Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 7 sierpnia 2015, 17:03

27 tc

Żegnam powoli II trymestr, dlatego wpis do pamiętnika będzie typowo wspominkowy :) jak ktoś nie ma siły czytać niech wszystko pominie, bo pewnie będę ględzić i powtarzać to co pisałam w poprzednich miesiącach. Niby upał taki, mój K. zdycha, nie wspominając o Uzim, a mnie rozsadza energia i pewnie wpis walnę o zwiększonych gabarytach :)

... 1 lutego wszystko się zaczęło ...

Zwariowany cykl, 12 zresztą. Nadziei żadnych, bo niby dlaczego miałoby się udać, skoro nie udawało się wcześniej ? Co z tego, że ginekolog i endokrynolog zapewniali, że dzięki lekom udało się doprowadzić moją tarczycę do porządku, a i owulacja zacznie występować, bo prolaktyna wcześniej ją blokująca jest już w normie? O staraniach za dużo nie mogliśmy myśleć, bo trafiały nam się ciągłe wyjazdy na pogrzeby, chrzciny. Ogólnie ciągły stres, zmartwienia... Do tego tragiczny wypadek mojego Szwagra. Początek cyklu i jego najbardziej staraniowo gorący okres to przetrzymywanie dzieci (łącznie 4) i Babci w naszym mieszkaniu. No i największa przeszkoda. Pierwszy raz od roku mój mąż powiedział, że nici z seksu, bo go jaja bolą. Przetarł sobie bidaczek instrument. A tu pozytywny test owulacyjny. Swędzące jak cholera sutki skłoniły mnie do wykonania testu, który wprowadził mnie w dygotanie. Cień cienia cienia!

cie_cienia_jpg.jpg
image upload without registration


Widziecie coś na tym zdjęciu? Ja też nie! A jednak! Gdy jechałam tego dnia do pracy to na wyświetlaczu autobusowym pokazała się informacja, że imieniny obchodzi między innymi Anastazja. Zawsze wiedzieliśmy z mężem, że tak będzie miała na imię nasza córka... Następnego dnia inny test... i...

test_jpg.jpg
screen cap

I tak mniej więcej upłynął 1 mc - nieświadomy i zwariowany :)

Drugi to gwałtowny przypływ energii spowodowany pewnie tą cudowną wiadomością, a jednocześnie niedowierzanie i moja asekuracja. Żeby nie cieszyć się za bardzo. Mąż od razu do brzucha zwracał sie do brzucha per Anastazja. Ja wolałam mówić o swojej ciąży per Karaluch :P Poza tym czułam się przytłoczona nagłą uwagą jaką skierowała na mnie nasza rodzina. Dosłownie wszyscy oszaleli. Potem zaczęły pojawiać się mdłości, patoligiczna senność (zdarzyło mi się przecież zasnąć na ławce w parku w marcu!) i ogólne zmęczenie. Najchętniej czas spędzałam w łóżku.


Trzeci miesiąc był dla mnie zdecydowanie łaskawszy :) samopoczucie poprawiło się, na koniec miesiąca oglądaliśmy naszego Karaluszka na badaniach prenatalnych. Zaczęłam odczuwać szczęście spowodowane tym, że niedługo będzie z nami dziecko, nadal trochę łapałam schizy, że K. bardziej się cieszy, że gada do dziecka, że jest ogólnie bardziej zaangażowany jest w tą ciążę niż ja :P

Czwarty miesiąc zaczął się dla mnie niezbyt szczęśliwie. Po powrocie z majówki miałam mocne bóle brzucha i wprowadzona w stan histerii (teraz widzę, że dobrze sie stało) wylądowałam na ginekologicznej izbie przyjęć. Tam niby wszytsko ok z dzieckiem. Może to bóle od więzadeł maciny, przecież ona rośnie i się rozciąga. Następnego dnia poszłam do swojego ginekologa, bo tylko jemu ufam. Okazało się, że mam niewielkiego krwiaka na macicy i powinnam sobie około dwóch tygodni przeleżeć biorąc duphaston, żeby z krwiaka nie było krwi na zewnątrz. Przeszłam wtedy też na zwolnienie i od tej pory nie pracuję. W tym miesiącu przekonałam się, że dziecko jest dla mnie najważniejsze, a moje otoczenie zrobi dla mnie i naszego dziecka wszystko, by tylko było dobrze. Po tych dwóch tygodniach wszystko wróciło do normy i dalej czułam się dobrze :)

