ok, to kolejny cykl w połowie, no, bardziej niż w połowie. I nic, kompletnie nic się nie dzieje. Tylko w pracy jest coraz trudniej, masakra jakaś, brak mi czasu na przysłowiowe pierdy. Tempka jakaś taka słaba, bez wyraźnej tendencji rosnącej, co by miało wskazywać na ewentualny sukces. W międzyczasie prawie doszło do rozstania z M. Byliśmy wcześniej na wczasach na Węgrzech i po prostu miałam dosyć. Ciągle tylko zrób to, zrób tamto, przynieś, wynieś, pozamiataj..... Najgorsze, że moja mamma też to zauważyła i po powrocie błagała mnie o rozpoczęcie nowego życia z kimś innym. Generalnie zaczęłam szukać mieszkania i przeprowadziliśmy kolejną z mądrych rozmów. Na razie zostaję, mam nadzieję, że na zawsze. Czekam na rozstrzygnięcie odnośnie zakupu domu. Oczywiście na kredyt, więc do konca życia będę zobowiązana wobec banku, no ale coś za coś. Zobaczymy, jak to się wszystko rozstrzygnie. Więc jak by się teraz pojawił groszek, uwierzyłabym w cuda. Nie czekam na ten cud, jak będzie to mnie miło zaskoczy 
Nie rozumiem już swojego organizmu...Miesiączki brak, tempka wysoka, a ciąży brak...Dzisiaj odebrałam test ciążowy z krwi - oczywiście negatywny! 6 dzień po ostatniej dawce luteiny na wywołanie miesiączki - żadnych objawów miesiączkowych. Zawsze po 2 dniach od ostatniej dawki luteiny dostawałam okres, a teraz co to ma być? Dlaczego ten głupi organizm tak sobie ze mnie drwi? Dzwoniłam dzisiaj do swojego ginekologa, powiedział żebym poczekała jeszcze tydzień, jak dalej nie będzie miesiączki, to mam znowu zadzwonić. Z monitoringu w tym cyklu nici, bo zarówno ja i lekarz wybieramy się na wakacje (oczywiście osobno
). Powiedział, że jak przyjdzie miesiączka, to mam postępować zgodnie z jego zaleceniami i pracować mimo braku monitoringu. Hmm...może to jest jakieś rozwiązanie? W sumie teraz mam bardzo rozregulowany system nerwowy, ponieważ jestem przed obroną, pełno nauki - reaguje stresem i lękiem na najmniejszą pierdołę. Po obronie stres minie, nie będę myślała o tym monitoringu - może się uda? Tylko niech ta miesiączka przyjdzie!!
Witaj, pamiętniku... dziwne rzeczy dzieją się od dwóch dni wczoraj plamienie a ja dostałam paniki że to...@ a tu nic dziś historia szalona rano sprawdzam czy aby wczoraj nie pomyliłam się no nie @ nie ma
, mąż szczęśliwy więc idąc do pracy namawiał mnie kup i zrób ten test w końcu uległam... (po oczywiście długiej namowie) przyszłam do pracy... łazienka i test i co 1 kreseczka
.... trochę było smutno ale moje myśli tam krążyły więc jakoś przeszło. Na przerwie około 14 wiem nie powinnam już ale popatrzyłam na test a tu.... bardzo bardzo bardzo
delikatna kreseczka wiem do głupie ale się cieszyłam; nadzieja oooo tak... dzwonie do męża może kupie jeszcze jeden nadzieje telefon do męża wiem... przecież minęło 3h ale co z tego uczucia moje były wyżej niż świeci słońce ale nic pozbierałam się i do pracy; potem do łazienki (za potrzebą
hehe) a tu znowu plamki...
Teraz siedzę brzuszek boli jak na tą @!!! ale jak znowu będę miała to co wczoraj i dziś idę do doktorka niech się jak to mówią wola Boża dzieję bo moje emocje na dziś to smutek, rozpacz, szczęście i NADZIEJA NADZIEJA NADZIEJA
Głowę mam zaprzątniętą katastrofami z ostatnich dni... Ale zaglądam tutaj, bo to taki rytuał. Czas go zmienić. Po powrocie przekopiuję pamiętnik i przeniosę się gdzieś indziej, tylko dla siebie. Forum, publiczne dzielenie się tym wyjątkowym czasem jednak jest rzeczywiście nie dla mnie. Zamiast dzielenia radości, smutków, wspierania się nawzajem, zrobił się ferment. A ja nie pozwolę psuć pięknego czasu ciąży, tego wyjątkowego stanu i nastroju... Rzeczywiście- przecież nie muszę tutaj być...
