Mysza84 licze na cud 18 lipca 2014, 20:07

Kochane moje dziewczynki:-) wiexzialam ze tu mnie nikt nie bedzie zbednie osadzal a najzwyczajniej w swiecie...zrozumie.dziekuje i uwielbiam Was. Wasze zrozumienie i slowo otuchy mobilizuja do dalszego dzialania a nie uzalania sie nad soba...kocham Arka i Dominika:-) ten pierwszy wlasnie pojechal do tesco po serek philadephia bo zwariuje jak nie zjem z kanapka i ogorkiem:-) nigdy nie marudzi jak mam jakies zachcianki jedzeniowe:-) bez dyskusji wsiada w auto i szuka az znajdzie:-D KOCHAM!!!!

Kitty Per aspera ad astra 18 lipca 2014, 20:53

https://www.youtube.com/watch?v=tCZUKI8-zKc

Popłakałam się!
Piękne!

lennakt Starania o pierwsze maleństwo 18 lipca 2014, 21:01

Efektów nadal brak...

justwol Starania i oczekiwania 18 lipca 2014, 21:41

To od niedzieli zaczynam 6 tc, a jeszcze tydzień temu byłam przekonana, że się nie udało. Nie wiem co tam mnie podkusiło do wykonania poniedziałkowego testu ciążowego, ale dobrze, że tak się stało. Wynik mnie zaskoczył i sprawia do dziś wiele radości. Zrobiłam też badanie beta HCG, które dodatkowo potwierdziło fakt. Jestem w ciąży!
We wtorek umówiłam się na wizytę u ginekologa. Chciałam na kolejny tydzień, ale nie dało rady. Za to okazało się, że mogę się zapisać już na drugi dzień. No to skorzystałam. Była to moja pierwsza wizyta u nowego dr i powiem szczerze, że wyszłam zadowolona. Pan doktor okazał się człowiekiem miłym, uprzejmym, wyrozumiałym. O wszystko wypytał, zlecił kolejne badania, wykonał cytologię. Za trzy tygodnie kolejna wizyta, na której mam nadzieję, że pojawi się już serduszko.
Cieszę się, że jak na razie czuję się dobrze. Czasem coś tam pobolewa - jeden bok czy drugi, ale w końcu nie jest to coś czego nie byłabym w stanie znieść. Oby tak dalej ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2014, 09:06

ołowiana wrona Wronie gniazdo... 19 lipca 2014, 09:30

15dc
Ovu zrobiło swój wykresik... Czyli koniec orki! :p
Nie no żartuje i tak nie odpuszcze Lubemu. Wczoraj był bardzo zmęczony, zrobił młodemu /jego syn/ pół dnia treningu, później trochę przy kompie i o 22 już wiedziałam, że pożytku z niego nie będzie... W sypialni powiedziałam mu wprost, że szyjka jest wysoko, otwarta i że nie czas na zmęczenie. Nawet nakreśliłam mu swój plan działania /zrobię ci dobrze a ty przed końcem wejdz we mnie/ czyli dzisiejszy seks jest starankowy a później to sobie odbijemy... Już pomijam ten szczegół, że przecież on ma orgazm więc aż taka krzywda mu się nie dzieje. Wszystko w imię wyższego celu:) Po tym jak doszedł powiedziałam mu dziękuję... Obruszyl się "weź przestań..." - oj przecież wiem, że jesteś bardzo zmęczony... Odleciał chyba w 10 sekund a ja męczyłam się z pełnym pęcherzem :/ bo przecież PO lepiej nie biec do WC... No i piersi w nocy nie dawały spać, pewnie przesadzam z tym wsluchiwaniem się w swoje ciało, ale wcześniej nie zarejestrowałam aż takiego kłucia.
Ledy jeśli mi się uda w tym cyklu to przęśle Tobie 4 tubki żelu :)

Dzis monitoring pecherzyk 21 mm endo 8 mm nie jest zle...jak na ewentualne zagniezdzenie ...chodz juz przestalam w cuda wierzyc tak naprawde ...zamierzam cieszyc sie soba praca domem mezem... Jestem w pracy oczy mi sie zamykaja ...ale jakos wytrzymam do 7 rano musze....a potem odespac !!

