Miałam dzisiaj cudowny sen. Śniło mi się że robiłam test w wyszły dwie grube krechy. Łukasz był taki szczęśliwy... Po czym się obudziłam, wstałam, zrobiłam test i wyszła jedna kreska.
A po paru godzinach przyszła @.
Standard.
Czasem mam już dosyć. Staram się wierzyć, ufać że Bóg wie co robi. Ale to tak strasznie boli.
Staram się szukać dobrych stron w złych sytuacjach.
No ale wrzesień będzie stracony...
Kolejne starania dopiero w październiku.
A ja tak bardzo pragnę w końcu trzymać własne dziecko w ramionach.
kuzwa tragedia jest...zygam na zawolanie doslownie...tragedia w pracy, im bardziej sie boje ze zwymiotuje ( jest osobna toaleta ale bedzie slychac!) tym bardziej mnie mdli...nic nie moge zjesc! ze stasiem mialam identycznie, pocieszam sie tym, ze przy stasiu ustalo w 12tyg jak reka odjal...kurwa to jeszcze 4 tygodnie
nie daje juz rady.
Wow...zmiennośc jaka mnie dopada zaczyna mnie przerażać, juz dziś znów mam nadzieję, że będzie dobrze. Przecież zawsze nie może być źle
nadzieja umiera ostatnia

Zrobiłam dziś miesjce na ubranka w mojej szufladzie w komodzie
ale dla zmyłki przykryłam moimi ubraniami, żeby nie pomyślał, że mam urojoną
nie mam, nic zupełnie, żadnych objawów ciążowych i dobrze. Boże, choć raz mnie wysłuchałeś i nie dajesz mi nadziei... dziękuję 
Ciąża rozpoczęta 28 lipca 2014
4t1d
Od dwóch dni miałam wątpliwości. Przedłużył mi się okres? Chwilę temu test negatywny... Objawy ewidentnie miesiączkowe. Tylko temperatura wysoka... Wbrew wszystkim wątpliwościom poszłam na betę.
Wczoraj wieczorem już mocniej zaczął mnie boleć brzuch, temperatura poleciała w dół. Było po wszystkim. Rano wstałam, papier lekko brązowy. Pomyślałam "po co mam iść po ten wynik? Już wszystko wiadomo, zaraz się cholera rozkręci i tyle". Ale poszłam. Mając nadzieję, że beta pokaże chociaż koło 10, żebym wiedziała, że cokolwiek się zadziało, nawet jeśli się nie udało. Wchodząc do przychodni byłam pewna, że znowu zobaczę <1. Odebrałam tę kartkę i ze zrezygnowaną miną spojrzałam na wiadomy mi wynik. Zamrugałam. 140? Może nie moje? Ale nie... Moje. Ale jak to? I nagle zaczęłam płakać ze szczęścia, miałam ochotę wyściskać wszystkich ludzi po drodze. Wariatka :p Przeszłam przez pół miasta, nagle wszystko inne straciło na ważności. Zadzwoniłam do gina, bo posiadam jedynie duphaston 1 opakowanie, a miałam od początku brać luteinę i jeszcze te pseudoplamienia... Pogratulował, powiedział, że wkręci mnie jutro z rana i wystawi receptę. Poszłam do Rossmana, kupiłam test ciążowy Pink, poszłam do Pepco, kupiłam małą czapeczkę i smoczek, zapakowałam w ozdobne pudełeczko i schowałam w domu. Taki zestaw otrzymał mój mąż, mówiąc, że nie lubi takich prezentów bez okazji, jak wróciliśmy od mechanika. Przez chwilę patrzył do środka, w końcu do niego dotarło. "Na prawdę?" spytał. Nie, ktoś inny mi nasikał na test i postanowiłam zrobić głupi dowcip. Co za durne pytanie
"Nikomu nie mówimy" zastrzegł od razu.
Nie wiem jak to będzie wyglądało teraz, miałam zaraz rozpoczynać pracę, a co najmniej poszukiwania, skończyć licencjat, co pewnie akurat się uda,no ale w moim przypadku czekanie to najgorsza opcja... Więc tylko się cieszę, a pieniądze... Cóż... Jakoś będą musiały się znaleźć. O ile oczywiście będzie wszystko dobrze. Musi być! Musi! Musi! Musi! Nie przeżyję drugi raz takiego zawodu, choć już teraz podchodzę z większą rezerwą. Tyle się naczekałam... Wiem, że inni czekają dłużej, ale dla mnie to i tak był kawał czasu. I mam tylko nadzieję, że nikomu nie zrobiło się przykro, jak zobaczył tą moją małą zieloną kropkę. I że ta kropka już zostanie. Na zawsze :*
5 dzień cyklu
50,8 kg
Dzisiejszy dzień był dziwny... Wstałam mega wkurzona na mojego M.! Wczoraj obiecał śniadanie do łóżka... ale wczoraj siedział do 2:30 i chyba na wpół przytomny nastawiał budzik. Zamiast o 8:00 wstaliśmy po 9:00!! A o 10:00 przyleźli faceci z Netii montować nam telewizję... I jak się tu nie wkurzyć!
