Nacharowalam sie dzis, to moze i lepiej bede spala....poszlam nawet na yoge.....jescze zostala randka z mezem....
Popołudniu właśnie zaczynaliśmy się zastanawiać czy źle dobraliśmy kolor farby do tapety czy tylko tak wygląda póki jest mokra, gdy niestety przepalona żarówka w łazience spowodowała takie zwarcie, że prąd zdechł w całym mieszkaniu na dobre
W związku z tym, że G. i tak wybierał się na nockę do pracy, ja postanowiłam spędzić noc u rodziców zamiast siedzenia samej w egipskich ciemnościach. Jutro tata ma wpaść ze mną do mieszkania i spróbować zreanimować naszą instalację. Oby obyło się bez wzywania elektryka i większych wydatków, bo mam plan zakupów rzeczy do sypialni rozpisany na 3 miesiące naprzód 
Psychicznie dalej nieźle, ale kłuje mnie jednak w sercu gdy czytam pamiętniki po fioletowej stronie. Nie oczekuję zbyt radośnie tegorocznych świąt. W zeszłym roku byłam w święta taka szczęśliwa... 23.12. miałam USG na którym widziałam bijące serduszko mojego maleństwa... Jak się okazało, po raz ostatni. Styczeń 2015 nie przyniósł mi dobrych wieści. Boję się wspomnień i boję się życzeń od rodziny. W zeszłym roku wszyscy życzyli mi dziecka, jak to zwykle bywa w przypadku młodej mężatki. Wtedy się tylko tajemniczo uśmiechałam, bo nie chciałam zawiadamiać całej rodziny w drugim miesiącu ciąży, wiedzieli tylko moi rodzice i brat. Ale w tym roku... Nie wiem jak wytrzymam bez płaczu. Mam nadzieję, że oboje dostaniemy urlop i pojedziemy do teściów za granicę. Tam nikt nie powinien się wyrywać z tego typu życzeniami.
Może to i lepiej, że skoro nie udało nam się zajść w poprzednim cyklu robimy przerwę póki nie minie mój okres próbny w nowej pracy. Gdybym teraz zaszła w ciążę, znowu w święta byłabym na podobnym etapie co wtedy. Nerwy chyba by mnie zjadły a przez okres świąteczny oczywiście miałabym znowu ograniczone możliwości uderzania do lekarza żeby się uspokoić. Mam nadzieję, że uda nam się szybko zajść i kolejne święta będę celebrować z moim maleństwem.
Już się cieszyłam, już miałam przejśc na fiolet... kontrolna beta- 2126, jupi, ale progesteron spadł i to ponizej normy... norma od 9,3 a ja mialam 7,6.... placz, telefon do gin, duphaston 3x1 i za tydzien mam pojechac do szpitala skontrolowac czy wszystko ok...
a ja tak sie boje...boje się ze znów stracę moje dziecko... gdzies tam ciagle mam nadzieje ze wszystko jednak skonczy się dobrze ale jednak strasznie się boje i tak bardzo mi smutno...dlaczego nie moze byc normalnie bez zadnych problemow...dlaczego..?
Jajniki nadal śpią. Z tego wszystkiego zrobiłam dziś test ciążowy, choć temperatura nadal w dole. Negatywny oczywiście. Ech, takiego cyklu to ja jeszcze nie miałam.
Ale choróbsko zelżało, więc chociaż tu jest poprawa 
OBRONAAAAAA! aaaaaaa! Dlaczego nie moglam trafić na taka komisję co dają ktores z zestawu pytan albo nawet jedno i którym wiesz z wyprzedzeniem
zawsze na dupnietych trafie ;/
Dzien Dobry!
Dzis wstałam wyjatkowo wczesnie,bo np o 6 rano. Teraz siedze i kawkuje
Musze zmienić prace.. psychicznie nie moge wytrzymać juz. Mam dzis rozmowe,wiec mam nadzieje ze to chociaz sie uda..
