Dziś będzie o naszych 2 miesiącach szczęścia, i o tym jak w jednej chwili nasz świat legł w gruzach.
Był 24 luty, doskonale pamiętam ten dzień. Spóźniała mi się @. Obudziłam się, zmierzyłam temperaturę: 37*, pobiegłam do łazienki zobaczyć czy na pewno nadal nie ma @- nie było. W stresie pobiegłam do apteki po test. Druga kreska pojawiła się właściwie od razu, ale czekałam aż będzie wyraźniejsza bo nie wierzyłam własnym oczom. Poszłam do męża pokazać mu test, cała się trzęsłam bo nie wiedziałam jak zareaguje. Ja sama nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy nie. To nie był dla nas dobry czas na dziecko, nie było nas na nie stać. Dokładnie pamiętam jego słowa jak pokazywałam mu te 2 kreseczki. "A ty co się tak trzęsiesz? Co to znaczy, że jesteś w ciąży?" Powiedziałam mu że nie wiem czy się cieszyć, a on na to: no jak to? Pewnie że się cieszyć! Od razu mi ulżyło, bo w głębi duszy na prawdę się cieszyłam, tylko się bałam. Od razu pokochaliśmy nasze maleństwo. Mówiłam na niego Bąbelek :)
Pierwsze USG miałam dopiero w 8 tc, takie były kolejki do ginekologa. Widziałam pięknie bijące serduszko, byłam przeszczęśliwa że wszystko jest w porządku. Parę osób już wtedy wiedziało że jestem w ciąży: rodzice, teściowie i moja przyjaciółka. Po potwierdzeniu ciąży i że jest serduszko, dowiedziało się jeszcze kilka osób. Tak pięknie było między mną a mężem :) Oglądaliśmy łóżeczka, wózki w internecie. Godzinami dyskutowaliśmy nad imionami, ciężko było wybrać takie które podobałyby się nam obojgu. W końcu wybraliśmy: dla chłopca Olek, dla dziewczynki Anielka. Mój brzuszek pomalutku się zaokrąglał, (przynajmniej ja widziałam różnicę :)) a mąż z nim rozmawiał. Wychodząc do pracy zawsze mówił "Kocham was" :) Kolejną wizytę miałam 2 tygodnie po pierwszej. Były moje wyniki badań, coś było nie tak w wynikach moczu ale gin kazał tylko brać żuravit. Nie zbadał mnie na fotelu ani nie zrobił mi USG pomimo że bardzo nalegałam. Twierdził że skoro nic się nie dzieje to nie trzeba tak często. Myślałam sobie "to on jest lekarzem nie ja, on wie lepiej". Martwił mnie jednak termin kolejnej wizyty: aż za 5 tygodni, bo ginek poszedł sobie na urlop. Na tej wizycie miałam mieć wykonane badania prenatalne. Dni wolno leciały, dłużyło się okropnie do wizyty. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że od ponad tygodnia nie bolą mnie piersi. Pomyślałam że to dziwne bo wcześniej bolały bez przerwy. No ale każda kobieta jest inna, może tak ma być. Miałam też takie 2 dni, że byłam non stop zdenerwowana, miałam złe przeczucia. Strasznie się bałam o nasze dziecko i nie wiedziałam czemu, ale przeszło mi.
