4dc
Dziś pożegnałam się z @ w najgorszym wypadku tylko do 21.03 .

Kilka dni wcześniej ustalałam sobie plan zafasolkowania w tym cyklu , jednak zrozumiałam że im bardziej wywieram na siebie presje by w tym cyklu się udało tym więcej negatywnych myśli że się nie uda , tak źle i tak nie dobrze. Więc nie będziemy się śpieszyć , lepiej przetrawie porażke jeżeli się nie uda , bo tego że się pojawi fasolka w obecnym cyklu nikt mi nie zagwarantuje niestety..

Mój Mąż obecnie myśli tak samo że lepiej być mile zaskoczonym niż okropnie rozczarowanym. Oczywiście nie rezygnuje z obecnegp cyklu i miłego owocnego serduszkowania ale dopiero jak za obserwuje śluz ten z tych "lepszych" bo teraz wiadomo jest sucho jak na pustyni :P
Na chwile obecną jesteśmy w abstynencji od serduszkowania heh wiem że już długo nie wytrzymamy i póki cykl trwa i trwać będzie my będziemy dużoo "uprawiać miłości" póki wiary o fasolke w tym cyklu nie zmieni przyjście @

Śluzie przybywaj :D



Vaina Czekając na cud 26 lutego 2015, 10:29

Niestety dziś przyszła @. A może na szczęście, bo już miałam dość tej niepewności.

W najbliższą środę idę do lekarza. Mam nadzieję że uda mi się wydębić wszystkie potrzebne badania i od razu w czwartek pójdę. Jeszcze tylko nie wiem jak mu powiedzieć- daj Pan skierowanie na to, to i to.

Bratowa ma termin na 2.03 - obiecałam sobie że zrobię wszystko żeby się cieszyć. Powoli zamawiam prezent -> album dziecka, z bratem mieliśmy takie albumy i super pamiątka, bardzo miło sie do tego zagląda. Oprócz tego myślę albo o jakiejś fajniejszej grzechotcce, macie, karuzeli do łóżeczka lub pałąku do wózka. Zamówię od razu 2 razy, żeby na 6.04(termin szwagierki) mieć :)

Widzę, że mąż już też jest bardzo załamany. Myślę, że wpływają na to dwie sprawy - po pierwsze bardzo chce miec ze mna dziecko, po drugie widzi, że ze mna nie jest najlepiej.

Juz się nie mogę doczekac wizyty u lekarza - choc oczywiście się boję. Wczoraj przygotowywałam kalendarzyki z wykresami. Wyszło mi że jak mierze temp od marca 2013 tak 3 cykle miałam bezowulacyjne(lub 2 - bo nie wiem czy jeden czykl policzyc jak 2 czy jak jeden, po 20 dniach nagle dostałam 2 dniowego okresu i to słabego, a potem dalej okres przez 2 tygodnie) i jeden cykl co sama nie wiem jaki był. Mogę zaobserwowac że na poczatku staran cyjkle były ksiązkowe, niska temp. ok.36,3 a potem skok i ok 36,6. teraz skacze strasznie temperatura, ale i tak jest zawsze jakiś skok który sie utrzymuje. Ciekawe czy to stres tak wpływa. Gdyby nie to że z racji że bratowa idzie na macierzyńskie i musze ją trochę w pracy zastąpić, czyli nie mam czasu, wczesniej miałam go mało, a teraz juz prawie wcale, to chyba bym się na jogę zdecydowała- podobno ma bardzo dobre działanie relaksujące.

