Czy to czas, aby zastanowić się nad pomocą psychologa....
znowu jem
ty6m razem wafle ryzowe obudził mnie ból nerek który ustąpił po zrobiemiu siku .... ciekawe czy ten mój apetyt przełoży sie na kilogramy 
32 sezon
Wierzyłam Bogu .. wierzyłam że nasza miłość jest w stanie dać owoce ...
tak bardzo się myliłam, zamiast dziecka mamy smutku krocie...
Malowany uśmiech na mej twarzy, gdyż takie są wciąż wymogi,
nie zrozumie nikt, smutku mego trwogi...
Codziennie umieram czekając na ciebie,
każdy krok tłumaczę pięknem oczekiwania,
chwilami gubię w tym siebie,
tak długie są o Ciebie starania...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2015, 13:40
28tc i 6dni = koniec 29tc 
Wow jutro zaczynamy 30tc!
Zostało już nam tak nie wiele
. Czujemy się dobrze choć nie powiem że jest lekko
. W ostatnim tygodniu brzuch podniósł mi się strasznie do góry z czym przyszła jeszcze większą zgaga i zaczyna mi się ciężko oddychać. Już nie mogę sobie poleżeć na plecach tak jak Lubie. Ale nic nie szkodzi
.
Maleństwo nasze daje codziennie znać o sobie i to naprawdę potrafi dać niezłego czadu
. Teraz głównie czuje takie pływanie, wypychanie się i tych kopniaczków jest zdecydowanie mniej. Choć jak już kopie to aż boli.
Ciąża jest cudownym stanem jednak nikt mi nie powie że jest to cudowne 9 błogich miesięcy. Fakt jest to wszystko takie ciekawe, jak rozwija się w Nas nowe życie ale jest to też codzienny strach i drżenie o to czy wszystko jest w porządku.
Wyprawka już prawie skompletowana
brakuje jeszcze parę pierdułek ale też do końca nie wiem czy tylko to. Na pewno nie mamy jeszcze wózka. Owszem jest wybrany model i kolor ale czekamy na przypływ gotówki do lipca. Zastanawiam się jeszcze nad dokupieniem ciuszków w rozm 56 bo mam zaledwie jeden komplet i dresik i na upartego te z 62 też by były bo niestety rozmiar rozmiarowi nie jest równy ale też nie chcę by w nich pływała i wyglądała jak wieśniak. 
To tak tyle chyba w skrócie co u nas. Za 11 dni wizyta i usg III trymestru.
PIĄTEK 15 dc/ 40cs - 2 podejście do kriotransf.
Od dziś oprócz estrofemu włączam progesteron w formie dopochwowej + podjezykowej. Będzie :
- 3x1 lutinus dopochwowo
- 3 x luteina podjezykowo
- 4 x 2mg estrofem
W poniedziałek rano pomiar progesteronu. Mam nadzieję, że ta dawka wystarczy, aby transfer się odbył. Moja prowadząca powiedziała, że najoptymalniejszy poziom do transferu to progesteron w okolicach 30. Nie wiem, to tylko 4 dni brania leków. Nie za mało, aby tak podbić jego poziom?
To podejście jest lepiej prowadzone, bo tylko przez moją prowadząca. Dodatkowo transfer będzie wykonywała Ona sama. Specjalnie przy mnie dzwoniła do lab, aby wpisać Jej nazwisko przy mnie i zarezerwować dla nas gabinet. Może przyniesie mi kobieta szczęście...
Dodatkowo na ostatniej wizycie u Niej wyspowiadałam się ze spotkania u immunologa. Biłam się z myślami czy powiedzieć o tym clexanie, ale w sumie nie chce niczego ukrywać. Jej reakcja była ok. I jak najbardziej powiedziała aby brać clexan. Mimo w sumie braku 100% wskazań medycznych Ona też by mi go radziła brać. Od siebie oprócz wlewu z atosibanu powiedziała, że przepisze mi scopolan, duże dawki magnezu i no spe, ponieważ atosiban nie będzie działał dłużej niż 24-48 godzin, a to może nie wystarczyć.
