Dziś miałam ochotę powiedzieć mamie, ale muszę wytrzymać chociaż do wizyty. Wtedy będę wiedziała na pewno czy są 2 maluszki
Wyluzowanie niestety nie idzie mi najlepiej. Każda wizyta w toalecie to strach. Mam niewielkie plamienia, w sumie to tylko różowy śluz. Lekarz mówił że nie ma czym się martwić, ale nie umiem. Myślę pozytywnie, ale po prostu się boję. Nie mam żadnych objawów, chyba wolałabym zawisnąć czasem nad kibelkiem
No może jestem bardziej śpiąca i leniwa niż zwykle, ale nic poza tym. Nie mogę doczekać się wizyty, chociaż wiem że może jeszcze nie być serduszka/serduszek. Oby wszystko było dobrze 
Porada dnia
Temperatura mierzona w pochwie jest zazwyczaj bardziej stabilna niż ta mierzona w ustach. Jeśli zatem mierzysz temperaturę oralnie i obserwujesz u siebie duże wahania temperatur, od przyszłego cyklu spróbuj dokonywać pomiaru waginalnie. Nigdy nie zmieniaj miejsca pomiaru w trakcie trwania cyklu, ponieważ temperatura bazowa w tych dwóch miejscach jest różna (w pochwie jest zazwyczaj wyższa niż w ustach).
W przyszlym miesiacu moze sprobuje waginalnie. hmmm. MOZE bo znajac zycie leniwiec wygra hehe
Drugi dzień oczekiwania.
W pracy nadal napięta sytuacja i stres. Uwielbiam swój zawód, ale nie znoszę nowego miejsca pracy. Na szczęście to tylko do końca stycznia. Muszę przetrwać.
Depresyjnie się czuję dzisiaj. Jak kupa. Może to jakieś jesienne przesilenie?
Gardło mi wysiada. Codziennie piję siemię lniane (wczoraj zapomniałam), ale pobolewa mnie co jakiś czas od trzech tygodni.
Znowu smęcę.
Dziękuję bardzo za wszystkie ciepłe słowa !!
mallinka czekam aż odwiedzisz Łódź ! 
Sama nie wiem co mam napisac... moze wysratczy to ze dzisiejszy dzień przywitalam łzami płaczem i rozgoryczeniem. Wczoraj 15 dc dowiedzialam sie ze prawdopodobnie owulacja u mnie nie wystapila. Lekaez powiedzial temperatura to nie wszystko:( na usg nie widzial pęcherzyka żółtego, a nawet jakby juz pękł to zostawia po sobie jakis ślad a u mnie nic! Nie idę dziś do praca sklamalam że jestem chora, nie dalabym rady. Jeszcze to do mnie nie dociera... 
Ne wierzę... 20% ciąży za mną...ale kiedy?jak?
leci ten czas nie ubłaganie 
hmm...jutro sądny dzień...WAŻENIE, co tydzień w sobotę rano wskakuję na wagę
u Gin ważyłam 57,3 czyli 300g mi przyszło
zobaczymy co jutro pokazę
Już jestem spokojniejsza. Udało mi się na jutro umówić mnie i Marysię na test. Wynik powinien być w 24h. Mąż robił rano i juZ miał wieczorem.
