34+4
38 dni do porodu.
Z odczuć jakie ostatnio mi towarzyszą to jakieś napieranie na odbyt, które sygnalizuje "kupa", robię 2-3 razy dziennie, a czasem idę do toalety i w sumie uczucie odchodzi.
Dziś na SR była pielęgnacja noworodka. Jakoś nic nie sprawiało mi problemu, nie czułam się niepewnie w tym co robię, jakoś takie to wszystko dla mnie oczywiste i bezstresowe. Dziewczyny tylko mówiły "ojejku, to trudne nawet " 
Wszystko się sypie, wali, łamie, leci na łeb na szyję. Z każdej strony problemy, kłopoty, cierpienie bliskich. Mój limit na szczęście się już po prostu wyczerpał...
12t0d
Dziś była kolejna wizyta u ginekologa.
Widziałam swojego okruszka. Wiercił się, machał rączkami i nóżkami, cudne to było, piękne widoki 
Moja mała wiercipiętka ❤
16t2d
Piątek
Czuję się mizernie. W nocy nie mogę spać, rano nie mogę się dźwignąć, wciąż miewam mdłości (wieczorem dramat), czuję jak macica się rozpycha, a wnęczności (w tym płuca i żołądek) mają mniej i mniej miejsca na swobodne funkcjonowanie... No i boli mnie gardło. Od tygodnia. Nic nie pomaga. Marudzę. Wiem. Ale czuję zniecierpliwienie z powodu złego samopoczucia, które z niewielkimi przerwami utrzymuje się od lipca. Zadziwiało mnie zawsze, jak niektóre kobiety mogą lubić być w ciąży. Ja nie lubię. Nie lubiłam nigdy. Nigdy nie polubię. I definitywnie jest to ciąża moja ostatnia. Amen.
Byłam dziś na wizycie. Małe rośnie. Obecna szacowana waga to 151g. Niestety mam e.coli w pochwie, w związku z czym dostałam antybiotyk. Po raz kolejny usłyszałam: "raczej dziewczynka, ale głowy nie dam". Jako że jeszcze nigdy nie padło "raczej chłopiec" zaczynam się powoli przyzwyczajać do myśli, że będę matką dwóch córek. Majki i Matyldy. Wprawdzie powierdzenie pewnie dopiero za 3 tygodnie (na usg genetycznym), do tego czasu pewności mieć nie będę... Ale Matylda została zaplanowana jeszcze długo przed jej poczęciem
Jakże by mogła być chłopcem?
Poza tym oficjalnie wczoraj ogłosiłam radosną nowinę swojemu szefostwu. Zareagowali bardzo pozytywnie. Mam oficjalną zgodę na pracę z domu, kiedy tylko mi się zechce (prawdę mówiąc pracuję z domu sporo, ale oficjalnej zgody nie miałam). No i dobrze. Wobec tego popracuję jeszcze jakiś czas. Z powodów finansowych nie opłaca mi się zupełnie iść na L4. Poza tym zwyczajnie jeszcze mi się nie chce. Może do końca roku? Zobaczymy...
A tym czasem prezentuję brzuch w 17tygodniu:

23 dc.
PMS jak nic.
Smuteczek.
Było dobrze. Naprawde, przecież dobrze się trzymam. Bo i czym sie tu przejmować? Jak to cały świat mi mówi: jesteś młoda, zaraz będziesz w ciąży, w sumie to już powinnaś być, ale spokojnie, na pewno za chwile. Ehe jasne. Już za moment przez zapylenie.
Jestem taka zmęczona... Nie wylewam już tylu łez, nie mówie już tak dużo o naszym problemie. Tylko, że niepłodność tak mocno zakorzeniła się w mojej głowie, że byle bodziec potrafi rozbudzić mój uśpiony strach. Tak jak dziś.
Dzisiaj zajrzałam na jeden z pamiętników z nadzieją, że wreszcie się udało. Niestety, kolejna próba nie przyniosła upragnionego rezultatu. A co jeśli ze mną też tak będzie? Co jeśli po operacji i tak nie będziemy mogli zajść w ciąże? Od tego "co jeśli" można oszaleć. Wiem wiem, należałoby dać sobie na wstrzymanie, tylko łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić. Momentami zupełnie sobie z tym nie radze.