Od wczoraj w domu jestem sama. Mąż pojechał na weekend do przyjaciela. Chcemy pobyć sami. Musimy się wyciszyć, a przynajmniej ja... Mąż trochę niechętnie wyjeżdżał ale zrozumiał. Ja się po prostu boję. Boję że nie wyjdzie i druga i trzecia ostatnia. Pozostały tylko te 2 zarodki. Wiem, że nie powinnam myśleć negatywnie, ale ja już w głowie mam tylko te negatywne scenariusze. I cała masę planów, po nieudanym transferze, aby czymś zająć głowę... Czasem jest też tak, że łapie się na myślach że może ja wcale nie chce jednak być w ciąży, że to tylko pozory, bo teraz mi wygodnie i podświadomie nie chce tego stracić. No bo taka prawda. Jest mi wygodnie, praca, dom, spełnianie marzeń, pieniądze inwestujemy tylko w siebie i w swoje zachcianki, a nie w pieluchy, kaszki, wózki, smoczki etc Powiem szczerze, że już sama nie wiem. Czy ja faktycznie nie chce być w ciąży i mieć dziecko, czy to tylko moja psycha stara się mnie przygotować na porażke? Już sama siebie w tej materii nie rozumiem.
Trochę mnie tu nie było... ale zaglądałam. Niestety ze staranek nici i na dodatek @ przyszła tydzień wcześniej.
W sobotę byliśmy na weselu znajomych. Było przecudownie! Wesele zakończyło się w poniedziałek poprawinami poprawin:))
Teścia przywiozłam w środę do domu. Czuje się dobrze. S teraz ma zajęcie i wozi go po lekarzach a ja załatwiam pobyt na oddziale rehabilitacji kardiologicznej. Oczywiście siostra mojego S ma wszystko głęboko w ... nosie.
We wtorek mam monitoring a późnym wieczorem wyjazd do Pragi.
Dziś zakończenie roku szkolnego! Hurra! Mój synuś otrzyma dyplom wzorowego ucznia i stypendium za najlepsze wyniki w nauce. Duma mnie rozpiera a co!!!!
Wczoraj oszukał go kierowca autobusu sprzedając mu bilet. Nie pomyślał chłopina, że trafił na pierwszaka co dobrze umie liczyć i doskonale wie jak wygląda paragon. Schował bilecik do kieszonki i jak wróciłam z pracy mówi do mnie: Patrz mamusiu na paragonie jest tam gdzie suma PLN 3 zł a pan skasował mnie 5 i nie dał dwa złote reszty.
Oczywiście poskarżyłam dyrektorowi, że przewoźnik oszukuje dzieci. Wiem, że jestem małpa ale nienawidzę jak ktoś oszukuje dzieciaki, szczególnie na pieniądze. One naprawdę znają się na pieniądzach i wiedzą, że zostały oszukane ale boją się powiedzieć. Często widzę to w cyrku lub na karuzelach.
Mam nadzieję, że wakacje przysłużą się naszemu rozmnażaniu:)))))))
teraz pozostalo czekac do 16 lipca na kolejna wizyte...
musze wstawac i sie pakowac okolo 16 wyjezdzam na urlop i wracam 5lipca
Polazłam do ginki na nfz konkretna starsza baba tyle moge powiedziec ale raczej nie zostanie moim lekarzem prowadzącym bo nie jest dostepna nonstop tylko zalewie 3 dniu w tyg a jak se pojdzie na urlop lub L4 to bedzie niedostepna .....tak mi zakomunikowała dla mojej świadomości ....... ja jej na to oki to jak bede potzrebowała pomocy a pani bedzie niedostepna to wtedy pójde prywatne ....a ona do mnie niech pani zapomni ze do mnie pani bedzie przychodzic tylko po skierowanie na badania ....żeby nie płacić za badania prywatnie 100% rozwaliła mnie .....zbadała mnie dowcipnie co było trudne bo nie umiałam nie napinać brzucha powiedziała ze jest ok nie ma krwawień i macica jest lekko powiekszona .... Stwierdziła też ze moja ciąza ma zaledwie 2 tyg i nie ma sensu teraz chodzić na usg bo tam nic nie bedzie widać...a maleństwo jest malutkie i tzreba dać mu spokój a nie grzebać mu tam jakim usg najwcześniej na usg mam iść 12 lipca a do niej 17dostane wtedy skierowanie na pierwsze badania ,,,,,i teraz mam zagwostke czy płacić 150 zł za wizyty prywatne gdzie mają nowoczesne dokładne usg czy chodzić na nfz gdzie na każde usg kieruje mnie do szpitala ale badania mam za darmo a nie tak jak u gina prywatnego płatność 100 procent ,,,, przemyslimy ... teraz itak nie ma sensu do niego isc skoro dzidzius jest mały i nie bedzie go widać .... poczekamy jakiś czas ważne ze dostałam recepte na dupka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2015, 20:14
34 tydzień minął nam na zakupach i wybieraniu materiałów do naszej sypialni. Pokój nieużywany od kilku lat stanie się nasza wspólna sypialnia. Generalny remont ale myślę że warto. Nie mogę się juz doczekać efektu końcowego.
