Zauważyłam, że jak je niezależnie od sposobu podania pokarmu (pierś, butelka antykolkowa, butelka ze smoczkiem anatomicznym itd.) to jest niespokojny i łyka sporo powietrza. Potem jest problem z odbekiwaniem. Po jednym posiłku z 5 razy potrafi bekać, a w międzyczasie z nerwów krzyczy, napina się itd. To powoduje, że jeszcze więcej powietrza łyka i tak w koło macieju. Dziś wył od 10 rano. Wcześniejsze karmienia były jakby nocne. Wtedy je spokojnie i zaraz znowu zasypia. W nocy to naprawdę zlote dziecko, aż muszę wybudzać na jedzenie, bo z tą jego niską wagą boję się, żeby spał więcej niż 4 godziny na raz. Teraz padł z przemęczenia. Nie wiem co robić. Chciałam nawet karmić bezpośrednio piersią i tak od wczoraj kilka razy zrobiłam. On potrafi ssać, nie ma z tym problemu, ale to niczego nie zmienia. Tak samo łyka powietrze, a dodatkowo ja zaciskam zęby z bólu i nie wiem ile w końcu zjadł i czy krzyczy bo głodny czy z innego powodu. Koszmar jakiś. Dostaje probiotyk, Sab Simplex przed każdym jedzeniem. Boli mnie wszystko od noszenia go. Ukojenie jego histerycznego płaczu graniczy z cudem. Postanowiłam spróbować od dziś masażu Shantala. Może to nam pomoże wzajemnie się lepiej poznać, wyciszyć...
Pyza się robi. Kocham go mimo wszystko. Jest mi cholernie smutno, że taka dupna matka ze mnie. Dziecko krzyczy cały dzień a ja nie umiem nic zrobić 

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2014, 14:37
13DC Miałam wtedy wizytę u gina. Badanie USG wyszło całkiem, całkiem
Mam endom. 10cm, a na jednym jajniku aż 3 duże pęcherzyki, największy ok. 22mm. Lekarz zapytał czy chcielibyśmy podchodzić do inseminacji. Moje oczy sie uśmiechnęły! Wreszcie utrafiliśmy w termin! w związku z tym 14DC podałam sibie Ovitrelle a dziś , czyli 15DC od 7.30 czekaliśmy w kolejce po nasz CUD! 
15DC
Sam zabieg miałam ok. 12, poleżałam po nim jeszcze z 20 min. Zabieg to za dużo powiedziane, ale sama otoczka dzisiejszego dnia była bardziej zagmatwana. Dłuugaśne wyczekiwanie w poczekalniach, wywiad do przyjęcia, pobranie krwi, ciśnienie, pobranie nasienia Mezulka
Teraz tylko się oszczedzac i czekać !!!
Apropo nasienia. 13DC po USG stwierdzilam, ze jakby pecherzyk pekl przed inseminacją, to nie byłoby ciekawie, wiec było przytulanie. Dzis wyniki nasienia byly takie wg lekarza dobre, ale 11% ruchliwych plemnikow to chyba nie jest jednak tak kolorowo.
Jak myślicie, następnym razem , jeśli będzie
to ile dni się wstrzymywać z seksem przed samą inseminacją? Tak , by nasienie było jak najlepszej kondycji?
Podam jeszcze wyniki męza:
Koncentracja - 15mln/ml
Ruch postepowy - 11%
Ruch całkowity - 36%
Brak ruchu - 64%
Morfologia - 1%
Żywe plemniki - 66%
I co dobre są? Wg norm kilka wskaznikow ponizej jednak. Zobaczymy.
No więc tak dziś dzień okropny cały czas w aucie i szpitalu skończyło się na tym że syn leży w szpitalu .Ubolewam nad tym strasznie , ale poradzi sobie ma 10 lat . Nie wiem jak zasnę !Stres stres i jeszcze raz stres .
Przyszła @.
W związku z tym miałam wczoraj straszny kryzys, długo płakałam..
Sama się sobie dziwię że jest jeszcze we mnie tyle negatywnych emocji, tyle żalu.
Nie chce już definiować siebie jako tą która musi być w ciąży a jak nie jest to jest nic nie warta.
Przerywam starania. Muszę wziąć się za siebie, w końcu zacząć się odchudzać i ćwiczyć.
Muszę zacząć postrzegać siebie jako kobietę a nie jako niedoszłą matkę.