A tymczasem...
Znalezione na pewnym forum. Autorka kolebeczka:
" 1.
wciaz „nie ma kolebeczki”
wciaz „nie ma poduszeczki”
a ja nadal nie chce wierzyc
ze nie bedzie
nad polami rój bocianów
na ulicach wózki wszedzie
i madonny w cieniu drzew
karmia piersia jak
na starych plótnach
piekny widok
a ja jestem smutna
2.
bo jesli patrzec w serce
albo ciut ponizej
tak tu jakos pusto
i sie nie zanosi
cóz- pozostaje wierzyc
cóz- pozostaje prosic
o bez bocianów pola
o bez wozków ulice
bez „taka Boza wola” porad
bo nic
tylko krzyczeć"
11dc
Mam dzisiaj jakiś taki mega dobry humor.. Wszystko toczy się jakby samo, jakby nie potrzebna była moja pomoc, a ja chodzę i cieszę się do wszystkiego dookoła.. W parku do przechodniów, nie drażnią mnie wózki z małymi dziećmi, ciężarne, które jak co dzień kręcą mi się przed oczami.. Nawet w ogromnej kolejce w sklepie cieszyłam się do ludzi.. I ta moja radość chyba zaraziła jedną młoda parę.. I tak oto pogadałam sobie z obcymi ludźmi o niczym, ale mega miło było, przynajmniej kolejka nie wydawała się taka nużąca jak zawsze:)
Do tego odebrałam dzisiaj morfologię i żelazo, morfologia w miarę, ale żelazo piękne, już dawno takiego nie miałam, zatem czas pożegnać się z kocykiem i kanapa i brać się za robotę, nie ma anemii, nie ma wymówek:)
Serducho było rano i znów nie umiem określić śluzu.. Chyba lepki, taki zaznaczam. Test owulacyjny dodatni, szkoda bo G. na wyjeździe i jutro serducha nie poprawimy:(
Dzięki dziewczyny za wsparcie:)
Kolejny dzień mija a ja czuję się jakbym była gdzieś indziej to wszystko jakoś do mnie nie dociera. Ciężko mi że kolejny cykl trzeba czekać. Dla wszystkich to takie proste, zobaczysz co będzie za miesiąc nie przejmuj się przecież tak może się zdarzyć, że nie każdy cykl jest owulacyjny. Tak wiem ale dla mnie to trudne. Bo tracę nadzieję, że kiedyś będę trzymać w ramionach swego wyśnionego Aniołka.
Jestem juz w domku.
Maz zdazyl jeszcze po drodze sie sprzeczalismy w sumie to ja gderalam ze on zawsze wszystko na ostatnia chwile,on sl=kwitowal to tak ze i tak bedziemy jeszcze czekac i tak...i tak bylo 
Wszystko dobrze ufff:)
Lekarz mnie zbadal powiedzial ze szyjka jest taka jaka byla
a jak byla juz nie powiedzial pobral odrazu wymaz i zrobil usg najpierw dowcipkowe ogladna szyjke i znowu powiedzial ze jest dobrze
a ja glupia psitka sie juz nie zapytalam ile ma ta szyjka wkoncu;/ i zrobil na usg zeby luknac na mala:) serduch Niuni walilo
odrazu banan ma twarzy u mnie i u meza:)przy okazji znierzyl mala
pokazal tatusiowi raczki nozki
i buzke:) tylko tak slabo bylo widac bo troszke przestarzaly sprzet na w tym gabinecie ale to malo wazne
A wiec z Lenki to juz spora panienka wazy caly kilogram:) a 28wrzesnia miala lekko ponad 700g:)
Co do boli to nie wiedomo skad sie wziely i czym byly spowodowane;/ jak lekarz powiedzialnajwazniejsze ze ta szyjka jest w porzadku. Dostalam na wszelki wypadek luteine i spasmoline mam brac po 2 tabletki dziennie i kolejna wizyta 19 pazdziernika 
Dziś był ważny dzień dla mnie i mojego męża
W ramach kampanii "Płodny Polak", która odbywa się w październiku w jednej z klinik, mój mąż zapisał się i zrobił badanie nasienia. Skorzystaliśmy z okazji i dziś troszkę się stresowałam, a on nawet chyba bardziej 
Wyniki są w normie i to jest najważniejsze!