Nadszedł ten okropny dzień- 1 maja. Pojechałam wtedy po tatę na lotnisko (320 km w jedną stronę). W drodze powrotnej zauważyłam dość sporo brązowej wydzieliny, byłam przerażona. Pomyślałam że to przez tę podróż i że jestem totalną idiotką, bo zgodziłam się jechać. Po powrocie do domu moje wirtualne przyjaciółki z ovu wygoniły mnie na pogotowie, i miały rację. Przyjęli mnie na oddział. To co tam przeszłam to temat rzeka, może innym razem opiszę dokładniej, dziś tylko króciutko. Lekarz przyszedł dopiero drugiego dnia i zrobił mi USG, diagnoza: ciąża obumarła. Nie wierzyłam. Jeden wielki płacz, było mi słabo, chciało mi się wymiotować. A co najgorsze- byłam sama, mąż był w pracy. Zadzwoniłam do niego i do rodziców. Z tego szpitala wyszłam na żądanie. Rodzice zabrali mnie do świetnej ginekolog do innego miasta. Diagnoza się potwierdziła, ale dowiedziałam się że nasze dzieciątko miało wadę genetyczną. Może to się wydawać dziwne, ale kamień spadł z serca zarówno mi, jak i rodzicom. Ciągle obwiniałam siebie, analizowałam każdy swój ruch, myślałam co zrobiłam nie tak? Mój tata natomiast myślał że to przez tę podróż. Niestety, okazało się że dziecko nie żyło już od ponad 3 tygodni. Wg crl maleństwo wyglądało na 10t 4d, a ja byłam w końcówce 14tc. Byłam w szoku: "Jak to? I mój organizm nie zareagował? Nie dał mi znać że coś jest nie tak?" Dostałam zdjęcia USG, pierwsze i niestety ostatnie. Zabieg miałam 5 maja, w 15 tc. Tam okazało się że nasze maleństwo było chłopcem. Nasz kochany Olek. Ciężko było się z tym pogodzić, ale miałam 2 dni zanim położyłam się do szpitala na zabieg. To mi dało czas na oswojenie się z sytuacją i wypłakanie się u boku męża. On też to bardzo przeżył. Opowiadał mi potem, że napisał swojemu tacie smsa bo nie był w stanie do niego zadzwonić. Moi teściowie płakali razem ze mną.
Zostawiłam wszystkie pamiątki po naszym Bąbelku. Testy ciążowe, dokumenty ze szpitala, akt urodzenia, i najważniejsze- zdjęcia USG. Bardzo się cieszę że je mam. To dla mnie bardzo ważne że co jakiś czas mogę spojrzeć na swojego synka, jego główkę, rączki, nóżki. Był już malutkim człowieczkiem, nie jak niektórzy sądzą "zlepkiem tkanek".
Minął już ponad miesiąc. Jest teraz dużo lżej. Czasem jeszcze pytam "dlaczego właśnie on? dlaczego my?", ale właściwie to już się pogodziłam z jego odejściem. Wiem że mój płacz nic nie zmieni, ale mimo wszystko nadal czasem płaczę. Bo za nim tęsknię. Oboje za nim tęsknimy, chociaż mój mąż wcale tego nie okazuje. Ale je wiem że on po prostu nie chce mnie dobijać. Chce być silny, chce być wsparciem.
Czasem jak myślę o Olku to nawet się uśmiecham. Bo przecież mamy synka, który nad nami czuwa i kocha nas, tak jak my jego :)

