za Nami.
Dziś BBF pokazuje początek 7 miesiąca czyli mamy skończone pełen 26tc - zaczynamy 27tc 
Jak ten czas szybciutko mija 
Od wczoraj dni do przyjścia na świat Naszego Synusia odliczamy w formie dwucyfrowej
- cudnie. Maluszek znowu chyba tak się ułożył, że kopie słabiej, lżej ale na szczęście czuję GO
- taki Kochany Misiek, że oszczędza Matkę 
Wczoraj byłam na wizycie w poradni diabetologicznej. No i mamy dietę plus codzienne pomiary cukru a raz w tyg. mam badać sobie mocz takimi paskami jak testy ciążowe ale one mają za zadanie wykryć czy w moczu czasem nie odkłada się aceton bo na diecie cukrzycowej w ciąży może też dojść do tzw. głodówki jak się za mało je..Ogólnie pani mi rozpisała co ile mam jeść (wyszło 7 posiłków) i tak:
śniadanie I 8:00
śniadanie II 10:30
obiad 13:00
podwieczorek 15:30
kolacja I 18:00
kolacja II 20:30
i przed snem nie później niż o 22:00
Cukier mierzymy godzinę po 3 głównych posiłkach czyli po: śniadaniu I, obiedzie i kolacji I. oraz na czczo.
Dostałam listę zamienników wg. której przygotowuję sobie posiłki.
Dietę wprowadziłam od wczorajszego obiadu i tak:
po obiedzie cukier 116 - norma do 120
po kolacji 74 - norma do 120
Dziś na czczo 67 - norma do 90
po śniadaniu 99 - norma do 120.
Póki co jest dobrze. Mieszczę się w normie
- kontrola za 3tyg. Może uda się i jak tak dalej dobrze pójdzie odpuszczą mi dalszą dietę
- chociaż wiem, że to tylko marzenia. A święta coraz bliżej - dobre jedzonko
- pomarzyć można
Ogólnie z tą dietą chyba nie będzie tak źle. Gorzej póki co znosi to mój organizm. pewnie to przez zmianę godziny pobudki i pory jedzenia pierwszego posiłku. myślę, że potrzebuję czasu ok tyg. by przywyknąć bo dziś póki co boli głowa i mam zawroty dość mocne..
ale trzeba wytrzymać.
A w środę byliśmy na tych warsztatach " Świadoma Mama" - dla kobiet w ciąży i tak w sumie było OK. chociaż 4h siedzenia dały w kość a raczej w kość ogonową
No ale nie było źle. Na początku był pan fizjoterapeuta fajnie mówił jak sobie radzić z bólami kręgosłupa i skąd one się w ciąży biorą, że to normalne itd
Później był pan ratownik medyczny, który mówił o najczęściej występujących urazach itp. u dzieci i pokazywał podstawową pierwszą pomoc przedmedyczną. Szkoda, że obaj tak krótko mówili bo to było bardzo ciekawe. Następnie były różne specjalistki np. pani doradca laktacyjny, psycholog, pani z odnowy biologicznej itp. Ale tutaj już tak było sobie - może ciekawie ale to takie suche gadnie - typowy wykład. Ale i tak polecam 
A takie dostaliśmy upominki


A tak prezentujemy się dziś - początek 7 miesiąca (wg.BBF)


PS: wybaczcie goliznę 
I życzę udanego słonecznego weekendu
Dziękuję Wam
wieczorami dalej mi zimno za każdym razem rano jak się budzę to mam nadzieje ze wyższa temperatura i jak narazie jest
i ten śluz kremowy tez mnie cieszy
obym się nie zawiodla
znamienny 7dpo 
w ciąży nie czuje zebym byla jak zwykle, i jeszcze ta temepratura czemu taka niska, bez luteiny miałam zawsze wyzszą, poza tym lekkie pieczenie jajaników ale to pewnie po IUI 
33 tydzien, a Gusti już bardzo chce wydostać sie na zewnątrz 

głodomorek zajada kluseczki z wód plodowych :0
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2015, 10:44
W ostatnia środę, cały dzien kuło mnie cos w dole, chodzić nie mogłam. Wieczorem położyłam sie wczesniej, zeby wypocząć. Mały zaczął tak mocno sie kręcić prostować, ze cała w strachu byłam. Pozniej zaczęły sie bóle jakby na okres, które trwały jakaś chwile. Zjadlam nospe i przeszło, ale rano wstałam i zauważyłam, ze brzuch sie obniżył. Od tego czasu cieżko sie chodzi i nadal kłuje. Mam nadzieje, ze nasz Akrobata posiedzi sobie jeszcze chociaz 5 tyg w brzuszku 
Oglądając powtórkę wczorajszego odcinka serialu, który oglądam od listopada/grudnia doszłam do wniosku, że ten serial ma w sobie dużo z realnego życia. Inne seriale są aż przecudownie szczęśliwe i pozytywne.