Kolejny, piąty miesiąc zaczął się ... a jakże znowu przygodowo! Tym razem ząb! Nawet nie chce mi się tego okropnego przeżycia wspominać. Ból nie do zniesienia, ale go jednak zniosłam. Tony apapu, robienie zęba bez znieczulenia. Mnóstwo wizyt stomatologicznych... Pod koniec miesiaca okazało się, że prawdopodobnie dentysta robiący mi tego zęba kilka lat temu zostawił w jego kanale kawałek jakiegoś ułamanego narzędzia. Do tego tematu będę musiała powrócić po porodzie, bo teraz to za wiele bez RTG nie da się zrobić. Dobrze, że jak na razie cisza i spokój ze strony mojej jamy ustnej. Na początku czerwca dowiedzieliśmy się, że nasz Karaluszek jest płci pięknej i rację miał K. nazywając go od początku Nastusią. Niemniej potwierdzenie jego przeczuć było dla niego stresujące. Uważa on bowiem, że będzie musiał pół Trójmiasta pilnować, a nie tylko swojego dziecka :P Ja natomiast bardziej martwiłam się torbielami splotów naczyniówkowych w mózgu Nastii wykrytymi podczas badania połówkowego. Poza tym miesiąc chociaż trudny pod względem tych moich zębów, to piękny... Pierwsze baaaaardzo wyraźne ruchy dziecka okazały się cudownym doznaniem, a nie tak jak przypuszczałam czymś obrzydliwym :P nasze wyjazdy, moje fantastyczne samopoczucie i rozwijająca się z niczego więź z dzieckiem dały mi mnóstwo frajdy.

Szósty miesiąc jako ostatni II trymestru to taka kontynuacja typowego rzygania tęczą w ciąży, same ochy i achy! Pomijając jeden tydzień, który zbiegł się z brzydką niemalże jesienną pogodą, w którym czułam się jakbym dokonała podróży wehikułem czasu i cofnęła się do dolegliwości pierwszotrymestrowych. Poza tym sielanka, dobrze znosiłam upały, zero puchnięcia, odkładania się wody w organizmie, czytanie dziecku ksiażeczek, śpiewanie... Jednym słowem, cuuuu-doooo-wnieee :D czasem jakieś szaleństwo mnie ogarniało i jakieś humory typowo ciążowe, ale ogólnie stałam się fanką stanu bycia w ciąży!

Reasumując:

Ja: początkowo sceptyczna i trzymająca ciążę na dystans zamieniłam się w rzygającą tęczą ciężarówkę. Roztkliwiam się nad wszystkim, co dotyczyć może mojego dziecka. Informacje o rozwoju Nastii wywołują u mnie łzę wzruszenia, każde usg to dla mnie piękne doświadczenie. Gadam z córką jak najęta, głaszczę się po brzuchu i kocham ją bardzo mocno. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Chociaż jeszcze siedzi w moim brzuchu :) poza tym do kategorii JA mogę dopisać: przytyłam 4,5kg od początku ciąży. Jak na razie ewidentnie wszystko poszło w brzuch :) samopoczucie w większej części ciąży miałam zdecydowanie lepsze niż gorsze i chciałabym żeby ten bilans utrzymał się do końca ciąży. Jem wszystko, od niczego mnie nie odrzuca, nie stosuję jakiejś specjalnej diety, nie odmawiam sobie też niczego. Jeśli mam na coś ochotę to jem to i już. Zgagę niweluję gaivisconem od 4 miesiaca. Trochę ćwiczę :D bardzo dużo przebywam na świeżym powietrzu. Wpadłam już dawno w wir szykowania wyprawki i planowania przestrzeni domowej pod kątem dziecka.