Ehhh, ten mój lekarz.... chciałam u niego wyprosić o skierowanie na chlamydię, toksoplazmozę, progesteron, amh. Ale nici z tego, o wymazie bakteriologicznym i badaniu na wrogość śluzu już nie wspomniałam bo widziałam jego minę. Udało mi się tylko wysępić toksoplazmozę. Będę musiała zrobić wszystko na własny koszt. I weź tu człowieku płać składki. Po co? Skoro lekarz uważa, że te badania nie są mi do niczego potrzebne, mam iść na HSG i wszystko. No przecież pójdę, Panie Doktorze, obiecuję ;)
Mój pęcherzyk z prawego jajnika ma dziś 17mm. Za tydzień idę zobaczyć czy raczył pęknąć i to by było na tyle

No więc zdaja relacje, maluszek nadgonił :) względem OM :D
wychodzi mi dziś 12t2dn czyli zaczęłam 13 tydzien :D
dzidzia wierciła sie na USG i skakała :D
super!
wszystkie par w porządku, NT 1,6 mm :)

uffff juz daje zdjęcia :)

c0b2006dd4f35ecfmed.jpg

fcbc683ff4ad2729med.jpg

aee0615cf3da1f8cmed.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2014, 20:31

Magic Niemożliwe 10 czerwca 2014, 17:41

Leniwy dzień :) jedną klientkę już zrobiłam, czekam na dwie następne :) obiadek zrobiony, czekam na mężusia i wieczorem schłodzone winko... uwielbiam takie wieczory z nim :*
Odczuwam koniec @, zaczyna mi libido rosnąć :)

Tym razem będzie trochę pozytywniej :) Oto mój plan na najbliższe kilka miesięcy:
*lipiec- wyjazd do pracy do Niemiec
*sierpień lub wrzesień- powrót i staranka bez spiny ;) Bez mierzenia temp i obserwacji :)
*szukanie pracy
*jeśli przez 3 miesiące nie zaskoczę- staranka z obserwacjami i wizytami u gina
*zajście w ciążę, donoszenie jej i cieszenie się macierzyństwem :)

Dzisiaj uświadomiłam sobie że za mało cieszę się życiem i takimi prostymi rzeczami: słońcem, ciepłem, pięknym niebem. Ciągle jest coś czym się martwię. Zazwyczaj martwię się pieniędzmi. Krucho u nas z kasą bo od roku szukam pracy, niestety bez skutku. Pracuje tylko mój mąż, jako magazynier, kokosów nie ma. Do tego nie mieszkamy na swoim, wynajmujemy mieszkanko. Teraz właśnie przeprowadziliśmy się do tańszego. Wcześniej starczało nam praktycznie od 10 do 10 na styk więc jak coś wyskoczyło np naprawa samochodu, trzeba było pożyczyć. Teraz parę zł nam zostaje, ale wiadomo jak jest. Im więcej masz, tym więcej chcesz. Ciągle myślę czy nam wyskoczy jakiś nieprzewidziany wydatek. I dzisiaj pomyślałam że dosyć tego. Zadręczanie się nie przyniesie mi pieniędzy. To że ciągle się zamartwiam nie sprawi że będzie ich więcej. Coś wyskoczy? Trudno, pożyczymy i oddamy. Przecież rodzice sami podają nam pomocną dłoń, pomimo że często nie chcemy. Nikt nie ma o to do nas pretensji bo rozumieją jak jest, że ciężko znaleźć pracę. A jeśli chodzi o dzieciaczka, damy sobie radę. Przecież właśnie ze względu na to że byłam w ciąży zmieniliśmy mieszkanie. Może będzie wymagało to od nas paru wyrzeczeń, ale co z tego. Dzidziuś jest ważniejszy.
W następny weekend jedziemy nad jeziorko i mam zamiar porządnie odpocząć od tych wszystkich myśli. Niepotrzebnych z resztą. Trzeba się cieszyć tym co się ma, zawsze mogło być gorzej.

W ogóle mam pewien dylemat. Mój tata ma w Norwegii własną firmę (mój brat jest dyrektorem) i wcześniej planowaliśmy, że jak będzie stała praca to mój B pojedzie, a ja do niego dojadę i też poszukam pracy. Ostatnio tata wyszedł z pewną "propozycją". Że otworzy jeszcze jedną firmę, której ja będę dyrektorem. Problem w tym że ja już nie jestem taka pewna tego wyjazdu. Mój B ma tu na prawdę dobrą pracę, jak na tutejsze warunki. Wszystko legalnie, umowa od ręki na 2 lata, urlopy, składki, wszystko. Jestem pewna że dostanie potem umowę na stałe i z czasem będzie co raz więcej zarabiał. Jego znajomi którzy pracują tam parę lat mają na prawdę dobre stawki. Jak będzie zarabiał więcej to weźmiemy jakiś kredyt, część kasy dołoży nam jego tata i albo kupimy mieszkanie, albo postawimy jakiś domek. Taki jest plan i nie wiem czy chcę żebyśmy to zostawili, chociaż nic oprócz tej pracy nie mamy. Wiem że tam jest lepiej, ale wcale nie tak kolorowo jak każdy myśli. Głównie działa na mnie argument że dzieci miałyby lepsze perspektywy na przyszłość. Tam dobrze mają Norwedzy, nie Polacy. Żeby dobrze żyć też trzeba pracować we dwoje, czyli w sumie tak jak tutaj. Może z czasem byłoby lepiej, ale co jeśli nie wyjdzie? Jeśli tam się coś nie uda i trzeba będzie wrócić? Do czego? Mojego B z powrotem do tego zakładu nie przyjmą. Z resztą udało mu się tę pracę znaleźć dopiero po 2 latach. Gdyby nie ta jego praca, to pewnie ani chwili byśmy się nie wahali.
Sama nie wiem co o tym teraz myśleć.

