Dzisiaj sobie zafundowałam trochę stresu, na własne życzenie.
Rano kiedy wychodziłam do pracy, zeszłam po schodach na parter a tam mały kotek siedzi i na mój widok zaczął się wydzierać wniebogłosy, łasić o nogi, podskakiwać, tulić... Pobiegłam szybko do mieszkania po jakieś smakołyki i postanowiłam sobie w duchu, że jeśli dalej będzie na klatce jak wrócę z pracy popołudniu, to namówię męża żebyśmy przygarnęli... Wracam a to leży biedne na wycieraczce, na mój widok się ożywał, znowu zaczął mruczeń, miauczeć... No i co ja miałam zrobić? Mąż przez telefon zachwycony pomysłem nie był, ale w sumie nie miał czasu rozmawiać i stanęło na "zrób jak uważasz"
Kot mój zareagował bardzo źle, od razu zadzwoniłam a później poszłam do weterynarza i panie mnie uspokoiły, że pierwszy tydzień a nawet dwa mogą być takie nieprzyjemne. Póki co mały kociak musi przebywać tylko w jednym pomieszczeniu, za kilka dni można zacząć stopniowy kontakt z moją Milcią. Na początku byłam przerażona, mały miauczy bo zamknięty, duży syczy i atakuje mnie wręcz bo pachnę tym małym, ale teraz już jest lepiej. Oba koty się uspokoiły, każdy w innym pokoju. Mam nadzieję, że kiedyś w końcu znajdą wspólny język. W sobotę ide z małym do weta na odrobaczanie itp i potem mogę je sobie przedstawić. 
Najsmutniejsze jest to, że kociak wygląda jak porzucony. Jest młody, z 4 miesiące, czyściutki, bardzo ufny. Tak nie zachowuje się piwniczny kot.
Tak sobie myślę, że jak teraz spełnimy taki dobry uczynek to może za jakiś czas nam się też coś dobrego przydarzy
Czekam na powrót męża do domu, jestem pewna, że się w tym małym rozkocha
Możliwe też, że weźmie go córka sąsiadów która ma dom z ogrodem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2015, 17:17
Ile jeszcze negatywnych testów muszę zobaczyć, żeby uwierzyć, że nie jestem w ciąży?!
nadzieja umiera ostatnia.
Uzbieralam 22 pkt z urojonych objawow.
Zaczynamy gre od nowa.
Za 14 dni owulacja (tym razem ma byc monitorowana) i przede mna 2 tygodnie czerwonego wina!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 13:06
Jak można się było spodziewać, CFTR Mężowy w najlepszym porządku. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że 70% mężczyzn w Polsce ma jakiś CFTR zaburzony (nie wszystkie dotyczą płodności), a mój Mąż ma wszystkie z 319 sztuk dobre. Genetyczka po raz kolejny serdecznie namawiała nas na PGD.
Plan jest taki, że w poniedziałek będziemy u androloga w novum. Nie chcemy rezygnować z tej wizyty, ponieważ nie jesteśmy na razie zdecydowani na PGD. Jeśli bylibyśmy zdecydowani, to wizyta u androloga nie miałaby sensu, ponieważ w novum PGD nie jest wykonywane. Zobaczymy, co androlog powie na rekomendacje od genetyczki, jak się będzie gimnastykował, żeby nas do PGD zniechęcić.
Ja nie jestem do PGD przekonana z jednego głównego powodu. Nie ma u nas wyraźnych przesłanek, do wykonania tego badania. Nie zostały u nas wykryte żadne mutacje w genach.
Generalnie wszelkie decyzje zapadną w poniedziałek, po wizycie. Prawdopodobnie skończy się na IMSI w Novum.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 11:48
19 dc
cykl spisany na straty, temperatura nie wzrosła 
Zakupiłam nowy termometr owulacyjny i wracam do mierzenia, chociaż każdego ranka gdy mierzę strasznie się rozczarowuję. Szkoda że wcześniej nie mierzyłam bo nie wiem jak było z wcześniejszymi cyklami, może też nie było owulacji i czas się wybrać do lekarza, bo 5 cykl bez owulacji chyba nie jest normalny 
23.11.2020 / 22 dc
Już po wizycie u Ginekologa. Jestem bardzo zadowolona z lekarza, który będzie mnie prowadził.
