18+1 18+4
45% ciazy za nami :)

waga z rana 63,2 kg : aaaaaaaaaa co to ma byc???? przybieram bardzo szybko wg mnie, ale wiem tez ze musze, bez tego sie nie obejdzie... obwod brzucha 89 cm....zaraz przekrocze 90 cm...

ogolne samopczucie bardzo dobre, nic mi nie dolega, brak boli plecow, boli glowy, brzucha...

Kropek od prawie 2 tyg daje znac o sobie, chociaz dalej jest to tylko delikatne pukanie jakby byl tuz pod skora, ale siedzac juz tez czasami je wyczuwam :)

w srode mam wizyte, moze teraz w koncu dowiem sie jaka płec i juz skoncze z tym Kropkiem a przypisze maluchowi odpowiednie imie ;)

a to my, rano zawsze jestem mała, he he...


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2017, 21:44

Mamax Walka o Bobo. 21 lipca 2014, 10:00

Uf jaki upal nic tylko siedziec nad woda a jak nie ma takiej mozliwosci to najlepiej zaszyc sie w zimnym mieszkaniu. Wczoraj bylismy u szwagra, on z rodzinka miesza w domku a na ich podworku raj dla dziecka, basen, trampolina...Moj synus super sie bawil z dwiema sztarszymi jedenastoletnimi kuzynkami. Bylo super :-) W sobote bylam z mezem w ikei i kupilismy komode. Teraz czekam az maz ja rozlorzy. Oczywiscie moglby to zrobic moj tato ale meza chyba by wtedy szlak trafil wiec wole nie ryzykowac ;-) Dzisiaj popoludniu zamierzamy malemu nadmuchac nowo zakupiony basenik i niech dziecko sie chlapie w wodzie, a przy okazji i ja nozki zamocze ;-) Wciaz sie zastanawiam nad imieniem dla malenstwa i coraz trudniej mi sie na cokolwiek zdecydowac. Wczoraj padla propozycja szwagierki na Tymoteusza. Tymek, Tymus nawet ladnie brzmi ale maz oczywiscie jest przeciwny :-(


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2014, 10:01

biedronka_1982 Sen o Wiktorii 21 lipca 2014, 10:22

Rozkrecilo sie bez zadnych watpliwosci. Bolu nie jest w stanie zabic podwojna dawka nospy forte. Rano w toalecie o malo nie zemdlalam, az maz sie dobijac zaczal, co tak dlugo i czy wszystko ok?
Telefon do kliniki wykonany. Za pierwszy dzien cyklu podalam sobote, mimo ze pani pytala, czy aby na pewno w tym dniu bylo prawdziwe krwawienie. Tak szczerze, to cykl liczylabym raczej od dzis, ale to i tak dla IUI nie ma wiekszego znaczenia. Wszystko zalezy przeciez od rozmiaru pecherzyka. Podejrzymy w poniedzialek, co tam uroslo, a potem od nowa polka ludowa. Tym razem spokojniej, bo juz wiem, jak to wszystko wyglada, jak mi sie po progesteronie spac i wymiotowac chce i ze to ma niewiele z ciaza wspolnego.
Zatem podejscie nr 2 uwazam za oficjalnie otwarte.

Wczoraj mąż miał urodziny ,miło i romantycznie spędzone :)<3 wczoraj nie było,były % więc maż zaniemógł :D ale za to dzisiaj rano nadrobił :)Niestety noc dzisiejsza była okropna ,zaczął mnie pobolewać już wczoraj ząb ,w sumie już wcześniej ,miałam go kiedyś leczonego kanałowo zasnęłam po lekach ok.1 no i przed 4 obudziłam się i tyle już nici z spania. Mąż kochany ze mną nie spał...O 5 zadzwoniłam do Ośrodka o której dentysta przyjmuje ,okazało się ,że od 8 .Buffff o 8 miałam już wyrywany mój pierwszy ząb w życiu ,na szczęście z tyłu .Ale chyba koniowi łatwiej wyrwać niż mi....Ponad 30 min wyrywał . Mam nadzieje ,ze wszystko wyrwał :(.Sprawdzał resztę mam zdrowe. Oby ...bo to też jest ważne przy staraniu się o dziecko słyszałam.W każdym bądź razie staramy się dalej o dzidziusia :)Jutro niby płodne zaczynają się. Przez płodne będzie trzeba codziennie <3 najlepiej :)Ogólnie <3 co 2-3 dzień. Zobaczymy.Niech i nam się uda.Prosimy o to.