K. : Wczuł się bardzo w rolę ojca. Widać po nim, że sporo odpowiedzialności za dziecko i jego przyszłość bierze na siebie. Z Nastią zaczął tworzyć więź dużo szybciej niż ja. Zmienił się pod tym kątem, że teraz łatwiej okazuje uczucia, jest bardziej otwarty i łatwiej werbalizuje swoje emocje (wcześniej jakakolwiek werbalizacja musiała być wymuszona :P )

Nastia: Na tym etapie to bardzo ruchliwe dziecko. Z racji tego, że mam często usg, wiem, że często zmienia swoje położenie. Np. dzisiaj jest położona miednicowo :) budzi się około 4 rano i musi trochę pofikać. Zasypia przy jednej śpiewanej jej od dłuższego czasu piosence. Poza tym żywo reaguje na głos ojca. Lubi go kopać, gdy ten ją zaczepia. Pokazała się już Babci i Cioci na usg (pomijając mnie i K.), również i je zdążyła pokopać :D przy "obcych" i mniej znanych osobach zachowuje rezerwę i jej ruchy ustają... Gdy kot leży w pobliżu brzucha lub na nim Mała nie omieszka stuknąć i swojego przyrodniej braciszka :P

Uzi: Zdaje się nie opuszczać mnie na krok. Łazi za mną bez ustanku. Wieczory lubi spędzać na mym brzuchu, lecz kopniaki prosto w pysk to średnia dla niego atrakcja. Ucieka więc niżej i kładzie tylko łapę na brzuchu, by pokazać kto tu rzadzi. On jako pierwszy wyczuł ruchy Małej i dzięki niemu spostrzegłam się, że to smyranie rybiego ogona w moim brzuchu to dziecko, a nie gazy czy inne rewelacje :)


I na koniec rewelacje dnia dzisiejszego. Otóż... temat torbieli w mózgu Anastazji uznaję za zakończony! Nie ma po nich śladu! Dzisiejsze usg potwierdziło, że z naszą córką jest wszystko ok. Ucieszyłam się bardzo i widziałam, że mój mąż także odetchnął z ulgą :) Jestem taaaka szczęśliwa! Nasz córcia ma już prawie 1 kg! K. był taki dumny, jak lekarz mówił, że wszystkie wymiary Nastii są równe jak w zegarku! Po badaniu wybraliśmy się na maly spacer po gdyńskim porcie, zjedliśmy obiad po czym szybko zawinęliśmy z powrotem do domu, bo K. źle znosi upały :P


A aaaaa! No i coś co wywołało moje wzruszenie dziś. Ta mała stopa. Nie mogę się doczekać, gdy ją wycałuję... <3

stopa_Nastii_jpg.jpg
upload image online

To już na prawdę koniec. Bardzo przepraszam za ilość tego wszystkiego, ale zdałam sobie sprawę, że może w III trymestrze nie będę miała ani czasu ani siły na dokonywanie takich podsumowań. Poza tym... wtedy pewnie inne sprawy będę miała w głowie... :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2015, 13:55

Podsumowując ten tydzień...

Potrzebowałam tej rozmowy...
Przez ostatni tydzień prawie codziennie ryczałam, ciągle było coś nie tak, ciągle coś mnie bardziej przytłaczało i nie dawało się pozbierać... Na szczeście i w końcu w środę mój mężczyzna wysłuchał moich szlochów i porozmawialiśmy sobie szczerze i dopiero dzis dotarło do mnie jak dużo dała mi ta rozmowa...

Wczoraj natomiast otrzymałam dwie bardzo dobre wiadomości, które sprawiły mi ogromną radość :) a dotyczyły one zdrowia moich najbliższych i dosłownie kamień spadł mi z serca ufff. Brat nie ma nowotworu! a mama po wielu latach bezskutecznego leczenia odnalazła lekarkę, która na pierwszej ponad godzinnej wizycie (dodam, że na NFZ) postawiła jej diagnozę i w końcu wie na co ma się leczyć!