Nie wiem czy kojarzycie serial opowiadający o Osmanach na TVP1 - Wspaniałe Stulecie.
Dużo z tego odnajduję u siebie. Głównie poprzez bohaterów.
Sułtanka Matka - wredna kobieta, szukająca tylko nieszczęść, lubiąca knuć intrygi i robić wszystko żeby wszystkich skłócić - taki odpowiednik mojej teściowej.
Sułtan Sulejman - syn Sułtanki Matki, odważny i silny mężczyzna, stojący między młotem a kowadłem - zupełnie jak mój mąż.
Sułtanka Hurrem - ruda, odważna i mająca swoje zdanie trzecia kobieta Sułtana (to akurat ze mną się nie zgadza), która ma na pieńku z Sułtanką Matką - no wypisz - wymaluj cała ja.
Sułtanka Hatice - siostra Sułtana, naiwna kobietka nie znająca całej prawdy o swoim mężu, kiedyś przyjaźniły się z Hurrem, ale się popierdoliło - och, w niej widzę siostrę męża.
Ibrahim - mąż sułtanki Hatice, zdradza ją, nawet w nocy kiedy ona rodzi ich dzieci - cały gach siostry męża.
I co Wy na to ? 
I po trzecim podglądaniu popołudniowym, właściwie wczesnowieczornym.
Pęcherzyk od środy podrósł - 12dc - prawie 1,90cm. Dobre i to 
Wynik estradiolu - 364,93 pg/ml mieści się w normie ale wg lekarki lepiej by było gdyby był niższy ponad 200, a nie ponad 300. Nie przejmować się tym 
...To teraz działacie, dziś jest piątek, to jutro... Od rana męża bałamucić... nie od rana to nie, od wieczora, 10 razy po 2 razy, w niedzielę powtórka, w poniedziałek przyjedź do mnie do szpitala zobaczymy czy pękł, ewentualnie będziecie w poniedziałek jeszcze działać. O nie!
Tu zaczynam zadawać moje pytania, jak to zawsze ja. Nie byłabym sobą.
Jeśli już zdecydujemy się na inseminację w następnym cyklu, czy będziemy działać ze wspomagaczami? Jeśli teraz wszystko będzie ok, to nie, ja wolę na naturalnym cyklu. Nie ma sensu się wspomagać. Jak będziecie gotowi, musisz mi dać znać jeden cykl wcześniej (czyli ewentualnie ten kolejny) musimy zrobić biopsję endometrium. Bez tego ani rusz. O matko! A to co znowu ? Gdzie w szpitalu? Nie, tu u mnie. Zrozumiałam to tak, że jest to nacięcie błony śluzowej macicy. Ma to na celu ewentualną lepszą implantację. Muszę o tym poczytać, pewności nie mam. Ile to kosztuje? 250 zł, wiem ale sam cewnik 150. Niestety ale musimy przez to przejść. A sama inseminacja ? 900. Pani doktor, niech mi pani powie czy ma pani takie pacjentki, którym udało się z tą inseminacją. Żebym miała jakąś małą nadzieję, punkt zaczepienia, że warto się za to zabrać. Mam oczywiście ale nie myśl, że za pierwszym razem Ci się uda
Nie zakładaj tego. Za pierwszym razem udało się jednej. Sobie myślę wow!! Opowiada mi o 3 swoich trudnych przypadkach, jedna dziewczyna leczyła się 3 lata, druga 5 lat, a trzecia naście razy poroniła, aż w końcu urodziła, wszystkie urodziły. Pocieszenie sobie myślę. Pani doktor z chęcią porzuciłabym te wszystkie starania. Ala, zacznij myśleć pragmatycznie, postaw sobie cel, cel wiadomo jaki jest, dziecko, nie myśl co jest po boku, przychodzisz, tu wychodzisz, nie rozmyślaj, Nie podchodź do tego emocjonalnie bo się wykończysz. No właśnie w tym tygodniu jestem zmęczona i fizycznie, i psychicznie. Dlatego wiesz jaki jest cel : dziecko.
