Witam...jezeli ktokolwiek to jeszcze czyta 
Sparwy sie chyba troche komplikuja z ivf...a to dlatego ze biorac pod uwage jakie oni daja hormony itd to moze miec duzy wplyw na moja epilepsje, a ja nie chce ryzykowac...problem jest o tyle wiekszy ze moja epilepsja jest o podlozy hormonalnym...a przy ivf oni najpierw mi wszystko zatrzymaja a potem wszystko przyspiesza...a ja po samym porodzie mialam dwa ataki....krotko mowia chcialabym najpierw sprobowac iui zamiast podejme ostateczna decyzje o ivf, ktoro mogloby sie naprawde zle dla mnie skonczyc
problem w tym, ze oni tu w tej cholernej klinice nie chca nam zaoferowa ciui chociaz nam sie nalezy
...18.11 mamy z nimi rozmowe wiec o to bedziemy sie starac, ale jezeli nam sie nie uda dostac tego iui refundowanego to najpierw bwdziemy probowac iui prywatnie chyba a potem ostatecznie ivf bo przy ivf ja moge .... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2014, 06:45
No dobrze, to muszę wyjaśnić 
Ja nie pisałam, że boję się porodu tylko jego skutków. Wypadania narządów, nietrzymania moczu, hemoroidów, luźnej pochwy.
Oczywiście życie mnie zaskoczyło i poród naprawdę był ciężki. Przy prostszych porodach nie mamy do czynienia z 18 godzinami, zielonymi wodami i spadkiem tętna. Nie pamiętam wielu momentów, bo byłam jak sparaliżowana, przerażona, w totalnym szoku. Dziś nie pamiętam już dokładnie tego odczucia, ale nie powiedziałabym, ze było spoko. Nastawiałam się na piękny poród naturalny, na panowanie nad sobą, na "unoszenie się na falach. na przypływy" jak to opisywała Ina May w swojej książce. A nie byłam w stanie nad niczym zapanować. Nie miało to nic wspólnego z porodami, o których czytałam czy to w książkach czy tutaj na forum. Tylko te chwile z zzo były super.
Skutków porodu nie mam. Siedziałam od razu, sikałam 2 godziny później. Nic nie szczypało, nie bolało. Cały połóg to pikuś. Nic mi kompletnie nie jest.
Prawda jest jednak taka, że poddałabym się tym torturom z marszu już natychmiast i to kilkaset razy o ile to pozwoliłoby mojemu synkowi wracać od razu do domu...
A co u niego? Karmię go piersią. Tzn. trochę próbuję. Fajne to to nie jest. Ale dziecku z wagą 2400 g nie byłabym w stanie odmówić tego mleka jeśli chociażby w jednym promilu jest wartościowsze niż mm. Właściwie to odciągam i on je z butelki a do piersi przystawiam czasami i trochę ssie, trochę śpi, trochę się bawi. Dziś jest już żywotny, wyjęty z inkubatora, leży w "mydelniczce". Bilirubina opanowana, krew również. USG nerek, wątroby, echo serca- wszystko ok. Coś wyszło trochę nie tak w USG przeciemieniowym z przepływami, ale mają powtórzyć bo to chyba nic takiego- typowe dla hipotrofika. Pozostał w sumie tylko wlew glukozy, ale już tylko 2ml/h. Zaczynaliśmy od 10ml/h. Je więcej, chętniej i przede wszystkim sam, sonda niepotrzebna. Spał mi dzisiaj na rękach 2 godziny. Jest słodki. Potem jak wróciliśmy wieczorem słyszałam na korytarzu, że dziecko płacze i poszłam szybciej, bo miałam przeczucie, że to on. No i oczywiście. Wystarczyło, że się nachyliłam i powiedziałam "syneczki", a od razu się uspokoił
. Potem karmienie, tatuś z butelki podaje, masujemy trochę bródkę, żeby nam nie przysypiał. Przewijanie, całowanie, przytulanie, mizianie i patrzenie na nasz cud. Kochamy go bardzo. Jest szansa, że w tym tygodniu go zabierzemy.
A z innej beczki... Terror laktacyjny to ja dopiero teraz odczuwam! Tak owszem karmię go piersią, ale nikomu nic do tego jak go karmię i dlaczego podaję mleko z butelki oraz dokarmiam mm... A teściowa dosłownie dostaje kociokwiku z tymi cyckami. Przemek ją opierdziela, że to nie jej sprawa, że dziecko ma jeść określoną ilość ml w tym stanie i teraz jest pod ścisłą kontrolą w tym zakresie i to nie czas na zabawy z cycusiem. A ta dalej swoje... I nie dociera, że nie może nie dojadać tylko dlatego że jest ryzyko, że potem z piersi nie będzie chciał jeść. Trudno. Ważne żeby w ogóle jadł i to tyle ile trzeba. To samo moja mama, a na dodatek sąsiadka stara panna. Porypana baba! Zobaczyła zdjęcie z butelką i robi mi aferę... Niektórzy ludzie są niewychowanymi debilami i tyle!
