Dziękuję, Dzieweczki, za wsparcie. Jak już wspomniałam, opierdalanie się nie leży w mojej naturze, zatem wizyta w klinice niepłodności już 26 maja, czyli jeszcze w tym cyklu. Oby następny był już stymulowany i z monitoringiem!
No i jesteśmy po wizycie. IUI nie będzie bo wynik cytologii się lekarzowi nie spodobał i dostałam globulki i wynik do powtórki. Dostaliśmy instrukcje jakie wyniki zrobić przed IUI, powiedział też że dobrze by było poczekać na wynika kariotypów więc jak dobrze pójdzie to w czerwcu albo w lipcu byśmy podeszli
Jakoś tak mi lżej jak mamy jakiś kierunek drogi 
Wyniki moich badań-progesteron i testosteron są w normie. Pozostało czekać na badanie nasienia męża..co ja bym dała żeby wszystko było dobrze i żeby się udało do naszej rocznicy ślubu w lipcu...tylko takich prezentów potrzebuję
(
3 dzień cyklu
52,1 kg
ciśnienie: 89/52
tętno: 77
Coraz częściej myślę o czwartku i wynikach badań... Mam nadzieję, że czas szybciej zleci bo im bliżej tym gorzej!
Coraz częściej staję na wadze dumna z siebie
Wreszcie wyglądam normalnie a nie jak szkielet! To zdecydowanie mnie cieszy 
A na zakończenie muszę się pożalić jakiego mamy beznadziejnego kota! Rano na naszym parapecie w sypialni usadowił się gołąb! Wielka srajda! I z myślą o tym, że z jego wizytą wiąże się mycie parapetu postanowiłam się go delikatnie pozbyć. Mój przebłysk geniuszu podpowiedział mi "Kobieto! Przecież masz KOTA!". Więc wołam sierściucha! Łaskawie przyszedł...no to ja go buch na parapet (gołąb ani myślał się ruszyć!) i instruuję "No Mufin! Łap ptaka!" A on co? Posiedział, popatrzył i... sobie poszedł... Gołębia musiałam przegonić sama otwierając okno... Totalny brak pożytku z domowego stwora...
____________
1 śniadanie: Kasza jaglana z borówka amerykańska i miodem gryczanym
2 śniadanie: Serek wiejski, brokuły i czerwona papryka
3 śniadanie: Kanapka z chleba razowego z fetą, chorizo, rukolą, rzodkiewką, pomidorem i papryką
Obiad: Kaszanka z ziemniakami i surówką z kiszonej kapusty
Kolacja: Banan i migdały + sok z fioletowej marchewki, jabłek i buraków
Połowa zastrzyków już za mną. Zawsze przed każdym się spinam i zaciskam wargi, czasami zaglądam, czasami odwracam wzrok, czasami trochę boli, lub piecze ale tylko chwilkę, dziś nawet poleciało troszeczkę krwi. Ale to drobiazg, ciesze się że mogę to robić - poświęcać się, przygotowywać się. To jeden wielki projekt i gdy sobie czasem pomyślę o tym, że jestem w trakcie procedury to uśmiecham się sama do siebie. Jestem tak blisko, blisko ogromnego sukcesu albo niewymownej porażki. Albo może nie będę nazywać tego porażką, raczej sprawdzianem. Nie myślę ostatnio o porażkach. W końcu do zawodów staje się po to aby wygrywać. A ja lubię wygrywać 
I jesteśmy w tym tylko my, razem
Program zazwyczaj zaznacza 12 dni płodnych... a męża mam dwa dni w tygodniu... i jak tu utrafić?? Chyba będę musiała poczekać aż skończy z wyjazdami. Czyli nieprędko.
Mojego okresu nadal nie widać ani nie słychać, czuć też nie
Tylko spokój może mnie uratować. Ale po wczorajszej załamce chwilowej dzisiaj jest już ok. Jednak codzienność zwycięża i chwilowe kryzysy odchodzą w niepamięć.
Jeśli marzysz o chłopcu planuj współżycie jak najbliżej owulacji, tak aby lekkie, szybkie plemniki z chromosomem Y („chłopcy”) dotarły do komórki jajowej jako pierwsze. Jeśli natomiast myślisz o dziewczynce, kochaj się jak najdalej owulacji, tak aby zapłodnienie wciąż było możliwe, ale aby oczekując na komórkę jajową przetrwały tylko plemniki silniejsze i bardziej żywotne, czyli „dziewczynki”.
Mam takie mieszane uczucia, z jednej strony bardzo chce być mamą i robię wszystko, żeby tak było. Z drugiej strony już czasem brak mi sił, kolejne niepowodzenia sprawiają, że nie chce mi się już starać i walczyć.
