Jutro wolne i długi weekend. Czas się odstresować. Na 4 dni rzucam ovufriend!
A dzisiaj w pracy assystent managera _ Polak mi pogratulował, Supervisorka wie, on i jeszcze musiałam spotkac się z managerem od Health and Safety, od terj pory nie mogę podnosic rolek, ciągnąć, pchać cieżko, jak nie che mówić, że jestem w ciązy pogę mówić że z powodu bólu pleców, także dobrze :)będzie lżej, a te ruskie wredne france się tak gapiły jak od niego wyszłam, a jednej wzrok to ciągle potem wisiał na moim brzuszku, pewno sie domyślaja bo pomiedzy każdą przerwą muszę ze 2 razy iść do kibla , średnio co godzinę
upierdliwe, bo się tylko gapią mendy zwłaszcza 3 takie są conie trawie...
a no i do męża doszło, sam mi teraz mówi, że on będzie sprzątał, odkurzał, ja to tylko obiady moge gotować a on wszystko będzie robił bo nie mogę się przemeczać i tak inaczej jest 
Czytalam ulotke Eutyroxu i ponoc nie mozna brac jak sie ma szybkie i nierowne bicie serca. I co tu robic teraz. Co bedzie mniejszym zlem. Nie branie tabletek czy branie i nie wiadomo co sie moze stac. Same problemy.
Plan dzialania na ten miesiac:
- mierzenie temperatury
- testy owulacyjne
- przyjmowanie kompleksu witamin
- serduszkowania ile sie da 
- karmienie Meza i siebie owocami i warzywami ( avocadolove:) )
- i przede wszystkim nie martwienie sie na zapas (zobaczymy jak z tym sie uda?!)
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia 2014, 13:41
10t1dz
Ale ja jestem szczęśliwa miałam dzisiaj usg mój okruszek ma już 3,5 cm serduszko bije jak oszalałe gin powiedział że wg usg ciąża wygląda na 11tc tak się bałam o mojego malucha a on sobie zdrowo rośnie i nie da mi o tym zapomnieć co rano budzę się i biegiem do łazienki już zdążyłam się przyzwyczaić. 28 sierpnia jedziemy z mężem na usg prenatalne też już nie może się doczekać bo maleństwo widział tylko na zdjęciu usg. teraz już jestem spokojna i wiem że nić złego nas nie spotka Boże dziękuje że czuwasz nad nami;)
dzięki dziewczyny za komentarze wiem że nie jestem jedyna ale....sama wiecie jakie to uczucie...kurcze bo to takie nie sprawiedliwe czasami wydaję mi się że niektóre gdzie by nie siadły to od razu w ciąży a my te co chcą i to nie mają...masakra jakaś!!!
dziś jest 28 dzień mojego cyklu powinnam już dostać okres w zeszłym miesiącu był w 25 dniu cyklu!!! robiłam test w poniedziałek wieczorem ale wyszedł negatywny...więc sama nie wiem jutro aprobuję jeszcze raz..do dziś nie było żadnych oznak okresu, a dziś zaczęły pobolewać piersi, a zawsze jak zaczną parę dni po owulacji do aż do @! więc sama już nie wiem...chciałabym zobaczyć na teście te 2 wymarzone kreseczki ale jakoś podświadomie czuję że to nie to
sama nie wiem... piłam w tym cyklu zioła ojca sroki więc może dlatego...
Zaczne dzis/skoncze jutro 
We wtorek z samego rana pognalam jak szalona po wyniki do MSW, a potem jeszcze szybciej do WSS na usg do "mojego kochanego" doktorka. Chwile poczekalam i potem bylo juz tylko coraz lepiej. A mianowicie p. doktor stwierdzil, ze pecherzyk jest juz spory, ze widac pecherzyk żółtkowy i ze dziecko ma juz 4,9mm - tak powiedzial to magiczne slowo DZIECKO
a potem wskazal na pulsujacy punkcik i powiedzial, ze to jego serduszko bije 120 u/min. Lezalam jak wryta, nie moglam sie napatrzec na ekran i w sumie oczami wyobrazni staralam sie to sobie narysowac dokladniej 
Niesamowite, ze jeszcze "jakis czas temu" nie bylo glupich testow ciazowych, usg, a o ciazy czlowiek dowiadywal sie "po czasie"
nawet gumki nie trzymaly standardow dzisiejszego balonika urodzinowego
pekaly jak dentki (heheh bo te tez nie byly lepsze hehehe).