Bergo Bergo - nowa ja 19 lipca 2014, 13:14

Miły wieczór za nami. Bilard, kolacja na mieście, spacer Pietryną. Spódniczka, obcasy i tylko brzuch nie tak płaski jak zwykle ;) Niestety do klubu się nie dali wyciągnąć nudziarze, a ja tak bym potańczyła :) :P
Wczoraj był intensywny dzień dalszych zakupów z koleżanką- ciężarówką. Mamy już butelki, ciepły, usztywniany becik- rożek, ostatnie brakujące pajace, termometr do wanienki i super ekstra poduszkę do spania dla mnie. Potem wykorzystam ją do siedzenia po porodzie, do karmienia i do układania maluszka w niej. Jest naprawdę bardzo wygodna. Jak leżę na niej bokiem i opieram wygodnie brzuch to malutkie nóżki moje kochane szaleją i kopią. I.... tadam! Tatuś widział na własne oczy falujący brzuch i nawet delikatnie poczuł pod ręką! :D :D :D Jakaż byłam szczęśliwa widząc jego szeroki, szczery uśmiech i fascynację :D Piękny moment :D Oczywiście maluszek nie sprzedał mu porządnego kopa jakimi mnie cały czas raczy. Zaledwie delikatnie musnął, ale P. udało się w tym momencie mieć rękę na brzuchu i troszkę poczuć :) Piękny, piękny, piękny czas :D
Pojechał teraz na działkę dalej wykańczać, lakierować, malować. Opróżniamy powoli z gratów pokój dla synka. Jak poprzewozimy przechowywane tam meble na działkę, to zaczniemy przemalowywanie i urządzanie. Doczekać się nie mogę :D
Macierzyństwo chyba rzeczywiście uskrzydla, odmienia kobietę. Jestem w kontakcie ze znajomą, z którą kiedyś nie umiałam się porozumieć. Ona stawiała tylko na karierę, żadne dzieci, rodzina! To nie było dla niej! W wieku 37 lat zdecydowała się na macierzyństwo. Bliźniaki- chłopczyk i dziewczynka. A ona promienieje, pisze o szczęściu, o poświęceniu i zmęczeniu, które i tak nie ma znaczenia, bo maluszki wszystko jej wynagradzają. Cudownie jest dostawać takie pokrzepiające wiadomości. A ja? Ja kocham mojego synka i myślę, że to dopiero początek, bo prawdziwą miłość poczuję później, kiedy już będę go miała po drugiej stronie brzucha. Teraz jeszcze bardzo tęsknię. Za lataniem. Za skokami. Za motocyklem. Oglądam zdjęcia, czytam artykuły o spadochroniarstwie, przeglądam swoje filmiki i... czuję ogromny ucisk w klatce piersiowej. Taki ucisk tęsknoty, niespełnienia... Ja chyba nigdy nie odpuszczę... Nie wyobrażam sobie mieć w perspektywie życie bez kolejnych skoków, bez tego niesamowitego błękitu, który podczas spadania wypełnia każdą komórkę ciała, który przesyca mnie do szpiku kości, otula szczelnie, oczyszcza umysł... Miałabym już nigdy nie stanąć na progu i nie poczuć najpiękniejszego momentu oddzielenia od samolotu? Tej chwili w której nie ma już żadnego strachu, kiedy niesamowity szum powietrza, wszechogarniający błękit i nieprzebrana przestrzeń są na wyciągnięcie ręki, wołają mnie i nie chcę już ani sekundy spędzić w samolocie. Chcę wyjść, poczuć to, lecieć sama, przemieszczać się, spadać... Nie potrafię opisać uczuć jakie wtedy mną kierują, ale są one cudowne i niepowtarzalne. Motocykl? Ok, może i dam radę bez tego, dopuszczam taką możliwość. Spadochrony? Nie... nie potrafię przestać.
W poniedziałek zdjęcia. Muszę jakieś gadżety pozabierać, makijaż ładny zrobić, włosy... Ehh nie chce mi się w tym upale...
Nagrałam krótki moment lekkich kopniaczków, ale słabo widać...
https://www.youtube.com/watch?v=u2jxhErCpEM&list=UUQ6jrDhJ32pZKrTzeTtpH_A

