Rotenkopf Walka. 11 stycznia 2015, 16:51

Dotarłam w końcu do komputera, więc opiszę Wam sytuacje, o których pisałam wczoraj.
Zacznę od tej mniej skomplikowanej.
Dlaczego jestem zła na teściową za ten pomysł ze zmywarką ?
Kilka lat temu, kiedy mój mąż był jeszcze z taką %^&%$ teściowe otrzymali zmywarkę od jej rodziców. Z prostego powodu - oni przeprowadzali się do domu, do którego zamówili sobie do kuchni meble na wymiar no i ta ich zmywarka nie pasowała rozmiarem do założonego planu. A moja teściowa, jak to ona zamiast podziękować i się cieszyć, że będzie miała mniej roboty to jeszcze zaczęła krzyczeć na mojego R. że po cholerę on się zgodził, gdzie ona to postawi, przecież i tak z tego nikt korzystać nie będzie! Końcem końców zmywarka stanęła w pralni na dole. I rzeczywiście korzystaliśmy z niej tylko my (tzn po tym jak ja się tam wprowadziłam i zaczęłam ogarniać ten burdel - tak, nawet Rozenkowa by się załamała widząc to, co tam jest). Tak było do czasu w którym poinformowaliśmy, że bierzemy ją ze sobą do nowego mieszkania. Nagle mojej teściowej przypomniało się, że ma zmywarkę w pralni! Nagle przestało jej przeszkadzać, że z brudnymi naczyniami trzeba zejść ze schodów. Ale my byliśmy nie ugięci. Wzięliśmy ją ze sobą ;)) A tu w piątek taka propozycja. Dobrze, że mnie nie było bo by się dowiedziała czegoś fajnego na swój temat.
Kurde, no jest między nami jak jest, ale to jej zasługa (ja próbowałam jakoś nawiązać z nią normalny kontakt). Jeszcze zrozumiałabym gdyby te pieniądze były im potrzebne na coś bez czego rzeczywiście żyć by nie umieli - nie wiem, jakieś nowe leki dla teścia, czy groziło by im odłączenie wody lub prądu, ale na zmywarkę ?!

To teraz przejdźmy do bardziej skomplikowanej sprawy jaką są dziadkowie a raczej nie - dziadkowie. Nie zrażajcie się w połowie wyjaśniania tej zawiłości rodzinnej, że tego nie rozumiecie bo mi zrozumienie tego zajęło blisko rok.
W rolach głównych:
Mama A i Tata A (rodzice mojego męża),
Babcia A i Dziadek A
Babcia B
Babcia C

Opis:
Babcia A i Babcia B to siostry.
Babcia A i Dziadek A to małżeństwo.
Babcia C to siostra Dziadka A.
Babcia B to mama Taty A.
Babcia C to mama Mamy A.

Sytuacja:
Babcia C zmarła jak Mama A miała 5 miesięcy (brat Mamy A miał wtedy ok 6 lat)
więc zajęli się nią i jej bratem Babcia A i Dziadek A.
A że Mama A jest starsza od Taty A to znają się od dzieciństwa bo w końcu Babcia A i Babcia B (mama Taty A) to siostry.

I teraz Mama A na siłę próbuje nas przekonać do szacunku itp do Dziadka A i Babci A bo nami musi się odwdzięczyć, za to, że ją wychowali. To jest moje zdanie. Ale fakt pozostaje faktem, że właśnie stąd moja teściowa robi awantury m.in o to, że nie zadzwoniliśmy do nich z życzeniami. Swoją drogą to są straszni ludzie. Kiedyś byli bardzo bogaci i sławni na nasze miasto a teraz pozostało tylko 'i'. Ale oni dalej zachowują się jak wielcy tego świata i oczekują, że będziemy padać im do nóg ilekroć się widzimy.


Błagam, poradźcie mi jak sobie z nią poradzić...bo ja już tracę nerwy i siły...