Dla Małego mamy wszystko oprócz przewijaka. Ale to w przyszłym tygodniu załatwimy 
Wczoraj odebralismy łóżeczko i wózek ♥
Stoi u rodziców i się wietrzy bo śmierdzi strasznie.
Myślę że do przyszłego tygodnia będzie skończona i zaczniemy się meblowac 
34 tydzień minął nam na zakupach i wybieraniu materiałów do naszej sypialni. Pokój nieużywany od kilku lat stanie się nasza wspólna sypialnia. Generalny remont ale myślę że warto. Nie mogę się juz doczekać efektu końcowego.
Dla Małego mamy wszystko oprócz przewijaka. Ale to w przyszłym tygodniu załatwimy 
Wczoraj odebralismy łóżeczko i wózek ♥
Stoi u rodziców i się wietrzy bo śmierdzi strasznie.
Myślę że do przyszłego tygodnia będzie skończona i zaczniemy się meblowac 
A jednak dam rade byc na wizycie przed pregnylem ufff;) akurat 13dc wizyta wtedy kiedy ma byc pregnyl. Zobacze jakiej wielkosci bedzie pecherzyk;) oby tylko pozniej pekl.
Wyniki męża w normie
Nie mamy raka jąder ani raka jajników jak nas straszono
Mój wymaz nie wygląda źle
Więc drogi losie czekam na tłuste lata, i tylko takie będą. Wierzę w to z całego serca 
A dzisiaj juz wygladam tak i lobuzuje ile sie da 

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2015, 12:25
Nigdy nie pisałam pamiętnika, szybko mnie to zawsze nudziło, ale Wasze historie śledzę już od jakiegoś czasu. Dlaczego więc się zdecydowałam? Nie wiem, chyba po prostu czuję potrzebę podzielenia się swoją historią z kimś kto przechodzi przez to samo co ja. Swoich emocji i myśli nie duszę w sobie. Mam to szczęście, że mam z kim porozmawiać. Jednak czasami brakuje mi tego by się ..oczyścić emocjonalnie, posmęcić, poużalać się nad sobą i tym niesprawiedliwym losem.
To jest mój drugi cykl stymulowany, mam mieć też zrobioną drożność jajowodów we wtorek. Tym razem obiecałam sobie, ale tak naprawdę- nie jak co miesiąc, że trochę wyluzuję podczas starań. Nie będę za dużo myśleć i sobie wyobrażać ..wiadomo co. Mam się też nie stresować, ale z tym gorzej. Czasami tak sobie myślę, że część naszych problemów związana jest z moją pracą - mega stresującą. Mój organizm musi po prostu wrzucić na luz i wtedy coś zaskoczy. Wszystko to wiem i niby to takie proste, ale w życiu ciężko zastosować..