Ale teraz jeszcze muszę się uczyć, obrona najprawdopodobniej w czwartek.
Wstałam , zmierzyłam tempke i co? i nie mogę jej wpisać bo wykres zwariował i się kręci... któraś z was też ma taki problem?
wrrrr....
Dziś kolejny dzień pracy... mam nadzieję że tylko do 18. Nie mam już serca do tej roboty...
2 dzień łykania kwasu foliowego- zadziałał na mnie tak że miałam oczy jak 5 złotych. Jak normalnie w 4 dniu cyklu lało się ze mnie jak z odkręconego kranu tak teraz ledwo kapie
nie powiem, miłe 
Zmykam do pracy!
ależ ten mój wykres jest paskudny i ciekawe na kiedy teraz wyznaczy owulacje ... a może wcale jej nie wyznaczy ? jeszcze do tego coś mnie dopadło okropnie się czuje zawroty głowy ból brzucha ogólne osłabienie ..
Emocje opadły po wizycie, więc mogę spokojnie napisać, jak było 
Wizyta z przygodami, bo było dwugodzinne opóźnienie, ale suma summarum w końcu ją miałam. Matko, jak ja na nią czekałam!
A więc tak: z Dzidem wszystko w porządku, wszystko na swoim miejscu, pięknie rośnie. Łożysko na przedniej ścianie. Gin pomierzył, pomierzył, wydrukował nam zdjęcie buźki i...wyłączył sprzęt. A ja niemal w szoku byłam, bo jak to? A płeć?! Zapytałam trochę z wyrzutem 'jaka płeć', więc włączył ponownie usg, jeździł i jeździł tą głowicą. W końcu powiedział "no to chyba filutek". Stwierdził, że możemy się nastawiać.
Tak więc najprawdopodobniej będziemy mieć syna 
Cieszę się, bo wreszcie się coś okazało. Mąż szczęśliwy, bo będzie miał wymarzonego chłopca 
Mam infekcję moczową, którą dostałam antybiotyk i chyba lepiej. Morfologia, choć gorsza i trochę poniżej normy, to jednak jeszcze nie anemia. Uff 
Kolejna wizyta 10 grudnia 
Byłam na kolejnej konsultacji u lekarza chorób zakaźnych. W sumie bardziej dla mojej internistki niż dla mnie, bo wiedziałam co powie. Potwierdziła 2 poprzednie opinie, czyli że moje wyniki są jak najbardziej ok. IgG>500 (bardzo dodatnie) wskazuje, że mam bardzo wysoką odporność na różyczkę i nawet gdyby doszło do kontaktu z tą chorobą to bardzo szybko bym ją zwalczyła, a IgM 7-8 (dodatnie) które tak strasznie męczy moją lekarkę przy takim IgG nie ma żadnego znaczenia, poza tym IgM mniejsze od 10 jest w zasadzie nie istotne. Do tego IgM nie przenika przez łożysko bo jest za duże więc nie ma żadnego wpływu na ciąże.
Tak więc lekarka, tak jak poprzednicy ze 100% pewnością stwierdziła że moje wyniki przeciwciał różyczki nie miały i nie mają wpływu na ciąże, chora i szczepiona byłam i stąd taki wynik, ale jeżeli mnie to martwi bardzo to mogę się zaszczepić jeszcze raz (bo podobno szczepienia należy powtarzać po 10 latach).
Potem skupiła się bardziej, na problemach tarczycowych i w sumie ja też myślę, że to mogło być przyczyną.
Kochane!!!!
Chciałabym Wam powiedzieć, że jesteście moim światełkiem w cholernie ciemnym i długim tunelu!
Nie wiem jak mogłam funkcjonować bez waszych porad, przepisów kulinarnych, relacji z każdego dnia, z każdej minuty w pracy, domu, szkole...
Właśnie poczułam, że moje jajeczko próbuje się wydostać z jajnika. Wiem, że ten cykl będzie też stracony, nie nastawiam się ani psychicznie, ani fizycznie.
Postanowiłam, że nie pojadę jutro na zajęcia. Spędzę cały weekend z M. i bestyjką. Mam w nosie jutrzejsze zajęcia. Czuję, że muszę być teraz z tymi których kocham najbardziej na świecie!
Polubiłam mierzenie tempki, sprawdzanie śluzu, szyjki i zaznaczania objawów na wykresie! Nie będę już bez tego funkcjonować. Z każdym nowym cyklem chcę siebie poznawać i odkrywać to czego nigdy nie obserwowałam.
