Dzisiaj dzień bezsensownego płaczu... bije mi nie źle na głowę od tego progesteronu, emocji i tego wszystkiego innego
Ale jestem dobrej myśli, nadzieja mnie nie opuszcza ani na chwilę! Porażka będzie bolała i to bardzo ale na razie o tym nie myślę bo po co na zapas
Jeszcze zdarzę wam płakać, smarkać i histeryzować... Teraz zdecydowanie wybieram opcję UDAŁO SIĘ 
Z objawów w 5 dniu po transferze to ból brzucha taki miesiączkowy ale jednak trochę inny (chyba że to moja wyobraźnia), ból pleców, większe cyce (jupi) no i te płaczliwe humorki.
Halo, co jest, ano jest... tak jeszcze nie było... jak tak będzie to za kilka minut po raz pierwszy się schaftuję, mam nadzieję, że nie na nową klawiaturę.
Mdłości to pikuś...
Dzisiejsze Bhcg to 2083 przyrastam z prędkością światła 
I pierwsza wizyta u lekarki w innej już roli...
Weszłam i mówię... śmierdzi coś tu u pani... wącham, wypatruję i jest, zobaczyłam winowajcę... butelka z płynem odkażającym... co wyostrzył się już węch... już... ale i tak nie ma jak to seeeen... prawda, że najlepiej się śpi po południu. Oj tak... coś wspaniałego... Wypisuje recepty, zapisuje jakieś dane w komputerku i tak rozmawiamy... Zadaję retoryczne pytanie... Pani doktor jak to się stało, że się udało... nie wiem, udało wam się... nie tylko nam, pani też... śmiech... to co podglądamy coś dziś czy zostawiamy na później... hmm... a jak pani uważa... może na następny raz... jednak szybko doszłyśmy do wniosku, że jednak czegoś tam poszukamy. Pani doktor, a nic się nie stanie... Alicjaaa! Nic się nie stanie... No i jest pęcherzyk, taki pikuś, malutkie to coś i chyba to całe ciałko żółte też jest, bo nad czymś się jeszcze zachwycała ale ja byłam w tym czasie w jakimś innym wymiarze... Ubieram się, ponownie rozmawiamy... m in o tym aby się umiarkowanie cieszyć, bo ten czas jeszcze przyjdzie po następnej wizycie, a kolejna dopiero 6 lipca, zaraz po urlopie pani doktor. Zapytała czy wytrzymam, no wytrzymam przecież za tydzień nie będę ponownie szła, chociaż z chęcią bym poszła i już zobaczyła co tam się święci. O drobnostkach jeszcze porozmawiałyśmy, w razie czego mam dzwonić lub pisać... oczywiście na koniec się wyściskałyśmy... z tego wszystkiego powiedziałam... pani jest cudowna... trochę pojechałam po bandzie... ale czasem szybciej coś powiem niż pomyślę. Także pierwsza wizyta zaliczona, recepta jest, zwolnienie jest. I oby tak dalej.

List pierwszy (1)
Drogi Kropusiu, tak się do Ciebie zwracam już od kilku dni, albo Okruszku, podobają mi się obydwa te zwroty. Mam nadzieję, że gdzieś już tam w środku mnie są Twoje zaczątki. Takie malutkie, mikroskopijne ale jednak są. Od kilku dni dziękuję Panu Bogu, że mi Cię dał, rano i wieczorem. Rano, że przespaliśmy razem noc, a wieczorem, że trzymałeś się mnie dzielnie i mocno. Rośnij z dnia na dzień i wiedz, że już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z Tobą. Jesteś taki mały, a tak wiele już dla mnie znaczysz. Tatka też się cieszy ale jeszcze tak bardzo tego nie okazuje. Chociaż mówi o Tobie wiele i wybiega w przyszłość, a ja studzę jego zapędy.
Jesteś moim szczęściem, często o Tobie myślę, a jeszcze bardziej martwię, żeby z Tobą wszystko było dobrze.
Trzymaj się, mój Ty Okruszku kochany!
Aaaa i jeszcze coś, myślałam o zmianie tytułu pamiętnika ale nie zmienię go... bo przecież dalej będę czekała... na Twoje pierwsze bicie serduszka, na to jak po raz pierwszy tak bardziej realnie zobaczę Cię na USG, na to czy dobrze się rozwijasz, czekała na Twoje pierwsze ruchy, a mój powiększający się brzuch... czekała... czekała... aż w końcu się pojawisz na tym świecie. I wierzę w to głęboko, że tak będzie.

