Fasolko moja kochana gdzie jesteś? Ja tu czekam na ciebie przyjdź juz proszę... ♥♥♥

elcia_aa endomendo 24 maja 2015, 16:29

Dzisiaj 28 dc. Test oczywiście ujemny. Brzuch nie boli to chyba trochę zasługa ziółek. Ale wydłużają mi się chyba przez nie cykle, fajnie, że nie mam tyle plamień - to z kolei chyba kwestia obniżonej prl. Nastrój oczywiście wisielczy, znowu się pokłóciłam z mężem, on kompletnie nie rozumie co ja przeżywam i w jakiej sytuacji jesteśmy. Cały czas mu się wydaje, że prędzej czy później nam się uda oczywiście naturalnie, bo inseminacja albo in vitro to już byłby problem, największy z tym, że trzeba coś zrobić do kubeczka. Nie dociera do niego moja endometrioza i to że nawet po laparo bardzo szybko może mi wszystko powrócić. Będziemy sie tak kuźwa starać naturalnie aż mi wytną macice i jajniki bo już nie będzie czego zbierać to się wtedy obudzi. :[ W najbliższych dniach zacznę ostatni cykl przed laparo i postanowiłam spróbować jeszcze z clo, co mi w sumie szkodzi. W tym cyklu pójdę też na badanie wrogości śluzu do invicty. No i może z wynikami do tego lekarza a może zrobię to już po laparo, żeby ustalić wtedy jakieś działanie??

Torbiel ma 64 mm na 45mm- zmalała. Nadal z tabletkami.
Moje życie jest smutne,puste. Nic mnie nie cieszy. Życie jest egzystencja.

8 dzień cyklu
52,0 kg
obwód brzucha na wysokości pępka: 67 cm
obwód uda: 50 cm

ciśnienie: 86/49
tętno: 75

Niedawno wróciliśmy z komunii. Jesteśmy wykończenie siedzeniem i jedzeniem! No i musiałam dziś włożyć szpilki więc nogi też cieszą się, że są już w domu.
Mam okropny trądzik...nienawidzę tego :(

____________
1 śniadanie: Jajecznica z boczkiem, cebulą i szczypiorkiem i sok wyciskany z pomarańczy
Obiad: Rosół z makaronem, kluski śląskie, rolada wieprzowa i czerwona kapusta i surówka z kapusty pekińskiej
Podwieczorek: Tort śmietankowy z truskawkami i ciasta...różne ;)
Kolacja: Barszcz czerwony z krokietem i pyszności z zimnej płyty ;)

Ciężki miesiąc za nami.
2 wizyty u andrologów. Pierwszy namawiał na operacje, drugi odradza. Sprawa okazała się być bardziej złożona niż myślelismy. Parametry M są takie, że drugi lekarz zaproponował leczenie farmakologiczne przez 3 miesiące. Jeżeli wyniki się poprawią albo bierze leki dalej i staramy się naturalnie albo podchodzimy do iui. Jeżeli sytuacja się nie polepszy lekarz zasugerował operację. Jeżeli i to nie przyniesie rezultatów iui albo ifv. W przypadku gorszych wyników jedynie ivf.

Wierzyć... nie wierzyć? Umówmy się. Jestem załamana. Ale udaje twardzielke. Jak zawsze. Mąż załamany. Totalnie. W takim stanie jeszcze go nie widziałam, ale chociaż dzielnie przyjmuje leki. Próbuje go wspierać, naprawde sie staram. Tylko cholera. O mnie nie myśli tu nikt. Bo to on, jego problem, jego uczucia. A mnie się jednak wydaje, że nasze. Sytuację znają moi rodzice i małżeństwo z którym się przyjaźnimy. Tato przeszedł sam siebie, naprawde bardzo wszystko przeżywa i ogromnie wspiera. Jak nie on. Mama się martwi.
Ale ja sobie z tym tak cholernie nie radze... Płacze po kątach, bardzo dużo czytam, zasięgam opinii. Boje się, że to wszystko nie wystarczy, że nasze marzenie o trójce dzieci odpłynęło. Że musimy podjąć walkę o chociaż jedno maleństwo.
Czuje sie samotna. Każde z nas przeżywa to na swój sposób. Mąż nie chce o tym rozmawiać Ba. Mąż nie chce sie kochać, bo czuje sie nieatrakcyjny przez swój problem. Nie chce mnie dotknąć. A twierdzi, że to moja wina, bo gdybym naprawde chciała to jakoś bym go zachęciła. Ja potrzebuje rozmawiać, potrzebuje mieć plan. Potrzebuje czuć, że jesteśmy w tym razem, a nie jest on no i ja, ale ja jestem w sumie nieistotna.
A do tego wszystkiego z dużym prawdopodobieństwem od czerwca będe bez pracy. Fakt jest faktem - nie chce tam pracować, ale wolałabym po prostu zmienić prace, a nie iść na bezrobocie i czegoś szukać. Z głodu nie umrzemy, ale ja nie potrafie nie pracować.
Jedna wielka nerwówka z którą nie potrafie sobie poradzić.