Nadzieja zawsze będzie.
Pragnienie pozostanie.
Miłość jest wieczna.
Każda z nas zasługuje na szczęście.
Jeśli nie jest nam pisane być mamą i uczynić z naszych mężów najwspanialszych tatuśków, to nie załamujmy się, tylko dajmy im jeszcze więcej miłości, seksu, więcej jedzenia i czasu spędzonego razem... nawet jeśli ma to być czas przed TV, na filmie, który nas zupełnie nie interesuje albo na meczu, gdzie i tak za nic nie połapiemy się co to jest spalony do jasnej cholery!
Uwielbiam Was.
Dziękuję, że jesteście.
Dziękuję, że zawsze jak wejdę na forum, mam pewność, że mogę z Wami pogadać!
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2014, 16:11
Wczoraj dowiedziałam się że Dr A wyzdrowiał i zaczyna przyjmować pacjentki! W środę jestem już umówiona na wizytę do znachora ale chyba to będzie ostatnia wizyta i wracam do mojego doktorka
W najgorszym wypadku będzie chciał poprawiać moją laparo. Ale co ma być to będzie

Jesteś w 28 tygodniu ciąży
(27 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 7
Trymestr: 3
Do porodu pozostało 92 dni ! 
W pępku mamy 106 cm haha 
Jejuuuu już 3 trymestr zaczęliśmy z Tomusiem
naprawdę szybko leci.. a jakbym dopiero wczoraj test robiła
ale niech leci! Chcę już mieć Ciebie synusiu blisko..
Chcę Cie przywitać mocno tuląc z tatusiem
NASZ SKARB
nie mogę się doczekać tej chwili aaaaaaaaaa !!! 
Jutro znów Ciebie zobaczę !
i uwaga uwaga ciocie.. może zobaczymy Tomaszka w 3D !
podwójnie jestem podekscytowana
bynajmniej nie będę musiała iść prywatnie bo teraz w tym centrum mają taki dobry sprzęt i mam nadzieję, że akurat mój ginekolog będzie miał go jutro do swojej dyspozycji
a biada nie.. oj zdenerwuje się wtedy 
Okaże się też jak moje wyniki z glukozy i moczu.. oby wszystko było dobrze 
HEJ!!! I już po kolejnej wizycie u lekarza.
Niby wszystko w porządku , tyle tylko że jak zwykle mam ciśnienie skaczące
. No i maleństwo wg Pani doktor jest troszkę za duże jak na swój wiek o jakieś 2 tygodnie. Jeżeli będzie tak dalej rosło to będą to wskazania do cesarskiego cięcia. Bo według jej obliczeń dziecko może być większe od mojej poprzedniej córci (3450 g przy porodzie złamany obojczyk mimo nacięcia
) . No zobaczymy jak to dalej będzie. Ogólne zalecenie p.doktor żeby dużo leżeć i odpoczywać. W ogóle chciała mnie położyć do szpitala na parę dni na badania, bo jak mam niskie ciśnienie to znowu puls mam wysoki ponad 100-104 przy ciśnieniu 110/75. A jak mam wysokie ciśnienie to puls też pod 100 dochodzi
no i strasznie kołacze mi serducho
. Zobaczymy co czas pokaże. Boję się że dziecko będzie duże i będę musiała naturalnie rodzić, a czuję po kościach że nie dam rady. Z poprzednią córcią ciężko będzie. Mąż także mówi że może to i lepiej by było, nie wiem tylko z jakiego powodu
:)czy z tego że nie będzie musiał być przy porodzie czy innego????
Nie mam pojęcia. 
Może to wszystko także przez tarczycę, albo przez ten cukier niby w normie ale na pograniczu????? Ogólnie czuję się dobrze tylko coraz bardziej mi ciężko.
W ogóle lekarka chce mnie skierować na patologię ciąży w Wałbrzychu i namawiała mnie abym przy okazji tam rodziła. Na razie dała mi czas tydzień-dwa na sprawdzenie co i jak z tym ciśnieniem????
Buziolki kochane. Pozdrawiam 
Dziś dostałam ostrą reprymendę od męża, że nic nie jem. Poprostu nie mam ochoty, za to kilka dni temu wręcz żarłam jak opętana...oczywiście podczas fali płaczu i smutku.