Bergo Bergo - nowa ja 9 czerwca 2014, 22:19

Nie wiem, czy to przez upał czy z niewyspania czy z innego powodu, ale dziś jestem kompletnie nie do życia. Powinnam skakać z radości, bo właśnie kupiłam pojazd spełniający wszystkie kryteria tzn. duży, wygodny bagażnik, mocny silnik 2.0 z turbiną i napęd na 4 łapki. Czyli na początki życia z dzieckiem, które przypadną w okresie jesienno- zimowym w sam raz. Zielony Forester :) No ale jakoś nie umiem skakać z radości tylko siedzę na kanapie i zastanawiam się jak skutecznie i na dłużej schłodzić sobie stopy. Wyglądam dziś jak 7 nieszczęść. Stasiowi - czy jak go tam nazwiemy - kupimy chyba Graco Symbio Go. Wygrywa wagowo, ponieważ jego stelaż to "zaledwie" 7kg, co jest dobrym wynikiem porównując np. z X landerem- 10kg, nie mówiąc już o innych wózkach, których same stelaże ważą po 14 kg!
Mam dziś jakiś podły nastrój...

Porada dnia
Jeśli obserwujesz swoje ciało i intuicja podpowiada Ci, że coś jest nie tak, nie zwlekaj z wizytą u lekarza. Według dr. Alice Domar, amerykańskiej autorki książki „Zwyciężyć niepłodność” („Conquering Infertility”) najlepszą poradą dla par starających się o dziecko jest nie zwlekać zbyt długo z wizytą u specjalisty. Badania pokazują, że aż 91% par podejmujących leczenie niepłodności żałuje, że czekały zbyt długo. Radzi ona również: „Nie obwiniaj siebie, szukaj wsparcia a przede wszystkim miej nadzieję, ponieważ zdecydowana większość par, które zasięgają pomocy specjalisty, doczekują się zdrowego dziecka.”


Staram się tego nie robić ale cóż...

Mega Moje marzenie 10 czerwca 2014, 07:50

Zrobiliśmy badanie nasienia i wyniki ma w porządku ten mój facet :) od 2 miesięcy wciskam mu witaminy, moglibyśmy tylko poprawić ruchliwośc żołnierzy a tak wszystko ok. Tak sobie pomyślałam ze to ja jestem jakaś wybrakowana i do dupy, do niczego sie nie nadaje, za stara jestem i tyle. Podlapalam dola, bo znowu sie nie udało, @przylazla...

renia825 czekanie na maluszka 10 czerwca 2014, 10:44

No i kolejny dzien wizyta u lekarza juz nie dlugo nie moge sie doczekac ciekawe co wyjdzie. Tak sie zastanawialam moze by jakies zajecie sobie znalesc to bym tak nie myslala jak pracowalam to mi siewstawac nie chcialo i tak myslalam sobie jak to bybylo fajnie nie pracowac nie musiec wstawac a teraz kiedy juz 4 miesiace nie pracuje to siedzenie w domu mnie dobija i jak tu dogodzic tak zle tak nie dobrze. Codzinnie wpatruje sie w swoj wykres jakby to mnialo cos w tym wykresie zmienic juz bym chciala zeby byl na zielono ale cos czuje ze jeszcze troche bede musiala poczekac. Za rok w czerwcu planujemy pojechac do polski na troche dluzszy urlop no chyba ze bede miala termin porodu oj tak bym chciala no ale zobaczymy :-) bedzie dobrze trzeba w to wierzyc :-)

