kama005 Czekając na nasz cud. 1 kwietnia 2015, 08:49

9 dpo. Boli brzuch i podbrzusze. Jajniki też dają znać o sobie. Nie wiem co to będzie. Tak bardzo bym chciała by się udało. :D

Święta coraz bliżej, obowiązki podzielone, lista kto co robi jest w domu.

Jutro kolejna sprawa w sądzie. Nie stresuje się może dlatego że już mi jest trochę wszystko jedno. No ale ok... I tak pewnie sprawa przegrana choć nie moja wina ale... Nie będę wnikać wszystko jest robione by była moja wina. Mam nadzieję że sędzia będzie trochę oleju miała we łbie...

kasia03 Czy kiedyś się uda??? 1 kwietnia 2015, 09:01

To jest jakaś paranoja.Test kolejny oczywiście dzisiaj zrobiłam,24 dc.Test negatywny ale zaczynam sie martwić o siebie pod innym względem.a mianowicie o interpretację testu.A więc robie go widzę po kilku minutach,że nie pojawia się druga kreska ale zamiast go wyrzucić to wracam przez godzinę,oglądam w różnych oświetleniach,pod każdym kątem.No i oczywiście wydaje mi się,że jest bardzo bladziutka kreska,której tak naprawdę nie ma.Czy ja już naprawdę zwariowałam,przecież wiem że test słuzy do pokazania wyniku a nie do wkręcenia go sobie.Mam nadzieję,że nie jestem jedynym takim przypadkiem bo strach się bać.

kredeczka91 groszki, fasolki i inne 1 kwietnia 2015, 09:31

Dzisiaj powinnam testowac.. w nocy obodzil mnie sen o krwawym chlupocie w majtasach, poszlam od razu do lazienki na szczescie chlupotu nie bylo ale na papierze zauwazylam delikatny slad mysle "no to po zawodach" brzuch tez zaczal typowo na @ bolec chociaz bardzo delikatnie a w standardzie mam zazwyczaj hardcorowy. Wlozylam korka i poszlam spac. No i co dalej? Tak wiec po 5h wyjelam dziada z mysla ze teraz wszystko sie okaze a tam tylko odrobina brazowego sluzu... nie wiem co o tym myslec, bol brzucha, jajnikow i wszystkiego dookola jest ale baaardzo lekki temp nie mierzylam bo po nocnych goraczkach i tak mi za wiele nie da, kupic i zrobic ten test?

kredeczka91 groszki, fasolki i inne 1 kwietnia 2015, 09:34

Dodam do zapamietania: nie miewam plamien, zawsze jak juz to juz pierwszy i drugi dzien sa najgorsze. Najbardziej obfite i bolesne. No to zobaczymy, jak sie nie rozkreci to w drodze do lekarza kupie test. Albo 3 od razu!

gałązeczka pamiętnik gałązeczki 7 lutego 2016, 11:26

Wyniki mojego USG (11 d.c.):

"Trzon macicy w przodozgięciu o wym. 40x31x37mm.
Myometrium jednorodne.
Echo endometrium o równym przebiegu, szerokości do 6,8mm, bez zmian ogniskowych, z symetrycznym echem centralnym, bez cech patologicznego unaczynienia w PD.
Szyjka macicy w zakresie dostępnym badaniu USG jest prawidłowa.
Jajnik lewy o wymiarach 33x16mm, z pojedynczymi drobnymi pęcherzykami.
Jajnik prawy o wymiarach 37x26mm, z drobnymi pęcherzykami i jednym większym wiodącym średnicy do 18mm.
Zatoka Douglasa bez płynu."

vintoyra o obawach i nadziejach 1 kwietnia 2015, 09:49

28 DC i 10 DPO

Wieczorem powinnam dostać okres. przynajmniej dotychczas faza lutealna była bezbłędna i wieczorem w 10 dniu po owulacji nastawał ten "radosny" moment.

Podsumowanie - cykl ewidentnie bez starań bo przeciwwskazań stanowczo za dużo.

Ja mam obawy, że tych wszystkich bakterii nie dało się wytępić sumamedem przez 3 dni. Ale żeby to definitywnie stwierdzić muszę poczekać jeszcze 2 tygodnie, bo 8 kwietnia idę na badania i ok tygodnia czeka się na wyniki.

