I stukneło mi dziś ćwierć wieku! Niby tylko 25 lat ale jakoś staro się czuję heh 
Mąż z samego rana przybiegł do mnie z prezentem i życzeniami... dostałam od niego śliczną bransoletkę 
Wczoraj mieliśmy z syneczkiem wizytę u gina i stwierdził że bardzo ładnie rośniemy bo brzuszek ładnie się powiększa, łożysko i reszta też w porządku
i po 30 tygodniu zrobimy takie konkretne usg już żeby pomierzyć i sprawdzic wagę Igorka 
Tak wczoraj siedziałam u mamy i pokazała mi stare książeczki zdrowia moich braci i moją i zauważyłam że mamuśka urodziła każde z nas w 36 lub 37 tygodniu, i dopiero wtedy doszło do mnie że jakbym miała tez tak urodzic to by było to już za 9-10 tygodni...nie mogłam uwierzyc że ciąża tak strasznie szybko przemija, przecież bycie w ciązy to takie wspaniałe uczucie, i noszenie brzuszka,kopniaczki maluszka i te wielkie cycki heh I wtedy też uswiadamia mi się ile rzeczy jeszcze nie mam dla maleństwa,nawet jeszcze dokładnie nie wiem w co ubrac noworodka na wyjście ze szpitala.
No a jak byliśmy tydzień temu u teściów to planowali już sobie jak to bedzie za 2 lata we wakacje, że wezmą sobie moje dziecko na tydzien lub dwa nad morze....!!! Nawet tego nie skomentowałam, niech zapomną że dam im prawie 2 letnie dziecko na tak długo pod opieke. Jak to mnie denerwuje jak pomysle o teściach bo już widzę jak Igorek będzie miał 2-3 miesiące a teściowa będzie mu wciskała do buzi różne jedzenie i słodycze bo ona twierdzi że kiedyś tak dawano niemowlakom to teraz tez może i ona mojemu dziecku dać żeby sobie spróbowało jedzonka...A nie zrozumie że ja chce karmić moje dziecko tak jak ja chcę a nie ona, i nie chce żeby teście wciskali mojemu dziecku tak wcześnie słodycze, ja bym chciała wychować synka po swojemu a nie tak żeby mi sie wtrącali.
Czy teściowie muszą aż tak działać na nerwy?
Moi rodzice jakoś potrafią zrozumieć i wiem że nie będą mi się wtrącać w to co Igor będzie jadł czy jak go wychowuje, i wiem że jak powiem mamie żeby nie dawała mu słodyczy to nie będzie.
Teście niby też tacy sami ludzie a jednak inni ...
Dzisiaj juz jest lepiej jestesmy na lepsej drodze do porozumienia niz bylismy wczoraj.. mam nadzieje ze taka sytuacja juz sie nie powtorzy bo juz bym tego nie wytrzymala i nerwowo i psychicznie.. ale narazie jest ok 
Wczoraj tempka po 20 37,2 ale pewnie troce wzrosla ze stresu... a wredna @ pewnie jutro przyjdzie;/... I na nowo do lekarki ta znowu bedzie pierdolic ze czemu nic nie schudlam...;/ przed pierwsza IUI schudlam 6 kg.. to bylo prawie 3 miesiace temu.. i od tamtej pory waga stoi w miejscu ale co sie dziwic jak rzucilam jezdzenie na rowerku wtedy mialam motywacje zeby schudnac poniewaz powiedziala ze inaczej nie zrobi mi IUI.. Wiec z 91kg schudlam do 85kg.. wiem ze o wiele za duzo waze bo chcialabym wazyc tak jak kiedys 65kg ale nie wiem kiedy ja to zrzuce moj wzrost to 170cm.