Cały poranek, zamiast miły i spokojny spędziłam w biegu, żeby zdążyć się ubrać, ogarnąć... ehh
Potem już w ciągu dnia miałam kiepski humor... Ciągle martwi mnie sprawa dentystyczna... Niestety mam tendencję do nadmiernego "martwienia się na zapas" 
Robiłam porządki w swoich ciuchach przed nadejściem jesieni. Zostawiłam kilka rzeczy, które są na mnie za duże w nadziei, że niedługo mogą być przydatne. A potem naszła mnie myśl, że może tylko naiwnie tak myślę i się rozpłakałam... Nie lubię takich kiepskich dni!
Byle do czwartku...może wtedy się uspokoję!
______________________
1 śniadanie: kanapki z chleba żytniego z białym serem, wędliną z pieczonego indyka, pomidorem, papryką czerwoną i kiełkami + herbata z pokrzywy
2 śniadanie: grejpfrut
Obiad: pieczony kurczak z kaszą pęczak, suszonymi pomidorami i natką pietruszki
Podwieczorek: jogurt naturalny z pomarańczą, miodem, orzechami laskowymi, siemieniem lnianym, amarantusem i pestkami dyni
Kolacja: pomidory z mozzarellą, oliwą z oliwek i bazylią + sok z buraków i jabłek (wyciskany w sokowirówce)
Ile kobiet tyle zdań
Moje jest takie a nie inne i nic go na razie nie zmieni. Może po urodzeniu będzie inaczej, ale dziś pozostaję przy swoim. No niestety, jestem mało skłonna do poświęceń...
Dziś był film... Tylko Gruzja nie znana nam jest, poza tym wszędzie dotarliśmy już. Tęsknię za podróżą...

12+1 ale ten czas szybko leci jutro usg genetyczne boje się bardzo nie mogę przestać o tym myśleć choć w głębi serca wiem że wszystko musi być dobrze. w niedziele miałam 25 urodziny i powiedziałam mężowi że jedyny prezent o jakim marze to żeby wszystko było dobrze z naszą kruszynką
od początku tyg mam głupie sny z nerwow przed tym usg a mąż nic wcale się nie przejmuje mówi że nie potrzebnie się martwie bo i tak będzie dobrze ale ja tak nie potrafie. obym jutro skakała z radości jak w dniu w którym dowiedziałam się o Ciąży;) prosze trzymajcie kciuki z całych sił
No to na dziejszym USG zobaczyliśmy nasza najwspanialszą najkochansza jedyna fasoleczke z bijącym serduszkiem. mama i tata bardzo szczęśliwi i całym serduszkiem kochamy nasze maleństwo.Mamy tez pierwsze zdjęcie naszego 13mm szczęścia :-* cudownie 
Aha no i prawdopodobnie ciąża jest dwa dni młodszą mamy 7tyg i 4dni
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2014, 21:46
Chcę już koniec cyklu ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2014, 23:03
25+3
Dziwnie.
Pierwszy dzień na przymusowym L4.
Padłam ofiarą skracającej się szyjki.
Nigdzie się nie spieszę, nic nie muszę. Żadnych makijaży, garsonek ani pantofli. Zamiast tego piżamka lub dres. Zero szaf zastawionych segregatorami czy biurka zawalonego papierami. Teraz kursowanie na zmianę łóżko - kanapa, boczek prawy - boczek lewy (z naciskiem na lewy oczywiście
)
Temu wszystkiemu pewnego uroku dodaje remont elewacji i panowie zaglądający do moich pozamykanych na głucho okien (co za zaduch!) "Kur...a rzuć mie ten młotek!"
Byla dzis kolezanka i uff w koncu sie wygadalam 
Kazala sie nie denerwowac ani stresowac... wiec taki mam tez zamiar.
Ovu zmienil mi date owulacji na sobote... wiec zobaczymy co bedzie... jeszcze 1,5 tygodnia i sie okaze 
Trzymajcie kciuki a ja sie zamierzam teraz juz tylko relaksowac...
w koncu serduszkowanie bylo - czyli praca wykonana
cały czas kłucie i ból w jajnikach, az biegac nie moglam w pracy a co dopiero cos dzwignąć.zamówiłam test na allegro wczoraj, akurat minie parę dni zanim dojdzie, okaże się czy to przed @ czy ciąża:) ale nigdy takich bóli nie miałam przed @ i mam przeczucie ze sie udało:) oby.
Powrót
Jestem z powrotem...
Potrzebowałam czasu, żeby wszystko poukładać...
