Już po naszej wycieczce. Pozwiedzałam, odpoczęłam, wracam do codzienności 
Jakieś dziwne plamienie mi się przyplątało. Dziś zaczynam brać Luteinę.
Czuję się taka jakaś wymemłana i śpiąca.
Pozaglądam co u Was, a potem idę spać 
Hormon tyreotropowy - TSH
2,30 mU/l ---> 0,27 - 4,2
Trójjodotyronina wolna - fT3
4,93 pmol/l ---> 3,1 - 6,8
Tyroksyna wolna - fT4
17,57 pmol/l ---> 12 - 22
K*rde, tsh skoczyło... poprzednie wyniki:
Hormon tyreotropowy - TSH
0,90 mU/l ---> 0,27 - 4,2
Trójjodotyronina wolna - fT3
5,41 pmol/l ---> 3,1 - 6,8
Tyroksyna wolna - fT4
20 pmol/l ---> 12 - 22
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 września 2014, 21:01
dzis po @ ani widu ani slychu...wlasciwie byla inna niz wszystkie...bo tylko pare dlugich skrzepów i tylko plamienie....
tylko teraz jest pytanie walczyc dalej odpuscic sobie co ja mam robic obawiam sie ze jestem z tymi moimi myslami sama..wiem ze za mnie nikt decyzji nie podejmie...dzis w pracy znieczulalam pacjenta ktorego zona w ciazy w 7 mies czekala na korytarzu a jemu szyli raczke a on mowi ma Pani dzieci a ja ze nie mam ...a on widzi Pani ja z zona walczylem 7 lat inseminacje in vitro to tamto ...zylismy jak kroliki doswiadczalne...wkoncu doszlo do nas ze nie bedziemy rodzicami...i co zona zaszla w ciaze i bede mial 2 corki bliźniaczki dlatego warto wierzyc i warto marzyć !!! Tak mnie to podbudowalo ze pomyslalam ze moze wlasnie przeciw temu co powiedza inni...i kolezanki te "uprzejme" co nigdy nie musialy sie spotkac z takim dylematem powiem bede walczyc...tylko nie tak na sile nie z lataniem po lekarzach bo od mojego bialego fartucha mnie odrzuca na sama mysl...tylko zamierzam zyc dbac o dom meza nie skupiac sie tylko na tym ze bo ja chce to musze mieć...i nie tylko myslec bo tylko ja przezywam ...nie ranic bliskiej mi osoby...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2014, 00:37
A na Polsacie o 22:05 "Sara"
Chyba nici z ciąży... właśnie poszłam do toalety. ..mam lekki brązowy śluz. Jutro pewnie będzie bardziej obfity no i w niedzielę przyjdzie ciota...
35 tydzień zaczęty (34+0)

szkoda tylko że w szpitalu
... moje wyniki są takie sobie morfologia jest dobra lecz czynnik dotyczące Cholestazy nie spadają za bardzo no i w moczu pojawił się cukier
, daty cc nie poznałam jeszcze ordynator powiedział że mam na Niego nie naciskać
tak więc nie wiem czy za tydzień czy za 2
, do tego z lekarką moją zadecydowałyśmy że skoro cc ma być nie długo to odstawiamy zastrzyki na krzepliwość bo 5 dni wcześniej trzeba je odstawić a jak dziś o tym powiedziałam ordynatorowi to kazał je z powrotem włączyć
... kurcze ja wiem że jestem tu dla mojego skarba ale nie cierpię leżeć w szpitalu
z resztą kto lubi!!!! Do domu mam 2 km i nie mogę tam iść!!!Dobrze że pielęgniarki i położne są super!!!
Mimo, że pogoda za oknem nie zaciekawa - to będzie dobry dzień
Moje kochanie przyjeżdża, a biorąc pod uwagę fakt że temperaturka jeszcze nie poszybowała w górę - dzień jest idealny
czuję, że owulacja tuż tuż
Kurczę no, tak strasznie się cieszę
dzisiaj
, w sobotę powtórka. Jejjj może się uda 
Dziś wizyta u endokrynologa-ginekologa 
trochę się boję i nie mogę się doczekać.