Daleka droga przede mną. Uczy mnie to pokory. Im bardziej czegoś chcę na " już i teraz" tym życie bardziej przyciera mi nosa i kiwa palcem.
Póki co uzbrajam się w cierpliwość i ćwiczę pozytywne myślenie. Negatywne na pewno nie pomoże.
Nadal jestem pełna nadziei i oby zwątpienie nigdy mnie nie dopadło.

20+5
Wczorajszy dzień był nieciekawy. Wstaliśmy rano. Normalnie zjedliśmy śniadanie, poszłam z małą na siusiu, wróciłam i miałam się wziąć za mycie naczyń. Nagle poczułam, że podłoga mi ucieka, kuchnia wiruje, jest mi niedobrze i albo zwymiotuję albo padnę... Poszłam szybko do sypialni i padłam na 3 godziny, nawet nie wiem co się działo...

Wstałam i cały dzień był dziwny. Mały mało się ruszał. Wzięłam się za prasowanie jego ciuszków. Oczywiście robiłam przerwy... w przerwie dał znać i trochę mnie to uspokoiło. Przygotowałam obiad i zrobiłam deserek. Co prawda nie wyszedł mi idealny, ale zjadliwy - http://kobieceinspiracje.pl/out,32098.html

Pogoda już chyba od tygodnia fatalna. Jesienna... a tak ma być jeszcze przez co najmniej tydzień.

Dzisiaj dokończyłam prasowanie, bo zostały mi ogrodniczki hehehe przy okazji wyprasowałam sobie tuniki, które może ubiorę w święta. Niedziela u teściów, a poniedziałek na 100% będziemy w domu. Spędzimy ze sobą cały dzień. Obojętnie czy leżąc w łóżku, czy na spacerze, czy przed TV...

Nie wzięłam dzisiaj no spy i czuję się lepiej. Mały fikał rano, ale trochę potańczyłam, pośpiewałam i teraz chyba sobie śpi.
Martwi mnie ból po prawej stronie. Myślę, że to ucisk na nerw, bo boli jak cholera i idzie do samego mózgu!

https://youtu.be/DBCOPwDGrj8

Przy tym sobie tańczymy :D a raczej kołyszemy się :D

Dzwoniła pani z Gamety potwierdzić wizytę 9 kwietnia na 12 :D oczywiście, że będę :D już się nie mogę doczekać.

Jakby słoneczko wychodziło???

A tak się prezentuje moja wczorajsza ciężka praca...

e55f09a6d7bbddfegen.jpg

13dc piękny płodny śluz, ale niestety od kilku dni zaatakował mnie silny ból wrzodowy żołądka, więc starania na ten miesiąc musimy sobie odpuścić. Prawdopodobnie czeka mnie kuracja antybiotykowa, która miejmy nadzieje zniszczy bakterie Helicobacter powodującą wrzody. Wyczytałam na jakimś forum, że Helicobacter może utrudniać zajście w ciążę... Oczywiście przyjęłam tę wiadomość jak światełko w tunelu, że być może wyleczenie bakterii = brak problemów z płodnością.

Swoją drogą wrzody to coś przeokropnego, ból zwala po prostu z nóg...

Angelike Mam to gdzieś... ;) 1 kwietnia 2015, 10:53

Dzięki dziewczyny za pomoc i naprostowanie tematu - myślałam, że do rządowego ivf potrzebne jest zatrudnienie, teraz już wiem że nie, przynajmniej o tyle mam spokój duszy :)