Plusy na miesiączkę która dostałam, wiem ze idiotyczne, ale sa jakiekolwiek :P
- chcemy się z mężem wybudować, a dziecko to wiadomo koszty, więc im póxneij będzie tym szybciej się wybudujemy
- im później zajdę w ciąże (max jeszcze pól roku starań) tym większa szansa ze dostane od brata cały osprzęt dziecięcy
- mam dobra figure którą na pewno ciąża by ciut zepsuła
- nie mam żadnych ograniczeń, że musze na kogos zważac poza mężem, chodzi mi o głupie domowe spray takie jak obiad, co robię, kiedy sprzątam
- jak nie zajdę w ciąże do sierpnia to jedziemy na wakacje do gruzji, a jak zajdę to im później tym większa szanse że pojedziemy pod namioty zwiedzać litwa, łotwa i estonia
- planowaliśmy z rodzicami rafting na wiosnę i jak nie będę w ciązy to pojadę
- może kolejny raz przejdę orlą perć jak nie będę w ciąży

Jak by nie patrzeć same plusy..., nie wiem po co w ogóle się staramy :P. I od razu wynajdując plusy poprawiła sobie humor. Polecam każdemu :D Chocby miały byc tak idiotyczne jak moje :)

taśta Jak nie My to kto??? 26 lutego 2015, 10:35

Wczoraj kupiłam książkę "Nie przeproszę, że urodziłam- historie rodzin z in vitro" i przebrnęłam prze połowę. Myślałam, że sporo wiem o in vitro (nie o samym zabiegu tylko o tym co się dzieje dookoła) ale książka otworzyła oczy na nie z zupełnie innej strony. Nikt nie sugerował nam dawcy (sama o tym myślałam co bym zrobiła gdyby to była jedyna szansa) ale jak zaczęłam czytać to zupełnie pozmieniało mi w głowie, otworzyło oczy na fakty które wydawały mi się banalne, wiedziałam, że to nie łatwa decyzja ale dopiero jak czytałam historię tych ludzi uświadomiłam sobie z czym tak naprawdę wiąże się to emocjonalnie- dla każdego kto bierze w tym udział- matki, ojca, dawcy, dziecka…
Mam nadzieję, że nigdy nie będzie Nam dane stanąć przed takimi dylematami, decyzjami jak bohaterom…
Szkoda, że to nadal dla wielu jest temat tabu.

Drogie ciocie, dzidzia zaprasza na film :)
https://www.youtube.com/watch?v=0qlrZVrvfcU&feature=youtu.be
Serducho słychać między 17 a 30 sekundą, potem mi się zgubiło tylko wyświetlacz nie załapał bo on trochę uśrednia odczyt :) tak czy siak słychać że dzidzia żyje :P Choć znaleźć jest nie łatwo! Utrzymać jeszcze trudniej :P ale zakupu nie żałuję :)

.... coś mnie naszło i postanowiłam do swoich obserwacji właczyć badanie szyjki , jak już siebie kontrolować raczej obserwować to chociaż w miare dokładnie , może pomoże :)
Śluz jest tylko mogłam go wyczuć przy badaniu , bo w pochwie uczucie suchości normalne po @ .

Co do moich temperatur to 1-2 dc 36,4 3 dc 36 a dziś 4 dc i 36,6 :D totalne wariacje a to dopiero początek

Największe zmiany które dostrzegłam w swoim organizmie po poronieniu to takie że wkońcu zaczełam czuć swoje jajniki , wcześniej kłócie jajnika było dla mnie nieznane , piersi które przed @ pobolewały pierwszy raz ! I @ która trwała połowe krócej , była prawie bezbolesna , a krwawienie o wiele lżejsze . To jak cud natury !

Chcę takich cudów więcej ;)

