W końcu, w końcu, W KOŃCUUUUU
nareszcie trafiłam na dobrego(tak myślę lekarza), który nie powie mi, że po co badanie nasienia skoro Pani była w ciąży, po co Pani tak szybko badania, przecież to dopiero niecały rok!....
Czuję się spokojniejsza, szczęśliwsza, że się w końcu trafił ktoś z wiedzą medyczną.
A więc od początku...
Wizyta umówiona na 20.00 do gabinetu weszłam jakieś 15 minut później, krótkie zapoznanie, przedstawienie całej dokumentacji( a było tego trochę) Pan doktor uważnie słuchał i wszystko notował, zadawał konkretne pytania. Po rozmowie,zabrał na badanie i usg. Wszystko pięknie, czyściutko i potwierdził, że już po owulce, kazał wypić pół butelki i wina i atakować męża:D oczywiście żartobliwie.
Po badaniach powiedział, że on się nie ma do czego uczepić jeśli chodzi o mnie i powiedział, że powinien mój Mąż wybrać się na badanie nasienia. Nie było dla niego problemem to, że już raz zaszłam w ciążę.
Powiedział, że jak wyniki będą złe to go trochę "postymulujemy" natomiast jak się nie uda do października to mamy przyjść i zostanę wysłana na HSG. To pierwszy lekarz, który powiedział, że po łyżeczkowaniu mogły się zapchać jajowody. Oczywiście dodał, że jest to mało prawdopodobne.
Boję się HSG, ale jednocześnie cieszę się, że coś się w końcu rusza z miejsca. Wiem, że to świetny specjalista i chyba już go nie zmienię. A tak poza tym wszystkim wg cennika powinien mnie skasować 250zł (porada ginekologiczna z USG - 150zł, porada endokrynologiczna - 100zł.) a wziął ode mnie tylko 150zł. W gabinecie byłam ok 45 minut i ani przez chwilkę nie odczułam, żeby mnie już chciał przegonić.
Po powrocie był szybki atak na męża z naszym wspólnym zakończeniem (co rzadko się zdarza;p) a potem niespodziewana wizyta Przyjaciółek
i tym sposobem obaliłyśmy te pół butelki wina 
Chciałabym, żeby tak było zawsze
czuję się dziś cudownie 
W końcu, w końcu, W KOŃCUUUUU
nareszcie trafiłam na dobrego(tak myślę lekarza), który nie powie mi, że po co badanie nasienia skoro Pani była w ciąży, po co Pani tak szybko badania, przecież to dopiero niecały rok!....
Czuję się spokojniejsza, szczęśliwsza, że się w końcu trafił ktoś z wiedzą medyczną.
A więc od początku...
Wizyta umówiona na 20.00 do gabinetu weszłam jakieś 15 minut później, krótkie zapoznanie, przedstawienie całej dokumentacji( a było tego trochę) Pan doktor uważnie słuchał i wszystko notował, zadawał konkretne pytania. Po rozmowie,zabrał na badanie i usg. Wszystko pięknie, czyściutko i potwierdził, że już po owulce, kazał wypić pół butelki i wina i atakować męża:D oczywiście żartobliwie.
Po badaniach powiedział, że on się nie ma do czego uczepić jeśli chodzi o mnie i powiedział, że powinien mój Mąż wybrać się na badanie nasienia. Nie było dla niego problemem to, że już raz zaszłam w ciążę.
Powiedział, że jak wyniki będą złe to go trochę "postymulujemy" natomiast jak się nie uda do października to mamy przyjść i zostanę wysłana na HSG. To pierwszy lekarz, który powiedział, że po łyżeczkowaniu mogły się zapchać jajowody. Oczywiście dodał, że jest to mało prawdopodobne.