Co tu dużo pisać... Nienawidzę tych smutnych postów. Wolę pisać o tym, że mam już kreacje do zdjęcia z brzuszkiem przy choince... Ale zdjęcia nie będzie.
Jestem w szpitalu.
Z usg 22 tc, z OM 23
Wczoraj wizyta, kontrola. Mała rośnie, ma prawie 480g. No i teraz idźmy dalej... Szyjka 1,9 cm. W 2 tygodnie spadła z ponad 4 cm. Malutka ułożona główkowo i dodatkowo na szyjkę napiera.
Kurwa! Zaczęłam rodzic! Moje dziecko jest takie malutkie, takie zbyt malutkie żeby przeżyć. Szybka akcja szpital.
Taki z 3 st referencyjności do jakąś godzina jazdy. Przyjmą jeśli wynik na covid wyjdzie negatywny. Jeśli pozytywny to trzeba szukać szpitala covidowego z oddziałem ginekologicznym.
15 min pakowania, leki, majtki, dokumenty heja.
Test, przyjęcie i leżę. Od wczoraj mam podawany magnez w kroplówce, non stop bez przerwy. Do tego lekarz naciągnął trochę zasady i podał sterydy na płucka dla dziecka, bo zazwyczaj chyba podają od 24 tygodnia. Pobrano mi wymazy z pochwy i mocz na posiew. Jeśli wyniki będą dobre to może pessar pomoże ale muszą mieć najpierw wyniki. A co z nimi? Może będą po świętach. Do tej pory leżę i modlę się o cud. Znowu.
Ręka boli od ciągłej kroplówki, a druga jest kłutą co 4h, mam już 5 dziur. To nie wiem, która boli bardziej. Pierwszej nocy nie zmrużyłam oka. Dziś w dzień też nie. Nie wiem co mnie trzyma, chyba nerwy i stres. Patrzę na brzuch i widzę jak znowu się skurczył i jaki jest mały. Dziecka też praktycznie nie czuje, jest tam tak niziutko....
Nie mogę jej stracić, nie potrafię już bez niej żyć. To moje dziecko i zrobię wszystko żeby je zatrzymać w bezpiecznym miejscu aż urośnie.
Dziś był ksiądz, pytał czy chciałabym chcrzcic jakby coś... Boze nawet nie wiem. Wyspowiadałam się i wyrzygałam cała złość na kościół nie akceptujący invitro. Powiedziałam, że mój cud to też cud lekarzy, że nie żałuję i to nie ejsr dla mnie grzech. O dziwo dostałam rozgrzeszenie oraz namaszczenie chorych. Jak trwoga to do Boga, niech nas ma w opiece.
Błagam o każdy dzień, o życie dla mojego dziecka. Moja mała wojowniczka już tyle wytrzymała, już tyle zniosła, a wciąż musi walczyć. Mam nadzieję, że się nie podda. Tak bardzo ją kocham.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2020, 19:18

Chyba zwariowalam. Ale tak jak to gdzies zapisalama (czy to jawnie czy gdzies tylko w glowie), zgodnie z praktyka lekarza z Gdanska (u ktorego bylismy na konsultacji) poszlam na tzw. weryfikacje. Specjalnie wyszukalam labo, gdzie wyniki mam przez net i "rano" oddalam krew na bHCG i do tego progesteron (ciekawe jak duzy przy luteinie 2x100 na dobe i 1 tabs Duphastonu wieczorem), no i jeszcze TSH, bo dawno juz nie badalam (mam nadzieje, ze nie bedzie jakiejs nieprzyjemnej niespodzianki z jego poziomem).

