No to wczoraj pyknął nam miesiąc
W końcu zakończyłam kalendarz ciąży bo zapomniałam
Tak w skrócie:
-synuś jest super-chociaż czasem łobuzuje 
-karmimy się cycusiem, uwielbia się do niego uśmiechać jak już się naje i zasypia 
-robi się coraz cięższym klocusiem-dobrze niech Bąbel rośnie!
-uwielbia spacerki, jak już zaśnie to śpi i 3 h
-kąpiele są przyjemne, rzadko kiedy zdarza się że płacze, zazwyczaj jest spokojny i uwielbia jak tatuś go polewa wodą 
-czasem macha tak łapkami że się rozbudza, może ćwiczy jakieś ciosy czy co
niestety przez to drapie się pazurkami a tak szybko mu rosną, że nie nadążam obcinać
-zaprzyjaźnił się ze smoczkiem (chwała Bogu!) tylko jeszcze czasem wypada z tej maleńkiej buziuli to trzeba poprawić
-jak jest głodny to ciumka wszystko na około nawet cudze ciuchy leżąc na kimś a przy tym tak głośno cmoka że hej!
i dzisiejszy postęp: podczas zabawy dzwoniącą piłeczką zaczął się uśmiechać
już wkrótce pewnie będzie to uśmiech do mnie-nie mogę się tego doczekać!!
Jest cudowny i kochany i nie wyobrażam sobie życia bez niego! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2014, 20:08
Dziś rano przyszedł ordynator jak zwykle na obchód pyta co u mnie itd potem mówi że zrobimy usg i ustalimy co dalej
więc ja szczęśliwa że wreszcie się czegoś dowiem czekam , po godzinie woła na usg On i jeszcze jeden lekarz badają mówią że maluch bardzo duży jak na swój wiek 2800 że wszystko w normie wody łożysko itd , potem robią przepływy też ok każą się zebrać i poczekać w sali to pogadamy
to było o 10.30 do tej pory czekam a po ordynatorze nie ma śladu
nie wiem ... fakt dziś jest straszne zamieszanie bo odbyło się chyba już z 8 cc ciągle w tle słyszę płacz maluszków
cudowne uczucie
tylko jestem ciekawa kiedy usłyszę mojego syneczka 
Dzisiejsza "porada dnia" OF
Jeśli obserwujesz swoje ciało i intuicja podpowiada Ci, że coś jest nie tak, nie zwlekaj z wizytą u lekarza. Według dr. Alice Domar, amerykańskiej autorki książki „Zwyciężyć niepłodność” („Conquering Infertility”) najlepszą poradą dla par starających się o dziecko jest nie zwlekać zbyt długo z wizytą u specjalisty. Badania pokazują, że aż 91% par podejmujących leczenie niepłodności żałuje, że czekały zbyt długo. Radzi ona również: „Nie obwiniaj siebie, szukaj wsparcia a przede wszystkim miej nadzieję, ponieważ zdecydowana większość par, które zasięgają pomocy specjalisty, doczekują się zdrowego dziecka.”
Jestem w tych 91%... żałuję a raczej żałujemy, że nie postawiliśmy wszystkiego na jedną kartę duuuuuużo wcześniej i nie poszliśmy do kliniki na początku...
DZIEWCZYNY NIE CZEKAJCIE!!!!
14 dpo...
Miałam nie robić testu, bo temperatura spadła i jakoś rano sensu nie widziałam. Ale zrobiłam teraz, po południu, no i negatyw. Ehhh trzeba było wierzyć wykresowi, po co się dodatkowo stresować i robić sobie złudne nadzieje. Mimo to człowiek chce wierzyć do końca, że to tym razem, że to teraz jest nasz czas 
Za kilka dni zaczniemy nowy cykl, trzeba być cierpliwym.
