Ciąża zakończona 14 lutego 2015
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 07:40
ten wpis będzie strasznie dołujący-więc nie czytajcie. Poprostu muszę to napisać, bo jak napiszę to mi ulży...........................
nienawidzę siebie, współczuję mojemu mężowi że na mnie trafił. Nie jestem mu do niczego potrzebna. Gdyby nie ja to żył by sobie jak król: wygodnie i na bogato. A ja mu nawet dziecka nie potrafie dać. Kurwa potrafi a ja nie!!! Po co tak dalej się męczyć. Lepiej by mnie nie było... Nie bójcie się, nie zrobię nic sobie- za mało mam odwagi.
Wszystko. Przepraszam. Amen.
Moj bobo ze swoja ulubiona grzechotka 


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2015, 21:43
:-* dziękuję :-*
Dla Was wszystkich kochane dziewczynki, na dobre i złe chwile-ode mnie:
https://www.youtube.com/watch?v=K4YssOkrpdQ
"Z żalu co przygniata cię, z czarnej nocy pełnej łez,
Nawet z beznadziei złej podniesiesz się.
Choćbyś już kamieniem był,
Choćbyś zwątpił albo pił,
Choćbyś całkiem był na dnie podniesiesz się.
Choćbyś wyparł się swych korzeni, bogów swych;
Spotkasz ludzi co, pokażą drogę ci.
Z głodu który zjada sny, z gęstych obojętnych dni,
Nawet z dna, co nie ma dna potrafisz wstać.
Choćbyś ogień w sobie zgniótł,
Choćbyś zabił w sobie bunt,
Jeśli iskrę wiary masz potrafisz wstać.
Wznieś serce nad zło,
Znajdź drogę przez mrok,
Wzleć ptakiem nad mgły,
W obłokach mieszka świt.
Wznieś serce nad zło!"
Wyniki badań (f. fl)- badanie wykonane w 4 DC
FSH - 2,28 (norma 3,5 - 12,5) - jak to za mało ?
LH 3,18 (norma 2,4 - 12,6)
prolaktyna 133,8 (norma 127 - 637) - jak to w dolnej granicy skoro ja miałam hiperprolaktynemię ?
I znowu te pytania, tłukące się po głowie. Nadzieje i obawy, radości i smutki... Odliczanie dni, chuchanie i dmuchanie na temperaturę, drżenie nad każdym bólem brzucha, debatowanie nad odrobiną śluzu na bieliźnie, macanie się po piersiach i ocena, jak bardzo bolą lub nie bolą, przeglądanie się w lustrze.
Prawie bezsenne, nerwowe noce. Dni, pełne zadumy i melancholii.
Chyba nie lubię tego wszystkiego! Albo odzwyczaiłam się przez ostatnie pół roku...?
Czuję się tak bardzo inaczej, nadzieje są ogromne, ale i świadomość, że to może być po leku, jest silnie zakorzeniona w głowie. Nie wiem, co będzie, choć chciałabym już wiedzieć.
Zobaczymy jutro, powinno się wiele wyjaśnić.
Dzis wam powiem jestem jakas spokojna i zrelaksowana
moze temu ze jutro ostatni dzien pracy i jade do Polski
jupi tak sie ciesze ze zobacze moja rodzinke
I nowe maluszki ktore sie pojawily w czasie mojej nieobecnosci
az 3 nowe
mam nadzieje ze doznam takiego samego szczescia jak moje kuzynki
pochwale sie ze zostalam ciocia trzykrotnie
dwoch chlopczykow i jedna dziewczynka
no i oczywiscie moja znajoma urodzila synka a przyjaciolka blizniaki
dziewczynke i chlopczyka
hehe ach ta Polska
stworzona dla dzieci
a moze wlasnie w niej uda nam sie cos stworzyc
Zobaczymy jak pojdzie.
Dziś zaczynam 5-ty tydzień, moje Diablątko teraz wygląda jak mała kijanka, ma ogonek i jego serduszko bije 2x szybciej niż moje.
Objawy jakie mam?