Jutro POWINNAM dostac okres.. narazie sie bie nastawiam na nic.. Mam jeden test z tamtego miesiaca,ale nie wiem czy go robic odrazu jutro jak tylko oczy otworze,czy czekac chociaz do piatku.. Pewnie i tak zrobie jutro.. Njagorsze będzie rozczarowanie...
No nic. Czas zabrac sie za składanie pranie, potem ogarniać sie i jechać na romozwe i do pracy.
Buziaki! Milego dnia!
są i dalsze wyniki:
*Anty-TG: 14,63 Ul/mL (norma <115 Ul/mL)
*aTPO: 8,8 Ul/mL (norma <34 Ul/mL)
*DHEA-S: 294,4 ug/dL (norma 98,8-340 ug/dL)
*Estradiol (5dc): 77,75 pg/mL (norma 12,5-166 pg/ml)
*FSH (5dc): 6,03 mUl/mL (3,5-12,5 mlU/mL)
*LH (5dc): 4,38 mUl/mL (norma 1,1-11,6 mUl/mL)
*Progesteron (5dc): 2,06 nmol/L (norma 0,6-4,7 nmol/L)
*Prolaktyna (5dc): 313,3 uUl/mL (norma 102-496 uUl/mL)
*AMH: 3,28 ng/mL (norma 0,672-7,55 ng/mL)
*ALT: 10,3 U/L (norma 5-31 U/L)
*AST: 12,6 U/L (norma 5-32 U/L)
*kreatynina z surowicy: 0,76 mg/dL (norma 0,50-0,90 mg/dL)
*glukoza z surowicy: 92,9 mg/dL (norma 60-99 mg/dL)
*azot mocznika (z surowicy): 32 mg/dL (norma <50 mg/dL)
*CRP białko ostrej fazy: 1,01 mg/L (norma <5 mg/L)
*Ag HBs: 0,412 (norma <0,9)
*Ac HCV: 0,03 (norma <0,9)
*Ag Ac HIV1+2: 0,186 (norma <0,9)
Niepełny profil TORCH
*toksoplazmoza: IgG [-] IgM [-] (co się interpretuje jako brak zakażenia)
*cytomegalia: IgG [+] IgM [-] (co się interpretuje jako stan po przebyciu choroby, choroba w uśpieniu, nabyta odporność)
*różyczka: IgG [+] IgM [-] (co się interpretuje jako stan po przebyciu choroby/szczepieniu, choroba w uśpieniu, nabyta odporność)
No to wszystko pięknie.
Zostało do odebrania: testosteron, reszta z TORCH i siku.
Wygląda na to, że jestem chodzącym okazem normy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2015, 07:28
Starania zaczęte bardzo intensywnie
Tak sobie myślę... Ginka szacowała pęknięcie (jeśli pęknie) na około środę- czwartek, ale skoro tak szybko urosło "z niczego" to może i pęknie szybciej? Mam tylko nadzieję, że nie zrobi się torbiel...
Mój Jacek rozwala mnie psychicznie
Wczoraj leżymy obok siebie umęczeni staraniami, ale jeszcze "złączeni" (myślę, że wiecie o co chodzi
) i ja chciałam wstać na co mój ślubny w krzyk!
Jacek - Co Ty robisz?!
Ja - No jak co? Pić mi się chce!
Jacek - To nie wiesz, że nie możesz wstawać? Nogi do góry musisz trzymać!
Ja - No przestań! Nic się nie stanie!
Jacek- Przecież widziałaś Biga Lebowskiego, tam było, że trzeba nogi do góry, bo to sprzyja zapłodnieniu. Poza tym Tobie się wydaje, że to tylko kropelka wyleci, a Ty wiesz ile tam jest plemników? MILIONY!
Ja - (zaliczam opad szczęki na sens tego rozumowania) Ale...
Jacek- Nie ma ale! Czekaj, wcisnę Ci poduszkę pod tyłek...