A wieczorem kolejna dobra wiadomość - możliwość dodatkowego zarobku w komisji w referendum 6 września - rewelacja - każdy grosz się przyda, zwłaszcza na rozkręcenie swojego biznesu :D

No a później (pomimo meczącej wredoty - tak mnie przypiliło )długo wyczekiwane przytulanki - lepiej ten dzień nie mógł po prostu się skończyć ;)



aniulka89 pragnę zostać mamą:) 7 sierpnia 2015, 17:43

uff, nareszcie okres zbliża się ku końcowi. Jeszcze tylko wyczaić owulację i do roboty. Znaczy się do przyjemnej roboty. Dobrze ze mój maż ma teraz aż 3 tygodnie urlopu. 3 TYGODNIE, 3 TYGODNIE!!!!!! ach, cieszę się na te jego 3 tygodnie. będę mogła poszaleć z nim troszkę bardziej niż zawsze, bo nie będzie musiał wstawać wcześnie rano...

dzisiaj wypad na pokaz fajerwerków, takich wypasionych jakie można obejrzeć na sylwestra w Australii:)
A i dzisiaj niestety zjadłam jednego wafelka, 2 kostki czekolady gorzkiej, 3 małe kostki czekolady. Chyba dzisiaj miałam kryzys ale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia bo bardzo dobrze mi idzie. Od ponad dwóch tygodni nie jem prawie słodyczy, nie słodzę kawy, herbaty, pije wodę zamist napojów sztucznie słodzonych, jem mniej gotowanych ziemniakó, ryżu a chleb to jem już tylko taki który sama robie. JESTEM Z SIEBIE DUMNA ŻE MI SIĘ TAK DUŻO UDAŁO ZMIENIĆ:)

Kariotyp nieprawidłowy ( ale mi niespodzianka)
Klasyczny Zespół Klinefeltera, dodatkowy chromosom X
Kariotyp: 47XXY
Genetyk: nasienie dawcy lub adopcja. Bez szans na potomstwo ( in vitro poronię jak mam czas i pieniądze to może ktoś zrobi), każda komórka ciała mojego meżusia ma ten podwójny chromosom więc jesli już się uda to przekażemy to "cudo" potomstwu a dziewczynce jeszcze coś ciekawszego....On nie zna przypadku żeby się udało.
Ogólnie genetyk ględził o dawcy a ja sama zapytałam po co w takim razie osoby z ZK dokonują biopsji jąder w poszukiwaniu choćby jednego plemnika???Jego zdaniem bez sensu u nas bo przekażemy wadliwy materiał ble ble ble itd.
Czekamy na CFTR i AzF .
Na urlopie wynudziłam się za wszystkie czasy łącznie z upiciem sie jak świnia likierem (fuuuujjjjjjjjjjjj) i rzyganiem do kibla w nowo zakupionym norweskim domu. Uznaję, że dobrze się właścicielom bedzie mieszkało.

P>S> Mąż chce kończyć ten obraz nędzy i rozpaczy i skorzystać z dawcy. Ja chyba też.


JUBILEUSZOWY 12-TY CYKL CZAS ZACZĄĆ!


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2015, 19:31

Juz jutro moja coreczka konczy roczek :) przygotowania do imprezy ida pelna para :P

11t5d

Kolejne dobre wiadomości po wizycie :) Kropek zdrowo rośnie :) Jak tylko lekarz przyłożył sondę USG do brzucha to strasznie się wkurzył i zaczął ruszać się jak szalony! Śmialiśmy się, że jest roztańczony jak ja, a wkurza się jak mój M. :P Tak się wiercił, że aż trudno było go zmierzyć! <3 Kochany! <3 Widzieliśmy też jak ssie kciuk! To było takie wzruszające! Mogłabym codziennie chodzić codziennie na USG, żeby tylko go zobaczyć!
We wtorek idziemy na badania prenatalne :) Może już się wstępnie dowiemy, czy jest Kropkiem czy Kropką :)

Upały mocno dają mi się we znaki...prawie nie wychodzę z domu. Mam nadzieję, że koniec sierpnia będzie nieco chłodniejszy.

Dbaj o dziąsła, a najlepiej wybierz się do stomatologa na sprawdzenie ich kondycji. Bakterie spowodowane infekcją dziąseł mogą wędrować w obiegu krwi i zaburzać gospodarkę hormonalną Twojego organizmu, negatywnie wpływając na Twoją płodność i zdolność do zajścia w ciążę.