Mam nadzieję, że bedzie miał dla mnie dobre wieści 
jestem w okresie owulacji i mam nadzieję że pozytywnie oceni moje jajeczkowanie 
a jeszcze wcześniej jadę po wyniki anty TPO ft 3 i ft 4 -stres stres stre...
p.s. Ale się cieszę że Zyrcia w ciąży! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2014, 14:38
Dobrze że podjęłam decyzje o wizycie u dentysty. Ściął mi kapturek (kawałek dziąsła:/ )przez który chyba mam stan zapalny i muszę się zgłosić po antybiotyki. Mój jadłospis aktualnie ogranicza się do kaszek, jogurtów bo nie jestem w stanie niczego przegryźć
Jeśli chodzi o sprawy ginekologiczne to byłam wczoraj u lekarza. Powstała torbiel krwotoczna, która ma zniknąć w czasie @. Kolejny cykl będę miała stymulowany, monitorowany i również dostanę zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka. Teraz obawiam się jednego... że nasze marzenia o rodzicielstwie znowu się przesunął w czasie przez cholerne "zęby mądrości"
Remontu ciąg dalszy. Zawirowania z drzwiami wejściowymi przechodzą ludzkie pojęcie. Zamówiliśmy je 4 tygodnie temu, miały być w zeszłym tygodniu ale nie przywieźli, miały być dzisiaj ale nadal ich nie ma, ale twierdzą, że będą jutro na 100%. Oby...
W sobotę byliśmy na weselu, było super. W niedziele były poprawiny. M się załatwił, no ale odpuściłam mu. Szkoda nerwów.
Temperaturę nadal mierzę. Teraz jakby wyższa. Ale może to kwestia tego, że to druga połowa cyklu. Teraz czekam na @. Ma być w okolicach 4 października.
Do lekarza nie pojechałam, jakoś nie mogłam się zebrać. Ale może się jeszcze kiedyś zbiorę. Na razie babcia nabawiła się jakiejś infekcji. Lekarz dał jej antybiotyk. Muszę jej przemycać tabletki w jedzeniu bo normalnie nie chce połykać. Jeszcze jeden dzień da rade ale później twierdzi, że jej nic nie pomaga i pluje. Gorzej niż z dzieckiem.
6cs
27dc
12dpo
czwartek
Brzuch delikatnie pobolewa, jak przed nadejściem @. Okropnie to przygnębiające, że już 6 cykli naprawdę się staramy i nic. Z drugiej strony, cieszę się, że 1 dzień cyklu nr 7 nadejdzie w sobotę - bo w pracy było by ciężko... Chociaż tyle łaskawości z Nieba.
Mam zaleconą stymulację CLO od 7cs, monitoring i Duphaston, ale jakoś nie jestem do tego przekonana. Ostatnie 3 miesiące miałam usg i mam pęcherzyk, rośnie. Po co CLO? Wydaje mi się, że nie w tym problem. Uważam, że najpierw powinno być badanie nasienia, potem hsg, a potem jak się okaże, że nasienie jest ok i drożność ok, to można stymulować. Naczytałam się na forum o przestymulowaniu, o torbielach wielkości 6,5 cm. Trochę się boję. Cykle mam regularne od lat, co 25-29 dni. Od 3 miesięcy monitoring jest i pęcherzyk rośnie. Po co lekarz zalecił CLO? Nie wiem, co mam robić.
Od 7cs biorę się za odchudzanie, zdrowe odżywianie. Nie chodzi tylko o odchudzanie, ale o sprawność ciała, której mi brak. Dobrze to ja tylko chodzę, siedzę i leżę. Z resztą czynności typu: podskakiwanie, zeskoki, naskoki, gibkość, biegi, wytrzymałość itp. jestem na bakier. Totalne dno osiągnęłam w tym zakresie.