Ja jestem bardzo zadowolona, bo jedną wątpliwość już usunęliśmy. Mój mąż też uśmiechnięty, bo razem z wynikami podniosło się jego ego 
Teraz czas na mnie. Zapisałam się do ginekologa za 2 tygodnie i poproszę, żeby skierował mnie na badania hormonalne. Mam nadzieję, że jeżeli coś jest nie tak, a może tak być przez te tabletki, to do końca roku będziemy już wiedzieli jak działać.
Jakoś tak razem z jesienią troszkę przeprogramowało mi się myślenie o dziecku. Na każdego przyjdzie czas, być może jeszcze czeka mnie jakieś przyjmowanie hormonów? Być może nie trafiamy w dobry dzień bo coś źle interpretuję? A być może po prostu moja psychika jest tu problemem? Staram się nie myśleć o tym tak często, ostatnie dwa tygodnie były naprawdę luźne i sprowadzały się raczej do codziennego porannego odnotowania temperatury.
Stare dobrze znane "wszystko w swoim czasie" jest tu chyba dobrym podejściem.
A póki co 15 dc i owulacja jak myślę tuż tuż, maż poinformowany więc zobaczymy co będzie.
Udanego weekendu 
Żeby tradycji stało się zadość, słów kilka o dzisiejszej wizycie...
Ogólnie jest dobrze ale...
Jak zwykle pani doktor wita się szerokim uśmiechem i zawsze wstaje... Oooo... i patrzy na mój brzuch... No właśnie mąż mi powiedział wczoraj czy przedwczoraj, że brzuch rośnie z dnia na dzień i przytyłam na buzi... To od zatrzymania wody w organizmie... ale faktycznie się zmieniłam? Ja tego nie dostrzegam... może dlatego, że się codziennie widzę w lusterku... tak zmieniła się pani chociaż nie tak bardzo, zmiana nastąpi jeszcze w późniejszych tygodniach.
Ale fajnie będziecie mieć z tymi bliźniakami... Tak ale wie pani, że trochę tego wszystkiego to się boję. A maluchy będą mieć swój pokój? No tak ale na początku to z nami... no właśnie tak będzie najwygodniej, najlepiej mieć duży fotel z podparciami na bokach, żeby dobrze było karmić. Ten pokój jest duży więc się wszyscy pomieścimy. Jakaś rozmowa wyszła na temat mojego męża... skwitowałam, że dalej śpi na dole, ja na górze, przychodzi do mnie na 1-2 godz. Boi się, żeby mnie nie szturchnąć, kopnąć i tak to wygląda. No żeby potem angażował się, żeby na tym dole nie został, a pani sama z dziećmi. No takiej opcji to nie ma. 
Opowiadam o moich dolegliwościach z tego tygodnia... sapaniu ale z tym ma być jeszcze gorzej
... ale przede wszystkim o twardniejącym brzuchu... i w momencie wzrokiem pani doktor pokazuje mi fotel... stwierdzam, że teraz to mi zejdzie z tym rozbieraniem, ubieraniem, nie to co kiedyś... tutaj wieści dobre... szyjka długa, zamknięta, 3 cm. Jest dobrze. Badanie ręczne i usg z tym pomiarem. Następnie mój brzuch został osłuchany, czy serducha biją, biły jak dzwon. Ten mój brzuch twardnieć nie powinien i tutaj zestaw leków :
- luteina 2x2, a była tylko jedna dziennie, znów trzeba jej będzie tyle upychać tu i ówdzie
- lactovaginal
- chela mag B6 2x1
- buscopan 2(3) x1
Oczywiście się nie przemęczać i dalej czytać książki 
Zapytałam skąd ten twardniejący brzuch... jestem niskiego wzrostu, raczej drobna, macica się rozciąga, do tego maluchy są dwa... ba dwa ale rozwijają się książkowo i są w górnej granicy wagi. Czyli te moje są jakieś dorodne.