Boję się HSG, ale jednocześnie cieszę się, że coś się w końcu rusza z miejsca. Wiem, że to świetny specjalista i chyba już go nie zmienię. A tak poza tym wszystkim wg cennika powinien mnie skasować 250zł (porada ginekologiczna z USG - 150zł, porada endokrynologiczna - 100zł.) a wziął ode mnie tylko 150zł. W gabinecie byłam ok 45 minut i ani przez chwilkę nie odczułam, żeby mnie już chciał przegonić.
Po powrocie był szybki atak na męża z naszym wspólnym zakończeniem (co rzadko się zdarza;p) a potem niespodziewana wizyta Przyjaciółek
i tym sposobem obaliłyśmy te pół butelki wina 
Chciałabym, żeby tak było zawsze
czuję się dziś cudownie 
No wlasnie jak wstawic zdjecie? na jaka stronke to sie wrzuca?
Na wczoraj miałabym termin pierwszej ciąży. Wieczorem jakoś mnie tak wzięło, popłakałam sobie trochę, ale jak mąż mnie spytał co się dzieje i mu odpowiedziałam, to skomentował to tylko "Ojej". W ogóle mi się z nim nie układa ostatnio. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Nie kochaliśmy się już 4 miesiące. Zresztą poza seksem nie ma między nami żadnych innych czułości.
Byłam kilka dni temu w nowego ginekologa. Generalnie jestem zadowolona, bo poiweidział po obejżeniu moich wyników, że kolejna ciąża i tak będzie prowadzona na heparynie, ale dał mi, na moją wyraźną prośbę, całą masę innych badań: genetyczne, badanie nasienia dla męża i histeroskopię dla mnie. Powinnam teraz siedzieć i dzwonić po oddziałach genetyki i szukać gdzie są najbliższe terminy, albo dowiadywać się ile to kosztuje prywatnie. Powinnam rejestrować się na histeroskopię. A mi się nie chce. Nie mam w ogóle motywacji.
Dzis mam dobre nastawienie bedzie dobrze a bardziej musi byc dobrze. Dzis snilo mi sie ze ktos glaskal mnie po brzuchu i muwil ze tym razem sie uda Boze juz nawet w snach mysle o malenstwie. M od rana w pracy ja zaraz wstaje kawke wypije i z synkiem do szkoly troche sie smarka ale mam nadzieje ze to tylko katar i nie bedzie z tego niczego wiecej. Plan na dzis sprzatanko, obiad, spacer z psem zero myslenia i zamartwiania sie. 
Kolejny upalny dzień... ile jeszcze?????? Przecież jestem tak bezproduktywna,że aż mnie serce boli
wybieram się na zakupy rowerem
ale nie popełnię tego błędu z wczoraj i wezmę plecak... cała torba mi sie podarła i zciachał mi się por od koła
a taki ładny był, polski 
Opowiem Wam historię, która jak wiele innych wiązanych jest z dziećmi, sprawiła, że wierzę iż Bóg jest nieodgadniony...
Moja długoletnia klientka p. Iwona mieszka w mieścinie obok mojej, przyjechała jak zawsze punkt 17.30. Siadamy, robimy pazurki i nagle zaczyna:
-Pani Magdo pamięta może Pani tą historie z dziewczynką 10ciomiesięczną, którą opowiadałam dwa miesiące temu? - oczywiście, że tak.
Historia ta jest banalna, mówię banalna poprzez szereg zdarzeń jakie się wydarzyły. Jako małżeństwo starali się o jedyne swoje a i jedynego wnuka bądź wnuczkę. Udało się! Kobieta zaszła, donosiła i urodziła cudowną dziewczynkę w zeszłym roku
w tym w kwietniu mieli już zarezerwowaną wycieczkę na Teneryfę(coś pechowa ta Teneryfa...) ale mała zaczęła pokasływać i lekki katar, a że matka tejże dzieciny była z wykształcenia lekarzem, ale nigdy nie odbyła praktyki, bo zaszła w ciążę. Zaniepokoiła się, bo to się nasilało. Pojechali natychmiast do lekarza, ten po zbadaniu dziewczynki nakazuje natychmiast udać się do szpitala dziecięcego. A wyjazd za tydzień...