Po długiej rozmowie, w której rozwiał wszystkie moje wątpliwości, przystąpiliśmy do badania ginekologicznego.
Szyjka macicy w stanie bardzo dobrym, następnie przystąpiliśmy do badania USG.
* Z macicą wszystko w porządku.
* Prawy jajnik bez żadnych niepokojących zmian.
* Lewy jajnik również beż żadnych zmian, a co lepsze piękny Pęcherzyk Graffa.
Jeszcze tylko w 3/5 dniu następnego cyklu muszę iść oddać krew na badania hormonalne.
Dziś miałam okresowe badania do pracy i ciężko byłoby dojechać na czas do szkoły, a że tylko dwie lekcje dziś miałam, to dyrektor dał mi wolne
Siedzę sobie w domku, piję kawkę i planuję fajny obiadek...a potem serducha 
Będzie fajny wieczór jak mąż wróci z pracy...tylko nie mogę się pozbyć myśli, że pewnie i tak się nie uda. Blee 
39+0
Dzień z ktg! Najadłam się strachu po uszy. Pojechałam i fajnie czekam na swoją kolej i fajnie. Znerwicowana trochę jestem, bo mój syn od wczoraj przestał wykazywać cechy ojca i przestawił się na tryb mama. Czyli ze skaczacego ADHD w brzuchu zrobiło się senne dziecię.
Wieczorem wycie i ryk do słuchawki mojej mamy, ale myślę na cóż ta panika ruchy są. Więc mówię do tatuśka, że się boję i ryczę w głos a on do mnie, żebym skończyła zachowywać się jak moja własna matka, bo skoro pół nocy łaziłam i grzebałam w lodówce to może okazała bym trochę szacunku męskiej części tej rodziny. Patrz on i syn i dała im się wyspać. Po małej reprymendzie usiadłam spokojnie i odpuściłam, ruchy są a jutro ktg.
Więc podłączona zostaję do ktg a pani położna, że marnie to moje dziecko coś i wzywa lekarza a ja zawał. Nie mówiąc już o tym, że przed badaniem moje ciśnienie to 150/90. A pan doktor popatrzył i kazał zjeść, coś wypić i wrócić. No to ja grzecznie, zjadłam wypiłam i wróciłam. Syn się ogarnął i drugie było git. No, ale strachu się najadłam. Następne ktg w niedzielę. A do tego czasu słucham mego dziecka!
Witam Was dziewczyny w 7 dniu cyklu 
Więc po kolei.
Moja beta z przed wyjazdu była mniejsza od 0.
Trochę czułam zawód, ale z drugiej strony przynajmniej byłam pewna, że mogę mieć beztroskie wakacje.
Gdyby byl inny wynik bety, a później zaczęłabym, nie daj Boże, krwawić miałabym wyrzuty sumienia.
Wniosek taki, że musimy walczyć dalej.
Ale powiem Wam, że odpoczęłam na wakacjach psychicznie, luz totalny.
A Egipt super
jesteśmy mega zadowoleni i wypoczęci.
Już tęsknimy, ale mimo to nie ma jak w domu. 
Nie wiadomo kiedy znów uda nam sie wyjechać na taki urlop.
Bylo pieknie... po prostu.
Lezelismy, odpoczywaliśmy, pływalismy, ogladalismy rafy (głównie mąż, bo ja po pierwszym razie, gdy zobaczyłam dziesięciometrową przepasć w dół obok rafy, spanikowałam, ale było warto;p), jeździliśmy na quadach po pustyni, oglądaliśmy wschód słońca, poznalismy masę nowych, wspaniałych ludzi... super po prostu! 
Jak któraś by była chętna zobaczyć zdjęcia, to od czasu do czasu wrzucę coś na photobloga.
photoblog.pl/xunacancionx
Będąc w Sharm oczywiście dostałam okres, no i miałam oczywiście dzień z lekkim dołem, no ale trudno... już chwilami czuje sie taka bezradna i zmęczona, że nie mam ochoty o tym pisać i mówić.
A tymczasem idę robić Pawelkowi obiad, buziaczki kochane! :*
Dałabym wiele aby być inna.