22dc (10dpo według mnie 9)
Temperatura nadal się trzyma, zatem postanowiłam, że powtórzę test, może ten cień cienia z wczoraj jednak istnieje.. No i nie istnieje.. Biel, okropna, uderzająca w oczy biel..
W pracy jakaś masakra, nie będę opisywać, ale stwierdzam jedno, ludzie wypaleni zawodowo nie powinni pracować, dobijają tylko takich którym się jeszcze chce, blokują i w ogóle sprawiają, że nam też się nie chce.. mam tylko nadzieję, że za czyjeś błędy i brak chęci mi się nie oberwie:(
Moja ciężarna W. była dzisiaj u mnie, w sumie to spotkałyśmy się na kawce w kawiarni.. Poopowiadałyśmy o pierdołach i w końcu padło pytanie co u mnie, jak sprawy, co mówi lekarz bo ona widzi, że jestem od jakiegoś czasu przybita, ale zawsze jakieś osoby postronne w okolicy, że nawet okazji pogadać nie było.. No i powiedziałam, i chyba po raz milionowy w ostatnim miesiącu się poryczałam.. Nie powiedziała mi nic czego nie wiem, żeby walczyć póki mamy siły, żeby nie odpuszczać i żeby próbować wszystkiego.. Będę, będę.. Chciałabym tylko żeby ktoś mi obiecał, że jeżeli będę walczyć to w końcu się uda.. Po cichu tez liczę, że może pomylili moje wyniki i jak powtórzę, ostatni miesiąc okaże się tylko złym snem..
Jeszcze minimum 18 dni żeby mój maluch mógł przyjść na świat i być bezpieczny. Wytrzymamy. A później będziemy odliczać dni do ciąży donoszonej. Moje małe wielkie szczęście ♥♡♥♡
Po pierwsze,to ja nie wiem,ale mam wrażenie,że brzuch mi rośnie z godziny na godzinę... byłam rano w pracy u Męża w drodze z badań do lekarza po zaświadczenie (o tym,że mogę wziąć udział w ćwiczeniach fizjoterapeutycznych w ramach szkoły rodzenia) i już wtedy czułam ten duży brzuchol przez sukienkę. Potem szykowałam się na szkołę,patrzę i myślę: "k...,on urósł..." To jest jakiś fenomen po prostu...
Brzuch przestał mnie pobolewać,ale może dlatego,że po pysznej sałatce z oliwą z oliwek i spacerze,to co chwilę latam do kibelka..więc pobolewanie brzucha mogło być na tle czysto trawiennym.. grunt,że już lepiej 
No i główny temat dzisiejszego posta - szkoła rodzenia
Było BARDZO fajnie
Mieliśmy zajęcia o pielęgnacji i kąpieli noworodka,było wesoło,a pielęgniarka prowadząca zajęcia była przesympatyczna,ale przy tym konkretna. I takich ludzi lubię
Sporo się dowiedzieliśmy (chociaż ja to w sumie wiedziałam),ale jednak fajnie się dowiedzieć czy usłyszeć te rzeczy od doświadczonego profesjonalisty
Jedyna rzecz,z którą się nie zgadzam i której nie będę stosować,to kwestia pielęgnacji kikuta pępowinowego. Od samego początku zamierzam go odkażać gazikami nasączonymi spirytusem,tak jak się robiło przez lata. Absolutnie nie zamierzam kikuta zostawiać w spokoju,żeby sobie odpadł kiedy będzie chciał. A wytyczne UE w tym względzie mam głęboko gdzieś. Po spotkaniu teoretycznym (na którym jednak wszystkiego mogliśmy dotknąć, powąchać, wypróbować), były ćwiczenia z fizjoterapeutką. Też bardzo fajne. Moja kondycha co prawda wymięka,ale w sumie dobrze,że w końcu się poruszałam i choć trochę rozciągnęłam. Dziś były ćwiczenia na piłce,a na koniec dostaliśmy kartkę z listą ćwiczeń
Będzie więc można popróbować w domu 
Dzień uważam za udany 
Niestety, znów schodzi piasek... piję hektolitry wody i mam nadzieję, że w końcu przejdzie... po wypiciu w ciągu godziny 1,5l wody jest trochę lepiej... oby szybko minęło bo zakłóci mi to cały wykres, bo jakby nie było to trochę obciążające dla organizmu i może wpłynąć na temp., oby nie opóźniło owulacji 
14cs 24dc, mija rok naszych starań.
W sumie w tym cyklu mieliśmy się nie starać ze względu na wyznaczony termin laparoskopii ale mąż i tak zrobił swoje
Także ten cykl na totalnym luzie, bez nóg do góry, nie wiedziałam nawet w jakim dniu jestem podczas 
Fajnie by było gdyby jakimś cudem "w ostatniej chwili" się udało...