czekajka Czekamy na Ciebie Słoneczko 26 lutego 2015, 11:01

niech ten tydzień się już skończy już nie wyrabiam! najpierw z dzieckiem do lekarza, wyniki (pierwszy raz jej krew pobierali, ale muszę przyznać że łezki nawet nie uroniła, no ni w sumie była łezka ale tylko dlatego że ma gazik i zwykły plaster a nie jej z Kubusiem Puchatkiem ;) )))) Dzielna BYŁA!!!) Część wyników ok, czekamy na resztę! Moje wyniki też nie za super, ale czekam na wizytę u doktorka, nie wiem kiedy pojechać (z braku czasu). Wczoraj wyjeżdżam z parkingu a tu..... bum nagle poczułam! uderzyło mnie inne auto. No spisywanie oświadczenia, później ubezpieczenie itd! problem z innym znów ubezpieczeniem bo pewna Pani w ubezpieczalni powiedziała mi ze nie ma czasu bo .... ma kontrole dyrektora! Nosz kurrrr.... szkoda ze nie poprosiłam tego dyrektora o rozmowę( za późno o tym pomyślałam). Firma ubezpieczeniowa od auta wyliczyła nam szkodę auta na UWAGA 712 zł A sam mechanik powiedział ze sama robota u niego 1000zł! więc czekamy na dalszy rozwój! robić go nie możemy bo jak przyjedzie rzeczoznawca to musi być taki jaki jest! Przegląd się na dniach kończy więc nie podbiją przeglądu!
Dziś w pracy od rana urwanie głowy (teraz robię sobie przerwę bo już mi mózg paruje (o ile go w ogóle mam ;))) zaraz trzeba się zabrać za robotę, wiec nie będę miała na nic znów czasu.
Jutro się szykuje w pracy opier.... bo kierownictwo ma uwaga..... FOCHA! nie wiem co jeszcze mi się wydarzy!
Oby tylko w sobotę mąż egzamin zdał!!!!!
JA CHCE URLOP!!!!!! Albo lepiej plusika wstawić na wykresie to będzie dłużej wolne za jakieś 9 miesięcy :)

9 luty trafiłam do szpitala z prze stymulowaniem lewego jajnika z pękniętą torbielą i krwiakiem:-( mimo zakazu serduszek staraliśmy się, bo był pęcherzyk w 15dc 22mm dwa dni później najprawdopodobniej
pękł:-) Czekamy na testowanie. Od wczoraj złe samopoczucie, dreszcze... Grypa???

sikorka@ Taka tam pisanina.... 26 lutego 2015, 11:59

dostalam wyniki bety 44..czyli duzo ponizej normy..coz musze sie przygotowac na kolejne rozczarowanie chyba...poplakalam sobie troch i musze zaraz synka z przedszkola odebrac....dlaczeego to znow ja????????

Dzisiaj 30 dc...

Zaczynam się robić rozdrażniona, wszystko mnie wkurza... w ogóle nie mam humoru ...

Powoli zaczyna mnie ciągnąć brzuch, jakby @ zaraz miała przyjść..

Pierwszy raz poczułam zazdrość do byłej mojego Kamila, tak po prostu, bez podstawnie... ooo bo mieszka w tej samej miejscowości co my.

ehhhh... to chyba nerwowość przed okresowa..


Pocieszam się, bo dzisiaj na obiad frytki i rybka... ;D

sikorka@ Taka tam pisanina.... 26 lutego 2015, 12:10

sama juz nie wiem co ze soba zrobic....ehhh chyba pojade do domu na jakis czas bo nie mam juz sil tu siedziec dluzej sama...

vintoyra o obawach i nadziejach 26 lutego 2015, 12:45

7 DC

Wczoraj nic nie zapowiadało "tragedii".

Ale żeby wszystko zrozumieć trzeba znać "podstawy". Podstawy wyglądają tak - mój T to tyran pracy i z własnej woli i z ... musu. Bo to alimenty na syna i rata za kredyt, utrzymanie domu etc ... Skutek tej jego tyrady jest taki ze pracuje od 8 do 20. Tzn pracuje ... hmm pracuje od 8 do 15, a z racji tego, że jest sportowcem od 14 do 20 ma trening ze swoim "uczniem" - jazda konna, skoki.

Żeby było mało soboty ma tylko te swoje konie....
Jak są zawody to od czw do pozna nd nie ma go w domu.

A teraz .. teraz k... co 2 tygodnie wyjazdy do Belgii.

