Dziś mija 3 dzień odkąd Kropuś siedzi w brzuszku
czasem gdzieś zaboli coś ukłuje ale czy to dobry znak... Nie wiem. Cycki czasem bolą czasem nie ale jakichś znaków które mówiłyby do mnie że na pewno się udało nie odczytuje. Oby szybko mijały dni...
Zadzwonili właśnie z kolejnej firmy - przez weekend mam zrobić testy logiczne i w przyszłym tygodniu pewnie będzie kolejna rozmowa kwalifikacyjna
Jak tak dalej pójdzie, to może jednak znajdę sobie fajną pracę zamiast mojej obecnej 
A propos mojej obecnej pracy - zadzwoniła koleżanka, która przejęła część moich projektów. Spędziłam 40 minut na wprowadzaniu jej w temat. Z jednej strony chwyciła mnie nostalgia - przy niektórych z tych projektów pracowałam przez ostatnie 3 lata, kawał czasu i doświadczeń, tych przyjemnych i mniej przyjemnych. A z drugiej... nie wiem... może taka nieśmiała nadzieja, że czekające mnie nowe doświadczenia będą jeszcze lepsze? Że jakoś to się wszystko poukłada i na froncie pracowym, i na froncie ciążowym? Chyba znowu wreszcie, po tych miesiącach okropnej depresji, wychodzi z ukrycia optymistka 
29 TYDZIEŃ (28t3d)
Witam się po tygodniu nieobecności
Mąż zrobił sobie ałka w pracy i był tydzień na zwolnieniu, musiałam się zająć biedaczkiem, bo za bardzo nie miał jak chodzić z chorą nogą. Czasu dla siebie miałam mniej, więc nie pisałam, za to spędziliśmy go razem, najczęściej na kanapie 
Muszę się Wam pożalić...Mimo, ze zawsze mam swoje zdanie na każdy temat, jestem asertywna i nie daję się przekabacić na czyjąś stronę to i mnie jednak " Złote rady " na temat porodu, wyprawki, wychowania i opieki nad dzieckiem dawane przez koleżanki, znajome a nawet ostatnio przez moją siostrę potrafią wyprowadzić z równowagi i nieziemsko wkurzyć. Moje dziecko, mój brzuch, wystarany i wychuchany i sorry bardzo ale będę Nimi rozporządzała wedle uznania !!!
Wiem, że niektóre z Was pisały o tym też w swoich pamiętnikach, więc liczę, że mnie zrozumiecie...Najbardziej wkurzają mnie pseudo-rady dziewczyn które nie rodziły jeszcze i straszenie np. przenoszeniem ciąży, urodzeniem po terminie albo wielogodzinnym porodem bo jestem pierworódką....A skąd one mają to wiedzieć skoro nie rodziły
grrr Do tego jeszcze moja siostra ( zresztą sama jest ciężarna, tylko że ok 10 tc)wypaliła do mnie dzisiaj z tekstem, że na nic te całe plany porodu, oglądanie porodówki, lekarz który w nim pracuje itp mni się zda jak i tak może się stać wszystko, mogą mnie do niego nie przyjąć z powodu braku miejsc, lekarz może być na urlopie i tak dalej i tak dalej... Wkurzyłam się...Nie wiem dlaczego ona mnie straszy... Przecież jestem świadoma, że może być różnie, ale liczy się pozytywne nastawienie moje, nie mogę widzieć wszystkiego w czarnych barwach i zakładać że nic nie pójdzie po mojej myśli. Mam zadanie do wykonania - sprowadzić na ten świat Mojego Ukochanego Synka zdrowego. To jest najważniejsze. I nie zamierzam panikować ani czarnowidzieć. Uważam, że kobiety w ciąży teraz, w tym 21 wieku są bardziej świadome swoich praw i możliwości, chcą lepiej poznać sytuację w której się znajdują i lepiej się przygotować do trudów porodu, macierzyństwa, bo nie ukrywajmy takowe też są. Jeżeli istnieje coś takiego jak plan porodu, możliwość obejrzenia porodówki, wynajęcia douli, ZZO, doradca laktacyjny, czy formy porodu aktywnego to dlaczego z tego nie korzystać ??? Zamiast tego co ? iść na żywioł ? Będzie co ma być ??? jak przysłowiowe ciele iść na ubój ??! Sorry za porównanie, ale rozmawiając z siostra tak się poczułam - nie ważne co zrobisz i tak czeka cię jadka zakrapiana mięsem... Ja wolą swój spokój, wiarę w to że będzie dobrze i planowanie każdego momentu tego ważnego wydarzenia. Ot cała ja 