Dziękuje za wsparcie i za te z ovu i te spoza niego;*
następny wpis będzie pozytywniejszy. obiecuje.

Witam
Dawno nie pisalam ale bez zmian u mnie.Staran juz 31 cykli wiec niema sie czym chwalic


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2015, 21:19

27 dzień cyklu.

Dzień okropny.!
Nie mam sił pisać. Poprostu dno.

Schowałam kobiecą dumę do kieszeni i mieliśmy z mężem wspaniały wieczór :) Bo w sumie nie było się o co złościć ;) W tym miesiącu targają mną jakieś straszne złości. Ale mam bardzo dobre przeczucia co do tego cyklu :) Jeśli w czwartek się okaże że pęcherzyk pękł to zacznę wcześnie testować :) A dzisiaj piękny śluzik i OGROMNE libido :)

Ku pamięci, mięci kupa ..

23dc, 12 dzień fl
od wczoraj plamię ..

Jeden plus krótkich cykli - szybko można zacząć od nowa.

Niemniej, zabraniam sobie! wierzyć w jakiekolwiek symptomy ciążowe, a w szczególności w: zaparcia, wzdęcia, kłucie w brzuchu, kłucie jajników, senność, zmęczenie, pragnienie, częstomocz oraz mdłości. Może jak mnie zaczną cycki boleć to zaświeci się lampeczka, ale przy luteinie to też częsty objaw więc w sumie, dupa blada.

Luteiny w tym cyklu nie brałam, temperatura piękna, ale to plamienie .. myślałam że wytrzymam choć te 11 dni fl. No nic, trzeba będzie wrócić do progesteronu.

Z drugiej strony jednak nie chce w ogóle mierzyć temp. w tym cyklu.
Czy więc opierać się tylko i wyłącznie na bólach owulacyjnych i brać lek na chybił trafił ? Nie chce mi się iść na monitoring. W ogóle to mi sie nic nie chce. Poza byciem w ciąży.

Mój maz wcale nie ma ochoty na seks przynajmniej ze mna, kiedyś było inaczej o 100 st inaczej a mnie jest trudno wychodzić z inicjatywa:( a potrzebuje bardzo jego bliskości i zainteresowania takiego typowo męskiego, nie czuje się kobieca wogole mało atrakcyjna to teraz a co będzie później ?!