Oczywiście dobrze, że się tak rozwijają ale z większym obciążeniem dla mnie. Było jeszcze kilka argumentów... dlaczego tak, a nie inaczej... mam nie czytać i się tym nie denerwować. Uczucie mrowienia, takich ciarek na skórze też normalna rzecz. Aha i jeszcze mam zakładać buty niesznurowane
Aha... kolejna wizyta miała być na początku listopada... jednak wybłagałam pod koniec października... bo to by było dla mnie stanowczo za długo. Prawie cały miesiąc.
I co tam jeszcze... zapomniałam
Aha... pani doktor jak zawsze optymistycznie do wszystkiego podchodzi i dalej mówi, że wytrzymamy do 37 tygodnia. Nie wiem. Nie czuję w sobie takiego optymizmu jeśli chodzi o ten temat. Ale wiem jedno i to w jakimś momencie powiedziałam na głos... nauczyłam się od pani doktor jednej rzeczy... nie wybiegać w przyszłość w temacie ciąży. I tego się nieustannie trzymam. Także oby do następnej wizyty.
Ogólnie jak zawsze było sympatycznie... ogólnie jak zawsze musiałam trochę pomarudzić 
Ogólnie jak zawsze siedziałam z 20 min jak nie dłużej.
Czyli teraz tylko spokój mnie ratuje.
Łapię solidnego doła. Od rana, co chwilę jakieś kłótnie z mężem. Plany zmieniały się co chwile. Przyjechałam do domu sama bo mąż na 14 do pracy miał, miałam rozpalić w piecu. Nigdy tego nie robiłam, ale myślałam sobie, że to nic trudnego. Troche węgla, drewna i papieru. No cóż, przeliczyłam się. Kupa żelastwa mnie pokonała. W domu zimno jak cholera, dobrze, że chociaż wodę można w bojlerze zagrzać przez prąd. Rozwyłam się w końcu i tyle znowy było ze sprzątania. Właściwie wyje co chwile. Już prawie chciałam dzwonić i odwoływać jutrzejszych gości i urodziny spędzić w łóżku.
Przez ten pierdolony piec wbiłam sobie do łba, że będę kiepską matką.
Dziś mija kolejny dzień, już się trochę uspokoiłam, emocje opadły. Przemyślałam sobie wszystko na spokojnie i podjęłam decyzję, że muszę zrobić wszystko, żeby się udało. Nic nie jest tak ważne jak Nasze szczęście a nie mogę tylko patrzeć na siebie. W końcu mam męża i jego uczucia są tak samo ważne jak moje.
Info z wczoraj - 4t4d
Jesteśmy po wizycie.
Pęcherzyk na miejscu, wygląda ładnie i ma 7mm.
Luteina 2x1 profilaktycznie. Nie stresować się i w ogóle .. dotrwać do 22 października. Osiwieje ..
Mamy też 2 mięśniaki
ale Pani dr mówi - niczemu to nie zagraża. No to się nie przejmuję.
A teraz byle dotrwać i oby był zarodek. I serduszko. Potem na prawdę się uspokoję ..
Witam.
Po dzisiejszej wizycie u lekarza jestem hmm... pełna nadziei?? Może nie... ale mam tej nadziei w sobie trochę więcej. Jak nie na ten cykl, to na kolejne.
Bez zbędnych pytań doktor podeszła zaraz do badania i stwierdziła, że wszystko ładnie, a nawet jakby ciążowo, ale, ze do planowanego okresu jeszcze 5 dni to mam przyjść jutro na betę...
Jakoś się nie cieszę, podchodzę do tego z meegaa dystansem.
W poniedziałek jedziemy do Warszawy , a we wtorek wylatujemy do Egiptu.
Nie wiem co o tym myśleć...
tyle się dzieje... w nowej pracy ja najbardziej spoko.
Chyba odezwę się po wszystkim, jakoś nawet nie chce mi się pisać, nie bardzo wiem co.
tak... napiszę dłuższą notkę po wakacjach, jak ogarnę betę i jak zacznę nową pracę na dobre i wgl...
Trzymajcie się kochane :*
Przedszkolanka - na sen Zosi narzekać nie mogę, dla mnie jest super bezproblemowo. Jedynie w połączeniu z dziadkiem był hardcore. Twoja powiedziała mama i dzisiaj już nie chce, a moja się wczoraj śmiała i też dzisiaj już nie chce. Osiwieć idzie 
Gosiu no właśnie, kiedy to zleciało? Potem będziemy mówić młodym matkom "ja już nie pamiętam jak moje było takie małe"
Zwłaszcza że Pola i Zosia do filigranowych nie należą ;)Pan z pogotowia jak Zosie zobaczył powiedział "co tam Klucha?"