Wczoraj na koniec dnia pracy dowiedziałam się od jednego z udziałowców firmy, że faktycznie na ostatnim spotkaniu gadali o tym żeby po likwidacji tej spółki zapewnić mi pracę w innej firmie. Gdy słucham takich rzeczy od mojego prezia to mu nie wierzę, ale gdy te słowa potwierdza jeden z właścicieli to już co innego. Więc trochę się uspokoiłam na koniec dnia. Powiało optymizmem. Może faktycznie nie będzie tak źle jak mi się wydawało.
Panikowałam i przeżywałam, może nawet trochę histeryzowałam ale już mi trochę lepiej ;)
Boję się o przyszłość swoją i swojej rodziny, wiem jak bardzo praca i finanse są ważne dlatego się martwię.
Moi rodzice swego czasu mieli straszny kryzys finansowy dlatego byli zmuszeni wyemigrować za pracą zagranice aby móc nakarmić dzieci i spłacić długi. To była dla mnie olbrzymia szkoła życia, to mnie ukształtowało. Wiem co to znaczy nie mieć kasy, wiem co to znaczy rozdzielona rodzina. Mam strasznie silnie rozwiniętą potrzebę bezpieczeństwa finansowego, zawsze musze mieć jakieś zaplecze finansowe, czuję się bezpieczna gdy mam oszczędności. Kiedyś rozmawiałam z bratem i siostrą o naszych lękach i o tym co dla nas znaczy poczucie bezpieczeństwa - ja i brat mamy tak samo - boimy się braku pieniędzy do życia. Moja siostra natomiast boi się samotności. My z bratem czujemy się bezpiecznie wiedząc że mamy kasę na czarną godzinę, moja siostra czuje się bezpiecznie gdy otacza się ludźmi.

Tak nas ukształtowało dzieciństwo, młodość. Ja od dziecka byłam chomik i zawsze wszystko oszczędzałam, oszczędzałam nawet słodycze otrzymane na święta tak długo aż się zepsuły :) Potem, gdy rodzice zaczeli mieć problemy, to nawet moje oszczędności nic mi nie dały bo pożyczałam całą kasę jaką w ogóle miałam rodzicom, na ich potrzeby. Pracowałam w ich sklepie gdy mieli jeszcze sklep nie pobierając żadnego wynagrodzenia, było to dla mnie naturalne żeby im pomagać. Pracowałam potem z nimi w Niemczech i też cała kasa szła dla rodziców. Czasem byli w stanie mi ją oddać a czasem nie. Do dziś w ich kieszeni siedzą moje pieniądze które im pożyczyłam 15 lat temu, ale już dawno o nich zapomniałam, nie upominam się bo po co. Oni też już o tym nie pamiętają choć dla mnie w tamtych czasach tamta kwota to była kolosalny majątek!!!
Dziś rodzice stanęli na nogi, dalej mieszkają w Niemczech, dobrze zarabiają, stać ich na spokojne życie i wakacje. Zawsze jak przyjeżdżają z Niemiec to kupują mi jakiegoś "geszenka" typu np. proszek czy płyn do prania albo po prostu słodycze :) Moi rodzice w ogóle nie oszczędzają, nie umieją, żyją z dnia na dzień. Teraz jest o tyle dobrze, że stać ich na to ale ja bardzo dobrze pamiętam stare, ciężkie czasy. Często zwracam im uwagę na to, że nie mają żadnych oszczędności, żadnej kasy na czarną godzinę, na wypadek choroby czy cokolwiek. Różne rzeczy się przecież mogą zdarzyć. No ale tacy są oni.

Ja jestem inna. Dzięki mnie, mojemu uporowi i małemu reżimowi ja i mój M w ciągu pięciu lat spłaciliśmy kredyt na mieszkanie, który mieliśmy udzielony na 20 lat. I uważam to za jeden ze swoich największych sukcesów. To było 5 lat rozsądnego wydawania pieniędzy, dokonywania wyborów, liczenia się z każdym groszem, owszem pozwalaliśmy sobie na wakacje od czasu do czasu ale zawsze w tle było pytanie "wolę kupić to czy dołożyć kase do spłaty kredytu?". Kwestia priorytetów :) Dziś mam problem kredytu z głowy i bardzo się z tego powodu cieszę.