No i ja mam dość tej jego ciągłej nieobecności.
W domu nic nie jest zrobione bo jego nie ma non stop.

Jak mi powiedział, że znowu jedzie do Belgii (a nie było go w ten weekend kiedy miałam urodziny) to nie krew zalała.

Zalała mnie po same uszy i odpłynąć nie chciała i mu wyrzygałam. Ze nic w domu nie jest zrobione, ze on chyba jaj nie ma skoro nie odmawia propozycji wyjazdu do Belgii, ze światło nie świeci w dużym pokoju i jak kur.. nie umie zrobić to niech na youtube film instruktażowy poogląda.
Dolałam oliwy do ognia ... Marcinem. Jest taki Marcin z którym znamy się od ponad 5 lat. Kiedyś tam świrowaliśmy, ale Marcin nigdy nie zadeklarował się oficjalnie, a ja nie będę czekać 100 lat az chłopak odwagi nabierze. On miał potem dziewczynę. W wakacje przed poznaniem T. jakoś nam się znajomość odświeżyła ale ostatecznie nic z tego nie wyszło bo on jak zwykle nic nie zrobił w tym kierunku.

I teraz .. nie z gruszki ni z pietruszki nagle wychodzę z pracy a Marcin stoi przy moim samochodzie. Tak bez zapowiedzi poprostu. Myślałam, że ma jakieś czynności w terenie i wpadł mnie przy okazji odwiedzić. Ale on mi mówi, że on przyszedł do mnie. Wyznał mi miłość i zapytał się czy możemy być ze sobą.
Odpowiedź była nie.
Ale ostatnio znowu się odezwał powiedział, że chce się pożegnać, że zawsze będzie mnie kochał etc etc

Powiedziałam o tym mojemu T a on wziął to na klatę, że niby ok.

Ale nie było ok.. i tym właśnie Marcinem dolałam oliwy do ognia bo ostatecznie powiedziałam, że chyba z Marcinem byłoby mi lepiej.

Zaczęliśmy się regularnie kłócić i T zasugerował, żeby się rozstać. Powiedział ok. kiedy mam się wyprowadzić.
No a ze rozmowa przetoczyła się na smsy bo pojechał do tych koni ... to stwierdziliśmy ze dokończymy w domu jak wróci.

Wrócił, ale ja w tzw międzyczasie zemdlałam.

Pogotowie i o ):30 w domu byliśmy.
Chyba mu głupie pomysły z rozstawaniem się minęły.

Żeby tego było mało - była przerwa w dostawie gazu a my dom na gaz mamy ogrzewany. Zimno jak w psiarni bo coś się zepsuło i panowie z Pogotowia Gazowniczego o 2 gaz włączyli.
Do tego czasu po powrocie ze szpitala siedziałam na dywanie pod kocem. T rozpalił kominek i grzał mi w czajniku elektrycznym wodę do kąpieli (bo jak piec nie działa to wody ciepłej też nie ma).
Z mikrofalówce podgrzał mrożone pizze i tak minął wczorajszy dzień.



Dzisiaj idę do Salonu Kosmetycznego - czas zadbać o dłonie i twarz, a jutro fryzjer.



Eva 2 Aniołki; zaczynam leczenie 26 lutego 2015, 13:04

40% ciąży już za mną nie wiem kiedy to zleciało.. Wczoraj dostałam grypy jelitowej i musiałam przeleżeć cały dzień, ale za to poczułam 2 delikatne kopniaczki :)
Po wizycie u lekarza jest ok, tylko łożysko trochę nisko, co go zmartwiło i kazał mi prowadzić baaardzo oszczędny tryb życia, muszę pogadać z szefem..