Jutro urodziny męża... A za parę dni mija okrągły rok odkąd porzuciliśmy gumki... Jak ten czas szybko leci, co nie?
W końcu doczekałam się owulacji - łaskawie w 34 dc przyszła... Już myśleliśmy z mężem, że nie będzie jej wcale... I teraz sama nie wiem. Bo mieliśmy plan - do owulacji się zabezpieczamy, a po niej już nie (jakoś tak wolimy bez gumek). Ale dni mijały i owulacji ani widu ani słychu, więc uznałam że to kolejny cykl bezowulacyjny (i pomimo braku starań lekko się podłamałam). Więc gumki poszły w kąt. A tu nagle zonk... Owulka się pojawiła, dwa dni przed nią było serduszko i... jakaś mała iskierka nadziei się we mnie zapaliła... Nie nakręcam się, ani nic, tylko... taki mały cichy głosik mi podpowiada, że może jednak coś tego będzie. Zwłaszcza, że temperatura mi teraz tak ładnie idzie do góry... Ale już nie raz miałam ładny wzrost i była dupa... Nie chcę się znowu rozczarować. Nie chcę sobie robić nadziei, ale nie umiem tego głosiku z głowy wyrzucić...
Pozostaje jak zawsze czekać i wypatrywać oznak zbliżającego się okresu (na razie ich brak, chodź za 3-4 dni powinien być). No i cieszyć się wreszcie słoneczną pogodą.

Samopoczucie na dziś - istny mętlik...

Jestem wielką szczęściarą. Życie dało mi takie wspaniałe dzieci, cudownego faceta, a ja... Znów wpadam w wieczorną nostalgię. Już nie płaczę, ale dużo myślę. Jestem jeszcze większym miękkim jajem niż kiedyś 🫣 Leosiek co chwilę tuli i całuje siostrę. Rozmawia z nią, uspokaja, śpiewa. Olga dziś zaczęła ( moim zdaniem ) uśmiechać się świadomie na Nasz widok. To było takie słodkie. Zrobiła to kilkukrotnie więc to chyba nie przypadek 🥹 Patrzę na moją rodzinę doceniając wszystkie małe chwile. 2.5 roku niepłodności bardzo nas przeczołgało. Bywały bardzo ciężkie momenty, oddaliśmy się od siebie. Zawsze wracaliśmy, ale to takie wspomnienia, których nie da się wyrzucić z głowy. Dziś jesteśmy zupełnie gdzieś indziej. Wdzięczni, znów wpatrzeni w siebie, szczęśliwi, otoczeni miłością. Niech trwa ten stan. Rodzina rządzi 🩷🩷🩵🩵

Bergo Bergo - nowa ja 10 czerwca 2014, 09:38

Idziemy dziś na USG połókowe. Oby mały zechciał pokazać swojego pysiaczka słodkiego. Jezu... odlatuję jak o tym myślę. Poryczę się... Jestem tak podekscytowana, że nie umiem znaleźć sobie miejsca.

asiaP ZAWSZE POD GÓRĘ... 10 czerwca 2014, 10:27

Jestem po owulce...czas pokaże czy to teraz nasza kolej...a może już za dużo szczęścia jak na jeden rok :/