Dopiero od pół roku uczę się jak to jest beztrosko wydać trochę kasy np. w sklepie z ciuchami. Dopiero teraz! Na zasadzie takiej, że wchodzę to sklepu, i gdy coś mi się podoba to decyduję sie kupić od razu bez konieczności przemyślenia tego w ciągu najbliżej doby. Rzadko to robię, bo potem czasami mam wyrzuty sumienia, że może nie powinnam była tego kupować, może powinnam jeszcze pochodzić, poszukać, znaleźć coś tańszego.
Wiem, że to może wydawać się dziwne no ale taka już jestem.
Oszczędna i zapobiegawcza.
I liczę tylko na siebie. I to jest najgorsze ponieważ w swoich lękach nigdy jakoś nie przyjdzie mi do głowy, że przecież mam faceta, że on pracuje, że zarabia i przecież nie pozwoli mi głodować. Zawsze się czuję jakbym była sama, że sama muszę o siebie zadbać i muszę mieć swoją kasę bo nikt mi nie pomoże gdy przyjdą ciężkie czasy. Nie potrafię sobie wyobrazić, że żyje za kasę mojego M. I to jest trochę smutne. W ogóle nie czuję instytucji małżeństwa w sensie finansów, że to co moje to twoje, i na odwrót. Owszem, oddam mojemu M wszystko co mam jeśli będzie tego potrzebował, ale nie umiem funkcjonować w drugą stronę, nie umiem brać. Nie umiałabym z czystym sumieniem kupić sobie np. maskę do włosów za jego kasę. Nie potrafię. Swoje potrzeby, kosmetyki, ciuchy, fitness itd wszystko opłacam sama. I mi to pasuje. Jemu oczywiście też pasuje ;) Ale gdyby mi przyszło siedzieć na bezrobociu i żyć za jego kase miałabym okropny problem. Koszmar. Walka wewnętrzna :)
Może wpływa na to fakt, że formalnie jeszcze nie jesteśmy małżeństwem i dlaczego nie czuję tej wspólnoty, nie wiem czy małżeństwo coś zmieni. Jeśli tak to dobrze.
Muszę nad sobą ciągle pracować, musze nauczyć się brać, musze nauczyć się zaufać drugiej osobie na tyle żeby uwierzyć że jest w stanie mi zapewnić bezpieczeństwo. Uwierzyć, że nie jestem sama na świecie i są osoby, które będą w stanie w czasie kryzysu mi pomóc.
Narazie jestem taka Zosia Samosia.
Już nawet po moim wczorajszym poście widać jak bardzo panikuję na myśl o utracie pracy, kasy, zasiłku.
Nie jestem pazerna na kasę. Po prostu wiem ile od kasy zależy. Dla mnie oznaczało to utratę rodziców :(

Z innej beczki. Byłam wczoraj u tego mojego gina. Myślałam, że wystawi mi od razu jakiś świstek o 3 nieudanych iui i tyle. Ale on powiedział, że przygotuje mi cała dokumentację medyczną na temat mojego leczenia, leków które brałam itd. Fajnie, pełny profesjonalizm. Mam nadzieję ;) Mam sie do niego zgłosić po odbiór tych papierów po świętach. Pytał kiedy będę startować do ivf. Powiedziałam, że narazie mam niestabilną sytuację w pracy i muszę czekać. Mówił, że na taką wstępną wizytę by się już teraz umawiał, celem rozeznania sytuacji. Część placówek ma już wyczerpane limity na ten rok i juz nie przyjmują nowych pacjentek na listę więc w tym temacie też dobrze by było się rozeznać. I tak chyba zrobię. Powoli bez nerwów podzwonię, pojeździmy i zobaczymy jak wygląda sytuacja.
A narazie bez ciśnienia, nie chce mi się już nawet mierzyć tempki, suplementów też już nie biorę, straciłam zapał i motywację :) Motywacja i pełna mobilizacja pojawi się przed ivf :)

PS. Rany!!! Czy ja zawsze muszę się tak rozpisywać??!! Przepraszam te z was, które to czytają ;)))) Chciałabym obiecać poprawę ale to chyba niemożliwe bo piśmienna gaduła ze mnie ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2015, 10:58

Magic Niemożliwe 1 kwietnia 2015, 10:58

Ja pierdziele....co tu się dzieje! Majóweczki rodzą????!!! WTF? musze chyba znowu dać sobie spokój z czytaniem a i tak mnie nikt nie słucha na forum ;) nic tam po mnie :)
Poczułam dziwny dreszcz na karku...i z nerwów nie dość, że to co słyszę od dziewczyn i to co się dzieje za oknem sprawia, że mnie brzucho boli :/ pół nocy nie spałam tylko słuchałam czy dach nie postanowił zmienić położenia np na podwórku u sąsiada :( i oto tym sposobem jestem nie wyspana, głowa mnie boli...ehh. Dobrze, że Lila odsypia :) a tym czasem lecę się z deka ogarnąć, bo za chwilę przyjadą mebelki zamówione w niedziele :)a w tym....komoda Lilianki! :D bedę mogła już jutro przygotować kącik z jej rzeczami w sypialni :)
UCIEKAM! Buziaki kochane :* <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2015, 10:58