Ja tez w tym roku jakos optymistycznie podchodzę do tego wszystkiego moze ten rok bedzie lepszy...ja to poprostu juz nie mam sil na walkę ...musze zaczac zyc normalnie...nie bedzie to proste ale musze ...a wiadomo co los przyniesie...;-)

Pola Irene Moje zapiski ze starań 10 stycznia 2015, 23:35

Wiem, że nic z tego nie będzie. Pewne w ogóle nie było owulacji. Temperatura jest nędzna mimo, że biorę Duphaston, teraz trochę wyższa, ale właśnie się przeziębiłam, leci mi z nosa, wiadomo, że mam wyższą temperaturę. A i tak nie powala bo to zaledwie 36,8. W ogóle nie bolą mnie piersi, oraz brak jakichkolwiek innych objawów.

No i pogorszenie relacji między nami trwa. Dziś byłam pełna energii i chciałam pojechać pooglądać wózki. Owszem, bez problemu się zgodził, a potem w sklepie okazało się,że jest ślepy i do tego niezbyt rozgarnięty na umyśle. Stanął przed dwoma wózkami,jeden z wpiętym nosidełkiem a drugi ze spacerówką. I mówi do mnie,że ten drugi to lepszy, taki większy się wydaje. Tłumaczę gamoniowi,że ten pierwszy ma wpięty tylko nosidełko więc nie ma czego porównać. Odpowiada "acha", a po chwili " ale ten ma tutaj takie coś" wskazując na podnóżek w spacerówce. Hormony mi zagrały tak,że nie wiem co mnie powstrzymało przed trzaśnięciem go po łbie. I cud! Opanowałam się, poprosiłam pana z obsługi o wpięcie spacerówki do tego pierwszego wózka, a potem spytałam męża "i jak? lepiej?" Jak do cholery można było nie widzieć,że tu nosidełko a tam spacerówka??? No pytam się JAK?
Potem jedziemy samochodem. Tłumaczę mu koszty zestawu jaki trzeba będzie zakupić: gondola, spacerówka, fotelik i baza isofix. Rozmawiamy o tym od paru tygodni, a on nagle do mnie: " to Ty chcesz jeszcze jakiś fotelik kupować?" Tłumaczę mu, że fotelik jest absolutnie niezbędny, że w czym zamierza dziecko wozić? I że niby po cholerę mu baza jak on fotelika nie zamierza kupować? Po 10minutach wrzasków w aucie doszliśmy do tego,że on nie ma pojęcia,że kiedy mówię fotelik-nosidełko to jest jedna rzecz a nie dwie.
Nie mogę już na niego patrzeć! Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji jest to,że moja złość jest taka zewnętrzna. Praca w szkole z nastolatkami w stolicy uodporniła mnie kompletnie na złe emocje, niewiele jest rzeczy, które mogą poruszyć moje emocje w negatywny sposób tak do głębi. Nawet jak na niego wrzeszczę to tak w środku mnie to niezbyt dotyka. Może jest mi przykro, że ewidentnie nie cieszymy się i nie przeżywamy tej ciąży tak samo, mam wręcz wrażenie,że pomimo tylu lat starań to teraz kiedy się udało i kiedy powinien to być dla nas prawdziwy cud, on tego w ogóle nie ceni. Mogłabym zaryzykować twierdzenie,że teraz żałuje że się nam udało.
Na całe szczęście, moje szczęście nie zależy od niego. Mam tę komfortową sytuację,że jestem zupełnie niezależna od swojego męża, właściwie to on nie dałby sobie rady beze mnie. Rok temu byliśmy na skraju rozwodu, kto wie czy ciąża i dziecko nie przypieczętują tamtej odroczonej decyzji.