Chciałabym być pewna siebie, silna, odważna.
Chciałabym umieć walczyć o swoje i stawiać sobie cele, rozwijać się. Mieć pasje.
Tymczasem siedzę w domu, a mój dzień wygląda identycznie. Szukam pracy ,a gdy znajdzie się jakieś ogłoszenie, zastanawiam się czy sobie poradzę . Głos w głowie oczywiście podpowiada ,że nie.
Przez to bezczynne siedzenie nie mam energii ani chęci na nic. Wstaję o 9, a o 11 jestem senna. Nawet nie chce mi się czytać książki Nicolasa Sparksa .
Czy ja zawsze taka będę ? Użalająca się nad swoim losem, zakompleksiona szara myszka ?
Jak mam walczyć sama ze sobą i stać się taką, jaką chciałabym być ?
Temperatura spadła... Kicha znowu.
Najgorsze jest to, że ta koleżanka która jet w ciąży 6 tydz idzie na zwolnienie już mi zakomunikowała, że bierze miesiąc zwolnienia i będę musiała przejąć jej obowiązki. Także mogę zapomnieć o urlopie, czy wolnym dniu na lekarza...
6 tygodni
Jak ten czas leci. Jeszcze nigdy tak czas mi nie leciał jak teraz. Jestem tak zmęczona że zasypiam mega szybko. U nas bardzo dużo się zmienilo.
Ponad 10 dni temu męża złapała grypa wziął jeden antyybiotyk nie ustapilo, ja przeniosłam się z małym do innego pokoju. Kolejny antyybiotyk i nic. Ale po kolkach i nie przespanych nocach bo nawet po 1 h tylko spałam. Mąż musiał mi pomóc bo byłam słaba i z braku snu aż się trzęsłam. Aż też mnie dopadło przeziębienie nic dziwnego jak człowiek przemęczony. Mi po 3 dniach grupa minęła a mojemu nie lekarz kazał zrobić test na koronę. I co wyszło zarażenie. Cieszę się że od samego początku do małego podchodziliśmy w maseczkach. Za to mamy kwarantanne. I niestety spacerów nie będzie 😟 jedynie na taras i to wszystko. Tylko teraz silne wiatry ehhhh
W zeszłym tygodniu byliśmy na USG bioderek wszystko jest dobrze. Zmieniliśmy mleko, prawdopodobnie skaza białkowa. Od rodzinnego dostaliśmy refundację. Zobaczymy jak to na tym mleczku będzie. Kołek codziennie nie ma na szczęście. Dużo pomaga masaż brzuszka i termofor z wiśni.
Zaczęła mu się robić płaska główka bo od małego tylko kładzie się na prawą stronę. Zamówiłam poduszkę ortopedyczna może coś pomoże.
Zamówiłam mu pałąk do wózka. Bo już po woli interesują go zabawki. Nie weźmie ich w ręce ale się patrzy, tv też go zainteresował.
Kąpiele bardzo lubi ale na brzuszku leżeć zależy jak jest głodny to nie. Jak mu się chce ćwiczyć to ćwiczy jeśli nie to leży.
Uparty chyba to po mnie 🤣 więc go nie zmuszam 😁
Sapka jest do tej pory. Nie pomaga niska temperatura w pokoju. Pewnie potrzeba czasu.
Po kwarantannie chcemy iść do fizjoterapeuty. Niech go sprawdzi bo jego ciało lubi iść w kierunku prawej strony. Więc lepiej sprawdzić niż by było coś złego się stać.
Dostałam od ciotek pieniążki chce kupić małemu leżaczek a potem matę do zabawy.
Zamówiłam książeczki kontrastowe i piłeczki sensoryczne na święta.
Myślałam że mój kot zaakceptuje malucha. A ten zajrzy do wózka czy łóżeczka i ucieka. Boi się go, a szkoda bo myślałam że będą razem spać.
Do 5 tygodnia dokarmialismy się moim mlekiem. Z racji podejrzenia skazy zrezygnowaliśmy tym bardziej że dziennie ściągałam już tylko 20 ml mleka na dzień. Cieszę się że tak długo małemu dawałam.