Niesamowite jak ten postep ulatwia ludziom zycie - tylko zeby chciec to wykorzystac zgodnie ze sztuka (czytaj: zeby trafic na wyksztalconych lekarzy a nie konowalow).
Jutro postaram sie wkleic fotke "pik, pik".

Acha i jeszcze jedna warta podkreslenia informacja - tadam ..... mam juz KARTE CIAZY 

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2014, 11:13
Dzisiejsza noc była okropna
o 3:00 się obudziłam siku i już nie mogłam usnąć, zaczęło mi się robić niedobrze, za pół godziny znowu musiałam siku - szłam po ścianie bo tak mi się w głowie kręciło. Do rana jakoś się przemęczyłam, ale nie chcę kolejnej takiej nocy, chyba że będę w ciąży to co innego 
Temperatura rośnie, ciekawe co z tego będzie 
Emocje - Pełna nadziei i zniecierpliwiona 
Dzisiaj synus moj zostal juz calkowicie sam w przedszkolu, mozna powiedziec ze przyzwyczajańie mamy za soba. Teraz po 4 dniach i ani jednej lzy czy chodzby podkowki mlody jest juz przedszkolakiem
Jest taki grzeczny, taki dzielny. Jestem z niego bardzo dumna
Ale on taki jest od urodzenia. Juz jako bobasek byl malo klopotliwy, grzeczny, towarzyski i bardzo zainteresowany wszystkim co go otacza...Zastanawiam sie jaki bedzie moj drugi synek. Czy tez taki dziekny jak jego starszy brat? Czy moze odwrotnie - przylepek mamusi co to nigdzie sie nie wypusci. Czy bedzie nam sie zdrowo chowal? Czy omina nas kolki? Do listopada jeszcze tylle czasu a ja juz bym go chciala tulic w ramionach....
dostalam wczoraj prezenta od mezusia
bardziej to prezent dla niego, zeby nie siedziala mu na laptopie non stop
:

nie chcialam zeby wydawal kase, ale sie uparl, ze nawet klienci maja lepsze tel niz ja a ja ze starym zechem laze
w sumie fajna rzecz mozna dzonic plus pelna funkcja memopada i tableta, moge umawiac kleintow od razu w aplikacji, bez zeszytu, bardzo wygodnie, moge robic sobie zdjecia duze i wrzucac tutaj a nie prosic sie meza o aparat jego kochany
dzisiaj moge sobie dokupic oprawe z wbudowana klawiaturka :Dwypasik 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia 2014, 08:29
Eehhh... Uleciał gdzieś mój optymizm... Niby wszystko jest ok, ale łapie jakieś dołki
Za tydzień testuję, a nie odczuwam żadnych sygnałów, sama już nie wiem co mam myśleć, obserwując wykresy dziewczyn, którym się udało, wnioskuję, że powinny boleć mnie już piersi, powinny być wrażliwe, a ja czegoś takiego nie obserwuję, powinny pojawić się inne znaki, których ja u siebie nie zauważam, co mnie przygnębia, wczoraj byłam jakaś nerwowa, pokłóciłam się z mężem
szybko się pogodziliśmy, ale mój nastrój pozostał w dołku. Ja sobie cały czas powtarzam, że dopiero zaczynamy, że nic się nie stanie, jeśli tym razem się nie uda, że moje narzekanie byłoby obrazą dla tych dziewczyn, które starają się kilkanaście cykli, które tracą już nadzieję, więc nie narzekam. Ale boję się trochę... no cóż, przeczekać tylko ten tydzień i będzie wiadomo. Wiem, że nie jestem sama w tym oczekiwaniu i raźniej mi, kiedy któraś z Was pisze, że też oczekuje na testowanie. Trzymajmy się zatem dziewczyny i nie pozwólmy, żeby nasza nadzieja gdzieś uleciała! POWODZENIA dla nas wszystkich!