9+2

Moje urodziny...
29 urodziny :D <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2015, 06:23

Ida Zdając się na los 26 stycznia 2015, 21:52

A więc SR - dziś wykład o zwiastunach porodu i torbie do szpitala. Tym razem nawet notowałam, choć do tej pory tego nie robiłam ;)

1.Zwiastuny porodu
Istnieją nawet takie, które pojawiają się na 3-4 tygodnie przed porodem. Do nich między innymi należy oczywiście obniżenie się dna macicy, co jest zauważalne dla otoczenia. Poza tym jeszcze wstawianie się główki w kanał rodny, co jest dla nas odczuwalne - większe parcie na pęcherz, ale także uczucie ulgi przy oddychaniu oraz zanik zgagi. Zgładzenie się szyjki i sprawy z nią związane, ale to ocenia lekarz - też może wystąpić na 4 tyg przed porodem. Skurcze przepowiadające występują od 7-10 dni przed, ale nie wszystkie kobiety je odczuwają.
Bardzo często kobiety mylą skurcze przepowiadające z porodowymi. Te porodowe muszą być regularne i częste, przynajmniej co 5-10 minut przez około godzinę. Jeśli takie nie są, to zazwyczaj nic się nie dzieje.

Do bezpośrednich zwiastunów porodu należy oczywiście odejście wód płodowych. I tu też wiele kobiet zgłasza się na oddział, podczas gdy okazuje się, że to nie wody tylko zwykły śluz, który pod koniec ciąży zwiększa swoją produkcję. Ale jak wyleci z nas około szklanka płynu nagle na raz, to to są wody ;)
Jeśli są czyste to ok, a jak są seledynowe czy nawet zielonkawe, to też nie należy panikować. Po prostu należy udać się do szpitala, tak położne zbiorą wywiad o wodach, bo to bardzo ważne. Także należy zapamiętać kiedy i jakie były.

Czop śluzowy - może także odpadać na kilka tyg przed porodem i to w kawałkach. Jeśli jest podbarwiony krwią, to znaczy że to jego koniec. Nie należy się tym przejmować, od tego momentu szyjka nie jest już chroniona, a przygotowuje się do porodu.

Przed porodem, na kilka dni/tygodni możemy poczuć większe parcie na pęcherz oraz na pachwiny, odbyt oraz spojenie łonowe. Możemy czuć się rozdrażnione, albo przeciwnie - zrelaksowane. Przed porodem hormony najbardziej buzują. Mogą pojawić się wtedy nerwobóle uciskowe.

Istnieją dwie szkoły jeśli chodzi o czas, w jakim trzeba się zgłosić do szpitala. Jedna mówi, że kiedy odejdą wody a akcji skurczowej nie ma. Druga mówi o tym, że nawet jak odejdą wody, to należy spokojnie w domu poczekać n akację skurczową i tak po 2 godzinach przyjechać. Ta położna mówiła, że jest osobiście za tą pierwszą opcją. Ale każdy wybiera jak mu będzie wygodniej i lepiej.

Najlepsza sytuacja to taka, w której najpierw pojawiają się skurcze, a dopiero po jakimś czasie odchodzą wody. Wtedy akcja porodowa idzie sprawniej. Bo w poprzedniej nawet jak wody odejdą, to na poród można jeszcze dłuuuuugo czekać (nawet do 12 godzin albo i więcej), a jak są już skurcze regularne to i wody odejdą i to jest lepsza sytuacja.

Jeśli jednak przy odejściu wód skurczy nadal nie ma, a my jesteśmy już w szpitalu, to (przynajmniej u nas) jest tak, że spokojnie się czeka, by akcja naturalnie się rozkręciła sama. Na pewno nie podają oxytocyny z automatu. Wszystko zależy od procesu, jak długo nic, to dopiero wtedy kroplówa, ale nie jest to obligatoryjne.

Co jeszcze...

Przyjęcie do szpitala. Generalnie starć się jak najdłużej wytrzymać w domu w tej I fazie. To lepiej dla nas, dla naszego organizmu. Kobiety często szybko przyjeżdżają do szpitala a wtedy nagle się okazuje, że cała akcja staje, bo nowe miejsce, bo stres itd., choć skurcze były regularne. Wykorzystać ten czas dla siebie - kąpiel, posiłek, przytulanki z mężem.
Położna mówiła, że tak ze 2-3 godzinki regularnych skurczy można w domu spędzić. Ale to wszystko zależy od nas i tego jak będziemy się czuły. Jak nie będziemy już w stanie wytrzymać w domu, to trzeba jechać.

