Testów owulacyjnych dalej nie ma :/ mam nadzieję, że jutro już się zjawią, bo dzisiaj już 10dc.
Infekcyjne objawy ustąpiły. Wczoraj miałam jeszcze jedno mikroskopijne plamienie ale dzisiaj już nic. Minęło też uczucie dyskomfortu. Dzisiaj ostatnie <3 przed sobotnim badaniem, więc bardzo chcę być w formie ;)
W sobotę czekając na wynik (musimy czekać 2-3h) wpadniemy do mojej ciężarnej przyjaciółki, która na początku września ma termin :) Chcę jej zrobić małą wyprawkę. Nastawiam się raczej na praktyczne zakupy więc w koszyku będą na pewno pampersy, butelka, chusteczki i kosmetyki :) Wiem, że ubranek ma mnóstwo więc pójdę raczej w tą stronę. Ubranka oczywiście kazałam jej przechowywać z myślą o moim maleństwie ;)
Po odebraniu wyników mamy zamiar jechać do ikei kupić kilka drobiazgów do domu. Zastanawiałam się czy nam ten wyjazd wypali, bo jeśli wyniki wyjdą złe, to mogę chcieć od razu jechać do domu. A potem pomyślałam o Boże, bez względu na to co wyjdzie trzeba żyć dalej. Nie mogę się załamywać i wycofywać. Tak naprawdę jeszcze nic się na poważnie nie zaczęło. Nie miałam robionych żadnych specjalistycznych badań, nie brałam żadnych leków, o żadnych metodach sztucznego zapłodnienia jeszcze absolutnie nie myślę. Są dziewczyny które przeżywają dużo większe tragedie niż ja i się nie załamują tylko walczą. Jakoś przeżywają badania takie jak hsg, przyjmują na siebie złe wiadomości i żyją dalej. Ja mam dopiero jeden cykl stwierdzony bezowulacyjny, a równie dobrze mogł to być efekt mojego przytycia i może samo wszystko wróci do normy teraz, kiedy tracę wagę. A może nie wróci i też będę musiała coś robić i żyć. I walczyć.
Czasami jest mi za siebie wstyd że się tak marzę i histeryzuję kiedy jeszcze tak naprawdę nic złego się nie stało. Nawet jeszcze nie minęło to przepisowe 12 miesięcy.
Zaczęłam też badać szyjkę. Zobaczymy czy to się będzie jakoś miało do wyników testów owu. Termometrowi na razie dalej podziękuję.
Chwilowo, zapewne z powodu utraty tych kilku kg, zaczynam na nowo cieszyć się swoim ciałem :) Nie straciłam jeszcze dużo bo jakieś 7kg, ale widzę różnicę :) Jeszcze 2kg i waga zacznie pokazywać na początku 6 zamiast 7 ;) Będzie to dla mnie magiczny moment, dużo słodszy niż każda czekolada :D i dla tego momentu odmawiam sobie słodyczy. Dzisiaj wróciłam też do ćwiczeń :) Takich delikatnych ale regularnych. Wiem, że ostre diety i wyczerpujące ćwiczenia nie sprzyjają zaciążeniu więc idę sobie do celu powoli ale systematycznie :)
Wczoraj też zamówiłam na allegro śliczny haftowany gorsecik w kolorze czerwonym ;) Bardzo lubię ładną bieliznę, uważam że niesamowicie urozmaica sferę serduchową i potrafi przypomnieć, że serca to nie tylko starania o potomka ;)

25 odcinek 34 sezonu


Oj jak ja zaniedbałam pamiętnik... W niedzielę wróciliśmy z Polski więc mam chwilę czasu na skrobnięcie co tam wydarzyło się w zaniedbanych sezonach. Zatem 32 sezon z dupkiem zakończył się niespodziewanie w 25 odcinku. Ale to prawdopodobnie ze względu na wcześniej wspomniany urlop bohaterów. Ile można opisywać wojaże Progesterona wspomaganego przez brata bliźniaka - Duphastona.

