czuje że się udało.. ale nigdy nic nie wiadomo.. tak bardzo boje się rozczarowania.,..
i jak tu nie oszaleć ... w sobote powinien przyjsc.. okres.. ale ja go tu nie chce ! nie chce..
BOŻE JEŚLI WIDZISZ.. SPRAW NAM TEN CUD .. UPRAGNIONY.. WYCZEKIWANY
A JEŚLI TO NIE TEN CZAS TO POMÓŻ NAM WALCZYĆ DALEJ ...
CZEAMY NA CIEBIE MYSZKO<3
Mój pierwszy wpis. Dość długo nosiłam się z zamiarem stworzenia tu pamiętnika. Ale czuje że dziś jest odpowiedni dzień. Tak jak wpisałam we wstępie staram się o dzidziusia tak jak prawie każda z Was tutaj obecnych. Właśnie czekam na @ i w sumie czekam na nią jak na zbawienie by móc kolejny miesiąc starać się z moim ukochanym o nasz maleńki skarb. Okres mi się spóźnia i powoli szału dostaje niestety w ciąży nie jestem choć bardzo bym chciała. Teraz daje sobie spokojnie czas na zajście w ciążę. 13 października mam wizytę u ginekologa mam nadziję że w końcu jakiś lekarz powie mi czy owulacja jest i mam nadziję że dadzą mi skierowanie na badania hormonalne bo to nie jest normalne że w tym kraju o wszystko trzeba się prosić...
Kilka tygodni temu miałam badanie USG dopochwowe i wszystko ok, badanie ginekologiczne ok. W tym miesiącu mamy z ukochanym zamiar kupić mu suplement dla mężczyzn starających się o dzidzie wiem że te suplementy zaczną działac dopiero po ok 3 miesiącach ale nie zaszkodzą a pomóc mogą. Więc podchodzimy do wszystkiego dość spokojnie tzn on bo mnie nosi... Ale wiem że czasami trzeba uzbroić się w cierpliwość.
7cs
9dc
poniedziałek
L4
Wczoraj umarła Anna Przybylska. 
Wklejam część komentarza mego, bo nie chcę zapomnieć, co czuję...
Młode w naszym wieku umierają... ona walczyła o swoje życie, my walczymy o nowe życie w nas, ktoś inny walczy o pracę, o godność, o dom, o miłość... Ja bardzo przeżywałam śmierć Gabrysi (której nie znałam wcale, a na jej bloga trafiłam przypadkiem zanim umarła). Trzymałam za nią kciuki, zaglądałam codziennie. Gabrysia umarła 18 lipca, a my 19 lipca wyjeżdżaliśmy na długo oczekiwane wczasy. To dopiero zgrzyt. W dupie miałam te wczasy wtedy, choć cieszyłam się nimi, to jakiś żal i ból po stracie nieznanej mi osoby gdzieś tam tkwił. Na jej blog pośmiertnie jej mąż zrobił jeszcze kilka wpisów (mojawalkamimowszystko.org) 21 sierpnia napisał między innymi: "Bo będzie to nasze wspólne zwycięstwo, jeśli ktoś z Was, Drodzy Blogowicze, pod wpływem tej historii zobaczy, że czas tu nam dany nie jest na wieczność, że można „zamieniać swoje cierpienie w piękne dzieła, dzieła współpracy, dzieło uśmiechu”.
Może ktoś nie będzie już odkładał życia na potem? Może ktoś będzie lepszy, może ktoś coś przewartościuje, może poprawi coś w swojej pracy, choćby pracy lekarza, czy innego zjadacza chleba? W sensie swojej egzystencji?
Może to najtrudniejsza nasza wspólna walka? Czy damy radę?".... Trzeba nam żyć i nie odkładać życia na jutro. Pozdrawiam, mimo, że smutno wokół się zrobiło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 10:21
Mój Baś miał wczoraj urodziny... Spędziła fanie dzień, ale bez szaleństw, w końcu dopiero wyszła z choroby. Już się cieszyłam, a tu proszę... ból brzuszka od 2 w nocy, o 5 rzyganie (pierwszy raz w jej 3-letnim życiu, więc stres dla całej trójki)... Masakra jakaś, wolałabym 10 lat chorować, żeby tylko ona już nie musiała...
Kiedyś nie rozumiałam co mój tata, który normalnie jest gburowaty i jak to ja mówię - skrzyżowanie bawoła z niedźwiedziem, tak się rozczula jak słyszy, że czyjeś dziecko jest chore. Dopóki nie miałam swojego, to moje myślenie było raczej: oooo, biedne maleństwo, ale za tydzień mu przejdzie! Cóż, teraz już wiem, co mój ojciec miał na myśli za każdym razem, gdy mówił: "Dzieci nie powinny chorować!". Bo to jest tak, jakby ci flaki wyrywali z brzucha, okręcali w okół szyi, a ty jeszcze musisz się uśmiechać i mówić, że jesteś szczęśliwa.