Super dziewczyny, wy mnie nakręcacie, a ja czuję, że jednak nic z tego...
Owulki nie zaznaczyło, temperatura lata jak ruski wentylator, cycki nie bolą. Mi się wydaje, że to ten hielikobakter daje mi się we znaki. Sama nie wiem... Może się zbiorę jutro na tą betę... teraz już się dobrze czuję, tylko nadal mam to uczucie jakbym miała gorączkę, kuje mnie podbrzusze i jestem strasznie senna. Ale jak się uprzeć to na wszystko jest wytłumaczenie inne niż ciąża... Nie wiem co robić... Myślałam o tym, żeby zatestować 25 maja rano, przed wyjazdem do Słupska. OF wyznaczyło termin @ na 24 maja, i gdyby się nie pojawiła, to mogłabym zatestować żeby ewentualnie odwołać badanie nasienia. Niby każda ciąża jest inna, i każda może przechodzić ją inaczej. Nie chce mi się wierzyć, aby to było możliwe...
Trzy wpisy jednego dnia. Tego jeszcze nie było
Nie mam siły, naprawdę jestem już strasznie załamana... to nie jest życie chodzenie tylko od lekarza do lekarza płacenie za wszystko, robienie masę badań i jeszcze wszyscy mówią in vitro... nie wiem ile mnie jeszcze czeka, jak długo to potrwa...ile będę w takim zawieszeniu, bo to teraz to jest zawieszenie a nie życie i czekanie jaki wyjdzie ten wynik, a jaki ten... a co powie ten lekarz A co tamten... I jeszcze jak pomyślę o przyszłości o dziecku to życie będzie puste... a mąż? Bardzo chce dziecka, jak nie będzie się udawało to boję się że mnie zostawi i pójdzie do takiej która urodzi mu dziecko.. oczywiście on nie wie że się tego boję, raz mu tylko napomknęłam to na mnie burknął żebym tak nie myślała.... i że na pewno będzie dobrze i że zajdę w ciążę ale co jeśli nie ? Zostanę sama... On też ma instynkt żeby zostać ojcem, nie tylko ja chcę dziecka...
puchnę
rano mam strasznie opuchnięte palce u rąk i stóp.. cała jestem:(
po badaniach prenatalnych wszystko ok:) mała zdrowa ,rośnie nabiera masy dr. powiedziała że tak 3,200-3,400kg przy urodzeniu może mieć +-.
po remoncie, zostało poukładać rzeczy, małej poprać dokupić braki i przygotować torbę dla mnie do szpitala bo nic nie mam;) od 2 czerwca do szkoły rodzenia się zapisałam 
3 dpo
Mam bana na OF. Bana nałożonego przez mojego męża. Zakazał mi wchodzenia tutaj, analizowania, czytania, nakręcania się bo jak to określił "dostanę pierdolca" 
Wczoraj byłam na monitoringu. Owu była w sobotę albo niedzielę. Biorę już luteinę na wszelki wypadek. Nie wiem czy to wina lutki- strasznie, przeokrutnie bolą mnie dzisiaj sutki, nie mogę ich dotknąć, a prysznic to już wyższa szkoła jazdy, tak szczypią cholery.
Nie nastawiam się w ogóle, nie mam nawet cienia nadziei na ciążę w tym cyklu. Stary musi zrobić jakieś potwornie drogie badanie nasienia, ja potwornie drogie badania rożnego rodzaju. Moja gin chce żebym w następnym cyklu zaczęła brać CLO. Od 9 dc zacznę kolejny monitoring.
Może do końca roku się uda?
A tak w ogóle to mam jakiś straszny, wisielczy wręcz nastrój. Stres mnie wykańcza, praca mnie wykańcza. Jestem swoim cieniem, snuję się po domu jak duch, nie mogę jeść i spać z nerwów.
W takich warunkach to ja nigdy nie zaciążę proszę państwa.
TYm optymistycznym akcentem, życzę Wam spokojnej nocy :*
9dpo cisza przed burza, nic mnie nie boli
10dpo. Piersi bolą tak że aż płakać mi się chce. Za 2 dni testuję, jak zawsze dla czystej formalności.
27dc 9dpo
Muszę zrobić małe sprostowanie bo OF wyznaczyło mi owu na 11go maja (miałam odhaczoną ignorację pomiaru). Tak to już jest gdy się dane wpisuje przez tel
No ale dzięki dobrej duszyczce, która mi o tym powiedziała, zaraz to poprawiłam i mam owu: 11.05 
Dzisiaj tempka mi spadła a wczoraj zrobiłam test ( - ). Do @ brakuje jeszcze kilku dni ale nie czuję się jakoś na zbliżającą się czerwoną zołzę. Wczoraj jedynie w pewnym momencie brzuch mnie tak mocniej zakłuł jak na okres ale nawet nie wysypało mnie na twarzy tak jak zwykle to lubi przed @.