Słuchajcie jestem 6 dpo, pęcherzyk pękł i pobolewa mnie prawy jajnik i dostałam jakiegoś dziwnego brązowawego śluzu....Jestem jeszcze daleko przed okresem i nigdy tak nie miałam. Test oczywiście wyszedł negatyw, być może jest jeszcze zbyt wcześnie, nie wiem, nie chcę się nakręcać, rozczarować, znów płakać. Boje się, że coś ze mną nie tak. Miałyście tak kiedyś ????

Ostatnio przeglądając forum Ovufriend natknęłam się na przepiękny list wstawiony przez użytkowniczkę..Czytając go dosłownie zalałam się łzami..Wstawiam go tutaj u siebie może komuś chociaż na chwilę da poczucie że nasze aniołki są w niebie i nie chcą żebyśmy płakały a my zawsze będziemy o nich pamiętać <3

Wstawiam list :

Kochana Mamo" Wiem że mnie nie widzisz,nie słyszysz i nie możesz dotknąć...ale ja jestem..istnieje..w Twoim życiu,snach Twoich,Twoim sercu...Istnieje. Kiedy byłem tam na dole,w twoim cieplym brzuchu godzinami zastanawialem sie jak to będzie kiedy będę już przy Tobie,w tym miejscu o ktorym opowiadałaś mi gładząć sie po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś spać.Ja wsłuchany w twoje opowiesci i kojacy twoj głos chłonąłem każde słowo,każdą informacje a potem cichutko zeby cie nie obudzić kiedy wreszczie usypiałaś marzyłem. Wyobrażałem sobie to cudowne miejsce i ciebie jak wyglądasz.Patrzyłem na swoje dziwne nożki i rączki u których nie wiem czemu było dziesięć palcówi i zastanawiałem sie czy jestem do ciebie podobny...Chyba nie-myslalem-bo ty pewnie jestes piekna a ja taki dziwny,pomarszczony...no i po co mi dziesiec palcow -myślałem? A potem nagle wszystko sie jednego dnia zmieniło.Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i juz nie było opowieści.To nie może być prawda-mówiłaś-godzinami . Słuchałem teraz jak płaczesz,krzyczysz,prosisz i błagasz.A ja nie wiedziałem o co i dlaczego? Chciałem Cie barzdo pocieszyc więc wywracałem fikolki żebyś poczuła że ja tu jestem i cię kocham, ale wtedy ty plakałaś jescze bardziej.
A potem nadszedl ten straszny dzień.Zobaczyłem ze ktoś świeci mi po oczach,straszne światlo wpadalo w głąb ciebie, nie wiem skąd a ty powtarzałaś ze będzie dobrze,musi być.Ale płakałaś -słyszałem.Kiedy nagle wszystko zrobiło się czarne a mnie wciągnęło coś i pchało mocno zrobiło się cicho.Ktoś już trymał mnie na rękach ale to nie byłaś ty.A potem usnąłem i kiedy otworzylem oczy,wszystko wkoło mnie zalewał błekit w każdych odcieniach.Byłem ten sam-mały,pomarszczony i z dziesięcioma palcami u rąk.Ale ciebie nigdzie nie było.Obok mnie siedział rudy chłopczyk i uśmiechnął sie do mnie.Witaj-powiedział. Gdzie moja mama-zapytałem? I wtedy on opwiedział mi wszystko.Ze nie kazde dziecko trafia do swoich rodzicow,i ze nie niema zwiazku jak bardzo oni kochali i chcieli,ze teraz tu jest moje miejsce,posrod innych malych Aniolkow.Ze bedzie mi ciebie mamo brakowalo ale musimy oboje nauczyc sie zyc bez siebie.I musialem