Jestem w 3dpt (dzien transferu licze jako 0), wiec czekaja mnie jeszcze co najmniej 3 wizyty w labo - w 6dpt, 10 i 12. Jesli to ostatnie badanie bedzie negatywne - odstawiam lutke, zeby nie przedluzac sztucznie cyklu.
W sumie czuje spokoj, nie denerwuje sie w oczekiwaniu na wyniki. Choc moze objawem jest szukanie zajecia troche na sile (ogarnelam delikatnie lazienke i wstawilam pranie), no i grzebie teraz w necie i czytam "stale rubryki". Dopisalam kilka pamietnikow do ulubionych: ciekawa jestem jak innym dziewczynom sie losy uloza. Oby nie musialy korzystac z IVF, albo jak juz to z szybszym finalem niz moj.

Edit: 18:08
Mam wyniki i tak TSH ladne, ale progesteron juz mniej - tylko 18,4ng/ml. Zaaplikowalam sobie dodatkowe dwie porcje lutki. A bHCG tez niskie, napisali <1,2 - w sumie powinno byc juz chyba wyzsze, dla pozytywnych rokowan. No nic, czekam do czwartku. Zwiekszam ilosc lutki na 2 x 200, sie okaze ile to dalo, a bHCG jak nie urosnie, tzn. ze test z kolejnej weryfikacji w poniedzialek, bedzie tylko formalnoscia. :-/ :-/ :-/
Nie tego sie spodziewalam, ale z drugiej strony wiem, ze progesteron powinien byc wyzszy, tym bardziej ze suplementuje go juz tydzien


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2014, 18:26

Magic Niemożliwe 21 lipca 2014, 11:42

Weekend spędzony po za domem...i niby wszystko ok, ale oczywiście wczoraj musiał mnie zdenerwować...po tym jak siedzieliśmy u jego siostry oznajmił "zawieź mnie do Kamila" oczywiście na pępkowe...kurwa!!! Już czułam jak mi ciśnienie rośnie. Zawiozłam go, bo co miałam innego zrobić. Po czym pojechałam do domu i płakałam...znowu...kurwa, kurwa!!!!! Znowu czuję się jak wybrakowana kobieta, która nawet w ciążę zajść nie może...jestem zła, że wcześniej nie badałam prolaktyny, bo straciłam 3 miesiące! Jak zawsze, odsuwam od siebie myśl, że jeszcze coś może być nie tak, a potem żal do całego świata, że komuś się udaje albo się dziecko rodzi!! żal to mam największy do siebie, że dałam się zwodzić 7 lat.... nie cofnę czasu, a szkoda....mam ochotę zakopać się pod kołdrą i płakać... miałam się zregenerować, a co sie stało?? Po raz kolejny Konrad doprowadził mnie do runy...jak ja jestem na niego kurwa zła. Czy on jest ślepy? Nie widzi, że mnie rani? Czy tak robi mąż żonie, którą kocha?? Już wiem, czemu jego pożal się przyjaciel zalał swoją żonę, bo jakby dłużej poczekali to tez by się popsuło u nich, a tak psuje się u nas...zamiast mnie wspierać to mnie dołuje... to chyba koniec naszego małżeństwa... za dużo się wydarzyło...ja już nie umiem inaczej myśleć...to koniec. Znikam z of, nie umiem już żyć...bardzo dziękuję Wam kochane za wsparcie i wiele ciepłych słów, mądrych rad, ale muszę zakończyć pewnien etap w życiu, jak się unormuję to może wrócę.