W 33 sezonie (dla przypomnienia sezon gdzie zapowiedział wielki powrót Generał z armią), do obsady z epizodyczną rolą dołączył CLO. Nadzieje były ogromne, że owy bohater wspomoże Estrogena i LH w przygotowaniu Igrzysk z nie jednym Rogiem obfitości. Scenarzyści postanowili jednak zrobić psikusa i w 9 odcinku róg obfitości osiągnął rozmiary 36,1 mm x 26,6 mm. Skąd ta fantazja - nie wiem ... W 18 odcinku wkroczyła Pani Miesiączka - całkowicie dezorientując widzów. Nadmienię że w ramach urlopu sezony nie były wspomagane żadnymi udziwnieniami w postaci leków i diety w zamian do scenografi wkroczyły węglowodany pod każdą postacią. Myślę że dzięki temu franca Insulina wróciła i zrobiła istne wejście smoka mieszając na nowo wśród bohaterów. Trudno jest w tym momencie do końca stwierdzić w jakim stopniu ponieważ od dwóch sezonów nie wiemy co dzieje się z główną bohaterką Temperaturą.

W 34 sezonie który nadal jeszcze trwa, Generał postanowił zrobić przegląd swoich pododdziałów. Okazało się że armia jest bardzo liczna. Z całości 24 % to jednostki specjalne, ale lekko rozleniwione. Zaobserwowaliśmy również że 10 % żołnieży zlepia się tworząc jakąś szajkę sabotażową. Może to przez spadek morale armii ze względu na długotrwałą stagnację. Generał zatem robi wszystko aby uzdrowić atmosferę w Armi. W 4 odcinku sezonu mieliśmy okazję obserwować czy scenarzyści wzięli się w garść i usunęli totalnie nie trafiony Róg obfitości z poprzedniego sezonu - i całe szczęście podjęli dobrą decyzję. Obaj producenci Rogów mięli puste magazyny, skutecznie szykując się do produkcji. Wszystko wskazuje na to że w tym sezonie do walki zostanie wystawiony Róg przez Prawego, gdyż to właśnie w jego fabryce w 12 odcinku sezonu zauważyliśmy 16 mm Róg Obfitości. Generał przez cały sezon spełniał swe obietnice i przeprowadzał ćwiczenia i przegrupowywanie wojsk do punktów strategicznych. Jedynie Estrogen wydaje się być leniwy w tym cyklu i średnio przygotował się na Igrzyska nie produkując śluzu. Mam nadzieję że to efekt rozleniwienia po urlopowego, spowodowanego pojawieniem się CLO.


Zapomniałam dodać dziś minęło 3 lata odkąd stałam się żoną mojego męża :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2015, 00:40

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 18 sierpnia 2015, 14:02

22 tc (21t4d), 2d do oficjalnego rozpoczecia 6 m-ca
7t1d = 50d do zakonczenia pracy :):)

50 dni do oficjalnego pozegnania sie z moim beznadziejnym pracodawca. Odliczam tutaj, moze szybciej zleci :)

Patrzylam na zdjecia Feski, jak pieknie wyglada. Zastanawialam sie tez nad swoim wygladem. Przyszlo mi na mysl, ze moja waga w ciazy rosnie skokowo. Rosnie, a wlasciwie urosla. Raz. W osiemnastym tygodniu - jednorazowy skok o chyba 4 kilogramy. Prawie ze z dnia na dzien obudzilam sie wieksza, bez istotnego powodu, bez obzerania sie... Od tego czasu waga trzyma sie w tym samym zakresie, a tu juz nam 22 tydzien ciazy sie liczy :) Ciekawe kiedy bedzie kolejny ewolucyjny skok, cos czuje, ze juz niedlugo na nas pora ;) Profilaktycznie zdrowo sie odzywiam, jem duzo warzyw i owocow, pije swiezo wycisniety soczek z pomaranczy... I mam nadzieje, ze uda sie odwlec odrobinke przybieranie na wadze (oczywiscie w granicach rozsadku, nie chce zaszkodzic Maluszkowi) :)