88macola miała rację...(dziękuję za radę)
porzuciłam stronę ovu na dwa tygodnie i starałam nie myśleć o naszym problemie i żyć jak kiedyś...
Zrestartowałam się
Teraz widzę, że zagubiłam się w "staraniach"...nie doceniałam, że mam wspaniałego męża, że jesteśmy zdrowi (odpukać), że się kochamy...
Nie ukrywam, że jest mi ciężko, gdy kolejna koleżanka informuje mnie, że jest w ciąży...
mam wówczas gorszy dzień, cieszę się ich szczęściem i mam nadzieję, że wszystko będzie przebiegać dobrze i będą mieć zdrowe dzieci...
ale ukłucie bólu już chyba będzie zawsze towarzyszyć mi w takich sytuacjach...
niekiedy nawet po powrocie do domu muszę sobie popłakać, nie potrafię powstrzymać łez...po czym myślę sobie, że jestem głupia łzy i tak nic nie zmienią...trzeba żyć dalej...podnieść głowę...
Mam nowe siły i będę walczyć....
Rozmawiałam z mężem i spróbujemy inseminacji...choćbyśmy musieli jeździć do Warszawy!!!
Mam nowy plan!!! i mam zamiar zacząć go realizować!!!
1. badania genetyczne
2. inseminacja
j.
Przerwa od Ovu była, ale nie od myślenia i przeżywania. Zmienne nastroje mnie dobijają. Raz wydaje mi się, że się wyciszyłam, uspokoiłam, zdystansowałam co do swojej sytuacji ale kiedy wracam do domu po kolejnym badaniu, kolejnych wynikach, kolejnej wizycie w aptece - zły a wręcz fatalistyczny nastrój wraca....Siódmy cykl starań się zakończył, ósmy się zaczął....aktualnie wiemy że owulacja jest, i to dosyć szybko, cykle i okres się skracają przez luteine, endometrium rośnie, plemniki mego M ruchliwe, żyją i jest ich całkiem sporo ale ciąży BRAK. Pragnienie bycia matką, staje się moją obsesją, przesłania mi radość życia i sprawy na których mi zależało, nie chcę tak żyć. Chcę być znów sobą. Spełniać swoje marzenia, być szczęśliwa i radosna. A jednocześnie jak być szczęśliwą i spełnioną bez dziecka ??? Nie potrafię tego pojąć, dlaczego muszę tak długo czekać na swój CUD??? Najgorsza jest bezsilność i czekanie....Musze się uspokoić bo zwariuje....
dzis skonczyla mi sie @
moj kochany L zrobil mi niespodzianke i od niedzieli jestesmy juz razem
tak bardzo sie ciesze!!!
a ze ostatnia @ spoznila sie o caly tydzien to mamy szanse na staranka w tym miesiacu
kupilam termometr owulacyjny i zobaczymy jak bedzie 
Cholera to nie jest łatwe, jak do pracy przychodzi dziewczyna, którą się zastępuje, ze swoją dwu-miesięczną córeczką się nią "pochwalić" i wszyscy się nią zachwycają a młodej mamie gratulują... To nie jest łatwe nawet jeśli samemu stara się dopiero od 3 miesięcy... To cholera w ogóle nie jest łatwe i to, że ja nie umiem jej pogratulować ani zobaczyć malutkiej też mi się wcale nie podoba ;/ co się ze mną do diabła dzieje?! Nie jestem taka! Jestem szczęśliwa, gdy innym się powodzi, gdy im spełniają się moje marzenia. Dlaczego teraz się nie cieszę? Dlaczego nie umiem wstać od biurka, podejść do niej i powiedzieć "Pieprzone gratulacje, że masz to co ja powinnam mieć"?! Nienawidzę siebie za to... ;(
Witam sie....u mnie jest cholerna 4:58 rano!!!!