Moje dziecko w piątek rozpoczęło 4 tydzień nieprzerwanej choroby. Kur** je**** w du** mać z tymi wirusami, bakteriami i inną cholerą...........
Ja chcę moje zdrowe, rumiane Puństewko...
@ jeszcze nie przyszla ale pewnie to kwestia paru godzin.. znowu teraz zbadałam szyjke jak dla mnie jest wysoko twarda zamknieta wiec nie wiem skad wydobywa sie cos z niej... czerwona krew jest tylko przy samej szyjsce ale jest jej bardzo malo na czubeczek palca nic wiecej.. ale zadnych nadzieji juz nie mam zeby sie nie nakrecac
jakos teraz nie przelejam sie ze @ idzie jakos tak przechodze to obojetnie jakby zwykly dzien to byl
wreszcie pierwszy taki cykl ze na widok krwi nie rycze
cieszy mnie to
bo nie bede ciagle sie zalamywac 
Mój M to potrafi podnieść ciśnienie na cały dzień. Ale dzisiaj to już przegiął. Mamy pod opieką jego babcię, która ma 90 lat i demencję starczą. Trzy dni z rzędu M musiał ją rano przebierać bo się posikała. I za każdym razem mówi jej, że jak nie będzie chodzić do łazienki to zaprowadzi ją do stajni. I dzisiaj już ją ciągnął w stronę drzwi. No mało mnie szlag nie trafił. W końcu wypaliłam do niego, że ona nie panuje po prostu już nad tym, zapytałam się czy jak byśmy mieli dziecko i posikało by się ono w majtki to też by wystawiła za drzwi. A on na to, że tak. To mu powiedziałam, że mama go musiała też wystawiać za drzwi jak był mały i, że może dobrze, że nie mamy dzieci, bo on sam zachowuje się jak gówniarz. Trzasnęłam drzwiami i więcej z nim nie rozmawiałam. Koszmar jakiś...
Ryś za 2 dni skończy 8 miesięcy 
Ma mnóstwo wigoru i wszędzie go pełno. On nie raczkuje... on biega na czworakach a jestem niemal w 100% pewna, ze idealnym bodźcem do takich szaleństw są nasze 2 koty, które gania po całym mieszkaniu
Niedawno zaczął wstawać a dziś już stawia pierwsze nieudolne kroki przy meblach. Mój zuch !
ale z drugiej strony, to mi troszkę żal, ze nie jest już taką sajgonką maleńką i tak szybko rośnie;)
Ząbków mamy 6 , ale od miesiąca nic nowego nie przybyło:)
Dawno nic nie pisałam bo nie wiele się zmienia - a może właśnie zmieniło się wszytko? Jak zaczynaliśmy starania to byłam pewna, że miesiąc, dwa i się pojawi. Później było kilka bolesnych cykli okupionych na końcu gorzkimi łzami, a teraz jest spokój. Znaczy chcę, aby się udało, ale @ przestałam traktować jak koniec świata. Nie teraz to za kilka miesięcy - mamy jeszcze czas...
Z drugiej strony pierwszy raz mam moniatoring cyklu. Wprawdzie nie wiąże dużych nadzieii z tym cyklem, bo stresu dużo a do tego antybiotyk na zapalenie kratani i tchawicy, ale sprawdzić co się dzieje we mnie nie zaszkodzi. W każdym razie w piątek miałam USG i niestety nie było dominującego pęcherzyka - a chyba już powinien być...jutro idę znów i zobaczę co się stało. Intuicja mi mówi, że dziś jest owulka, ale już wiele mi bzdur podpowiedziała, więc raczej średnio jej ufam. 
Rozmawiałam z moją położną. Jutro mam przyjść na pierwsze KTG
Jupiii!!! Ale fajnie, bo to już mi pachnie końcem ciąży... pachnie bobasem w domu, pachnie budyniowo jak główka niemowlaka
hmm budyń! To jest myśl! Zjadłabym! 