Aż mi głupio..bo czasami pomimo tego, ze bardzo bardzo się cieszę, ze w końcu się udało też zaczynam się panicznie bać czy ja to wszystko ogarnę. Jak to będzie. DWOJE DZIECI!!! Jak Wy chwilami odchodzicie od zmysłów z jednym to co to bedzie z dwoma. Do 2017 r mamy w PL różne raty do płacenia, karty kredytowe itp więc przezcież muszę też pracować. Musze pracować też żeby być na bieżąco z terndami nowinkami i wszystkim. A chwilami czuję, ze nie bedę robić nic innego jak w kółko karmić, przewijać, usypiać, przebierać, spacerować dzieciaczki. Przeraża mnie to trochę. Ledwo dobijam do 3 miesiąca a już na wadze kilka sporych kilosów do przpdu. A co będzie jak przytyhę wszystkie 40 kilo jakie straciłam. Jak ja potem ogarnę ćwiczenia i zdrowy tryb życia jak na nic nie będzie czasu. Tyle obaw, ze aż mi głupio. Czuje sie w takich momentach jak jakaś niewdzięcznica. Zamiast tylko i wyłącznie cieszyć się to ja już teraz wyszukuję problemy. No ale to nie jest szukanie problemów tylko realne spojrzenie...
A z drugiej strony jak pomyślę o 4 cudownych oczkach które będą się we mnie wpatrywały, o 4 cudownych rączkach które będą mnie obejmowały, o czterech cudownych usteczkach , które będą rozświetlały każdy dzień uśmiechem, o dwóch maleńkich cząsteczkach mnie i męża, o tym że tylko raz będę przeżywać ciążę, która jakoś niezbyt mi się podoba
, tylko raz będę zwijać się z bólu podczas porodu i tylko raz stanę się ponownie słonicą... to znowu zaczynam się cieszyć, ze rosną we mnie dwa życia a nie tylko jedno.
Przedwczoraj była wieeelka burza, bo złość i lęk w sprawie teściów we mnie narastał, narastał aż w końcu nastąpił wybuch. Boooże...to chyba te hormony. Nigdy chyba tak z błahego powodu nie wyłam. Szłam przez ulicę i zachłystywałam się spazmami płaczu.

No ale wyjaśniliśmy sobie wszystko, zrozumiałam ze dla męża to ważne żeby w takiej chwili mieć przy sobie rodziców, tym bardziej że nie ma ich na codzień. Cały czas wyłam i jęczałam, ze przezemnie ma zmarnowane życie, mieszka z daleka od rodziny, ciągle tylko mamy jakieś problemy, ze mógłby mieć już 5te dziecko mieszkając w Peru i pewnie już etraz zbijając kokosy na stanowisku szefa koncernu farmaceutycznego. A nie żyje z popsutą zabawką, która w końcu zaszła w ciążę i do tego ma 'gratis' schorowaną teściową i wieczne problemy finansowe itp. No i blablablaba sama się dziwiłam skąd wzięło się tyle paskudztw ile wyszło z moich ust tego dnia. 
Ale wszystko wyjaśnione, ponownie usłyszałam że nie zamieniłby mnie nigdy w życiu na nikogo innego, i nawet jakby miał szansę cofnąć się w czasie i wiedząć że gratis ze mną przyjdzie moja mama i wszystkie różne perturbacje jakie mamy na drodze do stabilizacji i spokojnego życia to i tak by wszystko zrobił dokładnie tak jak zrobił. Słooodziaaak mój. Nie wiem skąd on ma tyle do mnie cierpliwości. Na prawdę bywam paskudna. Zwłaszcza ostatnio. 
A co do teściów i rozwrzeszczanej siostry to obiecał, ze niezależnie na ile przyjadą to tak ich utemperuje żeby nie włazili mi na głowę, zebym miała przestrzeń jakiej nie rozumie dlaczego ale rozumie że potrzebuję
a jak bedą syfić i ciągle się drzeć pomimo tego, ze w domu każda chwila śpiących dzieci będzie złota to też ich odpowiednio sutawi.
No zobaczymy ale przyjnajmniej cieszę się, że mu powiedziałam o wszystkim co mi się nie podoba i czego się boję.
Więc ponownie pozostał miodzio..
hehe tylko nie wiem co zrobić bo ponoć bardzo kopię męża i odpycham w nocy.

żalił sie, że jest mu wtedy bardzo przykro - zwłaszcza jak od 2 tygodni ciągle chodziłam tylko zła i zła , a jak go do tego kopałam w nocy to bał się że przestaję go kochac.
Biedaczysko..
