1 dc, zaczynamy odliczanie 
15.10 godzina 15:30 pierwszy monitoring przed inseminacją 
W tym samym dniu wizyta u ortodonty.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2015, 12:51
Kilka dnia było spokojnych,aż balam się,że coś jest nie tak. Ale to dopiero 23 TC więc te ruchy mogą być nieregularne, rządsze tym bardziej, że mam łożysko na przedniej ścianie, a wtedy ruchy są podobno słabiej odczuwalne. Ale wieczorem Synek dał znać, że wszystko z Nim ok. Tylko ją zastanawam się dalej nad imieniem. Od początku miał być Michał, po tacie M. Teraz MO coś nie pasuje do niego. Chodzi za !mną Filip, ale wiem, że M. na pewno byłoby Milo gdyby pierworodny miał po dziadku imię. No nic, musimy się nad tym poważnie zastanowić. Ja czuje się dobrze, odpoczywał dużo, głowa boli jeszcze co jakiś czas, ale pociesza się, że niedługo już nas tu nie będzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2015, 12:20
26t5d
No więc dziś nadszedł ten dzień, kiedy to poszłam zgłosić się do szpitala, do którego miałam skierowanie. Wybrałam się bladym świtem tak, żeby Mąż z Córą podwieźli mnie jeszcze przed wyjazdem do szkoły, skutkiem czego w szpitalu stawiłam się o 7:15.
Czekałam na lekarkę z patologii ponad 2h, żeby rozmowa trwała minutę i miała wydźwięk "spadaj nam z oczu, bo i tak Cię tu nie chcemy" - czyli nawet Cię nie zbadamy, nie mówiąc o przyjęciu na oddział. Idź sobie do szpitala, w którym rodziłaś S., tam jest poradnia patologii ciąży i jeśli będziesz chciała u nas rodzić, a będzie wskazanie do cesarki, to przyjdź do nas ok. 34tc i wtedy Cię zakwalifikujemy.
Takiego wała! Nie będę rodzić w tym szpitalu! Ba! Moja noga tam więcej nie postanie.
Tak wyszłam stamtąd wkurzona, że przydreptałam ponad 2km na piechotę do domu, żeby ochłonąć.
Poradnia patologii ciąży w tym drugim szpitalu bez zapisów, więc w poniedziałek czeka mnie tam wielogodzinne warowanie. Najs 
W ramach odreagowania spałaszowałam właśnie 3 parówki. Rzadko jadam, ale ten spacer wzmógł mój apetyt i miałam wizję takiego pysznego hot-doga ... ale w mijanej budce się nie odważyłam takowego zakupić. W domu więc rzuciłam się na parówy. Humor od razu lepszy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2015, 11:25
8 tydz.,4 dz.

Kryzys. Wróciłam z pracy, padłam i rycze jak małe dziecko. Co zjem to mi niedobrze, gdy nie zjem jest mi niedobrze plus słabo,ze ręki podnieść nie mogę. I ta ogromna bezsilność... Sama nie wiem jak ja to zrobiłam,ze dojechałam dzisiaj do domu. Wczoraj pomogły mi wymioty, ale dzisiaj jakos sie nie pojawiły i juz sama nie wiem cz tak nie byłoby lepiej. A pracowac trzeba... Amerykańskie prawo, jesli chodzi o kobiety ciężarne, nie rozpieszcza i oferuje jedynie 12 tygodni wolnego ktore obejmuje cały okres ciążowy jak i poporodowy. Czyli jesli wykorzystam wolne teraz, bede musiała prosto ze szpitala biegnąć do pracy
tak wiec musze sie przemęczyć jeszcze bynajmniej jutro i nareszcie dwa dni wolnego.