Poza tym jedziemy dzis obejrzec zaproponowany przez mojego S dom (ten wariant a la kompromisowy - dom stosunkowo niedaleko od miasta, wolnostojacy, 6 arow terenu... ale za to niewyremontowany i dosc stary, pochlaniajacy duzo energii i oleju przy ogrzewaniu).

http://www.athome.lu/vente/maison/est/biwer/biwer/3929464

Cena troche przerazajaca, ale moze faktycznie S ma racje, damy sobie raczej rade i splacimy ten kredyt w 15, gora 20 lat... Teraz kwestia tylko tego, czy przypadnie nam obojgu do gustu... Trzymajcie kciuki ;) Przy okazji - dzieki za wszystkie rady w komentarzach, kazda przemyslalam bardzo dokladnie i faktycznie musimy pojsc oboje na pewne ustepstwa. A przy okazji pewnie przyda mi sie odrobina optymizmu :)

karmar Projekt Niespodzianka 2025 ❤️ 18 sierpnia 2015, 14:34

Z rzeczy typowo ciążowych:

Mój brzuch jest ogromny i ciężki.. ciężko mi się chodzi,jak dłużej poleżę na wznak to też ciężko mi się oddycha.. A jeszcze ponad 2 miesiące.. :/ Jest mi ciągle gorąco, notorycznie śpię nie przykryta,bo kołdry nie mogę znieść.. Michał rusza się trochę rzadziej,ale za to,jak już się rusza,to wali mi równo po trzewiach ;) Komunikuje też,że jest mu niewygodnie i nie ustaje w wysiłkach,dopóki nie zmienię pozycji :) Ponieważ jestem duża i niezgrabna, seks nie jest już taką przyjemnością,wiąże się z małym komfortem i większym wysiłkiem,co nie do końca jest na rękę Adiemu.. kręgosłup też mam bardziej wrażliwy i często boli. Chyba jedynym plusem mojego stanu (poza tym małym słodkim Cudem,który się tak cudownie rozwija) jest to,że nerka ustąpiła. Staram się więcej pić i jakoś się to unormowało :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2015, 14:45

wtorek, 11 dzień cyklu.

Mój śluz dzisiaj jest jakiś przynajmniej dziwny.
Raz myślałam, ze lepki, potem kremowy... później jakby wodnisty (?) a teraz pojawiło się jakieś plamienie. W związku z tym nie zaznaczam nic na wykresie... Ogólnie poza temperaturą i kwasem foliowym to w tym cyklu nic na wykresie nie zaznaczam, mam juz to gdzieś.

Właśnie skończyłam wypisywać nasz wnioski o wydanie paszportu. Bedą potrzebne do naszego październikowego wyjazdu, który mam nadzieje dojdzie do skutku :)

Mój kochany mąż wczoraj postanowił mi pomóc i umył okno w kuchni, co prawda musiałam trochę poprawić ale i tak się cieszę, że mogę liczyć na niego w domowych porządkach (poza zmywaniem).

Ogólnie jest taki kochany, ze czasem płakać mi się chce ze szczęścia, że tai skarb mi się trafił.
Co prawda czasem mnie wkurza, a ja jego ale i tak jest pięknie i z tego się cieszę.

Miałam zamiar iść dziś do ogródka trochę popielić, ale mam dziś lenia i chyba sobie daruję, ewentualnie całkiem pod wieczór coś w nim porobię.
Jutro po południu idę do lekarza, chyba się trochę denerwuje... nie wiem czemu.
Później jeszcze skoczę na szybką kawkę do koleżanki.
W czwartek Pablo kończy szybciej, by mogliśmy złożyć te wnioski paszportowe, potem jedziemy do jego siostry i naszych dzieciaczków ;**

WysokiLas Starania z męskim problemem 20 września 2019, 20:20

Wyniki badnia nasienia w 9 miesiącu starań, 1 miesiąc po porzednich i 3 miesiące po skończonej antybiotykoterapii:
Pogorszyły się:
-lepkość 2(++)
-koncentracja 2,7x10^6/ml
-całkowita liczba 12,4x10^6/ml
-żywotność 78% (ale tu nadal w normie)
-ruch postępowy(a+b) 15%
-plemniki prawidłowe 0%
-indeks teratozoospermii 1,8

