Magic Niemożliwe 23 lipca 2014, 14:58

Nie wytrzymałam :)

Po prostu nie umiem bez of żyć :) zmieniłam forum tematyczne z "poronienie" na "starające się-ogólnie" :) przed dwa dni uświadomiłam sobie, że to dziecko mimo iż nawet serduszko mu nie zabiło nic ani nikt mi go nie zwróci. Teraz już zamknęłam ten rozdział. Koniec z rozpamiętywaniem. Nie zapomnę, ale muszę skupic się na życiu, tu tym, na mężu. Po tej kłótni bardzo się zbliżyliśmy, powiedziałam, że bardzo mnie rani tym, że do niego chodzi i patrzy na ich szczęśliwą i pełną rodzinę...bo ja mu dać dziecka nie mogę i nie jest ze mną szczęśliwy. Płakał. Mówił, że bardzo się mylę i pozory co do ludzi, że są szczęśliwi bardzo mogą mylić. Ja chcę by był szczęśliwy. Postanowiłam, że teraz juz na poważnie biorę się do roboty, aby mieć dziecko. Skoro odwracałam uwagę od ciąży to teraz będę robić wszystko co w mojej mocy aby dać mu dzieci...zdrowe i piękne.
Od kilku dni mam dziwne sny... najpierw śniły mi się moje zakupy z przyjaciółką, kupowałysmy ubranka dla naszego dziecka - tak - byłam w ciąży :) a dzisiejszej nocy śniła mi się mała dziewczynka...miała piękne blond włosy obcięte do brody i z grzywką na prosto :) skakała po mnie :) przebija mi sie myśl, że było tak jeszcze jedno dziecko... i najlepsze. Przedwczoraj miałam wielką chęć kupienia ubranka dla dziecka....nie umiałam sie oprzeć. Ale koniec końców nie kupiłam bo wszystkie były brzydkie :) nie mam pojęcia co się dzieje. Nie chcę się nakręcać, bo poprzednio się nakręciałam ale i tak przyszła @...zobaczymy. Teoretycznie powinna być 5 sierpnia, ale skoro jajeczka były większe na początku cyklu to pewnie będzie inaczej....to straszne, że nie wiem nawet kiedy miałam owu :) może i dobrze, bo nie odliczam i nie czekam na ten pierwszy objaw... ale myślę, ba nawet przeczuwam, że ta następna ciąża będzie zupełnie inna :) więc po prostu czekam. Na nasze maleństwa :) tak wciąż marzą mi się bliźniaki. Powiedziałam Konradowi, że chce mieć dwoje i jak się okaże, że są, to zawieszam działaność :) przynajmniej do końca 1 trymestru :) potem zobaczymy, poparł mnie, bo wiem sam, że teraz będziemy robić wszystko aby nasze cudy były z nami do końca :) zgodzę się na wszystko, nawet leżenie przez całą ciążę :) nawet na cesarkę, nawet na wielki ból :) wszystko zniosę...dla nich, moich małych cudów...
Rozmarzyłam się :) może dlatego, że oglądam od jakiegoś czasu porodówkę :) tlc ma fajne seriale i dokumenty :)) fajnie jest oglądać na własne oczy jak rodzi się dziecko :)widzieć mamuśki z duuużymi brzuszkami :) super sprawa, już siebie widzę...oczami wyobraźni :) modlę się do św. Dominika...wciąż z nim rozmawiam, aby pozwolił mi na szczęście :) bycie matką, najlepszą jaką znam...chciałabym za miesiąc a raczej pod koniec sierpnia pójść do ginki i oznajmić, że się udało ;) ona liczy na nas. Ja też liczę, że się uda..że się udało. Musi być dobrze, czuję to...takie dziwne przeczucie, skądś je znam....