W szpitalu, po wstępnym zbadaniu dziecka w trybie pilnym przyjęto ja na oddział i poddano wielu badaniom. Lekarze mówili o zapaleniu oskrzeli albo płuc. Lekarz ordynator bada poraz kolejny dziecko i mówi:
-Słyszę szmery na sercu. To bardzo nie dobrze.
Rodzice zrozpaczeni. Wyjazd poszedł w niepamięć. Życie i zdrowie ich jedynego dziecka jest teraz najważniejsze. Ordynator nakazał natychmiast małą przewieść do szpitala specjalistycznego w Międzylesiu pod Warszawą. W tymże szpitalu się urodziłam
)
Dziecko poraz kolejny jest badane i padła diagnoza, której nikt nigdy się nawet nie domyślał.Lekarz mówi o tej chorobie w bardzo małych stwierdzonych przypadkach, bo tylko 15 na świecie bądź Europie, nie pamiętała moja klientka. Dziecko zamiast mięśnia sercowego miało tkankę włóknistą...czyli serce było nieprzydatnym workiem... ale dla stwierdzenia czy faktycznie nie sprawuje swojej roli, zrobili jej zabieg bąbelkowanie serca. Zabieg ten miał za zadanie stwierdzic w jakim stopniu serce się kurczy i rozkurcza, pompując tym samym krew. Niestety. Wynik była tragiczny. Lekarz wpisał dziecko na listę oczekujących na przeszczep serca... ale. Ile moga czekać? Lekarz określił czas życia dziewczynki na 2 miesiące, trzy góra. Niestety... moja klientka dowiedziała się, że dziewczynka zmarła kilka dni temu.. Lekarz się nie mylił. Rozpacz, depsresja doprowadziła do tego, że rodzice tej zmarłej dziewczynki zamkneli się razem w domu, nie otwierają nikomu. Nawet rodzicom. Matka tej kobiety martwi się, że coś oboje sobie zrobią...
Życie i decyzje Boga są dla mnie wielką tajemnicą i nigdy nie pogodzę się z tym, że zabiera niewinne dzieci, malutkie bezbronne w tak okrutny sposób...wyrwane jak serce z piersi bez znieczulenia. nie ukrywam. Łzy stanęły mi w oczach. Bardzo bolą mnie historie z udziełem dzieci. Dlatego nie słucham już żadnych wiadomości, bo zaczęły sie upały. Niestety klientki, koleżanki, które przychodzą do mnie na uzupełnienia sowich paznokci opowiadają mi wszystko co usłyszą. O tym dziecku, które ojciec zostawił w aucie na 8 godzin, bo zapomniał, że jechał je odwieść do przedszkola. Bóg nie śpi, karze nas za nasz brak miłości i morze obojętności... ja wiem, że nam zabrał Marcelka, bo pożaliłam się, że nie chcę rodzić w tym samym roku co moja"ulubienica". Wysłuchał mnie
Marcelek poczuł się nie chciany, nie kochany więc zabrał swoje zabawki i odszedł. Ale wiem, że teraz widzi i wie, że wcale tak nie było, bo nasza rozpacz po jego odejściu była ogromna. Był kochany - najmocniej na świecie i chciany - jak mało kto w naszym życiu
Często mówię, aby wstawił się za nami u Boga i abyśmy mogli mieć tu na ziemi jego braciszka lub siostrę 
Wierzę, że w końcu będzie z nami maleństwo 
Miłego dnia :*
JESTEM ZADOWOLNA PECHERZYK 19,7MM I DZISIAJ O 16.30 BYL PODANY PREGNYL 5000
A MYSLALAM ZE IUI PRZYPADNIE NA SOBOTE A BEDZIE JUTRO O 11
ALE MI SIE ZDAJE ZE TROCHE ZA WCZESNIE OD ZASTRZYKU MINIE 18 GODZIN.. ALE NIE PRZETLUMACZYSZ TU IM ! 