Wczoraj było wino, dziś też miało być ale się ostro powstrzymuje. W rodzinie mam dużo problemów z alkoholem, więc nie chce dołożyć do statystyk mojej osoby. A jeszcze jak pomyślę, że był czas, że w ogóle nic nie piłam to mam wrażenie, że teraz nadrabiam te lata w których totalnie nic nie piłam. Wierzcie lub nie, dopiero rok czy dwa lata temu odważyłam się napić czy to na urodzinach, czy na jakimś wyjściu.
Zaczynam tracić kontrolę nad sobą. Przez ostatnie trzy dni jak nie pije to jem, jak nie jem to pije.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2014, 17:53
Jestem tak zmęczona fizycznie i psychicznie, że nie mam siły. Od kilku dni w ciągu dnia zaczyna mnie boleć głowa, dziś jakieś dreszcze mi się przypałętały, te problemy żołądkowo - jelitowe, nie wiem czy to wszystko nie objaw stresu, nerwów. Ale jak tu wyluzować.
Do konkretów... dziś byłam na podglądzie pęcherzyków, pęcherzyki rosną i chwała im za to. Ale nie to w tym momencie jest najważniejsze, tak sobie porozmawiałyśmy z moją p. doktor na poważnie i bez żartów
Na samym wejściu powaliła mnie pytaniem czy jestem gotowa na inseminację? A ja yyy aaa... nie wiem, do końca o tym tak nie myślałam, myślę że byśmy się zdecydowali. Bo wie pani, pani Alicjo, już widzimy, że to nam efektu nie przyniesie, nie ma sensu powtarzać tego za kolejnym razem (w domyśle Clostilbegyt, monit, zastrzyki na pęknięcie pęcherzyków - Ovitrelle, duphaston). To mój 3 cykl ze wspomagaczami. Kładę się rozkładam nogi, uwielbiam to:)... patrzymy na monitor... no jest ładnie pęcherzyki rosną... pani spojrzy na jajnik, widzi go pani, jasne że widzę, wokół nich jest taka otoczka (biały kolor w powiększeniu na monitorku), no widzę, u pani ta otoczka ma różną grubość np w tym miejscu jest 1,2mm ewentualnie może być, ale z drugiej strony już ma 2mm więc jest za gruba. To przeszkadza w wydostaniu się komórki z jajnika (tak ja to zrozumiałam), pytam co pani proponuje... ostatni cykl ze wspomagaczami, jeden miesiąc "uspokojenia" organizmu, na styczeń proponuję laparoskopię. O sic! W czym to pomoże? Natniemy te otoczki, będę to robić razem z mężem (też ginekolog), następnie szybko pani zajdzie w ciążę, bo nie ma na co czekać. (domyślam się, że to może się zarastać ponownie, tego nie wiem muszę dopytać jeszcze). Jakie są szanse powodzenia po tym zabiegu... 90 % kobiet zachodzi w ciążę. Kurcze brzmi obiecująco. W końcu, wyjęła mi swój "przyrząd" po 7 min ufff. Ubieram się rozmawiamy... już widzę, że się pani boi... hm.. nie boję się (choć w duchu oczywiście, że się cykam)
To co... kiedy pani najbardziej pasuje... wie pani co, ja jestem na takim etapie życia, że mi pasuje praktycznie w każdym momencie... bo praca nie jest dla mnie na tym etapie najważniejsza... No w końcu!
tu pojawiają się wielkie oczy i uśmiech mojej pani doktor
... To w takim razie styczeń, ferie, jasne. Pani doktor, czy ja dam radę, oczywiście że damy radę. Poddaję się, co pani proponuje, ja robię, działa pani na mnie optymistycznie i podnosi mnie na duchu. A co myśli pani o ifv... yyy, aaa, chyba nie, chyba nas na to nie stać. Ale przecież jest refundowane, dodatkowy koszt to kwota 5-6 tys, no tak tyle jest do przejścia. Sic! myślę to nie przejdzie, nie chodzi o kasę, o względy moralne, etyczne bardziej. Na razie o tym nie myślimy. Pani doktor, jestem tym wszystkim zmęczona. Zdaje sobie sprawę, robicie wszystko mechanicznie, trzeba się uzbroić w cierpliwość. Pani doktor działa na mnie też taka moja presja wieku, czy powinnam się tym przejmować i znów się śmieje, niech pani o tym nie myśli.