Według Ovu już koniec dni płodnych ehhh ,no nic zrobiliśmy ile mogliśmy z mężem ,
na ile nam czas pozwolił. Ale dalej robimy swoje ,bo każdy może się mylić ,nasze ludzkie ciałka do wszystkiego są zdolne . @ proszę cię nie przychodź do 10 sierpnia ,to będzie testowanie.Zapukaj do mnie proszę dopiero po urodzeniu zdrowego dzieciątka :)Oby w tym cyklu i nam się udało.....
Pada deszcz mamy okno otwarte.Idealna temp do spania.. Mezus zrobil co miał zrobić i już słodko spi. A ja ostatno pozno chodze spac i pozno wstaje. w końcu niemam jeszcze dużo obowiazkow. W pracy zastepuje kolezanke bo jest na urlopie. Przez to zadko jestem w domu. Wkurza mnie to ale nic na to nie poradzę. Tak bardzo się nie mogę doczekać jak będziemy mieszkac osobno. Tylko ja i maz. Uwielbiam urzadzac wnętrza,wybierac kolory scian podlog itp. Mysle ze podjelam sluszna decyzje zgadzając się zamieszkac u meza. Nie chce zyc na kredyt a jak mielibysmy pojsc osobno to by go trzeba było wziąć. Po malu sobie wybudujemy swoje gniazdo pelne dziecięcego wrzasku uśmiechu i porozrzucanych zabawek. Będzie cudownie
Na szczęście "sam" sie skasował mój wpis pełen bazsilności.
I może dobrze.....
Po co mam psuć humory?
31 tyg. +0 dni
No proszę, wchodzimy w 32 tydzień
I mijają 4 tygodnie jak tu jestem, leci ten czas, leci. Na razie mogę powiedzieć, że poza małymi mankamentami, na które niestety nie mam wpływu
jest o.k. Wiadomo, tęsknię za rodziną, ale codziennie rozmawiamy na skype, więc ta rozłąka nie jest taka straszna. A Męża to muszę pochwalić - opiekuje się nami, troszczy się o nas, sprząta, pomaga mi przy obiadach, kochany jest
Muszę uważać żeby go nie przechwalić 
Ćwiczę testy na prawo jazdy po angielsku, bo moje prawo jazdy tutaj ważne jest tylko 3 miesiące i muszę normalnie zdawać egzamin teoretyczny i praktyczny żeby dostać tutejsze prawo jazdy. Niektóre znaki i zasady są tutaj inne niż w Polsce, więc trochę muszę nad tym posiedzieć. Najpierw planowałam oszczędzić sobie stresu w ciąży i zdać samą teorię przed porodem, a najwyżej praktykę zdać jak już mała będzie na świecie, ale przemyślałam to i doszłam do wniosku, że będę się stresować nie dość, że egzaminem, to jeszcze tym, że małą musiałam z kimś zostawić... i tak postanowiłam spróbować jeszcze przed narodzinami małej. Zobaczymy czy mi się to uda. Niestety z polskich egzaminów na prawo jazdy nie mam dobrych wspomnień
więc mam trochę cykora
Swoją drogą - moje słoneczko jeszcze nie jest na świecie, a mną już targają dziwne uczucia. Wyobraziłam sobie, że miałabym ją zostawić z kimś, nie wiem, kuzynką, czy ciocią i dreszcz mnie przeszedł. Nie chcę, nie wyobrażam sobie tego! A co jak ktoś ją skrzywdzi, zrobi coś nie tak ? Mojej mamie zostawiłabym ją bez problemu, ale chyba tylko jej i nikomu innemu. No masakra, nieźle mnie bierze i to jeszcze przed porodem 
Byliśmy na wizycie w klinice, w której docelowo ma być prowadzona moja ciąża i wydaliśmy tę fortunę na poród
Muszę przyznać, że po wizycie mam dobre odczucia. Co prawda na każdą wizytę będę chodzić do innego ginekologa (takie tam mają zasady), ale pani doktor, która mnie przyjęła była miła i grzecznie odpowiadała na nasze pytania. Powiedziała, że szyjką mam się nie przejmować, bo skrócenie o parę mm to nic strasznego i ponoć pierwiastkom często się to zdarza, a jak skróci się o 2 cm, to wtedy trzeba się martwić. Nie mówię, że to wytłumaczenie mnie w 100% uspokoiło, trochę mam mętlik w głowie, no ale co poradzić - tak tutaj podchodzą do prowadzenia ciąży i nie pozostało mi nic innego jak pogodzić się z tym i ufać lekarzom. Zaleciła mi normalną aktywność, odstawienie luteiny, wypisała skierowanie na usg, badania i mają nas umówić na wizytę do endokrynologa. Wczoraj już byliśmy na badaniach, m.in. na znienawidzonym przeze mnie teście obciążenia glukozą i dziś już pielęgniarka dzwoniła, że wyniki są trochę zawyżone
No tak, tego się spodziewałam, skoro w Polsce były zawyżone, to jakie tu miałyby wyjść ? Noi jutro musimy jechać na 2godzinny test obciążenia glukozą. Ech, już skaczę z radości. Łącznie z polskimi badaniami, to będzie moje 4 starcie z glukozą. Pewnie znowu wyjdzie podwyższone i tak czy siak trafię do diabetologa. Wyniki z tarczycy też ponoć są podwyższone... no ale endokrynolog z Polski ostrzegał mnie, że pewnie rodzić będę na Euthyroxie N100
Tak czy siak, pomimo mega kosztów, cieszę się, że jestem już pod opieką lekarzy, czuję się spokojniejsza.