Zmęczenie - mogłabym siedzieć cały dzień na kanapie i nic nie robić...
WYOSTRZONY WĘCH - wszystko mi śmierdzi... ostatnio obudziłam się o 5 nad ranem bo mi pościel śmierdziała! Czuję jak sąsiadka z parteru gotuje obiad... przez ten objaw cierpię chyba najbardziej.
Zaburzenia snu - czasem mogłabym spać 12 godzin ciągiem a czasem po 2 godzinach mam oczy jak 5 zł i funkcjonuję bez snu kolejne 18...
Wrażliwe piersi, swędzące sutki - sama nie wiem czy chodzić w staniku czy bez?
Trądzik! - może nie jakieś wielkie wulkany ale cała twarz wysypana taką jakby kaszką... masakra.
Mdłości - na szczęście nie jakieś zabójcze.
Zgaga - czasem nawet nie muszę nic zjeść wystarczy, że zmienię pozycję 
37 stopni - objaw podręcznikowy
Wahania nastroju - potrafię rozpłakać się na zawołanie, za chwilę być szczęśliwa tylko po to by się po chwili wściec (np. na to, że coś leży tu a nie tam!)
Częstomocz - sikam jakbym wydoiła beczkę piwa!
Ciemniejsze wargi sromowe - kolejny objaw podręcznikowy jednak dopiero po zaobserwowaniu go u siebie dowiedziałam się o jego istnieniu (chyba dziewczyny mało obserwują swoje ciała).
To chyba póki co tyle, no może jeszcze sucha, swędząca skóra ale nie jestem pewna czy to wina ciąży...
Czyli wychodzi na to, że mam dość sporo objawów ciążowych, ale gdybym nie obserwowała swojego organizmu to pewnie dopiero za kilka dni robiłabym pierwszy test
Noooo bosko!
Wyszliśmy o 18:00 z domu. Sukienka mini, obcasy, włosy rozpuszczone, pazury pomalowane i ukochany Alien...- poczułam się bosko
Młody został z dziadkami. Spisali się na medal. Wybawili się z nim, wykąpali, nakarmili i o 20:00 jak dzwoniłam to już słodko spał, a rodzice robili sobie kolację. Wróciliśmy, dzidzia śpi, dziadkowie też
A my byliśmy na fajnym spotkaniu stowarzyszenia klasyków. Fajna atmosfera, ciekawy quiz, rocznicowy tort i szampan i garaż pełen cudnych pojazdów. No i ludzie! Wyjście do ludzi to coś czego mi było trzeba. Byli znajomi- rodzice bliźniaków. Moje początki z dzieckiem to sielanka w porównaniu do tego jak oni to przeżywali. Dziś powiedzieli, że dzieciaki są cudne i im starsze tym fajniejsze
Wszystko idzie w dobrą stronę... Dni są coraz ciekawsze, Przemuś zaskakuje codziennie a to głośnym śmiechem, a to nowymi umiejętnościami, minkami, reakcjami. Dużo spacerujemy, dziś czuć było wiosnę, a wraz z wiosną zawsze wstępują we mnie nowe siły. Oby tak dalej! 

11.04 rozpoczęcie sezonu i pierwszy w tym roku rajd... Nie mogę się doczekać


Dzien bety - 257 !!
Noc byla straszna. Wtawalam co chwila do ubikacji i za kazdym razem serce walilo mi jak oszalale sprawdzajac czy plamie, czy nie. Do tego bylo mi na zmiane niedobrze i goraco. Sen tez mialam ciekawy , oczywiscie z krwia w roli glownej....Moja glowa szwankuje!!! Wstalm okolo 5 umylam sie , ubralam i czekalam do 7.30 az moz wstanie i zejdzie na dol. W szpitalu przyznalam sie pielegniarce, ze juz w sumie wiem jaki bedzie wynk, ale martwie sie plamieniami, poszla po porade , a pozniej przyprowadzila pania doktor, ktora mnie troche uspokoila. POwiedziala, ze dopuki ciazy nie widac na usg nic zbytnio nie moga zrobic, a progesteron mam w tobrej kondycji, gruoa krwi, tez , nie musza mi podawac jakis szcegolnych lekow. Czas na usg za okolo 2 tygodnie, za to w niedziele kolejna beta......