W domu mam lecznice, ja walczę z przeziębieniem, mały z zapaleniem oskrzeli, jedynie mąż trzyma się na razie dzielnie. Wczoraj stawiałam bańki młodemu, pierwszy raz w życiu
Dobrze, że nie ogniowe, bo i tak stresiora miałam dużego!
To była nasza ostatnia wizyta u tego cholernego szarlatana, ździercy pieniędzy!! Czy się dowiedzieliśmy więcej niż już wiemy?? Nie!! Czy zlecił kolejne badania za kupę kasy?? A jakże!! Dupek. Przyczepił się mnie, jakbym swojego lekarza nie miała. A poszliśmy w końcu skonsultować M. Dowiedzieliśmy się jedynie,że nasienie nadaje się do inseminacji, zatem pa pa panie profesorze, inseminacja u mojej lekarki, a od pana jak najdalej.
Kolejny raz życie brutalnie uczy mnie cierpliwości.
Byłam dziś u dentysty bo stwierdziłam ze w końcu trzeba wyleczyć zęby. Miałam mieć kanałowe które wyniosłoby mnie 700 zł. Trudno że drogo, chce mieć zdrowe zęby to zapłacę.
Dentystka zrobiła zdjęcie zęba-są jakieś zmiany ale nie jest źle, pogrzebała w zębie, coś tam wsadziła i skończyła. Mówi "Będzie antybiotyk".
Normalnie jestem załamana. Siedzę i płaczę do monitora.
Przecież mieliśmy zacząć się starać, teraz miało się udać. Wyleczyłam stan zapalny - poprzedni miesiąc musiałam brać antybiotyk na "kobiece sprawy" więc i starań nie było.
Teraz miało być super. Pogodziłam się ze stratą Arka. Myślałam sobie - zajdę w ciążę to i spokojnie dam radę jak bratowa urodzi synka. A ona urodzi a ja nawet nie zacznę się starać.
Czemu ja nie mogę być jak np moja siostra która bez żadnych problemów zaszła szybciutko w ciąże i miała 9 nudnych miesięcy ciąży?
15 października - Dzień Dziecka Utraconego
Dopisuję ten dzień jako nasz Dzień Dziecka (1.06)
przynajmniej do czasu kiedy nasz synek [*] nie przyśle nam maluszka, później będziemy obchodzić oba "święta".
W niedzielę córka partnerki mojego teścia, z którą mamy bardzo dobre stosunki urodziła syneczka. I jestem prawie tak szczęśliwa, jakby to było moje dziecko. Nie czuję na codzień zazdrości, że ktoś jest w ciąży, a ja nie. Przecież to zwiększa prawdopodobieństwo, że i mnie się uda. Optymizm zawsze mi w życiu popłacał! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2014, 16:02
Już po hsg
Chciałoby się powiedzieć, że nie taki diabeł straszny ale bym skłamała.
Badanie do przyjemnych nie należy. Przed dostałam ketonal dożylnie. Podawanie kontrastu jest bolesne - dziwne uczucie rozpierania i pełności, jakby moja macica miała zaraz pęknąć, do tego dochodzi coś jak bardzo silny ból miesiączkowy. Ale na szczęście trwa krótko (około pół minuty) i jest to coś co da się przeżyć. Po badaniu, jeszcze zanim wstałam moje pierwsze słowa to "nigdy więcej". Po także miałam lekkie krwawienie, to chyba w miarę normalne, nie wiem, a może związane z tym, że udało się nam coś przepchać. Bo najlepsze w tym jest to, że moje jajowody są drożne, jeden przepuścił kontrast z oporem czyli udrożnił się w trakcie badania :-)Teraz mamy się starać
Strasznie się cieszę! Mam nadzieję, że może "to" było przyczyną naszych niepowodzeń i teraz już będzie z górki. Tak bardzo bym chciała!