@Czekamy, u nas test ma znaczenie bo Marysia miała tydzień temu objawy jako pierwsza z nas, a ja też miałam 3 dni słabe, więc spodziewam się pozytywnych wyników. Wtedy za 10 dni Marysia wróci do klubu, a nie za 17 i w sumie o to nam głównie chodzi😉
Mój tata zaszczepił się Astrą i fatalnie się czuje. Martwię się o niego. Mówiłam żeby poczekał na inne szczepionki, ale kurczę on twierdzi że Astra i Sputnik to są najlepsze szczepionki 🤦 Mama za to nie chce szczepić się wcale i twierdzi że wypadła z systemu🤦 Nooo, głową muru nie przebijesz🙈
Marynią dziś zaczęła kombinować jak tu wstać przy pufie, puścić się i stać bez trzymania. Lubi też chodzić jak ja siedzę na podłodze, a ona mnie trzyma za ręce i krąży wokół mnie (jak wstanę to ona siada 😉🙃). Sama jej nie prowadzę za ręce bo nie powinno się tego robić, ale jak dzieć sam chce to trzeba pomóc, bo się robi afera 🙈 Ja wiem, że w jej wieku wiele dzieci już chodzi, ale ona ma swoje tempo od początku, a na chodzenie ma jeszcze statystycznie 3mc, więc bardzo się cieszymy z każdego jej nowego osiągnięcia. Aaaa i pluje wodą daleko poza tackę Antilopa😂🙈 No i zaczęła wypijać wodę z wanienki albo kubeczkami albo bezpośrednio robiąc bulbulbul (prawie nurkuje 😱🤭🙈) przez co ja mam zawał serca, bo już mam wizję zachłyśnięcia😱😫 Słowa NIE moje dziecko wybitnie nie przyjmuje do swojego słownika, chociaż bardzo dużo słówek już rozumie. Ma też arystokratyczne odruchy odmowy, ale trudno mi nawet odpisać o co chodzi 🤭😉😂
Idę spać, bo wczoraj do północy rozpaczałam i się denerwowałam z powodu mężowego Covida. Teraz staram się myśleć że to ostatni tydzień gdy mam Córeczkę tylko na wyłączność. Chwili trwaj ❤️❤️❤️
tempka poszybowała trochę w górę, śluz lepki i mało a więc raczej faktycznie jestem już po owulacji... zastanawia mnie tylko dlaczego tak mało miałam jej objawów? jajniki kłuły ale tylko troszkę (w sumie dalej czuję takie "piłeczki golfowe" ;P) tylko trochę mdłości jednego dnia miałam (tak jak miesiąc temu podczas owu). Nie wiem, czy mój organizm przed poprzednie 3 cykle tak dokuczał bo się oczyszczał po antykach i wracał do równowagi? W sumie zanim zaczęłam brać tabsy to poza bolesnymi i obfitymi miesiączkami na nic nie narzekałam, nie czułam owulacji. Może wracam do tego stanu? Wykres też ładny jak nigdy dotąd (poprzednie cykle to było coś w rodzaju: MWMWMWMW
) a może wcale nie miałam owulacji???
cóż, chyba pozostaje mi czekać na rozwój wypadków i modlić się, żeby cykl się zazielenił 
P.S. wytrwałam już 2 dni w Nowennie 
Ale miałam wczoraj nerwy wieczorem. Dziwnie zaczął mnie boleć, tak jakbym owulację miała mieć, na szczęście miałam testy owulacyjne. Wyszła jedna czerwona a druga blada kreska. Mam nadzieję że nie było owulacji bo to by znaczyło że ten cykl stracony 

okaże się w czwartek czy była czy będzie.... jadę zaraz do mojego D i trzymać kciuki żebyś znaleźli czas i siłę na serduchoanie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2014, 14:51
Troszkę zaniedbałam mój pamiętniczek. Od wczoraj walczę z jakimś choróbskiem. Herbata z miodem jeszcze nigdy mi tak nie smakowała. Koi ból gardła i rozgrzewa.
Mam nadzieję, że do poniedziałku będzie ze mną lepiej, bo chcę zrobić kontrolne badania TSH, krew i glukozę.
13 września mieliśmy chrzest wszystko przebiegło idealnie Inka uroczystość przespała i ogólnie cały dzień była bardzo spokojna jak to ona, tylko następnego dnia zaczęła się masakra jakby ktoś mi dziecko podmienił, mianowicie nauczyła się krzyczeć i może tak sobie bez żadnego konkretnego powodu wrzeszczeć całymi dniami, już nawet u lekarza byłyśmy żeby sprawdzić czy coś jej nie dolega ale wyniki w normie więc chyba po prostu taki etap w życiu szczególnie że od przedwczoraj zaliczamy delikatny progres ku lepszemu, oby tak dalej bo w innym wypadku moje dziecko będzie mnie musiało odwiedzać na oddziale psychiatrycznym 
Poza tym Inka zaczyna odkrywać że posiada stopy, najlepiej wygląda w czasie kąpieli jak się im przygląda tak jakby się zastanawiała, "moje czy nie moje hmmm ciekawe".