Kitty Per aspera ad astra 23 lipca 2014, 15:01

Dobry tekst!

http://www.nishka.pl/nie-pytaj-mnie-kiedy-bede-matka/

Kitty Per aspera ad astra 23 lipca 2014, 15:01

Dobry tekst!

http://www.nishka.pl/nie-pytaj-mnie-kiedy-bede-matka/

Poszłam do endokrynologa. Powiedziałam że w marcu tsh było równe 3. Powiedział, że za wysokie i dlaczego dopiero teraz przychodzę. Bo moja lekarka prowadząca, prywatnie jego żona, nie powiedziała że to problem. Norma jest do 4.5 więc skąd miałam wiedzieć? Oczywiście zapewniał, że nie miało to związku z poronieniem, ale co miał powiedzieć jeżeli jego żona mnie prowadziła? Muszę zmienić lekarzy i przychodnie. Nie wiem czy to miało wpływ. Pewnie miało, bo skoro w marcu było 3 to w kwietniu mogło być już więcej, ale pewnie nikt nigdy mi tego nie potwierdzi. Jestem bardzo wdzięczna Amy, która powiedziała mi że 3 to źle. Gdyby nie ona pewnie starałabym się o dziecko kolejne pół roku i możliwe że znów by się to tak skończyło. Teraz mogę walczyć! Byle do wyników badań krwi, bo z usg na razie wyszło że lewy płat jest za mały. Wyniki, leczenie i upragnione dziecko przed wakacjami 2015. Taki jest mój cel!

Dawno mnie tu nie było. Miałam swoje powody. I tyle sie wydarzyło. Spadłam na samo, psychiczne dno. Codziennie płacz: rano po przebudzeniu, w drodze do pracy i po pracy. Twarz mi sie zmieniła, rysy wyostrzyły. Schudłam... Czuje że byłam o krok od czegoś co nazywa sie depresja. Żeby tego wszystkiego było mało odszedł mój kochany pies. Tak poprostu usnął po 17 latach naszej znajmości... Ale wiecie co, ta psinka została moim "uzdrowicielem". Skierowałam myśli zupełnie gdzie indziej. Płakałam, ale z innego powodu. Myślałam, ale o innych sprawach.

I z czasem wszystko ustąpiło! Wziełam sie w garść, pojechałam na wakacje. I znowu sie ciesze:-) Czuje że to wszystko za mną. Powoli odpuszczam. Nie reaguje histerycznie na wieść że koleżanka zaszła w ciąże. Poznałam bezdzietne pary, które realizują się i łapią życie pełnymi garściami. I wiecie co, bez obaw o ciąże snuje plany na styczeń:) Oczywiście wyjazdowe.

Dzisiaj mąż spytał: kiedy znowu robimy badania? Normalnie wziełabym kalendarz i planowała...ale nie tym razem! Powiedziałam: nie wiem, może za rok, może wcale. Dobrze mi z tym.
Życze Wam z całego serca powodzenia, zielonych kropek, wysokich temperatur i czego sobie tylko życzycie:-) Do widzenia

PS ale temperature będę mierzyła, tak dla siebie :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2014, 22:44

Jadhira Mały B... 23 lipca 2014, 17:50

Dziś przyszły moje pierwsze testy owulacyjne zamówione przez Internet. Narazie 3 dc ale zobaczymy czy to coś działa :)

No od dzisiaj do 10 sierpnia jestem na chorobowym. Mam nadzieję ,że jak pójdę 11 do lekarza to dostanę już normalne chorobowe. Lekarka rodzinna nie widziała żadnego problemu żeby wystawić mi zwolnienie, jeszcze jak powiedziałam gdzie pracuję i co robię to tym bardziej. Zobaczymy co czas pokaże. W sumie strasznie mi głupio po raz kolejny prosić się o chorobowe. Nie wiem jak to dalej będzie , ale może się uda.
Dzisiaj u nas leje i jest duszno, ale teraz zrobiło się troszkę chłodniej, więc powietrze jest lżejsze. Jest czym oddychać. Cały dzień chce mi się spać.
Buziole kochane :)

A jeszcze jedno!!!!!!!!!