nauczyc sie tak zyc,Nie, nie bylo mi łatwo,plakałem tak jak ty wtedy i cierpialem tak jak ty wtedy.Ale jest mi tu naprawde dobrze.Mma wielu przyjaciol,wiele zabawy,wiele radosci.Ale nie szalejemy calymi dniami na łace,mamo.Pomagamy starszym ludziom przeprowadzic ich na spotkanie tu w niebie.Znajdujemy ich rodziny,mężow,żony,dzieci żeby mogli się z nimi spotkać.Możesz być ze mnie dumna,mamo.Jestem grzecznym Aniołkiem,naprawdę.No..czasem tylko robimy sobie psikusy i troszkę narozrabiamy kiedy skrzydełkami zachaczamy o klomby kwiatów,ale wiesz... jak się bawimy w berka to czasem nas ponosi...Kiedy tu się znalazłem mój przyjaciel wytłumaczył mi też że nie moge kontaktować sie z toba osobiście..czasem tylko pojawic sie w twoich snach ale nic więcej.Ostatno jednak zaczęłem robić sie powoli przezroczysty i skrzydełka mi nie działają jak kiedyś.Przyjaciel poptarzył,pokiwał smutno głową i zabrał mnie na ziemię.Usiedliśmu na białym krzyżu i naglę CIĘ zobaczyłem,Wiedziałem że to ty,poznałem twoj głos.Stałaś tam w deszczu i płakałaś powtarzając że tak bardzo cierpisz,że tak bardzo tęsknisz,ze nie chcesz już żyć....Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i powiedział że musimy coś zrobić,żeby Ci pomoc.Bo nie możesz tak dalej cierpieć,musisz żyć bo wobec ciebie jest jeszcze wiele planów które musisz zrobić.że są gdzieś dzieci którym musisz pomoc przejść przez zycie i otoczyć je miłością tak wielką jak tą która teraz powoduje twoj wielki ból.Więc piszę do ciebie mamo ten list,pierwszy i ostatni.Musisz wziąść się w garść,musisz się uśmiechać,zyć,dzielić się radościa z innymi.Ja cie bardzo mocno kocham i wiem ze to zmojego powodu płaczesz ale tak nie można..Każda twoja kolejna łza powoduje że moje skrzydełka znikają.Kiedy ty sie poddasz ja tez zniknę,Tu na górze istnieje dzieki tobie i twoim myslom o mnie.Ale tylko tym dobrym mysłą.Bo kiedy bedziesz cały czas tak strasznie rozpaczać to żał zaleje twoje srece,smutek przesłoni ci świat i bedziesz tylko myslała o tym co straciłas.Zapomnisz o mnie.Nie ,nie zaperzeczaj ze nigdy nie zapomnisz.Pamięć to zachowanie w sobie tych radosnych chwil a ciebie pogrąża smutek-on nie jest dobry.Każdy twoj usmiech to dla mnie radosna chwila.Dzięki tobie mogę zrobić jeszcze tyle dobrego.Zebys widziala tą radosć kiedy znajduję najbliższych ludziom którzy tu trafili...Z twojego szczescia czerpie swoja sile.Prosze mamo żyj dalej i zachowaj mnie w sercu i myslach.Bo nie długo poza smutkiem nie będzie już tam miejsca dla mnie... Kocham cie mamo..I nie jesteś sama-pamiętaj.I nie mów że mnie już nie ma! JESTEM..Zobaczysz mnie w oczach swoich dzieci,usłyszysz w radosnym ich śmiechu,poczujesz kiedy przytulać je bedziesz i kołysać do snu.Ja tam zawsze będę,zawsze przy tobie.Zawsze.Tylko proszę żyj mamo bo smutek powoduje że znikam...a wtedy nic już nie będzie..mnie już nie będzie,,,Kocham cie mamo.