To mierzenie temp mnie wykonczy, na szczescie dzisisja albo jutro bedzie @ i juz bede spac jak zabita, chce juz odpuscic to mierzenie po owu w nastepnym cyklu, bo juz mam dosyc tylko jeszcze nie wiem jak to zrobic, bo po mimo tego ze wiem ze gowno z tego to to mnie ciekawi czy progesteron jest wyzszy itd, masakra generalnie, leb mam zryty 
Ten cykl to byl trzeci po hsg...ktoro jak widac gowno dalo
nadzieja maleje z kazdym cyklem
W listopadzie pierwsza insemka , gadalam z m na ten temat on niby ma nadzieje ze to jest nasza szansa, ja tam juz w to nie wierze
Mowilam mu ze cos musi byc z nim nie tak, bo zre jak kon a nie tyle wogole, i ma niedowage, ma biegunki,wstaje do kibla w nocy a ma dopiero 27 lat..to nie jest normalne, umowilam go do lekarza wczoraj, babka zadzwonila o 19...no i niby nawet sie przejela....dzisiaj idzie po pudelki na mocz i stolec, o 3 ma oddac krew ma mu zrobic na wszystko wlacznie z tarczyca na czym mi zalezalo najbardziej i poprosilam zeby powtorzyl nasienie i tez mu dala skierowanie wiec moze cos z tego bedzie
Wkoncu sie czuje ze on cos robi w danym kieruknu, a nie tylko ja pcham w siebie tablety i ziola i chuj wie co jeszcze a on siedzi i nawet tej jednej tabletki czasami zapomni wziac i mi sie odechciewa wszystkiego wyedy......wizyte juz ma umowiona na przyszly wtorek w sprawie wynikow co jest cudem bo zazwyczaj tu jest tak ze jak sa wyniki dobre to nic nie robia a jak zle to dzwonia i dopiero wtedy umawiaja, wiec ona z gory juz widzi ze cos jest zle i ja juz dawno mu mowilam ze cos jest zle ale to sie tak odwlekalo bez sensu, a teraz zostalo 2 miesiace przed insemka zeby to wyregulowac bo tylko sie szanse zmarnuje
Zobaczymy co sie okaze w przyszlym tygodniu...miejmy nadzieje ze da rade go podleczyc przed przyszla owu 
Ja chce isc zeby mi moje badania powtorzyli i oddali moje wyniki ale to juz moze nie byc takie latwe 
Brzuch mnie boli jak jasna cholera na @, wiec jak dzisiaj przyjdzie to znaczy ze jednak byla 14 dc albo cos castagnus namieszal, ale z tego co wiem to on ma wydluzac fl a nie skracac...juz nic nie wiem
ale mam wrazenie jakbym miala zaraz dostac,mus cos na siebie zalozyc....zawsze miala plamienie w tym dniu a ty chyba mnie zaleje cos czuje, wiec fl mi sie skrocila o jeden dzien, nie podoba mi sie to....zobaczymy
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2014, 06:41
3 tygodnie do roczku a Oli jest już małym mężczyzną.
Mamy tyle nowych umiejętności,że nie sposób spisać,ale z takich codziennych to rano pokazuje,że chce iść na dwór (uwielbia!), pokazuje ucho,gdzie pada deszczyk, rozpoznaje każdego jak się poprosi by popatrzył, nauczył się włączać światło
interesują go wszystkie męskie robótki i robaczki na dworze
jest bardzo komunikatywny i silny,przez co wczoraj wylał wodę z wanny
stawia już pierwsze samodzielne kroczki, wstaje sam bez podporu i stoi trzymając równowagę.
Wczoraj rano zmarzł jak siedzał z mężem,przyszedł do mnie pod kołderkę i leżeliśmy wtuleni- kocham te momenty 
Dużo nawija, woła nas mama,tata,baba,dada -wie kto jest kim.
No jest kochany,kocham go nad życie! Synuś mamuni zdecydowanie 
Moja Pola uwielbia Olunia. Pilnuje go i martwi się jak się uderzy i płacze. I chociaż czasem się denerwuje ,ze jej coś zburzy to dzieli się zabawkami i mają wspólne zabawy na które uwielbiam patrzeć
Gadułka odważna się zrobiła,złożyłyśmy papiery do przedszkola i ona się cieszy a to najważniejsze 
A całkowicie poza tematem.. mamy w rodzinie przypadek korony. Koronosceptyką mam ochotę napisać wypier papier. Cieszę się ,że jesteśmy z mężem rozsądni i chronimy te nasze szczęścia.
Znowu deszcz i ziąb - tylko 10 stopni... ;P
Wczoraj kłótnia z P., na szczęście już zażegnana, ale czasem robi takie rzeczy, może nawet nieświadomie mnie rani, że zdarza się, że się zastanawiam: "Co ja tu robię? Czy takiego życia chciałam?..." ;( ehhh..... ;/
Jutro ginek, boję się kurcze, że powie, że muszę odłożyć starania na X czasu, albo co gorsza, że mam jakieś pieroństwo typu endometrioza czy coś i że nie mogę mieć dzieci... Chociaż po wczorajszej kłótni to może i byłoby tak lepiej?... ;( Do tego kierunek - szpital i może uda mi się wcisnąć na operację jeszcze w tym roku ;P
Życie niech biegnie swoim rytmem, nie planuję, nie marzę bo ono i tak to zweryfikuje, a P. ma olewczy stosunek do wszystkiego więc i ja będę miała ;P wczoraj po kłótni wypiłam dużą lampkę wina. Jak to mówi mój kolega z pracy: "Alkohol nie daje odpowiedzi, ale pozwala zapomnieć pytanie." Hm, coś w tym chyba jest 
Ogólnie - do dupy, zlewka całkowita, niech Bóg zadecyduje... ;/
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2014, 09:39
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.