Dobrze jest być przygotowanym na to, że przy przyjęciu będą różne pytania, które wtedy mogą nas denerwować, więc warto sobie przygotować na nie odpowiedzi wcześniej, np na karteczce. Są to - pierwsza miesiączka, długość cykli, pierwsze ruchy, kiedy wody odeszły, leki przyjmowane w ciąży, choroby w rodzinie itd. Myślę, że przydatny wtedy jest mąż ;)

A jeśli chodzi o techniczne sprawy przyjęcia do szpitala, to piszę jak jest u nas. Jeśli skurcze są regularne, czyli co 5 minut przez co najmniej 50-60 minut , to nadajemy się na porodówkę ;) A jeśli skurcze są jednak jeszcze nieregularne, a rozwarcie jest np. na 1 cm to za mało i wtedy wysyłają nas do sali 2-osobowej, w której po prostu czeka się na rozwój akcji. Partner wtedy jak najbardziej może być przy nas, już od samego początku. Ale jeśli trafimy do tej 2 osobowej sali, to musi się na to zgodzić ta druga kobieta (oddzielona parawanem). Na szczęście taka sala jest jedna, z tego co zrozumiałam, pozostałe są 1-osobowe. Generalnie faceci są bardzo mile widziani i mają prawo być od samego przyjęcia, aż po sam koniec. To oni wybierają czas. Jak poród jest długi i trwa 17 godzin to wiadomo, że może sobie wyjść, zjeść coś, pójść do domu a potem wrócić. Wszystko dozwolone :)

2.Torba do szpitala
Najważniejsze są oczywiście dokumenty. Karta ciąży nie wystarczy, musimy mieć ORYGINAŁY badań - w naszym przypadku ostatniej morfologii, moczu, grupy krwi, GBS, HBS, WR i wszelkie skierowania od specjalistów (skierowanie na cc, wypisy ze szpitala). Jeśli nie mamy oryinałów szpital musi robić nam na nowo te badania, bo samo wpisanie w kartę ciąży nic nie znaczy.
Położna prosiła zapytać na ostatnim usg gina o szacowaną wagę dziecka. Nie musimy jej niczym dokumentować, żadnego zdjęcia usg nie potrzeba, jedynie żebyśmy wiedziały ile dziecko waży mniej więcej, wystarczy tylko powiedzieć.

Zaskoczyło mnie to co mówiła o koszulach do porodu. Prosiła, by nie były to jakieś nowe, specjalnie kupione. Wystarczą zwykłe t-shirty, takie, których nie będzie nam później żal. Takie stare, po domu, od męża, do sprzątania, luźne. I 2 sztuki.
Natomiast po porodzie już możemy mieć piękne i z koronki, jak to ujęła ;) Najlepiej właśnie z opcją wyciągnięcia cyca do karmienia ;)
Zdziwiło mnie też kwestia staników do karmienia. nie są wymagane, a nawet radziła położna do czasu porodu i unormowania się laktacji wstrzymać się z zakupem, bo najczęściej okazuje się, że biust jest za duży/za mały. Na czas pobytu w szpitalu mogą wystarczyć te staniki, których używamy w czasie ciąży. dadzą radę podobno ;)
A, i należy pamiętać o skarpetach! :) Nie możemy zmarznąć, bo to podobno zahamuje akcję.
Któryś raz namawiano nas na nagranie swojej muzyki na płytę/usb. Fajnie :)
Jeśli chcemy być masowane przez męża w trakcie porodu, to weźmy ze sobą swój ulubiony olejek ;)
I konieczna jest pomadka do ust, bo strasznie się wysuszają.

