tc: 34+0, waga 66 kg.

Byłyśmy na wizycie. Malina ma 2509 gram!!! Błąd szacunkowy to 366 g (tak mam w opisie usg) Kategoria duże dziecko 😱 Jak tak dalej pójdzie i dotrzemy do terminu porodu, to może przebić 4 kg w dniu porodu!!! Boję się bardzo!!! 😵 Długością może nadrabiać, trudno, żeby była niska, ale waga?!?!?!?! Lekarz powiedział, że wskazaniem do cc jest szacowana waga urodzeniowa powyżej 4,5 kg. Ale to zależy od budowy mamy, bo dla niektórych mam urodzenie dziecka 3900 g będzie niezłym wyczynem, a dla innych 4300 g nie będzie problematyczne. Pierwsza rzecz po wejściu na porodówkę - mają mi zmierzyć miednicę cyrklem położniczym, czy jest szansa, że Malina przejdzie. Póki co, dalej obstawiam sn. Owszem trochę więcej muszę popracować nad głową, ale jedna z książek podesłanych przez Niki, mówi tak, że natura nie obdarza nas dziećmi, których nie jesteśmy w stanie wydać na świat. I to hasło mi przyświeca. Poza tym liczę na to, że błąd pomiaru będzie w stronę niższej wagi urodzeniowej niż wyższej 😉
Słowa Dumnego Ojca Maliny na temat wagi: "Jestem taki dumny z Córy!" - "A jakieś słowa dla Rodzącej?" - "Dasz sobie radę". Aha.
Odstawiam słodycze. Ostatnio codziennie były lody albo domowe ciasto albo jagodzianka (kto w sezonie nie je jagodzianek?!). Koniec z tym tematem. Szpinak, buraki, brokuły i groszek. Na cukrach prostych najszybciej berbecie rosną, to teraz koniec z tym wszystkim, bo się skończy na 4,5 kg. Wszystko idzie w nią, bo ja mam na plusie 9,5 kg, a jeśli liczyć z początkowym spadkiem wagi to 11,3 kg. Sama nie wiem, gdzie ona się mieści. Tzn. wiem doskonale, bo jak mnie zasmyra pod górnymi żebrami przy piersiach, to się zastanawiam czy do Ojca się wrodziła, że tak łaskotać innych lubi czy o co chodzi. Ale jak tak spojrzeć na brzuch - niewiele osób jest w stanie uwierzyć w wiek ciąży.

Żelazo mam bardzo niskie, lekarka postraszyła mnie, że musimy utrzymać ten poziom, nie mniejszy, bo inaczej skieruje mnie do szpitala. Łożysko typu I, czyli nic nie wskazuje na to, żeby chciała wyjść wcześniej. Typ III pojawia się na kilka dni przed porodem (w fizjologicznych ciążach). News od pani doktor: ona nie będzie mi robiła KTG, gdyż KTG na czas epidemii zostało wstrzymane, a można je przeprowadzać jedynie w przypadkach ciąż po terminie. Hm. Lekarz. Lekarz prywatnie nie zrobi mi KTG. 🤦‍♀️ Cieszę się, że prowadzę u dwóch lekarzy ciążę, inaczej bym zwariowała. Pierwszy nie pyta o nic, przepisuje wszystkie leki, jak Warszawa zaleciła. Ale usg słabe, nic nie widać, wagi nie szacuje, idę do niego na pierwsze KTG w przyszłym tygodniu. Druga - ona nie będzie mnie leczyć jak Warszawa by sobie życzyła, bo ona ma inne zdanie na ten temat, a przecież ja medycyny nie kończyłam, za to usg bardzo szczegółowe, zawsze sprawdza mi przepływy wszystkie, no i nie zrobi KTG.

W piątek odbieramy wózek, skusiliśmy się też na sesję brzuszkową :) na początku ciąży myślałam, że to super zbędny wydatek i nie chcę tego robić, ale... Mamy bardzo mało zdjęć we troje, może się okazać, że to moja pierwsza i ostatnia ciąża i stwierdziłam, że dam się ponieść :)

Dostaliśmy tyle ubranek dla Małej, że... chyba łatwiej będzie po zabrudzeniu wyrzucać do kosza niż prać 😜 powiedziałam Mężusiowi, że musimy czym prędzej wykupić sąsiadów z zza ściany (kawalerka) i tam zorganizować garderobę dla Córki.