Badanie robiłam na nfz, razem ze mną było 10 babeczek. Jak to w grupie, było nam raźniej, w kolejce pod gabinetem utworzyła się taka mini grupa wsparcia. Z tego co wiem u części dziewczyn był niedrożny jeden jajowód (nie udało się przepchać) a u jednej oba 
Jeszcze dzisiaj wizyta u ginekologa, zobaczymy kiedy owulka bo od kilku dni mam płodny śluz więc powinna być około jutra. Panie kazały się starać i to w tym cyklu. Zobaczymy jak będzie z samopoczuciem i kiedy minie mi to plamienie.
W każdym razie jestem dobrej myśli 
Przeczytałam chyba wszystkie interesujące mnie tematy na forum. Zastanawiam się, czy my tak naprawdę mamy problem z zajściem, czy po prostu nie możemy mieć dzieci???!!!
Zaczynam wariować. Zaczynam myśleć o tym, że po cholerę mam teraz marzyć o dziecku, skoro i tak go nie będzie!!!
U jednej z dziewczyn na forum, przeczytałam, to samo co usłyszałam ostatnio od M. Jeśli nie uda nam się przez rok to pas! Na ścianie powiesimy mapę świata i będziemy zaznaczać miejsca w których byliśmy, gdzie będziemy i te, do których nigdy nie dotrzemy.
Czasami myślę, że jestem po prostu do niczego!!! Czytam problemy innych "staraczek", nieregularne cykle, wysokie TSH, brak owulacji, skacząca temperatura!!!
A moje???!!! Cykl jak w zegarku i to szwajcarskim! Co 28 dni z dokładnością nawet do godziny. TSH unormowane pod koniec sierpnia do poziomu 1,114, w poniedziałek, jak uda mi się wyjść z przeziębienia, robię kontrolne badania i zobaczę jaki wynik będzie po miesiącu. Owulacja??? Odczuwam ją zawsze! Wiem nawet jak przesuwa się jajeczko. Mogę wyznaczyć jego miejsce w danym momencie! Temperatura??? Nigdy jej nie kontrolowałam, ale teraz widzę, że jest świetna!
TO DLACZEGO NIE MOGĘ ZAJŚĆ W CIĄŻĘ!!!!!!!!!!!!!!
Poświęcenie i zmiany? Nie palimy od 3 lat. A paliliśmy dużo za dużo. Alkohol? Brzydzę się wódką, ale nie odmówię lampki czerwonego wina, małego piwa 0% alk., czy małego kieliszeczka likieru np. kawowego. W końcu alkohol jest dla ludzi. Wielbłądem nie jestem, pic muszę
oczywiście z umiarem.
Odżywianie? Radykalna zmiana na mniej tłuste mięso, najlepiej grillowane lub gotowane. Większa ilość warzyw i owoców. Wolę zjeść dużego pomidora i zagryźć go ogórkiem, niż zeżreć kg cukierków czy ciastek. Owszem nie ukrywam, że moją słabością są chipsy, ale też ograniczyłam je do minimum koniecznego do mojej egzystencji. Kawa? Piję, ale nie jak kiedyś 8 dziennie. Kupiliśmy ekspres z młynkiem, dobrą jakościową kawę i innej nie piję. Trafić na dobrą kawę mieloną czy rozpuszczalną graniczy teraz z cudem. Po kilku filiżankach jak nie zbrzydnie, to wydaje się kwaśna, czy jeszcze jakaś inna.
Próbowałam odpuścić... nie myśleć o ciąży... dać sobie spokój i niech się dzieje co chce. Ale jak można sobie odpuścić??? Kiedy widzę kobietę w ciąży mam ochotę zaczepić ją na ulicy i zapytać "jak się robi dzieci", bo ja jakoś nie potrafię?!
Jak widzę rodzinkę z wózkiem albo jak maluch kopie wszystko i wszystkich, bo nie chce wsiąść do auta, zaczynam płakać. Na spacerze nad morzem, w lesie, parku, ulicy, jak tylko widzę szczęśliwych ludzi z dziećmi-płaczę!