Zaczęłyśmy już rozszerzanie diety po pierwszej marchewce była wysypka więc spróbowałyśmy dyni, którą lubi, brokułami pluła więc na razie jej odpuściłam szczególnie że męczyły ją po nich gazy, drugie podeście do marchewki z ziemniakiem wyszło ok
.
Z owocków jemy jabłuszko, morele i banany, a jutro będziemy próbować szpinaku.
Dzięki dziewczyny za wsparcie!!!! Ale to wszystko nie takie proste!!! Moje dziecko idzie do komunii, mamy przymusowe chodzenie do kościoła po podpisy (bo niestety dzieci już mają dość, a to dopiero początek, a komunia już im się kojarzy z wieczną nauką niezrozumiałych przykazań i przymusowym siedzeniem w pierwszej ławce, a za chwilę będzie codzienny różaniec i droga krzyżowa
)
Tak więc weekendów to do maja nie mam możliwości wolnych sobie wziąć, poza tym sprawdziany, kartkówki gonią dyktanda. Porażka.
Wczoraj ciąg dalszy złych emocji, złego nastroju i nerwówki. Ludzie to chyba nie dadzą mi spokoju, jak mąż zmienił troszkę front ( bo nie było komu łóżka pościelić i prania powiesić), to teraz ludzie i dalsza rodzina mnie dobija. Ja już nie mam możliwości żyć swoim życiem, a ni oni nie umią żyć swoim, tylko moim. Bo ja powinnam szwagrom gotować, bo ja powinnam im sprzątać, bo ja powinnam przejąć po ich mamie obowiązki, ludzie w naszej miejscowości gadają ,że taka tragedia im się stała a ja jestem taką zołzą i że jeszcze jak ja mogę się wyprowadzać i ich zostawić (co jest nieprawdą, bo po co remontowałabym wszystko ). Ech boże czy ja już nigdy nie będę miała spokoju. Jeszcze gadają głupoty za plecami. Ręce opadają. Wiem że nie powinnam się tym przejmować, ale łatwo się mówi, ale ileż można.
Moje dziecko w brzuszku, przez to wszystko w nocy spać mi nie daje, tak szaleje, wierci się i rzuca. Z jednej strony cieszę się bo przynajmniej wiem że jest i nic mu nie dolega, ale te moje nerwy napewno się na nim odbiją,nie wierzę w to że nie, ale jak tu się nie denerwować. Gdy masz często gęsto ciśnienie rzędu 140/90 i tętno ponad 100. Porażka.
Oczywiście moje pierwsze dziecko też to przeżywa i nie rzadko obrywa, za mój nastrój, nerwy wyładowuję na niej, krzyczę i krzyczę na nią, co mnie także zasmuca, ale nie mam już siły, mąż ma wszystko gdzieś, rodzina mi dokłada, a ja jestem z tym wszystkim sama. Nie raz żałuję słów które do niej powiem, ale to wszystko w nerwach i złości, ona już ma mnie chyba dość, ale co ja mogę , co ja poradzę.
A jeszcze usłyszeć od męża będąc w 6 miesiącu ciąży, weź sobie coś na uspokojenie. FAJNIE!!!! NIE!!!! On nie rozumie że nie mogę nic wziąć, bo zaszkodzę dziecku
Nie ma to jak zrozumienie

BOŻE jak ja bym chciała wsiąść w samochód i gdzieś pojechać, prosto przed siebie, odpocząć i mieć wszystko gdzieś.