Paaa moje owuPrzyjaciółki!!!!!!! :* <3

Oj tak długo nie było żadnego wpisu.. a to za sprawą mojego złego samopoczucia..
Nie ma jednak co na narzekać bo cieszę się że dziubek daje znać o sobie :) a dokładnie to za sprawą mdłości, wymiotów, bólu głowy, zmęczenia.. no nic przecież dla niego wszystko :)
Na belly zaglądam a tylko z telefonu już nawet nie chce mi się podlączać laptopa, który działa tylko jak się podłączy do kontaktu, tak wiem leniuch ze mnie ale nie byłam w stanie nawet :P a na telefonie za długo by to trwało :P
Więc skrócę Wam moje kochane że praktycznie moje złe samopoczucie zaczęło się pod koniec czerwca właśnie i tak oto wylądowałam na zwolnieniu 2 tyg. No nie dało się nic robić, na niczym skupić tylko leżeć na boku a najgorsza była pora by coś zjeść o maaaaaatko.. no tragedia :P Pierwszy tydzień wymiotowałam kilka razy w drugim było lepiej ale nie końca się czułam sobą w pełni. Wróciłam więc po 2tyg do pracy na dosłownie tydzień bo od 12 lipca znowu zaczęło mnie brać na wymioty i tak trwało to kolejne 3 dni.. ależ się namęczyłam :P
jednak poszłam do lekarza bo nie byłam w stanie przecież przewidzieć ile będzie to trwać.. No nic dziś jestem w pracy i z rana miałam mdłości ale to pewnie z nerwów i mam nadzieję że moje dolegliwości niedługo się skończą :)
A jutro ? Jutro jest wielki dzień ! <3 <3 <3 o 10:10 mam wizytę więc się zwolnię i popędze zobaczyć naszego małego dziubka :D jestem taka podekscytowana :D ale też jednocześnie zdenerwowana i się martwię czy aby przez ten mój spadek apetytu i zrzucenie z wagi dziubek nie jest malutki :( mam nadzieję że nie i że czuje sie wspaniale! <3
Trzymajcie za nas kciuki ! :) <3

Mona :) Starania 22 lipca 2014, 02:26

dziewczyny nie mogę zasnąć już drugą noc z rzędu...martwię się tym wszystkim...nie sam poród mnie przeraża tylko fakt iż Szymek waży pewnie ok 4,5kg i wszyscy mówią mi że powinnam prosić o CC...ale jak to zrobić? boję się o małego bo to mój pierwszy poród..często się ostatnio słyszy o śmierci albo poduszeniu dzieci z powodu podjęcia zbyt pózno decyzji i zakonczeniu porodu CC..sama już nie wiem co robić??

<3 <3 <3 <3 <3 <3 WRÓCILIŚMY OD LEKARZA <3 <3 <3 <3 <3 <3

Z Mikusiem wszystko w porządku :) bardzo ładnie przybiera na wadzę w 2 tyg przybyło mu 232 gramy :) czyli dziś waży 802 gramy <3 <3 <3 położenie ma pośladkowe co wiedziałam po mocnych kopnięciach w pęcherz ;) ale to i tak bez znaczenia bo przecież około 38 tyg będzie cc :)
Kocham Cię syneczku mój kochany <3



Maxi myślami i duchem jesteśmy z Tobą i czekamy na info <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2014, 14:42

bilibili starania o trzecią kruszynkę :) 13 sierpnia 2014, 15:44

Zapadnę na jakąś chorobę od wchodzenia na ovu :P zupełnie jakby miałoby mi to coś dać. Myślę,że jutro zaobserwuje u siebie skok tempki - liczę na to po cichutku i wtedy długie 12 dni do teściku! Może tym razem sie uda - jestem nastawiona pozytywnie i liczę na same zieloności! Trzymam kciuki za wszystkie czytające i za siebie samą :)

Bergo Bergo - nowa ja 21 lipca 2014, 21:44

Według OM dziś mam "Studniówkę". Według USG miałam ją tydzień temu. Ja pierdykam! To już??? Jak to tak szybko?!


...............................
Już po... Teraz u Gosi pewnie cisza i pustka. I ból niewyobrażalny, którego żadna ilość mojego i innych współczucia nie jest w stanie choćby delikatnie ukoić... Blue Sky Kudłaty... Teraz masz własne skrzydła...
Czemu najpiękniejsze kwiaty dostaje się na pogrzeb???


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2014, 21:50

Marlena Szukając motyla. 21 lipca 2014, 15:33

Jestem jednym z fotografów na pielgrzymce która wyrusza z mojego miasta. Do pielgrzymki już niedaleko, a ja ostatnio wykształciłam u siebie taki nawyk że wchodzę na stronę pielgrzymki w galerię i oglądam fotki które wyskoczyły jako ikonka folderu zdjęć z danego dnia.
Przed chwilą weszłam na zdjęcie które zostało zrobione w Wieluniu. Jest taki zwyczaj że mamy tam czuwanie. W zeszłym roku mieliśmy mieć ze sobą białe koszulki. Podczas czuwania Ojciec Duchowny powiedział że mamy podejść z tą koszulką do osoby która podziwiamy i ona ma nam założyć naszą "białą szatę". Ja jako fotograf zajęłam się fotografowaniem ale miałam wielką chęć podejścia do koleżanki która parę miesięcy wcześniej straciła synka na pograniczu 5 i 6 mc. Bardzo ją podziwiałam za jej siłę. Widziałam że jest jej źle, czasem płakała podczas kazania... Ale naprawdę ją podziwiałam! Uważałam że jest bardzo dzielna że z tym wszystkim sobie poradziła. Że potrafi się uśmiechać.
A pół roku później ja byłam w podobnej sytuacji. Zawsze uważałam że kobiety które tracą dzieci są tak daleko ode mnie, że ten problem nie dotyczy mnie osobiści i nigdy nie będzie.
A tu taki psikus.
Nigdy nie sądziłam że znajdę się w jej sytuacji.