Ale jestem zla!! maz znwou chyba zlapal jakas infekcje kurde 3 dni przed IUI!!! jak prez to bd mial malo plemnikow to juz w ogole sie wkurze bo i tak zawiele ich nie ma....!!!
Dzisiaj na 15:10 nastepne USG znowu zobaczyc ile pecherzyk urosl
mam nadzieje ze dobrze juz rosnie
i ze IUI sie odbedzie ale zeby ten moj troche sie podkurowal juz mial takie cos 2 miesiace temu i bylo to zapalenie prostaty wyleczyli go ale znowu wrocilo?!!!!! ZLA na maksa!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2014, 10:14
Jak cudownie jest obudzić się z myślą, że moja mała fasolka sobie rośnie w moim brzuszku
jest przy mnie cały czas
CUDOWNE UCZUCIE
rośnij sobie nasz dziubek mały..

Zadzwoniłam dziś do przychodni no i oczywiście chciałam się umówić do mojego gin. Nie dość, że dowiaduje się, że przyjmuje teraz tylko we wtorki to jeszcze termin wolny dopiero na 24 czerwca masakra !
nie chciałam iść w tygodniu bo nie chcę wymykać się z pracy
bo oczywiście nikomu w pracy nie zamierzam JESZCZE mówic, o nie 
No ale jak oznajmiłam datę wizyty mojemu S. przypomniał mi, że przecież mam szkolenie i muszę jechać do Gdańska, no nie !!
jeszcze kolejny tydzień czekać.. zła jestem 
Ponownie musiałam zadzwonić i umówiłam się więc na 1 lipca na godz 11:15
no nic będę musiała jakoś się uzbroić w cierpliwość.. i oczywiście myśli że będzie wszystko w porządku !
BO MUSI BYĆ ! 
dziękuję Bogu za wszystko.. modliłam się, modlę i modlić się będę za ten dar który nam zesłał..
NASZEGO MAŁEGO FASOLINKA 
Tak, mały się uśmiechał, pępowina jest powiązana na kokardki, on się nią bawi, wpycha ją do buzi, ssie kciuk i ukrywa buzię w łożysku przez co trudno zrobić wyraźne zdjęcie. Żeby takie USG 3D/4D wyszło czytelnie, musi być przed buźką sporo płynu owodniowego. A ta mała buźka była bardzo blisko łożyska i nie dała się ładnie sfotografować. Mamy wszystko nagrane na płycie. Badanie trwało 40 minut. Dla porównania- w LuxMedzie 10 minut. Dlatego nigdy nie będę żałowała pieniędzy na dodatkowe, szczegółowe badania. Wole mieć pewność i spokój ducha. Dziecko na tym etapie jest strasznie chude, wygląda jak mały kosmita albo jak... młoda koza
Tak go określił tatuś
Pani doktor przełączyła nam widok na 4D, jak się przypatruję zaciekawiona i nagle słyszę głos mojego męża: "Matko, czemu on wygląda jak koza?!"
Było mnóstwo śmiechu 
Mamy już też za sobą USG z babciami. Moja mama prawie ryczała, zresztą malutki ładnie się pokazywał, machał rączkami, ssał paluszka. Mama usiadła sobie na końcu leżanki i grzecznie, nie przeszkadzając lekarzowi, nic nie mówiąc podziwiała nasz malutki cud. Potem bardzo mi dziękowała, ze łzami w oczach. Była bardzo wzruszona i szczęśliwa, a ja tym samym upewniłam się że to był dobry pomysł.
