować kwas foliowy. Badania męża....- szału nie ma ale dacie rade.
Kolejna wizyta.....rezultatów żadnych...no to może sprawdzimy drożność..
Wizyta w szpitalu 28-05-2013..rozpoznanie...niepłodność pierwotna..zastosowane leczenie HSG- jajowód lewy drożny, jajowód prawy niedrożny....
Kolejna wizyta u mojego dr.O. przepisał mi clostilbegyt...i powiedział ze zaczynamy próbować..mamy na to 6 cykli potem odstawiamy i przerwa 2-4 miesięcy. Podczas 6 miesięcy dwa razy miałam zastrzyk z ovitrelle...niestety żadnych rezultatów to nie dało.
Więc nastąpiła przerwa 3 miesięczna...dało mi to troszkę czasu na uspokojenie się..wyluzowanie...przemyślenie paru rzeczy....to był czas na odreagowanie wszystkiego..
38 + 3
Do planowanego porodu pozostało 11 dni!!!
Na weselu spoko, niestety nie można było szaleć jak za dawnych czasów także stałam się kamerzysto-fotografem. No nic na następnym weselu sobie wszystko odbije. W domu byliśmy koło 3, więc myślę, że i tak nieźle. Małą nie ruszała za bardzo muzyka na sali;p Jedyne co ją przestraszyło to pękający balon;)
Póki co nic nie zapowiada zbliżającego się porodu (nie mam żadnych skurczy przepowiadających- ogólnie żadnych skurczy nie miałam) z jednej strony to dobrze bo mam do zamknięcia jeszcze kilka spraw a z drugiej strony jestem już tak zmęczona swoim stanem i czuje się strasznie ociężała. Alu możesz wychodzić w niedziele;)
Zaczęłam brać wiesiołek + piję herbatę z malin.
Na domiar złego przeziębiłam się i od piątku jadę na herbatce z cytryną i miodem + syrop z cebuli, ale jakoś marne efekty. Podczas kichania mam wrażenie, że brzuch mi pęknie.
Młodą to nie rusza;) zastanawia mnie tylko kiedy ona śpi, bo to co wyrabia w brzuchu cały dzień i większość nocy mnie przeraża;p
Dzisiaj finalizujemy w końcu zakup nowego-starego autka;) W końcu będziemy mieli coś większego no i z Małą będzie się wygodniej jeździć
Październikowe mamusie rozpakowują się w tempie ekspresowym.
Ciekawe jak to będzie u nas.
Odreagowanie....może to w sumie niedobre słowo...ale troszkę odpoczęliśmy...bo zawsze było wszystko jak w zegarku..a teraz sam spontan:) tzn był sponatn....
W styczniu kolejna wizyta u Dr.O....stwierdził że idziemy na laparoskopie...dał skierowanie na kolejne badania (prolaktyna- unormowała się, androstendion, 17-hydroksyprogesteron. testosteron) plus powtórzyliśmy badania męża...a w zasadzie to zrobiliśmy teraz badanie komputerowe...i jesteśmy umówieni na 26.02.2014 do urologa...a ja do innego gina zeby wydał opinie czy muszę się wybrać na tą dziwną laparoskopie.
Plus czeka mnie jeszcze wizyta u mojego dr.O.....żeby mi to wszystko wyjaśnił raz jeszcze...ehhh..
W poniedzialek ide na wizyte do innej kliniki. Zobaczymy co mi powiedza na temat refundowanego in-vitro, ciekawe czy mam szanse i czy ewentualnie dlugo musialabym na nie czekac. Jesli sie nie kwalifikuje to myslimy juz o platnym. Co prawda te pieniadze wolalabym przeznaczyc na wyposazenie nowego domu, ale po co nam wyposazenie domu jak nie bedzie w nim dzieci...
Dzisiaj rano zrobiony test, nadal druga kreska słabo widoczna i na dodatek śluz jeszcze nie wygląda na płodny. Mimo wszystko z rana
wolimy zacząć wcześniej żeby nic nie przegapić. Wierzymy, bardzo mocno wierzymy, że tym razem się uda... To dopiero drugi miesiąc starań a ja już tak bardzo czuje się zmęczona walką o nasze szczęście...