Suzi Hoover (uczestniczka programu "The biggest looser" sprzed kilku lat) zamieściła na facebooku taki wpis, który mnie bardzo motywuje:
"Odchudzanie jest trudne.
Utrzymanie zrzuconej wagi jest trudne.
Bycie grubym jest trudne.
Wybierz swoje "Trudne"."
No właśnie...
We wtorek obrona. Wow. I to już będzie koniec mojej 3-letniej co weekendowej mordęgi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2014, 10:23
Myślę jednak , że nici z tego cyklu..zobaczymy do niedizeli jak będzie okres to zmiana planów .
Dziś fajowy dzień, bo po 15 jade odebrać moj nowy kochaniutki aparat i lece dzisiaj w plener ! Wreszcie bede mogla sie realizowac i poswiecac czas na to, co lubie.
Masakra, jeszcze 3 miesiace do slubu a ja nic nie mam ! Kase wydaje sie na zupelnie cos innego, czego w nie ma w planach:) Dobra, ciul, jakos to bedzie
odkurzacz musimy kupic dzisiaj jeszcze bo sie zepsul.
Śpiący dzien dzis bardzo,a nuuuudny ..
jeszcze 4,5 godziny i do domu:)
/idę w srode na monitoring:)
Wiecie, tak patrzę teraz na spis pamiętników i widzę, że naprawdę dla wielu kobiet stworzenie wpisu jest jedną z pierwszych rzeczy, jakie robią rano. Normalnie pomyślałabym, że to dziwne, ale szczerze otworzyłam oczy i pierwsze co zrobiłam to miałam ochotę opisać wam moją poranną przygodę. Powstrzymała się, ale teraz już jestem i piszę. A więc:
Jak już wcześniej wspominałam, termometr służy mi również jako budzik po drzemce. Jednak niestety chyba został już maksymalnie wyeksploatowany (co dziwne, bo mam go dopiero miesiąc) i przestał piszczeć. Więc teraz wyobraźcie sobie taką sytuację: leżycie w łóżku z plastikowym ... między nogami i zasypiacie (jak to po budziku). Nagle, nie wiadomo po jakim czasie otwieracie oczy, patrzycie na zegar i okazuje się, że jesteście spóźnione. Kto by w takiej chwili pamiętał o termometrze między nogami? Ja bynajmniej. Zerwałam się z łóżka jak szalona i jak równie szalona spadłam na glebę. Otóż co się stało: zaplątałam się we własne majteczki!
Muszę iść po nowy termometr - przecież nie mogę zrezygnować z porannego rytuału.
Trzymajcie się ciepło
Jestem załamana...nie wiem co sie stało:(
Po badaniu szyjki pokazała mi się świeża krew. Co to ma być w ogóle nie chce jej widzieć przez 9 miesięcy!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2014, 07:40
Nadszedł wieczór. Upragniona ulga. Pierwszy - i najgorszy dzień krwawej inwazji za mną. Teraz będzie tylko lepiej.
Łykając dziś tabletkę za tabletką myślałam o tym jak to ciężko być kobietą
Nie mam tu na myśli bólu miesiączki, ani nawet bólu porodu. Z tym sobie radzimy! Ba, głęboko wierzę, że w przypływie złości powaliłybyśmy na rękę niejednego osiłka. Jesteśmy w stanie dużo przecierpieć i jeszcze więcej znieść w imię wyższej idei. Ale każda porażka, zwłaszcza na polu walki z własnym ciałem, podcina nam skrzydła. Nie robi tego z dnia na dzień, że już, że łup i- depresja. Dzieje się to bardzo powoli. Towarzyszy temu codzienne zaklinanie rzeczywistości, okłamywanie samego siebie, że jest dobrze. Nie mowię, że to mój przypadek. Nie mówię też, że nie. Dostrzegam jednak, że z każdym kolejnym negatywnym testem, z każdą kolejną rozpaloną na nowo iskierką nadziei, z każdym kolejnym bolesnym (nawet nie wiecie jak bardzo w moim przypadku) porankiem z @ w roli głównej - umiera we mnie jakaś mikro-wersja-mnie. Pamiętam, jak na samym początku naszych rozmów o staraniach mówiłam mojemu M., że to musi być chyba najgorsze uczucie na świecie - starać się o dziecko i nie móc się go doczekać. Teraz mam namiastkę tego, co czują dziewczyny, które mają za sobą wiele więcej bezowocnych cyklów za sobą.