Dalej chodzę na jogę. Instruktor powiedziała ostatnio, że w sumie powinnam już leżeć tylko, ale z uwagi na moją dobrą praktykę, możemy coś tam jeszcze porobić (np. przy ścianie, przy drabinkach). Mam nadzieję, że będę mogła chodzić do końca, bo dużo mi to daje. Oddychanie, uspokojenie się, ale też spacer na zajęcia i z zajęć.

maua7maua Chciałabym, ale boję się ... 6 września 2015, 12:34

22t0d

Sabince udało się wczoraj uchwycić kopniaka Agatki - aż odskoczyła ze zdziwienia ręką ;)
Tata dalej czeka, bo A. natychmiast przestaje się wiercić, gdy tylko jego ręka wędruje na mój brzuch. S. robiła tak samo :)

Alicja83 Strach 10 września 2015, 12:04

Dzien dobry wszystkim, wczoraj wyladowalam w szpitalu, bo dzieciatko przestalo sie ruszac i oblecial nas strach, przy okazzji Ibadan dowiedzialam sie ze Ariana ma 3150 gramow a wiec jest drobniutka najwazniejsze jednak ze nic jej nie dolega , jutro znow do lekarza i zobaczymy czy w sobote bede rodzic-troche sie na to nie zanosi no ale juz naprawde blizej konca niz poczatku ah ide zjesc drugie sniadanie :-)

71 dni do porodu.

Muszę się pochwalić. Moje złote Dziecię, zaczęło się obracać :) Jakież to uczucie, kiedy kładziesz rękę, a jego nie ma tam, gdzie zwykle :) W piątek na chwilkę obrócił się dwa razy podczas dnia , a dziś spał pół nocy z nóżkami pod mostkiem :D
Na dzisiejszy dzień planów brak, jedynie zakupy, bo po lodówce biegają pingwiny.. :)

24dc dni mijają szybko,zanim się zorientowałam mój cykl dobiega końca,za 7 dni wypada mi @,
objawy:


-piersi wrażliwe (dziwne,bo nigdy tak nie mam przed @)
-pobolewanie dołu brzucha w szczegolności prawego jajnika (od owulacji)
-zawroty głowy

14 września pora testowania,jestem dobrej myśli :)

Lila2703 Czekamy... 6 września 2015, 09:52

Byłą owulacja...nie ma....i znowu jest... No paranoja zwyczajnie:( Chyba zmienię termometr od przyszłego cyklu. Na dodatek ovu pokazuje mi miesiączkę na 32 dc...to chyba byłby mój życiowy rekord :D. Obym nie musiała tak długo czekać, bo po pierwsze jak mam dłuższy cykl to zazwyczaj w trakcie @ boli jak cholera i zdycham , a po drugie wypadnie mi najgorsze w trakcie wyjazdu, a wolałbym tego zdecydowanie uniknąć.
Już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć, @ nadchodź jak najszybciej, bo skoro z dzieciaczka nici w tym cyklu, to przynajmniej urlop chciałabym mieć miły i przyjemny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 13:20

dzabuch moja terapia 6 września 2015, 10:17

32+3
Powoli zaczynam spoczywać na laurach. Uspokajam się i czekam. Tatusiek mi pomaga jest z nami. Po cichu czeka na syna. Kiedy wczoraj natzekałam na kolejny dzień ze zgagą przypomniał mi, że to już nie długo.
Wczoraj popraliśmy wszytkie ciuszki w rozmiarach 56, 62, 68 i kilka 74. Jak usiadłam do układania tego na półkę to myślałam, że nigdy nie skończę
Wciąż wydaje mi się, że mam tego mało, ale jak wczoraj to uporzadkowałam to żałuję, że w pewnym momencie przestałam liczyć się z listą.
Gdzie jeszcze do końca z tym praniem. To dopiero tylko ciuchy no, ale pierwsze koty za płoty!
Oto my w 32+0