A teraz z bardziej przyjemnych spraw. Odwiedziła mnie wczoraj koleżanka z byłej pracy ze swoim 1,5 rocznym synkiem. Obdarowała prezentami zarówno mnie jak i Syneczka mego
Dawno się nie widziałyśmy, ostatnio jak była jeszcze w ciąży w 7 mc tak ja teraz więc trzeba było się nagadać. I powiem Wam szczerze, że nie widziałam jeszcze tak grzecznego dziecka w podobnym wieku (Z dziećmi mam do czynienia zawodowo więc porównanie jest) My piłyśmy kawkę a maluch sam zajmował się sobą, gadał po swojemu, bawił się paluszkami, przeglądał się w lusterku, po czym wszedł pod stół, położył się i bawił autkami
No po prostu bajer... I nie chodzi o to że jestem zwolenniczką wychowania dzieci " samopas" ale o taką zdrową samodzielność dziecka, kreowaną już od maleńkości. Normalnie piałam z zachwytu jak synek słuchał A. i rozumiał, robił to o co go prosiła, nie wieszał się na szyi, nie gniótł na kolanach mamy tylko bawił się i zwiedzał moje mieszkanie
A. chyba zaczarowała swojego synka i będę chodziła do Niej na korepetycje
Chciałabym żeby mój maluch też był taki samodzielny 
A Oto prezencik Maksia od cioci :

tutaj drugi komplecik od innej cioteczki :

A mamusia kupiła synkowi takie o to śliczne pieluszki tetrowe (6), flanelowe (3) i jeden podkład wielokrotnego użytku:

Myślę, że pieluch wystarczy, najwyżej się dokupi później. Co do podkładów to dokupię jeszcze paczkę takich foliowych, pod materacyk do łóżeczka w razie niespodzianki maluszka 
Uzbieraliśmy też z akcji promocyjnych takie oto gifty :

Próbki kosmetyków dla mnie i dla Maksa na pewno się przydadzą ale i tak najlepsza jest butelka Aventu "0" za free 
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2015, 16:55
29 tc (28t0d)
Rzadko mi sie zdarza narzekac na meza. Generalnie uwazam, ze trafilam na najlepszego czlowieka na swiecie, i ze narzekanie byloby nieprzyzwoitoscia
Aaale jednak czasem mi podniesie cisnienie niepotrzebnie. Na przyklad dzisiaj - i to wyjatkowo wieloma rzeczami. Zaczne od tego, ze bylismy dzis w banku w zwiazku z otwarciem konta ROR przeze mnie (musialam otworzyc nowe z uwagi na kredyt). Niby nic specjalnego, takie otwarcie konta w banku - ale jak przebrnelam przez wszystkie papiery, ktore przyniosl S wczesniej z banku - okazalo sie ze jest w nich duzo zapiskow, ktore sa dla nas niekorzystne albo dziwne - np. o cesji wynagrodzenia na rzecz banku w zwiazku z karta kredytowa. Niby to dziala tak, ze w momencie zadluzenia oni maja prawo sobie te srodki pobrac z mojej pensji - tylko ze nigdzie w tej zgodzie na cesje nie ma takiego warunku, ze ja musze miec zadluzenie wobec banku. Zaczelam wiec dyskutowac z uprzejmym panem z banku, w pewnym momencie dosc stanowczo. S sie wylaczyl z dyskusji, zaczal gapic w sufit i udawal, ze go tam nie ma... A po calej wizycie z banku mi mowi, ze bylo mu wstyd, ze tak sie klocilam w tym banku i ze przeciez to normalne, ze to bank o standingu AAA, jeden z najbezpieczniejszych w Europie, a ja niepotrzebnie tylko robie zle wrazenie i ze jak tak dalej pojdzie nie pozycza nam tych pieniedzy na dom. Noz myslalam, ze go tam udusze. Ja sie dwoje i troje, staram pozbyc wszystkich potencjalnych niebezpiecznych klauzul z umowy, omawiam rozne kwestie... a ten twierdzi, ze niepotrzebnie sie kloce z panem z banku. Potem S mial zadzwonic do notariusza w zwiazku z bledami w proponowanym akcie notarialnym (zle wpisali ilosc arow i imie wlasciciela nieruchomosci...