A więc tym razem diagnoza to: oligo asteno teratozoospermia 😔

Wizyta u Androloga 1.10.2019 w klinice leczenia niepłodności. Mam nadzieję, że te wyniki spowodowane są czymś, co można wyleczyć...
Kocham bardzo mojego męża i do szczęścia jest mi tylko on potrzebny. I wydaje mi się, że jestem pogodzona z tym, że możemy być na zawsze już we dwójkę. Ale przychodzą takie okresy, że niemowlaki śnią mi się po nocy i pragnę dziecka jak niczego innego. Boję się przyszłości.

Jeśli myślisz, że jesteś pokonany to jesteś.
Jeśli myślisz, że nie śmiesz to nie śmiesz.
Jeśli chciałbyś zwyciężyć, ale myślisz, że nie umiesz,
To prawie pewne, że tego nie dokonasz.
Jeżeli myślisz, że przegrasz, to już przegrałeś,
Ponieważ ze świata to odkrywamy.
Sukces zaczyna się od woli sukcesu
A wszystko to tkwi w stanie Umysłu.
Jeśli myślisz, że inni są lepsi, to są.
Żebyś się wzbił, twoje myśli muszą szybować.
Musisz być pewny siebie, zanim
Kiedykolwiek zdobędziesz jakąś nagrodę.
Życiowe bitwy nie zawsze wygrywa
Silniejszy czy szybszy przeciwnik,
Prędzej czy później tym, kto wygrywa
Jest ten, kto myśli, że potrafi . / Walter D. Wintle /

Wydrukowałam i powiesiłam w widocznym miejscu. Czytam w chwilach zwątpienia i stresu :).Pomaga..


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2015, 15:13

Dziekuje za mile komentarze. Wszystko rozwiazalo sie dzisiaj. Poznym wieczorem zaczelam plamic. Nad ranem bylo to juz mocne krwawienie. Wiec pojechalismy do szpitala. Byly juz tam moje wczorajsze wyniki. Spadek do 215. I teraz dzieje sie to czego sie obawialam.

Ciąża zakończona 18 sierpnia 2015

kredeczka91 groszki, fasolki i inne 18 sierpnia 2015, 16:33

Kolejna beta zrobiona, na prosbe lekarza i wyszla 2681 :D widze tylko ze generalnie sa dwie mozliwosci bety i ja mialam raz jedna raz druga ;) grunt ze odpowiada 6 tyg wedlug rozpiski na wyniku, postanowilam umowic sie na wizyte na nfz jutro zaczynam 7 tydzien wiec za chwile moge posluchac serduszka <3 a prywatny wroci dopiero we wrzesniu wiec chyba zobacze sie z moim okruszkiem wczesniej :)

Wracam tutaj. Niestety.
Wieczorem zaczelam plamic. Dzisiaj rano bylo to juz mocne krwawienie. Oczywiscie wizyta w szpitalu. I koniec zludzen. Beta spadla do 215.

Smutno nam.

37tc = 36 i 3dni <3

W zeszłym tygodniu byłyśmy w szpitalu. Pierwszy raz w życiu dopadła mnie jelitówka z którą męczyłam się kilka dobrych dni i dopiero po kroplówkach i tabletkach doszłam do siebie. Całe szczęście bo myślałam że ducha wyzionę :-P Od powrotu relaksuję się i praktycznie nic nie robię bo nadzwyczaj nic mi się nie chce. :-)

Dobrze ze upały ustały bo już serdecznie miałam dość tego skwaru.
Dzis jest 19 stopni fajnie, przyjemnie i chłodno i znowu problem bo stopy spuchnięte i tylko w klapeczkach mogę chodzić a tu paluszki marzną :-P Także ciężarnej nie dogodzisz :-P