No a ciążowo to czuję się całkiem nieźle, prócz tego, że mam lenia jak sto diabłów. Zgagi nie do wytrzymania po wszystkim. Co bym nie zjadła to rura pali mnie jak cholera! Jem migdały i na chwilę pomagają, ale nic więcej. Następny posiłek i znów pali niemiłosiernie. W związku z zabobonem, że jak jest zgaga to dziecku rosną włosy to ogłaszam uroczyście. Mój Bartek urodzi się hipisem!
Często wierci się w brzuchu kopie mnie po pęcherzu i szaleje. Zresztą mam wrażenie, że jak jego ojciec przez sen.
Do porodu coraz bliżej, nie wiem co mnie czeka! Z jednej strony boję się, z drugiej sobie myślę, że w sumie nie wiem czego mam się bać.
Dziś przeszło mi nawet przez myśl, że niech Bartek się urodzi bo muszę iść do dentysty wyrwać tę cholerną ósemkę. Już bliżej jak dalej! Zastanawiam się jaką będę matką, jakim on będzie ojcem. Ja martwię się wszystkim i tylko jęczę on mówi damy radę i po cichu się martwi. Mówi o swoich obawach dopiero gdy mu coś ciąży. On bardziej boi się naszych możliwości lokalowych niż tego, że w czymś się nie sprawdzimy. A ja teraz mam trochę dość, chciałabym schować się przed światem i odczekać do porodu. Tak trochę w swoim świecie! Potrzebuję przestrzeni i mam wrażenie, że moja teściowa to będzie do mnie wydzwaniać nawet w trakcie porodu, jak nie odbiorę to do tatuśka. Chyba mam jakiegoś doła dziś więc skończę lepiej ten wpis.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:15

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 6 września 2015, 11:24

<3 <3 <3

List czternasty (14)

Szyszaki... czym dalej w kolejny tydzień tym bardziej się o Was martwię. To jest taki moment kiedy wiem, że gdyby się coś stało po prostu nie ma żadnych szans. Z drugiej strony jesteście już na tyle duże, że moja miłość z dnia na dzień staje się coraz większa. Z dnia na dzień dojrzewa, wzrasta, pełnieje... Są momenty kiedy już bym Was chciała mieć przy sobie... a tu jeszcze tyle trzeba czekać. Oczywiście to dla Waszego dobra więc siedźcie tam jak najdłużej. Ale żeby nie było tak słodko... to tak... dajcie matce spokój z tą zgagą, pozwólcie mi się w nocy przekręcić na drugi bok, a to sapanie to co?? Myślicie, że ja wytrzymam... Wejdę po schodach sapię jak parowóz, zrobię coś - sapię jak lokomotywa :) Jeszcze 1,5 tygodnia do wizyty i się w końcu zobaczymy. Aaaa... i pomału to się rozkręcajcie z tym wierceniem i rozpychaniem, na dobre chcę poczuć smyranie. Wtedy będę przeszczęśliwa... Teraz też już jestem, najbardziej jak tata głaska, buziakuje brzuch i 'gada' do Was. Coś czuję, że będzie Was musztrował :) Ale trochę to mu się nie damy. :)

Przesyłam Wam moją miłość... czujecie ??

<3 <3 <3

Katjaa Że niby mi sie nie uda? 6 września 2015, 14:48

Ehh dawno nie pisałam, przez to, że pisanie pracy dyplomowej pochlonelo mnie w całości. Brak czasu nawet na staranka:( na szczęście promotor pracę podpisał i została mi obrona 10.09.2015 r. Cykora mam co nie miara bo uczę się i pustka w głowie :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 14:48

nika_87 a 6 września 2015, 15:04

Ciąża rozpoczęta 3 sierpnia 2015
2 krechy :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 15:07

nika_87 a 6 września 2015, 15:09

2 testy i obydwa pozytywne :) wg ovu 5 tydzień, do lekarza będę się jutro umawiać, tylko oczywiście nie wiem gdzie i do jakiego, w każdym razie chcę na NFZ :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 15:10

19cs
10dc

Przed 1 września rozłożyło mnie przeziębienie, także miałam dość ciężki powrót do pracy po wakacjach. O dziwo, przeziębienie przeszło po 4 dniach, już 3 września czułam się prawie zdrowa. Jedyne leki jakie brałam to Grpiex forte, żeby jakoś przeżyć dzień w pracy i mnóstwo wit C (około 10 tabletek dziennie). No i chyba ta wit. C mnie na nogi postawiła, bo choroba się nie rozwinęła.

Moja klasa liczy 25 dzieci 6-letnich. Maluszki takie, że hej. Generalnie klasa grzeczna i w porównaniu do poprzedniej to miód na serce. Rodzice też w porządku, bardzo kontaktowi. Oby się to utrzymało.