co oczywiscie odkrylam ja czytajac projekt aktu). Mial to zrobic juz pare dni temu, ale twierdzil ze ma duzo pracy i nie da rady (wole, zeby on dzwonil, bo jednak lepiej mowi w jezyku obcym i sam jest prawnikiem). Koniec koncow dzis zadzwonil i okazalo sie, ze notariusz sobie zrobil wolne do wtorku. W banku nam nie zmienia poki co zapisow hipoteki, bo opieraja sie na akcie notarialnym - wiec w srode bedziemy musieli dopilnowac zeby zmienili w akcie notarialnym i przefaksowali poprawna wersje do banku, potem zmienili w umowie kredytowej i hipotece - a potem bedziemy czytac to wszystko po nocach czy sie zgadza, bo juz nie bedzie czasu przed podpisaniem papierow. Wszystko na juz, na szybko. Tak mnie to zirytowalo, ze az sie poklocilismy z S przez telefon, a ja sie rozbeczalam. Dodatkowo jeszcze poszlo o mieszkanie, ktore wynajmujemy. Jak sie wprowadzilismy, jeden palnik w kuchence nie dzialal. Nie zauwazylismy tego na odbiorze mieszkania, a potem 3 nam wystarczyly, wiec nawet nie dzwonilismy z tym do landlorda. Ostatnio byly u nas osoby ogladajace mieszkanie no i co ja slysze - ze S mowi jednej dziewczynie, ze niestety palnik nie dziala. Dziewczyna na to, ze to musi sobie wpisac w kontrakt bo jej kaza potem za ten palnik zaplacic. Po jej wyjsciu ochrzanilam S, ze przeciez ten palnik nie dzialal juz jak sie wprowadzilismy i ze nam nikt tego nie powiedzial, a teraz nam kaza za niego zaplacic - a ten naiwnie mowi, ze nie, bo przeciez mysmy go nie zepsuli... Jasne, ciekawe jak on ma zamiar to udowodnic... Wczoraj nasz landlord (mieszka na stale w Finlandii) dzwonil wypytywac o osoby, ktore ogladaly mieszkanie - i co ja znow slysze? Ze S mowi, ze ta dziewczyna wyglada na porzadna i sympatyczna i ze on by jej to mieszkanie wynajal. Juz wtedy wiedzialam, ze to sie tak nie skonczy. Dzis dzwoni do nas landlord, ze dziewczyna mu powiedziala, ze podobno ZEPSULISMY palnik i ze jesli tak jest to on sobie potraci z kaucji za zabudowana kuchenke, bo bedzie musial wymienic cala na nowa. I oczywiscie nowa wynajmujaca osoba bedzie ta "sympatyczna" dziewczyna... S dzis wieczorem nie bedzie miec ze mna latwo, wsciekla jestem na niego jak osa...
