WSZYSTKO DOBRZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
))))))
Dzwonili dziś do mnie z Polikliniki, że test PAPPA wyszedł dobrze i nie ma się czym stresować 
Swoją drogą zastanawia mnie czemu tak szybko. Lekarz mówił, że za dwa tyg. a tu zadzwonił po 3 dniach.
No, ale najważniejsze że wynik OK i mogę spokojnie przeżywać ciążę dalej 
Dzidziuś wczoraj tak podskakiwał w brzuszku, że aż Tatuś poczuł go ręką.
))
Miłego weekendu wszystkim!!!!
)))
O Boże, Boże...co to się ze mną dzieje?
Echh, bardzo próbuję się racjonalnym myśleniem ratować, ale nie bardzo to wychodzi. Otóż płaczę. Ciągle. To znaczy nie do końca ciągle, ale zdecydowanie za często i zdecydowanie z dziwnych powodów.
Wczoraj pani mnie z kibla wyrzuciła - a konkretnie potrzebowałam wejść, a to się rozdarła, że "tylko dla klientów!" więc ja w płacz! Przed chwilą oglądałam jakieś pierdoły na youtubie, no ok, troszkę wzruszające to było, ale żeby tak ronić łzy przez bite 15 minut? I to jest tak, że ja sobie w trakcie uświadamiam, że to bez sensu, że to pewnie hormony, ale o tak nie mogę się uspokoić...Nie doceniałam tych hormonów... Poza tym dzisiaj zaczęłam piąty (!) miesiąc, a burze hormonalne miały być w pierwszym trymestrze...no ale widać nie mogę normalnie.
Za to przestałam się samouszkadzać
Od patelni trzymam się z daleka i od wszelkich domestosów także. Trochę już przywykłam do konieczności wykonywania wolniejszych ruchów, bardziej ostrożna próbuje być. I na razie się udaje.
We wtorek było usg... Wszystko raczej w porządku. Lekarz zobaczył płeć...no i chłopak ponoć. No i...kurcze, okropne to jest, nie lubię się za to...ale strasznie mi szkoda, że nie dziewczynka. Doszło do mnie, że ja gdzieś podświadomie myśląc o dziecku myślałam o córeczce. I teraz muszę się oswoić...wytłumaczyć... Wiem, że to okropne, przykro mi strasznie, że tak czuję, szkoda mi tego mojego maluszka, że tak matka reaguje na jego męskość...
jestem przerażona...nie wiem, jak sobie poradzę...nigdy nie byłam chłopcem
Nie wiem, co taki myśli, czuje... Echh...no bez sensu to wszystko - wiem, zdaję sobie sprawę...yhhh... Może ja dlatego tak płaczę od tych kilku dni... No masakra, no...
Oczywiście, jak oglądałam na usg takiego małego szkieletorka (bo strasznie chudy jest, kręgosłup i żebra na wierzchu) to byłam wzruszona, czułość mnie ogrania tak sobie oglądam ten filmik (dostaliśmy płytę z usg), to jest niesamowite, że tam w środku jest mały człowieczek, co się za główkę śmiesznie łapie, jak to doktorek głowicą przyciska... Nie wiem, o co mi chodzi...może o jakieś moje wyobrażanie chore...że mając córkę...boję się życia w rodzinie pełnej mężczyzn... Tak mi się chyba kiedyś na obrzeżach świadomości uroiło, że jak kobieta ma córkę, to nie będzie nigdy samotna... Może to o te przekonania chodzi. Dzisiaj się pocieszałam, że przecież drugie dziecko tez chcemy mieć, więc może będzie druga dziewczynka...a jak nie, to co tam, trzecie sobie urodzę (mam 34 lata, 5 dni temu ukończone!)... No ale właśnie...przecież ja nie "sobie" rodzę! Nie dla siebie te dzieci mamy. Czy córka czy syn i tak w świat pójdą i przecież tego dla nich chcemy. A od samotności to najlepiej mnie mąż może uchronić... Może to i lepiej, bo z takimi przekonaniami, to mogłabym nieświadomie jakąś patologię córce sprzedać. A tak z synem, to się szybciej złudzeń pozbędę.