Kuzynka podarowała nam łóżeczko po swoich dzieciakach, poduszkę do karmienia, przewijak, nowy blender z pojemniczkami i takie jakby miniaturowe łóżeczko, które można położyć w łóżku między nami bez obawy, że zrobimy krzywdę małej. Chce nam jeszcze oddać szafkę. Bardzo się cieszę z tych podarków, wiadomo, to zawsze jakiś grosz w kieszeni, martwi mnie tylko kolor łóżeczka i szafki. My w sypialni mamy jasne meble, łóżeczko jest ciemniejsze, a szafka to już w ogóle całkiem ciemna. I mam dylemat - łóżeczko jakoś przeboleję, ale szafka... będę miała w pokoju totalny misz masz kolorów. W pokoju, który docelowo ma być małej (jak lokator go w końcu opuści
), też są jaśniejsze meble. Musimy z Mężem coś pokombinować.
Pokażę Wam jeszcze co moja malutka dostała w prezencie od prababci i idę spać, bo zgaga znowu mnie potwornie mięczy, a mleka niestety nie mogę się napić, bo jutro mam ten test obciążenia glukozą 

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2016, 08:49
Poznęcam się nad sobą chyba jeszcze tylko kilka dni z tą temp i jak nic się nie będzie zmieniać to odpuszczam - po co się denerwować? te najbliższe 2 tyg miały być spokojne bez stresu, nerwów i przemęczania fizycznego.
ostatnie kilka dni mają jeden największy plus - nasze małżeństwo ożyło 
od października z tygodnia na tydzień było coraz gorzej i bałam się bardzo, że nasze serca nie dogadają się z rozumem. Nigdy jednak nie potrafiliśmy się rozstać, coś nas razem trzyma i to zapewne to samo "coś" co nas połączyło
a teraz jest jak nigdy, mąż wyręcza mnie prawie we wszystkim, słucha wszystkiego co mówię i czuję, że naprawdę jest ciekawy. Może i to normalne i tak powinno być ale u nas to się zazwyczaj odbywało inaczej 
Czuję się kochana i ważna i oby tak pozostało 
Będzie dobrze - MUSI BYĆ DOBRZE 
Powracam. Nieśmiało i po cichutko. Dziś mam już wynik z wczorajszej bety, spadł do 49 z 139. Chciałam się tylko upewnić czy aby na pewno ludzik odchodzi czy może aby laboratorium się nie pomyliło:/ Nie wiem co robić, jutro mam wizytę i kontrolne usg, nie wiem jak się do wszystkiego zabrać. Powinnam chyba w jakiś sposób się oczyścić? Jakieś tabletki? Czy powinnam odstawić duphaston? Ale mam torbiel... Ale dopóki będę mieć dupka to przecież nie przyjdzie okres. Mam mętlik w głowie i najchętniej zakopałabym się gdzieś głęboko pod kołdrę i nie wyszła :/dlaczego tak krótko mogłam cieszyć się naszym szczęściem 
przyszła @ tak czułam.... no nic kochane zaczynam nowy cykl ;( jakoś to będzie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2014, 07:41
przyszła @ takczułam.... no nic kochane zaczynam nowy cykl ;( jakoś to będzie...