Klauduniaaa Droga do szczęścia. 7 sierpnia 2015, 20:07

W związku z 1.dniem nowego cyklu postanowilam zaczac pisac pamietnik. Od jakiegos czasu sledze wasze losy dziewczyny. Pomaga mi to bo wiem ze nie jestem sama i ze warto czekac i miec nadzieje. Wszyscy mi mowia ze jestem mloda, ze mam czas na dziecko, ale nie rozumieja ze moj instynkt macierzynski nie patrzy na moj wiek tylko odezwal sie wlasnie w tym wieku i koniec kropka. Gdy patrze na moje kolezanki jak spaceruja ze swoimi dziecmi jest mi tak smutno, czuje ze czegos mi brakuje.

Dzis pierwszy dzien cyklu. Mam nadzieje ze ten bedzie ostatnim cyklem staran. Mam zamiar wybrac sie znow do gina, tylko oczywiscie prywatnie, bo jak ide na kase chorych to cos malo rozmowny i nic nie chce doradzic, a jak bylam prywatnie to nie ten czlowiek, wygadany ze ho ho. No coz, nie ma nic za darmo.

Oczywiscie na tym upale samopoczucie niezbyt fajne, duzo pracy, brzuch boli. Ale jakos wytrwalam. Mam nadzieje ze jutro bedzie lepiej. :)

GORĄCO GORĄCO GORĄCO
Ale to pewnie wiecie, nie muszę wam pisać ;)
Jutro mija tydzień jak siedzę w domu na urlopie... trochę mi się dłuży wszystko a co to będzie po transferze... no nic trudno jakoś to przeżyje. Lepiej nudzić się w takie upały w domu niż zalewać się potem w robocie ;) Oczywiście na "wypoczynek" nigdzie nie pojedziemy w tym roku, oszczędzamy na czym się da żeby było na kolejną stymulację w razie czego a jak nie będzie takiej konieczność to kasa też się przyda chociażby na remont pokoju dla dzidziusia <3
A i oczywiście z nudów zaczynam tworzyć, tylko kto to będzie wszystko jadł ;) Pierwszy na tapetę poszedł bigos ;) Tak wiem nie ma to jak jeść gorącą kapuchę w takie upały ale miałam taką zachciankę jak kobieta w ciąży to sobie nagotowałam ;) A dzisiaj zrobiłam marmoladę z jabłek z własnego drzewa, już bardziej ekologicznie i zdrowo być nie może <3 Do naleśników będzie jak znalazł mniam mniam

Kiciusiowa ......... 7 września 2015, 15:39

Ważę 59 kg. Mój zyciowy rekord - nigdy nie wazylam tak dużo:). Pnad rok starań sprawił, że stałem się okazem zdrowia. Ogólnie jestem wyskoka, drobna i chyba raczej delikatna. Drobne kości, wrażliwa cera, słabe puszyste włosy. Znajomi mówią, że teraz wyglądam lepiej. Nawet włosy mi się porawiły, już tak nie wypadają, a ja przestałam je farbować. Wiesiołek też pewnie dobrze na nie wpływa. Czuję się zdrowa. Jeździłam ostatnio do pracy rowerem - godzina czasu dziennie na dworzu, to dopełniło chyba to całe zdrowe żarcie które zjadam. czyję się bardzo zdrowa, nawet katar, który miałam prawie zawsze mi przeszedł. Tylko dlaczego nadal nie jestem w ciąży.........

Jutro zaczynamy 36 tc = 35tc


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2016, 22:43

Mimi86 No więc ivf 7 sierpnia 2015, 21:28

No i dupaaa :( beta ujemna :(

38 tc

wczorajsza wizyta u gina okazała się być ostatnią :). Szyjka się skróciła i jest niewielkie rozwarcie, skurcze, które odczuwam piszą się na KTG. Pani dr obstawia, że jeszcze jakiś tydzień bo Ala ma pięknie wstawioną główkę i naciska na szyjkę (oj tak, pięknie to czuję). gdyby nic się nie zadziało to 25.08 na czczo stawiamy się na IP i będzie indukcja (ehhh Alutku wyłaź bo mama nie chce indukcji).

Trochę mnie męczą te upały, bardziej dlatego, że musiałam przykręcić aktywność a ja nie lubię nic nie robić, ciekawe czy uda mi się jeszcze w przyszłym tygodniu zaliczyć basen??