Moje słoneczko ukochane 

Już wiem dlaczego większość ludzi nie lubi poniedziałków... wlewałam gorącą wodę do dzbanka - a ten mi w rękach prawie strzelił. Skończyło się na rozciętym palcu i plasterku 
Ostatnio jakoś źle sypiam. Budzę się w nocy, jakbym miała gdzieś się spóźnić. Mokra, zlana potem, zmęczona. Jak nie idę do pracy, to kładę się dalej spać i nie mogę wstać do 11. Budzę się jeszcze bardziej zmęczona i skołowana. Nic mi się nie chce. A po godzinie i kawie mogę góry przenosić. Jestem pełna energii. Robię po kilka rzeczy na raz. Biegam, tańczę, skaczę, wszystko jest piękne, ważne, niepoznane. Muzyka brzmi inaczej. Kolory są inne. Smaki różnią się od tych, które znałam. Jednak dzień staje się krótszy, ciemny, ponury i smutny.
Dzisiaj zrobiłam pyszny obiadek. Pieczone ziemniaczki, karkóweczka w marynacie musztardowo-miodowej z przyprawami. M. jadł, aż mu się uszy trzęsły. Wyszła faktycznie pyszna.
Teść wędził kiełbasę i wędlinę. Takie wspaniałe, że aż ślinka cieknie! Juto na śniadanko kupię świeże bułeczki i zrobię nam takie właśnie pyszne kanapeczki z wędlinką i papryką.
Po powrocie z pracy M. opowiedział mi historię, którą usłyszał od klienta. Zupełnie przez przypadek. Facet musiał się wygadać, podzielić swoim żalem, swoją rozpaczą. M. przyznał się, że jak już był sam i wracał do domu, to się rozpłakał. Przeanalizował tą rozmowę i stwierdził, że spotkał "bliźniaka życiowego". Klient opowiedział mu o swoim życiu, a M. miał wrażenie, że mówił o naszym przypadku. Starania, upragniona ciąża, grypa, poronienie, dalsze starania, brak szansy, czekanie na cud. Łza się w oku kręci. Wiadomo, że nie jest powiedziane, że my też nie będziemy mieli już żadnej szansy, ale trzeba się liczyć z najgorszym scenariuszem.
Jak pojechałam na nockę do pracy, dostałam sms`a od M.
"Dobrze, że mam Ciebie, jesteś najwspanialszym darem jaki mogłem otrzymać od życia.
Jesteś moim jedynym celem, oddechem i powodem, dla którego budzę się codziennie rano. Kocham każdy włos, każdy Twój oddech i każdą chwilę spędzoną razem!
Jesteś moim cudem"
Prawie się rozpłakałam ze szczęścia.
M. jest moim powietrzem. Bez niego bym nie przeżyła.
Jest moją jedyną, prawdziwą miłością. Jest wszystkim czego chcę.
Boję się tylko tego, że nie dam mu tego czego tak bardzo chcemy - naszego owocu miłości. Naszego spełnienia. Marzenia.
miesiąc mnie tu nie było... ech ten cykl mnie rozwali, w ogóle nie rozumiem co się dzieje. jest d ługi z dziwnymi skokami temperatury, śluz zmienia się w płodny kiedy chce. aaaa niech się juz skończy i zaczynamy starania od nowa. jakis taki ogólnie mam dobry nastrój na ten kolejny cykl starań, jakoś tak bez spiny i nerwów. jestem spokojna i czekam co mi los przyniesie 
Kolejny dzień czuje się jakoś tak dziwnie. Ale @ jak nie było tak nie ma. Korci mnie testowanie ale z drugiej strony wolę jeszcze poczekać, jeszcze trochę, no może troszeczkę... jeśli faktycznie się nie pojawi @ to wtedy się zdecyduję. Wolę mieć cichą nadzieję, że będzie dobrze:)
Znów dzień przypuszczalnie płodny zobaczymy może akurat się uda. Tak szczerze to nie wiem czy są te dni płodne bo nie mam konta premium... Ale chyba tak. Niby nie myślę o tym że może akurat zajde w ciążę ale jak tylko są te dni płodne to cały czas myślę o tym żeby się udało;). Z piątku na sobotę miałam taki mętlik w głowie że do 4 nad ranem nie spalam i cały czas płakałam i myślałam o dziecku i o tym, że z moim facetem oddaliśmy się od siebie... Te myśli zawsze mnie odpadają jak nie mogę spać. Dziś już w sumie kolejny dzień nadziei może akurat. Postaram się tak nie myśleć o tym
.