Dziś była ze mną teściowa. I niestety... Zamiast usiąść spokojnie i patrzeć, ona stanęła za lekarką i tak się nad nią nachylała, że dosłownie kładła jej się na plecach. Pani doktor w końcu poprosiła, żeby przestała, bo jej niewygodnie robić w ten sposób badanie. No i zaczęło się... Ton mojej teściowej był delikatnie mówiąc protekcjonalny i niemiły, a pani doktor usłyszała: "Ja też jestem lekarze i wiem, że nie robię nic co może pani badanie zaburzać. Proszę kontynuować!" Lekarka była osoba bardzo opanowaną, bo mnie to by już nerwy poniosły. Zresztą jak widziałam ją leżącą babce na plecach to już mnie wkurzała, ale jak w taki chamski sposób zareagowała na zwrócenie uwagi to dosłownie ciśnienie mi się podniosło. A reakcja dziecka? Zamknął się w sobie mówiąc krótko. Nie chciał pokazać buzi, nie chciał się odwrócić, z całej siły wtulał się we wnętrze mojego brzucha. Przestraszył się może... Teściowa do końca badania była opryskliwa, a lekarka - oaza spokoju - wszystko mi opowiadała i była naprawdę miła. Zresztą bardzo kompetentna i dokładna, naprawdę niezła jak na Medicover. No ale atmosferę wzruszenia szlag trafił. Po badaniu teściowa oczywiście mi dziękowała itd., ale przy okazji już mnie wysyła do swojego kolegi, który mi zrobi cesarkę. I nie dociera, że może ja wcale nie chcę cesarki. Szpital też mi zaczęła wybierać i nie rozumie, że już mam wybrany i nie pójdę tam gdzie ona chce. To samo z położną... Niestety w przypadku teściowej nie uważa, że to był dobry pomysł i nawet żałuję trochę. Mam wrażenie, że jej udział w USG rozjuszył w niej wszystkie autorytatywne zapędy i poczuła się uprawniona do zarządzania moją ciążą, porodem, połogiem i wychowaniem synka....
Dzisiaj znów będzie o tej mojej Norwegii, tylko trochę dokładniej 
No więc mój tata ma tam tę firmę, ale jest pewien szkopuł, który najbardziej mnie martwi. Tata jest zależny od swojego byłego szefa (nazwijmy go Janek*), bo to on nagrywa im robotę. Tata ze swoją firmą jest jego podwykonawcą. Sęk w tym że Janek jest kompletnym idiotą, z którym nie można się porozumieć jak z człowiekiem. Nie wypłaca pieniędzy na czas, oszukuje ich że np "w czerwcu będzie tyyyyle pracy, na 5 osób", po czym okazuje się że pracy nie będzie w ogóle. Tata bardzo by chciał się od niego oderwać, ale na razie nie może bo musi się jakoś wbić na rynek. Wiadomo, zleceniodawcy muszą go poznać, że dobrze robi itd. Więc tak na prawdę nie wiadomo ile ta firma pociągnie, czy się rozkręci, czy się odłączy od Janka. Wszystko psuje właśnie ten dupek, przez którego boję się zaryzykować. Bo jak padnie jedna firma, to zaraz pewnie i druga. A co jak nadal nie będzie kasy na czas? No i kolejna sprawa: musielibyśmy z mężem pracować oboje, na dodatek ja jako dyrektor. Więc praca od rana do nocy (bo w domu po godzinach papierkowa robota). Wiem to, bo widzę jak pracuje mój brat. I gdzie w tym wszystkim to nasze dzieciątko? Teraz mamy jako-taką stabilizację, że ten dzidziuś może się pojawić, a tam? Wszystko będzie takie niepewne, no i co jak trzeba będzie wrócić? A nie chcę czekać ze staraniami bo nie wiem ile to potrwa. Co jak historia będzie się powtarzać? Nie chcę sobie potem pluć w brodę, że za długo czekaliśmy.
A w ogóle to Janek już pytał o mnie, bo zatrudnił narzeczoną mojego brata i chciałby jeszcze kogoś kto mówi po angielsku. I ja myślałam że bym pojechała, ale mój mąż już mi to wybija z głowy. Ale powiedzcie mi ileż można siedzieć w tym popieprzonym kraju na pier*olonym bezrobociu, kiedy propozycja pracy stamtąd przychodzi sama? Już nawet myślałam o tym że jak pojawi się dzieciaczek to mój mąż będzie tu dalej pracował i się nim zajmował, a ja będę wyjeżdżać. Ale nie wiem czy to dobry pomysł. Z drugiej strony co to mój mąż nie może pobyć trochę kurem domowym? Równouprawnienie do jasnej ciasnej jest przecież! Może być ministra, to może być i kur!