DziEki dziewczyny za wsparcie i otuchę karola84 i MadzikForever

Znowu niska temperatura 36.3. Przecież podobno podczas owulacji powinna podskoczyć do góry... Ale nie u mnie. Widocznie ovu się myli i owulacji nie mam (wiem, wiem on tylko przewiduje możliwość). Coraz bardziej i mocniej zastanawiam się nad moją płodnością. Prawda jest taka, że żaden lekarz nie potrafił ustalić, co jest powodem moich opóźniających się miesiączek. Przeszłam szereg badań powtarzanych co trzy miesiące: raz wyszły dobrze innym razem źle i tak w kółko. Leżałam w szpitalu na badaniach - ściągali ze mnie krew jak wampiry i... nic. Byłam u trzech różnych lekarzy i wiecie co usłyszałam (to było jeszcze przed ślubem i chęcią posiadania): dopóki nie zacznie się Pani starać, nic nie da się zrobić. A gdzie prewencja, gdzie profilaktyka? Hello, czy lekarz może tylko pomagać w już znanych chorobach?? Widział moje wyniki, wiedział, że nie tylko nie mam okresu ale i owulacji w ogólne.
Wyszłam, trzasnęłam drzwiami i nie wróciłam... Krew mnie zalewa jak pomyślę o ginekologach.
Znacie może kogoś dobrego w Katowicach lub w okolicach? Przecież JA wiem, że coś jest nie tak, to dlaczego oni wszyscy mnie zbywają i do tego zbywają za pieniądze... bo chodzę prywatnie.
Całuje :*
Tytuł: LAPAROSKOPIA
Wróciłam...
Przeżyłam...
Dokładnie dzisiaj mijają dwa tygodnie od zabiegu.
Do szpitala kazano mi przyjść dzień przed zabiegiem z samego rana. Zarejestrowałam się, dostałam łóżko, pobrano mi krew do badań (aż 6 fiolek!), zrobiono USG, badanie gineologiczne x2, EKG i na wieczór lewatywka. Przez cały dzień zjadłam bułkę i troszkę szpitalnej zupy- więcej już nie można było. Następnego dnia przed godziną 9 pielęgniarka dała mi małą tabletkę (chyba głupi jaś), przebrałam się w piżamkę szpitalną i zawieźli mnie z całym łóżkiem na salę operacyjną. Podłączyli kroplówkę, kazali usiąść na fotelu ginekologicznym. Tabletka zaczęła działać, bo od tej pory zaczęłam już mało kontaktować. W pomieszczeniu było pełno ludzi, coś mówili, lekarz bardzo niedelikatnie założył mi wziernik dopochwowo i się zaczęło... dostałam jeszcze jakiś zastrzyk do wenflonu, potem trzy wdechy w jakąś maskę i już spałam:)
Jak się przebudziłam to zwymiotowałam i poszłam dalej spać... Obudziłam się już na sali pooperacyjnej na oddziale ginekologicznym. Wszystko bolało i ciągnęło, wszędzie jakieś sznury (kroplówka, dren i jakiś pikający aparat podłączony do palca). Podano mi ketonal i kazali leżeć, nic nie pić, nie podnosić głowy- czyli masakra. Cały dzień leżenia na wznak- kręgosłup przyrastał mi już do łóżka, ale wytrzymałam:)
Następnego dnia zdjęto mi dren, pobrali krew i pozwolili już wstać i chodzić. Było ciężko, bo szwy bolały i ciągnęły, ale byłam z siebie dumna, że dałam radę i nie muszę już leżeć.
Śniadania jeszcze nie jadłam, bo nie pozwolili- za to dostałam w nagrodę dwie litrowe butelki potasu w kroplówce, który schodził 6h:/ Na obiadek zjadłam kleik- pierwszy raz w życiu jadłam tak bezpłciowe danie:P Odwiedziła mnie też teściowa i przyniosła mi jeszcze ciepłą szarlotkę, której nie mogłam nawet spróbować
Ale mam kochaną teściową
Aha, zapomniałam powiedzieć, że przez cały czas lekarze trzymali mnie w niepewności i nic mi nie mówili- czy zabieg się udał, czy nie. Po prostu NIC! Ta cholerna niewiedza była dobijająca,bo przecież poszłam tam, żeby się udało przepchać te jajowody i żebym mogła wreszcie zajść w ciążę! A tam po prostu podchodzili do człowieka jak do idioty...