Jestem w pracy...
To mój 22 dc, naprawdę w tym miesiącu postaraliśmy się z M ale nie chcę się nastawiać, że się uda. Już w pewnym sensie się przyzwyczaiłam, że nie wychodzi 
czemu ja!!! czemu, czemu, czzemu!!!??? Tylko Kruszynki brakuje nam do szczęścia 

Moje objawy chyba takie same jak w poprzednich miesiącach nie licząc, że dwa dni temu obudził mnie w nocy straszny ból w dole brzucha noi ten śluz taki żółty... to chyba infekcja parę dni temu czułam taki dziwny dyskomfort "tam". Jutro wizyta u Pana gina to będę wiedzieć. To bedzie moja druga wizyta u niego... a jest taki przystojny 

I jeszcze dziś obudziłam się przed budzikiem co mi się naprawdę baaardzo rzadko zdaża. Tyle objawów, mało
w sumie to żadne objawy ciąży... eh miałam nie myśleć ale jak przeglądam Wasze pamiętniki to czuje ukłucie zazdrości, że jesteście już po fioletowej stronie... ehh idę pracować od patrzenia na zielone kropki w ciążę nie zajdę.
Pa
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2014, 19:57
22 dc
Cykl z dużą ilością ❤. Wczoraj cały dzień PMS. Wiele rzeczy wyprowadzało mnie z równowagi. Oczywiście nie ma sensu doszukiwać się czegokolwiek. Za tydzień będzie 🙈.
Staram się szukać pozytywów. W końcu deadline do marca, a nawet nie ma jeszcze grudnia. Czuję jakbym sama siebie oszukiwała. Na co liczysz głupia babo?!?!
Jakiś miesiąc (może dwa miesiące) temu mój mąż zagadał do swoich rodziców co myślą o in vitro. I oni że spoko, no problem, nie widzą w tym nic złego, ale...
... "niepowinniscie mówić o tym nikomu (moja siostra, męża siostra) wystarczy że rodzice (obu stron) będą wiedzieli". No i mnie oczywiście wziął wkurw 😡 na teściów i ich głupie teksty, mąż się wkurzył na mnie bo robie z igly widły i kręcę gówno burze. No ale jakoś to we mnie siedzi i mam do nich niechęć. Bo dziecko z in vitro to gorsze? Mielibyśmy się wstydzić? Ja rozumiem że o naszych problemach wie najbliższe grono i tak pozostanie. Nie planuje napisać sobie na czole nie mogę zajść w ciążę. Niepotrzebnie się nakręcam. Ale często moi teściowie powiedzą jakaś głupotę z którą się nie zgadzam a później mnie szlag trafia gdy o tym myślę.
Z jednej strony czekam na święta a z drugiej strony kolejny rok jesteśmy we dwoje. Nie tak to miało być. 😢
Na początek kilka ogólnych informacji na temat ENDOMETRIUM.
Endometrium stanowi warstwa błony śluzowej, wyścielająca jamę macicy.W czasie trwania cyklu miesiączkowego endometrium przechodzi zadziwiające zmiany.
W proliferacyjnej (folikularnej) fazie cyklu endometrium reaguje na zwiększony poziom estrogenu wzrostem i pogrubieniem tkanek. W chwili jajeczkowania, w reakcji na pojawienie się progestronu, endometrium tylko nieznacznie powiększa swą grubość, lecz jednocześnie przechodzi głebokie przemiany przygotowujące je do przyszłego przyjęcia zapłodnionej komórki jajowej. Gruczoły endometrialne zaczynają wydzielać płyn, którym odżywia się zarodek w ciągu pierwszych trzech dni spędzonych w macicy, gdy będzie się swobodnie unosić w jej wnętrzu, zanim zagnieździ się w błonie endometrialnej. Jeśli nie dojdzie do prawidłowo przebiegającego zapłodnienia, po około dwunastu dniach produkcja estrogenu i progestronu ustanie, i w obliczu braku podtrzymania hormonalnego rozpocznie się aktywaność menstruacyjna. Miesiączkowanie oznacza wydalanie złuszczonych tkanek zbędnej już błony śluzowej macicy. Wraz z rozpoczęciem następnego cyklu hormonalnego i zapoczątkowaniem dojrzewania kolejnego "zbioru" pęcherzyków jejnikowych, rozwój błon śluzowych wkracza w nową fazę będącą powtórzeniem poprzedniej.