Czekam na laparoskopię. Mam nadzieję że tym razem się uda... Pierwszy raz to była jedna wielka porażka. Teraz już chyba mogę się z tego śmiać. Ale wtedy nie było mi do śmiechu. 5 maja miałam zgłosić się do szpitala. Pojechałam z całym tym tobołkiem rzeczy potrzebnych i oczywiście w wielkim stresie. Na miejscu okazało się że mój lekarz miał "wypadek losowy" i zabieg się nie odbędzie... Wróciłam cała zalana łzami do domu. Czekałam na powrót lekarza, miał być w połowie czerwca, jednak zwolnienie przedłużyło się do września. Wróciłam do starego lekrza, nie lubię siedzieć i czekać taki mam charakter
Dostałam nowy termin i 29 lipca mam zgłosić się do szpitala. Więc czekam!
No i przyszła małpa. Daję naturze jeszcze jeden cykl, a potem liczę na inny cud. Cud IVF.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2014, 08:29
9 dpo.
Przygotowana jestem w tej chwili chyba na każdą ewentualność. Chyba, bo życie lubi zaskakiwać i gdy człowiek sądzi, że nic nie może już go zaskoczyć, pojawia się jakaś nieoczekiwana sytuacja.
Na razie nie testuje i tak w tej chwili szanse na pozytywny wynik są nikłe więc czekam. Daje sobie czas do wtorku. Teoretycznie w poniedziałek powinna pojawić się @. Jeśli nie to test we wtorek. Jeśli jednak by się pojawiła to plan dalszych działań też już został przygotowany. Badania!
Robiłam wcześniej te które wskazał mi mój lekarz w zeszłym roku, ale wtedy jeszcze się nie staraliśmy. Było to tzw. na zapas - toksoplazmoza i różyczka.
Wczoraj natomiast siedziałam i przekopałam forum by znaleźć informacje jakie inne badania warto wykonać i w jakim czasie. Wszystko skrupulatnie odnotowane.
Mam jednak jeszcze nadzieję, że @ się nie pojawi. Tylko te temperatury nie wyglądają specjalnie obiecująco.
Doszukuję się też jakiś objawów, które mogły by wskazywać na ciążę, ale te które się pojawiają równie dobrze świadczyć mogą o nadchodzącej @.
Pamiętam, że przy biochem miałam bardzo nabrzmiałe i tkliwe piersi. Teraz są ciężkie, czasem trochę swędzą, ale nic ponad to.
Pozostaje cierpliwość...
Mam dzisiaj wisielczy nastrój, permanentny wqrw! ;/
Jutro miałam iść do lab i zrobić sobie jakieś wstępne badania, tak żeby już z czymś iść do ginekologa. Dziewczyny na forum podpowiedziały mi badania na tarczycę, podstawową morfologie i cukier
(Jeśli macie jeszcze jakieś sugestie to napiszcie baaaardzo prooooszę!)
Wspomniałam mojemu o badaniu nasienia...padło tylko "whaaaat???...pogadamy później"
Chyba po tygodniu minęło już to później żeby tylko pogadać.
Zastanawiam się czy w ogóle robić teraz te badania, czy nastawiać się na ten cykl?! zacząć już jakieś działania oprócz pomiarów tempki, picia ziółek, łykania wiesiołka, testów ovu, żeli do pochwy...
Sama, we wszystkim jestem SAMA!
Nie cierpię o wszystko MIAUCZEĆ!
Prooooszę zrób badania nasienia, prooooszę poczekajmy do jutra żeby nasionka się wzmocniły, proooszę łyknij "witaminki".
Dlaczego jeśli oboje chcemy dziecka to cały ciężar spada na mnie, a jego trzeba prowadzić za rączkę i głaskać po główce. Do tego mam być zmysłowa, pociągająca i wiecznie chętna!
Sama kupuje wszystko "na płodność" a jak słyszę jego A NA CO CI TO? to mnie krew zalewa!! JAK NA CO?! W CIĄŻE NIE MOGĘ ZAJŚĆ A TY PYTASZ NA CO?????!!!!

Czemu to spotyka nas właśnie, są ludzie którzy nie chcą mieć dzieci a za przeproszeniem facet im "wsadzi" i już buch ciąża :(Jeszcze ten głupi okres powinnam dostać w niedziele a nadal nie mam ,ale w ciąży nie jestem robiłam 2 testy ostatni wczoraj i negatywny :(Czemu ja się oszukuję i robię sobie co miesiąc nadzieje jak mi się spóźnia miesiączka??Jak w głowie i tak wiem ,że nie jestem w ciąży. Wkręcam sobie objawy różne eh. Niech jak już ma przyjść ta miesiączka to niech przyjdzie bo nie mam już sił....Ale lepiej niech nie przychodzi i niech okaże się ,że zrobiłam za wcześnie testy.... Na co ja liczę???......Ciągle to samo.Muszę się zająć mężem a nie tylko myśleć o dziecku :(Przez to wszystko seks ostatnio dla mnie stał się narzędziem pracy a nie przyjemnością mimo ,że kocham męża i kocham kochać się z nim.....Obiecałam sobie ,że odpuszczę sobie myślenie o dziecku i nie będę tyle myśleć, dużo ludzi mówi ,że to pomaga,ale ja nie potrafię ,sama się oszukuję....