23 dc.
Spaaać spaać spaaaaaaaać, chodzę cały tydzień nie przytomna, ale dziś już jest szczyt wszystkiego, najchętniej zdrzemnęłabym się na biurku, bo do pracy też zapału nie mam. Przydało by mi się wolne przed świetami ale nie nie, nie ma takiej możliwości.
Mąż siedzi na l4 troszkę mi marudzi bo mu się nudzi i nawet nie mam czasu spokojnie coś w domu tutaj napisać.
Wykres miał być piękny, a jest jaki jest no cóż nie wszystko można mieć w życiu, ale w sumie może być najbrzydszy na świecie byle by się skończył zielono :)
Dziś pomyślałam, że może tak poszłabym dziś do spowiedzi, ostatni raz byłam przed ślubem dwa lata temu w lipcu, moi nowi domownicy raczej nie sa zbyt praktykujący więc nikt się tam nigdy do spowiedzi nie wybierał i nie miałam jakby tego "motywatora" teraz też zagadałam do męza ze byśmy poszli do tej spowiedzi i w świeta do komuni ale uznał, że nie... chyba wybiorę się dziś sama bo chyba będę miec po świetach wyrzuty sumienia... a tak to moze tam na górze, ktoś mnie lepiej wysłucha w sprawie wiadomej :)



Wiadomość wyedytowana przez autora 3 maja 2016, 19:12

Zireael Smętnik 1 kwietnia 2015, 14:00

Dawno mnie nie było, muszę ponadrabiać zaległości. Nie było mnie, bo nadal nie mam siły. Pisać, myśleć, oddychać.

Jutro wyjeżdżamy. Jedziemy ponad 1000 km do Niemiec, do brata mojego męża na święta. Nie wiem, jak ja przeżyję taką podróż. Sikanie co godzina, jedzenie co dwie... Mamy umowę, że jak się będę bardzo źle czuła, to zostaniemy w domu. I z jednej strony bardzo mnie kusi, żeby w nim zostać. Droga to jedno, ale jakoś nie przepadam za dziećmi szwagra. Tzn dzieci jak dzieci, ale oni... no jakoś nie wychowują ich. Dzieci mogą robić wszystko. Ostatnio mały jako zabawę wymyślił sobie rzucanie po pokoju metalowymi autkami. Obok siedzi roczne dziecię, a ten naparza tym metalem. No ale myślę sobie...może ja się nie znam, może mam jakieś despotyczne zapędy i tylko bym zabraniała. Moje przemyślenia zostały brutalnie przerwane przez ból kostki, w którą trafiło autko! Skrzywiłam się i zasycałam z bólu (gwiazdy zobaczyłam!!!), mały się rozryczał. A co na to jego ojciec? No już, nie płacz, ciocię nic nie boli! Żadnego przepraszam, żadnej uwagi w stylu "No widzisz, nie można tak rzucać, bo komuś krzywdę można zrobić". Nie. Nic się nie stało... No i podobnych historii jest mnóstwo. Dlatego też tak mi się za tą granicę nie pali...
No ale niech teraz mały terrorysta spróbuje mnie czymś rzucić! Teraz nie będę miała oporów, teraz to ja muszę o swoje dziecko dbać! No!

Między mną a mężem już lepiej. Chyba mi wybaczył to badanie USG :-) Znów się kochamy, znów jest wyrozumiały i współczuje mi złego samopoczucia.

Z pracą się pożegnałam oficjalnie. Dostałam od dziewczyn komplet pięknej biżuterii na pożegnanie. Upłakałam się okrutnie. Ale chociaż mi smutno i żal i nie mam etatu już żadnego ani miejsca, do którego jadę "do pracy", ani szefa, który by mnie wkurzył... to czuję też ulgę. Mam więcej czasu, bardziej się mogę zająć pacjentami gabinetowymi, więcej o nich myśleć, więcej czytać...