Grubość endometrium - u kobiet miesiączkujących powinna wynosić 8-14 mm (niektóre z norm wskazują wartości od 6 mm!), natomiast u kobiet niemiesiączkujących - 5-7 mm.
Zbyt mała grubość endometrium stanowi przeszkodę w zagnieżdżeniu się zarodka. Jeśli dojdzie do implantacji, zbyt cienka warstwa śluzówki może stać się przyczyną poronienia.
Poradnik - czyli jakie sposoby na małe endo;
1. Wspomagacze naturalne:
23+4 
Wczoraj przyszło łóżeczko !
Aaa wielki dzień
skręciliśmy dopiero pod wieczór także ciemne zdjęcia wyszły i muszę dziś w świetle dziennym zrobić
także jak zrobię to szybciutko wstawię i pokażemy Wam z Tomusiem jak jego łoże się prezentuje 
Cudownie nasz pokój teraz wygląda..
czuje, jakby Nasz syneczek miał już być przy nas lada chwila..
ale jeszcze troszkę
. Oczywiście jak już wieczorem leżę to tak szaleje.. Aj kocham to uczucie rozpychania się w brzuszku !
MÓJ SKARB
Wczoraj tak mocno kopał że aż lęki miałam
bo się nie spodziewałam 
Jeszcze pociągnę niekończący się widzę temat odnośnie tej wizyty, którą miałam przyspieszyć
bo niestety w centrum nie udało mi się tego zrobić, ale napisałam do mojego ginekologa i wczoraj dostałam odpowiedź, że jeśli mi pasuje to w czwartek na 15 mogę do niego do szpitala podjechać !
i to się rozumie
uwielbiam tego mojego gina !
-(pewnie jak mąż to przeczyta, bo czasami podczytuje mój pamiętnik to się zezłości
) ale wiadomo o co chodzi
cieszę się, że ma takie podejście i że mnie rozumie
naprawdę jestem z niego zadowolona.
Nie mogę się już doczekać naszego kolejnego spotkania syneczku !!!!
a potem kolejna wizyta 15 listopada (za 3 tygodnie) i tyle jeszcze mogę czekać
a nie 5 tyg.
i wtedy mamusia już idzie na zwolnienie i będziemy odpoczywaaaać ! 
Taaaaadaaaaaam ! 
Mamy zaszczyt z synusiem przedstawić jego łoże hihi 


I jak się Wam ciocie podoba ? 
Ściskamy wszystkie ciocie ! :* 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2014, 17:48
Jest mi dziś smutno
Temperatura jaka się utrzymuje jest okropnie niska i odebrała mi nadzieję na udany cykl. W zeszłym cyklu nieudanym miałam wysoką i jeszcze te co znalazłam swoje na papierze wykresy nieudane też temperatura była wysoka, a tu raptem jakieś spadki i czemu> znów hormony szaleją czy jak? nie chce znów mieć cykli trwających po ponad 40 dni, prawie 50 ... a były takie.
W dodatku mąż dziś idzie do urologa. W niedzielę w dzień dobry TVN mówili o raku jąder i jeśli cokolwiek mężczyzna zauważy niepokojącego na jadrach ma nie bagatelizować. I wtedy mąż mi powiedział, że obok jąder w bliskiej okolicy czuje jakąś sporą kulkę i od tego odchodzi jakby wiązką żyłek... nie chciał mi pokazać, dziś idzie do lekarza, mam nadzieję, ze to nic poważnego. M się stresuje, a ja staram się go pocieszać ale sama też się martwię o niego
Ale mnie wczoraj wymęczyło. Masakra jakaś. Ale dzisiaj już jest ok. Nawet jakby więcej energii we mnie jest. Zaraz dam babci śniadanie i będę ćwiczyć. Do końca listopada schudnę o 10kg, taki mam cel. Mam nadzieję, że dotrę do niego. No a później muszę utrzymać tę wagę.
A tak w ogóle to nie mam ochoty na przytulania z M. Nie wiem czemu. W sumie M też nie ma specjalnie jakoś ochoty. Może jesteśmy przemęczeni remontem. Codziennie coś jest do robienia. A jeszcze tyle do zrobienia ...
Moja kochana bestyjka 

33+2
Koniec września. Połowa 7 miesiąca. Impreza.