No niby człowiek taki szkolony, a gamoń!
3 czerwca w środe byłam na monitoringu kochane na jajniku lewym miałam pęcherzyk 20 mm dominujący jeszce tego samego dnia o 21 zaaplikowano mi dwie ampułki pregnylu 5000 dziś wróciłam od lekarza Opis usg brzmi tak Jajnik lewy ciałko żółte , owulacja + endometrium 11mm
ciesze sie jak cholera ale znowu schizuje bo uprawialiśmy seks przedwczoraj i dwa razy dziś ale nie uprawialiśmy go wczoraj bo A. zwyczajnie nie mógł stwierdził ze po ostatnich dwóch dniach nie ma nc w zbiorniczku i chocby nie wiem co juz nie może wiec po godz prob dałam mu spokoj zrobililiśmy to dopiero o 5;30 rano dzis i okolo godz 16 .W drodze na monitoring o 10 mialam silne bole podbrzusza i jajnikow a o 11;30 usg wykazalo brak pecherzyka w i plyn w zatoce jesli pecherzyk pekl w czwartek a my uprawialismy seks w środe wieczorem zaraz po podaniu pregnylu i potem w piatek rano czyli ten czwartek omineliśmy to czy ja zajde w tą ciąze
ja juz świruje ....Lekarka kazała mi brać dwa razy dziennie luteine 100 od dziś i za 12 dni zrobić test z krwi .... teraz juz nic nie zrobie teraz musze czekać .......ale tej niedomogi w czwartek mojego A. jakoś nie umiem przeboleć .
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2015, 05:52
Pierwszy raz w zyciu spóźnia mi sie okres. Pierwszy raz w zyciu nie mam nawet plamien w 32 dniu cyklu. Nie wiem co myślec.
wróciłam z cmentarza - dwa dni temu minął rok od straty Piotrusia. Czuwaj nad maleństwem które nosze pod sercem. Ty na zawsze pozostaniesz w moim sercu ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2015, 18:33
65 dzień Maluszka

MAMY 2000G

Moje maleństwo:D prawie 33 tydzien:)

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2016, 10:47
Z chęcią co chwile bym coś szamała. Nutella kupiona do chleba, a pół już zjadłam na sucho..
to arbuzik, to rosołek, to soczek, kanapeczka, jabłuszko, prażynki.. na brak apetytu nie mogę narzekać
Mały rusza się już po każdym jedzeniu, wybredny jednak nie jest 
Rano robiłam morfologię i mocz,jechałam z Mamą, bo nie miałam czym jechać
nawet w kolejce nie stałam, bo nikogo nie było, punk pobrań od 7.30, a ja już o 7.29 miałam pobraną krew 
Obecnie zmagam się z jakimś kolejnym gównem.. kicham i smarkam, nie wiem co tym razem pyli, ale jak jestem w mieście to nic mi nie dolega
tak jest co drugi dzień, czasem codziennie, noce to tragedia, śpię z papierem w ręku (dosłownie) .
Imię - kolejna dziura ! bo "Wiktor tak średnio mi się podoba", później "a daj jakie chcesz" później "może Jaś" później "a może Mikołaj" następnie "może być Szymon, Szymek-ładnie" no niezdecydowany ten mój Babol ! A ja głupieje i sama już nie wiem.. Czemu dla chłopca jest ciężko wybrać imię ? Z dziewczynką nie miałabym problemu, bo wiedziałam już od razu, bez namysłu
Mam zlasowany mózg 
Wczoraj byłam u koleżanki która dostała ciuszki od bratowej (nawet 3 pokoleniowe) i miała do podziałki ze mną
nie najgorsze, zawsze jakiś zapas będzie
choć za wiele jeszcze nie mam 
"Mój syn będzie miał na imię Szymek, Szymon, tak ?" .. ja zwariuję no.... 