Teraz kaze mi chudnac bo chce zaczac stymulacje przy trzeciej IUI a od tych glupich hormonow niestety sie tyje.. nie chcialabym tej stymulaji bo mam swoja naturalna owulacje i jeden pecherzyk ale chcialabym wychodowac chociaz 2 zeby byly wieksze szanse a moga byc nawet blizniaki 
Teraz przy trzeciej IUI jak bedzie... w ogole nie bede nic sprawdzac ani tempki, ani szyjki, ani piersi chociaz pewnie te glupie piersi beda mnie korcily pod prysznicem zeby patrzec czy sutki bola mocniej czy bol maleje ale postaram sie ich nie sciskac
..
16+3
Oczywiście, że mam o czym pisać, ale ogarnęło mnie takie niechciejstwo, że nawet komputera nie odpalam tylko podczytuję Wasze pamiętniki przez telefon...
Od poniedziałku jestem na tygodniowym L4 z nadzieją, ze w końcu uda mi się zaleczyć paskudny kaszel (tylko co z tego jak znów wrócę do klimy i cała zabawa z przeziębieniem zacznie się na nowo?...) co też działa wspomagająco na mojego lenia. Zaległam na kanapie i pachnę.
Nie wyobrażam sobie przejścia na to właściwe, przedporodowe L4! Ile można sprzątać, gotować i gadać do kotów? Chcę do ludzi... i chcę w końcu normalnej pogody.
Mała aktualizacja - brzuszek 15+0

oraz jeden z pierwszych dzieciowych zakupów - chusta przez przypadek wylicytowana na allegro, wraz z jej pierwszym testerem 

Przepraszam wszystkich za mój wygląd z drugiego zdjęcia, ale właśnie tak stylowo ubrana snuję się po domu gdy mam lenia... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2014, 10:38
Mam straszne huśtawki nastroju. Wkurzam się, za chwile płaczę... Jestem zła, że nie walczyłam o odszkodowanie...
2dpo
Chyba dopadła mnie wszechobecna beznadziejność, bezradność...że nie mogę zajść w ciążę, bo po poprzedniej moje hormony i organizm sam nie wie czego chce...plamienia ustąpiły a wraz z nim bóle. Czyli owulacja, była i dała znać o sobie jak jeszcze nigdy. To dlatego, że luteinę brałam, jak nic... ale co z tego... ja czuję, że się nie udało.
Beznadziejność i bezradność nie tylko z braku ciąży, ale widzę ile jest cierpienia na świecie i mi sie łzy same pchają...serce mnie boli, kiedy widzę jak kobiety starają się o największe szczęście w ich życiu, a tu dupa, dupa i jeszcze raz dupa! Jestem zła!! Ale cierpliwość powinna być naszą domeną...wiem, łatwo mówić. Bo ja staram się prawie rok... ale to był rok wielu przykrych doświadczeń i wciąż zadaję sobie pytanie - czy ja tego na prawdę chcę?? Przecież widzę, że Bóg daje mi jasno do zrozumienia, że jestem złym człowiekiem albo wysłuchał czyjejś przykrej modlitwy, aby mnie coś w życiu złego spotkało... ja tez tak chcę!! Aby ktoś teraz za mnie cierpiał...popłakałam się czytając pamiętnik Amy...czemu tak się dzieje?? Bo za bardzo chcemy????? To ma być kara za szczere chęci??!!! To ja kur**a dziękuję za tą nagrodę!
Poddaję się juz teraz, bo wolę już dziś pocierpieć dwa dni niż za dwa tygodnie widzą spływające moje marzenie cierpieć jeszcze bardziej. Już dziś zapominam o tym, że się staralismy i oczywiście nic z tego nie będzie. Bo i po co? Co ma być to będzie. Robię sobie parę dni wolnego od forum i pamiętnika...muszę odpocząć, jestem taka zmęczona...bardzo zmęczona... pogonią za naszymi marzeniami...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2014, 12:49
Chciałabym aby było już po IUI, żeby już było "za miesiąc" abym mogła zrobić teścik i zobaczyć 2 kreseczki...