No i zaczęły się kombinacje nad "rozłączaniem bez utraty cennych milionów plemników"
I leżę jak ten łoś , z poduchą pod tyłkiem, dzięki Bogi mam butelkę z wodą z dziubkiem to się nie oblałam, bo przecież nie mogłam wstać się napić. I leżę tak i myślę, że mi krew napływa do głowy i nijak dostane wylewu, kiedy mój Jacuś odwraca się gwałtownie w moja stronę i rzecze:
- Tak sobie pomyślałem właśnie! Najlepiej będzie jak zrobisz świece!
A myslałam, że to mi padło na głowę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2015, 08:20
Dzisiaj mala konczy rowne 6,5 miesiaca 
Felice tutaj sie odniose do twoich komentarzy...no Sarah jest mega silna baba. Ona mi juz lebek podnosila zaraz po narodzinach, bylam w szoku. Tym bardziej,ze ona duzo..a nawet barrdzo duzo wazy..
gratuluje drugiej dziewczynki!!!!!!!!!!!!
a co do nas! Sara postawila pierwsze kroki wczoraj w chodziku
jestem z niej taka dumna
stawiam ze na 8 miesiecy pojdzie sama
moze nam na chanuke zrobi prezent???? mam filmik jak sie porusza, ale musze znalzec sposob na wrzucenie filmiku na forum..znaczy sie sposob znam...z you tuba ale filmik mam na tablecie a nie moge wyslac go na maila bo plik jest za duzy...a wiec..moja gwiazdka sie rusza
tak sie dziecko cieszylo i zasuwalao 1,5 godzinki ze jak padla o 18.00...przenioslam ja do lozeczka o 20.00 to obudzila sie o 5 rano na jedzonko i spala do 7.05
wlasnie wali mega kupe...stad ja czuje
mala uwielbia muzyke, instrumenty i zabawki grajace..wlacze jej tylko angielskie piosenki dla dzieci i zaraz usypia. Kochane dziecko. zaraz postaram sie pokombinowac z tym filmikiem. aaa co do podobienstwa..jak byla chudsza to calyyyy tata..kazdy mowil jak sarah grubas sie zrobila to oczywiescie do mamy podobna bo mama okraglejsza na pyszczku??? ja sie pytam?
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2015, 08:21
5 miesiąc!
Ponownie wpis z opóźnieniem
ale chciałam ci mój pamiętniczku napisać, że tydzień temu (20.10.2015 r.) mieliśmy badania prenatalne.
Oczywiście moja wiercipiętka ponownie podczas badania mocno kręciła się i wierciła
lekarz 3 razy podejmował próby pomierzenia maluszka, pomiędzy kolejnymi próbami mieliśmy troszkę pochodzić, by maluszek spróbował się uspokoić
i w końcu się udało! Maluszek rozwija się prawidłowo i rośnie jak na drożdżach
Lekarz chciał nam spróbować określić już płeć, ale nasz maluszek chce trzymać rodziców w niepewności i niestety odwracał się lub zasłaniał nóżkami 
Najważniejsze, że wszystko jest dobrze!
Mąż był zachwycony widokiem swojego dzieciątka 
Daruś - bólu podczas masażu szyjki nie znam, dlatego nie mam zdania w sumie
ale kto wie, czy dotrwam do wizyty za tydzień 
Pudelku- nie pokażę, bo nie skończony
robili 4 godziny, gościu zjadł makaron w przerwie i dostał sraczki, wyginał się, bo już dupa mu pękała
także czeka na kolejny termin, a terminy ma dość odległe 
A dziś ? dziś 20 dni do porodu.
Z rana już myślałam, ze coś będzie na rzeczy. Zaczął boleć mnie brzuch, plecy i pośladki jak na okres..
To już taki drugi raz, kilka dni temu miałam tak chwilę, choć dziś ze 20 minut, jak przestało to zasnęłam. Bardzo bym chciała urodzić wcześniej.. 
Noce to katorga, chodzenie już mnie nie zadowala, siadanie i wstawanie -porażka.
Oglądam codziennie brzuch, czy przypadkiem już się nie obniżył - ale nie wiem czy jest to reguła.