Ze mną wszystko w porządku. Przynajmniej jeśli chodzi o nerke
guzy są co prawda dwa a nie jeden, ale jak to powiedział lekarz 'musimy się ze sobą zaprzyjaźnić'. Nic strasznego. Ot, coś podobnego do tłuszczaków, tyle, że bardziej skomplikowane. Musze robić usg co kilka lat i tyle. Uf 
U nas wzloty i upadki. A raczej upadki niżeli wzloty. Jest dziwnie. W zeszły weekend byłam sama u rodziców. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy i zupełnie się rozkleiłam. Powiedziałam im co mi leży na wątrobie, że z M. jest jak jest. Bardzo mi pomogli. Naprawde
byli w szoku, ale teraz jest mi łatwiej.
Poza tym co. Długi weekend. Wczoraj byliśmy we czwórke w Kazimierzu, odpoczęłam. Do niedzieli jesteśmy u rodziców. Działking, leżing, piwing 
A w przyszłą niedziele da da daaaam. Lecimy na Krete. Nie moge sie doczekać!
Trzeba myśleć pozytywnie, bo oszaleje.
Wracamy dzis z S z zakupami do domu po pracy, temperatura ponad 30 stopni. S wchodzi do kuchni, chce otworzyc okno - po czym zastyga w bezruchu. Podchodze do okna, wygladam na zewnatrz - a tam SETKI os. Na naszym parapecie, w powietrzu... Widok nie do uwierzenia...
Wyszlismy na dwor, spogladamy w gore... No i wyglada na to, ze te przemile stworzenia uwily sobie gniazdo pod naszym oknem...
Aaaaaaaa.....
Pierwszy widok za oknem, ktory unieruchomil mojego S (tak, to brazowe to osy chodzace wokol po scianie, parapecie, rozbijajace sie po szybach...):
W powietrzu ich bylo chyba kolejna setka (zdjecie robione telefonem, wiec jakosc pozostawia wiele do zyczenia)...
A potem S z dolu chyba wypatrzyl gniazdo w dziurze wentylacyjnej pod naszym oknem...
Napisalismy maila do naszego landlord'a. Jesli jutro nie odpisze - zadzwonimy do zarzadu bloku. Ech, mam nadzieje, ze to sprawnie pojdzie, bo jestem przerazona....
P.S. Zamienie osy na golebie. Myszy. Pasikoniki. Wszystko poza karaluchami moze byc (Feska, przepraszam
)
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2016, 16:57
Ja już nie mam siły na samą siebie i moje paranoje... Denerwuję się, bo od wczoraj boli mnie brzuch jak na miesiączkę i cały czas jest plamienie- taki jakby wodnisty i lekko podbarwiony na brunatno śluz. Gdybym się tak wnikliwie nie przyglądała sobie (paranoiczka!), to pewnie bym nawet nie zauważyła tego plamienia, bo tylko na początku siusiania się pojawia, pewnie pod wpływem wywierania ciśnienia, a potem już nic nie ma. Wkładka na majtkach czysta, więc teoretycznie nie powinnam się martwić. Ale jestem przeczulona po ostatnim poronieniu i tyle. Kropka.
Aż mam ochotę jeszcze raz na betę jechać, choć lekarz powiedział, że nie ma po co. Czekać do soboty, czyli tydzień zanim zobaczę serduszko mej Fasolki, a mam nadzieję, że będzie je już widać
i staram się trzymać tej myśli z całych sił
ba! odliczam już sobie 
Padnę dziś jak kawka! Zmęczenie mi się okrutnie daje we znaki. A dzisiaj byłam 10h w pracy, dobrze że szybko zleciało. Kierowniczki teraz nie będzie przez najbliższe dwa tygodnie, więc trochę spokoju psychicznego będzie, he he
Choć nie mogę narzekać. Naprawdę!