Lollis Ja + On + Ona ...i ? 19 lipca 2014, 15:33

Przyszłe mamuśki, jak radzicie sobie w pracy ?
Pracuję w salonie meblowym - również w weekendy,po 10 h, z prawie połową miesiąca wolnego.
Na całe szczęście niczego nie muszę dźwigać.
Dzisiaj jest dramat... znalazłam dopiero chwilę na jedzenie i odpoczynek.
Nie mam na nic siły. Rozpłakałabym się i zamknęła na zapleczu.
Rozważam przejście na zwolnienie już w listopadzie, bo w takim tempie długo się nie da...

Rano obudziłam się z @ i okropnym bólem brzucha. Nigdy tak nie cieszyłam się że @ przyszła. Teraz mogę spokojnie czekać na laparoskopię. Mam nadzieję że to nam pomoże... To oczekiwanie jest najgorsze.

PORÓD

Hmm... długo się zastanawiałam czy Wam go opisywać. Nie był prosty, ani łatwy.
Użyłabym stwierdzenia, że był dla mnie traumatycznym przeżyciem.
Więc może dziewczyny, które jeszcze nie urodziły... niech nie czytają :) Ale pamiętajcie też, że każdy poród jest inny i na pewno dla Was będzie tylko kichnięciem.

Wszystko zaczęło się w niedziele 13.07 ok. godz 18. Zaczęłam odczuwać delikatne skurcze, na które na samym początku nie zwróciłam w ogóle uwagi (przecież miałam je praktycznie codziennie) więc moja pierwsza myśl - to na bank znowu skurcze przepowiadające.

Godz 19. skurcze zaczęły być regularne równo co 5 minut, choć nie były jeszcze zbyt bolesne zaczęłam je już wyraźnie odczuwać.

Godz 20. Zaczęło boleć. Dopiero teraz zaczęłam wierzyć, że to już to. Cały czas były regularne powoli z 5 minut zrobiły się 3.
Na spokojnie poszłam się wykąpać, przepakowałam jeszcze z dwa razy torbę. Przy skurczu musiałam już jednak przykucnąć i głęboko oddychać.

Godz 21. Zaczął się męcz - finał, koniecznie chciałam go obejrzeć. Cały czas wydawało mi się, że nie ma się co śpieszyć do szpitala bo przecież i tak urodzę pewnie dopiero jutro i to jeszcze na wieczór. Obejrzeliśmy z N pierwszą połowę o ile można to nazwać oglądaniem... Ja cały czas skakałam na piłce - tylko wtedy nie bolało. N, żeby się nie denerwować zaczął zszywać sobie spodnie :)
To w sumie N zaczął mnie naciskać, żebyśmy już pojechali bo tam będą wiedzieli jak mi pomóc. W końcu doszło do mnie, że to naprawdę się zaczęło...

Godz 22. Podjechaliśmy pod szpital. Szybko na izbę przyjęć. Lekarz po zbadaniu stwierdza pół cm rozwarcia, że to nie są skurcze porodowe, fałszywy alarm, że tak się zdarza. Jednak na oddział mnie oczywiście przyjmie bo jestem już po terminie.
Więc ja pojechałam windą na oddział, N pojechał do domu. Byłam rozczarowana i zła, że będę musiała zostać w szpitalu jak nic się nie dzieje.W międzyczasie faktycznie skurcze odpuściły...

Na oddziale kolejne badanie, oczywiście potwierdziło się, że nie rodzę, na KTG żadnych skurczy. Położyli mnie do łóżka i kazali pójść spać.

Godz 24. Nie mogłam zasnąć, chciało mi się ryczeć. Znowu poczułam, że skurcze wróciły. Zaczęłam liczyć odstępy między nimi.