Emocje puscily, plamienia jakos tez ustepuja , za to mnie dopada potworne zmeczenie !!!!
Jeszcze rok temu ani w głowie nie miałam myśli o dziecku, nie chciałam, bałam się porodu i to było silniejsze a teraz... totalny odwrót, myśl o dziecku zrodziła się po powrocie z wakacji, wszystko przyjmę, mdłości ból poród no wszystko co z tym związane
chciałabym powiedzieć sobie nie chcę ale nie potrafię!
40 tc !!!
2 dni do planowanego cięcia cesarskiego 
To już mój ostatni ciążowy wpis, gdzie brzuch leży mi w zasadzie na laptopie i ciężko operuje mi się rękoma
Tak, pora już rodzić !
Nie bardzo będę tęskniła za tym turlaniem się, bolącymi plecami, puchnącymi nogami, infekcjami, zastrzykami, hektolitrami wody na przymus, pończochami uciskowymi, mocnymi boksami i skakaniem po pęcherzu, płaczu przy reklamach pieluch, wybuchami gniewu i śmiechu, zupełnym brakiem energii, szpitalami, napadami głodu w nocy, wypadającymi włosami, antybiotykami i witaminami, wydawaniem grubych pieniędzy na badania, bezczynnym siedzeniem w domu, bólem nogi i boków, pobraniami krwi, nieporadnym seksem, przytulaniem na dystans brzucha...
Mogłabym chyba wymieć bez końca.
Ale pomimo tego.
Nie żałuję. Ani jednego - z tych niektórych naprawdę koszmarnych – dni.
Każdy jeden dzień przybliżał mnie właśnie do tego poniedziałku, każda godzina i minuta szykowała mnie do jednej z najważniejszych moich życiowych ról.
Czeka mnie jeden z najwspanialszych i na pewno najtrudniejszych momentów mojego życia.
Za nie całe 2 dni o tej porze będę mamą.
MAMĄ.
Dziękuję wam dziewczyny za każde słowo pocieszenia, troski, współczucia.
Bez was byłoby mi na pewno ciężej w wielu momentach.
Tak na dobrą sprawę nie miałam nikogo przy sobie na tym samym etapie życia w którym się teraz znajduję. Wasze wpisy i komentarze nie raz podnosiły mnie na duchu, bo wiedziałam, że nie jestem sama.
Kolejny post dodam już jako szczęśliwa młoda mama Lili
Nie wiem czy to szczęście czy przekleństwo wiedzieć kiedy się urodzi. Cały czas odnoszę wrażenie, że te 2 dni, które mi zostały to strasznie mało i nie zdążę ogarnąć się ze wszystkim. Trzymajcie za nas bardzo mocno kciuki, ciocie
Czas się rozpakować !

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2015, 01:03
Wczoraj miałam wizytę u lekarza i myślałam , że będzie jak zawsze- mnóstwo maleńkich pęcherzyków na jajnikach, a tu zonk!. 13dc i usg pokazało, że jest pęcherzyk dominujący na prawym jajniku. Ma 14 mm , więc nie jest za duży jak na ten dzień cyklu ale przy moich długich cyklach i PCOS (bez interwencji leków) jest duże prawdopodobieństwo, że jeszcze urośnie i będzie zdolny do zapłodnienia! Boże jak się cieszę! A to wszystko dzięki ziołom Ojca Sroki
co prawda przez moment nie piłam ich regularnie, a jednak zadziałały, wracam do rutyny skoro widzę ich efekty
Rośnij maleńki, rośnij i daj mi to szczęście, o którym tak marzę!!!! Energia mnie rozpiera, mogę góry przenosić, i oby nadzieja jaką mam w sobie, pomogła ziścić mi moje marzenie
Kolejny miesiąc upłynął i jestem BACK.
Tym razem z ciekawszymi informacjami.
Wyobraźcie sobie, ze jestem już 6 dni po inseminacji. HA!