Na razie nie udało się nam dodzwonić do androloga, dzwoniłam tylko 1.09, bo potem już nie miałam jak. Ciężko się tam w ogóle dodzwonić. Jutro będę próbować. Także na razie czekamy z dalszym leczeniem.
Szlag mnie trafia, że trzeba tyle czekać.
Kolejny cykl nam ucieka... a jeszcze pewnie nie ostatni taki stracony.

monilia84 W poszukiwaniu szczęścia :) 6 września 2015, 16:15

<3 5 tydzień 1 dzień ciąży <3

Nio i wczoraj mężulek dowiedział się że zostanie tatą :) Jego reakcja hmmm nio był troszkę zszokowany ale powiedział, że się cieszy :0
Nie mieliśmy wiele czasu na rozmowę bo dosłownie 5 minut bo córka akurat wyszła na dwór po znajomych i wykorzystałam chwilę na niespodziankę.

Dałam mu śliczne skarpetki z teścikiem tym z wczoraj :)

00f64afe8261052fmed.jpg

Wiem, że dla obojga z Nas to nie jest teraz łatwy czas, oboje bardzo się boimy o tego robaczka ale wierzę, że mąż wkońcu pokaże jak bardzo kocha nasze dziecko i jak bardzo się cieszy że rośnie we mnie nasza miłość <3

Mój mąż jest bardzo skrytą osobą i wydobyć z niego uczucia to nie lada wyzwanie :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2015, 06:57

aniulka89 pragnę zostać mamą:) 6 września 2015, 16:26

parę dni nie pisałam nic w pamiętniku, więc wypadałoby trochę nadrobić. A więc temperatury w tym cyklu nie mierzę. of wyznaczyło mi owulację na 8dc (strasznie wczesnie) dzień wczesniej test ovu był pozytywny no i pojawił się wtedy śluz rozciagliwy. wczoraj też zrobiłam test ovu i znowu wyszedł pozytywny. a sluz dzisiaj jest wodnisty , ale nie jest to do końca pewne bo z meżem rano poserduszkowalismy troszkę

Po porannym szaleńtwie z męzulkiem jak wstawałam z łóżka to poczułam chwilowe ukłucie w prawym boku, dosłownie trwałao to moze z 3sekundy. co to mogło oznaczac????????

Ogólnie czuje ze ten cykl jest inny, odczuwam pracę jajników, normalnie czuję od czasu do czasu jak mi wszystko pracuje. Dziś jest 11dc. moze to ukłucie to własnie owulacja? Czy Wy dziewczyny tez tak macie? załuje że nie mierzę temperatury bo mogła by mi teraz pomów w interpretacji

muminka83 My 7 września 2015, 10:15

Nie podoba mi się wyniosłość, nie podobają mi się ludzie, którzy stawiają siebie wyżej od innych. Mam ochotę dać im rubla i podpowiedzieć: jak się dowiesz, ile jesteś wart, to wrócisz i oddasz resztę. -Lew Tołstoj

Żaniayarn Do trzech razy sztuka? 6 września 2015, 16:42

Od aktualnego cyklu intensywnie staramy się o dzidziusia. :P
Akurat tak się zdarzyło, że mąż dość często miał niedalekie wyjazdy i nocował w domu więc mało który dzień, jak to mówicie nie "serduszkowaliśmy".
Niestety nie mogę mierzyć temperatury, ponieważ pracuję na zmiany dniówka- nocka, więc to mierzenie i tak nie miałoby sensu.
Gin kazała mi od 25 dc brać dwa razy dziennie przez 5 dni D*phaston. Oczywiście, jak to ja gapa, przypomniało mi się w sobotę rano (26dc), także wszystko przesunęłam o jeden dzień.
Od paru dni pobolewał mnie brzuch i miałam (w sumie to nadal mam) nadzieję, że to już jestem w ciąży, chociaż piersi mnie nie pobolewają jak to miałam w pierwszych dwóch ciążach, to i tak miałam nadzieję, że ujrzę dwie krechy.
Rano w pracy dojrzałam na papierze różowe plamy. Oczywiście nie myśląc, że to @ miałam nadzieję, że to plamienie implantacyjne. Ale niestety z każdą godziną moja nadzieja maleje...
Czekam tylko na 19, aż skończę pracę i polecę do apteki po 2 testy (jeden na już, drugi na rano)
Schizuję już bardzo i niby podświadomie wiem, że muszę zluzować, ale same pewnie wiecie jak to jest.
Byle do 19...