Wczoraj mąż wkurzył mnie tak bardzo,ze sie rozpłakałam! (Tak, tak. Płacze teraz z byle powodu.) kiedy go poznałam posiadał jedno bardzo drogie hobby: kolekcjonowanie unikatowych butów sportowych, z których każda para nie kosztuje mniej niż $150. Moze to nie aż tak duzo ale jak na cos co NIGDY nie ujrzy światła dziennego, bo ZAWSZE leży głęboko schowane w pudełku, to trochę duzo... Wiem,ze od około roku marzy o jednych butach ktore maja pojawić sie w lutym, a że w styczniu ma urodziny wiec pomyslałam,ze to byłby świetny prezent urodzinowy. Od jakiegos czasu takze wspominał pół żartem pół serio o butach, ktore miały wyjsć w tym miesiacu, a dokładnie wczoraj. Najpierw wymyślił,ze idzie stać z kolega w kolejce (w kolejkach tych stoi sie zazwyczaj od wieczora dnia poprzedniajacego sprzedaż tychże magicznych butów), ale ze względu na okropna pogodę został w domu. Rano odprowadził mnie na autobus i... poszedł stać w kolejce! A kiedy wkurzylam sie bo miał tych butów nie kupować, bo mamy teraz wydatki i dziecko w drodze, to stwierdził ze i tak nie było jego rozmaru
pozniej jak znowu na niego nakrzyczalam,ze jak bardzo nieodpowiedzialny jest i ze zachowuje sie jak nastolatek to oświadczył, ze je odeśle jak tylko je dostanie bo w koncu zamówi je przez internet!!! No debil! 35-letni cholerny nastolatek!!! Wasi mężowie tez Was tak wkurzają?
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2015, 04:07
Czas po poprzednim transferze pamiętam doskonale jak dziś.
Codzienna zmiana i huśtawka nastrojów. Raz, że na pewno się uda, za chwilę, że się nie uda, nie ma szans. I tak w kółko. Trochę to pewnie przez hormony a trochę przez głowę, która też ten cały stres musi jakoś przeżyć, jeszcze normalnie pracując i w pracy nie pokazując po sobie nic a nic.
dziś na przykład wkręciłam sobie nad ranem, że do crio nie dojdzie bo...dostanę przed transferem okres! nie wiem czy to w ogóle możliwe i czy komuś się przytrafiło ale takie oto głupie myśli jak widać mnie atakują.
Jutro zapodaję sobie relanium, więc powinno być lepiej 
Tak tak jutro genetyczne badania na 11.30 cieszę się że popatrze na Okruszka będzie ze mną mąż już się cieszy wziął wolne specjalnie na to wydarzenie...
Moje samopoczucie ok bóle kości ogonowej nie dają mi spokoju ale d początku.
Opis wizyty:
Przyjechała po nas moja kochana mama ( Noe teściowa broń Boże ona grzala tyłek w Grecji
) Jakoś od rana dopisał mi humor czulam nerwy ale również dziwny spokój ze wszystko jest ok mama jeszcze krążyła po Łodzi zalatwiajac jeszcze swoje sprawy oczywiście zawsze tak robi za jednym zamachem a co tam... Wybija 12:20 więc nie za przyjemnym tonem mamo już jestem spóźniona a my na drugim końcu nie lubię się spóźniac przecież wiesz a zawsze jak jadę z Tobą jestem spóźniona wszędzie.... Dziś miałaś mi poświęcić 2h czasu.... Zła na cały świat z obrażona mina siedziałam i gadalam do Marcela mama podrzicala jakoś temat ale szybko ja zbywalam przecież byłam zła....
W końcu o 12:50 dotarłam do lekarza nie było nikogo uśmiechnięta dr zaprosiła mnie do gabinetu i wtedy cos mnie trafiło ręce zaczęły dygotac głos się zalamywal dr pyta mnie o samopoczucie ale jak zobaczyła jak wyglądam blada i rotrzesiona kazała zaraz iść oproznic pęcherz i do badania pogadamy po usg... Przytaknelam grzecznie.. leżanka usg serce wali jak młotem i widzę wzrok dr który mówi jest dobrze od razu odwróciłam i monitor jest serduszko proszę zobaczyć tak biło pieknie mały czlowieczek ruszal się szybko zwinnie poprosiłam o foto lecz dr mówi że u niej średnie wychodzą mam zmieniać termin genetycznych z 13.10 na 6.10 bo dzidzi nam nadgonilo 2 tyg prawie i jestem w 12 tc z pomiarów równo więc się jeszcze zalape... Dzwonie już z gabinetu lecz dr już nie ma miejsc fuck już się miałam rozbeczec a co mi tam tak bardzo chciałam wiedzieć czy z dzieckiem ok ze nie ma wad itp. Pani dr chwycila za swój tel czesc w Twojej klinice mi powiedzieli ze nie ma miejsca dla mojej pacjentki na genteczne yyyhy dobrze 6.10 godz 11:30 Paulina może być ja z uśmiechem od ucha do ucha kiwam ze tak.. No to do zobaczenia jak coś dzwon .....