Stres coraz wiekszy. Niby do terminu porodu 30 dni, choc jak zaczynalam bylo tez prognozowane nie 26 marzec tylko 1 kwiecien. Niedawno juz pewne ze 40 tyg nie dotrwany i za 9 dni do szpitala. Musze wystarczyc mi 37 tyg. No chyba ze poleze troche w tym szpitalu. I chyba bym bardzo chciala. Jednak choc nie nawidze szpitali i bede musiala zostawic moja rodzinke ale nie jestem psychicznie gotowa. No coz w czwartek okarze sie maluchy waza. A ja z dnia na dzien coraz gorzej, ledwo chodze. Wczoraj krotka wyprawa do centrum handlowego skonczyla sie zmeczeniem jakbym sie na Rysy wspiela. Kregoslup, brzuch, spojenie nadal boli. Dzis ledwo doczlapalam sie do sklepu pod domem. I te skurcze, lekkie ale meczace. A ja musze jeszcze rozstawic lozecZko i wsztstko poukladac funkcjonalnie. Oraz czeka mnie jeszcze jedna wyprawa do sklepu. Ojej.
Jutro badanie USG.. :)W końcu zobaczę swoje Maleństwo 
Jeszcze tylko czekam aż moje mdłości ustąpią bo czuję się strasznie...ale dobrze że pojawiły się w 8 tygodniu a nie od samego początku ciąży ;P
po wizycie u gina... hiperprolaktynemia...dostałam Bromergon 2 x 1/2 tabl.
Dalej jajnik boli z przerwami, ale dość intensywnie.A to już 6dpo. Mam tylko nadzieję, że to nie kolejna torbiel.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2014, 21:11
Czas szykowac sie na nowy cykl, temp. okresowa takze jutro @. Od przyszlego poniedzialku robie monitoring moze zapytam o clo? moze moje owulacje sa jakies niewartosciowe? moge mam wsteczna owulacje? chyba jest takie cos? no nic pod koniec tygodnia umawiam sie do gin. tak dawno u tej nie bylam ale co mnie to, chodze prywatnie, place wiec jak bedzie miala jakies pretensje to do widzenia heh...
To całe staranie jest strasznie wciągające
na początku zdecydowaliśmy, że poprostu przestajemy się zabezpieczać - co ma być to będzie!... Ale szybko (nawet nie wiem kiedy) przekształciło się to w regularne starania!
Mierzenie temperatury, badanie szyjki, śluzu i spędzanie godzin na Ovufriend... jestem kompletnie utopiona! 
No nic, mam nadzieję, że niedługo się uda!
No i trzymam kciuki za wszystkie staraczki 
Jutro wizyta u urologa...boje się....boje się ze wyniki są złe...ale łudzę się cały czas że wyniki są dobre..łudzę się to złe słowo...ja w to wierze...wierze w to ze nie możemy mieć takiego pecha...nie dopuszczam do siebie tej myśli...myślę może naiwnie.. może nie... że będzie dobrze...musi być...
Jutro umówiłam się na pierwszą wizytę do ginekologa, może mnie to trochę uspokoi . Dziś coś chodzę zła na cały świat łatwo mnie z równowagi wyprowadzić , normalnie chmura gradowa ze mnie. Poza tym dopada mnie zmęczenie , od rana jest ok , staje ok 5 i mogę normalnie funkcjonować ale koło południa padam na twarz i usypiam
. Dobrze , że jest moja mama to zajmuje się córką bo inaczej było by kiepsko . Mam nadzieje , że jutro pan doktor zrobi usg i może będzie już coś widać .
Po małej przerwie w przytulaniu dzisiaj nareszcie było
Teraz na nocce w pracy jestem i jakoś tak sobie myślę , że może tym razem się udało ? Nie wiem może psychika płata figle ale jakoś jestem bardzo spokojna i wyluzowana. Nie powiem , że wcale nie myślę o ciąży - bo myślę ale mniej i bez takiego napięcia.
Mama ciągle pyta kiedy wnuki bo by już chciała je rozpieszczać - a ja na to "wszystko w swoim czasie"
Ech wstałam rano aby iść na ćwiczenia - autobus przyjechał za wcześnie i nie zdążyłam, wsiadłam więc w tramwaj, a ten się zepsuł... Uznałam to za przeznaczenie i zmieniłam plany.
Jutro urodziny mojego przyszywanego "brata" więc zamiast na ćwiczenia poszłam kupić mu prezent.
W domu ciągle masakra tak przytłaczająca, że zamiast za sprzątanie zabrałam się za pieczenie ciasta
Niestety feng shui nie oszukasz i takie zakłócenia przepływu energii musiały zakończyć się spektakularnym zakalcem
Trudno, zje się nieudane. Nie jestem teraz wybredna - jem wszystko w każdej ilości 
Fotorelacja 3 dzień boju: postępy jednie na froncie łazienkowym.

No i kolejna partia zdjęć z sesji robionej przez Kasię Duś.
Szczególnie to wspólne jest prawdziwe - "gotowi na wszystko" - atak śmiechu po tym jak się okazało, że trzymamy źle literki
Cali my 



Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2014, 23:26
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.