*Janek nie jest Polakiem, tak go tylko nazwałam. Jest Duńczykiem mieszkającym w Norwegii. I idiotą totalnym.
Mój kochany mąż śnił dzisiaj o dzidziusiu
Ja byłam za granicą, a on siedział z bobaskiem (to był chłopiec
). Oglądał z nim telewizję, bawił się, a potem maluszek poszedł spać. I tak sobie myślę co ten sen mógł oznaczać? Może tak faktycznie będzie? A może to był Olek? Może to miało na celu przekazać mu, że ja sobie pojadę do tej pracy, a Olek będzie przy nim i będzie czuwał 
Odpuściliśmy starania- tzn nie mamy podporządkowane dni i godziny na
bo wtedy jest idealnie i... odkąd nie myślimy o tym
zaczęło nam sprawiać radość i przyjemność. Z obowiązku i rutyny jest tak jak było na początku związku...
Kocham w nim to,że pomimo upływy czasu on wciąż tak samo na mnie reaguje, ciągle widzę w jego oczach pożądanie ....
Rozczula mnie kiedy wchodzi do sklepu i przymierza rzeczy dla maluszka-i powtarza - już niedługo będę go miał na rękach- jak ja go dam radę trzymać żeby nie zgnieść ze szczęścia 
Jest kochany :* On się boi brać dzieci na ręce bo to były strongmen, 120 kg mięśni i ..w sumie ja sama bym się bała mu dać taką kruszynkę
Może najpierw mu kotka kupię 
Dziś humor dopisuje- na forum gdzie jestem o początku nasza koleżanka pochwaliła się2 kreseczkami
Ah jakie to szzczęście- cieszymy się jakby to było nasze:)
Jadę za chwilkę na sesję brzuszkową- maleńka Alicja za tydzień przywita świat 
Totalnie odpoczełam
Nigdy nie bylam fanka skokow narciarskich ale po tych dwoch dniach chyba zaczne sie nimi bardziej interesowac. Atmosfera w Zakopanem niesamowita, kibice "czarowali" i wyczarowali wygrana Kama Stocha
Niesamowite przezycie i za rok na pewno tez przyjedziemy. No i do tego moje cudowne, ukochane i magiczne gory, fakt ze ogladana tylko ich panorama ale na teraz wystarczy. Wypoczeci jutro wracamy do rzeczywisotsci ale narazie jeszcze pooddychamy Zakopianskim powietrzem 
Jak ja nie cierpię tego czasu przed tą wredna@! Dość, że jestem wredna dla męża to nachodzą mnie mega głupie i wredne myśli. A mój kochany mężuś to wszystko dzielnie znosi. Ale dziś to mnie zmiażdżył
) pierwszy raz opowiedział mi taki sen. Bo wiecie kobiety mój mężuś należy do większości czyli do tych co problem z ciążą traktują z dystansem a nie tak jak my chcą faflać o tym w kółko:) Śniło mu się, że jestem w ciąży i że modlił się o to do Maryi a Ona mu odpowiedziała. Wiem crazy, ale to było piękne. Szczególnie, że to mówi facet. Eh i jak go tu nie kochać. A czy sen okaże się prawdą zobaczymy. Jak na razie piersi pobolewają, humory dają o sobie znać, apetyt rośnie wiec pewnie @ niedługo nadejdzie. Eh tak bym chciała, żeby te objawy były ciazowe;) ale jak na razie cieszę się wakacjami z moim meżusiem:)
Rozpoczynam Dziś Nowennę Pompejańską. Z wiarą i wytrwałością mam zamiar się gorliwie modlić, o cud.