Czym się Pani martwi załatwione... Kocham Panią Pani dr wymsknelo mi się a na jej srogiejt twarzy zawsze bez emocji uśmiech od ucha do ucha oj Paulina nie trzeba było ale trzeba Pani dr dzięki Pani noszę w sobie ta kruszynke to Pani uratowałam nas przed kolejną porażką potraktowała od początku jako swoją pacjentke wypisala refundowany clexan a mię musiała ( 10 zastrzykow 115 zł na 100%) teraz płacę 18 z groszami.... Jest Pani aniołem czy przyjmuje Pani dr w jakimś szpitalu nie odpowiedź słyszę szkoda chciałabym by Pani odebrałam oj poród ale nie martw się będziesz rodzić w prywatnym szpitalu będę przy Was jak to mnie nie stać jest Pani dr 5000 zł ( bo takie są ceny) żadne pieniądze Paulino na NFZ..... Rozbeczalam się usciskalam ja i dziękuję każdegod nią Bogu ze trafiłamd o niej przez przypadek nie wiedzialam jakim jest lekarzem wtedy mało mnie to obchodziło chciałam wiedzieć skąd krwawienie tzn plamienia i czy z dzidzia ok.....
Wyszłam zaplakana ale szczęśliwa... Rozmawiałyśmy o bólach w posladkach i kości ogonowej no niestetyt o jakieś tylne spojenie lonowe boli jak chodzę czy leżę długo bądź siedzę będzie bolećp rzy okazji już stawia się macica więc do dupka clexanu leku na tarczyce e coś tam acardu dołączam Wit d3 magnez 400 oraz Wit prenatalne 2 trymestr... Rany jak tego dużo oeaz dwie lyzki dziennie oleju lnianego na zimno tloczonego ....
Mama jak mnie zobaczyla zalana lzami od razu nie dziecko tylko nie to proszę nie mów mi tego najgorszego ... Ja jej kiwam głowa a on gorszy lament wyskoczyła dr i mówi jej ze wszystkod dobrze a ta na mnie to czego beczysz zła była ze szok
a ja no już chocmy wszystko Ci opowiem. Po tel od męża bo już dzwonił do mamy chyba z 5 razy opowiadam mu wszystko słyszę wzruszenie i odpowiedź Kocham Was pogadamy w domu to płakać nie mogę... Patrzę na mamę a ona szlocha prowadząc auto pytam czego beczysz co? ( z przekąsem oczywiście) bo jestem szczesliwab wee misc drugiego wnuczka lub pierwsza wnuczke dobrze trafiłaś na dr .... Ja yhy....
Po powrocie do domu byłam happy zrobilam obiad czekałam na męża zjedliśmy spacer rozmowy.... Od tamtej chwili jestem szczęśliwa spokojna wierzę teraz ze przytule mojego skarba w kwietniu....
Dobra czas wstawać Marcel już się kręci czas na leki... Całuje
Staram się myśleć pozytywnie ale coś się zawsze przyplącze... W piątek widziałam się że swoim siostrzeńcem a wczoraj się okazało że ma ospę. Miałam już ospę i to mi nie grozi ale kobieta w ciąży może się zarazić półpaścem. Siostra miała coś takiego w ciąży i wiem że to jest groźne dla maleństwa ale wole nie czytać czym to grozi dokładnie. A dodatkowo mam od wczoraj biegunkę, boję się troszkę...
Ciąża rozpoczęta 21 sierpnia 2015
dziś 15dc
w 13 i 14dc testy owulacyjne wyszły pozytywne. Sreduszkowaliśmy w te dwa dni, a teraz niestety wyjeżdżam na 5 dni w delegację... Szkoda bardzo, bo powinniśmy serduszkować jeszcze...
Dziwne jest to, że owulacje mam niby tak wcześnie (cykl średnio 28-31 dni) - może tak mam zawsze? To pierwszy cykl z testami ovu. Chciałabym żeby się udało.