Dziś uzgodniłyśmy z córcią że jeżeli urodzi się dziewczynka to będzie miała na imię AGATKA!!!

Myślę że ładnie. Poza tym nie ma u nas w najbliższej rodzinie Agaty!

To była ciężka decyzja, nie miałam pomysłu na imię, bo dla chłopca od jakiegoś czasu miałam , jakoś zapadło mi w pamięć i tak zostało - Krzysio!!! Też ładnie.

:) :) :) :) :)

BUZIOLE!!!!

Mamax Walka o Bobo. 23 lipca 2014, 18:56

Bylam dzisiaj na zakupach i kicha nic nie kupilam. Wszystkie ciuszki z przecen jakie wczesniej widzialam i chcialam kupic sa juz powykupywane. Nie znalazlam zadnych komplecikow godnych uwagi a byle czego kupowac nie bede. Dzisiaj z mezusiem zaszalelismy, to bylo nasze pierwsze przytulanko od kiedy jestem w ciazy. Wczesniej w pierwszym trymestrz nie chcielismy ryzykowac a potem dostalam krwawienia i oczywiscie zakaz na przytulanki. Mam nadzieje ze teraz bedziemy mogli przytulac sie juz regularnie az do porodu ;-)

Jestem po wizycie u gin. Miałam zrobione usg i badanie czystości (wynik 04.08). Jajniki bez zmian. Dostałam dupka na wywołanie,żebym w razie co,nie dostała okresu dzień przed laparo..
Wyniki jakie muszę zrobić to jedynie TSH i grupa krwi, no i oczywiście mam ze sobą wziąć zeszłoroczną cytologię i biocenozę. Zrobią mi jeszcze raz hsg, ale na śpiocha.
Pytałam też o coś w razie zrostów, ale chyba nawet mnie nie stać, bo kosztuje to 600zł..
Zastrzyków przeciwzakrzepowych mieć nie będę bo ponoć nie trzeba. Krwawienie po laparo, ma być moim 1dc, i od razu w tym cyklu mamy się starać, czyli jeszcze w sierpniu. Do niej przyjść mam we wrześniu, jak dojdę do siebie i będę czuła się "zagojona". Powiedziała, że mam już kilka dziewczyn u siebie z wysokim testosteronem, które są po laparo i jajniki zaczęły im ładnie pracować.. Ale jak będzie ze mną, to nie wiem..
Jeśli w przeciągu pół roku nic się nie ruszy to robimy krok ku inseminacji, bądź też invitro.
Ah.. i jeszcze będzie tak, że przyjdzie mi za dziecko płacić..

Ustalilismy ze mam jechac do domu sama. J dojedzie jutro lub w piatek (zalezy jak sie bedzie czul), nie chce sie zarazic, a co zasugerowala tez lekarka. Wiec siedze teraz sama i MYŚLĘ. Mysle i siedze i odliczam godziny do jutrzejszego poranka. Dzis w pociagu siedzialam kolo mamy z corka (zdała do II klasy) i tak sie jakos w moim kierunku "kleiła", ze koniec koncow zaplatlam jej koszyczek na wlosach, wypytalam o szkole, wakacje i w sumie to jakos mi pomoglo spojzec tak jakos weselej w przyszlosc, ze moze jeszcze mam szanse na wlasnie taka rezolutna coreczke, ktorej bede czesala warkoczyki. A jej mama na moje oko to wlasnie byla w takim wieku jak ja bede za te 7-8 lat. Wiec ciagle nie jest za pozno, a.warkoczyki umien juz plesc (jej mama nie umiala ;-) )

