Dziś nie dałam rady i zrobiłam sobie wolne z obozu. Mam dość tej roboty.
Rycze w pracy, rycze w domu...
Biedronka to nie firma, to stan umysłu.. bez kitu.
Pod wieczór zabieram się za pisanie nowego CV i jutro przed pracą trochę rozniosę.
Nie dam rady już dłużej.
Miała być umowa na stałe, potem ciąża i co? i umowe mam, ale dalej się tam męczę.
Głownie psychicznie...
banda popaprańców.
No i jest @. Oczywiscie jak w zegarku. Jutro wizyta. Dowiem sie kiedy na sono-hsg przyjsc. No i co z inseminacja. Ale o tym porozmawiam po badaniu. Bo moze nie bedzie wszystko ok podczas badania;/
Jestem w szoku po przeczytaniu historii nieskończoności, nadal nie mam okresu, ale wczoraj miałam silny bol brzuch właśnie o tej samej porze co dziś, do tego stopnia ze musiałam wziąć tabletke, a do tego dochodzi momentami różowy mocz, co uznałam za początki małpy, ale jeśli nie...
Jak do jutra nie będzie to jadę na betę, postanowione! Nie no pewnie u mnie tak się to nie skończy, ale nadzieja się tli
21 tc (20t6d)
Panikary ciag dalszy. Jakis tydzien temu poczulam w koncu ruchy. Raz bylo ich wiecej, raz troszke mniej - ale co jakis czas byly. Pojawily sie znienacka i kazdego dnia mi o sobie przypomnialy, choc byly delikatne i odczuwalne tylko w srodku mnie. Jestem pewna, ze wczesniej nic takiego nie odczuwalam i ze to nie jest kwestia nieumiejetnosci ich odroznienia we wczesniejszych tygodniach, jak to czesto pisza o "pierwiastkach". U mnie ich wczesniej nie bylo. Stad faktycznie mysle, ze lozysko z przodu amortyzuje calkiem niezle odczucia ciazy... Co ciekawe, tylko ja czulam ruchy. Przykladalismy rece z S, ale z zewnatrz ani widu ani slychu. Natomiast... od jakichs 3 dni znow jest w srodku cicho. Jeszcze wczoraj postanowilam sie nie martwic, bo przez to lozysko wpedzam sie juz od kilku dobrych tygodni w zly nastroj, a moze dziecko sie zmeczylo wczesniejszymi cwiczeniami... ale z drugiej strony... zeby tak po prostu ucichlo... Sama nie wiem. Poczekam jeszcze do weekendu, bo moze w pracy mniej zwracam na brzuch uwage (choc nie wydaje mi sie). A potem... jesli nic nie bede czuc, to rozwaze udanie sie do lekarza w przyszlym tygodniu. Planowana wizyte mam dopiero 24 sierpnia, na tej wizycie mam zaplanowane USG 2 trymestru. A poki co wcinam na deser czekolade i pestki dyni i mam nadzieje, ze dziecko sie wreszcie uaktywni. Ech. Oby Maluch byl zdrowy, a potem tak samo spokojny po porodzie

Co jeszcze? Tesc mi dzisiaj napisal, ze odwiedzili restauracje polska w Sztokholmie
Jedli chlodnik z botwinki, pierogi i zeberka... a ja od tygodnia racze siebie, S i dziecko tajskim w knajpach. Chyba musze sie zmotywowac do ugotowania czegos polskiego, skoro nawet jego rodzice sa bardziej do przodu od nas w tej kwestii
Ten caly leniuszek, to przez piekna pogode... 