Wróciłam! 
Trochę odpoczęłam od nudnej codzienności, trochę się zmęczyłam ciągłymi odwiedzinami, zakupami, wyjściami, spotkaniami itp...
Trochę przywykłam już do życia z dala od wszystkich. Mam tu taki spokój, omijają mnie problemy, niedomówienia, kłótnie...
Ale z drugiej strony, to brakuje mi rodziny, przyjaciół, uśmiechniętej buźki bratanicy... no cóż, trzeba sobie z tym jakoś poradzić.
Ponarzekam sobie tu trochę na rodzinę męża, bo gdzie indziej nie mogę... Zacznę od samego męża i teściowej. Mój mąż pojechał ODPOCZYWAĆ i spędzać ZE MNĄ miło czas, więc ustaliliśmy, że nie będziemy tym razem nic robić w naszym mieszkaniu. Teściowa wykorzystała sytuację i mąż ułożył jej płytki na tarasie, pomógł zrywać podłogę w kuchni, ponakładał silikony w łazience, przykleił lusterko, pomógł robić wylewkę w kuchni, jeździł z nią po sklepach. A my płaciliśmy szwagrowi za zrobienie ganku (który jest wspólny). Teraz mam to gdzieś. Skoro mój mąż i tak pracuje jak ma wolne, to koniec z robieniem czegokolwiek przez kogoś innego. Teraz będzie tyle zrobione, ile sami sobie zrobimy. Mi nie zależy aż tak na czasie. 'Możemy wykańczać to nawet 5 lat. Mieszkać gdzie mamy, więc spokojnie możemy sobie robić.
Kolejną wadą w jego rodzinie jest bratowa, która jest zapatrzoną w siebie egoistką i myśli, że jest pępkiem świata... Ja idiotka starałam się jakoś podtrzymać rozmowę jak się widziałyśmy za pierwszym razem, ale za drugim razem już nie byłam taka głupia i olałam to. Nie odezwała się do mnie ani słowem. Jakby się tak do mnie nie odzywała, to spoko, tylko mogłaby jeszcze powiedzieć, czy ma powód, czy tak po prostu. Pół roku mnie nie było, więc nie jestem w temacie...
Ahhh...oczywiście każda wizyta mojego męża u siebie w domu kończyła się jakimś piwkiem, czasami 2-3. A oczywiście ja jako szofer... Oczywiście, że można, ale bez przesady. Czy tam się nie da normalnie posiedzieć bez alkoholu?
Żeby nie było, że jeżdżę tylko po męża rodzinie, to u mnie też nie są święci... moja mama poprosiła mojego męża, żeby wymienił termę w łazience mojemu bratu (mój młodszy brat ma 22 lata i dwie lewe ręce oraz 2 miliony wymówek). Oczywiście mój brat to się zbytnio tym nie przejął, bo nawet nie zapytał czy pomóc (przytrzymać, podać coś - tyle to chyba potrafi?). Oczywiście pomogłam. Kolejną sprawą było zamontowanie rynny mojej mamie (o dziwo go nie poprosiła, ale sam z własnej woli chciał pomóc) mój starszy brat ma lęk wysokości i pracował, więc pozostał młodszy, żeby pomógł (najmłodszy odpada, bo jest jeszcze zbyt mały). Okazało się, że akurat w ten dzień nie mógł, bo !UWAGA! miał napad duszności. No klękajcie narody...trochę kaszlał i zaraz atak duszności...
Mąż naprawił jeszcze lampkę w ogrodzie i przykleił lusterko w łazience mojemu bratu.
Dzięki naszym rodzinom miałam mnóstwo czasu dla siebie i mogłam sama biegać na zakupy przed wyjazdem...