To niespodzianka co?
Tak bardzo staram się nie wkręcać i nie nastawiać, ze nawet nic nie chciałam pisać ale już nie mogę dłużej sama się kisić w sosie moich myśli.
Dzielnie ze sobą walczę bo wiem, że nie ma sensu jeszcze robić testu. Staram się też cały czas pamiętać o tym , że jeżeli się nie udało to żadne zmartwienie - będzie kolejny cykl...a także kolejne 2-3 tygodnie happy ćwiczeń na siłowni.
Od inseminacji, pomimo informacji Gina, ze wszystko mogę robić, wolę nie skakać, nie kopać, nie boksować, nie biegać i nie orbitrekować, nie chodzić na spinning itp 
Budzi się we mnie mój zagubiony instynkt. Boję się jednak kolejnego rozczarowania.
Tyle przepłakanych ciotek, tyle rozpaczy że znowu się nie udało. Staram się jak najbardziej zdystansować do tematu, żeby znowu nie bolało.
Rozmawialiśmy z mężem też o tym co i kiedy i czy aby dobry moment, ale wiemy od dawna że w 100% nigdy nie będzie idealny czas na dziecko. Więc lepiej już mieć to z głowy a...wszystko i tak samo się ułoży. Jak pięknie powiedział mój mężu - Dziecko zwykle przychodzi z bochenkami chleba pod pachami ... oby tak było i w naszym przypadku bo już oboje mamy dosyć wiecznych problemów.
No i tak...
Inseminacja była w zeszłą środę, 29.04
Dziś mamy wtorek, 6 dzień PO. Dowcipnie łykam globulki progesteronowe, i z każdym dniem hamuję się żeby nie robić testu. Mąż nawet już się niecierpliwi, wczoraj przytulał się przymilając się w sprawie testu..ale wytłumaczyłam panu doktorowi, że to jeszcze nie jest logiczne. Kto by pomyślał - lekarz, a w ogóle nie bierze pod uwagę fizjologii tylko jak każdy inny facet chciałby wiedzieć JUŻ i mieć JUŻ.
U nas wszystko już wróciło do normy. Tzn u mnie w głowie bo u męża wygląda na to, że cały czas było ok, albo tak pozorował. Mamy za sobą tygodniowe rozstanie jak musiał wyjechać pozałatwiać papiery w Deutschlandzie...i tak strasznie, strasznie za sobą tęskniliśmy, że wszelkie drobne, ewentualne cienie na naszym związku zginęły pod ogromną falą miłości i czułości. 
Mam nadzieję, ze oficjalnie kryzysik 7mego roku małżeństwa mamy za sobą. hihi
Śmieszne z całego procesu inseminacji jest to, że napięta stresem do granic wytrzymałości starałam się rozluźnić atmosferę, bo mężu tez się stresował akcją ...wchodząc do szpitala żartowałam do męża, że śmiesznie będzie zaciążyć z innym facetem (moim ginekologiem) ale nosić dziecko męża. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy cały proces przeprowadzała stażystka....Kobieta. jeżeli się udało to będę w ciąży z kobietą. HAHAHA
Z objawów...w które absolutnie się nie wsłuchuję, pojawiły się bolące piersi. Dziwnie tak..pamiętam jednak, że w zeszłym cyklu - kiedy to wyprodukowałam aż 3 jaja i gin nie chciał ich zalewać żołnierzykami chyba też mnie pobolewały cyce w okresie przed-ciotkowym. Hmm..a moze w okresie owulacji.. nie wiem. Przestałam prowadzić już te kalendarzyki i wsłuchiwać się we wszystko bo nie chcę znowu wpaść w obsesję tak jak było to wcześniej. Gdybym grzecznie zapisywała kiedy co mnie bolało to bym wiedziała, czy to może być zwiastun ciotki czy nie.
Normalne kobiety są stymulowane zastrzykami przez 5-7 dni a ja w jednym i drugim cyklu kłułam się w brzuch 14 dni!!! Jak to gin stwierdził - powoli reaguję ale jak już reaguję to z grubej rury.