Apropos czytania. Wróciłam ostatnio do mojego ukochanego Winnicotta. Napisał parę książek stricte psychoanalitycznych, ale też jedną przepiękną i dla każdego nie-psychologa, tylko przyszłego rodzica "Dziecko, jego rodzina i świat". Fakt, książka powstała w ubiegłym wieku, w zupełnie innych realiach, ale niczego nie straciła ze swej aktualności. Chciałam trochę zacytować i zaczęłam przepisywać, ale bez sensu. Kto zechce, ten sobie przeczyta. A sam Winnicott pisał, że żeby być dobrą matką to nie trzeba czytać żadnych książek, nie trzeba być nawet inteligentnym :-) Ale jakby kto chciał, to polecam serdecznie tą!


Kochane moje, spadam do pracy. Wszystkim zaciążonym życzę spokojnych, nie-mdlących i nie-pierdzących (po jajach!) Świąt. Odpoczywajcie, dajcie się rozpieszczać rodzinie, niech Wam hormony nastrojów nie psują, żeby Wam nogi nie puchły i wszystko smakowało.
Oczekującym życzę podobnego, ale przede wszystkim Zmartwychwstania Nadziei! Będzie dobrze Kochane, tylko trzeba wierzyć i nie poddawać się. A na te kilka dni świątecznych życzę Wam również, żeby chociaż na chwilę Wasze myśli trochę odpoczęły od starań. Myśli, a ciała niekoniecznie :-) Bo udanego seksu wszystkim nam życzę :-)

Ralpina Matylda? 1 kwietnia 2015, 14:50

7t0d Środa

Pogoda przebrzydła. Wieje, leje i syf. W mojej głowie też stado chmur czarnych i choć usilnie staram się je przegonić, to nie chcą się rozejść nijak :/

Byłam wczoraj na wizycie u nowego ginekologa. Pan doktor przyjemny. Wprawdzie starszy już, ale sympatyczny. Sprawia wrażenie, że wie co mówi. Poza tym pracuje w szpitalu w którym planuję rodzić (mam nadzieję, że uda mi się urodzić z Jagą - położną która odbierała Majkę).
Zobaczył "Malucha" jak o nim mówi. Tym razem ocenił wiek ciąży na 6t0d, czyli praktycznie to samo co poprzednio - tydzień mniej niż wynika z daty ostatniej miesiączki. Akcję serca było widać (tzn. on widział, pytał, czy ja widzę, ale ja jak zwykle - nawet nie bardzo wiedziałam, na którą plamę mam patrzeć.

Pan doktor oznaczył tętno na 64/min. Mało... :( Nic nie powiedział, kazał przyjść 9.04. No zobaczymy... Będzie co będzie...

A oto Fasol:

2164361_20002.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2015, 15:03

Koncowka ktoregos tam cyklu.
Ja juz chyba przestalam sie tym przejmowac. Albo co gorsza zobojetnialam juz. Albo mam tyle problemow na glowie, ze ciaza jest najmniej absorbujacym z nich....

Zebym myslala tylko o staraniach... Moje mysli zajmuje tonacy okret na ktorym plyne, beczka prochu na ktorej siedze- zwal jak zwal . Nasza sytuacja jest na prawde tragiczna. Ciekawa sprawa, ze wkladasz w cos cala swoja wiedzpracmysli, pieniadze a idziesz na dno. Mimo, ze starasz sie podejmowac najbardziej rozsadne kroki- to nic nie daje.
Ja juz na prawde nie mam sily. Jestem sparallizowana strachem. O jutro. O nas. Nie wiem od czego zaczac, ktory problem rozwiazac pierwszy czuje po prostu ogromna niemoc. Strach. Nie zycze nikomu.



Ksiezna Kate urodzila dziewczynke. Jaki to wzruszajacy moment. Miły.

Czasami mam wrazenie, ze mi to nie bedzie dane. Czuje sie stara... No i zwazywszy na moj wiek nie zostalo mi za wiele czasu. Kazdy rok oznacza coraz wieksze problemy i ja mam coraz mniej sily i checi na to wszystko.
Moj maz tez sie martwi. Nie mowi tego ale widze to sama. Widze ten wzrok , nie moze sobie znalezc miejsca...