Ważymy już 4100 gram.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2020, 12:32
Dziś chcę szybko napisac o tym jak to na świecie nic nie dzieje się przypadkiem 
1. Rano była u mnie znajoma na angielskim. Nie widziałyśmy się od sierpnia i generalnie nie wie o naszych problemach z ciążą. I od razu zapytała się mnie czy czasem nie jestem w ciąży bo ślicznie wyglądam a dzisiaj w nocy właśnie się jej śniło, że oznajmiam jej tą radosną nowinę na naszym spotkaniu
W dalszym ciągu nic jej nie powiedziałam ale widać jakimś dziwnym nieziemskim sposobem wie że jesteśmy coraz bliżej 
2. Później w pracy ciężarna znajoma mnie prosiła, żebym wzięła wychowawstwo jej klasy, obecnie druga klasa więc potrzebują wychowawcy do końca tego roku i na następny. No i powiedziałam, że nie mogę, bo się staramy o dziecko już z pomocą medyczną i mam nadzieję że w końcu się uda, no i nie wiem ile w ciąży będę pracować. A gdyby się zapytała z miesiąc temu to kto wie, może bym się zgodziła i byłby problem w razie mojej ciąży, bo dla dzieciaków szukaliby trzeciego wychowawcy. Ciążę z in vitro traktuje się jak ciążę podwyższonego ryzyka (tak było napisane w informatorze który dostaliśmy) i już mi przyjaciółka i mama mówiły, że powinnam pomyśleć o L4 od początku. Nie bardzo chcę, ale jeśli trzeba będzie to się nie będę zastanawiać.
3. Nie wiem czy kiedyś o tym pisałam, ale w przeszłości, dawno dawno, jak ja jeszcze kończyłam liceum, mąż zrobił jeden seminogram bo wiedział, że jest po "jakiejś operacji". I wtedy wyniki wyszły w miarę przyzwoite, coś tych plemników było. I na ostatniej wizycie pytaliśmy androloga jak to możliwe. I powiedział nam, że to nie jest możliwe, że badanie musiało zostać źle wykonane albo wyniki pomylone. I kto wie jakby się potoczyło nasze życie gdybyśmy wtedy dowiedzieli się że nie możemy mieć dzieci? W pierwszej kolejności pewnie nie moglibyśmy wziąć ślubu kościelnego. Może nawet w ogole byśmy się rozstali. Wtedy byliśmy jeszcze szczeniakami i nie byliśmy ze sobą długo. Nie wiem jak byśmy wtedy zareagowali. Widać więc jakiś błąd MIAŁ być.
A tak poza tym to zastanawiam się czy przez te dwa miesiące nie zacząć przyjmowac dupka szybciej niż w 19dc. Ten cykl prawie na bank bez owulki będzie, następny nie wiadomo. A jak zacznę wcześniej, to może wcześniej dostanę okres i wcześniej ruszymy z procedurą. Boję się, że jakieś etapy pokryją się ze Świętami czy cuś i jakoś będzie ciężko. Dzisiaj mam 15dc i myślę, żeby zacząć brać od 16. I lekarz kazał odstawić bromergon
niby nic specjalnego mi się już później po nim nie działo ale cieszę się, że jeden proch mniej. Dzisiaj czuję się już mega mega lepiej, pełna energii, w ogole nie zmęczona tak jak zawsze
Nie wiem czy to bromek czy moja psychika ale jest ŚWIETNIE
ale w to miejsce mam witaminkę D3
ale gdzie tam temu do bromka.