Witam was kochane miałam mieć dziś wizytę ale niestety mój gin przełożył na poniedziałek.. czuje się dobrze choć mogłabym spać 24h na dobę i rano straszne mdłości.. ale naszczescie nie plamie.. I się zastanawiam bo plamilam w tedy tylko i aż ten 1 dzień a szyjka zamknięta.. Kochane mam do was pytanko mój gin kazał brać mi aspimag ale czytam na necie ze w 3 trymestrze nie wolno a ja mam brać do samego porodu.. oczywiście na wizycie powiem mu o swoich objawach ale może któraś miała z tym doczynienia.. On ma dużo jakiegoś kwasu bo aż 150 mg i nie wiem.. Zdania na forach są podzielone.. Boże nim ja urodze. DAJ. Mi BOŻE to ja prędzej u czubkow wyląduje.. Kochane ale powiem wam coś mam 9 tc a widać leciutko brzunio
) i jem jak opętana.. I często owoce z bita śmietaną i kakaem. Mmmmm
Wczoraj bylam u kardiologa moje ekg odbiega od normy ale przy echu serca nie widac nieprawidlowosci, zadnej wady nie mam jedynie czasem tachykardia. Mam duzo pic i brac magnez bo moze byc tak ze ja poprostu malo plynow przyjmuje. Ja sie nie poprawi to musze pomyslec nad holterem 24h.
Zastanawiam sie jak to bedzie jak dojdzie do porodu, wiem ze jeszcze dluuugo ale czy po cesarce bede mogla rodzic normalnie? chyba jest ryzyko rozejscia blizny. Nie moga dac oksytocyny bo wtedy moze byc zle. Jutro wizyta u gina wiec zapytam co i jak.
Popłakałam się jak dziecko ;( oglądałam filmik jak umiera dziecko w nagrzanym samochodzie ;( straszne ;( zabiła bym takich rodziców co zostawiają dzieciaczki w taki upał bez opieki ;( jak tak można? i jeszcze ludzie którzy widzieli to dziecko zamknięte i nie zareagowali ;(
Robię testy owu, planuje, marzę. Jak mam poznać że za bardzo się nakręciłam? W moim sercu już jestem w ciąży, a jeszcze nawet owu nie było... eh...
Mój mózg wie, że świat nadal będzie kolorowy jak za miesiąc nie będę oglądała dzidzi na usg, ale moje serce... tej idiotce nie da się nic logicznie wytłumaczyć...
Aleeee dzień
:D są jeszcze na tym Świecie ludzie bezinteresowni.
Jako, że śpiewam na weselach to chciałam zakupić dla zespołu wytwornicę baniek mydlanych, więc zamówiłam, przyszła działa jest ok. Tylko brakuje płynu. Więc znalazłam z mojego miasta butelka 5l płynu - 40 zł. Zadzwoniłam umówiliśmy się na rynku, jak przyszłam to na środku rynku stał koleś z wiadrem i sznurkiem na kijkach
pogadaliśmy, pokazał mi jak się puszcza bańki i poszedł po moje zamówienie, ja w tym czasie z dwoma cudownymi dziewczynkami (ok 2-3latka) na środku rynku puszczałam ogromne bańki https://www.youtube.com/watch?v=VPOQjuuAUXs mniej więcej takie jak na filmiku
dziewczynki taaakie Kochaniutkie były,a ja poczułam się jak mała dziewczynka
jak już one musiały iść to mnie przytuliły i powiedziały dziękuję
Myślałam, że się rozpłynę 
Jak przyszedł ten koleś to dał mi ten płyn w prezencie + kolejna wytwornica baniek - ZA DARMO!!! byłam w szoku. Chciałam mu zapłacić, ale nie chciał
Zostawił mnie z tym wszystkim... z szokiem i ogromnym bananem na moim pyszczku 
A jak wrócę do domku to czeka mnie malowanie podbitki do naszego dachu. Więc zapowiada się ciężka praca. Ale jak widzę jak budowa rośnie w oczach to aż serducho się raduje
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2014, 13:35
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.