Popijam herbatkę z liści malin, łykam wiesiołek i obserwuję co się dzieje. Bóle miesiączkowe są już standardem, biegunka była 3 dni rano, dziś spokój... Już wychodź mały, już pokaż się, miejmy ten poród za sobą. Wyjdź i będziemy się przytulać
Potem z miesiąc będziemy wychodzić z szoku i uczyć się siebie, a później przewiduję, że już będzie lepiej
Po prostu wyłaź człowieczku, bo ciocia ma już Julkę w łóżeczku, Olek z 3 piętra już jest dużym niemowlakiem i tylko na Ciebie czekamy
A poza tym ja nie mam kurtki ciążowej i jak się zrobi zimno to nie mam w czym chodzić. Wolę już sobie kupić coś ładnego po porodzie niż kolejny ciuch na słonia. Więc wyjdź maluszku czym prędzej! Pokój gotowy i jak będziesz za długo zwlekał to się wszystko zakurzy, a mi się nie chce sprzątać. Lepiej oszczędzać siły na nocne wrzaski potomka 
Jestem już po @. Umówiłam się na jutro na wizytę w klinice. Muszę wypytać, kiedy możemy powtarzać procedurę no i doktorek pewnie sprawdzi, co tam w środku, jak to wszystko po punkcji wygląda. Nic mnie od dawna nie boli, ale pewnie jajniki nie są najpiękniejsze.
@ przyszła jak zwykle bardzo o czasie, tak jakby nic specjalnego w cyklu się nie działo. Oczywiście nie narzekam, bo nie dość, że się IVF nie udało, to jeszcze jakby mi @ miała psikusy robić, to byłoby niefajnie.
1 października byłam z M oddać krew na badanie kariotypu - robimy go na własną rękę, choć może po nieudanej próbie IVF doktorek o tym wspomni jutro. No to mu powiem, że już załatwiliśmy sami.
Dodatkowo zamówiłam w INVICTA dwa panele badań genetycznych - niepłodność męska i niepłodność żeńska - oba po 199 zł w promocji. Dziś kurier przywiezie zestawy do badań, szybko je odeślemy i myślę, że wyniki będą równo z wynikami badań kariotypów (na nie czeka się dłużej).
Jak już będą wszystkie wyniki, to umówimy się do genetyka na rozmowę. No i mam nadzieję, że powie nam, że wszystko ok.
Ogólnie nastawienie mam dobre na razie. Nie zraziłam się. Już teraz wiem, jak to wszystko wygląda, więc może uda mi się następnym razem powstrzymać negatywne emocje, które opanowały mnie przy tej pierwszej próbie. Poproszę też doktorka o jakieś leki uspokajające przy drugim podejściu.
Od soboty miałam ochotę zatestować, ale uznałam że poczekam jeszcze te kilka dni. @ przewidziana na czwartek. Mam nadzieje, że nie nadejdzie...
Ale w sumie to dość spokojna jestem w tym cyklu. Jakoś tak przestałam myśleć. Może to i lepiej. W końcu nie powinno się tak zadręczać czy się uda czy nie. Z kolei z drugiej strony troszkę boję się zrobić test, nie chcę się rozczarować. Poczekam im się okaże 
A dzisiaj w Lidlu takie słodkie bluzy niemowlęce i śliczna spódniczka-ogrodniczka. 
To był jeden z najgorszych weekendów w moim życiu, jestem całkowicie wyprana z energii życiowej. W pracy się sypie, moja rodzina mnie dobija, chciałabym uciec przed nimi na księżyc. W ten weekend miałam kontakt z rodzicami, następny będzie dopiero w święta więc powinnam się uspokoić, mam ok 3 mce relatywnego spokoju. Wesele... chciałam je zrobić do końca grudnia ... ale nie mam zupełnie ochoty na rodzinne imprezy. Przykład. Mój "wspaniały" dziadek potrafi powiedzieć o mnie w towarzystwie, w mojej obecności, "ona jest już sucha, ona już dzieci mieć nie będzie". Nikomu z rodziny nie mówiliśmy że od dłuższego czasu się staramy...
Kiedyś chciałam żeby tato zaprowadził mnie do ołtarza. Teraz nie widzę takiego sensu. Jest szowinistą i mizoginem. I tak tego nie doceni.
Jedynym prawdziwym wsparciem jest dla mnie mój m. Nie musze mu nic mówić a on wie kiedy coś ze mną nie tak. Martwi się, pociesza mnie, próbuje rozśmieszyć jeśli mam zły humor. Kocham go za to jak się mną opiekuje kiedy jestem chora. Nikt się tak mną nie opiekował od wielu, wielu lat. Rodzice wyjechali do Niemiec za pracą jak miałam 'naście lat, od tego czasu mieszkałam sama z dwojgiem młodszego rodzeństwa. Wyjechali przez problemy finansowe. Mieli straszne długi, byłam sama, młoda, przerażona i było mi wstyd.