elcia_aa endomendo 13 października 2015, 10:53

Dawno nie pisałam ale normalnie nie mialam siły na to wszystko. 8 lipca pisałam, że operacja będzie w moim szpitalu. Ale tam mnie zdyskwalifikowali! Nie chcieli mnie pokroić bo stwierdzili, że na pewno są zrosty bla bla, kazali mi brać przez pół roku!!! visanne! i dopiero wtedy do nich przyjść. No jasne, myślę sobie, tyle czekałam na to i znowu mam czekać ze świadomością, że przez pół roku na bank nie zobaczę dwóch kresek...?! na szczęście otaczają mnie życzliwi ludzi. Koleżanka wysłała mnie do swojego lekarza. Koleś konkret. Umówił się ze mną na termin w swoim szpitalu, dał diphereline na wyciszenie bo stwierdził że visanne to badziew na moją endomendę. Stwierdził, że będzie to już przygotowanie do INVITRO, bo ono mnie nie ominie. Przy okazji nakładł mężowi do głowy, że tak, tak in vitro, a nie jakieś inseminacje bo ja z półtora jajnika i takim AMH to nie mam na co czekać. Całe szczęście że go wziełam do gabinetu, bo tak to tylko myślał, mimo moich zapewnień, że ja sama sobie wymyślam to in vitro, że przecież nie może być aż tak źle, że chcę iść na łatwiznę, a w sumie w każdym gabinecie słyszałam, że to się tak skończy. Więc 15 września miałam laparoskopię w Lubinie. Tak mnie nastraszył, na pierwszej wizycie, że mi wytną jajnik bo ta torbiel jest ogromniasta, ale się postarał, odessali jej zawartość i jajnik jest. Nawet AMH mi nie spadło. W między czasie wyszło, że musimy przeprowadzić się do Poznania bo mąż dostał tu nowy projekt. Ja załatwiłam przeniesienie. Teraz jestem na L4, ale od 1 listopada miałam iść do pracy. No, a wczoraj poszłam na wizytę do dr Żaka którego polecił mi z kolei lekarz, który mnie operował. Ten facet też konkretny, przy okazji śmieszny i sympatyczny. Pokazałam mu całą teczkę wyników, wypisów itd, zbadał mnie. Na prawym jajniku ta torbiel nadal jest taka mała. No i mówię, że ja jestem nastawiona na to in vitro więc co robimy. Mówi, że parę razy mu się tak zdarzyło chociaż rzadko, że przychodzi pacjentka i tak z marszu zaczyna procedurę no ,ale jak robimy to robimy. No i dał mi leki od razu i mam wziąć pierwszy zastrzyk w środę. I w sobotę idę na kontrolę. Pod koniec tyg chyba już będzie punkcja. AAAAaaaaa . Mężowi zanim wczoraj powiedziałam, nalałam sporą szklaneczkę whisky, żeby nie padł z wrażenia. Mam nadzieję że nie zaszkodzi to plemnikom, wiem że nie powienien pić. EEEEeee nie popadaj w panikę. W każdym razie się biedny zszokował... to czekam! Może nie zdarzę wrócić do pracy hihi ;)

Oo właśnie się zorientowałam, że owu przyznało mi status ekspertki....Ciekawa jestem tylko od czego? Bo na pewno nie od zachodzenia w ciążę.....

Ralpina Matylda? 24 maja 2015, 22:51

Niedziela

3dc

No i przyszła. W terminie. Jakby nigdy nic... Coraz bardziej myślę o tym, żeby spróbować już w następnym cyklu. Tylko jeśli się uda, to co z wakacyjnymi planami naszymi?? Rozsądne byłoby poczekać... Ale zarówno czekanie jak i rozsądek to słowa, które nie są mi zbyt bliskie...

Z aktualności:

- pojechałam na pogrzeb Ewki. Patrzyłam na ojca, który zupełnie niedawno odprowadzał ją do ołtarza. Teraz niósł urnę z jej prochami na cmentarz... Nie myślałam o nim za dużo. Myślałam o Ani i Asi - siostrach Ewki, o Zosi i Benjaminie - małych sierotach... Nie wyobrażam sobie i nie chcę sobie nawet wyobrażać, co musiał czuć tata :(

- pewne już, że czerwcówkę spędzimy na żaglach :)

- byliśmy oczywiście wypełniać nasz patriotyczny obowiązek dzisiaj (aczkolwiek wybór niemalże jak pomiędzy dżumą a cholerą)

2516300_IMG_20150524_184050.jpg

PS. Właśnie usłyszałam pierwsze wyniki sondażowe... Hmmmm... Wygląda na to, że się jutro w nowej Polsce obudzimy. Oby ta Polska się lepsza okazała. Amen.

EDIT: Z tą lepszą Polską to moje życzenie na jutro i na kolejne lata, nie radość wynikająca z wyniku... :/ Wynik napawa mnie smutkiem, niesmakiem i strachem...


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2015, 22:21

Marta-K Marzymy o Tobie Cukiereczku 24 maja 2015, 22:51

Jaka miła ta niedziela była. Rano leniuchowanie, potem poszliśmy na spacer do lasu, potem przejażdżka rowerowa. Tak bym mogła każdy dzień spędzać.

Jutro wizyta u ginka. Zobaczymy czy są dwa ciałka żółte ;) Modlę się gorąco o ten cud.

28+2
82 dni do terminu porodu

Pracę napisałam wczoraj. Być może będzie wyższa ocena niż gwarantowana 3.

We wtorek dzień matki. Muszę kupić coś teściówce.

Dzisiaj spędziliśmy pół dnia na słońcu w parku. Spotkaliśmy znajomych. Nawet przez myśl mi przeszło jakiś czas temu, żeby to właśnie ten kolega był chrzestnym, ale mąż się nie zgodził. Nie dziwię się, bo jakoś kontakty urwały się 5 lat temu i dopiero teraz małymi kroczkami podejmujemy rozmowy i staramy się utrzymać kontakt na jakimś poziomie.
Nie ukrywam, że trochę za nimi tęsknie, bo tak naprawdę nie mamy żadnych znajomych, z którymi moglibyśmy wyjść na "piwko", pogadać, pójść na kawę, lody czy po prostu się spotkać ot tak.