Jest również cała gama pozytywów - spotkania ze znajomymi, ploteczki, zabawa z bratanicą (mogłabym porwać to dziecko), duszonki, grille, knajpy, woodstock 
Co do woodstocku, to chyba jestem za stara na tego typu imprezy...jak dotarłam na miejsce to byłam przerażona, rozłożyłam namiot (mąż z kumplem pił piwo (!) Namiot oczywiście rozbity na górce, więc jak wchodziłam do śpiwora, to razem z nim zjeżdżałam na dół. Namiot niby 4 osobowy...ale licząc bagaże, to zostaje tak akurat dla 2 osób lużno, a 3 już upchanych, kumpel w drodze na woodstock zapytał czy może spać z nami w namiocie. Oczywiście, że tak. W końcu jesteśmy małżeństwem z długim stażem i bzykamy się raz w miesiącu... Tak, mąż i kumpel są przyjaciółmi (?) także kumpel czasami ewidentnie zazdrosny o męża (serio). Bo za ich dawnych czasów, to oni sobie razem chodzili na koncerty, na piwo, na imprezy, a tu się zjawiła taka jedna i wszystko popsuła. Ale ok, przeżyję. Dałam mężowi trochę luzu i sobie pochodzili we dwójkę (tak, siedziałam jak debil sama w namiocie). Jak czekaliśmy na pociąg powrotny, to na peonie poszli się tylko wysikać i po piwo (toi toi i sklepik z piwem bł jakieś 3 minutki na nogach od peronu)....a ja zostałam sama. Dosłownie sama na peronie, bo jakiś pociąg odjechał. No ale samotność nie doskwierała mi zbyt długo, bo jakiś żul się dosiadł - cały peron był wolny, jakieś 5 poza moją, na połowie mojej siedziały nasze bagaże, a pozostałą część zajmowałam ja. Więc pijany pan zapytał czy może się przysiąść, a ja z zaciśniętymi zębami ustąpiłam mu miejsca. mąż z kumplem odnaleźli się po ponad 40 minutach...tzn ja pilnowałam sterty bagaży, więc nie mogłam się ruszyć, mężowi padła bateria w telefonie, a do kumpla nie miałam numeru.
Za to udało mi się spełnić marzenie i być na koncercie ska-p
Wynagrodziło mi to większość traumatycznych przeżyć 
Do moich historii można dopisać jeszcze zakup samochodu i oczywiście związane z nim problemy wraz z kolosalną sumą za naprawę, al nie chcę się denerwować.
Tak, dobrze mi tu z daleka od tego całego bałaganu...
Oczywiście trochę chaotycznie napisałam, ale ja tak mam. W głowie zacznę o czymś myśleć i nawiązuję do tego w rozmowie i czasami niektórzy nie wiedzą skąd ja taką kontynuację tematu wzięłam (oczywiście nie powiem o czym myślałam krok po kroku)
rano zrobiłam test wyszedł negatywny...łzy same płynęły z żalu, bezsilności... dziś 29 dzień cyklu...
Im bliżej końca cyklu tym sprawdzanie temperatury bardziej mnie stresuje... Z jednej strony bardzo chce być znów w ciąży... z drugiej , wiem jaki stres mnie ogarnie i strach od pozytywnego testu... trudna historia ciągnie się cały czas za mną... chciałabym tak jak inne dziewczyny zajść w ciążę i tylko się nią cieszyć, nie martwić , nie przeżywać okropnego strachu przed każdym USG... Niestety nie da sie wyłączyć wspomnień.
Kurcze @ już mi się skończył. Mąż tylko pyta kiedy będziemy mogli 
Kocham go najbardziej na świecie, choć czasem mnie wkurza.
MODLITWA MATKI W OCZEKIWANIU NA NARODZENIE DZIECKA
Dziękuję Ci Panie Jezu, za dar nowego życia,
którego obecność czuję w moim wnętrzu.
Ten dar sprawia, że zaczynam patrzeć na osoby i świat
inaczej niż to było dotychczas.
Napełnia mnie on czułością i pogłębia we mnie
uwielbienie dla Twojego dzieła stworzenia,
które Ty kontynuujesz za pośrednictwem mojej osoby.
Jestem szczęśliwa z bycia kobietą i matką,
dlatego proszę Ciebie Panie Jezu,
czuwaj nad tym stworzeniem, które Ty już widzisz i znasz.