W sumie zawsze intensywniej staraliśmy się w połowie cyklu, a teraz trochę wcześniej - może ta zmiana zaowocuje 
Tak bardzo bym chciała...
Temperatury nie potrafię mierzyć i nie mam na to czasu, śluzu tez za bardzo nie zbadam
czy tylko ja tak mam, że nienawidzę sama sobie tam czegoś wkładać
buuu no chyba, że jeszcze długo się nam nie uda, to się przemogę, ale na razie pozostanę przy testach ovu.
18 dzien zycia Ariany ,
Mamy sie dobrze bylismy rodzinka na pierwszym urlopie - dwa dni nad woda, spacery, i dobre jedzonko. Wyjazd zrobnil nam dobrze,nawet tata sie odprezyl:-) ja tez mam sie dobrze. W srode ide pogadac z pracodawca o moim maciezynskim,ciekawa jestem ile czasu maciezynskiego biora inne mamusie. Ja mysle o roku-albo polroku i powrot do pracy na jeden-dwa ein . zobaczymy jak na moja propozycjie zareaguje pracodawca.
Aha dzisiaj mam urodziny
Dzieki dziewczyny! Faktycznie przez weekend of zmienilo mu uwlke 3 x co prawda z 9 na 8dc a dzisiaj znowu wrocilo na 9:-P ale jestem juz spokojniejsza bo wczoraj w koncy testy cos pokazaly...zamiast ledwo widocznego cienia cienia byl juz wyrazny cien
jakis maly sukces. Zobaczymy jeszcze jak dzisiaj bedzie 
CIezko bylo dzisiaj wstac. W weekend bylismy ze znajomymi na mazurach. Tam juz nawet wrony zawracaly i psy szczekaly...no wiadomo czym
ale za to jakie cudne miejsce.. stary folwark. Wlasciciel wykupil 25ha ziemi naokolo i jest jedna wielka pustka. W sumue smialismy sie ze ten dom jestbna takim odludziu i zwykle tak sie zaczynaja wszystkie horrory. Grupa znajomych chce spedzic milo czas ale cis zaczyna sie dziac i po koleu gina albo znikają albi znikaja i gina 
no nic byli super troche sie zresetowalismy. Przydalby sie jeszcze jeden dzien ale niestety back to work.
Milego szybkiego poniedzialku dla pracujących a milego leniwego poniedzialku dla pozostalych 
Chyba znów nici z tego, czuję że @ się zbliża choć jeszcze tydzień do tego huj....wego dnia !!! Dlaczego ??????????????????
Robiłam krzywą insulinową i wynik mam taki:
glukoza na czczo: 99,7
po godzinie 125,6
po 2 godzinach 108,2
insulina przed obciążeniem 9.64
po godzinie 74,85
po 2 godzinach 61,54
Umiecie to zinterpretować ?
31t4dz
Robiłam dzis z rana badania. Istnieje podejrzenie, że mam cholestazę ciążową... Strasznie swędzą mnie ręce i nogi, w dodatku mam na nich okropną wysypkę. Oby to była jednak alergia... Wyniki po 16. Jak ja wytrzymam...
Witam spowrotem dziewuszki,
W tym cyklu bez żadnych tabletek, długa przerwa odpoczynku
Jakis tydzien po wywołanym okresie przez tabletki dostałam plamień
18,19.20 dzień cyklu, żywa krew bez skrzepów, była tylko w środdku w pochwie i malutko na papierze, od tego czasu głowa mnie boli codziennie ,i ciagle glodna jestem, nie wiem co to było,.
Owulacja? Ale az tyle dni plamić, pozatym jajniki mnie bolą do tej pory na przemian, i mam lekie skurcze podbrzusza i wzdeia
Dla mnie to dziwne bo przeciez tabletek nie brałam a ponic moj organiz nie produkuje chormonow.
Modle sie zeby to byla fasolka,testu sie boje....
Aaa..i po tym plamieniu miałam jakis dziwny czop jaky biały jak galareta, i teraz mam raz rozciagliwy ale wiecej jest białego śluzu....