Godz 01. Skurcze cały czas były regularne, okropnie bolały, bardzo ciężko mi się leżało na łóżku ale liczyłam dalej - przecież ponoć nie rodziłam

Godz 02. Bolało coraz bardziej nie byłam w stanie już leżeć postanowiłam pochodzić po korytarzu. Skurcze początkowo występowały co 5, 3 i w końcu co 2 minuty.

Godz 02.30 W toalecie odszedł mi czop z krwią (dzień wcześniej też go zauważyłam ale wtedy był czysty i nie w takiej ilości), wtedy byłam pewna, że tym razem to już na 100%

Godz 03. Poszłam do dyżurki położnych. Lekarz po badaniu stwierdza 3 cm rozwarcia, a więc tak zaczęło się. Idziemy na porodówkę!

Na porodówce mnóstwo pytań, nad którymi w ogóle nie mogłam się skupić. Okropnie mnie bolało... A był to dopiero początek. Zadzwoniłam po N, żeby do mnie przyjechał, potrzebowałam jakiegoś oparcia sama nie dawałam rady. Poprosiłam o znieczulenie ale przy 3 cm rozwarcia nie było to możliwe, musiałam poczekać do 5 cm, co było wtedy dla mnie rzeczą nie do wykonania. Nie potrafiłam oddychać przeponą, wtedy bolało mnie jeszcze bardziej. Zaczęłam tak szybko i gwałtownie oddychać, że zaczęłam się hiperwentylować. Ręce i nogi zaczęły mi drętwieć i mrowić. Zaczął mi drętwieć też język. Położna uczyła mnie cały czas oddychać i tłumaczyła, że w ten sposób nie dotleniam dzidziusia.

Godz 04. Przyjechał N, ja już wtedy miałam ochotę umrzeć... W końcu doczekałam się 5 cm rozwarcia. Dali mi do podpisania zgodę na znieczulenie i ankietę do wypełnienia. W końcu przyszedł anestezjolog. Oczywiście rodzaj podania tego znieczulenia również mnie przerażał, ale wtedy już nic się nie liczyło, pragnęłam tylko żeby przestało mnie boleć...

Znieczulenie nie bolało, lekko ukuło. Miało zacząć działać po pół godzinie i tak też się stało. Czułam, że jestem w raju, czułam że mam skurcze ale zupełnie nie czułam bólu, prawie zasypiałam. N był cały czas ze mną...

c.d.n

justi87 Pragnienie dzidziuśka :) 19 lipca 2014, 18:26

a po burzy kolejna "burza"...
mój małż chyba ma nerwice, a za chwile przez niego to ja sie nerwowo wykończe ;/

Ciąża zakończona 14 lipca 2014


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2014, 19:44

atwysz Niecierpliwi z bezsilności 20 listopada 2020, 10:04

Mam już praktycznie wszystkie wyniki, brakuje mi tylko Dhea, ale dzisiaj wieczorem powinien być.
Słuchajcie, jak odpisywać na Wasze komentarze w pamiętniku? Jestem jakaś ciemna, bo nie wiem jak to zrobić, pomożecie? 😺
Wyniki przedstawiają się następująco:

I faza cyklu:
FSH 5,75 (3,5-12,5)
LH 7,15 (2,4-12,6)
Estradiol 30,70 (12,4-233)
Progesteron 0,20 (0,057-0,893)
Prolaktyna 971 (102-496) ❌
Androstendion 1,14 (0,4-3,4)
Testosteron 22,60 (8,40-48,10)
TSH 2,770 (0,270-4,200)
FT3 2,88 (2,00-4,40)
FT4 1,29 (0,93-1,70)
anty-TPO BRAK SKALI
anty-TG 73,74 (0,00-4,11)
Glukoza 80,2 (70-99)
Insulina 14,1 (2,6-24,9)
Kwas foliowy 5,30 (4,60-18,70)
Witamina D metabolit 25 (OH) 24,40