justwol Starania i oczekiwania 23 lipca 2014, 20:05

Odebrałam sobie dziś z empiku zamówione książki nt. ciąży i pierwszego roku z życia dziecka. Pewnie wcześnie, ale będę sobie z wolna czytać i pochłaniać kolejne informacje. W zasadzie poszłam w książki za namową mojego nowego Doktorka, który powiedział "nie czytać w internecie". Szczerze - czytam, ale większość traktuje z dystansem. Nie mam zamiaru panikować póki nie ma takiej realnej potrzeby ;) Napiszę Wam potem czego się dowiedziałam.
Z objawów ciąży to w sumie jak na razie najbardziej doskwierają mi piersi - wrażliwe, ciężkie, a stuki to już w ogóle kosmos. Ogólnie najchętniej chodziłabym non stop bez biustonosza, ale to raczej nie realne. Natomiast moje staniki wydają mi się ciasne. Piersi spuchły i tu cały ambaras. Muszę poszukać nowych, wygodnych. Obecnie ratuje się biustonoszami sportowymi - są takie przyjemne, miękkie, nie podrażniają biustu. No i chyba konieczne będzie również zaopatrzenie się w jakiś kremik przeciw rozstępom bo jak dalej tak będą puchły to różnie może z nimi być.
Mdłości praktycznie brak. Ciekawa jestem czy będą mnie męczyć czy też ten objaw mnie ominie. Zobaczymy :)
Zrobiłam sobie też dziś jeszcze jedną betkę,tak dla sprawdzenia czy wszystko w normie, ale ogólnie jestem przekonana, że wszystko idzie ku dobremu. Wyniki odbieram jutro lub w piątek :)

Ewela0313 lottery ticket 23 lipca 2014, 22:42

Czuje sie jakos tak nijak. Nie wiem co o tym wszystkim myslec. Po wczorajszych wiadomosciach jakos tak zobojetnialam. Maz dzwoni co chwile i pyta jak sie czuje........ czuje sie dobrze....fizycznie oczywiscie. W srodku jestem jak porcelanowa lalka, ktora spadla z wysokosci- cala poobijana.
Do wczoraj wszystko wydawalo mi sie takie proste, ze zrobie co trzeba zrobic, pozniej moze jakas terapia hormonalna czy cos, jakis monitoring, bo jednak caly czas mialam nadzieje,ze da sie cos naturalnie zdzialac. No bo jak dla mnie to wszystko wyglada ok, temeratury,sluz, testy na owulacje, wszystko w normie, badania tez nie takie najgorsze....moje cialo nie wysylalo zadnych sygnalow,ze cos jest nie tak..... tylko te plamienia, no ale pisza,ze to tez czesto sie zdarza... :( nie wiem co o tym myslec, czasem wmawiam sobie,ze moze chcieli mnie nastraszyc czy cos........nic byle do poniedzialku, nie wiem jak to zniose. Nie wiem co mam wszystkim mowic, mama juz oczywiscie wie, dzwonila, pyta sie , martwi, a ja? Ja nawet nie jestem w stanie jej pocieszyc, mowie, tylko,ze bedzie dobrze i tyle. Musze w to uwierzyc ,ze bedzie dobrze.


No dobra, koniec tych zali....zaraz wracam do domu i musze wylaczyc moja glowe od myslenia.
Musze zajac sie czyms na ten czas i mam nadzieje,ze maz mi w tym pomoze. Ostanio troche sie sprzeczalismy. Jego powroty z pracy byly coraz to pozniejsze. W koncu mu walnelam cytat zaslyszany - nie masz czasu dla zony - nie martw sie - znajdzie sie taki , ktory znajdzie czas dla niej :) ale wredna bylam ,co?

ale te dni się ciągną, tak bym już chciała wiedzieć coś więcej o ciąży i dzieciach od lekarza...