Kurcze...bolą więc te piersi, jestem cały czas jakaś taka rozentuzjazmowana.
Nie ma powodu do takiej radości, bo zagraliśmy z mężem vabank i odwołaliśmy Ibizę licząc ze wyskoczą Niemcy lub....Dania. Także, nie chcieliśmy psuć okazji, ze w końcu dopchaliśmy się do tego gina i oczekiwanej stymulacji-inseminacji. Jak się teraz nie uda, to jeszcze 2 cykle a potem..no a potem in vitro..
No i zostaliśmy chwilowo na lodzie pod względem finansowym..ale wymyśliliśmy, ze trzeba myśleć długodystansowo (o stałych ofertach pracy, na długo - skoro są w zasięgu ręki) a nie na chwilę (na sezon). Musi się w końcu coś ułożyć. A jak nie to W DUUUUPIE to wszystko i pojedziemy do Anglii, i kropka.
W sumie to byłoby najlogiczniejsze rozwiązanie, bo nawet mając dziecko nie będzie problemu z językiem.
W Niemczech, Norwegii, Danii byłby problem, ponieważ... my między sobą rozmawiamy po angielsku i polsku. Babcia jedna gadałaby po polsku, druga po hiszpańsku a środowisko dookoła po niemiecku, duńsku lub szwedzku. A w Anglii...jeden problem byłby z głowy.
No ale ja ciągle kręciłam głową, ze do Anglii nie...bo cała Polska wyjechała do Anglii. Poza tym samochody po lewej, ciągle pada itp... Ale prawdę mówiąc, mam już to teraz w wielkim poważaniu. Chce żebyśmy się ustabilizowali, żeby mąż wybudował sobie szacunek na jaki zasługuje jako dobry GP, ja też żebym zahaczyła się w jakiejś firmie IT.. Musimy w końcu zacząć żyć jak dorośli ludzie a nie jak para wariatów.
Przykro mi, ze po tylu latach ciężkich studiów, w wieku 37 lat jeszcze do niczego nie doszedł. A zasługuje na to.
Zobaczymy...zobaczymy co pierwsze się potwierdzi. My już nie będziemy kombinować tylko grzecznie podążymy za drogą jaką pisze dla nas Przeznaczenie.
VOILA
Więc z objazdów jest euforia i bolące piersi. Tez się strasznie szybko męczę.
Ja!!! ja masakrystka siłowniowa nagle strasznie się męczę idąc do sklepu pod lekką górkę. No ale..to pewnie tylko podświadomość lub niewyspanie, bo również nie mogę spać - to ma jednak także racjonalne wytłumaczenie. Nie mogę spać bo się zamartwiam wszystkim. Naszą sytuacją, mamą która w tym lub przyszłym tyg idzie na operację.
Tak wiec nie nastawiam się - to oficjalna wersja a nieoficjalnie, jak możecie się domyślić aż rwę się do zrobienia testu.
Poczekam cierpliwie chociaż do 10 dnia po inseminacji. Będzie negatywny - ok , przyjmę na klatę ale jeszcze raz zrobię w 14 dniu. A jak też będzie negatywny to...otrę łzy wyciskiem na siłowni, wygeneruję trochę endorfin i z uśmiechem na twarzy poddam się dalszej stymulacji.
Ciąża rozpoczęta 22 stycznia 2015
Wczoraj wróciłam z pracy i zrobiłam test. Negatywny! Kur... znów nic! Położyłam go na półce i poszłam robić obiad. Dlaczego nie wyrzuciłam go do kosza? Sama nie wiem! Po obiedzie coś mnie tkneło. Chciałam jeszcze raz zobaczyć swoją porażkę z tego miesiąca. A tu cień, cienia cienia. Dodam że test był z allegro. Dziś rano zrobiłam jescze raz. Znów niby coś a jednak za duże nic by się cieszyć. Miałam schowany jeszcze test z rossmanna. Zrobiłam! Ten już nie pozostawił żadnych wątpliwości!