Po porodzie będziemy potrzebowały ze 2 koszule i kilka par jednorazowych majtek. Położna pokazywała nam te z Belli chyba, taka siateczka biała. Można je po prostu wyrzucić i jest to higieniczne. Tak samo podkłady poporodowe (podpaski) - ze 3 paczki, ale jakie to zależy od nas. Zdziwiło mnie to, że dopiero na samym końcu wspomniała, że można ale nie trzeba zapatrzeć się w podkłady na łóżko. Stwierdziła, że pościele mają i są często zmieniane, ale jak chcemy to możemy. Pomocne są ręczniki papierowe używane po toalecie, bo krwawienie jest wtedy duże i lepiej wytrzeć się do sucha, nie brudząc ręcznika.
Jak dar dla szpitala można ofiarować 2 kaftaniki i 2 pieluszki tetrowe, ale nie jest to wymóg.

Szpital zapewnia wszystkie rzeczy dla dziecka, łącznie z pieluchami i kosmetykami. Na wyjście nawet dostajemy jakąś paczkę podobno. Ale jeśli bardzo chcemy to możemy mieć swoje ciuszki, tylko musimy ich sobie pilnować, bo jak trafią do zsypu, gdzie szpitalne to już ich nie odzyskamy.
Szpital używa pieluch tetrowych i takie zaleca na te pierwsze dnia dla dziecka. Jeśli chcemy to możemy przynieść swoje Pampersy i będą ich używać dla naszego dziecka. Ale położna mówiła, że lepiej jest jak dziecko w tych pierwszych dobach nosi tetrę. Jedynie chusteczki nawilżone można wziąć, bo tego nie mają. A tak wszystko jest zapewnione i o nic nie trzeba się martwić, nawet o kocyk czy rożek.

Zaleca się do porodu zmyć paznokcie i makijaż, ale jak ktoś ma ten hybrydowy manicure to nie przejmować się. Długi włosy spiąć gumką. A tatusiowe mogą przynieść swoje kapcie, ale nie muszą. I niech przyniosą ze sobą coś do jedzenia, bo może być długo ;)
Rodzące mogą jeść biszkopty, sucharki, kisiel i czekoladę. Jak akcja się nie rozkręca to otrzymują normalne posiłki. Szpital częstuje kisielem :)

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 11 stycznia 2015, 09:11

Wczoraj ukladalismy z moim S puzzle 500. Kupilismy dwa zestawy, 500 na rozgrzewke i 2000 ;) Moje kochanie po raz ostatni ukladalo puzzle w podstawowce, wiec postanowilismy sprobowac wieczorkiem wrocic do zabaw z dziecinstwa. Oczywiscie nie podolalismy nawet 500 ;) dwie trzecie zrobione, dzis moze dokonczymy reszte... Jesli wroce z pracy, bo znow mam nieplatne nadgodziny dzisiaj...
Humor mi troche opadl, bo moj szef to jednak jest kanalia. Nawet nie zapytal czy moge przyjsc, po prostu mnie poinformowal ze mam sie pojawic, bo audytor sobie tego zyczy. A na dodatek jak probowalam wynegocjowac, ze moze w inny dzien wyjde wczesniej, to mnie poinformowal dodatkowo, ze mam kontrakt zadaniowy a nie czasowy. Skoro tak jest, czemu kuzwa nie moge przyjsc do pracy po 9 i wyjsc przed 18? Taki "zadaniowy" w jedna strone.... Musze chyba zaczac szukac nowej pracy...

Chyba wyluzowałam. Przyszedł tydzień pracy i bardzo dobrze - pozwala to zająć się czymś innym i przestać się "nakręcać". Teraz spokojnie czekam na @. Na II raczej nie liczę - chyba te kilka testów, które już w życiu zrobiłam sprawiło, że nie wyobrażam sobie zobaczyć tam II. Liczę, jednak, że któregoś dnia życie mnie zaskoczy.

Jutro wizyta u nowego ginekologa z NFZ - jestem ciekawa jego podejścia. Zastanawiam się , tylko, czy mówić mu o dwóch wizytach u poprzedniego i USG czy zacząć historię od nowa i niczego mu nie sugerować. Boję się, że może źle odebrać fakt, że zmieniam lekarza i odesłać mnie, gdzie pieprz rośnie - tudzież potraktować przez pryzmat kogoś, kto sam nie wie czego chce i zmienia lekarza jak mu się coś nie podoba. I na to wygląda u mnie bo na 28 jestem już zapisana do poleconej pani doktor, która zajmuje się stymulowaniem owulacji. To cud,że udało mi się do niej dostać. Bardzo wierzę, że to właśnie ona mi pomoże.