A na dodatek wieczorem przyjezdza na weekend jego kumpel. Kumpel, ktory mieszka w Hiszpanii w San Sebastian - a na pytanie S czy mozemy go kiedys odwiedzic powiedzial, ze nie za bardzo, bo jego dziewczyna ma koty, ktore budza w nocy (!!!) Przeciez ja bym sie do takiej osoby nie odezwala - co to w ogole za powod jest do odmowy (?) A teraz ten kumpel ma miec rozmowe o prace w Luxie w UE i nie chce wydawac kasy na hotel, pyta S czy moze u nas sie zatrzymac na weekend - a S w najlepsze, ze jasne, nie ma problemu, mamy dodatkowy pokoj dla gosci! A potem sie mnie pyta, czy nie bedzie mi przeszkadzac (jak juz powiedzial temu kumplowi ze tak). Aaaa. Uduszenie to chyba jednak zbyt mala kara dla S.
Nie wiem, a moze to moje ciazowe hormony?
Mały ma już ciuszkową " strefę" wyprawki zabezpieczoną
jak tak dalej pójdzie jeszcze z prezentami to Jego garderoba będzie obszerniejsza od naszych razem wziętych. Zamówiłam też przez neta komplet pościeli do łóżeczka, materacyk, przewijak i inne tekstylia, myślę, że poniedziałek-wtorek dotrą to się pochwalę
. Mama kupiła mi drugi komplet poszewek + prześcieradełko w niebieskie autka a po siostrzeńcach mam jeszcze dwa - w misie i i drobne granatowe kropeczki :)Także sporo rzeczy już mamy dla Naszego brzdąca, no ale w końcu już bliżej niż dalej do godziny "0"
Garderoba Maksa w pełnej krasie w stanie sprzed miesiąca bo teraz to już nie idzie się połapać
:
rozm. 56



w liczbie:
6 bodziaków na kr. rękaw
11 bodziaków na dł. rękaw
5 kaftaników, 2 bluzeczki
4 pary półśpiochów
1 spodenki
9 czapeczek
2 kompleciki ( bluza + spodenki)
4 pary śpiochów
8 pajacyków
4 pary ciepłych skarpetek
4 pary paputków
1 śliniaczek imienny
i rozmiar 62:






razem w rozm. 62:
9 bodziaków na kr. rękaw
9 bodziaków na dł. rękaw
3 bluzeczki
5 par półśpiochów
3 pary spodenek
9 par śpiochów
12 pajacyków
3 kompleciki ( bluza + spodenki)
4 czapeczki
4 pary cieńszych skarpetek
2 pary bucików
śliniaczek
Dzisiaj za to byłam na małych zakupach i zaczęłam kompletować swoją wyprawkę do szpitala. Póki co udało mi się upolować dwie koszule do karmienia, każda inna, szerokie ale powiem wam, że nie są jakieś szpetne
no i jak co miesiąc musiałam dokupić sobie gaciorków, bo dupa rośnie i rośnie a końca nie widać 
Oto zdobycze koszulowe :

i też czas zacząć myśleć o praniu i prasowaniu ciuszków Synka więc dorwałam promocyjnie w Biedrze :

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2015, 17:55
Dzień pt brzuch mnie boli...
Nie daję się zwariować, nie dzwonię, nie jadę do lekarza, podchodzę do tego co ma być to będzie. Na środowej wizycie lekarka po raz enty mnie uświadomiła, że takie bóle brzucha są normalnością. Tłumaczę sobie... przecież wszystko się rozciąga, maluchy rosną, kalendarz ciąży na BBF pokazuje wagę dziecka w 20tc to ok 300gr, a moje już ważą więcej. Staram się nie panikować i podchodzić do tego normalnie ale taki mały lęk się wkrada. Czasem sobie myślę, oby przetrwać jakieś 5-6 tyg do granicy przeżywalności płodu ale lekarka kategorycznie zabroniła mi tak myśleć i się nakręcać. Więc nie myślę. I wszystko zostawiam Temu na Górze.