Poza tym nie mogę się doczekać kiedy wyprowadzimy się od teściów - nie polecam wspólnego mieszkania nikomu. Myślałam, że nam to jakieś wyjdzie, bo z mężem jesteśmy bardzo cierpliwi i ugodowi, wręcz flegmatycy ;) ale ni chuja nie da rady i już.
Mąż trochę to przeżywa, ale ja mam dość ciągłego denerwowania się. Jeszcze tylko musimy ich o tym poinformować, a to też będzie nie lada wyzwanie ehh..

antea Tym razem się uda! 26 lutego 2015, 13:39

już mi na becie nie zależy, sikaniec negatywny więc wiadomo, że beta też. :(

Linaewen Kociakowo 26 lutego 2015, 19:55

Mąż w pracy, a ja się relaksuje z TV i szydełkiem :)
Chociaż po tak cudownym i rozserduszkowanym poranku żal było go wypuszczać z domu. Tym bardziej, że w marcu 3/4 moich wolnych spędzam w szkole, a znając nasze szczęście tak "cudnie" zgrają nam się grafiki, że będziemy się mijać w łóżku. Ja pracuję tylko na rano, Kot na dwie zmiany... co widać po cyklu - dłuższe przerwy w serduszka to zazwyczaj rozbuchane zmiany.

pracuje z jednym kolegą, którego od czasu do czasu odwiedzają jakieś kuzynki, żeby przy okazji sobie coś druknąć w biurze... i jak narazie każda kolejna, która się pojawia jest w ciąży, obłęd jakiś :I
a jeszcze większy obłęd to mój dzisiejszy sen... bowiem śniło mi się, że brat mojego męża- który jeszcze mieszka z mamusia i z nami of corse (a jest starszy od mojego m) umarł i moja teściowa, kazała nam wykopać grób u nas w pokoju, ja za to wolałam na podwórku, na miejscu parkingowym, brata męża... a potem teściowa zaproponowała, żebym pojechała do rossmana (!) spytać ile kosztowałoby pochowanie go na cmentarzu.... wtf? wiem, że miewam powalone sny, ale ten to już przesada i to taki realny, do tego dziś rano założyłam łancuszek z pieskiem snoopie (który dostałam od taty- ogólnie uwielbiam pieski i takie pierdoły) i jego tułów został mi w ręce, a na łancuszku dynda tylko głowa snoopiego i mówie f*ck!? to zły znak... ogólnie cały dzień chodzę i wszystkim każe na siebie uważać, dzwonie do mamy, taty, babci, ciągle do męża pytam czy okej z nim i z naszym psem. LOL chyba popadam w paranoje.
Mąż mi się pytał czego się wczoraj znowu naooglądałam- pewnie jakiś horrorów, ale nie oglądałam tylko M jak M :/

hajdi chcieć nie zawsze znaczy móc 26 lutego 2015, 14:02

to już trzynasty dzień od owulacji i dalej nic ani okresu ani pozytywnego testu... nie wiem co myśleć. mój organizm pokazuje mi wachania hormonów ale których? nie umiem określić. to wszystko zaczyna mnie męczyć. ludziom wydaje się że to jest proste- zajście w ciąże, co nie jest prwdą. bo gdy czegoś mocno pragniemy ciężej jest nam to osiągnąć.
jak sobie radzić w tych ciężkich chwilach dla każdej starającej się kobiety?? nie wiem i chyba nikt nie zna na to odpowiedzi...
heh byle do przodu... tak sobie powtarzam...

21w1d
WIzyta połówkowa :
Położenie płodu: podłużne miednicowe
Łożysko: na ścianie tylnej nisko schodzące- stopień dojrzałości I
AFI = max kieszonka 2,9cm

Biometria płodu:
MA :21w1d
S.A.: 20w2d
EFBW : 324g

Serduszko pięknie bije : 145/min

Jedynie co mnie martwi to właśnie waga... albo drobniutka dziewczynka bedzie- za co trzymam kciuki...albo coś nie tak ?
Do kontroli właśnie wzrost płodu i AFV (?) nie wiem co to...?

No i właśnie jak wczesniej pisałam potwierdzona dziewczynka.