A teraz myślimy pozytywnie
hodujemy zdrowe robaki u męża i czekamy niecierpliwie 
https://www.youtube.com/watch?v=qxAcx8jyqoY
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 15:08
31 tc (30t6d)
Wrocilismy do Luksa. W miedzyczasie zadzwonil notariusz, ze bank wyszedl z propozycja spotkania w sprawie podpisania kredytu w przyszlym tygodniu. Mysle sobie - wtf? Najpierw im ten teren przeszkadza, odwoluja spotkanie - a teraz takie akcje? Powiedzialam do S, ze ma notariuszowi odpowiedziec, ze my sie jeszcze zastanowimy. W miedzyczasie dzwonilismy z S do agenta nieruchomosci. Ponoc ta staruszka nie podpisze cesji terenu z uwagi na Alzheimera. Ma dwojke dzieci - syn juz podpisal przyrzeczenie cesji, corka chce dostac wszystkie papiery do wgladu i zastanowic sie... Troche to jeszcze potrwa - czekamy dalej. Pozytywem jest to, ze dzis agent sam z siebie nam powiedzial, ze wlasciciele domu zaproponowali, ze mozemy sie wczesniej wprowadzic do domu... Spotkamy sie z nimi w poniedzialek, to dowiemy sie na jakich warunkach mialoby to sie odbywac
Czyli nie wyladujemy w grudniu na bruku, nie jest zle 
Podejrzewam, ze przez wyprowadzke w Szwecji i taszczenie wszystkich mebli w deszczu moj S sie rozchorowal... Dostal wczoraj i dzis katar, goraczke 38 stopni i meczy go kichanie... A najgorsze jest to, ze musial isc do pracy, bo - jak to stwierdzil - nie chcial, zeby szefowa myslala, ze przedluzyl sobie wakacje o dwa dni chorobowego... Na dodatek musial isc do sadu z uwagi na jakas konferencje. Ech, biedny ten moj maz - szczegolnie, ze znow zmobilizowalam go do dzwonienia do gminy, agenta nieruchomosci, notariusza... Mam nadzieje, ze jakos da rade pracowac na gripexie, a w weekend bedzie troche lepiej 
Front ciazowy - poki co wszystko w porzadku. Jutro rozpoczne 32 tydzien, to juz 8 miesiac ciazy
niesamowite! Rowniez jutro odbieram troche uzywanych ciuszkow dla Synka, potem robie zakupy, potem jade do pielegniarki z diabetologii, a na koniec idziemy z S na szkole rodzenia - pierwsze zajecia! To bedzie zwariowany dzien! Mielismy jeszcze jechac do salonu z ta nasza Corsa - ale chyba przesuniemy to na sobote, bo S kiedys musi tez pracowac. Szkoda, ze sie nie znam na tym co robi - moglabym mu pomoc, w koncu jestem na macierzynskim 
Na koniec pozdrawiam wszystkie ciezarne i rozpakowane - to byl goracy tydzien
ciesze sie, ze przybylo Polsce kilku nowych, uroczych malych obywateli... I czekam na kolejne wiesci
Zelma, dzabuch, potem Feska, Rudzia... I pare innych kobietek.... Informujcie nas na biezaco! 
Dziekuje wszystkim za gratulacje. Dziekowac bede jutro jak przyrost bety bedzie prawidlowy i prawidlowy progesteron. Na razie sie stresuje jutrem.
oooohoooo glodomorra sie wlaczyla! najgorsze (najlepsze?)jest to ze w ogole nie mam ochoty na nic a na pewno nie na slodycze.A wczesniej wcinalam slodkie ze az uszy sie trzesly.
A teraz po prostu zaczynam byc glodna chwile po zjedzeniu....oczywiscie staram sie nie obżerac,na razie delikatnie zajdam po obiadku bananki,jogurty...no dobra-mala paczka krakersow tez byla:) ale przeciez nie moze byc tak bym w 5 tyg nie miescila sie zaraz w spodnie!
jak tam Wasze apetyty?
duuuzo pysznosci kochane!
5 tydz 4 dzien
zaginal mi moj suwaczek...
Dziś po pracy lecę ogarniać chatkę na jutrzejszy przyjazd gości.
Na szczęście będą dopiero przed 23 na dworcu ale ja jak to ja muszę mieć wszystko zgodnie z planem i poukładane i pozapinane na ostatni guzik.
Dziś podszykuję paszteciki z ciasta francuskiego z pieczarkami i może farsz na bagietki a jutro po pracy jeszcze przed ich przyjazdem upiekę ciasto ze śliwkami, będzie świeże przez cały weekend 
Ich obecność może sprawi że na chwilę przestanę myśleć o wiadomym i może szybciej zleci mi czas do przewidywanej @ lub do testowania.