Weekend wolny od pracy, więc trochę się może poopalam, spędzę więcej czasu z Mężem mym
Choć wczoraj też było świetnie! Pojechaliśmy nad jezioro- strasznie daleko!, ale warto było bo widoki przepiękne- Stare Drawsko rulez 
W weekend jeszcze jedno wyzwanie przede mną- chcemy zgłosić naszego kochanego kabrioleta BMW E30 do programu w tvn turbo i muszę wymyślić tak oryginalny opis, abyśmy przeszli do castingów
oj czacha będzie parowała, ale czuję, że jesteśmy w stanie to przejść
kciukasy się przydadzą oczywiście 
Czas jakiś film zapodać. Zjeść coś, tylko oczywiście bliżej nieokreślone coś, bo na coś mam smaka ale to coś nie umie się ujawnić - tak mam od paru dni
Nie mówiąc o mdłościach, które nawet teraz mnie wkurzają (a już się bałam, że zniknęły mi wszystkie objawy ciąży
) Wczoraj wszamałam McDonalda
miałam na niego okrutną ochotę, a dziś? Już samo wspominanie powoduje obrzydzenie i falę mdłości!!! Całe szczęście, bo im dalej będę od tych shitów tym lepiej
Dzieciak od najmłodszych chwil życia wie, że to niezdrowe i matkę temperuje
I kocham go z każdym dniem coraz bardziej i coraz mocniej wierzę w to, że teraz już będzie dobrze i że będziemy odliczać dni do naszego spotkania. (Kurdę widać tą burzę hormonów u mnie, widać, nawet po samym wpisie... Góry i doliny. Ech. )
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2015, 21:47
Nie wiem od czego w sumie mam zacząć... Pomyślałam, że jeśli wyrzucę z siebie co mnie trapi, podzielę się z kimś moimi emocjami to mi w końcu chociaż trochę to pomoże w moim bólu.
Wczoraj byłam w szpitalu na konsultacji w sprawie sekcji zwłok naszego maleństwa. Powodem śmierci naszego synka było łożysko. Nie działało prawidłowo i nie pełniło swoich funkcji. Coś poszło nie tak w okolicach 12 tygodnia ciąży, kiedy się wykształcało. Maleństwo nie miało żadnych wad genetycznych i rozwojowych, nie było infekcji w moim organizmie jak i w organizmie dziecka. Podobno jest małe prawdopodobieństwo takiego przypadku w kolejnej ciąży ale jednak jest.
Wspomnę tutaj, że miałam problemy z ciśnieniem od około 15 tygodnia ciąży a to również mogło mieć wpływ na łożysko.
Zalecenia lekarza są takie:
kontynuować leczenie ciśnienia, zrzucić jak najwięcej kg przed kolejną ciąża i od samego momentu jak będzie spóźniał mi się okres brać 1 dziennie Aspirynę. Wzięli również krew ode mnie by zbadać przeciwciała i czy krew nie jest zbyt gęsta i lepka. Jeżeli tak to będę brać jakieś leki.
Przed wizytą płakałam i czułam znów ten wewnętrzny ból a po wizycie czułam dziwny spokój. Może to też dlatego, że wiemy już możemy mieć zdrowe dzieci, bo obawiałam się też że mogło być coś nie tak z dzieckiem i dlatego umarło. Teraz mam pewność gdzie leży przyczyna tej sytuacji.
Więc sprawa ma się tak, że mam teraz @ i po będę obserwować owulację i zaczynamy kolejny m-c starań. W poprzednim cyklu miałam owulke w 23 dniu cyklu, potwierdziło to usg ale niestety się nie udało i przyszła @.
Wspomnę jeszcze że mieszkamy w Anglii i tutaj troszeczkę inaczej wygląda sytuacja ze służbą zdrowia niż w Polsce.
Dziękuję wszystkim za wasze kciuki, na pewno są mi potrzebne 
Pęcherzyki rosną wolno, dwa dni temu największe miały około 12mm, dziś 15 czy może 16mm. Hormony za to pracują idealnie, nieproporcjonalnie do wzrostu pęcherzyków.
estradiol w środę 50
po niecałym tygodniu we wtorek - 500
w środę 1000
a dziś ponad 2000
Punkcja prawdopodobnie przeniesie się na poniedziałek.