Magic dziękujemy za życzenia :* Jak tam Lilcia, najsłodsza z naszych majówkowych ślicznotek??
Nie wiem jak tam będzie z rozwiązaniami, bo teraz to już nic nie wiadomo. Wyszło na to, że całe szczęście, że go do tego szpitala wysłałam mimo, że nie chciał, bo byłoby już po nim. W sumie myślałam, że mu tam jakiś płyn z brzucha wyssą i podłączą kroplówkę. Jak przyszliśmy szukać dziadka w szpitalu okazało się, że jest świeżo po operacji, nawet nie będę opisywać co to było i co mu zrobili, grunt że bez tego pewnie jutra by nie dożył. Nie żeby to dużo zmieniało, bo wyrok nad nim już zapadł, dziadek ma lat 85 i mówimy tu o dniach/tygodniach raczej niż o miesiącach, a już na pewno nie latach. Szkoda dziadka, to chyba autentycznie jedyna osoba na całym świecie, która nigdy nie zrobiła mi nic niemiłego... umrzeć kiedyś musi, szkoda, że w taki sposób.
Ojciec wraca na gwałt zza granicy i zobaczymy. Anestezjolog twierdzi, że zważając na diagnozę i wiek stan jest dobry i coś tam bąkał o normalnym jedzeniu i wyjściu ze szpitala do domu. Chirurg był bardziej sceptyczny. No nic, zostaje czekać.
Przedszkolanka - na sen Zosi narzekać nie mogę, dla mnie jest super bezproblemowo. Jedynie w połączeniu z dziadkiem był hardcore. Twoja powiedziała mama i dzisiaj już nie chce, a moja się wczoraj śmiała i też dzisiaj już nie chce. Osiwieć idzie 
Gosiu no właśnie, kiedy to zleciało? Potem będziemy mówić młodym matkom "ja już nie pamiętam jak moje było takie małe"
Zwłaszcza że Pola i Zosia do filigranowych nie należą ;)Pan z pogotowia jak Zosie zobaczył powiedział "co tam Klucha?"
Magic dziękujemy za życzenia :* Jak tam Lilcia, najsłodsza z naszych majówkowych ślicznotek??
Nie wiem jak tam będzie z rozwiązaniami, bo teraz to już nic nie wiadomo. Wyszło na to, że całe szczęście, że go do tego szpitala wysłałam mimo, że nie chciał, bo byłoby już po nim. W sumie myślałam, że mu tam jakiś płyn z brzucha wyssą i podłączą kroplówkę. Jak przyszliśmy szukać dziadka w szpitalu okazało się, że jest świeżo po operacji, nawet nie będę opisywać co to było i co mu zrobili, grunt że bez tego pewnie jutra by nie dożył. Nie żeby to dużo zmieniało, bo wyrok nad nim już zapadł, dziadek ma lat 85 i mówimy tu o dniach/tygodniach raczej niż o miesiącach, a już na pewno nie latach. Szkoda dziadka, to chyba autentycznie jedyna osoba na całym świecie, która nigdy nie zrobiła mi nic niemiłego... umrzeć kiedyś musi, szkoda, że w taki sposób.
Ojciec wraca na gwałt zza granicy i zobaczymy. Anestezjolog twierdzi, że zważając na diagnozę i wiek stan jest dobry i coś tam bąkał o normalnym jedzeniu i wyjściu ze szpitala do domu. Chirurg był bardziej sceptyczny. No nic, zostaje czekać.
Takiego okresu to się nie spodziewałam. Umrę z bólu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
8 MIESIĘCY RAZEM 

Mój synuś kończy dziś 8 miesięcy! Dacie wiarę?!
Kolejny miesiąc za nami. Tomuś tak szybko rośnie, tak się rozwija z dnia na dzień, że nie mogę w to uwierzyć
a ten piękny dzień na porodówce pamiętam jakby to było wczoraj.