Jadzia34 napisała mi, że muszę być najszczęśliwszą osobą na świecie, dziś mogę napisać to tak, jestem szczęśliwa i to bardzo, najszczęśliwszą będę wtedy kiedy maluchy przytulę do swojej piersi. Ciekawe jak ten moment będzie wyglądał, co poczuję, jakie emocje będą we mnie. To wszystko będzie takie nowe, inne...
Ogólnie staram się jak najmniej pracować czy coś robić... wyjście do sklepu, tak jak dziś męczy mnie. Nic, a nic nie niosłam, wszystko mąż targał do domu. Wywiesiłam tylko pranie, ugotowałam zupę i ległam na łóżku czytając książkę... o tak czytanie... zaczęłam kolejną książkę, uwielbiam przenosić się w świat innych ludzi, wydarzeń, sytuacji. Nie obyło się też bez krótkiej drzemki. Jeśli wszystko będzie dobrze, to za kilka tygodni większość zakupów dla maluchów będziemy robić przez net, już widzę siebie zasapaną, zmęczoną i zero przyjemności z zakupów. Dziękuję postoję. Nie wyobrażam sobie tego np w 30tc, chyba że pospieszymy się z tymi zakupami i co nie co kupimy w normalnym sklepie. Jakby nie było to też sprawia przyjemność. Zresztą zobaczymy co tam będzie... nie ma co wybiegać w przyszłość.
Słoneczne, jesienne pozdrowienia zostawiam dla dziewcząt tu zaglądających
A co... mało Was pozdrawiam
A przecież tyle ciepłych słów tu zostawiacie...
ps Zapomniałam jeszcze zapytać, czy wasze brzuchy też są takie twarde, napięte? Ja mam tak prawie codziennie... czy to normalne. Oczywiście znów sobie to tłumaczę tym, że tam jest ich dwoje
I pewnie ma tak być.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2015, 17:22
37 tydzien
Termin sie zbiliza wielkimi krokami... nie wiem czy jestem przygotowana czy nie, ale wydaje mi sie ,ze jakos tak bardziej spokojna. Mniej sie boje porodu i tego czy sobie poradze. W koncu jestem juz zaprawiona w niespaniu, wiec nieprzespane noce przy dzidziolu beda pestka :)Praktyka w opiekowaniu sie dziecmi tez jest, wiec czego sie bac
nie wiem jak to jest ,ze dzien w dzien budze sie o 3 i uskuteczniam wedrownki na dol w celu posilenia sie, sprawdzenia poczty , poczytania czegos na internecie i chociazby pogrania w glupie gierki na telefonie !!! Gdy juz bola mnie oczy, wracam grzecznie do sypialni ( godzine pozniej ) i spie do 7- 7.30. Tak jest dzien w dzien!! juz jak rutyna!! Moze to juz mi organizm daje znak sygnal,ze o tej godzinie, moje dziecie bedzie domagac sie jedzenia ??
i jeszcze slowo o wczorajszej wizycie...
W nocy przyszly bole... podobne juz chyba do tych, na ktore mam sie nastawic przy porodzie. mimo,ze byly dosc bolesne, to jednak niezbyt regularne, wiec wiadomo, to nie to.... podczas dnia sie powtorzyly w polaczeniu z bolem plecow, jednak na wizycie pani doktor stwierdzial, ze to jeszcze nie czas. Szyjka zamknieta , dluga, na usg mlody bardzo sie wiercil, ale czekamy dalej
Zrobili badania , dali sczepionke przeciwko grypie i nastepna wizyta w poniedzialek

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2015, 17:36
28T( 27T0D)
No I stalo sie..oficjalnie zaczelam 3 trymestr!!!!! Jak ten czas leci,stwierdzilam ze 1 trymestr byl najwolniejszy, jakos tak czas sie dluzyl. A teraz bang..juz blizej niz dalej , zapomnialam o studniowce..hehe
Z tej szacownej okazji poszlam na zakupy, wydalam fortune..glownie na siebie, hehe..jakos wczesniej nnie przeszkadzalo mi ze nie mam w co sie ubrac. W koncu caly czas chodzilam w uniformie z pracy..A teraz chce ladnie wygladac wiec nabylam kilka rzeczy w tym nowe dzinsy ciazowe. Kilka rzeczy dla Adasia bo strasznie wyrosl przez lato I dla nowego dziecka kupilam rozek I kocyk:) moje piersze zakupy niemowlece!!! Kupilam tez pilke do cwiczen ale ta automatycznie stala sie zabawka.