Dziś miałam ciężki dzień w pracy. Jutro zapowiada się jeszcze gorszy. Muszę nauczyć się pracować swoim tempem, nie przejmować się jeśli coś zrobię wolniej, bo teraz padam na cycki,których nie mam :).
Moja przerwa w 12 godzinnej pracy ,trwała dzisiaj raptem 3 min. Usiadłam po 9 godzinach naprawdę ciężkiej pracy ..masakra. Nie wiem kto ustala ten grafik, że jest nas tak mało ;/

Wczoraj miałam kupić test. Byłam już gotowa,ale czułam ból miesiączkowy, więc pomyślałam że nie warto. Okresu nie ma dalej, czasem boli jak na okres, czasem jak na owulację... Zmierzylam rano tempkę .Termometr pokazał 36,80. Żałuję że nie kupiłam testu. Wiedziałabym przynajmniej na czym stoję,bo teraz nie wiem co myśleć.

Zireael Smętnik 25 czerwca 2015, 19:45

Kurcze, nie jestem jednak tak płodna słownie i intelektualnie, jak niektóre z Was, żeby pisać codziennie, albo co kilka dni. A może po prostu leniwa jestem? Ale czytam i wiem, co u kogo na bieżąco.

Już się oswoiłam z myślą o synku. Będzie Staś. Po drodze pouświadamiałam sobie wiele rzeczy, jakie wiązałam z córką...I aż mi włosy stanęły dęba! Tyle nieświadomych oczekiwań, założeń! Z synkiem mam jedną niewiadomą. Trudno mi sobie wyobrazić, jaki może mieć charakter. Jaki temperament... No i dobrze! Bo co mam sobie wyobrażać i potem się borykać z tym, że jednak jest inny. Zobaczymy, poznamy się :-)
Młody kopie na całego, czuję bardzo wyraźnie i jest to jedno z milszych odczuć w moim życiu. No bo własnie życie czuję... Inne życie w sobie. Oddzielne, chociaż jeszcze ze mną dzielone... Cudne to.

Dolegliwości specjalnie nie mam żadnych. Kręgosłup mnie pobolewa, ale tyłka na basen czy jogę jakoś nie mogę ruszyć. Bo...bo ciągle coś. Ale obiecuję sobie, że już, już od jutra.

Mąż szaleje. Buduje. Maluje. Planuje. Wierci dziury, wbija gwoździe. :-) Fajne to jest, na całego gniazdo wije. Podzieliłam się tym faktem ze znajomą, doświadczoną psychoanalityczką na seminarium, które prowadzi. Powiedziała, że to zjawisko jakoś się fachowo nazywa (ale podała nazwę francuską, a tego języka ja ni w ząb). I chodzi o to, że mężczyźni posiadają głęboką nieświadomą zazdrość...zawiść o zdolność kobiety do tworzenia-rodzenia. Że ja mam coś namacalnego (brzuch) i urodzę CZŁOWIEKA...coś, co jemu nie będzie nigdy dane ze względów oczywistych. No i z tą zawiścią, co bardziej dojrzali radzą sobie właśnie tak, jak mój małżonek. Tworzą :-) Myślę, że coś w tym może być i cholera wie, czy ten cały patriarchat, fallocentryzm itd z tej zazdrości się właśnie nie zrodził... Także cieszę się, że mój mąż wybrał sobie taki konstruktywny sposób radzenia sobie. To okiem terapeutycznym, a okiem żony zwyczajnie się cieszę, że mamy nowy płot na ogródku, wymieniamy kanapę, lustro w łazience, kolory ścian itd. Mam poczucie, że w końcu na dobre się urządzimy. Bo miejsce, w którym mieszkamy, to mój dom rodzinny. Rodzice się wyprowadzili, mieszkałam jakiś czas sama. Potem poznałam męża, on też miał mieszkanie, ale bardziej nadawało się na gabinet, więc wprowadził się do mnie, a w jego starym mieszkaniu pracujemy. No ale pamiętam, że póki to było mieszkanie, to czułam że jest jego. A jak zrobiliśmy generalny remont, to czuję, że gabinet jest zupełnie nasz. Więc myślę, że jak W. pomaluję każdą ścianę, położy wykładziny i wybierze (a raczej zgodzi się na moją propozycję...) kanapę, to też tak do końca poczuje się u siebie. U nas.