Zaczyna się piękna niedziela. Słońce i wiatr za oknem, my już po śniadaniu - mąż dostał śniadanie do łóżka i czyta książkę, ja chyba za chwilę ogarnę się ładnie i wyciągnę go na zakupy...a może uda mi się go namówić na jakiś obiad? :)

Miłego dnia Kochane!! Niech uśmiech będzie z Wami!! Na przekór wszystkiemu!

Dzień zapowiada się ciekawie. Mimo wichury, która u nas panuje, mogę powiedzieć, że nic i nikt nie zepsuje mi humoru!!!!
W końcu to moje urodziny i to w pakiecie!!! Czego chcieć więcej???
Życzenia płyną z każdej strony, najczęściej powtarzane jest spełnienie marzeń...
Czy mogę powiedzieć, że moje marzenia już się spełniły? Wszystkie? Nie. Oczywiście, że nie. Mam teraz tylko jedno: Urodzić w sierpniu zdrowe, śliczne kochane maleństwo.
Nie potrzebuję więcej pieniędzy. Nigdy ich za dużo nie było...
Nie potrzebuję dobrze płatnej pracy. Mam taką jaką mam - jest spełnionym marzeniem sprzed lat, a za marzenia nie powinno się płacić... Więc kocham ją taką jaka jest...
Czy potrzebuję miłości? Każdy jej potrzebuje. Ja mam najwspanialszego męża na świecie, którego kocham i oddałabym za niego wszystko. On kocha mnie bezwarunkowo. Mimo kilku lat nieporozumień i kłótni, które były wymysłem i okazały się dobrym czasem, żeby pokazać jak się kochamy, nie oddałabym tych lat spędzonych razem. Jest trochę żal, bo zamiast cieszyć się sobą, uprzykrzaliśmy sobie życie...
Czy potrzebuję czegoś jeszcze? Wydaje mi się, że mam wszystko na co zasługuję a nawet ciut więcej :D :D :D :D <3 <3 <3 <3

kama005 Czekając na nasz cud. 11 stycznia 2015, 10:04

Jeju nie ogarniam już za bardzo. Śluz wczoraj byl lepki a test owu pozytywny. Na początku zaznaczyłam to na wykresie ale teraz usunęłam. Zastanawia mnie też śluz rozciągliwy przez 5 dnia le najwięcej go było 17 lub 18 dc a potem to już pojedyncze niteczki. No ale w końcu powinno się zaznaczać najbardziej płodny zaznaczać. Ja się w tym cyklu nie nastawiam totalnie, próbuje zrozumieć swój organizm :/ Nie wiem od kiedy mam liczyć dni bo nie wiem kiedy była owu.

17 dc kreska testowa była ciemniejsza od kontrolnej śluzu rozciągliwego nie było jakoś dużo. 18 dc krecha testowa nie jakaś mega ciemniejsza od kontrolnej śluzu dużo. Przez resztę dni pojedncze cienkie nitki rozciagliwego.

I co ja mam o tym wszysktim myśleć:/?

Ja nie wiem ovu pokazuje prognozowane dni płodne u mnie susza na pustyni Temperatur ani drgnie a kilka dni temu lekarz stwierdził że widzi owulacje

No to pierwsze ciążowe mdłości za mną. Wiem, że pewnie nie ostatnie ale nie jest to fajne uczucie. Po zjedzeniu na śniadanie ok 8:30 dwóch tostów z serkiem waniliowym mdli mnie nieprzeciętnie. Odpuszcza trochę po wypiciu wody z cytryną i imbirem. Nie wiem skąd ściąga się cytryny do Polski ale przez moją ciążę wpływy z eksportu cytryn wzrosną w tym państwie 10 krotnie :). Na szczęście zmniejszyła się znacznie senność i nie próbuję już do spółki z psem przesypiać 22h/24h :). Jedziemy dziś na obiad do moich rodziców, zamówiłam gołąbki (tak mi się ich chciało) i nie jestem przekonana czy uda mi się je skonsumować :/