No to jestem gotowa opisać to co się działo. Kto ma słabszą psychikę niech nie czyta :P

25,08 zostałam przyjęta do IP bo dostałam informację, od swojej pani dr że ciąże cukrzycowe rozwiązuje się wcześniej. Na IP nie czekaliśmy długo, podłączono mnie pod KTG- panie położne super. Przyszła pani dr R. pokiwała głową i zaprosiła do badania. Tak mnie zbadała, że zrobiło mi się słabo po zejściu z fotela a ona miała powód do radości. Z racji tego że w posiewie wyszedł C.albicans zadecydowano o indukcji tylko oxy i pobrano wymaz kontrolny. O 11 na bloku porodowym podłączono mi KTG i oxy. Masakra, zero ruchu, do toalety nie można bo oxy się leje a KTG trzyma. Dostałam delikatnych skurczy. PO 11h zdecydowano, że indukcja się nie udała i przeniesiono mnie na salę obserwacyjną. Cały czas pod KTG bez jedzenia. O 4 skurcze się wyciszyły, dostałam jeść ale co próbowałam zasnąć przychodziła położna i mnie opieprzała, że ona zapisu dziecka nie widzi (kurcze nie spałam chyba 24h i ledwo siedziałam). Na szczęście tylko jedna była taką zołzą (nie tylko dla mnie) i została szybko spacyfikowana przez panią dr. Zasnęłam. Następnego dnia trafiłam na Patologię Ciąży niestety wieczorne KTG tętno Małej>180 oraz moje ciśnienie 150/100 i wymioty spowodowały powrót na blok porodowy. Padło hasło cc. Obserwowano mnie całą noc i nic się nie powtórzyło. Środę, czwartek i piątek spędziłam uwiązana w łóżku na bloku porodowym. To była gehenna, do łazienki na 3 minuty, od piątku na czczo bo w sobotę zakładanie balonika (posiew jałowy). Balonik założyła mi koleżanka w sobotę dopiero w godzinach wieczornych. Cały czas byłam na czczo. Bolało jak diabli, w niedzielę oxy od rana i koło 14 wyjęcie balonika. O 18 uznano, że indukcja nieudana i przeniesiono mnie na Patologie. Na PC zupełnie inna bajka, swoboda, nowe 2-osobowe sale, cisza, spokój. Leżałam sobie i odpoczywałam i nie było koncepcji co tu ze mną zrobić. Obiecywano rozwiązanie w piątek ale nikt nie podawał szczegółów. W środę wieczorem zaczęły się delikatne skurcze, które się nasilały. Rozwarcie marne 1 palec. Czwartek skurcze coraz gorsze, musiałam spacerować i chodzić pod prysznic. W wieczornym zapisie spadek tętna Ali do 70. Decyzja, że dziś rodzimy. Na bloku porodowym rozwarcie 2 cm, skurcze bolesne, nawet parte ale jak tu przeć jak szyjka zamknięta. Dostałam gaz (podtlenek azotu) i położna przebiła pęcherz płodowy. I się zaczęło.