Ostatnimi czasy wygarnęłam rodzicom, że teraz zarabiają dobrze, wygramolili się z problemów, ale nadal nic nie oszczędzają. Żyją z dnia na dzień. I śmiertelnie się na mnie za to obrazili. Ja jestem nauczona oszczędzania na czarną godzinę. Oni doprowadzili rodzinę do kryzysu a i tak nic się nie nauczyli. Mamy tak skrajne poglądy na życie że to aż boli. Ich krytyka zawsze strasznie mnie dobija i rozstraja nerwowo, chyba wolę uznać że rodziców już nie mam. Oni żyją w swoim świecie, ja w swoim.
Miewam ostatnio problemy z zasypianiem, albo koszmary senne, budzę się zaryczana. Związane to było pewnie z wizytą rodziców w ten weekend. Nie wytrzymywałam już tego napięcia. Na szczęście już sobie pojechali. Konfrontacja odbębniona.
Dziś w pracy szef się mnie pyta czy mam jakieś problemy, czy może mi w czymś pomóc bo bardzo źle wyglądam..
Nie będę z nim o tym gadać. Wolę o tym napisać tu w pamiętniku na ovu. Jestem wykończona emocjonalnie i nie będę z nikim o tym gadać.
CZy doczekam się w końcu ciąży? Czy odmieni ona moje życie? Czy zmieni priorytety? Czy sprawi, że wszystkie dotychczasowe troski znikną jak śnieg na wiosnę? Czy przestaną mnie wtedy obchodzić inni? Czy da mi szczęście absolutne? A reszta świata przestanie istnieć? Czy wtłoczy mi nowe, świeże powietrze w moje ściśnięte, zduszone płuca?
Chciałabym stracić głowę dla czegoś tak pięknego jak dziecko, moja własna kochająca się rodzina. Zająć się miłością i opieką a nie dręczącymi myślami o problemach w pracy, kłótniach z rodzicami itp.
Czy doczekam się w końcu?
Jest mi ostatnio tak źle... wierzę że teraz może być już tylko lepiej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 12:49
I znów nadszedł ten najgorszy czas w cyklu - WYCZEKIWANIE... :/Tylko, że ja nie wiem na co ja tak właściwie czekam?
przecież na pewno znów przyjdzie @, no bo niby dlaczego miałoby być inaczej? Niby czemu miałabym zasłużyć na ten Cud?
Za oknem piękne słońce i kolorowe liście. W mojej głowie burza myśli, zawierucha i jeden wielki sztorm. A w moim sercu? Cisza po burzy, ale jeszcze bez słońca. Co to znaczy? A no tylko tyle, że wkradła się w moje serce obojętność, bezsilność. I chyba spokój. Już prawie 2 tygodnie odmawiam Nowennę i jestem zwyczajnie spokojna. Zostawiłam sprawę mojego macierzyństwa Jezusowi i Maryi. A Oni nie pozwolą mi cierpieć
Wiem, że kiedyś zostanę Matką. W odpowiednim dla mnie czasie, który już dawno przeznaczył mi Bóg. A więc czekam Jezu. Czekam i nie poddam się 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 12:59
Ciąża zakończona 6 października 2014
no i poszła owulacja. Na co czekam, nie wiem. Pewnie na @. Wogole jakbym czekała. nic kompletnie nic. Taki spokój i dziwny głod. Ot kanapka z czekoladfą i zaraz kiełbasa. Nie wkecam się, bo wiem jak boli potem . choć powiem tempki nawet mam miłe.. Fiu fiu,
Dziś 2 rocznica naszego ślubu. Na pierwszą nie dostaliśmy naszego upragnionego prezentu, na drugą niestety też nie
Jesteśmy po I inseminacji. Czekamy. Najgorszy czas z możliwych. Nie liczymy na zbyt wiele, bo to pierwsze podejście. Temperatura niby wyższa, ale jakieś dwa dziwne spadki w 4 i 10 dc. Cieszyliśmy się że po pierwszym falstarcie doszło wogóle do inseminacji. Jeśli się nie uda, mamy 1 cykl odpocząć, bo 2 cykle były stymulowane i lekarz boi się że może dojść do hiperstymulacji, zwłaszcza że w obecnym cyklu dostałam końską dawkę clo. Ta przerwa na pewno nam się przyda. M. od miesiąca przyjmuje zalecony przez androloga Proxeed i liczymy że pomoże. Wyniki przed ostatnią inseminacją były lepsze niż wcześniej, poprawiła się ilość oraz ruchliwość żołnierzyków z 20 do 56%. M. ma przyjmować Proxeed przez 6 m-cy. Jest bardzo drogi, ale zaryzykujemy. Musimy spróbować wszystkiego. W sobotę zrelaksujemy się mam nadzieję bo mamy wesele w rodzinie. Wreszcie, po 2 latach przerwy. Bardzo się cieszę, mam nadzieję że @ nie zepsuje mi przed weselem humoru.