Ostatnio oznajmil, ze chce zmienic prace. Czulam to od miesiaca. Ma juz jakies propozycje ale wiadomo- jedyna stabilna rzecz w naszym zyciu wlasnie runela jak domek z kart...Pare dni temu jak mi to powiedzial wprost, przestalo mi juz zalezec na ciazy, wykresie itd. Pomyslalam, ze to nie jest dobry moment.

Oczywiscie nigdy nie bylo dobrego momentu. Po prostu nigdy. Chyba ten zakup mieszkania wzbudzil we mnie chwilowe poczucie bezpieczenstwa i w pazdzierniku znalazlam sie na ovu. Ale wtedy zaczela nas pograzac firma... Cos za cos. Ona nas pograza dalej a mojmaz chce zmienic pracę.
Czasami mam do niego zal, ze on nie myslal o moich uczuciach przez te lata. Nie rozumial, ze jest mi ciezko, nie mam sily. Nie dawal wsparcia. Powinnam teraz mu odplacic tym samym. Ale dzisiaj sobie uswiadomilam, ze musze go wspierac. Bo on WIERZY.
Przypuszczam, ze gdyby nam sie udalo zajsc w ciaze, tchnelo by to w nas nowe nadzieje. Mielibysmy dla kogo sie starac. Zmienilibysmy swoje podejscie do wielu spraw. No ale sie nie udaje. Widocznie to nie ten czas...
Juz nie pamietam jak to jest byc po prostu szczesliwym czlowiekiem. Chcialabym poczuc to znowu.
Czy bedzie mi sie chcialo w kolejnym cyklu latac w cyrkoniach, pajacowac? Nie wiem. Zawsze lubilam takie akcje bo jedyne co mi zostalo to poczucie humoru. Nasze serduszka w tym cyklu nie byly wymuszone ale byly wynikiem tego wlasnie mojego ciut lepszego humoru. Nie robie nic na sile wbrew sobie . U nas to nie dziala.
Teraz czekaja mnie dwie komunie na ktorych spotkam rodzine i wszystkich znajomych. Wszyscy beda sie wpatrywac czy przypadkiem nie przytylam. Nikt nie odwazy sie mnie zapytac wprost. A jak sie odwazy to musze przygotowac sobie dobra odpowiedz. Juz sie ciesze na sama mysl.
Jak slysze pytanie " kiedy Wy? " to cisne po calosci pytajacego. Od razu pytam: a Wy kiedy drugie???? Trzecie???
Kiedy Wy: nigdy
Kiedy Wy: kiedys
To sa moje standardowe odpowiedzi . Po nich nastepuje glupia cisza, bo co odpowiedzieć? ??
Glupie pytanie, glupia odpowiedź.
No i to by bylo na tyle!
A no i jeszcze gin 15. Pco? Endometrioza? Menopauza? Brak macicy?
Wprost umieram z ciekawości!





Wiadomość wyedytowana przez autora 3 maja 2015, 19:27

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 1 kwietnia 2015, 16:20

Owulacja bedzie z lewej strony. Jajnik mi dzis o sobie przypomnial. Troche szkoda, bo tam nie ma jajowodu - ale przynajmniej nie bede sie stresowac w ciazy, ze napromieniowalam polowe dzieciaczka rentgenem ;) Jak nie teraz - uda sie za miesiac :) Nawet nie przewiduje innej mozliwosci :)

Zostajemy z S na swieta sami w domu. Po tych ostatnich odwiedzinach rodzinki musze przyznac, ze sie nawet ciesze :) Odpoczniemy, zrelaksujemy sie w czasie dluzszego weekendu... Poprzesadzam sobie kwiatki na balkonie i zrobie na obiad kaczke, o ktorej ostatnio tyle myslalam. Juz nie moge sie doczekac :) S ma jutro i w piatek dodatkowe wolne, ja niestety musze isc do pracy jak zwykle - ale ma padac, wiec nawet mi nie jest az tak bardzo przykro ;) Wiosna jest, nie dam sie przygnebieniu :)

A dzis wieczorem zabieram S na randke, wypijemy jakies winko i moze pojdziemy do restauracji. Czemu? On taki kochany jest :) Dzis znalazl mi polska dentystke w Luxie, na dodatek ma gabinet niedaleko jego szwedzkiej dentyski :) i umowil nas oboje na ta sama godzine :) Teraz juz nie mam wymowki, pojde i bede zabki naprawiac - bo i tak ciazy sie nie spodziewam w tym cyklu ;)