6dc
@ się już prawie skończyła. I dobrze, bo zaraz zaczynamy upragniony urlop i szczerze staram się wierzyć w to, że będzie owulacja w tym cyklu i że na wakacjach uda nam się spłodzić maluszka
Boję się jedynie, że zakończenie znowu będzie nie takie jakbym sobie tego życzyła... Staram się myśleć pozytywnie, choć ostatnio bardzo ciężko mi to przychodzi. Jutro kończę 27 lat i pierwszy raz w życiu smucę się z okazji własnych urodzin. Chciałabym już być mamą, i móc iść dalej przed siebie. Paraliżuje mnie obecna sytuacja. Boję się zmienić pracę, bo co jeśli się zaraz uda. Z drugiej strony aktualna robota mnie już wykańcza- stoję w miejscu, nie rozwijam się, mnóstwo stresów mnie blokuje i myślę, że ma to też wpływ na nasze starania. W dodatku podczas ostatniej kłótni z mężem, nagadał mi że jestem bez ambicji, nic nie osiągnęłam i że szczytem moich marzeń jest obecna praca. Poczułam się jak śmieć, plus zaczął mi wyrzygiwać pieniądze, te które "pożyczyłam" od niego, jakkolwiek brzmi pożyczanie pieniędzy w małżeństwie... I nie mogę mu tego wybaczyć. Cały czas mi to brzęczy w głowie, mimo że tyle razy przepraszał i cały cas stara się mi pokazać, że wcale tak nie myśli jak paplał. Tylko, że od tamtego momentu ja zaczęłam analizować te wszystkie kłótnie i ten motyw się powtarza. Czasem odnoszę wrażenie, że dla mojego męża liczą się tylko pieniądze. Niby jest to powiązane z zadbaniem o nasze bezpieczeństwo i stabilność, ale nie powinno przesłaniać całego świata, a już na pewno nie można przez to zaniedbywać związku i drugiej osoby. Chyba że ja dla niego nie jestem już tak ważna jak kiedyś? Nic już nie wiem. A jutrzejszy dzień, choć jeszcze nie nastąpił już mnie przygnębia. Czuję się coraz starsza i coraz głupsza. Mam poczucie, że brakuje mi czasu na wszystkie moje marzenia. Chyba czas porządnie się napić, wyryczeć, oczyścić umysł i duszę i zacząć kolejny etap w życiu
Może mało ambitny plan, ale powinien mi pomóc stanąć znów na nogi 
Wspominałam o tym, że moja szwagierka zamieszka z nami od końca sierpnia. Potrzebujemy z mężem szafy i małego remontu przechodniego pokoiku. Sytuację finansową przez wakacje mamy dość napiętą i dlatego nie stać nas chwilowo na wydatek rzędu szafy. Los znowu się do mnie uśmiechnął
Dzisiaj przyszedł do mnie sąsiad z propozycją podarowania nam potrzebnego mebla
wyprowadzają się i nie mają co z nią zrobić i za darmo chce nam podarować drewnianą, niezniszczoną szafę. Kupimy jakiś dobry alkohol i jutro ją od niego zabierzemy. Bardzo mnie to ucieszyło
Co prawda szafa jest jasna a my potrzebujemy ciemnych odcieni drewna, jednak nie jest problemem przemalowanie jej bejcą i będzie pasowała
baaaardzo mnie dzisiaj ucieszyła ta wiadomość
Chociaż jeden pozytyw. A! I odebrałam dzisiaj paszport
w razie czego będzie na wyjazd 
Mam ochotę na kurki! Na obiad coś na pewno z nimi sklecę
Dzisiaj nie ma już takich upałów i mogę normalnie funkcjonować. Do dzieła zatem! No i uszy do góry 
ps. jak wrócę z urlopu umawiam się do gina, ciekawa jestem co powie na wszystkie moje wyniki badań plus co powie po zrobieniu usg 
No i maly klopsik z ogladaniem domku... W ostatniej chwili nam przelozyli wizyte na jutro. Moze i dobrze, bo tak jestem psychicznie wyczerpana przez prace, ze nawet niespecjalnie mam ochote gdzies dzis jechac...