No to widzimy się w poniedziałek, o 8 rano, tylko wyśle mi pani smsa pół godz. wcześniej, żebym zdążyła przyjechać do szpitala a pani do pracy. Więc następny podglądzik w poniedziałek.
Wyszłam, myśli się kłębią, kurcze mam się poddać czy iść na tę laparoskopie, ale jak nie pójdę, to tak jakbym się poddała. Czy ona mówi z sensem... czy faktycznie przyniesie to jakiś efekt?? Wiem, że będę się denerwować, ale dam radę, bo muszę dać. Wytrzymam te 3 dni w szpitalu do cholery! Narkozę już miałam, jak mi robiła histeroskopie więc się chyba obudzę 
To wszystko trwa w takim szybkim tempie, zaczęłam do niej chodzić w lipcu, a już tyle przeszłam i wiele zapewne przede mną. Czy to wszystko idzie w dobrym kierunku i nie za szybko ?? Ale z drugiej strony myślę tak... a na co czekać, na złudne nadzieje, że może w tym czy przyszłym miesiącu się uda. Wspominała coś jeszcze o jakiejś hiber czy hiper stymulacji jakimiś ampułkami jeden chyba po 80 czy 90 zł potrzebne by było 5 ale ten temat jest odłożony, nie dopytywałam więc bardziej.
Jestem sama, męża nie ma i myślę
Wiem, że będę miała w nim oparcie, że mi pomoże, będzie wspierał ale zawsze jest jakaś obawa.
Dziewczynki wiem decyzję muszę podjąć sama, po rozmowach z moim mężem. Ale co wy o tym wszystkim myślicie ??
Łeb mi pęka ;/ u góry, czacha dymi
przejdzie, musi przejść! Laparoskopie też przejdę, wszystko przejdę bo jestem silna, muszę być silna!!!
Okres jak na mnie w stylu "light". Te dwie kropelki zaznaczone wczoraj właściwie mogłyby być jedną, ale wieczorem troszkę więcej było krwi. Dziś odwrotnie - z rana więcej, teraz niewiele. Zastanawiam się, czy przy tak krótkim jak na mnie cyklu endometrium zdążyło wytworzyć się we właściwym "rozmiarze".
Ogólnie trochę dopiero zaczynam wychodzić z szoku po tym niskim progesteronie oznaczającym brak owulacji. Mimo wszystko miałam nadzieję, że jednak owulacje mam... Nie nastawiałam się, że zajdę w ciążę od razu, ale jakoś nie brałam pod uwagę, że mogę nie mieć owulacji... Teraz już inaczej myślę. Nadal mam nadzieję, że uda mi się zajść w ciążę.
Zobaczymy, czy w tym cyklu będzie owu. 
Podsumowanie. a co, święta juz w reklamach to znaczy że rok się powoli kończy. A ja wolałabym żeby skończył się jak najszybciej. Niestety, 2014 rok nie był dla mnie łaskawy... zaczęło sie od ostatniej szansy w styczniu, lutym aby zajść w ciąże. Nic. Potem kwiecień,badamy męża i szok- znamy juz powód, dlaczego się nie udaje. Dalsza diagnostyka, kolejne miesiące. Podjęta decyzja- AID. Listopad-pierwsza wizyta w klinice ale przed nią wizyta u mojego lekarza, kontrolnie aby sprawdzić czy wszytsko gra. Niestety nie gra-diagnoza, guz na jajniku... Wizyta w klinice odwołana, czekam na zabieg.Co jeszcze, co jeszcze na nas spadnie... Moze juz koniec tego złego?
Marzę o tym żeby 2015 rozpoczął się z werwą- robimy zabieg, jest wszystko ok, można podchodzić do inseminacji, udaje się za pierwszym razem
no chyba mi sie należy... za to morze wypłakanych łez, za te nieprzespane noce w obawie co dalej...za to że w pewnym momencie małżeństwo wisiało na włosku... i tak jestem optymistką, na to wszystko co nas spotkało cały czas wierzę że będzie dobrze...
Mój mąż ma setki planów, marzeń w związku z dzieckiem, ja też:
-wymyśliłam i obiecałam sobie, że zrobię dziecku buciki na szydełku (choć nie mam zielonego pojęcia w ogóle jak to się dzierga
)
-mam odłożonego mega drogiego koniaka którego kiedyś dostałam w prezencie i juz wiem ze zostanie otworzony na chrzciny lub jak sie dziecko urodzi
-chciałabym zrobić maluchowi sesję noworodkową
Cały czas mam w myśli taką wizję- ja w letniej sukience wracam z córką za rękę do domu... słońce chyli się ku zachodowi, a ja pękam z dumy że mam tą kruszynę przy sobie...