Cóż..jest gorąco.. a może jakoś podświadomie nie chcę mieć ciężkiej nogi na brzuchu. Muszę się nad tym zastanowić. I zwrócić uwagę, zwłaszcza podczas nocnych ataków na toaletę bo sikanko wre.
Najgorzej było jak raz wieczorem najedliśmy się arbuza. Pojawił się nocny rekord. 11 razy siku!!!
Piątek
10dc
Kolejny weekend poza domem przed nami. Jedziemy jutro na ślub mojego dobrego przyjaciela. Ślub w Sandomierzu. I cieszę się i nie cieszę na ten wyjazd. Cieszę się bo:
- spotkam się ze znajomymi, których nie widziałam dawno, a z którymi spędziłam całą wczesną młodość
- Sandomierz to piękne miasto, a nie byłam tam zdaje się od podstawówki
- patrząc na zdjęcia restauracji, w której jest wesele, wygląda dość kameralnie. Tym bardziej jest mi miło, że zostałam zaproszona, bo nasze drogi się rozeszły już całe lata temu i kontakt mamy mocno sporadyczny
Nie cieszę się bo:
- jestem już zmęczona (żadna to nowość - piszę o tym od tygodni) i marzę o spokojnym weekendzie i nocowaniu we własnym łóżku
- z powodów finansowych (ten miesiąc nas pociągnął nieźle, bo 3 wesela, z czego jedno takie, gdzie do koperty trzeba było dać więcej + kupno samochodu) postanowiłam nadszarpnięty budżet oszczędzić i żadnych kosmetyczek ani fryzjerek nie umawiałam. Sama się pomaluję i uczeszę... I się niepokoję, czy to wszystko wyjdzie...
W kwestiach proreacyjnych cisza... Wlecze mi się ten cykl okrutnie. Owulacji się spodziewam mniej więcej za tydzień dopiero. Pytanie, czy będzie?? Idę do lekarza w następny czwartek, żeby podglądnął co i jak...
Dzisiaj zaczynam nowy cykl starań - 13. Zawsze uważałam, że to co ogólnie jest postrzegane jako pechowe (13, 13 - go w piątek, czarny kot itp.) przynosi mi szczęście. Dzisiaj piątek i 13 cs a w domu non stop pod nogami kręci się czarny kociak
, więc teoretycznie powinien to być dla mnie szczęśliwy cykl, ale w to akurat nie wierzę.
Od tego cyklu chce wrócić do wiesiołka aby poprawić swój śluz płodny oraz zacząć pić inofolic.
Na początku cyklu chcę też powtórzyć badania hormonalne, które w sumie ostatnio wyszły dobrze. 6 lipca wybieram się do swojej ginekolog z wszystkimi wynikami + wynikami męża (7% żywych plemników na 5 dzień abstynencji).
Na poprawę nastroju piekę dzisiaj ciasto - pleśniak z agrestem i pianką budyniową.
Ciąża zakończona 26 czerwca 2015
Dziś wróciłam na ostatnie dni do pracy.
Muszę mieć dzieci bo moje życie zrobiło się monotematyczne - ciągle tylko praca i praca w mojej głowie i w moim życiu. Widać to nawet po moim pamiętniku.
Ale z drugiej strony to czym mam zapełniać tą pustkę?
Wróciłam do tej starej pracy, zmiany, zniamy i jeszcze raz zmiany. Spółka została sprzedana, a miała być likwidowana, nie ogarniam tu całego tego bałaganu. Ale jedno jest pewne - cieszę się że już niedługo nie będę musiała już w tym uczestniczyć.
Mój (stary) szef znowu na mnie wymusza różne rzeczy, nic się w tym temacie nie zmieniło, dalej uważa swoich podwładnych za swoje podnóżki, za swoją własność i nie przyjmuje do wiadomości żadnych sprzeciwów. Nigdy o tym nie pomyślałam ale chyba mogę to śmiało nazwać mobbingiem.
Jedno się zmieniło - obraził się na mnie. Nie okazuje tego fochem czy agresją, ale widzę to pod jego skórą, ma do mnie głęboko schowaną bardzo powazną i pewnie długotrwałą urazę, ma do mnie żal że nie było mnie pod czas całej tej zawieruchy ze sprzedażą spółki z walnym itd.