Mamy przesrane. Cały psychiczny ciężar związany z "zajściem" dźwigamy na naszych wątłych barkach. Same - mniej lub bardziej świadomie - dajemy sobie wejść na głowę. Czytamy, analizujemy, mierzymy, liczymy, łykamy, badamy, sprawdzamy, wszystko w tym jednym, małym celu.
Nie myślcie proszę, że mam depresję. Moje podejście do całej sprawy jest optymistyczne i głęboko wierzę, że już w tym cyklu będę mogła tu napisać, że zobaczyłam przepiękną drugą kreskę 
Jutro rano CLO do śniadania:)
Wkoncu zebralam sie w sobie i wstawilam malucha w 3d pod opisem z 18 wrzesnia...
Dzisiaj nerwowo. Muszę wszystko w pracy ogarnąć bo jutro jadę do Mojego D i nie będzie mnie ponad tydzień. Mam tyle pakowania w domu że nie wiem czy się w ogóle wyrobie bo w sobotę przyjeżdża duże auto po rzeczy. Dostałam dzisiaj mmsa od mojego D z położonymi w sypialni panelami
fajnie już zaczyna mieszkanko wyglądać. Co prawda tylko 36m ale będzie pięknie
nie mogę się doczekać jak zobaczę na żywo i jak kuchnia przyjedzie. Będzie tyle nerwów i zmęczenia w następnym tygodniu że aż się boję czy będziemy mieli siłę serduchować
będę się musiała mocno postarać żeby ten cykl był owocny
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2014, 14:51
Wczoraj byliśmy na urodzinach brata Łukasza..
Jego żona w ciąży, obok siostrzeniec Łukasza wszystkich zabawia...
Smutno mi było. Dlaczego ja nie mogę tak radośnie rozmawiać razem z nimi.
Co chwilę było tylko słychać "Jak ja byłam w ciąży to..." , "Bo jak ja się dowiedziałam że będzie chłopiec to...".
A ja siedziałam z głową w dół i się przysłuchiwałam... Myślałam że tak bardzo chciałabym móc też się wypowiadać w temacie ciążowym.
Boje się że długa nam się nie uda. że będą przychodzić kolejne @, a mój dobry nastrój który wczoraj gdzieś tam był - nagle minie tak szybko jak się pojawił.
Chciałabym być już w ciąży. To już nie jest chęć, to już jest potrzeba.
Wczoraj jak widziałam Łukasza z siostrzeńcem na rękach... Moja myśl to "czemu ja nie mogę Łukaszowi dać dziecka".
Czuje że mój dobry humor wyparowuje.. Przynajmniej na dziś dzień. Znów mam łzy w oczach.
Czytałam ostatnio pamiętnik o nowennie pompejańskiej(tak to się pisze?), chyba zacznę ją odmawiać...
12tc+2d
Jesteśmy po wizycie u ginekologa, mialam robione badania prenatalne. Na USG wszystko wyszlo bardzo dobrze: narzady sie wyksztalcily, serduszko łupie ❤, nożki i raczki sa, przeziernosc karkowa w normie. Krew pobrana, czekam na wyniki.
Kolejna wizyta za miesiac. Moge odstawic duphaston, ale mam pozostac przy luteinie. Zobaczymy jak bede sie czula.
Mimo tych radosnych nowin od dwoch dni chodze bardzo przybita i smutna. Wszystko za sprawa wojny na Ukrainie. Mocno mna to poruszylo.
Teraz kiedy potrzebuje spokoju i odpoczynku drże o naszą przyszlosci.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2022, 13:03
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.