Ja odczuwam tylko jego lekki i ledwie dostrzegalny szelest.
Marzę i wyobrażam sobie jego twarz, kolor oczu i włosów.
Pozwól mi nie tylko marzyć ale pomóż mi także go poznać,
abym mogła mu towarzyszyć od pierwszych chwil jego poczęcia.
Spraw aby trudy ciąży i wszelkie obawy nie zmąciły mojej pogody ducha,
abym mogła przeżyć tę cudowną „przygodę” powierzając się całkowicie w ręce Twojej opatrzności.
Maryja, Twoja odważna i czuła Matka, niech będzie przy mnie w czasie mojego oczekiwania, abym mogła przyjąć i zaakceptować to dziecko,
dar Twojej miłości,
z jaką Ona wydała na świat Ciebie.
Amen.
Wylizuję rany po kolejnym nieudanym cyklu, ale ze względu na fakt, że @ przyszla w 21dc oraz trwała tylko 2 dni głęboko pulsuje maleńka myśl, że może to jednak była implantacja.
buhaha
Ale oczywiście nie mogła to być implantacja ponieważ krwawienie było krwawieniem a nie plamieniem, więc albo to rozregulowany pierwszy cykl ze względu na odstawienie tabletek po 3 cyklach aaalbooo niestety było to samoistne poronienie.
Nie jestem na tyle naiwna, żeby wierzyć że mikroskopijny zarodek zagnieżdżający się szczęśliwie na swoim miejscu wywołał tyyyle krwi. Jeżeli już to oczekiwałabym lekkiego plamienia, brązowego śluzu a nie takich akcji.
Nic i tak teraz nie zrobimy. Marudziłam i marudziłam, więc podzwoniliśmy po ginach i ceny tutaj są powalające...150-200 Euro za konsultację!!? OCIPIELI CHYBA. Oczywiście jeżeli masz "tutejszy" adres zameldowania to na dzień dobry polowa ceny..no cóż. Nie to nie.
Ttyle wytrzymałam to i wytrzymam ''cierpliwie'' do początku listopada jak ruszymy temat w klinice w której już mamy jedną nogą wszystko ustawione.
Ale strasznie wkurza ta niewiedza i bezradność.
A móżdżek się lasuje coraz bardziej.
Właśnie odbierając maile, część z nich jak zwykle to spam i kątem oka zauważyłam tytul:
"Szansa na zarodek" . Przewijam z powrotem a prawdziwy tytuł to.... "Szansa na zarobek". 
Do tego mój instynkt macierzyński coraz bardziej się pobudza bo na tyle dzieci ilu od maja zszywaliśmy (tzn mąż zszywał a ja obcinałam nitke) nózki, łokcie, brody, głowy itp to wczoraj prawie się popłakałam nad jednym pacjentem. 
najgorszy moment to zawsze podanie znieczulenia miejscowego. Maleńka igiełka, mąż stara się jak najszybciej i jak najbardziej bezboleśnie to zrobić ale jednak zawsze boli. No i zawsze dzieciaczki płaczą i krzyczą. Raz się trafił mały Włoch (5lat), który nawet nie pisnął podczas znieczulania pękniętej skóry na brodzie ale wczorajszy mały pacjent przeszedł samego siebie.
Był to mały, 3letni Holender, śliczniutki blondasek bo był to albinos. No i miał też rozwaloną brodę ale dosyć głęboko i szeroko aż na 4 szwy. Podczas ostrzykiwania rany znieczuleniem tak piszczał, tak krzyczał, tak zanosił się płaczem że ledwo ledwo wytrzymałam żeby się nie rozpłakać. Aż do wieczora bolał mnie brzuch od powstrzymywania płaczu i łez. Jak tylko wyszliśmy to buchnęłam płaczem i tak wyłam w samochodzie kilka dobrych kilometrów a mężuś tylko rozczulał się : Co to się stało z Gositą, że zrobiła się taka wrażliwa. Że zamiast zafascynowana oglądać szycie i potem cieszyć się rolą pielęgniarki, kolejnym obcinaniem szwów to tak to przeżyłam. 