Długo mnie nie było - chyba za bardzo wciągnęłam się na forum ;)
Z resztą nic się nie działo chociaż nie tak bardzo nic :/ w piątek pojechałam do taty on miał jeszcze urlop więc mieliśmy cały dzień dla siebie. Większość czasu spędziliśmy na jeżdżeniu i chodzeniu po sklepach ale też posiedzieliśmy i pogadaliśmy trochę ;)
W sobotę nie wytrzymałam i zdecydowałam się na test... w pierwszym momencie spojrzałam i chciałam wyrzucić bo jedna kreska ale jakoś spojrzałam jakbym chciała oczami wypalić drugą kreskę i po chwili zobaczyłam ale taką bladziutką i jakby nigdy nic poszłam spać dalej.
Tata chciał sobie kupić garnitur bo idzie na wesele za 2 tyg więc pojechaliśmy do sklepu (znowu); znalazł ale nie myślał, że będzie musiał tyle wydać $ :/ pocieszyłam Go że może nie tylko będzie na raz i może się jeszcze przydać np na chrzciny - tak mi się jakoś powiedziało a do taty jakby nie dotarło ;)

Po powrocie do domu pokazałam mężowi, nie mogłam wytrzymać. I w tym momencie kubeł zimnej wody - mąż powiedział, że po to jest ta druga żeby była widoczna więc mam się nie doszukiwać bo tutaj nic nie ma :/ może i dobrze bo po co się nakręcać jak nie ma pewności ;)
No i jeszcze przy rozpakowywaniu się po powrocie od taty upadł mi termometr i się stłukł :( więc do dziś było bez kontroli :/

wieczorem oczywiście po długim czasie <3 i szok :( poszłam do łazienki na siusiu a tu krew :/ zrobiło mi się gorąco ale "trudno" i "szkoda" :( bardziej to się chyba mąż wystraszył i zdenerwował, że to przez te "ochoty".

w niedzielę pojechaliśmy do teściów na "kawę i ciacho" a skończyło się na bezalkoholowym grillu ;) fanie było chociaż też nie obyło się bez spięć ale o dziwo między mężem a teściem.
Narwaliśmy sobie papierówek bo tak tylko spadają i gniją i jeszcze dziś mam zamiar zrobić sobie sok z jabłek bez oprysków ;)

Dziś po raz pierwszy od 2 tyg mieliśmy spięcie albo to tylko ja się "oburzyłam" bo mąż z uśmiechem na twarzy powiedział "jaka Ty nerwowa od kilku dni" - sama to widzę ale próbowałam się powstrzymywać tylko jak długo można ;)

Jutro o ile temp dalej będzie wysoka sprawdzam jeszcze raz a jak do czwartku @ nie będzie to idę na B-hcg. No tak bo zapomniałam wspomnieć, że krew tylko się pojawiła po <3 i koniec.

Tak bardzo chciałabym już cieszyć się rozwijającego się we mnie malutkiego człowieczka - naszego cudu i największego szczęścia :*

PORÓD cz. 2

Po ok. 2 godzinach (może trochę mniej) znieczulenie zaczęło powoli puszczać. Pamiętam dokładnie z jakim przerażeniem spojrzałam na N i błagającym tonem prosiłam go, żeby nie pozwolił, aby przestało działać, że na pewno tego nie przeżyje...

Pani doktor przyszła zobaczyć zapis KTG - powiedziała, że jeżeli rozwarcie nie jest jeszcze duże będą mogli podać mi więcej znieczulenia, ale muszę poczekać na obchód (ok. pół godziny) wtedy lekarz mnie zbada i podejmie decyzję.