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2015, 10:05
29 tc (28t3d)
Od kilku miesiecy czekalam na ten tydzien. Tydzien, w ktorym po raz ostatni postawie swoja spuchnieta ciazowa stope na wykladzinie mojego biura
Przerabialam to myslami po sto razy - i wyglada na to, ze wreszcie sie doczekalam. To juz ostatnie dni na pokladzie szalonej lajby, juz niedlugo poranki beda wygladac zupelnie inaczej.
Czego sie nie spodziewalam? Przede wszystkim myslalam, ze wszystko bedzie zupelnie inaczej zorganizowane. Dostane jakas kartke na odprawe, na ktorej napisza mi co mam zostawic, gdzie sie zglosic itp. Wolne zarty. W koncu wszystko zostaje po staremu - komorke mam wziac ze soba, komputer tez... Niech im bedzie, i tak go rzuce w kat po przyjsciu do domu i odpale tylko na bardzo widoczne blagalne prosby wysylane systemem dymnym 
W weekend moja zlosc na S wyparowala, glownie za sprawa bukietu kwiatow czekajacego na mnie w domu w piatek, naprawienia kuchenki przez S i wywalenia kumpla na miasto samego na ponad pol dnia pod pretekstem zalatwienia roznych waznych spraw zwiazanych z domem i przeprowadzka, co faktycznie dalo nam chwile, by odetchnac i zastanowic sie nad planami na ten tydzien. Co do tej kuchenki - tutaj szczegolnie jestem z mojego S bardzo dumna
Tyle razy probowalismy i palnik ani drgnal, a tu jednak sie w koncu udalo. Moj maz ma jednak glowe na karku - no i mial teraz calkiem niezla motywacje
Szczegolnie, ze wczesniej zachowalam sie jak lisica i poprosilam o zerkniecie na kuchenke tego jego kumpla, ktory do nas przyjechal - kumpel (doktorat z fizyki) ocenil, ze sie nie da, ze palnik jest przyspawany do czegos... a tu moj S chwile pozniej sie zmobilizowal i pokazal koledze ile jego rady warte
Sam rozkrecil kuchenke, naoliwil i przetarl palnik, no i naprawil
Yeeees! Swoja droga co to za inzynier z tego kumpla, co ma doktorat, a na niczym sie nie zna (matematyki nie lubi, a jest fizykiem. Praktyczna wiedza (jak widac) mniejsza od wiedzy mojego mezusia, ktory jest prawnikiem. Z kolei IQ testy do UE poszly mu gorzej niz mnie...
)
Ten kumpel S, to w ogole jakies indywiduum. O dziewczynie w 24 tc mowi, ze gruba jak beka, i ze moglaby trzymac linie w ciazy tak jak ja a nie zrec na potege jak swinia (co, patrzac na zdjecie jego dziewczyny - Brazylijki - faktycznie jest prawda, ale moglby sie od takich komentarzy jednak powstrzymac
) O dziecku, ze nic do dziecka nie czuje i ze az mu glupio, ma nadzieje ze cos poczuje w momencie narodzin... Widze ogolnie olbrzymia roznice - moj S chce chodzic ze mna na zakupy, wybierac ciuszki dla dziecka, sam z siebie umawia lekarza i towarzyszy mi na kazdej wizycie, zapisal nas na szkole rodzenia, zaaplikowal o prace z domu... A ten tutaj nie bardzo nawet wiedzial ktory to miesiac ciazy tej jego niuni 
Weekend przetrwalam w miare spokojnie, z jednym "ale". W sobote postanowilam ugotowac kolacje dla wszystkich. Wyslalam S i kumpla na zakupy, potem na rowery... a sama wzielam sie do dzialania. Wszystko wyszlo ok (o dziwo nic nie przypalilam, nie poparzylam sie itp.), zasiadamy do kolacji, mezczyzni chwala moje poczynania kulinarne, pierwszy kes... po czym kumpel S nagle sie krzywi... Krzyczy "o f...k". Spanikowalam, ze jednak cos jest z jedzeniem nie tak... Ale okazalo sie, ze po prostu rusza mu sie zab
No i uparl sie ze juz, natychmiast, w sobote wieczorem musi jechac do dentysty. Dzwonimy do szpitala, dyzurujacy dentysta wlasnie poszedl jesc kolacje. Przelaczyli nas do niego na komorke, gosc byl wsciekly jak nie wiem bo musial przez niego wrocic do szpitala... S zamowil kumplowi taksowke, pojechali razem na pilna wizyte... no i koniec koncow moja pyszna kolacje zjadlam sama
Juz drugi raz nie odwazylam sie gotowac
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2015, 11:06
30 dc,nie wiem co sie dzieje ale wczoraj pochlanialam jedzenie jak odkurzacz. Juz 1kg do gory. No i czego tak? Dzis musze sie wziac za trening, nie mam wyjscia. Ok 3 miesiecy nie cwiczylam ale znow zaczelam ok 2 tyg temu. Spac mi sie chce okropnie dzis.