Odebrałam grupę krwi 0RH+ czyli standard.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 czerwca 2015, 07:25
Jestem teraz na etapie czytania o przebiegu zabiegu laparoskopii, przed i po oraz czego mogę się spodziewać. Z jednej strony chcę mieć to za sobą a z drugiej... boję się. Tego co tam jest, czy mi usuną, a tak właściwie na 100% nie wiem czy to endometrioza. Nie mam jakiś typowych objawów, jedne mają drugie nie a trzecie w ogóle nie zdają sobie sprawy że te typowe objawy do których się przyzwyczaiły są syptomem czegoś innego... Kiedyś 2,3 lata temu miałam krwawienie z odbytu. Pojechałam wtedy na SOR, przebadali mnie i dostałam skierowanie na badanie właśnie przez odbyt. Pomyślałam że jeśli to nie rak to nigdzie nie idę i nie poszłam do dziś. Także to mógłby być jeden z objawów, poza tym mam skąpe miesiączki, plamię przed i po @, zawsze w pierwszy dzień męczę się z bólu. Nic więcej nie zauważyłam.
Mam prośbę jeśli któraś czyta mój pamiętnik a ma zdiagnozowaną endometriozę, proszę o komentarz jak to się stało że została wykryta.
Jeszcze jest kwestia że na USG nie widać nic niepokojącego.
W sobotę byliśmy na filmie San Andreas w 3D, zajebisty film polecam 
ok wracam do lektury....
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2015, 09:33
21 DZIEŃ CYKLU.
Dzień jak co dzień..
Nuda..
JEstem Smutna..
Tak bardzo..
Brak nadzieji, wymiękam.
Najchętniej przespała bym ten cały męczący tydzień.
Wlasnie sie dowiedzialam ze moja 22 letnia szwagierka zrobiła test jest pozytywny a wiec jest w ciązy z drugim dzieckiem .Moj brat zadzwonił mnie poinformować przez całą rozmowe byłam dzielna gratulowałam ale jak tylko to usłyszałam zabolało zakończyliśmy rozmowe ...wrociłam do A. i zaczełam płakać A. powiedział ze my też bedziemy mieli dzidziusia ale musimy na niego troche poczekać i pocierpiec bo zycie jest niesprawiedliwe ale damy rade bo sie kochamy.... ja go tak kocham ...... Mówie sobie nie wolno płakać nie wolno zazdrościć ale serce itak jest rozdarte i boli...Boże ja nie mam już siły zlituj sie nademną
31 dzień CIĄŻY! 
50,8 kg
ciśnienie: 92/47
tętno: 74
W sobotę nie wytrzymałam i pojechałam na betę. Wczoraj były wyniki: 167,30 mIU/ml
Póki co ładnie rośnie. Już nie będę robić więcej badań. Muszę mieć nadzieję, że będzie dobrze.
Dziś pierwszy raz poczułam dość wyraźne mdłości popołudniowe! Cieszą mnie ogromnie! Już nie mogę się doczekać wizyty!
M. oszalał na punkcie Kropka! A mnie to tak ogromnie cieszy i wzrusza zarazem!
Dziś wieczór, godzina 20.10 - telefon od prezesa.
Nie odebrałam.
Czy oni powariowali?...
Dzisiejsza poranna wizyta zaliczona, w zastępstwie mojej Pani doktor był Pan doktor, jednak jak się człowiek przyzwyczai do swojego lekarza to jest inaczej...Pan doktor owszem miły,ale potraktował nas jak nowicjuszy:) ale spokojnie, nie mam do niego o to pretensji:)najważniejsze, że usg zrobione wszystko ładnie pękło:) i jest ciałko żółte:)
Dzwoniła dzisiaj koleżanka, modli się za mnie:)
Dzisiaj miałam obawy, czy nie jestem za pozytywnie nastawiona, ale stwierdziłam, że nie, dlaczego miałoby sie nie udać?
Pozdrawiam
Drugi dzień z rzędu prześladuje mnie myślę, że nigdy nam się nie uda. Wiem, że to głupie, ale nie mogę wypędzić tej myśli z głowy, wczoraj wieczorem nie wytrzymałam i się poryczałam. Może to dlatego, że jestem już na urlopie, siedzę w domu i nie mam za dużo do roboty, zresztą nie za bardzo chce mi się cokolwiek robić bo brzuch mnie boli. A może to przez to, że mam okres, który zresztą jest jakiś dziwny. Wczoraj do pewnego momentu równo się ze mnie lało, a dzisiaj niewiele, ciekawe co będzie jutro. Dobrze, że już jutro wyjazd i nie będzie czasu na takie durne myśli
, mam zamiar odpocząć, wyluzować się i nabrać sił na dalsze starania
.