Ewela0313 lottery ticket 23 lipca 2014, 22:42

Czuje sie jakos tak nijak. Nie wiem co o tym wszystkim myslec. Po wczorajszych wiadomosciach jakos tak zobojetnialam. Maz dzwoni co chwile i pyta jak sie czuje........ czuje sie dobrze....fizycznie oczywiscie. W srodku jestem jak porcelanowa lalka, ktora spadla z wysokosci- cala poobijana.
Do wczoraj wszystko wydawalo mi sie takie proste, ze zrobie co trzeba zrobic, pozniej moze jakas terapia hormonalna czy cos, jakis monitoring, bo jednak caly czas mialam nadzieje,ze da sie cos naturalnie zdzialac. No bo jak dla mnie to wszystko wyglada ok, temeratury,sluz, testy na owulacje, wszystko w normie, badania tez nie takie najgorsze....moje cialo nie wysylalo zadnych sygnalow,ze cos jest nie tak..... tylko te plamienia, no ale pisza,ze to tez czesto sie zdarza... :( nie wiem co o tym myslec, czasem wmawiam sobie,ze moze chcieli mnie nastraszyc czy cos........nic byle do poniedzialku, nie wiem jak to zniose. Nie wiem co mam wszystkim mowic, mama juz oczywiscie wie, dzwonila, pyta sie , martwi, a ja? Ja nawet nie jestem w stanie jej pocieszyc, mowie, tylko,ze bedzie dobrze i tyle. Musze w to uwierzyc ,ze bedzie dobrze.


No dobra, koniec tych zali....zaraz wracam do domu i musze wylaczyc moja glowe od myslenia.
Musze zajac sie czyms na ten czas i mam nadzieje,ze maz mi w tym pomoze. Ostanio troche sie sprzeczalismy. Jego powroty z pracy byly coraz to pozniejsze. W koncu mu walnelam cytat zaslyszany - nie masz czasu dla zony - nie martw sie - znajdzie sie taki , ktory znajdzie czas dla niej :) ale wredna bylam ,co?

martucha020290 Czas na rodzeństwo :) 24 lipca 2014, 12:02

Odpuszczam sobie. Od dzisiaj nie mierzę, nie sprawdzam, nie zapisuję. Nic mi to nie daje więc po co się dodatkowo stresować.
Dzisiejszy test wyszedł negatywny, więc nie mam złudzeń. Czekam na okres. Od paru dni umieram z bólu. Czuję się jakbym miała @ ale bez krwi. :/ Oszaleć można. Mam nadzieję że to nasze ostatnie miesiące na obczyźnie i skończą się w końcu te wyjazdy bo to dzięki nim mam taką rewolucje w organizmie :(
Najważniejsze co muszę zrobić w PL, to dokładnie się przebadać i wybrać się na monitoring.
Tak bardzo chcę rodzeństwa dla mojego syna... :( Dlaczego wszystko musi być zawsze na przekór? Czemu nie może się zacząć układać po naszej myśli? ;(

Zdecydowałam się na pisanie pamiętnika, aby uzyskać od Was jakieś porady. Czasami mam wrażenie czytając to forum, że niektóre dziewczyny znają sytuację lepiej niż niejeden lekarz.

Dzis w pracy na nocy jestem a mój mąż opiekuje sie mój sis i jego brata córą hehe dobry sprawdzian ...smieje się ze jak będą niegrzeczne to je na karny jeżyk posadzi ..hehe dobre 15 latke i 18 latke :) a ze w naszym domu czuja sie luzacko to pozwoliłam zostac na 3 noce ...chociaz mi sprzatac pomagają ...

Wiecie co ostatnio wracałam z pracy autobusem bo mój trupek byl w renowacji typu mechanior...i miałam zly dzień ...plakalam ze nie mam dziecka ze cos mi brakuje ze w domu mogłabym miec więcej...i dostalam nauczkę...
Wsiadly kanary bilet miała ale to nie o to chodzi ...kolo mnie siedział chłopak przystojny kolo. 30 lat może ponad troche i wwyciaga legitymacje znaczny stopień niepełnosprawności ja oczy nie wygląda a tu tak . ..a On nie wierzy Pani a ja czemu mam nie wierzyć...a on podciąga rękaw i ma przetoki zrobione na ręku i mówi nerki mi nie pracują ...i tekst czym wszystko jest warte jak się zdrowia nie ma ...jak się znajdzie dawca będę zyc a jak nie dializa 4 razy na tydzien po kilka godz pod aparatura a po niej koszmar...i wiecie co nie jechalam juz z płaczem o siebie tylko z łzami jaka ja pierd..jestem typowo ...ja się poddaje a on walczy!! Dziewczyny trzeba walczyć !! Skoro inni maja taki koszmar i walczą żyją my tez musimy!! I tego zamierzam sie trzymać :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2014, 23:01