Drzwi otwiera gospodyni - dalsza znajoma (obecnie "bardzo daleka znajoma")
Ona - O ciąża! Gratuluje! Kiedy poród? Niedługo?
Ja - Niedługo, niedługo! - wiadomo dla cieżarnych czas płynie nieco inaczej odmierzany kolejnymi usg i potrzebą pakowania torby do szpitala - Już w grudniu!
Ona, z konsternacją na twarzy - O... a powiedziałabym, patrząc na brzuch, że dużo wcześniej.

Straszny był ostatni tydzień... Wylądowałam z młodym w szpitalu
Pomimo iż leczyło go dwóch lekarzy (rodzinny i pulmonolog) z zapalenia oskrzeli przeszło na zapalenie płuc
7 długich nocy wśród płaczu innych dzieci, śpiąc z młodym w szpitalnym łóżeczku bo łóżek dla matek wolnych aktualnie brak...
Dobrze że synek jest spokojnym dzieckiem, większość dnia spokojnie się przebawił, kroplówek sobie nie wyrywał i nawet do toalety czy na kąpiel spokojnie sobie mogłam wyjść. Bo to co wyprawiały inne dzieci to mnie przyprawiało o gęsią skórkę 
Na szczęście od wczoraj już jesteśmy w domu, wracam do mierzenia temperatur i mam dobrą energię. W piątek byłam na wizycie u pani doktor, która miło mnie zaskoczyła, ponieważ z całego serca namawia mnie na kontynuowanie prowadzenia obserwacji. Ona widzi w tym głęboki sens. Powiedziała, ze jestem jej drugą pacjentką która sama prowadzi obserwacje, bez jej wcześniejszej zachęty.
Co do starań, mamy z mężem celować w dni płodne, jeśli by nie było efektów to dopiero po roku starań można mówić o problemach. Kazała wyluzować, nie podchodzić do tego jak do zadań specjalnych a raczej zdać się naturze. O stymulacji na razie nie ma mowy, jeszcze nie czas 
Wyszłam od niej spokojna, z nowymi pomysłami i nadziejami. Za niedługo zaczniemy 6 cs i oby on już był mniej pokręcony niż obecny.
Mój mąż miał dziś sen
śniło mu się że jestem w ciąży i obcięłam się na bombkę, bo niby humory ciążowe
i obudził się wkurzony na mnie
bo po 1 mi to nie pasowało by, po 2 nienawidzi tej fryzury
12 tydz 0 d 
wczorajsza wizyta
maleństwo urosło ma 5,25
serduszko pięknie bije 159/min , maluszek odpoczywał na usg dopochwowym,ale już na usg zwykłym jak pani doktor przycisnęła brzuszek wywijał ile się dało,machał rączkami i nóżkami- cudne, mamy nagraną płytę
pani doktor powiedziała ze według niej mamy zdrowego maluszka
kochamy Cię szczęście. Boże proszę niech będzie dobrze.

zostań z nami szczęście
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 stycznia 2015, 15:38
Wielka ulga, u męża tylko przepuklina. Ma iść na usg by zobaczyć jak duża i czy trzeba usuwać operacyjnie czy nie. Lekarz powiedział, że starać się o dziecko można jak najbardziej. Operacja dobrze wykonana i od razu można się starać ale istnieje ryzyko uszkodzenia nasieniowodu i najlepiej jakbyśmy starali się teraz o dziecko i mąż jest naładowany optymistycznie i mówi, że trzeba szybko działać 
Ale mnie nosi...
Nic mi się nie chce robić w robocie, jeszcze szefa nie ma to tym bardziej, motywacja zerowa!! Ale chyba zmuszę się, zorganizuję sobie jakieś zajęcie bo jeszcze 3 godziny musze czekać do wizyty u gina. Zawsze to szybciej zleci.
Wczoraj miałam ambitne plany porobić te zaległe trudne tematy, ale dziś bez szefa i tak nie mogę tego ruszyć. Więc kolejny dzień odkładania problemu ma usprawiedliwienie.
O rany, chcę już 15.40 
w piątek jadę do domku na cały tydzień!!! 
nie dość że będziemy się przeprowadzać na nowe mieszkanko to jeszcze mam 2 razy dentystę, fryzjera i robię nowy tatuaż
to może ostatni moment na to a chciałam dawno go zrobić.
To już będzie 7. 8 zrobię po skończeniu karmienia piersią i to będzie data urodzenia i imię naszego dziecko 
pozytywnie się nastrajam na ten cykl. Trzymać kciuki i ja za Was też mocno trzymam. Teraz trochę daje na luz więc będzie tu troszke mniej zaglądać
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.