Jak widzę kolejny raz tą samą kobietę, która zaszła w ciążę "przez przypadek", a starsze dzieciaki biegają w samopas po ulicy, rozrabiają, biją inne dzieci, przeklinają, że ja tak nawet nie potrafię (a lubię przekląć) krew mnie zalewa. Rodziny "patologiczne", gdzie matka nawet nie wie, kto jest ojcem, którego dziecka - krew mnie zalewa!
Jakiś czas temu pomyślałam, że dziecko to w naszej obecnej sytuacji zły pomysł, bo mój M. nie miał pracy, a problemy finansowe ciągną się za nami cały czas. Ale jaki jest sens wymyślania takiego problemu. Nie ma wystarczająco dużo kasy, żeby dziecko miało najlepszą komórę w szkole??? Więcej kasy nie będzie... lepszego roweru nie będzie... lepszego laptopa nie będzie... lepszego samochodu po zdaniu prawka nie będzie... za to będzie kochane i zadbane. Bez względu na wszystko, poświęcę się cała. Poświęcę własne życie, jeśli będzie trzeba, ale po mojej śmierci, dziecko nie powie, że było ignorowane, niechciane, niekochane, nie miało wszystkiego... Nie będzie chciało iść na studia? To nie. Będzie chciało zostać woźnym po 6 klasach podstawówki? Proszę bardzo. Jeśli tylko będzie to jego marzeniem to proszę!
Nigdy nie zmuszę dziecka do czegoś, czego nie będzie chciało tylko dlatego, żeby był papier. Tylko po to, żeby sąsiedzi widzieli, że rano wychodzi do pracy, że mu się powodzi.
Nie powtórzę tych błędów, które ja zrobiłam. Nie pozwolę, żeby dziecko żałowało czegoś w życiu. Żeby miało do mnie pretensje, że chciało uczyć się matematyki, a ja przez to, że jej nie umiem i nigdy nie zrozumiem, zmusiłam go do medycyny czy kierunku humanistycznego. Bo tak wypadało...
Gówno!!! nie wypadało!!!
Co ja mam z życia???!!!!
Nic!!!!!!!!!!!
Zupełnie nic, bo pozwoliłam, żeby moi rodzice z niespełnionymi ambicjami zażądali ode mnie studiów, których nie skończyłam, a za które płacę do dzisiaj-dosłownie.
Owszem teraz studiuję zupełnie inny kierunek. Rozpoczęłam nowy etap w życiu, ale dlatego, że chciałam, a nie dlatego, że zostałam do tego przymuszona. Po 7 latach podjęłam świadomą decyzję o studiach. Chętnie uczęszczam w zajęciach. Chwalę się nawet swoimi ocenami i wynikami egzaminów.
Przed poronieniem nie mogłam patrzeć na dzieci. Nie wiedziałam, jak w ogóle można być w ciąży. Po co komu taki problem. Ani nie ma jak wyjechać, ani pójść na piwo - jakbym gdzieś wyjeżdżała, albo spotykała się ze znajomymi na imprezach????!!!! Jestem typowym kanapowcem. Wolę napić się piwa w domu przed TV niż łazić po lokalach... Impreza? To nie dla mnie. Za dużo ludzi. Za mało powietrza...
To chyba jest moja pokuta.
To chyba jest moja kara.
To chyba jest moje cierpienie...
Teraz, kiedy tak bardzo pragnę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2014, 22:10
Trzeci dzień oczekiwania.
Dzisiaj samopoczucie o niebo lepsze niż przez ostatnie dwa dni
W końcu! Pomimo paskudnej pogody.
Martwi mnie trochę, że od dnia inseminacji, który też był dniem owulacji, nadal mam rozciągliwy śluz. W prawdzie w małej ilości i tylko na papierze, ale bywa lekko podbarwiony krwią. Nie wiem co o tym myśleć. To normalne?