39+5
2 DNI!!!
Dziewczyny boje się!
Za dwa dni termin porodu a u Nas cisza. Boje się, że czeka mnie indukcja!
Boje się bolesnych zastrzyków, kroplówek, baloników, przebicia wód płodowych, MASAŻU SZYJKI!!
AAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!
Jeżeli nie urodzę do 14.07 to w poniedziałek muszę i tak pójść do szpitala na obserwację.
Zostały mi 4 dni nadziei...
Sutki macam co 15 minut - ponoć ma to wywołać skurczę.
Dziś zafundowałam sobie tyle ruchu, że będę miała jutro zakwasy 
Chyba jeszcze podłogę na kolanach umyje!
Seks odpada - zupełnie nie mam na niego ochoty.
Na dodatek czuje się okropnie, w nocy prawie nie sypiam, pocę się, męczę...
Dziecko błagam zlituj się!!!
Wczoraj po raz kolejny umarłam...wpadłam w taką rozpacz, która trwa do teraz. Nie mogę się opanować...wciąż płaczę..myślę, a dlaczego? Koleżanka, która tak nie chciała nikomu mówić, że jest w ciąży a teraz na fb od poniedziałku chyba 10 zdjęć wrzuciła...ja wiem, że ona się cieszy, bo sama poroniła, ale jak mnie to zabolało...tak dogłębnie i już wiem, że znowu będę mieć doła... zablokowałam jej konto abym nie musiała tego oglądać. Może to dziecinne, ale jej dzisiejszy wpis mnie dobił. Setne zdjęcie małego i opis" gdy byliśmy sami mieliśmy szczęście, a teraz gdy mamy ciebie mamy wszystko"...nosz kurwa!!!! Ja przyrzekłam, że nigdy nie będę wrzucać zdjęć swojego dziecka na fb, bo i po co 1000 znajomych ma wiedzieć? Najważniejsze, że wiedzą najbliżsi...aż się boję jak jej matka albo teściowa przyjdą do mnie na paznockie, będzie gadka tylko kurwa o tym. Teraz czuję w sobie taką złość, że komuś się udaję, szybko udaję i teraz się cieszą a nasza rodzina się rozpadła, na milion małych kawałków i nie umiem jej pozbierać, wczoraj mąż zauważył, że jest coś nie tak. Zapytał a ja zalałam się łzami i próbując zebrać słowa powiedziałam, że Sandra urodziła w poniedziałek...i wrzuciła te zdjęcia na fb"57 i 3669 g naszego szczęścia". Kurwa a gdzie jest moje szczęście??? Zostało mi tak brutalnie zabrane i jestem niesamowicie zła na los, że tak z nami pograł. Znowu wróciło...wszystko. Złość, smutek i wielka wielka rozpacz, w której tonę...i chcę się utopić, aby już nie cierpieć. Już nigdy nie cierpieć. Najbardziej mnie boli to, że ona wiedziała, że straciliśmy dziecko... a co tam inni, przecież każdy z nas powinien być egoistą, myśleć o sobie i swoim szczęściu. Napisałam jej tylko gratulację i więcej nie zamierzam, lubić, komentować, bo zdjęcia niczym się nie różnią. Może i źle robię, ale jak już mówiłam, musimy być egoistami i ja właśnie teraz nim jestem. Myślę o sobie, swoim szczęściu i zdrowiu...
Cieszyłam sie tobą
powtarzałam, ze mam dla kogo zyc.
Nagle zadzwonil telofon,
powidzieli ze to koniec,
ze nie ma Cię
pustka ogarneła me serce
lzy płyna po mym policzku
bo serce teskni.
Ale wiem,
ze ty na mnie patrzysz z gory i tez tesknisz.
Nie wiem co tam robisz
chociaz jestem ciekawa twego dalszego losu
i pamietaj jedno
Kochamy Cie wszyscy!
Na zawsze w naszych sercach 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2014, 10:02
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.