Juz pocwiczone a wieczorem moja kochana dahn joga.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2015, 14:22
Jak dobrze, że ktoś wymyślił pracę. Dzięki niej przetrwałam i musiałam wziąć się w garść. Troszkę się pozbierałam przez weekend i wracam by dalej walczyć. Ale niestety coś się chyba we mnie wypaliło i z każdym kolejnym miesiącem jest we mnie coraz mniej wiary, że ta moja ciąża w końcu się powiedzie.
Podobno jak bardzo się czegoś pragnie to się spełnia, u mnie chyba jest zupełnie odwrotnie. Zawsze tak było, że jak na czymś mi zależało, na coś się nastawiłam, to musiałam się szybko i boleśnie rozczarować. Tak sobie myślę, że chyba bardziej prawdopodobne jest to, że polecę na Marsa niż to, że tak porostu zajdę w ciążę. Wiele mogę zmienić w swoim życiu, mogę zmienić pracę, mieszkanie, wyjechać za granicę, pewnie jak bym się zawzięła to pojechałabym w podróż dookoła świata, a nie mogę zrobić nic by mieć dziecko, na powodzenie moich starań i zabiegów nie mam żadnego wpływu. To jest takie strasznie denerwujące, ta cholerna niemoc i bezsilność.
Inseminację oczywiście bierzemy pod uwagę. Czytałam, że do inseminacji powinno być. przynajmniej te 4% prawidłowych plemników, żeby miała szanse na powodzenie a mój mąż ma 1%. Pewnie wcześniej czy później ją zrobimy, żeby nie mieć poczucia, że czegoś nie spróbowaliśmy. W środę mój kochany ma usg jąder i wizytę u urologa. Bardzo bym chciała, żeby dało się coś zrobić, żeby chociaż odrobinę nasienie poprawić, ale na nic się już nie nastawiam. Muszę przygotować się na złe wiadomości, żeby być silną i nie rozpaść się później na miliony malutkich kawałeczków.
Co do mojego wieku to wiem kochana Sosenko, że 31 lat to może jeszcze nie tragedia. Tylko, że moje AMH wynosi 1,56 gdzie norma dla mojego wieku to 0,67-7,55. Wyniki świadczą o obniżonej rezerwie jajnikowej i być może za jakiś czas nie będę już w stanie wyhodować jajeczek zdolnych do zapłodnienia. Stąd moja presja, obawa i zwątpienie. Czas na pewno nie jest moim sprzymierzeńcem.
Mam za sobą okropny weekend. Byliśmy na imieninach u mojej Mamy. Oczywiście nie obyło się bez głupich pytań ciotek, kiedy w końcu postaramy się o dziecko. Boże, jacy ci ludzie są tępi, do kwadratu. Mąż strasznie się wkurzył. I jeszcze te podwójnie głupie pytania, dlaczego Mąż nie pracuje. Po co Mu ta przerwa. Miałam na końcu języka, że PO GÓWNO!!!!
Moja Mama nie pyta o te rzeczy. Myślę, że się domyśla w czym problem, i że się leczymy, więc cierpliwie czeka. Jeśli zapytałaby, to powiedziałabym jej bez wahania, że są problemy. Ale takim ciotkom, które widzę dwa razy w roku, nic do tego. Nie rozpowiadamy po rodzinie nie tylko o problemach z dzidziolem, ale ogólnie o niczym. O tym, że Mąż nie pracuje musiał się wygadać mój Ojciec.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.