Oooo... i tak to jest z moją panią doktor.
To teraz, żeby nie przechodzić tego wszystkiego, za namową pani doktor, od jutra 10 razy po 2 razy, a za 2 tygodnie widzę || kreski na teście ciążowym, haha
Masz poczucie humoru Alusia... do tego tryskasz optymizmem 
Jak dobrze, że dziś piątek...
Wyniki badań z 3dc:
prolaktyna - 21,2 ng/ml (4,79-23,3)
Estradiol - 26,6 pg/ml (12,5-166)
FSH - 6,41 mlU/ml (3,5-12,5)
LH - 5,7 mlU/ml (2,4-12,6)
glukoza 99 (65-100)
DHEA 7,73 (1,30-9,80)
AMH - nie wykonują u mnie w mieście...
Czy jakaś mądra głowa może zinterpretować takie wartości? Domyślam się, że jest ok, wszakże jest w normie, ale czy E2 nie za niski? blisko dolnej granicy, z kolei prl blisko górnej...
Moje cykle ostatnio się wydłużyły, pęcherzyki długo dojrzewają, w ostatnim cyklu - w 25 dc była owulacja, przeważnie - przed poronieniem między 16 a 20 dc.... coraz dłuższe mam cykle coraz skąpszy okres (tym razem tylko 1-2 dni, reszta to takie byle co, plamienia same).
progesteron po owulacji - kiepski, nie sięga nawet 10 ng/ml....
Myślę, że u mnie hormonalnie niby jest ok, ale mogę mieć kiepskie jajeczka. Złej jakości... a na to chyba nic sie nie da poradzić...
Sluzu płodnego właściwie nie posiadam... Jest go niewiele - a za jego produkcje odpowiada E2. Libido zerowe - także E2... nie wiem co o tym mysleć.
Biorąc pod uwagę, że tłuszczyk uwielbia magazynować prolaktynę, a ja mam go o jakies 30 kg za dużo.. może jedynym ratunkiem dla mnie jest właśnie zrzucenie wagi.... To także pozytywnie wpłynie na moje samopoczucie i przełoży sie absolutnie na wszystko... Ale jak po kolejnym tygodniu widzę że waga nic, a nawet 0,5 kg więcej to sie załamuję... Nie mówię, że jem 1000 kcal /dz ale w stosunku do tego co było - znacząco sie ograniczyłam, nie jem wieczorami, nie podjadam, unikam słodkości (zdarzaja się)
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 07:24
4dpo...tak jak wspominałam dziś chowam termometr i nie bede mierzyla temp. Będę tu oczywiście zagladać i notować ale bez temp. bez stresu 
u mnie dziś dzień leniuchowania..nareszcie...potrzebowalam tego 
kolejny dzień z życia nabuzowanej ropuchy
brzuch baloniasty
ale jestem szczesliwa bo dziś pierwszy dzień od dwóch tygodni ćwiczyłam swój kochany pilates chodakowskiej SECRET
brak wiary że się uda, nie wiem czemu ale czuję że ten cykl jest stracony, ale może to dobrze że nie robię sobie nadziei, przyzwyczaiłam się że się nie udaje więc czemu tym razem miałoby być inaczej, z drugiej strony kiedyś musi to nastąpić, ale czuję że nie tym razem, pora w końcu się przebadać nie unikniemy tego, mąż boi się badań, chce czekać jeszcze jeden cykl... tylko po co?
pierwszy cykl starań...kilka dni po owulacji...niewiem jak będzie...kiedy będzie...czy będzie wogóle...
Niewiem czemu ale wydaje mi się że nie będziemy mogli mieć dzieci..albo będzie bardzo trudno..tak jakoś czuję...może dlatego że brat męża się już leczy od kilku lat i nic...mam nadzieję że się mylę...
spróbuję zrzucić ok 5 kg do przyszłego cyklu i wykonam ponownie badania - aby mieć obraz na to, jak spadek wagoi wpływa na moje hormony - i czy w ogóle coś się zadzieje. Myślę, że mam po prostu kiepskie owulacje, nieciekawe komórki jajowe, niezdolne do zapłodnienia, ale samą owulację mam. Nie wiem, czy jakość owulacji można jakoś poprawić...