Poza tym bez większych zmian chociaż dziś bardzo bolą mnie dziąsła są takie jakby napęczniałe i spuchnięte
Mój domowy dentysta pewnie i tak nic nie powie zajrzy w paszczękę, machnie ręką i powie "wyje...ać"
znam go na pamięć 
I do tego wyskoczyła mi opryszczka na ustach, tradycyjnie jak jest taki sezon pluchy i przeziębień ja zamiast łapać grypę łapię zimno na ustach, w sumie nie wiem co gorsze 
Smaruję maścią może szybko zejdzie i nie rozwinie się a bardzo.
Taka dziś ze mnie mała kaleka 
Miłego dnia!!
Dzieki Justa 
Annielcia czasem musze sobie ponazekac:P choc masz racje przeziebienie przejdzie a cukrzyca do konca ciazy;/ staram sie ratowac jak moge ale czosnek mleko sam zapach powoduje wymioty;/
No wiec lezymy do konca tygodnia a jak nie przejdzie to po niedzieli jeszcze raz do internisty;/ mam nadzieje ze przejdzie.
Jakos narazie z godziny na godzine jest gorzej;/nos mam juz tak obtarty ze nie moge go dotknac;/ a katar leci jak by ktos kranik odkrecil;/ ale chyba najgorsze jest to pocenie jak mam lezec w lozku jak sie przykrywam kolderka toza chwile jestem cala mokra;/ jak znowu sie odkryje to zaraz mi zimno;/ zwariowac mozna
ale goraczki nie mam dzieki Bogu...
Maz wraca juz do domku po drodze ma kupic miesko na rosolek i nakaron jutro bedziemy gotowac...
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 18:57
Przez ta jesienna aure zlapalam dolka i nie chce mi sie pisac ani nic robic
Za oknem szaro buro w domu ciemno ze swiatla trzeba zapalac ech nie lubie tej pory roku
Do tego martwie sie Juliankiem bo podczas choroby mial tak ze wszystkim wymiotowal co tylko mialo grudke ( pil w sumie tylko mleko) i nadal wymiotuje pomimo ze juz jest zdrowy. Nie ma goraczki ani katarku a za to mamy kolejnego zabka . Chcac czy nie musialam cofnac sie do obiadkow od 6 miesiaca bo innymi zaraz sie zachlysta. A tak ladnie mi wszystko juz jadl. A teraz ani obiadu, ani ciasteczka , paluszka czy owoca. Wszystko musi byc spapkowane
A do tego jeszcze nie stoi ( nogi nadal jak z waty) a tu juz roczek za miesiac 
Zaczęłam tą wspomnianą ostatnio książkę ale jak mąż jest w domu to idzie wolno, dopiero 90 strona.
Dziecięcia coś mało aktywne dziś. Niby coś zapukają ale słabo. Wczoraj też takie niemrawe. Nie martwię się ale przyzwyczaiłam się do ich aktywności.
Jutro robię pierwsze i mam nadzieję ostatnie podejście z glukozą. Ciekawa też jestem wyniku.
Tak jak wspominałam ostatnio, poczyniłam pierwsze zakupy, typowo moje nowe 
Dla Małgosi :

Dla Szymka :

Kupiłam też specjalną poduchę do spania, ciekawa jestem czy się sprawdzi. Zdam relację czy warto kupić. Ewentualnie wrzucę fotkę.
Poza tym spokojnie, tylko te napięcia brzucha mnie męczą. Pojawiają się dobrych kilka razy w ciągu dnia. Może to taki urok. Grunt to nie panikować. Wiadomo jak u mnie z tym jest.
Jutro monitoring u obcej PANI doktor. Mam uczucie głębokie, że nic z tego nie będzie. Nie czuję kompletnie nic. Żadnego bólu, kłucia, ciągnięcia, NIC. Śluzu nie jestem w stanie określić przez serduszka. Szyjka zmienia położenie przez cały dzień. Będzie dupa blada.
Myślę też nad zmianą lekarza. Mój gin jest spoko itp. ale jedna wizyta kosztuje 120 zł. A jeśli miałabym mieć ich kilka w miesiącu to pół mojej wypłaty pójdzie w las. A skoro mamy Medicover to mogę korzystać z prywatnej opieki medycznej bez żadnych kosztów. Jeśli Ginka okaże się kumata, to się zastanowię.
Mam do dupy dzień.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.