Pozostalo <3 50 <3 dni do terminu!!!!
Czekamy Majeczko <3

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 11 stycznia 2015, 11:12

Chcesz tonąć w papierach?... Wybierz zawód nauczyciela... papiery tu, papiery tam, z każdej strony od wczoraj otaczają mnie papierzyska, a po środku siedzę ja, przede mną laptop dziennik lekcyjny... podsumowania pracy dydaktyczno - wychowaczej, analizy, efekty pracy, sprawozdania, koła, wyrównawcze, ja pierdzielę... znaczy się wykończę. Kto to wymyśla taką pisaninę, zamiast sprawdzić sprawdziany z tygodnia, które powinny być ważniejsze, to nie, musisz biedny człowiecze, ślęczeć, gapić się w ten monitor i pisać. Żeby tego było mało, z tego tygodnia dojdą dwa następne... hura!! Czy ja to wszystko ogarnę? Nie, nie ogarnę, dochodzi rada plus zebranie. Już nie ogarniam bo... szampon się skończył, ledwo co umyłam włosy, pasta do zębów się skończyła, wygrzebałam resztki, dobrze, że choć chleb szanowny małżonek wczoraj kupił i żarcie dla psa :) Tak czy siak, nie lubię tego ale wyjątkowo dziś przy niedzieli muszę iść do sklepu. Znaczy się jechać. :) A później papierologii c.d. :/

Wczoraj wieczorem, właściwie to już dwunasta w nocy była, wyciągnęłam z szafki nocnej Pismo. Podczytuje sobie, od czasu do czasu, od dawien dawna. Zazwyczaj czytam to, co mi się otworzy, można by powiedzieć na chybił trafił. To chybił trafił, przeważnie ma jakiś sens, że się otworzyło właśnie tu, a nie tam...

(List do Rzymian 12:14-21)
(14) Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie. (15) Weselcie się z tymi, którzy się weselą. płaczcie z tymi, którzy płaczą. (16) Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach. Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne. Nie uważajcie sami siebie za mądrych. (17) Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi. (18) Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi. (19) Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]. Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę - mówi Pan - ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód - nakarm go. (20) Jeżeli pragnie - napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. (21) Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.

Po tym fragmencie tak sobie chwilę podumałam... przecież ile to razy komuś niezbyt dobrze życzyłam, nawet w myślach. Wiem, czasami bywam jednak okropna, ile razy gonię za rzeczami materialnymi, czy staram się dobrze czynić innym?? Może czasem. Czy pomagam innym... hmmm nie bardzo... mój mąż to chociaż jakieś grosiaki na misje przelewa, a ja? No właśnie... więcej wymagam niż daję od siebie. Ale jak to wszystko wypracować u siebie?? Oto jest pytanie...




abovo Gdzie jesteś nasz Bąbelku? 11 stycznia 2015, 11:39

Hej wszystkim,

Właśnie skończył mi się okres płodny, owulacja była 7 stycznia, a teraz siedzę jak na szpilkach i czekam i jest nadzieja. D. tak samo, choć on zaczyna troszkę przeginać. Dziś obudził mnie bladym świtem pytając czy dobrze się czuję i czy nie mam na coś ochoty.

- Nawet nie wiemy czy jestem w ciąży - warknęłam - poza tym za wcześnie na jakiekolwiek objawy jeśli się udało.

- To zrób test. Powiedział jakby test można było robić od razu po stosunku.

- Jeszcze za wcześnie. Mruknęłam i odwróciłam się twarzą do ściany.

- A kiedy będzie ten czas?