Ogólnie doszło do nas ,i przyzwyczajamy sie do tego... mąż nawet wczoraj zwrócił mi uwagę, że to ona... :D co dzisiaj potwierdziło sie w 100 %. Jeszcze nad imieniem nie myślimy. Mamy remont sypialni na głowie , także poczekamy do grudnia :)

Kolejna wizyta 16 grudnia. Kilka dni wcześniej może 14 grudnia zrobie wyniki w tym obciążenie glukozy 75g -3pkt , ciekawe ile bede czekała na wynik, bo jeśli ciut dłużej to może w sob zrobię 12 .12 ? Co o tym myślicie ? 12 grudnia to byłoby 23t5d.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2020, 20:56

26 dc (12 cs) 9dpo

Znów kąpaliśmy się oddzielnie. Coś jakiś dystans czuć w naszej relacji i taki "strach"(?)... Wchodzi mąż do sypialni, w której ja już leżałam i czytałam romantyczną książkę, gdzie to chłopaki kadety ruchali kurę w dupę. Zerkam znad knigi, a tam on. Jak Pan Bóg go stworzył. Bez gaci. Myślę sobie "mam cię kutafonie, jednak zmiękłeś" i cieszę się w duchu. Na zewnątrz nie daję po sobie poznać, żem zadowolona. Wiecie. U nas brak gaci to taka gra wstępna :P odkładam książkę, zakładam swoją opaskę na oczy i odwracam się dupą do małżonka jednoznacznie dając mu znać, ze "dziś nie kochanie" :D


On: Dalej się gniewasz za te bolące jajca?
Ona: Nie, po prostu dziś mnie bolą cycki. Dobranoc.

Zdezorientowany K. wyłączył światło i również odwrócił się dupą. Za chwilę słyszę.

On: Owulacja!
Ona: Że co?
On: Tak będzie miała na drugie nasza córka!

Myślałam, że go uduszę z miłości :D no i radosny seks gotowy :)

Dziś zaspałam, ale mężulo wyręczył mnie w robieniu śniadania i spokojnie wyrobiłam się na swój pociąg. Nie chcę się złamać i wsiąść do samochodu, bo potem znowu z niego nie będę mogła wysiąść. A zdecydowanie te szybkie spacery mi służą. Wychodzi mi ich tak około pół godziny dziennie (drugie prawie pół godziny spędzam w pociągu- po 12 min w jedną stronę). Potem wieczorem ćwiczenia w domu. Czasem spacer wieczorem lub basen i raz w tygodniu dwie godziny jogi. Waga minus pół kilograma :P ale w sumie to bardziej o ten brzuch mi chodzi niż o wagę.

Czasami jestem zmęczona. Po kija robiłam ja tą specjalizację dodatkowo z psychologii dziecięcej? Zaczęłam nową pracę. Kilka godzin w tygodniu. Z dziećmi, bo w pierwszej specjalizacji nie mogłam znaleźć. Moja Szefowa nie jest za szczęśliwa bo to oznacza, że mogę być mniej dla niej dyspozycyjna w mojej stałej robocie. Ale bez przesady, jestem tam tylko po ok. 4 godziny dziennie, więc chyba mam mnóstwo czasu żeby się czymś innym zająć. Dała mi podwyższkę, żebym tylko była na jej wyłączność. W końcu zrozumiała, że to nie chodzi o pieniądze ale o jakiś tam rozwój. I tak obserwując siebie zauważam, że obce dzieci i ich problemy to ok, jestem w stanie normalnie rozwiązywać i mieć kontakt z rodzicami. Ale jeśli chodzi o moją rodzinę ? Ech... denerwuję się jak tylko z najmniejszą rzeczą do mnie dzwonią. No zazdrość i nic więcej. Przed chrztem zawołali mnie do Jaśka, bo mały dopiero co wrócił ze szpitala po zapaleniu płuc i miał jakieś takie gwałtowne ruchy i bardzo płakał, a wychodził zdrowy przecież od lekarza w szpitalu. No to przyszłam i poobserwowałam go. Faktycznie, miał nadmierny odruch Moro, zaburzenie poczucia bezpieczeństwa i był niespokojny. Dałam im parę rad i ok. Mały uspokoił się, ale teraz znowu coś. Jak ja mam coś im poradzić na telefon. Niezbyt grzecznie odpowiedziałam mamie małego, że wróżką nie jestem i żeby skonsultowała to z lekarzem rodzinnym. Teraz siedzę i biję się z myślami jaką jestem wredną zawistną małpą. No po prostu nerwy mi puściły. Zawsze jak jest jakaś rozmowa o życiu to pada tekst "poczekajcie jak będziecie mieli dzieci, to wtedy zobaczycie" a teraz raptem ja jestem specem od dzieci? A spadać wszyscy ode mnie!