Weekend u teściów, więc nie będzie czasu na odliczanie i myślenie o efekcie końcowym 
O karmieniu piersią raz jeszcze...
Dziś odwiedziły mnie moje dawne koleżanki. Siostry. Każda z nich ma dwoje dzieci. Przyszły każda z jednym, z tymi młodszymi. Synek siostry A ma 2 latka, córka siostry B ma roczek. 2- latek jest karmiony piersią. Właściwie ciężko mi to nazwać karmieniem. Przybiega do matki, podnosi jej bluzkę i tak po prostu w obcym miejscu, przy obcej cioci czyli przy mnie wyciąga matce pierś i ssie. To już widziałam wcześniej. Szokowało mnie, ale tylko na tyle by gdzieś tam w duchu upewnić się, że to nie moja bajka. Nie obrzydza mnie ten widok, nie potępiam, nie neguję, po prostu nie chcę tego stosować w moim przypadku.
Dziś natomiast sytuacja była już zupełnie powalająca. Synek siostry A chciał po raz 8 w ciągu godziny "cyca". Jego mama powiedziała: "B ci da, ona ma czekoladowe." Sądziłam, że to żart... Za chwilę jednak przekonałam się, że siostry zamieniają się dziećmi przy piersi. Do A w którymś momencie przyssała się dwójka jednocześnie. Widok tym razem nie był naturalny, normalny... Tym razem zbierałam szczękę z podłogi, a wewnątrz czułam dosłownie swego rodzaju obrzydzenie...
Nie wiem jak będzie wyglądała kwestia karmienia u mnie. Na razie jestem całym sercem za mm. Planuję dać pierś przez te 2-3 dni w szpitalu dla samej siary i jej przeciwciał, a potem wycofać się z karmienia piersią. Rozumiem, znam argumenty, wyniki badań itd. przemawiające za karmieniem piersią. Nie rozumiem natomiast nagonki na matki karmiące mm... Tym bardziej nie umiem pojąć "karmienia" piersią dwulatka, wymieniania się dziećmi, kiedy obydwie mają mleko i każda może swoje dzieci swobodnie wykarmić. Nie ma potrzeby dokarmiania przez "mamkę" więc po co?
Widok dużego chłopca uwieszonego na obwisłej, bardzo sfatygowanej piersi jest dla mnie dziwny, nieprzyjemny, odrzucający... I to już raczej nie wynika z mojej ogólnej niechęci do karmienia piersią, bo widząc matki z niemowlaczkami uważam to za 100% naturalny i ładny obrazek. Nikogo nigdy nie przekonywałabym do mm. To mój wybór, ale nie oznacza on że dziwię się tym które chcą i karmią naturalnie. Wszystko jednak w pewnych granicach... Wymiana dzieci? Szok!
Tymczasem do mojego porodu zostało około 30 dni... Może wcześniej? Stres jest ogromny, niepewność narasta, spokój związany z porodem dawno szlag trafił... Pokoik prawie gotowy, ciuszki dawno w szafie, torba właściwie spakowana i tylko ja mentalnie jakoś zagubiłam swoją gotowość do "rodzenia choćby dziś"...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2014, 18:26
Dzisiejsza prolaktyna: 10,70 przy normie 2,8 - 29,20.
Wcześniejsze badania:
FSH (2dc) - 6,29 (norma 2,5 - 10,2)
TSH 3.generacja - 1,563 (norma 0,55 - 4,00)
FT4 - 11,92 (norma 11,5 - 22,70)
Progesteron:
20dc - 0,44 ng/ml
23dc - 1,28
28dc - 2,69 normy: 3,34-25,56 (faza lutealna) i 4,44-28,03 (środek fazy lutealnej).
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2014, 19:09
I znowu to samo co 2 dni temu ja juz nie wytrzymuje z nim ;( i chyba coraz bardziej zastanawiam sie nad odejsciem i zlozeniem o rozwod... 