Próbowałam wczoraj się pomodlić o ile można to tak nazwać
kościół przestał dla mnie istnieć od śmierci mamy kiedy przed mszą pogrzebową podczas spowiedzi usłyszałam od księdza że "przesadzasz, nie jesteś już małą dziewczynką" może i trafiłam na **** ale wtedy potrzebowałam wsparcia a nie opierdzielania mnie... później kiedy dowiedzieliśmy się o kiepskich wynikach męża poszłam już do innej parafii z nadzieją "tutaj ktoś mnie zrozumie i wesprze" jednak było podobnie
"zaufaj Bogu i nie eksperymentuj z medycyną"... kurcze czy naprawdę tak jest wszędzie?
Od tamtej pory wizyty w kościele ograniczałam do minimum - ślub, chrzciny, pogrzeby. Jestem wierząca i kiedyś nie było niedzieli bez mszy, triduum obowiązkowe i święta nie istniały bez pasterki czy rezurekcji a teraz? Teraz wierzę, że Bóg istnieje tylko świat wymknął się spod kontroli 
"Jak trwoga to do Boga"
przez ostatnie prawie 6 lat "obraziłam się" na Boga ale wczoraj coś pękło. Jesteśmy już na końcówce naszej drogi do szczęścia i potrzeba nam tego małego "pstryczka". Nie wiem czy potrzeba nam kciuków i ciepłych słów od rodziny oraz znajomych czy cudu od Boga ale wolałam pogadać z Tym tam na górze
może akurat miał chwilę wolną i chociaż z nudów posłuchał
może akurat się zlituje i pomoże 
Ok. Czas sie wziąć w garść, choć będzie z tym trudno bo oczywiście jestem z tym sama. Teraz chodzę na same popołudniówki a jak wracam to mój mąż ogląda mecz, a później jest zmęczony...Standard. Wczoraj totalnie gorszy dzień, znów ryczałam, dziś mam oczy jak chińczyk. Wszystko przez to że mam za duży kontakt z dziećmi w pracy. Naoglądam się, a potem mi żal. Dziś spadłam ze schodów! Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Szłam kończąc nowennę i jak ujechałam!
Najgorsze jest to że ze mną trzeba sie obchodzić jak z jajkiem-potrzebuję dużo uwagi, wszytsko musi być po mojemu, jestem strasznym pieszczochem-a moj mąż, no cóż- nie zawsze ma ochotę na takie kizianie. Więc jest jak jest.
Dzisiaj tak długo oczekiwana wizyta u lekarza, jestem przerażona
.
Mam dziś złożyć wypowiedzenie. Stres taki, że cała sję trzęsę. Dobrze, że teraz nastawiliśmy się, że odpuszczamy starania, bo przez te nerwy i tak by nic nie wyszło i kolejne rozczarowanje gotowe. Nerwy...nie pomagają na pewno. Trzymajcie kciuki żebym jakoś to przetrwała bez większego uszczerbku dla zdrowia (psychicznego). A gdybyście zastanawiały się, dlaczego tyle nerwów mnie to kosztuje to wyjaśniam, że jak się ma szefostwo, któremu siano z butów wystaje, a cała reszta świata znajduje się w ich dupie, to nie jest łatwo.
O Chryste Panie!!! Dziś po raz pierwszy, zupełnie niespodzianie i tak jakoś nadzwyczaj odruchowo, jakby to była rzecz naturalna, stworzona specjalnie do tego - listę zakupów zrobiłam na własnym odstającym brzuchu...

A teraz jak pomyślę do czego jeszcze mogę ten mały stolik wykorzystać to aż micha mi się od ucha do ucha - od chytrego uśmiechu - poszerza...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2014, 12:04
Chyba jednak zauwazam rosnacy brzuszek, jak leze na plecach czuje wypuklosc nad blizna po cesarce i jest bardziej twardsze tak jak by pod skora "cos bylo" no i jest hehe
mdlosci i wymioty nadal pelna para, chyba nici z wakacji nad morzem. Watpie zebym do konca przyszlego tyodnia lepiej sie poczula. No nic pozostaje wypad w sierpniu na weekend, wtedy powinno byc juz dobrze.