Pogadamy gdy będę miała dzieci.

Wczoraj byliśmy na wizycie :) - wizyta w sumie dość pozytywna jeśli chodzi o badania i USG.
Synek nadal pozostaje synkiem <3 Maluszek nadrobił i jest tylko jeden dzień młodszy niż wypada z OM - ale jest dobrze. Wszystkie wymiary w normie. Nie ma żadnych wad :) No i Nasz Klopsik nadrobił wagowo i waży już prawie 700g <3 <3 <3
Łożysko nadal jest na ścianie przedniej i ma I' dojrzałości. Szyjka w normie, zamknięta, twarda. Nie ma czym się przejmować. Morfologia i mocz super tylko problem po teście obciążenia glukozą bo wg. nowych norm po 2h przekroczyłam normę o 1,2. Lekarz mówił, że można by na to przymknąć oko no ale skoro są placówki specjalistyczne to wypisze mi skierowanie do Poradni Diabetologicznej i tak zrobił aby na ten temat coś powiedział specjalista. No i dziś od rana dzwoniłam do tej Poradni by się zapisać. No i jak udało mi się dodzwonić do rejestracji odesłano mnie pod inny nr..tam się dodzwoniłam i dostałam nr - ponoć bezpośredni do pielęgniarek z poradni bo tam mają szybsze terminy. Próbowałam dzwonić przez pół godz. albo nikt nie odbierał albo było zajęte. W końcu udało się dodzwonić a tam pani pielęgniarka mówi lekarzowi, że dzwoni ciężarna a on, że pierwszy termin na 10.03 a dla ciężarnej to za późno i miła pani poinformowała mnie bym raz jeszcze dzwoniła do rejestracji i pytała o terminy u innej lekarki :| a tam jak na złość ciągle zajęte. Oszaleć można. Postanowiłam, że jutro wybiorę się osobiście i mam nadzieję, że coś zdziałam. Choć czarno to widzę :( :( - mam nadzieję, że ten cukier nie zaszkodzi Małemu. Ogólnie jak od początku udaje mi się trzymać w ryzach moje hormony tak coś czuję, że jak jutro będą mnie tam odsyłać od-do i z powrotem to mogę wybuchnąć....teraz się nie dziwię, że kobiety nie chcą zachodzić w ciążę skoro zero opieki ze strony służby zdrowia !!! Póki co muszę się wyciszyć bo Maluszek też odczuwa moje zdenerwowanie. Zobaczymy co jutro wyjdzie.

A to Nasze 700g SZCZĘŚCIA w brzuszku Mamusi:

2s0gzg9.jpg

A ostatnio Mężuś zrobił mi niespodziewajkę i dostałam taki bukiecik <3

308k66d.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2015, 15:31

Rano pisałam o suszy a teraz jest śluz!!!! Rozciągliwy jak nie wiem.. Siostra urodziła dziś chłopca :) czekam na mojego M a wieczór pełen wrażeń hehe jutro odbiór wyników prolaktyna i tsh

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)