Tu jesien pelna para, robi sie coraz zimniej a dzisiaj to juz w ogole szaro, buro I ponuro. Jakos zmeczyly mnie te zakupy albo to cukrzyca, mierzenie cukru zupelnie mi nie idzie. Lekarz dal mi jeszcze jedna szanse zanim ustawi mi leki..ale dzis zapomialam mojego jedzeenia I nie zmierzylam cukru, wczoraj pracowalam do 19 wiec nie zjadlam obiadu I tez nie zmierzylam..hmm..wstyd sie przyznac ale starsznie zaniedbuje dziecko I siebie.
Jutro jade do Galway na panienski..dziewczyny nie moga sie doczekac wina I imprezy a ja ...troche spokoju od dziecka I meza..jak to sie priorytety zmieniaja
Wyniki badań
13 dzień cyklu:
Progesteron 0,52 ng/ml (faza folikularna 0,15-1,4, faza owulacyjna 4,44-28,03)
TSH 2,530 mlU/l (norma 0,270-4,200)
FT3 4,73 pmol/l (norma 3,10-6,80)
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2015, 18:54
Z płynem do prania był ciężki wybór, ale na szczęście zapytałam się koleżanki jaki używa no i padło na Białego Jelenia
do białego i kolorowego 2w1 
Jutro zaczynam prać zabawki, na ubranka jest jeszcze czas
jak tylko zabawki będą suche zacznę kończyć karuzelę 
Mąż ma teraz urlop i troszkę pojeździliśmy po sklepach, ach te ceny
w sklepach będę tylko sprawdzała czy coś mi pasuje czy nie a zakupy tylko online 
11 dpt, cudu nie ma beta 51,40, prg 103. Mam czekać do poniedziałku i powtórzyć jeszcze raz.
Dlaczego mnie denerwują takie drobiazgi, pierdoły, ktoś inny nawet nie zwróciłby na to uwagi. A mnie to doprowadza do szału... piasek pod kapciami, codzienne zamiatanie i mycie podłogi, a on się nieustannie wnosi. Ogarnięcie i tylko ogarnięcie, bo czym innym jest dla mnie sprzątanie niestety teraz graniczy z cudem. 4 pokoje, 2 łazienki, kuchnia, schody, pralnia niestety w tym momencie to dla mnie za dużo, z listy wyłączyłam pokój męża. I mnie to właśnie denerwuje, że nie daję sobie ze wszystkim rady. Tak, tak wiem, można by powiedzieć, a gdzie mąż... ogarnia palenie w piecu, swój pokój, działkę, inne pierdoły i zaraz jedzie do pracy.
Kończę moje nieszczęśliwe wywody, pralka pika, że pranie się wyprało.
Powinnam się cieszyć z czego innego, a takie głupoty mnie wyprowadzają z równowagi.
No taka już jestem i tego nie zmienię, nie potrafię...