Jutro mamy ostatnią wizytę u dr i dostanę skierowanie na cc do szpitala. Torba stoi już spakowana i czeka na odpowiedni moment :-)Wszystko dla malutkiej też już przygotowane tylko czekać nam zostało <3

Dziś dostałam maile że wózek jutro zostanie wysłany, a tak się bałam że nie dotrze na czas.
Jeszcze zdążę zrobić małą przepierkę :-)by nie śmierdział nowością.
Byłam dziś też w szpitalu po wypis i na KTG które trwało całą wieczność bo mała uciekała i zanikał sygnał, ale w końcu udało się wykonać zapis i jest prawidłowy :-)

Także teraz już nam pozostało tylko odliczanie do przywitania naszej wyczekanej córeczki <3
Cieszymy się niesamowicie ,a zarazem troszke się boimy nowego wyzwania i obowiązku. Ale wieżę że damy radę. Bo kto jak nie my :-D

16 dni <3

Na szczescie serducho zdrowe;) uf...

Mimi86 No więc ivf 18 sierpnia 2015, 18:53

dziś miałam monitoring cyklu - w 9 dc mam dwa pecherzyki po 16 mm, endometrium nie wiem dokladnie jakie ale raczej ciekie bo musze przez dwa dni brac estrofem. Zastrzyk Ovitrelle robie sobie w czwartek o 13:00 a inseminacja będzie w piątek o 20:20 :) szybko bo w 12 dc hmm.
Jeesli wynik nasienia bedzie taki jak teraz był to będzie to nasza ostatnia insemincja, a jesli bedzie lepszy to sprobujemy jeszcze raz.

WiedźmaMaKota Starania o dziecko w Szkocji 18 sierpnia 2015, 19:18

No to czas, żeby tu coś napisać.

Ciąża ucieka mi jak szalona, przed chwilą robiłam test, i kolejny, i jeszcze jeden... a tu już ÓSMY miesiąc.

Wszystko znoszę bezproblemowo. Byłam w PL w maju, i tylko wtedy miałam coś z pęcherzem nie tak. Ciuszków mam już nadmiar, pościel, łóżeczko, rożek, nosidełko i śpiworek już czekają, materac ma być u nas na dniach, początkiem września ma przyjść wózek...

Musiałam iść na prywatny gender scan bo mi podczas połówkowego nie chciała powiedzieć. Będę miała córcię <3
Już się nie mogę doczekać :)

I obiecuję sobie, że jutro napiszę coś więcej ;)

sikorka@ Taka tam pisanina.... 18 sierpnia 2015, 20:02

21t(20t4d)
W Polsce wszyscy narzekaja na upaly a ja dzis mialam rajski dzien bo tu pierwszy raz chyba od miesiaca swiecilo slonce I bylo cieplo. Caly dzien!!! tak na krotki rekawek:))..tak wiem ze to bardzo smutne bo lata w tym roku nie bylo wcale.
Po drugie bylam dzis na usg I bedziemy miec coreczke!!!!
Ta przyjemnosc kosztowala mnie 150 euro ale musze powiedziec ze bylo warto.
Pani byla bardzo kompetentna, poswiecila nam duzo czasu, sprawdzila wszytko..mozg, kosci, serce, buzie:)... badala przeplywy krwi itp. Wage ocenila na 419g a wiek na 21t1d..wiec troche pozniej niz ostanie usg ale powiedziala ze mala rozwija sie prawidlowo I ze nie ma powodu do niepokoju a ja sama jestem drobna I nikczemnego wzrostu wiec pewnie mala bedzie taka jak ja:)) krasnolud. Babeczka miala duzy ekran tv wiec moj P.tez mogl wszystko ogladac , chyba troche w szoku byl bo nastawil sie na chlopca, nawet wybral juz imie a teraz musi myslec na nowym..hehehe
Z Adasiem mialam niewydolnosc szyjki w poznijeszym okresie wiec spytalam sie jej jak teraz wyglada I wszystko jest ok..6,5cm szyjka.
Bardzo mnie pocieszylo to usg I teraz tak na prawde zaczynam sie cieszyc, chyba zaczne powoli kupowac wyprawke, 1 komplet ubranek juz mam- na 3 miesiace. Kupilam go kolezance ale nie widzialam sie z nia a mala wyrosla wiec dalam co innego a to lezy w garderobie, teraz moja wlasna coronia bedzie go nosic:))
W czwartek lece do UK do siostry, odpoczne sobie I nie bede musiala sie martwic niczym. Moj P. idzie na wesele, sam... denerwuje mnie ciagle I nie wiem czy to hormony czy tyko normalka z nim ale stwierdzilam ze nie bede sie denerwowac.
Dobra, ide na spacer:)))
2qn2zy8.jpg
A oto buzka:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2015, 20:21