cdn

Po przebiciu pęcherza skurcze się rozkręciły. Były mocne skurcze parte. Na szczęście rozwarcie ruszyło do 3 cm i dostałam ZZO. Anastezjolog był bardzo sympatyczny, ale musiałam się mocno trzymać żeby nie poruszyć się w trakcie zakładania cewnika. O 23 dostałam pierwszą dawkę epiduralu a potem 5 co 1,5h jak tylko skurcze zaczynały być coraz mocniejsze. Na epiduralu spałam jak suseł aż do rozwarcia 9 cm. Ostatnia dawka poszła ok 6 rano. O 7 panie położne się zmieniły i przyszła taka cudowna, której będę wdzięczna do końca życia. Zbadała mnie i powiedziała, że zaraz będzie 10 cm i ruszamy. O 7:30 wszedł zespół, złożono łóżko do porodu i się zaczęło. Parę razy parłam na łóżku ale położna zaproponowała w kucki obok i to było to. Cały czas była ze mną na podłodze i dopingowała. Na ostatnie 3 parcia wlazłam na to wyrko porodowe i przy minimalnym nacięciu (2 szwy) urodziłam Małą. Jaka to była ulga. Mąż przeciął pępowinę (miało go nie być przy parciu, miał obawy a zaglądał mi ciekawski między nogi jak się główka rodziła :P i był zafascynowany jak kości zachodzą na siebie na ciemiączku i jeszcze był zdziwiony że ja tego nie widziałam). Dostałam córcię na klatkę i mogłam ją przytulać i całować. Niestety okazało się że łożysko było niepełne i trzeba mnie łyżeczkować. Gdzieś trzasnęło naczynie i strasznie krwawiłam, spadło mi ciśnienie, TŻ mówi, że zbladł. Odpłynęłam, podczepili płyny i żel do wypełniania łożyska i wezwali zespół anastezjologiczy do ewentualnej reanimacji. Dostałam tlen i leki i udało się zastopować krwotok. Ciśnienie miałam 50/30 straciłam 700 ml krwi. Jak mnie docucili to leżałam 4h z moją gwiazdką i TŻ. A potem przewieźli nas na położnictwo. Alutek dostała 10/10, jest pulchniutka, pachnąca bobaskiem, ciągle głodna i uwielbia się wtulać. Ja dochodzę do siebie, chcieli mi robić transfuzję krwi ale obyło się bez. Już 6h po porodzie starałam się chodzić i robić przy sobie mimo niewielkich zawrotów głowy. Na pierwszą noc zabrano mi Alusię (za moją zgodą żebym się wyspała) i dobrze mi to zrobiło. Jedyny minus to praktycznie brak pokarmu no ale przy takim ubytku krwi. Ale nie poddajemy się chociaż mój biust cierpi.
Nie wiem jak ocenić to wszystko. Cała indukcja i pobyt w szpitalu z tym związany MASAKRA. Sam poród pomimo powikłań dzięki pani położnej, jej wsparciu i cierpliwości no i zzo bardzo dobry. A teraz i tak o tym zapominam patrząc na mojego puciatka łypiącego okiem. A jutro do domu :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 17:35

Dziś pierwszy raz zaczęło mnie porządnie mdlić, z tym, że koło 16:00, więc poranne ciążowe mdłości to raczej nie są. Właściwie to boję się trochę objawów ciąży, bo nie wiem, czy któreś są prawdziwe, czy tylko je sobie wkręcam. (kobieca psychika może wiele:)) Tak bym chciała, żeby się udało, ale czuję, że @ zbliża się wielkimi krokami. Jutro wizyta u lekarza, bo skończył mi się duphaston. Ciekawe, co mi powie. Dobrze, że mam pracę w przedszkolu i tydzień do skończenia magisterki, bo nie mam czasu myśleć o moim wykresie, moje myśli pochłania Popiel, którego zjadły myszy:):) i 25 trzyletnich dzieciurków, z czego 24 płaczą przynajmniej 6 h w trakcie mojej pracy. Dobrze, że jestem tą dobrą ciocią, więc tylko je przytulam, pocieszam i podaję chusteczki. Magda odpowiada za dyscyplinę:-p

mrth666 Czasem szczęściu trzeba pomóc... 6 września 2015, 17:01

Mam kryzys dnia piątego...leżę i ryczę że się nie udało. Czemu nie mam objawów? Brzuch nawet nie zaboli, nie zakluje. Co zrobimy jak się nie uda? Mrozaki mamy strasznie słabe...


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 17:10

Paróweczka Powiernik 6 września 2015, 17:34

Próbuję się trzymać, próbuje być spokojna, próbuje nie pogrążać sie w negatywnych myślach ale to koszmarnie trudne...

Boje się ze znów coś pójdzie nie tak i nie doczekamy sie dzidziusia. Sprawdzam bete i progesteron co drugi dzień, póki co idzie dobrze ale i tak nie uspakaja mnie to na długo... W końcu ostatnio tez doszła wysoko i co...

Objawów praktycznie nie mam co dodatkowo mnie przygnębia. Wolałabym rzygać tu jak kot niż czuć sie dobrze i tylko nieznacznie odczuwać [bardzo subiektywne] zmęczenie czy łamanie w kościach...

Tak bardzo chcialabym przekroczyc juz ta koszmarna granice i zobaczyc zarodek, uslyszec bicie serca... to da mi choc odrobine przekonania ze koszmar ciazy bezzarodkowej nie powroci lub nie dopadnie nas jakies inne dziadostwo i nie przekresli tej ciazy...

Ehhhh przede mną koszmarne 2-3 tygodnie...

Dziewczyny jak wy to przetrwałyście?!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 17:37

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)