A poza tym... Wczoraj ugotowalam gar soljanki na dzis wieczor, zeby moc sie relaksowac wieczorkiem... I nie wiem, czy Maluszkowi smakowalo czy nie, ale calkiem sporo sie ruszal
bardzo delikatnie, jak to moje dziecko, ale poczulam moze 10 razy jakis ruch
po ostatnich wydarzeniach dochodze do wniosku, ze soljanka powinna u nas byc czestszym gosciem
Chyba zrobiłam się już całkiem aspołeczna. Na myśl o jakimś spotkaniu towarzyskim dostaję gęsiej skórki
Mam bardzo wąskie grono znajomych, którzy wiedzą o staraniach- koleżanka, od której mam namiary na obecnego lekarza(starali się kilka lat, mają za sobą bolesną stratę), bratowa, też stracili ciążę i moi rodzice + siostra. Całej reszcie ciekawskich wciskamy jakieś kity w stylu "na razie nie mamy czasu na dzieci", "chcemy zmienić mieszkanie na większe", "chciałabym najpierw dostać porządną umowę o pracę" itd itp. Dziwię się tylko że jeszcze mi nos nie urósł od wciskania takich kitów.
Profertil miał być wczoraj, sprawdziłam pocztę i chyba nawet te małpy nie wysłały 
Ale tak sobie myślę, co ten biedy suplement może pomóc? Poprawi może odrobinę parametry typu ilość czy ruchliwość i tylu. Co nam to da? Czytałam różne wpisy a propos wyników itd, i te wyniki o których można u nas tylko marzyć uznawane są za bardzo słabe. To w takim razie jaką my mamy szansę na dzieci? - 10% ? -20 % ? 
Pomimo tego, że dziś jest wyraźnie chłodniej, to moje samopoczucie leży i kwiczy 
Boże, dlaczego to właśnie na nas spadło ?
Aż tak bardzo nas kochasz, że dajesz nam takie doświadczenie ?
Straszne są te huśtawki emocjonalne... 15 dc.
Po co ja piję jak idiotka ten inofem?
Boże, daj mi siłę bo sama sobie z tym nie poradzę...
O 17.00 dostałam emaila że ten profertil nieszczęsny będę miała jutro. Chociaż jedna pozytywna wiadomość dziś.
Nie mam sił na nic. Od trzech dni rozmawiam z mężem po 10-15 minut dziennie. Po prostu nie che mi się odzywać, zajmuję się swoimi sprawami, on swoimi...
Przyszło mi właśnie do głowy żeby udostępnić mój pamiętnik. To było by napewno interesujące, może jakieś inne spojrzenie na to wszystko...
No sama nie wiem...
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2015, 11:59
Dziewczyny próbowałam sobie zrobić przerwę od ovu ale chyba nie dam rady. Już się trochę uzależniłam od tego miejsca 
@ już się prawie kończy, libido już wróciło więc cierpliwie czekam aż mnie ta franca opuści.
Zbadałam prolaktynę i TSH i wyniki są bardzo ładne. TSH dalej odpowiednio niskie (1.19 przy normie coś do 5), prl poszła trochę do góry, ale jest prawie równo w połowie normy (15.53 na 35). Ostatnio kiedy ją badałam w bezowulacyjnym maju to była prawie przy dolnej granicy, może dlatego nie było owulki? W 17dc idę do gina, wyobrażam to sobie tak, że będzie pęcherzyk dominujący, dostanę coś na pęknięcie, potulam się z mężem i będą dwie kreski
Chociaż liczę się z tym, że pierwsze kilka miesięcy monitoringu to mogą być same obserwacje czy owulacja zachodzi samoistnie i nie dostanę żadnych wspomagaczy.