Nie odpowiedziałam - spałam. Faceci. Też miałyście tak, że Wasz mężczyzna "wiedział lepiej" o kobiecych sprawach niż Wy same?

mysiulek Małymi kroczkami:) 11 stycznia 2015, 12:09

Po mega intensywnym weekendzie oprócz wyjścia do Kościoła nie robię nic..........jestem zmęczona, padnięta....wczoraj mnie zalało:( a biorę tabsy na wchłonięcie torbiela krowotocznego i miało mi się troszkę poprzesuwać, no ale widać jestem inna....póki co jem dalej tabsy, piję ziółka i podobno jest już fajnie z moim układem hormonalnym.........Wczoraj fatalnie się czułam ale nie zrzucałam tego na barki miesiączki bo spodziewałam się jej za kilka dni, paniki, złości i dramatu nie było......Pogadałam troszkę z mamą przy okazji i dowiedziałam się, że jeden znany dobry lekarz w naszej miejscowości, co prawda chirurg walczyli z żona kilka dobrych lat o dziecko, kilka poronień,a jak już się urodziło to dziecko jest roślinką................i wiecie co chyba dostałam czymś w głowę.....zupełnie inaczej podchodzę do akcji "dziecko" jak będzie to będzie, nie będę już jeździła do kolejnych klinik i walczyła z wiatrakami.....i traktowała męża jak dawcę spermy......po co?????nie chciałabym przeżywać takich dramatów jak niektórzy ludzie jak dzieciaczki są chore i nie można im pomóc....może jestem egoistką.......a jak jeszcze kolejny raz ktoś zaczepi mnie i będzie pytał czemu nie mamy dzieci odpowiem wprost...chyba nie dojrzałam do tego:)

Miłej niedzieli


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2015, 21:33

Od wczoraj nie było prądu, na dworze wiało aż strach było wychodzic z domu, DRAMAT. Dziwne klucia raz z jednej strony, raz z drugiej wczoraj przed snem, z tego wszystkiego mam wrażenie ze ta małpa przyjdzie w terminie, nie mowie ze nie cieszylabym sie gdyby nie przyszla, wrecz przeciwnie, ale nie nastawiam sie, ZOBACZYMY.
A co do braku prądu miało to swoje + gdyż, pozapalalam swieczki, kotuś obok, nie obeszlo sie bez przytulanek <3 <3 <3 :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2015, 12:11

Agi Radość.. 11 stycznia 2015, 17:00

Młody pojechał to wreszcie dopchałam się do kompa;)

po badaniu prenatalnym :)wierciło się dziecko strasznie dr. pomierzyć nie mógł:) jak w końcu się udało to wszystko dobrze :) czekam tylko na badanie z krwi :)

jutro do pani dr. na co m-ą wizytę możę ona poda płeć

Neyla Pokój z widokiem na morze. 11 stycznia 2015, 12:28

Trochę mam wyrzuty sumienia co do mojej wagi...przybrałam (jak to ładnie brzmi w porównaniu do przytyłam) już 1,5 kg. Mieszczę się jeszcze w normach wyznaczonych przez owu, ale niepokoi mnie taki śmiały przyrost wagi :( Jem regularnie, około 5 posiłków dziennie (rano serek, potem owoc, potem obiad, potem podwieczorkowe zachcianki i na końcu kolacja). Jeśli pominę jakiś posiłek jestem strasznie głodna.
Rano się budzę i już mi burczy w brzuchu. Cholera, tak to ma wyglądać? Wszystkie moje koleżanki dopiero rosną w siłę w połowie ciąży, a ja od razu ruszyłam z kopyta. Nie jem niezdrowych pierdół-a nawet jeśli mam ochotę to wtedy robię je sama (pizza, tortilla).

Na dzień dzisiejszy, rano, na czczo waga 53,9kg :(

Mimi1990 Czekajac na cud... 11 stycznia 2015, 12:44

Zostalo jeszcze 186 dni do porodu :) 1/3 za mna :) Od wczoraj zaczelam cwiczyc :)mam nadzieje, ze to cos da :) Zobaczymy :) Samopoczucie takie sobie, jestem troche zmeczona i malo mam energii....nie wiem moze to przez pogode.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)