Aga39 Smutna rocznica ślubu 10 kwietnia 2015, 20:51

I znowu odliczanie zacząć czas....przyjdzie @ czy nie przyjdzie ?!
Mąż chodzi i mnie wkurza , tym razem na pewno się udało! Ten jego odwieczny optymizm :)
W przyszłym tygodniu wszystko się wyjaśni !
Brzuch boli, jajniki bolą , w tym cyklu czuję się jak napompowany wielki balon:(

Mąż odebrał wynik seminogramu. Tak jak ostatnio kryptozoospermia :(
Martwię się o niego bo teraz pewnie znowu się podłamie. Ja też już nie mam siły. Wizyta u lekarza za tydzień, boję się, że pierwsza i ostatnia, bo nam nie da żadnej nadziei.

Dzisiaj śniło mi się, że moja znajoma ze studiów (z którą w realnym życiu nie jestem blisko,m tylko cześć i jakaś gadka szmatka) powiedziała mi, że jest w ciąży i się boi, bo pierwsze poroniła (tak naprawdę dziewczyna nigdy w ciąży nie była i nigdy by mi takich rzeczy nie mówiła). A ja jej odpowiedziałam, że ja nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Czułam w tym śnie tyle żałości, że w momencie przebudzenia prawie płakałam. Widać to co staram się ujarzmić w dzień wyżywa się nocą.
Już długo zanim zaczęliśmy się starać o dziecko miewałam sny, w których ktoś mi mówił, że nie będziemy mieć dzieci. Albo w których dziecko było, ale bardzo chorowite, chude, słabe. Widać cały ten lęk siedzi we mnie bardzo głęboko i od bardzo dawna.
Teraz te złe sny do mnie wracają, nawet na jawie :(

edit

Mąż przyjechał, pokazał mi wynik i teraz sytuacja jest minimalnie inna jednak, bo w materiale bezpośrednim znaleziono sporadyczne ruchliwe plemniki, więc coś tam jest, bo ostatnio były widoczne dopiero po odwirowaniu, więc to chyba nie to samo? Modlę się, żeby to była kwestia jakiejś usuwalnej niedrożności nasieniowodów albo czegoś innego, co się da odkręcić. Ale może prosze o zbyt wiele?


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 września 2015, 19:16

No tak.. wczoraj pochwaliłam mojgo synusia że był śpioszkiem więc dziś robi sobie tylko 30 minutowe drzemki :/ i nie może sie rozstać z cycusiem :P to nic bo i tak KOCHAM GO NAD ŻYCIE <3 mały Głodomorek :*
A dzisiejszą noc Tomaszek spędził pierwszy raz w swoim łóżeczku! :D tak tak, pierwszy raz bo do tej pory Dziubek spał z nami. Nie spałabym spokojnie gdybym go nie widziała i nie miała blisko, no ale chcąc nie chcąc musiałam w końcu się przełamać i się przekonać czy aby nie jest już przyzwyczajony. Ale moje Słoneczko przespało tak samo całą noc jakby spał z nami w łóżku :) tyle że mi było strasznie smutnoooo!!! :( no myślałam że nie wytrzymam i wezmę go z powrotem do nas, ale przecież prędzej czy później musiałby spać w łóżeczku. W końcu po to było zakupione :P
Mamuśki mam jeszcze pytanie. Czy Wasze Bobaski jak się budzą w nocy na karmienie to zasypiają odrazu już po nakarmieniu? Bo Tomuś ma takie noce, że czasami odrazu zaśnie po nakarmieniu tylko z jednej piersi i nie potrzebuje nawet odbić, a czasami jest tak, że naje się z jednej, odbije, uleje, potem druga pierś, znowu odbije uleje i oczy cały czas jak 5 zł i nie chce mu się spać :/ ja wyłączam już wtedy lampkę nocną żeby wiedział że to noc i trzeba iść spać i mam takie mniejsze światełko. Próbuje go potem uspać smoczkiem, ale niestety nie jest jego zwolennikiem także to nie jest takie proste i zastanawiam się czy to normalne, że tak nie chce mu sie spać. Jak jest u Was?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)