Z dobrych nowin waga idzie w dół. Od początku wakacji prawie 7kg! I zaczęłam walkę z pracą magisterską. Cóż, trzeba być dzielnym 
Staram się być dobrej myśli i wierzę, że prędzej czy później, z pomocą medyczną czy bez, zostaniemy rodzicami. Gdyby udało nam się w tym cyklu to rodziłabym zaraz przed rocznicą ślubu
może to znak? 
Siemka pusto tu? Miało być krótko i na temat to będzie otóż: temperatura niższa , okresu nadal brak objawów okresowych też także ja już nic nie wiem..czekam dalej.... na pocieszenie wygrałam wczoraj złote wejściówki na galę eska music awards - Mężulek nie lubi takich imprez,a więc zabieram Kuzynkę ( karolina. ) wkońcu się może zresetujemy
żebym ja miała takie szczęscie do lotka..ajjć ale nie narzekam
Co z ta moja tempka;/ w dol. Zamiast w gore.
Moja beta na dziś: 6353.07
Chyba całkiem, całkiem jak na początek 6 tyg. wg belly?? No chyba, że się mylę... Zobaczymy w środę 
Ale fajnie zobaczyć taki wynik 
Tak się zastanawialam czy w ogóle jest sens, żeby pisac pamiętnik... że może jednak nie będzie potrzebny... ale chyba jednak chociaż raz na jakiś czas warto będzie coś naskrobać... Ostatnimi czasy mam takie huśtawki nastrojów, że szkoda gadać... to chcę się cieszyć każdym dniem, to znowu sobie przypominam o starankach, o niechcianym PCOS...
Ten cykl zaczęłam 29 lipca... od 2 do 6 sierpnia brałam clo (bo poprzednie bezowulacyjne;/), a jak chciałam się wybrać na monitoring to się okazało, że lekarz ma urlop... Tak więc czekam i kwitnę, aż wróci... żeby sprawdzić co się dzieje... czy jest ślad po pęknięciu pęcherzyka, czy może jednak nie... Temperaturka spada już od poniedziałku... od wczoraj 36,51 się utrzymała... Może owulacja będzie lada moment? Sama nie wiem... Chciałabym bardzo żeby była i żeby się udało, bo nie należę do silnych kobiet... Nie wiem jak długo dam sobie radę tłumaczyć, że w końcu się uda.... Wiem, że jest wiele kobiet, które starają się latami... Podziwiam ich wytrwałość w dążeniu do celu - ale Cel najważniejszy w życiu chyba...
Cieszę się, kiedy dowiaduję się o kolejnych forumowych dwu- lub trzypaczkach jak w przypadku Dżejzi
To same świetne wiadomości, które tchną we mnie nadzieje na lepsze jutro, a z drugiej strony rkręci się w oku mała łezka, że jeszcze trzeba czekać w moim przypadku...
Może tez trochę o wynikach... Testosteron u mnie zaszalał przekroczony 2,5-krotnie, stąd lekarz podejrzewa, że organizm sobie nie daje rady z jajeczkowaniem. LH tez nie było w normie. Tarczyca na szczęście w porządku (1,93 bodajże), CRP też w normie... obraz jajników - pęcherzykowaty, jak w przypadku PCO... razem do kupy wyniki + badania --> PCOS
Mimo wszystko życzę Wszystkim forumowiczkom i tutaj na OF i na parentingu, żeby się doczekały tych wymarzonych II kreseczek, a potem swoich ukochanych maleństw.
EDIT: Boli mnie to podbrzusze i boli... ponoć dobrze, że boli to znaczy, że clo zadziałało... Byle tylko się wstrzelić z M w tą owulkę... oby sie udało... Trzymajcie PROSZĘ WAS kciuki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2015, 18:09
18t4d
Laryngolog mówi, że uszy mam zdrowiutkie, dyskomfort mogę czuć ze względu na opuchnięcie błon śluzowych w gardle, nosie i uszach - taki urok ciąży - spotyka się z tym dość często, ufff 
A CRP w ciąży też może być zwyczajnie fizjologicznie podwyższone, więc nie powinnam się martwić. Więc dlaczego moja ginka i internista spanikowali? 