Na co dzień przyjmuję euthyrox 112, kwas foliowy Folik, Witamina D3 2000.
Co możecie powiedzieć o tych wynikach?
Wiem, że wysuwa się z nich insulinooporność, ponieważ Homa jest powyżej 2, za mało Wit D, kwasu foliowego. Martwi mnie też wysoka prolaktyna. Czy to właśnie przez nią mogę mieć zaburzoną owulację? Tzn odczuwam wszystkie objawy, ale testy wychodzą negatywne :/

W poniedziałek idę do ginekologa, ale boję się tego, co mi powie i co zaproponuje :(

k@milk@ W drodze do szczęścia... 19 lipca 2014, 19:48

Dziś zadałam sobie sprawe ze na owu jestem juz 7 miesiecy. tak ten czas szybko zleciał ze poprostu az trudno w to uwierzyć. za tydzien kończy nam się urlop. szkoda. tak fajnie byc razem w domku niczym sie nie przejmowac i być zawsze razem. wszystko co piękne szybko się kończy. co mnie zastanawia od paru dni to to że w tym miesiacu jak nigdy przez te 7 miesięcy miałam piękną ovulację. nigdy tak pieknej owulki nie miałam testy wychodziły pozytywne do tego lekarz zastosował duphaston. wspolzylismy codziennie aby zmaksymalizowac szanse na poczecie. piotrek bierze leki na poprawe nasienia i przychodzi mi do głowy że może się udało. mozne doszlo do zaplodnienia. sama w sob ie karce sie za to ze znow robie sobie nadzieje i pozniej bede płakać ale tak sie zastanawiam z kad nagle taka zmiana i taka piekna owulka. strasznie mnie to intryguje. oj jak ja bym się cieszyła. strasznie bym chciała mieć to maleństwo. ciągle mam gazy i straszne wzdęcia. brzuszek mam jak w 3 miesiacu ciąży tak mnie wwysadziło. dodatkowo od dziś strasznie chce mi się wymiotowac choc to moze z jednej strony jeszcze pozostałości po jelitówce z wtorku wiec sama nie wiem co myslec w kazdym razie mam głęboką nadzieje ze może wkońcu los się uśmiechnoł i bedzie dzidzia. oby tylko się udało...całuski kochane

Basia1771 Pierwsze starania za nami... 19 lipca 2014, 20:22

Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych :) Urodziny mojej ukochanej chrześniaczki były świetne....w basenie z rodzinką. Nic lepszego w tak upalny dzień nie można było wymyślić.

ołowiana wrona Wronie gniazdo... 19 lipca 2014, 22:00

Cień drugiej kreski robi się mocniejszy /później wrzucę foto/ Chyba lepiej założyć, że ovu przede mną... idę molestowac Lubego... niech moc będzie z Wami /peniskami/...oj wiem, bije mnie w dekiel :*
rgysr7.jpg
2mh7lvs.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2014, 22:24

alice23 Czas START !! 30 lipca 2014, 15:45

Witam :) Od jakiegoś czasu wraz z partnerem zastanawialiśmy się nad dzidziusiem i wspólnie doszliśmy do wniosku że już czas . Niby jesteśmy zdrowi, młodzi ale jakoś mam obawy czy przyjdzie nam to tak łatwo ... ( po przeczytaniu wielu waszych historii mam obawy ) Czytałam że przy staraniach się o dzidziusia można brać tabletki z kwasem foliowym oraz olej z wisiołka czy jakoś tak możecie mi doradzić jakie tabletki zażywać ?? dziękuje bardzo za pomoc .. pozdrawiam Was :)

jula Nasza walka o cud 24 lipca 2014, 18:41

Od wczoraj rozpoczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską....może Bóg mnie wysłucha i pozwoli nam zostać rodzicami.
Byłam dziś u ginekologa na monitoringu cyklu, zbliża mi się owulacja. Kolejne "podejście". Mam nadzieje, że w tym cyklu Bóg da nam ten jeden plemnik, który dotrze i połączy się z moją komórką jajową i powstanie nasz cud ;))) Ciągle zadaje sobie pytanie : dlaczego my ??

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)