Ogólnie u nas wszystko dobrze, nie chorujemy
hartujemy na krótkich spacerkach. Długo się nie da wytrzymać bo naprawdę jest strasznie zimno. Ostatnio było 5 stopni wyobrażacie sobie? Dziś było 9
masakra jakaś. Dobrze, że zamówiliśmy już Tomusiowi śpiworek do wózka, baaardzo się przyda 
Tomcio w ciągu ostatnich kilku dni naprawdę nabrał równowagi jeśli chodzi o siedzenie, naprawdę bardzo ładnie siedzi - co zobaczycie zaraz na poniższych zdjęciach
a wydaję mi się że ta umiejętność nastąpiła z dnia na dzień
choć wiadomo, że jego ciałko się jeszcze trochę chwieje. Nie zostawiam go samego oczywiście bo to jeszcze za szybko. Jak Tomcio chce siedzieć a ja coś muszę zrobić to sadzam go w tym foteliku gdzie na około siebie ma zabawki i wtedy pięknie się sam bawi 
Uwielbiam, KOCHAM jego uśmiech!
kocham jak patrzy na mnie i się uśmiecha.. Serce się raduje.. Rano zawsze tak czule mnie budzi smyrając mi nos albo policzki
i wtedy jak otworzę oczy to jest radość dopiero ah.. Bezcenne 
Tomunio w ogóle baaardzo ale to bardzo szaleje jak widzi jedzonko haha
rano jak jemy śniadanko to najpierw oczywiście muszę nakarmić króla a potem ja dopiero mogę jeść
bo jak już nic nie ma w buźce to krzyczy. Oczywiście muszę też uważać co przy nim jem bo odrazu też by chciał. Ale bardzo się cieszę, że ma apetyt, że może wszystko jeść no i że wszystko mu smakuje
ostatnio jak ważyłam go 14.09 u lekarza to ważył 9010g więc jest super 
Co do spania to bywa już teraz różnie. Zasypiał ładnie około 20-21, a teraz to budzi się po kilku minutach po karmieniu jak już jest wykąpany i chce harcować
jego rekord ostatnio to 22:18 . Próbowałam wszystkich pozycji żeby go ululać ale nic nie zdawało efektu. W końcu sam padł 
Cały czas mówi "aba aba aba " , "ba ba ba baba " i końca nie widać jak zacznie. Czasami jeszcze mu wychodzi " maa baa " , " buu łaa " . Robi teraz takie śmieszne minki
mój słodziak 
Co najważniejsze! Chyba mamy pierwszego zębolka!
piszę CHYBA bo jakimś cudem dziś przed kąpaniem on znikął. Jak to możliwe??? To nie był ząbek?
Cały czas w sumie obserwowałam dolne dziąsełka, aż tu nagle wczoraj podczas naszych zabaw i podrzucania Tomcia zauważyłam małą białą kropeczkę po prawej stronie u góry. Dziś była jeszcze bardziej widać a tu nagle wieczorem nic nie ma. Naprawdę jest to dla mnie zagadka..
Apropo, mamy karmiące! czy miałyście też takie odczucie jak dziecko piło mleko, że to tak boli jak na początku karmienia a potem okazało się że idą zęby? Czy ten dyskomford sprawiają twardniejące dziąsła?
Jak to u Was było? 
Teraz spaaaam 





Taki elegancki pojechałem do cioci 






Mój weselny przystojniak 






Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2015, 22:19
10t+5d
Znowu się widzieliśmy z Bąblem. Urósł od naszego ostatniego spotkania o całe 3 cm! Słyszałam też bicie serduszka, prawie się poryczałam. Niesamowite! Ma rączki i nóżki i 35 mm "wzrostu"
Gdybym nie widziała na własne oczy, to chyba bym nie uwierzyła w ten mój cud<3
Rośnij Maleństwo, rośnij zdrowo!
Boże to już 13 tydzień a ja z rana zobaczyłam duże plamienie jestem załamana dzwoniłam do lekarza jeśli sie nasili to szpital powiedziała mi ze biorę już takie leki ze więcej nie można dac.... Brzuch boli lekko @ tak....
Mój skarbie kochany zostań z Nami kocham Cię nad życie.....łzy same lecą....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.