On ma do mnie żal ale ja absolutnie nie żałuję swoich decyzji. W końcu tu chodziło o życie mojego dziecka, nic nie jest ważniejsze niż dobro mojego dziecka. Nawet jesli to dziecko miało tylko 5 dni!
On ma do mnie żal. I bardzo dobrze się składa bo ja do niego również. Za te wszystkie kłamstwa, którymi mnie karmił, za te wszystkie manipulacje moja osoba, z których nie zdawałam sobie sprawy. Za te całe wykorzystywanie przykrywane bezwartościowymi komplementami. Za ściemnianie, buractwo, gwałtowność, dwulicowość, chciwość. eeee.... szkoda gadać.
Rzucił gadką jakiś czas temu o tym żeby rozstawać się w zgodzie. Tak, tyle że do tego trzeba mieć klasę i charakter...
Nie mogę już na niego patrzeć. Pomęczę się na szczęście jeszcze tylko dwa dni.
Przez tego dupka kolejny raz pokłóciłam się niemiłosiernie z moim M. Mój m chciał żebym pierdolnęła tym wszystkim i wzięła sobie na te ostatnie 2 dni urlop na poszukiwanie pracy, co mi się legalnie należy. Tylko po to żebym już nie musiała siedzieć w jednym biurze z tymi chujkami z firmy i żebym się już przez nich nie wkurzała.
Na szczęście druga nasza rozmowa telefoniczna odbyła się gdy emocje trochę już opadły. Powiedział, że to wszystko z nerwów, bo denerwuje się gdy widzi jak oni mnie traktują. Krzyczy na mnie bo chce mojego dobra
Tłumaczę mu, że siedzenie w domu nic mi nie da kiedy oni codziennie atakują mnie telefonami czy smsami. Przysięgam wam na swoje życie, że gdy siedziałam na chorobowym codziennie miałam smsy albo nieodebrane połączenia, nawet późnymi wieczorami! Tak czy inaczej siedząc w domu jestem wkurwiona bo kto by się nie wkurwił w takiej sytuacji?
Więc wolę już te dwa dni przyszłego tygodnia odbębnić bo i tak nie dali by mi spokoju.
A potem?... Boże dopomóż żebym z nowym pracodawcą nie miala takich kłopotów. Pewnie jakieś będą bo przecież sama nazwa "szef" to synonim słowa "problem" albo kogoś kogo ci podnosi ciśnienie 
Nie wiem, każda zmiana to okazja do rozpoczęcia lepszego rozdziału, do tego by się rozwinać, przemyśleć błędy które się zrobiło, po to by ich więcej nie popełniać. Okazja by zastanowić się nad sobą. I ja się tak właśnie ostatnio zastanawiam. Co chcę robić dalej ze swoim życiem. Macierzyństwo mi narazie nie wychodzi, co ze sobą robić dalej? Jak wykorzystać te szanse? Powoli oswajam się też z myślą o adopcji. Wczoraj nawet oglądałam galerię domu dziecka w moim mieście.
Czy tak sie skończą nasze starania? Moja mama zapytała nas "a co jesli ileś tych prób się nie uda, co dalej, czy rozważamy adopcję?". Miło wiedzieć że mama również akceptuje temat adopcji
Choć gdyby było przeciwnie to i tak nie brałabym jej sprzeciwów pod uwagę, wiadomo.
No ale adopcja to przyszłość. Przed nami jeszcze dwie próby w rządówce. Nie wiem jeszcze kiedy. Nie wiem co z nasza drugą morulką pozostawioną w klinice, nie wiem kiedy będę mogła (i chciała0 zaczać od nowa stymulację. Narazie mój pokłuty brzuch musi odpoczać bo wygląda fatalnie z tymi wszystkimi siniakami. A za chwile urlop nad morzem! Jak ja się pokażę w bikini? 
Urlopik, zaleję się w trupa, jakieś odreagowanie ostatnich dwóch miesięcy musi być 
A co do przyszłości - pomyśli się
3:15 nad ranem-synuś wiercipietka rozpoczął poranną gimnastykę
. Kocham go tak bardzo !!!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.