Jutro bedzie spadek tempki:(
Byłam dzisiaj wreszcie u poleconej mi przez koleżankę lekarki w Luxmedzie - wygląda na to, że faktycznie bardzo dobra, a przynajmniej oblegana, bo wizytę trzeba umawiać 3 miesiące naprzód! A jak chcę po prostu do ginekologa to mogę iść na następny dzień. Na mnie osobiście zrobiła bardzo dobre wrażenie i teraz mam klęskę urodzaju - nie wiem, czy wybrać ją czy tą pierwszą ginkę, do której chodzę prywatnie. Do tej z Luxmedu pewnie też musiałabym czasami przyjść prywatnie, bo jakby coś się działo, przecież nie wepchnę się przez ten dziki tłum w poczekalni, poumawiany 3 miesiące naprzód. Zagryźliby mnie
Na razie stwierdziłam, że nie będę się stresować na zapas, tylko będę chodzić raz tu raz tu zanim zdecyduję, przynajmniej część badań zrobię wtedy w ramach abonamentu.
Wyniki jak do tej pory trzymają moją normę - czyli są perfekcyjnie w normie. Nie jestem tylko pewna progesteronu, ale badałam go w 5dpo i będę jeszcze powtarzać w 7dpo.
Dzisiaj mój mąż sam z siebie przy kolacji zapytał, jak będziemy karmić dziecko i zaczął rozważać różne dania pod kątem ich dopasowania do potrzeb niemowlaka
Autentycznie się wzruszyłam
Coraz bardziej widzę, że on też na nasze maleństwo czeka, że nie jestem w tym sama.
Czekanie jednak trochę nam zajmie
Dzisiaj ginka powiedziała, że za wcześnie zaczęliśmy starania po pierwszym poronieniu i że teraz powinniśmy poczekać minimum do września/października. Ja ciągle myślę, żeby zacząć w sierpniu, ale raczej nie odważę się wcześniej i pod tym względem dobrze, że na cykl lipcowy przypadnie histeroskopia, nie będzie mnie kusić. W zasadzie paradoksalnie ulżyło mi, jak powiedziała, że powinniśmy poczekać, bo przestałam się gryźć, że tracimy te dwa cykle (obecny i lipcowy).
W sprawie sypialni przeszliśmy dziś Ikeę, Agata Meble i Jysk, przejrzałam też dziesiątki stron na Allegro i OXL. W zasadzie mamy już wstępne decyzje co do łóżka i szafy oraz koloru ścian. Poszukiwania materaca, który zadowoli nas oboje, trwają nadal.
Kawka, dobra kawka z rana. A teraz zamiast do pracy to wolałabym na plażę. Ktoś coś? 
Ehhh skasowalo mi sie pól postu. Ogólnie ostatnia owulka byla w moje urodziny a kolejna będzie dokladnie w urodziny męża. Może jego okażą się szczęśliwe kto wie. Lecze teraz bakterie jak posiew wyjdzie.dobry to hsg hak będzie zke to laparoskopia a jak dobre to inseminacja. Zawsze jest jakies wyjscie
Termometr przyszedł testy leżą w łazience owulacyjne oczywiście więc jestem uzbrojona po uszy w tym cyklu męża jeszcze trochę przetrzymam żeby blisko owulacji amunicja była gotowa 
Dziś urodziny męża miałam wolne więc rodzinka męża się na kawusię i ciacho pojawiła a teraz meliska na spokojny sen i do wyreczka mam zamiar się jutro odespać po całym tygodniu i już odliczam dni do wakacji co to synusia rano do szkoły nie trzeba będzie wyprawiać ale będę spała 
jak ja kocham spać.
nie wiem tylko jak ogarnę tempki czy nie zaśpię i czy wstanę na budzik ale zobaczy się na razie cieszę ze spanka 
Badam szyjkę w tym cyklu od początku i mam wrażenie że jest mega wysoko tak jak przed @ i twarda oczywiście więc szukałam informacji na ten temat w necie i wszystko wskazuje że mogę mieć tyłozgięcie bo wtedy szyjka układa się na odwrót niż normalnie czyli na początku i końcu cyklu jest wysoko a w owulację nisko. Będę obserwowała dokładnie jej wędrówkę w tym cyklu i zobaczymy czy ta teoria się sprawdzi 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.