Wczoraj zwiedzaliśmy biebrzański park narodowy. chciałam się nachodzić, pospacerować, zmęczyć się, i się udało
Bagien było mało, pewnie ze względu na porę roku i kiepską zimę, ale i tak było świetnie. I pięknie 
Dziś obłowiłam się w galerii. Już tam nie będę więcej zachodzić bo moja karta debetowa krwawi
Po za tym tak obtarłam dziś nogi że teraz przez 2 tyg będę leczyć obtarcia 
Do zwiedzenia pozostał nam palac lubomirskich i kościół w rynku 
Dziś lajtowo dzień zaliczam do udanych mąż zabrał mnie na zakupy do sklepu akwarystycznego bym mogła założyć duży zbiornik więc pokupałam wszystko co potrzeba
i po powrocie do dzieła. Zabawy było na kilka godzin ale jestem zadowolona później posadziłam jeszcze w ogródku kilka petunii ( pięknie pachną ) i tak oto nastał wieczór 
Ogólnie samopoczucie ok trochę pobolewał brzuch i jajniki ale poza tym fajnie.
11dpo...zaczyna lekko czasami bolec podbrzusze..planowana @ za 2 dni
Znowu dawno nie pisalam. Tak ogólnie to dostałam staż w żłobku
z każdym dniem coraz bardziej sie w tym odnajduje:) Nie wiem dlaczego ale coś ovu mi szfankuje... nie zapisuje mi całości tekstu.
Jeśli chodzi o nasze marzenie o rodzicielstwie to na dzień dzisiejszy nasze szanse wynoszą 1 na 1000, oczywiście korzystając z in vitro. Inna opcją jest adopcja bądź bank nasienia. Narazie nie możemy zacząć starać się o adopcje, nie spełniamy "wymogów" ale nie wykluczamy tego w przyszłości. Aktualnie zostaje więc bank nasienia... Wiem, że wcześniej pisałam, że z tego nie skorzystam. Zostaliśmy postawieni pod ścianą i nie wiemy co mamy robić. To M zaczął rozmowę na ten temat i teraz wszystko się tak ciągnie. Co wieczór zadaje mu pytania a on skrupulatnie i cierpliwie odpowiada. Powiedział, że nie chce mi odbierać tej radości związanej z ciążą, ruchami dziecka, w ogóle w naszym przypadku to byłaby tez ogromna radość po ujrzeniu pozytywnego testu. Wiem, że kochałby to maleństwo nad życie. Twierdził, że chciałby być przy dziecku tak od samego początku, mówić do brzuszka. Nie wiem jaką mamy podjąć decyzję.. Wszystko jest takie trudne:(
Jeszcze w lipcu M jedzie na badania genetyczne, które jednoznacznie stwierdzą czy mamy jeszcze szansę chociaż tę 1 na 1000. Jeśli potwierdzi się wstępna diagnoza, że M ma zespół klinefeltera to nie będziemy mieć żadnych szans 
Niestety nie są to pozytywne wieści ale my już się chyba w jakimś stopniu z nią pogodziliśmy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2015, 07:26
Bezsprzecznie się z Wami zgodzę. Wiem, że za kilka dni będzie lepiej. Wiem, że to nowa szansa. Ale czy ja dam radę? Skąd mam mieć na to siłę ?
Może za bardzo się nakręciłam, że jak w zeszłym roku udało się w 1cs to teraz też MUSI się udać?
DLACZEGO PRAWIE WSZYSTKO NA TYM ŚWIECIE JEST NIESPRAWIEDLIWE?!
wczoraj jak wrocilam z pracy czulam sie tak fatalnie jak juz dawno nie... dreszcze, bol glowy, zawroty itp... natychmiast wskoczylam do lozka... dzis wstalam i wcale nie jest lepiej a wrecz doszly nastepne objawy przeziebienia... i jak tu przy takich warunkach miec zielony final?
teraz jestem prawie, ze pewna ze nic z tego w tym cyklu nie bedzie... musze wziac cos z lekow bo w pracy pewnie zejdzie mi sie dzis z 9-10 godzin a musze trzezwo myslec...
39t2d wg owu - 5 dni do TP
40t0d wg OM - DZIŚ TP !!!
Aqq, my dalej tutaj.
O 12 KTG.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.