Julianna Valentina Moje piękne życie... 7 sierpnia 2015, 21:37

1 dc 6cs

Przyszła i to z fanfarem. Zaczęło sie dzis rano, pomimo, że brzuch mnie bolał już od dwóch dni. W pewnym momencie siedzę w pracy i tak mnie boli, tak mi sie tam wszystko rusza, że aż musiałam pójść do łazienki. Potem do biurka i znowu i tak z pięc razy. Potem ból sie tak nasilał, że aż zrobiło mi się niedobrze, no i lece do łazienki (to wszystko dzieje się w pracy). W toalecie zrobiło mi się tak słabo, że aż dostałam mroczków przed oczami. Widziałam tylko czarność. Od razu popędziłam z powrotem, bo przecież nie chciałam zemdleć w kiblu.

Zawołam kolegę obok, jedyną osobę, która była przy biurku a ten przestraszony poleciał po moja szefową.

Następne 45 min to moje siedzenie w jej biurze, stękanie, głośne oddychanie lub płacz. Koszmar. Od kiedy okres tak boli! Nie wiem, czy to zasług Clomid czy może była to przez moment jakaś ciąża, która sie nie utrzymała. Jedno wiem, to był skurcz ponad skurcza, dlugo trzymał i wreszcie odszedł.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2015, 21:39

I po pregnylu. Teraz pozostaje czekanie. Owulka prawdopodobnie w niedziele.

Dziś był pogrzeb babci a później stypa.

A ogólnie to zaczęłam 16cs 1 dc, stary cykl trwał 29 dni.

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 7 sierpnia 2015, 23:20

Skwar,skwar i jeszcze raz skwar! Dziś rano około 9.00 u mnie na termometrze było 41 stopni :-o jak żyje tyle lat to jeszcze noe spotkałam się z takimi upałami w Polsce :-o no nic jutro z rańca ruszmy na cały dzień na kochane Mazury :-D a dokładniej na Warchały :-D kocham to miejsce,kocham te Jeziora :-D już Córci powiedziałam że jutro będziemy plywaly :-D hm w sumie to Zosi cały czas pływa w brzuniu :-D <3 moje słońce się rozpucha tymi długimi nóżkami że szok :-D <3 tatuś dziś pierwszy raz poczuł jak Zosiek kopie :-D <3 tak to uciekala przed tatusiem a może poprostu chciała pokazać że jest grzeczna hihi :-D <3 kocham Cie Ty mój skarbie najdroższy, moja Ty Królewno kochana :-D <3 <3 <3 <3 (#) @):-

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 7 sierpnia 2015, 23:41

A i zapomniałam dodać że dziś w biedronce kupiłam za 35 zł kołderkę z podusią dla moje księżniczki :-D

Nie wytrzymałam. Odeszłam z pracy,a najgorsze jest to,że nie czuję się z tym jakoś wspaniale. Fakt,planowałam to, wiedziałam że długo tu nie wytrzymam,ale nie myślałam że będę się czuła z tym źle.

Szukam innej. Obym szybko znalazła. I na pewno nie będzie to praca ze starszymi ludźmi.

Dziewczyny zgodnie z pierwotnym zalozeniem siknelam i po 5min nic szczególnego, moze jak sie dopatruje pod swiatlo to mi się wydaje ze widzę cień cienia ale juz tak wiedziałam nie raz ;) nie ma wyraźniej drugiej kreski wiec zakładam ze negatyw. @ ani nawet plamien jeszcze nie ma wiec nie tracę nadziei ze za wcześnie zatestowalam :)


edit
Mąż umówiony na badanie. Prawie przed tym jak planuję iść do gina więc się dobrze składa. Wyniki będą do odbioru w ten sam dzień, na wynikach wartości referencyjne + pani doktor nam je zanalizuje, cobym sobie nie truła głowy internetami.
Tak sobie myślę, że test już by na pewno wyszedł w 30dc, nawet jakbym miała owu w 20dc.
Nie jestem w ciąży, na pewno.
Czekam na @, potem chyba znowu odwyk od ovu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2015, 10:19

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)