Weekend Spokojny tylko we dwoje. Trochę zakupów, sprzątania i spacerek 
Tej nocy Rafał poleciał do Anglii. Oczywiście już dał znać że doleciał i jest cały i zdrowy.
Całe szczęście że te jego delegacje nie trwają długo bo max 3 do 4 dni, więc idzie przeżyć. Strasznie nie lubię gdy wyjeżdża. Smutno mi w tedy bez niego no i spada na mnie obowiązek: wychodzenie z psami. Tego najbardziej nie lubię robić mimo że kocham je strasznie. Amstaf Sonia ma 9 lat, 35 kg do tego Czesław z wielkim ADHD kundel z shitsu zmieszany zw. "Wariatem Chodnikowym". Dwa na raz na spacer to trochę ciężko ale przeżyje. mają porostu krótsze spacery.
Jestem też po wizycie u kolejnego gina na luxmed.
Dość przyjemna babka ale za bardzo nie chciała mieć za dużo ze mną wspólnego bo stwierdziła że jestem "trudnym przypadkiem". I że nie każdy lekarz będzie się chciał zająć mną, skoro tyle lekarzy przeszłam. Zła była strasznie że na wypisie ze szpitala nie było nic dokładnie opisane! Ani zdjęć usg z szpitala ani nic!
Jednak jak zobaczyła że jest mi przykro że tak mówi, pozwoliła sobie wytłumaczyć skąd te zmiany i za chwilę przeszła do rzeczy. Dała skierowanie na badania i obrała pewną strategie mojego leczenia.
Wiem może i nie jest to dobre że chodzę do jednego prywatnie a do drugiego na luxmed.
Ale sama wizyta kosztuje 120zl do tego wszystkie badania w labolatorium 100% płatne, a tak to na luxmed zawsze to jakaś zniżka. Zresztą mam ich teraz dwoje i na razie obrali ten sam kierunek.
Nie wiem czemu, ale bardzo poruszyła mnie śmierć Ani Przybylskiej, dalej w to nie mogę uwierzyć. Wiem, że codziennie umiera dużo młodych osób, ale jej śmierć dosyć mocno mnie poruszyła.
Nie mogę sobie nawet wyobrazić co czuje jej rodzina... Ciesze się , że jak na razie jestem zdrowa, że mój mąż jest zdrowy i mam nadzieję, że tak będzie zawsze. A nawet jeśli pojawi się jakaś choroba musimy ją wygrać, po prostu musimy.
Dzisiaj mój problem braku macierzyństwa stał się taki malutki.... I chyba dobrze się z tym czuję. Doceniam to co mam. Chociaż przez jeden dzień brak dziecka nie jest dla mnie traumą.
Tymczasem przede mną tydzień płodności, a co za tym idzie musi być dużo przytulanka:) A z tym nie zawsze jest hop siup. Zwłaszcza, że mój mąż ma taka pracę, że cały dzień go nie ma w domu....
Co prawda widzimy się w biurze, bo z nim pracuję....ale po południu wyjeżdża na teren i wraca po 23:00.
No w biurze raczej się nie da hehe
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2014, 09:38
Coś Wam pokażę... Mój mąż z dziewczynką, która jako pierwsze dziecko skruszyła go na tyle, że nosi ją na rękach, pozwala sobie wchodzić na głowę i nawet układa z nią puzzle z księżniczkami 
Mała go uwielbia, jest jej ukochanym wujkiem... Nie wiem czym sobie na to zasłużył 

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 14:59
NO I TAK JAK WSPOMINALAM ZE TO ZALEZY OD PARU GODZIN ZEBY @ SIE ROZKRECILA I ZROBILA TO GODZINE TEMU NO COZ 4 INSEMINACJA NIE UDANA TRUDNO SIE MOWI I ZYJE SIE DALEJ JUZ NIE MAM ZAMIARU SIE TAK WSZYSTKIM PRZEJMOWAC... W TYM CYKLU BEDZIE HSG
MOZE TE BADANIE COS NAM POWIE
I MOZE LEKARZ ZGODZI SIE NA 5 IUI W TYM SAMYM CYKLU
TO JUZ BEDZIE PRZED OSTATNIE MOJE IUI PRZED IN VITRO.. ALE MOZE PO TYM BADANIU UDA SIE I NIE BEDZIE TRZEBA ROBIC IN VITRO.. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2014, 15:02
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.