Wizyta u nowej gin - 11.03 godz 20.30
13cs
7dc
piątek
Ostatni dzień zwolnienia. A ja nadal chora. Antybiotyk wybrałam do cna, groprinosin biorę jeszcze do wtorku. Moje zatoki ciągle zapchane. Gardło ciągle słabe. No ale cóż, trzeba wracać do pracy. Oj coś czuję, że będę z tej infekcji (która zaczęła się w grudniu) długoooo wychodzić. Tylko co jeszcze mam zrobić, żeby było lepiej? Odżywiam się zdrowo, więc nie ma mowy o braku witamin itp. Zrobiłam rentgen zatok tydzień temu, powinnam pójść po wynik, potem do internisty i po skierowanie do laryngologa.
Boli mnie kręgosłup. Znak, że dość "nic nie robienia" i czas zacząć się ruszać. Jak długo siedzę przez komputerem, albo w ogóle bez ruchu to ból się nasila. Jak się poruszam to jest lepiej.
Wysprzątałam całe "mieszkanie". 2 dni zajęło mi zrobienie porządku w moich szkolnych papierach, książkach, pomocach, konspektach. Stwierdzam, że wszystkie szafki, szafy i szuflady w salonie są zajęte przez moje papiery. Matko, ileż tego nazbierałam. Aż dziwię się, że mąż nie protestuje, że nawet jednej głupiej półki w salonie nie dostał na "swoje" rzeczy. Jak będziemy mieć już swój dom, to muszę mieć swoją pracownię, w której będzie biurko, komputer, drukarka, laminator, gilotyna i duże szafy z półkami, żeby mogła wszystko pochować. Strasznie nie lubię jak leżą na wierzchu. Wtedy salon będzie salonem, a nie klasą szkolną.
W domu, w którym mieszkamy z rodzicami, po ubiegłotygodniowej awanturze spokój i cisza. Z rodzicami nie rozmawiam, tylko dzień dobry i tyle. Taka sytuacja mi nawet odpowiada, bo nikt mi nie przechodzi co 5 minut z "duperelkiem". Oni na dole, my na górze. Tyle tylko, że to cisza przed burzą, bo mama ciągle obrażona na mojego męża i trochę mniej, ale również na mnie. Przed nami Wielkanoc i na pewno dojdzie do konfrontacji. Mąż mamy nie przeprosi, bo doszliśmy do wniosku, że naprawdę nie ma za co, a jej reakcja była nieadekwatna do "przewinienia".
Wizyta u lekarza za mna ,wszyscy mamy sie dobrze-dzieciatkko ma 6,5 cm ,serduszko ladnie bije , zaleceniem mamy zyc normalnie chyba skusze sie na pierwszy zakup dla dzidziusia , wszystkim innym rowniez wszystkiego dobrego
7 t.c
6+1
Haha też sobie tak napiszę, a co? W sumie to te wpisy będą bardziej poukładane. Dawno mnie nie było, ale jasna cholera spać mi się chce. Dziś na głównej pojawiła się informacja: wysypiaj się szczególnie w pierwszym trymestrze. Jak? Jak ja mam się wyspać? Kładę się wcześnie, nawet koło 19, jadę autobusem do pracy to śpię, wracam z pracy - śpię. Ogólnie gdzie i kiedy się da to śpię. I się nie wysypiam! Cały czas boję się o kruszynkę, bo jakoś tak wszystko zaczyna mi się ślicznie układać a wiadomo, że jak za dużo szczęścia to coś musi się popsuć. Dlatego codziennie co chwilę nerwowo sprawdzam majtki gdy tylko poczuje jakąś wilgoć a nie oszukujmy się wilgotno jest. Dziś muszę skoczyć na pocztę, przyszły zamawiane biustonosze sportowe. Może dzięki nim bardziej lub lepiej się wreszcie wyśpię. Zobaczymy! Jak dobrze, że wreszcie weekend. Może dłużej pośpię?
Badań ciąg dalszy.
Wynik chlamydii męża - ujemny,
Moje TSH - 1,55 (wrzesień - 2,44)
Endokrynolog powiedziała, że przy staraniach nie powinno przekroczyć 2,5.
ft4 - 1,33 (norma 0,93 - 1,7)
Dziś kupiliśmy projekt naszego domu 
Monitoring I
9dc
Prawy jajnik - pęcherzyk 10mm
Lewy jajnik - pęcherzyk 9mm
Endo 5mm
Według gin nie jest ciekawie..."opornie idzie" - pęcherzyki powinny być większe w tym dniu. Mam brać CLO jeszcze 2 dni. Kolejny monitoring w środę w 15dc.