Za mną prawdziwe chwile grozy, chciałam o nich napisać. Z racji tego, że już 2,5 miesiąca spędzam w łóżku, szlag mnie jasny już trafia -ucieszyłam się bardzo że od kilku dni zwymiotowałam może tylko dwa razy. A że mieliśmy zaproszenie na wesele 15 sierpnia, BARDZO chciałam pojechać, spotkać wreszcie ludzi, gdzieś wyjść z domu, zobaczyć się z rodziną. Mąż postanowił nie pić, w razie czego, żeby w każdej chwili można było wrócić do łóżka. Szkopuł polegał na tym, że wesele było prawie 300 km od naszego domu, ale wyjechaliśmy sobie już w piątek rano, żeby nigdzie się nie spieszyć, wynajęliśmy sobie nocleg. Sama podróż trwała możę 4 godziny, ale zmęczyła mnie niemiłosiernie, więc po przyjeździe do hotelu, cały czas leżałam. W sobotę czułam się dobrze, więc pojechaliśmy na to wesele. Upał koszmarny sprawiał, że ludzie w kościele mdleli jak muchy, czekałam tylko na swoją kolej, ale na szczeście dałam rade. Zatańczyliśmy może dwa razy, mimo że uwielbiamy tańczyć, woleliśmy nie szaleć, tym bardziej że ja i tak nie miałam na to siły po tak długim leżeniu. Nie zjadłam nic, podziubałam rosół i generalnie jadłam suchy chleb, żeby nie wywoływać wymiotów czymś co mnie podrażni. Niestety się ta sztuka nie udała, o 21:00 zaczęły się wymioty. Tradycyjnie już z krwią, przełyk mam już nie podrażniony, a wręcz przeorany. Wróciliśmy na nocleg, położyłam się i zasnęłam. Obudził nie o 7 rano straszliwy ból brzucha. Ale był tak mocny, że nie mogłam wstać do toalety. Przemęczyłam się do 8:00 i jakimś cudem wstałam. Poczułam skurcze, coraz silniejsze... Obudziłam męża, na szczęście nie było żadnych plamień ani krwawień, ale kroku już nie mogłam zrobić ani się wyprostować, po prostu wyłam już z bólu. Mąż nie czekając na nic, spakował mnie do auta i zarządził wyjazd do najbliższego szpitala. Nie dałam rady wysiąść z samochodu, musiał mnie wyciągać, szłam do szpitala i ryczałam, ze strachu, z bólu, z przerażenia. Mąż jak mnie widział, miał łzy w oczach, powiedział "Boże...nie chcę tego drugi raz przechodzić, obawiam się że tego nie przeżyję, mamy już kontakt z tym dzieckiem, czujemy już ruchy, to nie może się teraz skończyć". Jak to usłyszałam, tak się rozryczałam i płakaliśmy oboje. A do szpitala jeszcze kilkadziesiąt metrów, dystans dla mnie nie do pokonania, szłam zwinięta w kulkę, trzymając się za brzuch, płacząc i co chwila się zatrzymując z bólu. Byłam już pewna, że to koniec marzeń... Jak mnie zobaczyli na izbie przyjęć, natychmiast zapakowali mnie na wózek i bez kolejki zawieźli na oddział ginekologiczny. Nie mogłam już nawet mówić przez te skurcze, czułam, że chyba rodzę, czekałam tylko aż ze mnie chluśnie. Lekarz bardzo miły, zbadał mnie natychmiast, powiedział, że nie wygląda to dobrze, wypytał o poprzednie poronienie, stwierdził, że wszystko jest twarde i napięte, macica przygotowuje się do poronienia, idziemy na USG. Leżałam, nic nie mówiłam, czekałam tylko aż mi powie, że to koniec... A ku mojemu zdziwieniu usłyszałam: "o dziwo i wbrew wszystkiemu Pani dziecko ma się dobrze! Serduszko bije, Maleństwo się rusza, tętno prawidłowe. Proszę dziękować Bogu i się modlić, żeby tak pozostało. Tak czy inaczej nie ma mowy, żeby w tej sytuacji Panią stąd wypuścić. Przyjmujemy na oddział". Byłam w ogólnym szoku, na dodatek nie miałam przy sobie nic, koszuli nocnej, ręcznika, szczoteczki, klapek, kompletnie czułam się jak z ulicy. Ale trudno. Podali mi serię zastrzyków rozkurczowych, kroplówki, tabletki. Ustąpiły skurcze, ale niestety może na 2 godziny. Po dwóch godzinach to samo. Zawołałam lekarza, kazał podać drugą serię. Od tej pory przeszło już na dobre. Wypisali mnie po dwóch dniach i pozwolili wracać do rodzinnego miasta, dostałam końską dawkę leków i zastrzyków na drogę, ale odtąd tylko odpoczynek... To co się stało, to poniekąd moja głupota, trzeba było zostać w domu i nie rwać się na siłę między ludzi, ale nikt kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Uważałam na siebie, prawie w ogóle nie tańczyłam, czułam się dobrze i nie miałam wrażenia, że robie cokolwiek wbrew matce naturze. Niestety nauczkę mamy. Odpłynęły też plany wakacyjne w siną dal, ale za to mamy dalej przy sobie nasze szczęście, z którym już się żegnaliśmy <3 a które tak słodko łaskocze już mamusię po brzuszku od ponad tygodnia. Uwielbiam te jego/jej harce :)