jak długo jeszcze to potrwa? mam mętlik w głowie!!! brzuch wzdęty jak balon,wariuje...osiwieje w wieku 26 lat...wczoraj jak przyjechała kuzynka z maleństwem 3m-ce to odrazu wsiadłam na rower i pojechałam do koleżanki...chciałam uniknąć kontaktu z małym O i przy okazji pytań synka -"mamusiu a kiedy w końcu mi bocian da takiego braciszka?" boli...a przecież ten mały nie jest niczemu winien...głupota,granica szaleństwa...
mój synek ma w piątek zakończenie roku szkolnego...a ja idiotka zamiast skupić się na tym,to doszukuję się objawów ciąży...
Minął ponad miesiąc a nawet nie wiem kiedy. Jestem mamą pełną parą. Nie dam rady opisać wszystkiego, co wydarzyło się przez ten czas, zresztą dla większości byłyby to pierdółki, dla mnie jest teraz mój świat
Leo rośnie, ma coraz bujniejsza czuprynę -włosy nie chcą mu się połozyć płasko, sterczą mu pionowo do góry, nawet jak po kąpieli je gładko zaczeszę. Dziś pan doktor powiedział: "oho, będzie pani z nim miała przeboje. Z mojego ponad 40-letniego doświadczenia wiem, że dzieci z takimi niesfornymi czuprynami to niezłe łobuzy i nerwuski" No zobaczymy 
A przez ten miesiąc działo się sporo - np. meliśmy dwutygodniowy koszmar z kolkami, na szczęście w końcu uporaliśmy się z nimi(tfu tfu oby na dobre). Dzięki temu od kilku dni czas aktywności między karmieniem a spaniem Leona spędzamy nie na uspokajaniu wrzasków, a na poznawaniu się, "gadaniu", patrzeniu sobie w oczka, uśmiechaniu się, śpiewaniu kołysanek, bawieniu rączkami i nóżkami
Jestem zakochana na maska
Moje dziecko jest dzielne, bardzo silne fizycznie, odporne na ból, pozwala przy sobie wszystko robić, ale też niecierpliwe, bo jeśli coś jest nie po jego myśli, natychmiast się drze. Leo jest dość poważny i patrzy na nas spod zmarszczonych brwi. Poza tym lubi pojeść. Właściwie to kocha jeść i je bardzo dużo, nawet za dużo. I musi dostać jedzenie NATYCHMIAST. To jest jedyna dziedzina, w której jest nieustępliwy. Jak źle się przyssie do cycka lub z butli mu nie leci(karminy i naturalnie i sztucznym - długa historia z wędzidełkiem uniemożliwiającym ssanie), jest widocznie poirytowany i z tej irytacji i nerwów wzdycha i zaczyna płakać. Jest bardzo silny i wytrzymały - wszyscy to mówią, nawet lekarze. Ma to swoje plusy i minusy dla matki po cc, która musi dźwigać, siłować się i ujarzmiać takiego Klocuszka
Poza tym chyba zaczyna lubić się do mnie przytulać
Woła mnie:"E!" gdy leży obok a ja na niego nie patrzę. Poza tym gada do mnie:"ole ole ole" i "oj oj oj" 
Tu Leo dwuipółtygodniowy

Leo czterotygodniowy

Leo w kąpieli ze swoją bardzo poważną miną

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2014, 21:42
Wyniki nie wyszły źle. Są dobre ale FSH i LH wskazują na PCOS. To wiedziałam 
Reszta wyników w normie. Są ok.
Janiki nic się nie ruszyły. Śpią. Nie ma ani jednego pęcherzyka. Na dodatek moje endometrium wynosi 2,3 mm
Za małe
Wcześniejszy monitoring tydzień temu był lepszy. Endometrium miałam ładne, a teraz szkoda gadać i w jajnikach coś było ehh. 
Następny monitoring w poniedziałek. Może do tego czasu coś się ruszy chociaż wątpię. Nawet myślałam by kupić sobie winko i pić kieliszek dziennie lub kupić Dong Quai. Chyba się przejdę do zielarskiego i zapytam coś o zioła na estrogeny.