Pojechałam dziś do dziewczyn z pracy, zahaczając o fryzjera. Skróciłam moje włosy, sięgające za łopatki do długości "do ramion" i jest mi z tym cudnie
Ciekawe tylko jak się będą potem same po myciu układać ... bo generalnie zwykle żyją swoim życiem. No ale ... najwyżej będzie kucorek 
Nie chciałam być dziś sama, bo mija 18mcy od pierwszego poronienia, od tego cholernego łyżeczkowania, od chwili, kiedy moje/nasze życie uległo mocno zachwianiu i od tamtego czasu nic już nie jest takie samo ...
Przeżyłam. Dziewczyny mnie mega-pozytywnie nastroiły, fryzura takoż. Do wieczora chyba przebiduję 
A Mąż w końcu może zauważy, że byłam u fryzjera, bo zmiana dość spektakularna 
Jesteśmy w domu. Wszystko poszło gładko
Jedyne zdziwienie takie że podali mi groszki dwudniowe a nie blastusie... Lekarz tłumaczył to w taki sposób że jakby poszłoby coś nie tak z rozmrażaniem to po prostu przesunęliby dzień transferu żebym nie miała zmarnowanego cyklu w sumie logiczne. No to teraz pozostało się modlić! Bądźcie silne moje maleństwa!
Oj matka będzie miała co wspominać z I trymestru... po kilku dniach dobrych, pierwszy wczesno poranny rzygaczek o 3.30, a potem to już poleciało... 8 rano, 9... przecież to już takie naturalne
Jestem szczególnym przypadkiem, w tym temacie mogę już porad udzielać, nie ma chyba innej dziewczyny na forum, która tak by wymiotowała, a jeśli jest niech się zgłosi
Pocieszam się tym (choć może być różnie), wczoraj lekarka powiedziała, że muszę dotrwać do 14 tygodnia. Już tak blisko do tego czasu i oby z tym 14 tygodniem to wszystko się skończyło...
ale ja nie o tym...
nie mogąc od tej 3.30 spać, tak sobie myślałam i oswajam się z myślą o ewentualnych dwóch chłopcach. I wiecie co, to wcale nie byłoby takie złe... razem by się bawili, mieliby swój chłopięcy świat, raźniej by im było w życiu, ile mieliby wspólnych tematów od maleńkości... jakoś tak ciepło na sercu mi się zrobiło, jeśli faktycznie byłoby ich dwóch. Oczywiście jeśli będzie inaczej, też będzie dobrze. Coby nie było to już Opatrzność ma w tym swój plan. Przecież najważniejsze, że na dzień dzisiejszy nie ma powodów do zmartwień... a reszta sama się poukłada, tzn Pan Bóg już tam poukłada. Chyba dobrze sobie poukładałam myśli w tej mojej łepetynie...
Ogólnie jest dobrze, serce się raduje...
Kolejny dzien ciszaa...? Nawet piersi nie bola, brzuch nie kluje totalnie nic? Dziwne to. Kupie tescik i rano zobaczymy czy powinnam miec nadzieje. Jedyne co mnie zastanowilo to to jak kolezanki z roboty zwrocily uwage ze jestem jakas nie swoja, przyciszona albo smutna. Powiedzialam tylko ze czuje sie omulona i ze to najwidoczniej SKS mnie dopadl 
No nic, juz nie smece zobacze rano czy cos sie z tego braku objawow urodzi 
Patki Pa!
No i mam 53 dc, @ nie ma. Jestem po wizycie w Provicie i jest wszystko ok, mam owulację ?! W sobotę zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka, we wtorek kontrola. W piątek moja ukochana, najwspanialsza i najcudowniejsza biopsja, umrę z bólu! Wyniki immunofenotypu też ok, także mi i lekarce ręce opadły, nikt nie wie dlaczego implantacji nie ma i nigdy nie było...a niby jest wszystko ok. Jak nie będzie znowu obsuwy np z "atomowym jajem" to we wrześniu odbiorę ostatnie 2 bąbelki.