Magic Niemożliwe 10 czerwca 2014, 10:32

Matko kochana....kolejny upalny dzień...oszaleje...
Miałam piękny sen :) śniło mi się, że byliśmy na jakiś wyjeździe w hotelu i chodziliśmy po okolicy i nagle naszła nas wielka ochota na seks...kochaliśmy się w publicznej toalecie. O dziwo była bardzo czysta i wyglądała raczej jak toaleta w stresie SPA :) Obudziłam się...ach
Może to efekt odchodzącej mojej kochanej @ i brak seksu spowodował u mnie tak sympatyczny i tematyczny sen... Często mi się śni, że się kochamy :) ha a na brak seksu narzekać nie mogę. Kochamy się średnio co dwa, trzy dni. .. może dlatego poprzednia fasolka do nas przyszła :) ale uwielbiam seks z moim mężem...nie wyobrażam sobie życia bez niego :)
Dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy :) ciesze się, że mam szczęście, że mam zdrowie i kochającego męża,a czegoś od życia więcej chcieć? :)
A sprawa starań...na razie nie poruszamy :) wychodzimy z założenia, że co ma być to będzie. Mamy wstępnie zaplanowany wyjazd w połowie września :) ale zobaczymy jak to wszystko się poukłada :) nie lubię planować, lubię spontany :)
Miłego dnia dziewuszki kochane! :*

Odwarzyłam się przejść na tą stronę..
bo nie posiadam się z radości że ujrzałam tą piękną magiczną krechę ! <3 tak się cieszę :D
Bóg zesłał dla mnie taką oto łaskę.. mam nadzieję że pozwoli mi być mamą, tu dla mojego dzidziusia na ziemi, bo aniołka już mam <3 (*)
trzymajcie kciuki za Nas dziewczyny <3

ps. w galeri zdjęcie testu (17 dzień po owulacji, test Kardioline)

Teraz widze ze juz w ogole tempka spadla czyli na owulke za pare godzin ;) A IUI juz tuz tuz jeszcze 3 godzinki i bede po ;) bede juz w ciazy :) test za 2 tyg bd formalnoscia :P :D

Maz wlasnie pojechal oddac nasienie do laboratorium ;)

Miu95 Walka o bobasa (PCOS i inne) 10 czerwca 2014, 11:17

Ma to wszystko jakieś tam plusy. Na przykład oszczędzamy na gumkach ;) no i nie używamy ich od ponad roku. Możemy serduszkować zawsze i wszędzie.

Innych plusów nie zauważono :P.

Mam wrażenie, że pobolewa mnie lewy jajnik od 2 dni. Wrażenie, bo nie są to takie bóle, że skręca mnie i wstać nie mogę. Temperatura też podniesiona w porównaniu do poprzednich dni. Ale wszystko można łatwo wytłumaczyć: ból brzucha z nerwów a temperaturę przez większą temp. w pokoju, kiedy śpimy, bo mój mąż zapomina zostawić otwarte na oścież drzwi do sypialni i się najnormalniej w świecie gotujemy ;). A że mieszkamy na parterze, to ciężko z otwartym oknem.

Na poprawę humoru: zaraz idę ściąć włosy z dłuuuuugich na krótkie, ze stresu wysiedzieć nie mogę. Oby fryzjerka dała radę, bo mam problematyczne włosy :) (jakby innych problemów było za mało!). A paznokcie w wiosennych kolorach: fuksja i żółty.

Agi Radość.. 10 czerwca 2014, 11:35

Idę do innego lekarza kiedyś do niego chodziłam może on powie co dalej bo to zawieszenie mnie dobija:( co ma być to będzie .. teraz się udało to uda następnym..
a nóż coś będzie już widać na usg jeżeli nie przestaje brać dupka i czekam na krwawienie...

Magic Niemożliwe 10 czerwca 2014, 11:36

Wiara, nadzieja i miłość - nie zapominajcie o tym :)

U mnie znow bezowulacyjny...przestalam trzymac dieteprzez 4 dni i 4 kg do przodu!!!! tylko jebane 4 dni!!! i od razu po tempce tez widac gory i doliny...jak ja moge byc taka glupia?...musze sie zorganizowac zeby juz nie dopuscic do takich sytuacji...cholera ciezko mi jak mamy zapierdziel w studiu, bo nie mam jak zjesc.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2014, 12:14

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)