On też zawsze przeżywa takie akcje ale zupełnie inaczej. Po pierwsze bardzo lubi akcje chirurgiczne
a po drugie z punktu widzenia lekarza, gorzej by taki maly pacjent miał, gdyby wdała mu się infekcja w taką glęboką ranę. Ja to wiem. Ale te piski tego małego chłopczyka bardzo zmolestowały moje nerwy. A potem, po wszystkim maluch zeskoczył z łózka i szybko rzucił się do talerza - śmialiśmy się z rodzicami, ze to pełnie głód po taaaakim stresie.
A wracając do tematu X.
Ostatnio przeczytałam gdzieś zupełnie na inny temat, ze jak pragnie się czegoś z całego serca to trzeba odstawić nadzieję na bok, tylko zacząć wierzyć, ze to się stanie. W sumie to samo powiedział mi ksiądz podczas spowiedzi w watykanie jak mu wyplakiwałam o naszym problemie. Że praktycznie ślepo trzeba wierzyć w wolę Boga i jego plany itpo.
Niestety nie jestem zbyt praktykująco religijna ale wierzę, że jest tam Ktoś na górze i czuwa nad nami, wyznacza nam ścieżki.
Dlatego postaram się WIERZYĆ, że wkrótce zostaniemy obdarzeni szczęściem w postaci maleńkiego owoca naszej miłości, że w końcu nastąpi cud i jeden z plemniczków męża odnajdzie drogę do mojej komórki jajowej i cudownie połączą się w jedność dając nowe życie.
Kuuurcze...to wydaje się takie proste i oczywiste a tak naprawdę jest to dla wielu z nas cięzki do przeskoczenia problem. Podczas gdy inni rozmnażają się niczym przez pączkowanie.
Dzieci chodzą brudne, głodne, bez szans na dobrą edukację czy ciepło domowego ogniska.
Ach..nie wiem gdzie ta sprawiedliwość. Jak TEN kto czuwa nad wszystkim z góry tak rozgrywa karty przeznaczenia. Nie rozumiem..
No ale ok..koniec tej filozofii na dzień dzisiejszy.
Ściskam Was mocno i dziękuję, ze jesteście. :*
Jakieś strasznie dziwne sny miewam ostatnio... Na pograniczu snu miłego i koszmaru... Dziś o takiej jakieś dziwnej sytuacji, co najmniej niepokojących okolicznościach, bardzo wyraźnych, wszystko w kolorze, dźwięki aż świdrujące w uszach... Gdzieś tam nagle pomyślałam, że czeka na mnie mój synek. Pamiętam ze snu jego malutką główkę z czarnymi włoskami
Hahaha, jasne! Po rudej matce i ojcu blondynie to się czarnowłosego chłopca raczej nie spodziewam
Ale ta główka... pomyślałam o nim, zobaczyłam przed oczami wyobraźni ten malutki łepek i zaczęłam biec. I biegłam jak szalona. Czułam kłucie w boku, kolkę, zadyszkę, brakowało mi tchu, nogi bolały a ja dale biegłam do niego. Bo chciałam go wziąć na ręce, nakarmić piersią. Pamiętam to uczucie bardzo wyraźnie. Ogromna miłość i potrzeba przytulenia go do piersi. Czy to zwiastun rzeczywistych uczuć jakie poznam?
Idę dziś na wizytę, może pani doktor go zważy i zmierzy. Zobaczymy też jak jest ułożony mój robaczek.
witam was u mnie prawie nic się nie zmieniło po za tym że dzisiaj wyjątkowo mam mdłości przecież ustąpiły nie wiem czy się martwić że to choroba czy może jeszcze się zdarzać a poza tym wczoraj mieliśmy 3 rocznicę ślubu och jak ten czas leci spędziliśmy czas w domciu przy obiadku potem dużo rozmawialiśmy hmm było całkiem fajnie może dziś pójdziemy do kina ale to się okaże nie mogę się już doczekać wizyty za tydzień u lekarza już się stęskniłam za maleństwem wyjątkowo długo go nie widziałam ale trzeba wytrzymać
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.