Czas dłużył mi się miłosiernie, ból był okropny, N parę razy wyszedł z sali (powiedział mi później że robiło mu się słabo jak widział jak się męczę). Błagałam go, żeby mnie zabił albo znalazł kogoś kto może podać mi to znieczulenie, cały czas bałam się też, że już jest za późno...

Doczekałam się w końcu badania, które swoją drogą bolało równie mocno. No i te słowa, które wtedy usłyszałam "8, 9 cm - nie dajemy już znieczulenia"

Położna radziła mi wstać z łóżka i pochodzić, przy skurczu miałam kucać trzymając się łóżka. Choć bolało mnie okropnie faktycznie lepiej było gdy mogłam spacerować. Dziewczyny jak będziecie miały możliwość wstawajcie - mi było naprawdę dużo lepiej.

Akcja była bardzo wolna, zdaniem położnej skurcze były słabiutkie. Czego do tej pory nie mogę zrozumieć i nie jestem w stanie wyobrazić sobie silnych skurczów, skoro byłam pewna, że za moment umrę i w tamtym momencie naprawdę wydawało mi się to najlepszym rozwiązaniem.

Strasznie bałam się, że zrobię kupę (nie zrobili mi wcześniej lewatywy, czego okropnie żałuje). Położna cały czas mówiła mi, żebym się tym nie przejmowała, że jak tak się stanie to nic, ale ja miałam przez to straszną blokadę.

W końcu podjęli decyzję o podaniu kroplówki z oksytocyną - nie chciałam jej bardzo się bałam, wiedziałam że po niej skurczę będą jeszcze mocniejsze a jak dla mnie to co czułam to był absolutny szczyt bólu... Był moment, że byłam pewna że nie wytrzymam że za chwilę zemdleje - przelewałam się N przez ręce, ale dzielnie walczyłam dalej :)

Wody same mi nie odeszły więc kolejnym krokiem było ich przebicie, to nic nie boli ale badanie temu towarzyszące taaaak!!!

Miałam już prawie 10 cm rozwarcia, ale szyjka uparcie z jeden strony nie chciała się rozejść do końca. Błagałam, żeby odłączyli mi tą kroplówkę i podali znieczulenie - ale błagać to ja sobie mogłam... Zaczęłam krzyczeć pierwszy raz w głos (przed porodem byłam pewna, że na pewno do tego nie dojdzie, że bez przesady, że można zagryźć zęby i wytrzymać - haha śmieszne - takiego bólu po prostu nie znałam)

Chciałam wstać z łóżka - w końcu mi pozwolili... Mogłam chodzić tylko koło łóżka cały czas miałam podłączoną kroplówkę. Położna kazała mi robić to samo co wcześniej, podczas skurczu kucać i zwieszać pupę jak najniżej, bałam się że pęknę to takie dziwne uczucie gdy czułam głowę małej w swojej miednicy byłam pewna, że po prostu zaraz mnie rozerwie.

Wtedy bardzo pomógł mi N, jego słowa "przyj" brzmiały zupełnie inaczej niż słowa położnej, której miałam już po dziurki w nosie. :)

Parłam, udało się, wtedy położna powiedziała, że widzi główkę i żebym prędko weszła na fotel. Idąc w jego kierunku, czułam główkę małej między nogami...

c.d.n

siostra86 UDAŁO SIĘ.... 21 lipca 2014, 18:03

Dziś obiadek na parze dla mojego M. mniam...i mój sześcioletni chrześniak pod moją opieką cały dzień no ale on z kolei nie zachwycał się specjalnie obiadkiem;-(
Z nogą nie jest najlepiej a więc pewnie będzie trzeba przedłużyć zwolnienie oj nie jest dobrze jak ędę na zwolnieniu powyżej trzydziestu dni to będę musiała się udać do lekarza zakładowego...a spotkanie z tą panią nie napawa optymizmem