Dr powiedział, że jak w poniedziałek tak samo nic się nie będzie działo, będę brała cały CLO nie pół tak jak brałam, a jak to nie pomoże to przepisze coś innego. Sam miał nie tęgą minę jak mi mówił, ale pocieszył, że się nic nie dzieje i będziemy działać dalej do skutku 
Czekam na poniedziałek i zaraz idę do zielarskiego po Donga, pomyśle jeszcze nad winkiem.
Temperatura mi się powoli, powoli podwyższa to może coś dobrego z tego wyjdzie, tylko muszę podkarmić endometrium, bo co z tego że będzie pęcherzyk, jak nie będzie miał gdzie się przyczepić 
Ogladam znowu wykresy i znowu pojawia sie nadzieja ze moze i mi sie uda chociaz nie mam zadnych obiawow brzuch mnie boli na dole ale juz wydaje mi sie ze miesiac temu tez mnie tak bolal i robilam sobie nadzieje ze moze sie udalo a tu nici bo @ przyszla wiec teraz patrze na wszystko z dystansem ale gdzies w srodku nadzieja sie tli.
Wiedzialam ze sie nie udalo znowu
drugie IUI ;/ teraz zaczal sie bol miesiaczkowy ;/ czyli do 3 godzin dostane ciote jebana ;/!!!!!!!!!!!!!!
Olać korporację! Coś wymyślę, rozkręcę ten biznes, coś wykombinuję, żeby tam nie wracać. A tymczasem zaczął się 6 miesiąc
Jasna cholera! Coraz bliżej końca!

Dziś wkroczyliśmy w 31 tydzień (30+0) do porodu zostało 70 dni (!) Matko tak się boję...
Jednocześnie chcę, ale się boję
Całe szczęście większość gadżetów mam, została drobizna typu waciki, staniki do karmienia, koszule do porodu,wanienka itp-a i jeszcze fotelik
Jeszcze tylko to malowanie w lipcu i będę mogła odetchnąć... 
A teraz fota:

Alarm-8 m-c!!! Help!! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2014, 15:17
Moja energia powoli ze mnie ulatuje. Dobry humor wraz z nią...
Z natury nie jestem optymistką. Po chwilowym hurranastroju nie wiele zostało.
Wszystko przez to, że coraz bliżej owulacji, a ja coraz bardziej boję się kolejnej porażki. Więcej we mnie obaw, że znów się rozczaruję niż nadziei, że będzie dobrze. Czemu to wszystko nie może być prostsze? O wiele bardziej lubię początek cyklu, gdy rośnie we mnie nadzieja, że może tym razem dopisze nam szczęście, a Bóg nie pozostanie obojętny na moje modlitwy. Im bliżej kluczowych dni tym mniej we mnie wiary w pozytywne zakończenie i zielony finał.
Muszę przestać o tym myśleć. Może założenie tu pamiętnika nie było dobrym pomysłem? Tylko jeszcze bardziej się nakręcam. Najbardziej bolą słowa bliskich - "musisz przestać o tym myśleć, a zobaczysz, że od razu się uda".
Ale jak mam przestać o tym myśleć? Otaczają mnie kobiety z brzuszkiem. Jak mam przestać myśleć, skoro wśród znajomych powoli tylko my zostajemy bezdzietni. Jak mam nie myśleć, kiedy tak bardzo marzę o tym małym cudzie, o tym by całować małe stópki, poczuć zapach własnego dzieciątka, cieszyć się każdym dniem i każdą nową umiejętnością. Jak mam nie myśleć skoro co chwile ktoś zadaje pytania "A Wy kiedy?"...
Nie wiem kiedy... Wciąż liczę na to, że wkrótce...
Dzięki dziewczyny za miłe słowa:-) nie było tak źle jak się obawiałam, dobrze że to już za mną, teraz oby do urlopu i wracam do działań
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.