Wyszłam w niedzielę, gdy się okazało, że potas jest już w normie. Dostałam receptę na 10 zastrzyków przeciwzakrzepowych w brzuch i pojechałam z mężem do domu. Od razu było mi lepiej:)
Minęły dwa tygodnie a ja nadal stoję w tym samym miejscu. Moja lekarka nic mi nie powiedziała. Czy mam się jeszcze łudzić czy zastanowić się nad in vitro... Dzisiaj do nej idę na zdjęcie szwów i oby mi coś powiedziała... jak nie to zmieniam lekarza!
Napiszę jutro co "szanowna" pani doktor wymyśliła...
Serduszkowanie - tak
mierzenie temperatury - nie
na spokojnie
romantycznie
bez stresu 


offline - do odwołania 
Dzień nadchodzącej małpy, której jeszcze nie ma. Ból podbrzusza wciąż jest no i jest tez brązowy śluz. Tylko na papierze toaletowym,wczoraj jak się podcieralam papierem to było lekko zakrwawione ale lekko bez żadnych skrzepow. A teraz nic takiego nie ma miejsca bytu..dziwne. Dziewczyny co myślicie to okres? Jakoś tak dziwnie zawsze pare dni przed okresem mam nasilajace się plamienia i w dniu okresu mega krwawienie, a teraz jakoś tak dziwnie. Zrobić test? Ale te plamienia to nie jest chyba objawa ciąży. ...
23dc chyba jutro zatestuje, choć nie widzę większego sensu, ale wychodzimy jutro i pewnie będę Piła jakiś alkohol, wiec chce go pić z czystym sumieniem. Za oknem piękna pogoda tylko mi jakoś nic sie nie chce, rozdrażniona jestem;( zaraz będę brała sie za robienie obiadu i do pracy na czwarta;((( ach życie ......
Odebralismy te rajstopy na zylaki i rewelacja. Nosze juz drugi dzien bo w nich czuje duza ulge bo nogi tak nie bola
Jedyny minus to ze ciezko jest sie w nie ubrac ( zajmuje mi to z 20 minut) a jeszcze gorzej zdjac , no ale w tym pomaga mi maz
Ogolnie jestem z nich bardzo zadowolona, troche uciskaja na brzuchu wiec zeby nie uciskac Julianka nie nakladam ich na niego tylko koncze pod brzuszkiem ale mysle ze juz po porodzie jak najbardziej przyda mi sie takie sciskanie brzuszka 
Kombinezonu nie kupilismy bo okazaly sie cienkie, ot na ta pore a nie na zime. Bylismy za nim w kilku sklepach i porazka zadnych porzadnych nie znalezlismy. No ale mamy jeszcze troche czasu to moze cos jeszcze znajdziemy. Poki co kupilismy Maxikowi kurteczke zimowa wiec chociaz to juz mamy z glowy. Trzeba jeszcze kupic kozaki i kombinezon i chce sie z tym wyrobic do porodu bo maz raczej sam sobie z tym zakupem nie poradzi a ja nie zamierzam potem latac po sklepach z noworodkiem...Gdyby nie to ze mlody chodzi do przedszkola to bym sobie ten kombinezon darowala ale do przedszkola trzeba go miec obowiazkowo...
Maximilianek znowu siedzi w domku chory. Wczoraj dostal silnej goraczki ktorej za nic nie moglam zbic wiec pojechalismy do lekarza i sie okazalo ze znowu mamy zapalenie ucha
Juz drugi raz w tym miesiacu i znowu antybiotyk
Lekarz powiedzial ze jak jeszcze raz na nie zachoruje to bedziemy musieli isc z malym do laryngologa usunac polipy. A ja cos czuje ze szybko sie tam znajdziemy bo maly malo odporny jest a w przedszkolu wiadomo co drugie dziecko smarka i kicha. Wiec niebawem napewno znowu zlapie katar. A od niego zaraz mu idzie na uszy
I co ja mam zrobic, jak go przed tym uchronic???
Pomalutku wzielam sie za Juliankowe pranie. We wtorek popralam juz wszystkie kocyki, spiworki, kombinezoniki a dzisiaj pieluchy tetrowe, flanerowe, myjki i reczniki. Po niedzieli zabieram sie za ubranka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2014, 12:49
Ciąża zakończona 25 sierpnia 2014
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2014, 14:05
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.