Julianek nauczyl sie pokazywac jaki jest duzy. Wczoraj tez odkrylam kolejny juz drugi zabek
Bylam tez wczoraj z Juliankiem juz drugi raz na krabbelgruppe bo juz od pnad tygodnia bardzo ladne raczkuje. Potrafi tak na kolankach poruszac sie po calym domu odwiedzajac kazdy kat. Jak zajdzie do Maximilianka pokoku to potrafi am przez godzine siedziec bawiac sie jego zabawkami. Uwielbia klcki duplo i samochody grajace. jednak najlepsza zabawa to rzucanie zabawki ( np. Krazka) do przodu i potem dojscie do niej po czym znowu rzut. Arek przezwal malego smyrgacz bo tak smyrga i leci
Na krabbelngruppe rozmawialam z jedna terapeltka bo nie pokoi mnie jednak to ze Julian pomimo ze sie podciaga to nie moze ustac na nozkach. Terapeltka sie bardzo zdziwila ze on mi nigdy nie sprezynowal a teraz juz podobno jest na to za pozno bo to robia mldsze dzieci...Ogolnie tak jest ze jak 11- miesieczne dziecko a nawet mlodsze postawi sie trzymajac pod paszki to dziecko probuje stac na swoich nozkach ( niektore juz stoja same ) a Julian tego nie potrafi zrobic bo nogi mu sie zaginaja. Od kolanka w dol sa takie jakby byly z waty. Terapeltka go obejrzala i powiedziala ze narazie ma czas jeszcze na stanie ale bedziemy go obserwowac bo rzeczywiscie ma slabe miesnie. Pokazala mi tez jak mam robic zeby wzmocnic te nozki. Powiedziala mi ze Julian jest dzieckiem co potrzebuje silnego bodzca bo lekki dotyk stopy do podlogi jego mozg nie odbiera wiec z jednym z cwiczen jest to ze musze mocno przyduszac jego stopy do poldlogi... Dziwny ten moj synus i znowu musze go stymulowac do dzialania...
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2015, 21:49
No i doczekalam sie!!! Dzis mamy wizyte u pana doktora. Strasznie sie stresuje. Nie spalam prawie w nocy. Wstalam o 6 troche mnie pomdlilo, mąż zrobil herbatkę z cytryną i lezymy. Pewnie teraz bym usunęła i spała jak zabita ale boje sie zaspac.
dziwnie moj organizm reaguje. Wszystkie dziewczyny pisza tu o zaparciach a ja mam odwrotnie. Wogole strasznie wyczulony słuch mi sie zrobił. Prosze was trzymajcie mocno kciuki za mnie i dzidziusia.
14ego września dowiedziałam się, że jestem w ciąży
następnego dnia poszłam na badania krwi i w 8dniu po transferze beta hcg to 23,7
Następne wyniki to 111,47 potem 402, 5844 i 12000. Byliśmy na pierwszysm usg i widzieliśmy fasolkę
Jeszcze nie było widać zarodka. Następna wizyta 13.09. Będzie to juz 8 tydzień 
Boże miej nas w opiece...

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2015, 22:16
III trymestr 
Woow jak to pieknie brzmi 
Choróbsko odpuszcza powoli bo gardło już nie boli, ale jeszcze katar...
Wojtek byl wczoraj i dzisiaj taki aktywny, ze chyba tam dyskoteke mial ;P
Kupilismy dzisiaj w biedro paczke pampersów 28 szt, w razie jakby braklo to tatusiek dowiezie nam
I tak bysmy mieli juz wszystko dla malego oprocz termometru,w listopadzie obkupię sie ja 
Zapomnialam dodac, ze zarejestrowalam sie na usg 3 i 4D III trymestru tez jak to ostatnio bylo z nagraniem badania na plyte. Efekt zalezy od samego synka jak zechce z lekarzem wspolpracowac 
I tak jestesmy zapisani na 30 pazdziernika na 11.20
Czas ucieka wiec szybko zleci 
mam 14dc no i owulacja chyba była wczoraj albo przedwczoraj,, albo już sama nie wiem kiedy
w każdym razie do tej pory miałam ostrzegawcze kilka dni lekko ciemniejszych kresek a potem owulacyjna kreska była mega mocna i jednoznaczna
teraz praktycznie cały czas było bez kreski no i te dwa dni to pierwszy dzień (przedwczoraj) była mocna ale nie dodatnia i wtedy na całe szczęście dorwałam m, a następny dzień (wczoraj) jeszcze mocniejsza ale też nie taki plus jak miewałam, kolejny dzień czyli - dzisiaj -kreski już nie było- była prokreacja i to by chyba było na tyle. Mam nadzieję że owulacja nie wydarzyła się przedwczoraj (tzn jajeczko mi przedwczoraj nie pękło, no bo by było za późno z tym sexem-teraz już nic nie wiem). W sumie wczoraj w nocy/dziś nad ranem czułam dziwne bóle, które mogłabym uznać za owulacyjne. Odstęp między sexami wynosił 48h więc zadanie uważam za wykonane (pod warunkiem że testy LH są OK)
Przydałoby się iść jutro na monit. Może się jakoś ogarne i pójdę
Kochane..niniejszym informuję, że Minionki są juz na świecie. ..