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2015, 06:59
Matko zaczynam wariować...10 dpo, 12 po podaniu pregnylu...jeszcze 4 dni do testowania (w 16 dniu po pregnylu lekarz zalecił). Bolą piersi od 2 dni, sutki od 3 (dzisiaj masakra) - jeszcze nigdy nie miałam takiego bólu. Wykres wygląda ładniej niż po duphostonie. Testować już, czy czekać? Oto jest pytanie 
Hejka wszystkim
Piszę aby się pochwalić, ze póki co udaje mi się dotrzymywać postanowień noworocznych i mniej się tym wszystkim przejmować ( jak nigdy dotąd ). Skupiłam się na swoich przyjemnościach - czytaniu książek, oglądaniu nowinek filmowych, małym spa w domu, dogadzaniu naszym żołądkom i mojej garderobie, spotkaniami z przyjaciółmi i najważniejsze z Bogiem 
Staram się co weekend uczestniczyć we Mszy św. i to aktywnie, chodzę również na nabożeństwa uzdrawiające ciało i duszę
I faktycznie ma duszyczka trzyma się lepiej 

Co do ciała to za fajnie nie jest ale jakoś sobie z tym wszystkim radze. Na początku lutego miałam ponowne HSG. Wykonywał je inny lekarz, swoją drogą bardzo odpowiedzialny i konkretny człowiek i co? I nic. Znów nie udane. Kontrast nie przeszedł nawet do macicy a co dopiero do jajowodów. Identycznie jak poprzednio. Z tym ze teraz było lepiej. Dostałam tabletki przeciwbólowe przed badaniem i w ogóle zatroszczono się o moją intymność a lekarz był mega delikatny. Plamiłam tylko troszkę. A po badaniu mogłam konie kraść tak się dobrze czułam 

Także nadal nie znamy stanu jajowodów wiemy zatem że najprawdopodobniej szyjka macicy jest zwężona lub ma zrosty. Teraz będę miała trzecie podejście. Tym razem jednak będę pod narkoza, spróbują rozszerzyć mi ta szyjkę, założyć cewnik i po wybudzeniu puścić kontrast pod rtg. No zobaczymy.
W styczniu stwierdziłam że jeszcze mogę coś sama zrobić i zaczęłam łykać wiesiołka do owulacji, pić cały czas Inofolic i robić okłady na ewentualne zrosty z borowiny też do owulacji 

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2015, 08:21
Dziś spory spadek tempki na wykresie. Do @ jeszcze prawie tydzień... Czyżby implantacja? Oby to była ona, oby to była ona, oby to była ona... Nie mogę się nakręcać, bo jak znowu się rozczaruję to się załamię
38+5 
Wczorajsza wizyta jak zawsze udana
lubię tego mojego doktorka, dobrze się u niego czuje.
Ktg wzorowe, oczywiście zero skurczy.
Malutka waży ok 2900gram. Szyjka jest już przygotowana na poród jak to lekarz powiedział. Mam niby 1cm rozwarcia.
A jak robił usg to tez powiedział, że już niedługo powinnam urodzić bo wszystko już ładnie dojrzało i chyba miał tu też na myśli łożysko.
Próbowaliśmy z mężem wieczorkiem pomoc Małej hehe ale po wszystkim owszem pojawiły się skurcze ale nieregularne i po godzinie czy dwóch przeszły. No ale chyba za to czop powoli zaczął odchodzić. Ale w sumie to nie jestem pewna 
Chciałabym wiedzieć, kiedy się zacznie, ta niepewność chyba dla mnie jest najgorsza, bo dni mi się dłuża niemiłosiernie.
No ale Maja ma swój czas i jeśli jeszcze jej tam dobrze, to niech siedzi hehe 
Kocham Ją tak bardzo mocno!!!! A dziś w nocy mi się śniło, że karmiłam piersią Maleństwo i miało takie ciemne długie włoski i było takie strasznie Maleńkie
cudny to był sen 
Miłego weekendu życzę wszystkim ciociom 
EDIT: 17.00 - odszedł mi spory(o ile nie cały) kawał czopu śluzowego, czysty był. Ciekawe czy coś się zacznie rozkręcać
:D:D
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2015, 17:03
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.