justi87 Pragnienie dzidziuśka :) 24 lipca 2014, 00:36

...a żeby jakiekolwiek objawy nadchodziły to nie, a gdzie tam...wole se nawet nic nie krakać no ale na weekend wybieramy się nad morze i wolałabym nie przerabiać sytuacji z naszego urlopu miesiąc temu, gdzie nad morze na wczasy urlopowiczka @ postanowiła mi potowarzyszyć :P

33 tyg.+ 0dni

Noi proszę, wchodzimy w 34 tydzień. Ależ to leci. Tak sobie dziś wspominałam, jak w sumie nie tak dawno myślałam, że nigdy się nie uda, traciłam już nadzieję, tyle się nacierpieliśmy i ciągle nic. O tym ile wydaliśmy na lekarzy i leki to nawet nie ma co wspominać. I proszę, akurat tuż przed świętami miałam owulację, na pasterce jeszcze modliłam się, żeby jednak się udało, żeby to był świąteczny Cud i okazało się, że faktycznie nim był :) bo 3 stycznia test był pozytywny. Nigdy nie zapomnę uczucia jakie mi towarzyszyło przy pozytywnym teście, potem becie i kolejnej, która potwierdzała, że fasolka rośnie sobie, pamiętam łzy szczęścia, niewyobrażalną radość... I jest tu ze mną, pod moim sercem, ta mała wiercipiętka, która co chwile się przeciąga, wypina, kręci, kocham Cię malutka <3

Zapomniałam się pochwalić, że 2h test obciążenia glukozą wyszedł o.k. i znowu umknęłam tej dziadowskiej cukrzycy :P Wyniki nadal blisko granicy, ale jednak jeszcze w normie, więc UFF :)
W poniedziałek byliśmy na usg - wszystko w porządku, mała nadal jest małą ;) Serduszko jest o.k., szyjka ponoć zamknięta i długa na 35 mm, więc od wylotu teoretycznie nie skróciła się (aczkolwiek nie wiem jak to możliwe przez usg brzuszne zobaczyć ile ma szyjka...). Przeraziła mnie jedynie trochę waga małej - 2300 g! Spodziewałam się coś koło 1800 g, a tu ponad 2 kg. Pani wykonująca usg i ginekolog stwierdzili jednak, że waga jest w normie, mała waży troszkę więcej niż większość dzieci w jej wieku, ale jest o.k., na siatce centylowej jest niewiele wyżej jak przebiega 50 centyl, więc może faktycznie nie ma czym się przejmować. A jak mam być szczera, to trochę się wystraszyłam, że może jednak mam tę cukrzycę i szkodzę malutkiej tym, że nie jestem na diecie. No ale jak lekarz mówi, że jest o.k., to muszę mu wierzyć, wyjścia innego nie mam :P Może nasze dziecię wdało się w tatusia, on przy porodzie ważył 4000 g :/ Mam jednak nadzieję, że chociaż w kwestii wagowej wda się w matkę, ja ważyłam 3050 g :)

Kupiliśmy huśtawkę. Jednak zrezygnowaliśmy z modelu My little Lamb i najpierw kupiliśmy Rainforest deluxe, ale w domu okazało się, że jest wadliwa - głośno chodziła i na pierwszej prędkości często zwalniała, tak więc oddaliśmy ją. W sklepie okazało się, że jest jeszcze jeden model - My little Snuggamonkey i to w super przecenie, bo kosztował tylko 50$, tak więc wzięliśmy ją i to był doskonały wybór, bo huśtawka może nie ma różnorodnej kolorystyki, ale za to ma przyjemniejsze siedzonko i fajniejsze melodyjki :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2016, 07:04

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)