Urodziły się poprzez cc o 21.15
Mąż je widział, ja jeszcze nie ale jak tylko dokładnie mnie posprawdzaja po cięciu to położna mnie do nich zawiezie. Godzinkę po urodzeniu, jak był u nich mąż to pediatra upewnial się czy aby na pewno to nie pomyłka ze maja 24+4 bo są większe i bardziej rozwinięte. I póki co rokowania są dobre. Mam nadzieje ze takie pozostaną i wszystko będzie dobrze iść do przodu. Maleństwa są maluuutkie. Wyglądają jak dwie laleczki. Jak wszystko będzie fobrze z nimi i ze mną to już nawet od jutra można je będzie kangurowac. Zarówno ja jak i mąż ! Ale kurcze, są takie malutkie ze będę się bała je wziąć na ręce. Za to taakie słodkie ze aż brak słów.
Boooze co to była za jazda. Koszmarek. OK 17.30 przyjechał mąż z moja mamą. Przywieźli mi moja wymarzoną sałatkę z makaronu oraz sajgonki. A także urodzinowy torcik bo mama 4.10 ma urodziny. O 18 poszlam siusiu i na papierze pojawilo sie wiecej pomaranczowe wydzieliny i sluzu. Pokazalam poloznej..piwiedziala zeby dzwonic w przypadku skurczy lub krwawienia. No i tak sobie leżałam i rozmawialiśmy aż ok 19 zaczęłam coś czuć. Taki lekki dyskomfort i zaczęłam dopytywa się mamy i męża jakie to są te skurcze. Czy bola czy to tylko taki dyskomfort. Dyskomfort się zwiększał zadzwoniłam wiec po położna. Przyszła. .obracał mnie i zaczęła mierzyć częstotliwość skurczy. Były tak co 5-7 minut po 30 sek. Po pół godzinie monitorowania dotykiem skonsultowala się z lekarzem i postanowili założyć pas monitorujący skurcze. Jak czułam skurcz miałam wciskać guziczek. Wytrzymałam 4 serie bo strasznie zaczęło boleć a w miedzy czasie lekarz juz był gotowy do badania. Wysylalam męża z mamą do domu ale stwierdził że woli poczekać i zobaczyć jak się sytuacja rozwinie. I dzięki Bogu...sama bym chyba że strachu zemdlala. No i zawiezie mnie na łóżku do pokoju gin, wstałam, ściągnęłam gatki i wyleciał ogromny skrzep. Brrr ze strachu zaczęłam się trzasc i tak już się trzęslam aż do 23. Wzięli mnie na porodówke na obserwacje i zatrzymanie skurczy. Podczas badania ręką okazało się jednak ze mała ma rączkę prawie na wierzchu. No i szybko zabrali się do Cesarki.
Sama cesarza nie bolała ale byłam tak przerażona ze hej. Jak wyciągnęli maluchy to bałam się spojrzeć bo obawiałam się ze coś jest nie tak. Dobrze ze cały czas był przy mnie mąż i mnie zgadywal, uspokajal, glaskal po głowie..
Uuff juz po wszystkim.
Teraz leżę z laktatorem u cyca bo będziemy stymulować mleczko dla Minionkow.
Dziękuję ze jesteście i trzymać kciuki. Buziaki!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.