Ech...a w ogóle taka refleksja...że teraz mieszkamy sami. A za kilka miesięcy będziemy mieli współlokatora. I to takiego na przynajmniej dwadzieścia lat. Niezły kosmos :-)

Poza tym moje koty bezdomne się okociły. I brykają mi po ogródku cztery przesłodkie kociaki. Kolejne pokolenie darmozjadów, jak mawia mąż :-) Swoją drogą, jak pisałam w zeszłym roku do TOZ'u, że są koty, że potrzebuję pomocy w kastracji-sterylizacji, to mi odpisali, że tym już ktoś się zajmuje i koty są wysterylizowane. No to mam cztery urocze dowody na tą sterylizacje. Niesamowite jest patrzeć, jak matka się nimi opiekuje, jak uczy ich...dzisiaj mąż (który z zapałem twierdzi, że sierściuchów nie znosi, że powystrzela i gulasz zrobi) pół godziny mi opowiadał, jak mama uczyła dzieci po drzewach łazić. Jak miauczały. Jak jeden śmiesznie spadł... Także instynkty zdaje się obudzone na całego :-)

31 dzień z Fircem <3

w.gifo.gifj.gift.gifu.gifs.gifi.gifo.gifw.gify.gifempty.gifm.gifi.gife.gifs.gifi.gifa.gifc.gif

Moje słoneczko przyszło na świat dokładnie miesiąc temu <3 na widok kobiet w ciąży wciąż się uśmiecham i myślami wracam do wspomnień kopników, czkawek w brzusiu itp :) nie wierzę że jeszcze tak niedawno tam był ;) moje szczęście ,największa miłość spędzam z nim każda chwilkę - nabrałam nowych sił do życia <3 ja zawsze leniwa polubiłam spacery ;) kocham uśmieszki,foszki,minki mojego Firca po prostu wszystko z nim jest piękne <3 serce mnie boli jak płacze a ja nie wiem o co chodzi,oczywiście złamałam już wszystkie"zasady" ustalone przed porodem ,jak tylko Fircuś zajęczy jest noszony,bujany no i oczywiście śpi z nami,na szczęście mój synek jest wszechstronny i jak wkładam go do kołyski to nie ma problemów żeby tam spać <3 chciałabym opisać wszystko- każda chwilę z moim szczęściem ,ale tyle tego że nawet nie wiem od czego zacząć-przysiądę jeden dzień i opiszę co nieco :) szkoda żeby któraś z tych pięknych chwil mi uciekła...

<3 <3 <3
bad2c300fd6db73emed.jpg
<3 <3 <3
6b68dab559496b7cmed.jpg
<3 <3 <3
b19587162d17a4bcmed.jpg
<3 <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2015, 16:22

32dc 14dpo

Tempka zwrosla mi nie wiele bo tylko o 0,02 st. A ja juz bardziej wyczekuje @ niz ciazy. Czemu? boje sie, ze mi sie cykl rozregulowal i znowu @ na czas nie przyjdzie :-\ ech my to kobiety mamy ciezko. Jak nic nie chodzi tak jak w zegarku to juz panikujemy :-D a mi nie zostalo nic oprocz czekania...
No chyba ze dobra duszyczka wytlumaczy mi moj wykres...

Sikany negatywny. W sumie niczego innego się nie spodziewałam, ale i tak jakoś zawsze mi smutnawo jak patrzę na jedną kreskę. Zawsze mam takie wyobrażenia w głowie, o tym jakby to było gdybym zobaczyła tą legendarną DRUGĄ KRESKĘ :)

Jacek już myje zęby i jedziemy na badanie. Co prawda wizytę mamy na 14:30, ale do Słupska jakieś 130km i jeszcze chcieliśmy pójść przed wizytą na zakupy. Tak dla odstresowania :) Mąż obiecał mi torebkę ;) A ja poluję na kurtkę wiosenną i buty :) Nie wiem czy kupować jeszcze jakieś czółenka-balerinki czy już sandałki. Bo ta pogoda taka dupiasta, że nie wiadomo kiedy będzie ciepło :)

Mój sukienkowy debiut w tym roku :) Niebieska maxi sukienka ubrana na wyjazd :) Oby słonko świeciło cały dzień :)

Trzymajcie kciuki laseczki :*

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)