Byłam dZiś u onkologa,bo już 2 lata nie bylam . Miałam jakieś tam wyczuwalne guziołki,ale no niby nic takiego. Dziś się okazało,że powinno się wchłonąć , że nie powinno tego już być. Na usg nie widać nic~jakby tam nic nie było..Ale jednak w palcach wyraźnie wyczuwalne. No i stwierdził,że nie mogę tak chodzić,że trzeba to usunąć. Tym bardziej,że moja Mamusia też miała wycinanego guzka i co roku ma torbiele ściągane.
Tak więc za wizytę zapłaciła moja teściowa, bo tak chciała.
Jeśli chodzi o takie rzeczy to zawsze pomoże.
Także kazał zrobić mi mammografię, że może tam coś wyjdzie.
Myślałam że to boli,ale nie boli nic :) a tak mi nagadali:)
Na zabieg już się zapisałam.
To Klinika Chirurgii Jednego Dnia, więc przychodzę o 9.00 , przygotowanie, zabieg i do domu godzine po zabiegu. To lekarz, który z mojego Dawida dziadkiem kiedyś się przyjaźnił. Tak czy siak, powiedział,że zapłacę tylko za anestezjologa.
Chciałam,żeby zrobić to szybko. Żebym była na chorobowym z laparo w tym czasie. Więc jak laparo mam na 13.08,to usunięcie guzka mam na 27.08. Bo gdybym teraz się nie zapisała na termin do kliniki,to pewnie ani za pół roku,ani za rok bym nie poszła..
Stwierdził,że lepiej żeby to było zrobione przed stymulacją, żeby było już na czysto wszystko, a że te hormony co brałam,to mogły negatywnie na to wpłynąć.
Jakoś się nie stresuje. Bardziej boję się laparo.
Dziś o ile się nie mylę, bo nie zaglądałam na wykres, mam 70dc, jajnik bardzo mnie boli. Plecy tak samo. Bardzo źle sie czuje nie mając okresu..
Moja teściowa powiedziała,że kiedyś nie miała okresu , przez guzka, którego wycieli i zaraz po 3 tygodniach dostała..a wszystkie w jej klasie już dawno dostały.
Więc może to się na wszystko jakoś składa.. nie mam pojęcia.
Szkoda że nie można czasu przyspieszyć, bo byłabym gotowa na JUŻ, żeby pozalatwiac te zabiegi.
Niczym się nie zamartwiam, no bo co ja mogę na to poradzić, trzeba to zrobić i już.
A że Małgoś,to kobieta silna i odważna, dźwignie wszystko :)
Miłego dnia :)

Jadhira Mały B... 21 lipca 2014, 18:34

Za mną aktywny miesiąc starań, była nadzieja a dziś przeszła @ ehhhh :(((

Wreszcie sami w domu. Kocham moje siostry i ich rodziny ale nie ma to jak poleżeć sobie na kanapie w błogim lenistwie i nic nie robić. Mąż pojechał do swojego taty a ja mam chwile tylko dla siebie. Byliśmy dziś na plaży, znów spaliłam się jak raczek ale kocham to. Kocham się opalać. Tyle tylko, że plaża zburzyła mój kilkudniowy spokój i nie myślenie jedynie o tym że nadal nie jestem w ciąży, że test znów wyszedł negatywny. Na piesku mnóstwo dzieci i to takich malutkich, raczkujących, gaworzących....Nie trudno się domyśleć jak się czułam.No i się popłakałam....

Ech szkoda gadać, moje samopoczucie znów zaczyna łapać doła...

Robiłam dziś rano progesteron, wyniki jutro. Mam zadzwonić od razu do gina i podać mu je. Zobaczymy czy wzrósł od ostatniego badania ( kwiecień ) i po 2 mc brania luteiny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2014, 20:18

No i po wizycie u gina. Miałam robione USG, cytologię i ogólne badanie ginekologiczne. Jajniki oczyściły się z wszelkich "bąbelków", które były wcześniej widoczne. Są gładkie, o prawidłowej wielkości. Lekarz ma wątpliwości czy to PCOS, jeśli już to wczesny. Macica czysta, bez nadżerek i stanu zapalnego. Ale endometrium bardzo cienkie, to może być też przyczyna zarówno braku miesiączki jak i ciąży. Dostałam luteinę na wywołanie okresu i CLO na stymulację owulacji. W przyszłym miesiącu wszystko będzie już jasne. Lekarz ogólnie dobrej myśli jeśli chodzi o mój przypadek.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)