Jemy sobie z Misiem śniadanko, kawusie wzięłam do łóżka i leżymy sobie, aż tu nagle...łup. Myśle a" a śniadanko sie przesuwa"...ŁUP znowu
zaraz znów... po minucie myśle no jak nic Misiowi smakowały kanapeczki a kawusie to odrazu do butli dostanie... i znowu łup
) to chyba potwierdza, że nie zwariowałam
łzy mi pociekły...
TO NASZ MISIEK uspakaja mamusie, a dodatkowo miałam piękny sen. Śniło mi sie, że rodze naszego....synka. Dokładnie pamiętam swój poród...rany ale to było przeżycie, jakby to sie stało
widziałam naszego Malucha, wierzgał nogami i krzyczał... szkoda, że to tylko sen 
Dziękuje Misiu, że dajesz mi znak, że jesteś silny i zdrowy
:* Mój Skarb :*♥♥
Pozostało 15 dni do naszego IV spotkania kochanie :* dziękujemy i czekamy na więcej :*♥
no i jesteśmy dzisiaj po wizycie u gin mały szkrab poplątał się w pępowinie nic mu nie jest ani nie grozi ale się schował przed nami i nie chciał pokazać buźki więc znów jesteśmy bez zdjęcia na pamiątkę no jak nic charakterek to on ma
ale udało mi sie zobaczyć oczko nosek i kawałek czoła hihi jest taki śliczny taki NASZ:) już go kochamy od kąd pojawił się w naszych myślach
waży już około 1100 lub 1200 tak mi pani doktor powiedziała mały ma się dobrze moje spojenie łonowe ma rozejście na około 7mm czyli w normie więc raczej to nie to spojenie tylko lekarze mi stracha narobili nie ładnie
poza tym bakterie w moczu znów mam żelazo za niskie więc mam brać 1 tabletkę 1 raz dziennie 1 godzinę przed posiłkiem no i krzywa cukrowa na granicy powiedziała że porówna z tymi nowymi normami i mi zadzwoni jak by było coś nie tak w każdym razie posiedziałam sobie dzisiaj 2 godziny w przychodni w poczekalni do lekarza i po plotkowałam z innymi ciężarnymi więc mięło bardzo szybko nie narzekam
Adaś miał dzisiaj pasowanie na przedszkolaka jego grupa została nazwana króliczki no i dzieci miały mieć uszy królika nigdzie nie umiałam znaleźć takich uszu no a że ja w domu posiadam takie różowe z puszkiem muszką i ogonkiem z wieczoru panieńskiego odpuściłam sobie to i zrobiłam ręcznie ale jak widać nie potrzebnie się przejmowałam bo dzieci miały stroje swoich mam z wieczorów panieńskich
nie mogła bym tego dziecku zrobić i tak go przebrać a tak było zabawy co nie miara przy wycinaniu i malowaniu więc nie czuję się gorzej
chociaż dzieci śmiały się z Adasia że ma robione przebranie ale to nie fakt że nas nie stać tyko nic nie było w sklepach a dziecka krzywdzić nie będę więc mu powiedziałam że ma się nie przejmować ale on mówi że się nie przejoł bo mu się podoba no i tak ma być mój zuch :*
15t4d
Wizyta wczorajsza krótka i szybka. Mamusia waży 52,2, dziecię nie zmierzone, nie potwierdzona Zosia, tyle tylko, że wierzga i jest zdrowa udało mi się zobaczyć na tym expresowym usg
Infekcji nie ma, za to wczoraj przemarzłam jak pojechałam opony zmieniać i dzisiaj boli mnie gardło. Więc leżę w łóżku i się nie ruszam z niego aż mi przejdzie
Mąż znów na balety wybył - Andrzejki mają w firmie. A my z Zosią sobie co najwyżej z herbaty malinowej powróżyć możemy
No i ze dwa dni temu poczułam smyranie od środka. Nie podobne do niczego wcześniej, może to Bąbel? Narazie zdarzyło się dwa razy, w określonej pozycji, ale jak na usg wierzgało maleństwo to nie czułam nic.
A dzisiaj wywaliło mi brzuch, jakbym była w 25tc a nie w 15... Magia 
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2016, 21:35
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.