Się popsuł mi humor...i to nie tylko przez ten "oporny" cykl. Ale też przez fakt, że czekając na gin (ja mam coś z głową, że jadę zawsze godzinę wcześniej niż na czas) ... postanowiłam odwiedzić ciocię w szpitalu, który jest dosłownie kilkaset metrów dalej. Po co godzinę siedzieć w aucie?! Wiedząc, że wchodzę na 5 minut nie zostawiłam kurtki w szatni tylko poszłam od razu na górę. I co? I zostałam wyproszona...Najpierw upomniana przez pielęgniarkę - potem przez ciocię, która rzekomo za chwilę miała mieć zmieniany opatrunek przez ordynatora i "w pokoju panowały antyseptyczne warunki" (??) nie jestem laikiem w tych tematach i nie wiem jakim cudem oni na czas zmiany opatrunku organizują "antyseptyczne warunki", że nikt wejść nie może. No cóż. Moja wizyta trwała 30 sekund. usłyszałam "wyjdź" ...więc wyszłam. W nagrodę miałam prawie dwukilometrowy spacer i czas szybciej zleciał.
Dobrze, że chociaż słoneczko się pojawiło... a w piekarniku dojrzewa ciasto gryczane...(co za zapach!!!!).
Buziaki Kochane!
TSH 1.62
Wit D3 13,95 (norma 30-100).
No to chyba dojdą nowe tableteczki ;]
A z ponurych wieści - mąż niestety nie wróci, cykl na straty... kolejny ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2015, 16:07
U nas juz lepiej. Maz zdrowieje, zatoki nie daja mu juz tak w kosc przeciwnie wszystko ladnie sie przeczyszcza i jak tylko Arek sie przechyla to z nosa wylatuje mu jakby ropa. Leci doslownie jak woda z kranu ale to dobrze bo to oznacza ze tym razem antybiotyk pomogl. Mam nadzieje ze wszystko ladnie wyleci i na dlugi czas skncza sie jego problemy z zatokami...Maximilianek tez juz doszedl do siebie. Antybiotyk dziala i goraczki juz nie ma. Do tego wrocil mu apetyt wiec tylko sie cieszyc
Tylko u mnie nadal kiepsko, biegunka nie odpuszcza i co tylko zjem tak zaraz pogania mnie do toalety. Przy czym kichy tak mi marsza graja ze szok....Ech dobrze ze moge chociaz pic to sie nie odwodnie a jutro chyba nic nie tkne. Moze taka dieta cos pomoze...
Julianek od rana jest jakis niespokojny. Nic tylko chcial byc noszony. Zaliczyl kilka krociutkich niespokjny drzemek czego juz dawno nie bylo. Nie wiem czy to kolejny skok rozwoju czy zaczyna go brac jakies chorobsko. Ech oby nie ta szkarlatyna...we wtorek czeka nas kolejna kontrolna wizyta u lekarza i kolejna druga dawka szczepionki 6w1. Mam nadzieje ze maly bedzie zdrowy a szczepienie przejdzie lagodnie. Bedac u lekarza bede musiala poprosc go o jakas masc bo Juliankowi na przodzie glowki z ciemieniuchy zrobily sie brzydkie ropne strupy. Wiem po starszaku ze to jest stan zapalny i nie chce nic przy tym robic na wlasna reke. Julianek bardzo ladnie bawi sie grzechotkami. Ciekawie obserwuje grzechotki, trzasa nimi i przenosi z raczki na raczke. Do tego smieje sie na glos co strasznie spodobalo sie Maximiliankowi 
W kwietniu na swieta wielkanocne czeka nas wyjazd do Lubczy. Strasznie ciesze sie na ten wypad chociaz nieco obawiam. Jak my sie zapakujemy w auto z dwojka dzieci. Juz jak z samym Maximiliankiem jezdzilismy to auto bylo wypchane po brzegi a teraz to chyba bedziemy musieli przyczepke wypozyczyc... W dodatku Julian bedzie musial siedziec z tylu obok starszego brata a ja z przodu. Do tej pory jak jezdzilismy w daleka trase to zawsze bylam z tylu przy dziecku ale teraz nie za bardzo sie tam zmieszcze...No ale jaks to przezyjemy i bedziemy sie dobrze bawic. Obysmy tylko byli zdrowi 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2015, 21:31
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.