Zaczarowana917 Kiedyś dogonię marzenia... 18 sierpnia 2015, 20:42

W sumie to nie wiem co się ze mną dzieje... raz przeżywam ogromne katusze, jestem przewrażliwiona, mam napady płaczu, rozpadam się na milion kawałeczków gdy tylko pomyślę o ciąży, a raczej o jej braku, a innym razem jestem zupełnie spokojna, wyciszona.... tak jakbym się oswoiła z myślą, że może nigdy nie będzie mi dane zostać matką... ale z drugiej strony jestem pełna nadziei, że może jednak Bóg ma dla mnie inny plan na życie, zaskoczy mnie w najmniej odpowiednim momencie moją upragnioną i wyczekiwaną ciążą i będę wtedy najszczęśliwsza na całym świecie. Jestem dobrej myśli... wierzę, że los każdego może się odwrócić i doczeka się tego czego najbardziej pragnie... Moim marzeniem jest DZIECKO. Wierzę, że w końcu uda mi się zobaczyć 2 kreski na teście, a 9 miesięcy pózniej będę miała w ramionach najcudowniejszą kruszynkę którą pokocham całym sercem. Wierzę w to... a wiara dodaje mi sił...

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 18 sierpnia 2015, 21:00

Drugi wpis dzisiaj ale jakoś zebrało mi się na sentymenty...