Jutro ważny dzień.
Niezwiązany nijak z prokreacją.
Jest stres - level 10000.
Trzymajcie za mnie kciuki, tylko to może mnie chyba teraz uratować. Kciuki i stoperan:)
Fotki nie udało mi się wrzucić:)ale M widział także drugą kreskę, kupiłam drugi test i jutro testuję....uczucie mam tak dziwne, że nawet nie sposób pisać:(przede wszystkim nie nastawiam się.....
Miłego dnia
zrobiłam jeszcze jeden test owulacyjny i wyszedł już sam cień drugiej kreski, sok temp był, śluz się zmienił a więc już po owulacji 
No i wyśmiał mnie dzisiaj... A tyle dobrego do powiedzenia miałam wczoraj na jego temat. A dziś żbik mnie wyśmiał tak, że chyba nawet zapomniał się, że ja jego narzeczoną jestem, a nie kumplem od piwa, bo na koniec śmiania po plecach mnie poklepał jakbym dobry żart mu przedstawiła...
- Ty wiesz - mówię - do szpitala to może ja piżamę sobie jeszcze kupię zamiast kolejnej koszuli?
Tak myślę głosno dosc czesto ostatnio, ale chyba dobrze bo zdaję się sprawę brać coraz bardziej poważnie z tym porodem.
- A czemu? - nie czuje mnie gaszek w ogóle
- No bo jak beda mi brzuch kroić, to zamiast całą koszulinę pod szyję podwijac zrobię tylko miejsce na brzuch, no wiesz w piżamie to bobra zakryję spodniami i niech tną brzucha. Co będę swiecic im w oczy futerkiem?
- Ale ty? ... Ty chyba nie myślisz że...
- Co?
- Ty chyba nie sądzisz, ze sie w koszuli...
- No o piżamie mówię, nie?
I tu nagły wybuch śmiechu, tak z 5 min ciągłości patrząc na moją poważną i poważnie zdziwioną minę.
- Ale o co ci chodzi czubie? Z czego rżysz?
- Moja ty kochana ty - i aż łzy mu lecą z rozbawienia - ty nie bedziesz miec niczego na sobie podczas porodu. Na golasa będą cię ciąć.
No a ja nadal nie wiem co w tym takiego śmiesznego...
To po jaki ch.. ja mam tą torbę pakować? Majtki, srajtki, 2 pary tego, 3 pary tamtego, szampony, mydła, i te cholerne kapcie. A no co mi one jak każdy antycesarkowy mi mówi, ze leżeć bede. Dwa tygodnie leżeć bede!!! Z cewnikiem do tego ha ha.
Walnelam wczoraj 2 lampki czerwonego wina i upilam dziecko. Dziś cały dzien tanczyla. Moja krew! Ale tak sie wyluzowałam, ze az rozwolnienia dostałam. Do tego jeszcze w koncu sie wyspalam i z rana bylam jak nowo narodzona. Mam nadziejè, ze juz jutro skoncze Atheny pokój.
Dzień 36.
no i leci dzień za dniem 
środowy endokrynolog w porządku, zwiększona dawka i wizyta w listopadzie 
w czwartek dostałam telefon z przedszkola, musiałam odmówić ale nikt nie był zły i udało się załatwić praktyki 
dzisiaj byłam na uczelni i w sumie nic nie załatwiłam, ale dzień zleciał. Jak się okazało że na darmo jechałam to Pola kopała, nerwusek po rodzicach 
wczoraj się przestraszyłam, bo bolał brzuszek,ale przeszło a dzisiaj czułam główkę małej jak się przemieszczała 
i tatuś dostał pierwszego kopniaka
tak ją Kochamy
mąż ciągle powtarza jaki jest szczęśliwy i jak bardzo chce już Polkę w domku 
w poniedziałek będzie u nas paczka z rzeczami dla malutkiej 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.