Staram się być ogarnięta na co dzień - czyli mieć czyste włosy, być umyta i ogolona. Smaruję się co jakiś czas balsamem brązującym - ale tylko górę, żebym bez makijażu nie była taka biała, bo wtedy każdy gada, że jestem chora hahaha
zaraz zrobię sobie jeszcze hennę- ale to jak wyrwę się z łóżka, bo jak na razie nie mam ochoty wstawać.. zjadłam płatki, bo z głodu myślałam, że się porzygam .
Mam poprane, posprzątane, zapas karmy dla kotów na 2,5 miesiąca, pies wykąpany (ale nie ostrzyżony niestety- tylko nożyczkami zrobiłam jej schody na czole:) ) wszystko po prostu czeka, choć pewnie dziś z nudów zacznę robić porządek w szafie, zamieniając jego półkę z moją,z góry na dół, bo będzie mi ciężko kucać po porodzie.
Wczoraj Mama powiedziała mi o dziewczynie,która przychodziła do niej do sklepu, która miała 3 tyg. młodszą ciążę ode mnie i łożysko jej się odkleiło i dziecko zmarło. Nie czuła ruchów kilka dni (!!!), ale nie poszła nawet do lekarza! Dopiero na wizycie po dobrym tygodniu lekarz powiedział że, niestety...
w 33tc dziecko ważyło 1,200 i ciąża była młodsza, ale lekarz powiedział że będzie miała małe dziecko. A brzuch jej nawet prawie nie rósł i nie przytyła ani grama. Szkoda mi dziewczyny, ale kurde... trochę sama się do tego przyczyniła.. Ja pół dnia ruchów nie czułam (byłam wtedy po weselu) i już byłam obsrana !
No i Mama bała się mi o tym powiedzieć, żebym była spokojna itd., no ale zdarzają się takie rzeczy, co zrobić.
Boziu..ale mi się nie chce wstawać. Mam do zrobienia obiad na 15. Chyba jeszcze pokwitnę w łóżku z godzinkę
a! nie! najpierw wyjdę z psem i będę miała spokój 
Trzymajcie kciuki za mój wcześniejszy poród, bo już nie chce mi się w ciąży chodzić 
No chociaż o ten tydzień wcześniej 
Waga 59 kg. Jestem nadal spuchnieta ale licze, ze wszystko wroci do normy. Niestety test ovu negatywny. Ten niepokalanek miesza w organizmie porzadnie.
Mialam chory sen dzis. Dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy ale z bylym. Zastanawialam sie jak o tym powiedziec mezowi. Zdecydowalam, ze usune i wylam jak bobr.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2015, 13:14
co za gówno usunęło mi kalendarz ciąży!!!!!!!!!!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2015, 10:18
39+5
Tatusiek podejmował mi pranie ze sznurka. No nie jestem w stanie. Czuję się strasznie parszywie. Od drugiej w nocy głowa tak mnie boli, że chyba zaraz mi eksploduje. Sen nie pomaga!
W nocy łaziłam, bo nie widziałam co mam ze sobą począć i tak zladowałam w drugim pokoju i przysnęłam. Obudziło mnie wołanie Tatuśka gdzie jestem. Zaniepokoił się, bo z naszego wyra widać kuchnię i łazienkę a tam mnie nie było.
Podniósł się z łóżka i po odnalezieniu mnie zażądał powrotu do wyrka. Jak śpię koło niego ma większą kontrolę.
O 8 obudził mnie jeden soczysty skurcz i tyle tego było. Wystarczająco, żebym już nie zasnęła. Nawet patrzenie sprawia mi ból! Mierzyłam ciśnienie i jest prawie książkowe. Zresztą, mam wrażenie, że to zmęczenie materiału, bo boli mnie już chyba wszystko.
Zaraz wezmę się za prasowanie, bo mam wrażenie, że muszę to zrobić teraz! Bez dwóch zdań a potem może znów się położę? Sama nie wiem uszy mi zaraz pękną z bólu.