Jechałam dziś do tej mojej szkoły z mężem i tak jakoś smutno mi się zrobiło, a może dziwnie... bo jak to ja nie wrócę do pracy od września. Ano nie wrócę... to po raz pierwszy od 9 lat... mój rytm życia gdzieś przeplata się z pracą w szkole... a tu taka zmiana, dobra zmiana, inna zmiana, zmiana, która zmieni moje dotychczasowe życie... pojawią się dzieci, praca pójdzie już na drugi, może trzeci, a może kolejny plan... Jechałam i patrzyłam na te pola gdzie zostało tylko rżysko, na pola podeschniętej kukurydzy, na drzewa, które już zmieniają barwę, niektóre już są rdzawe, jarzębina pokazała dorodne owoce, bocianów już nie widać... tak wszystko się zmienia... tu dom nowy się buduje... wszędzie toczy się gdzieś ludzka historia...

ps. Znów mi coś leci... boję się, że to jednak nie to, co być powinno, wycieka mi z tej piersi jakiś przezroczysty lepkawy płyn. Jeśli nie przestanie za tydzień zapytam o to lekarkę. Już nie mogę doczekać się kolejnej środy, mam nadzieję, że znów zobaczę brykające maleństwa. Cholera jasna, właśnie zobaczyłam, że z drugiej piersi też, to jednak chyba to co być powinno. O losie ja to się mam :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2015, 21:01

coliberek Działania..działania... 18 sierpnia 2015, 21:12

Trzymajcie dalej kochanie ciocie kciukasy bo poki co jest dobrze. A inaczej mówiąc NIE JEST GORZEJ. Moja gigantyczna szyjka ma nadal 2 cm. No i nadal muszę niesamowicie na siebie uważać, nic kompletnie nie nosić ...nawet kota. Do wyjazdu leżeć ile sie da ale tez sie troche ruszać bo w ciąży latwo sie robią skrzepy a to bardzo groźne.
Co do wyjazdu to rozważane były różne opcje. Samolot i zostanie tutaj tez. Samolot odpada ze względu na miedzyladowanie i brak możliwości wylotu z miasta w którym mieszkamy. A nie będzie kto mnie mial odwiezc na lotnisko 480 lub 250 km stad... Pozatym stres negatywnie wpływa na szyjke a ja niestety po mimo rozumu panicznie boję sie latać. No i na miejscu tez nie znamy nikogo i nie mialabym jak dojechać do domu ok 200 km od lotniska... A pozostanie tutaj tez wykluczone bo byloby to niesamowicie stresujace dla mnie. Tym bardziej ze zostalabym w zasyfionyn mieszkaniu z syfiarzami..bez internetu wiec i bez pracy a co za tym idzie bez kasy. Bez samochodu..a skoro nie moge chodzic i dźwigać to jak niby robilabym chociaz podstawowe zakupy. Odpada wiec i to...choc powodow anty pozostaniu moglabym wyliczać bez konca. Plus ginka powiedziała ze nie wiadomo ile trzeba by było zostac. Moze nawet 20 tyg! Widzac moją mine moje Słońce wymyslilo ze w takim razie moze dodamy jeszcze 2 dni podrozy i bede te kilja godz lezala w samochodzie a potem hop do lozka w hotelu. No i problem ulaskawiony. Super pomysł. Zaraz zasiadamy...tzn ja juz leze...i będziemy rozbijac trase na kawalki i rezerwowac hotele. Dałam mężowi stery auta w dłonie w drodze ze szpitala a ja happy leżałam jako pasazer. Wyczyje chlopak auto i bedzie ok. A ja nawet nie myślałam ze jest tak wygodnie. :)
Maluchy rosną super. Jedno ma 259gr a drugie 261g. :) Potwierdzone juz, ze chlopiec i dziewczynka. Leżą sobie teraz glowka w główkę... ucieszylam się ze już mała nie ciśnie na szyjkę glowka...no ale teraz kopie w szyjkę.
Śmieję się, że za to bedzie miala szlaban do 50tki hihi
No i nadal trzeba myśleć pozytywnie. Szanse są. ..ale niestety wszystko moze sie zdarzyć. Niezaleznie od okoliczności. Bedziemy sie modlić, żeby cala drużyną dojechac do Danii a tam potem..prosto na kontrolę. I jak chcą niech mnie kładą na kolejne tygodnie
Do szpit. Duńskiego i tak sie nauczę. Najwazniejsze zeby minionki mialy dobrze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2015, 21:14

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)