Dzisiaj mam mieszane odczucia: myślę, zastanawiam się czy udało się w tym cyklu czy też nie. Negatywami się nie przejmuje bo jeszcze za wczas a gdzieś w duchu ciągle wyczekuje kiedy te II kreski się pojawią. No i spokoju część kolejna. Nie panikuje tak jak w ostatnich cyklach, że znowu negatyw, że tempka spadła. Nie, wręcz oczekuje tych II kresek. Mam takie wrażenie, że to tylko kwestia kilku dni, że pojawi się pozytyw na teście... Ale skąd? Przecież nie jestem pewna na 100%, że się udało... Czyżby to intuicja albo może organizm jakoś wewnętrznie daje znać, że się udało? Ciężko jest mi cokolwiek stwierdzić bo organizm kobiety lubi sprawiać niespodzianki 
Już środa a gdzie tam piątek, sobota... Czuję, że to to ale poprzednie bezowocne cykle sprawiły, że nie oczekuje na cud 
Ciągle się zastanawiam: czemu tak ciężko jest mieć maleństwo? Czemu tyle czasu już minęło a my dalej stoimy w miejscu. A pytania teścia ( a ostatnio nawet szwagra) kiedy będziemy mieć dziecko, sprawiają, że mam im ochotę wykrzyczeć jak bardzo to boli...
7dpo, 6/7 dni to go ..
Kwestia regularnego suplementowania się doprowadziła mnie do wykresu nader ciążowego
nie mam gwałtownych skoków temperatur, idealny skok owulacyjny widoczny, wzrost temperatur w II fazie jest .. ale czy z tego coś będzie ?
No właśnie - dobre pytanie. Raz uważam że tak, drugi że nie
a tu jeszcze tydzień nie wiadomo czego. Do tego skrajne przemyślenia nt. testowania. Czy sie wkurwić na | kreske czy poczekać grzecznie na @ .. ? Tymbardziej że objawów ŻADNYCH !
***
Zostałam też wczoraj cudownie perfidnie poinformowana o narodzinach córeczki byłej dziewczyny mojego M. Nie było by w tym jeszcze nic strasznego gdyby nie fakt że to siostra mojej EX kiero ..
Tak wiem, wszystko zostaje w "rodzinie".
Nie zmienia to faktu że przyjęłam wiadomość oschle i bez większych emocji. Co z drugiej strony jest dość dziwne bo powinnam już odczuwać PMSa. Chyba że inozytol tak na mnie cudownie działa .. ?
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2015, 07:19
Resztki nadziei po raz kolejny zostały mi doszczętnie odebrane. Dziś coś we nie pękło, przekroczyłam niewidzialną linię. Odpuszczam. Półtora roku to dla mnie za dużo.
Dziękuję wszystkim za wsparcie, życzę Wam żebyście każda doczekała ślicznego bobaska.
Pora zacząć normalnie żyć, bez tabletek, bez ovu, bez wykresów, bez testów.
Może jeszcze kiedyś tu wrócę, ale na dzień dzisiejszy się żegnam :*
JUHU!
Dzisiaj jest dzień mojego ważenia i okazało się, że udało mi się zrealizować mój cel - schudnąć do wesela, na które jadę w sobotę 8 kg!
Tak, wiem, wiem są osoby, które zrzuciły dużo, dużo więcej, a ja się chwalę 8 kg. Jednak uwierzcie mi, że to jest dla mnie Mount Everest! Nigdy nie ważyłam tyle co teraz
To jest niesamowite uczucie, gdy ciągle ktoś zauważa i chwali moją przemianę, ale to jeszcze nie koniec
będzie lepiej. Co prawda BMI wynosi 22.2 więc jest ok ale jeszcze kilka kilogramów w dół nie zaszkodzi 
To była dobra wiadomość, a zła jest taka, że chyba jakaś jelitówka mnie dopadła, bo mdli mnie strasznie...
Ciąża zakończona 20 maja 2015
Cóż... temperatura spadła, @ jeszcze nie ma, ale pewnie niedługo przyjdzie... Nie będzie prezentu urodzinowego. Z jednej strony liczyłam się z tym, że tak będzie, ale z drugiej miałam taką cicha maleńką nadzieje "a może, może się uda i moja malutka fasolka zamieszka w moim brzuszku". Niestety, jeszcze nie tym razem... Tak bardzo chciałabym móc poczuć swoją maleńką iskierkę w ramionach... Czasami boje się, że nigdy to nie nastąpi... Smutno mi dziś, ale nie poddam się! Dziś się posmucę, ale od jutra od nowa zbieram siły do walki o moje małe szczęście!!!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.