Zastanowię się jeszcze nad obiadem, może jakoś na raty dam radę a jak nie to trudno, mi się nawet jeść nie chcę! Idę prasować, bo czas ucieka!
Bunt! Żreć nie chce małpiszon mały!!
32dc, 3cs
wczoraj ostro pokłóciłam się z mężem... nawet rano przy śniadaniu nie zamieniliśmy nawet jednego słowa...
wiem, że w całej tej kłótni duża część winy leży po mojej stronie...
jestem jakaś zdołowana i zaczynam wątpić czy w tym cyklu nam się udało...
kochane, proszę, wywróżcie mi coś z mojego wykresu...
http://ovufriend.pl/graph/b697c3ecd4bb5d2588b44044af3e0987
Tam owu pokazuje na 32 dc, ale według moich odczuć, to było raczej w 18dc...
jak myślicie, będzie coś z tego? pocieszcie mnie... 
Dzisiaj jestem wkurwiona odkąd tylko otworzyłam oczy
Czy w tym moim domu musi być wiecznie taki syf? To jest pierwsza sprawa która psuje mi początek dnia. Wstajesz i patrzysz na to rozjebane łóżko,na ławie pełno kubków i sierści psa,wszędzie tylko te moje włosy i sierść ! Niech wylecą wszystkie,żebym nie musiała ich ciągle sprzątać! Do bromka chyba sie już przyzwyczaiłam bo nie odczuwam jego uspokajającej mocy:/ W czwartek wizyta u gina i mam nadzieję,że wizyta przebiegnie po mojej myśli.
Aaa i wymyśliłam sobie nagrodę na przyjście @ - będzie płaszcz
choć co to za nagroda skoro tak czy inaczej go potrzebuję... za długo to już trwa i sama siebie mam dość...to pms? Testu nie robiłam bo nie ma sensu i nie kokietuje tu tylko to wiem. Ja nie z tych co to w szkole po sprawdzianie mówiły że dostaną pałę,a potem wielkie zdziwienie, że piątka . Wrrrr
16dc
Jejku jak ja jestem dzisiaj śpiąca! Nic mi się dzisiaj nie chce. Po południu mam wizytę u fryzjera, to może humor mi się poprawi. Rano miałam takie mdłości, że aż mi się w głowie kręciło.
Łykam cały czas wiesiołka i oeparol Femina a mój śluz to taki jak by kot napłakał.
Jajca przestały mi cykać. Mam nadzieję, że się nie wygłupią i coś tam wypuszczą dla choćby jednego żołnierzyka S.
Postanowiłam, że nie idę na monitoring. Niech się dzieje co chce!
Co ma być to będzie.
Cykorzę przed fioletem...wiem głupia
Ale w czwartek po wizycie, jeśli będzie wszystko ok, to dokonam tego !
Od wczoraj wróciłam do pracy, trochę się bałam, ale jest ok, czuję trochę ciągnięcia i kłucia dołem brzucha, ale staram się nie panikować. Dziś rano coś mi jeździło po jelitach aż musiałam wziąć nospę, na szczęście pomogło.
Najgorsze jest to że chyba pojawiły się mdłości....rano myślałam że nie dojadę pociągiem do Wrocławia, a potem tramwajem do pracy. Na szczęście rano było bardzo rześkie powietrze, które mi bardzo pomogło.
Teraz czuję się dobrze, ale momentami tak mnie trochę muli i zauważyłam, ze jak dłużej stoję np. w kolejce to opadam z sił, robi mi się wtedy delikatnie słabo. I szybko się irytuję...biedny ten mój mąż, a i jeszcze jakieś irracjonalne strachy i lęki mnie dopadają zwłaszcza w nocy, czasami budzę się z takim jakimś wewnętrznym strachem, to pewnie hormony, więc staram się nie panikować, ale to bardzo nieprzyjemne uczucie.
I jeszcze jedna dziwna rzecz, strasznie mnie odrzuciło od picia czegokolwiek, zmuszam się do picia herbatek, soków, wody, a kiedyś nie miałam z tym problemu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2015, 12:14
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.