Kota obcięłam sama, tylko tak mogłam jej ulżyć w te upały. Fryzura lepsza niż ostatnio także jestem w stylizacji kota coraz lepsza 
Nie mialam specjalnie natchnienia do pisania bo i zadnych rewelacji nie ma.Jeszcxe w lipcu bylam u doktorka i dobrych wiadomosci raczej nie ma.Dostalam skierowanie na konsultacje do hematologa bo ta anemia jest kijowa.Przedtem mialam zrobic test wchlaniania zelaza.W moim laboratorium w ogole o takim czyms nie slyszeli,mge sie udac do Diagnostyki ale musialabym wiedziec co i jak.Chcialam isc najpierw do rodzinnej ale baba ma urlop.Hematolog to tez sie ukazal nader rzadki okaz, nawet prywatnie trudno sie umowic.
Do tego doktor mnie uraczyl wiadomoscia,ze miesniak urosl i moze to n mi kradnie zelazo.Ale poki co go nie ruszamy, operacja nie wchodzi w gre bo jest w takim miejscu,ze grozi mi utrata macicy.Sa inne metody ale to jak wroce od tego hematologa.
Bratowa sie dostanie do doktora dopiero we wrzesniu.U niej tez nie wesolo bo ma hashimoto i to o wiele gorsze niz ja,pco i katastrofalny estradiol.Mam nadzieje,ze doktor jej to wyleczy.
Pomalu zaczynamy myslec o adopcji,chociaz broni jeszcze nie skladamy.
Zglaszam Ciociom, ze mam założonego pessara. Pomimo leżakowania szyjka skrocila się do 1 cm i zrobilo się wewnetrzne rozwarcie..takie...że malutka wpychala w szparę rączkę. Prawie tam zemdlalam z przerażenia bo przez chwile zrozumiałam, ze kompletnie nic się nie da zrobić. Ale potem się okazało, że nic oprócz pessara. Teraz do wyjazdu 26 mam mieć częste kontrole i zobaczymy...Mam nadzieję, że ten pessar skutecznie będzie trzymał. A ja bede leżakować ile się da.. uff Co za dzień.
Tyle się najadlam strachu. Mąż tez ale jak zwykle w tskich sytuacjach zachowal zimną krew i dzielnie ocieral mi łzy.
Mam podejrzenie co to moglo się stac...jakiś tydzień temu poslizgnelam sie wchodząc do sklepu.. nie przewróciłam się ale wywinelam niezle salto w celu złapania rownowagi i potem caly dzień mnie tsm coś ciągnęło. Może wtedy coś tam mi się naruszylo.. kto wie.
A teraz leżakowanie i jeszcze raz lezakowanie. Jakies tam mikro siedzenie - pani gin mówi , że siedzieć tez można a chodzenie to tylko na kontrolę. Zostały mi tylko jedne zakupy przed wyjazdem...ale to załatwię w przyszłą sobotę. Nic ciężkiego ale wazne rzeczy typu dywanik do łazienki, eratka do kuchni, przyprawy, nowy mop, mata antypoślizgowa itp Tutaj w Hiszpanii jest pełno sklepów prowadzonych przez Chińczyków i to wszystko jrst tanie jak barszcz. A w Danii...pewnie chwilę potrwa lokalizacja co gdzie i za ile. 
Szef męża będzie naszym lekarzem rodzinnym póki mąż nie wskoczy na pelen etat i juz zna znaczną część historii Minionków i umawia nam pirwsxa wizytę kontrolną u gina na początek września. Tutaj ostatnią bede miala 25,08 a do tego czasu jeszcze kilka podgladowych jak sie trzyma pessar.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.