Walę dziś do domu
na te zimno dostałam tabsy, które mam brać do końca ciąży 
Szyjka jest daaaleko, dlatego badanie gin mnie wcześniej bolało, choć teraz nie było tak źle 
Fajniuśko 
Od poprzedniej środy nie miałam mdłości, jejku jaka ja byłam szczęśliwa, nareszcie czułam się normalnie i miałam tyle energii. Jednak od poniedziałku wymiotuje na nowo i to jeszcze gorzej niż ostatnio, ale za to czuje się ok. W przyszły czwartek mam wizytę u lekarza i już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę mojego malucha, mam nadzieję, że mąż będzie mógł być przy mnie i że usg będzie już przez brzuch, w sumie nie wiem jak to jest.
Muszę w końcu powiedzieć mojej szefowej w pracy o ciąży, tylko że ona do pracy wróci dopiero 16 listopada, bo jest na L4. Dziś mi się nawet śniła, że była na mnie bardzo zła, że zaszłam w ciąże. Trochę się stresuje tym faktem, nie wiem jak to jej powiedzieć. Mam nadzieję, że nie zareaguje negatywnie (no chociaż przy mnie hehe).
10 tydzień 1 dzień
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2015, 10:24
Mdłości...bardzo nie fajna przypadłość. W moim przypadku nie są może najmocniejsze, nie mam torsji, nie biegam co chwilę do kibelka z ręką zaciśnięta na ustach, ale męczą mnie dosyć mocno. Najgorsze właśnie to że muszę się z nimi kryć w pracy i nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, słuchajcie, kiepsko się czuję, poleżę chwilę na biurku i będzie dobrze. Muszę się kryć, kombinować i udawać. Czasami uda mi się na chwilę "służbowo" pójść do pokoju koleżanki która wie- bo obydwie pracujemy w kadrach, więc siłą rzeczy musiałam jej powiedzieć- i tam trochę się wyciągnę na krześle z nogami na kartonie papieru i pooddycham w ciszy modląc się żeby przeszło. Przez te mdłości mam problem z piciem, na sam widok wody rzygać mi się chce, kiedyś piłam 2 litry wody dziennie a teraz nie wiem czy wypijam litr, raczej nie.
Zamówiłam sobie przez internet mądrą
książkę dla spodziwaczek i nie mam odwagi jej rozpakować, może poczekam do przyszłego tygodnia wi wizyty u gina....Tak wiem, hormony na mózg mi się rzuciły chyba.
"Starasz się o dziecko już od jakiegoś czasu bez powodzenia? Nie poddawaj się, niezależnie jak długo starasz się zajść w ciążę Twoje szanse nie maleją. Czasami wystarczy zmiana jednego czynnika (np. w Twoim otoczeniu lub w organizmie Twoim lub partnera), a cykl może okazać się tym szczęśliwym! " Także babeczki! Staramy się z całych sił, serduszkujemy! I nigdy nie poddajemy! Tysia, DzikaRoza, agnieszka1290, katastrofa, nie ten cykl to następny
Trzymam kciuki
W końcu się uda 
Dziś 41 dzień cyklu
Jeszcze nigdy nie miałam takiego długiego ? Za 3 dni powinnam mieć kolejne dni płodne nowego cyklu a tu lipa, cykl się przeciągnął i to o jakieś 12 dni
nie wiem o co chodzi a testy cały czas negatywne ? wrrr
5dpt jeszcze 7 może 8 dni i beta, trzęsę portkami
Mąż chce zrobić sikańca wcześniej!! Chciałabym ale strach i WIEDZA ze tak wcześnie na pewno nie wyjdzie nie daje mi spokoju!!
Ostatni dzień 21 tc (20+6)
Trochę minęło od ostatniego wpisu, ale było trochę do zrobienia, a właściwie nadal jest sporo do ogarnięcia.
Tyle marudziłam o malowaniu mieszkania, a przynajmniej pokoju dla maluszka, że wreszcie mama i jej partner zlitowali się nad marudną ciężarną i postanowili wpaść i ogarnąć sprawę.
W piątek przyjechali raniutko i pojechałam z Krzysiem do castoramy po farby i inne potrzebne pierdoły. Wróciliśmy i zabraliśmy się do pracy. Samo wynoszenie mebli zajęło pół dnia. Oczywiście wiecznie mnie upominali że mam nie dźwigać nie nosić, ale ja nie umiem siedzieć i patrzeć jak tyle się dzieje. Nosiłam więc pluszaki, książki, gry i inne drobiazgi 
I zaczęło się wielkie malowanie, wielkie bo jak widać na zdjęciu wyżej jedna ze ścian była czerwona, pozostałe żółte... co za masakra nigdy więcej kolorów na ścianach 
Malowanie trwało do 23, więc mama i Krzysiu nocowali u mnie, na moim łóżku a ja musiałam się wygnieść z dzieciakami.
Po 4 nad ranem wrócił mąż z delegacji jakoś się przecisnął przez ten cały majdan i wskoczył do nas do wyrka. Był ścisk niesamowity ale co tam daliśmy radę 
Kiedy rano poszliśmy oglądać jak wyglądają ściany okazało się że jeszcze trzeba położyć kolejną warstwę, czyli czwartą. No to znowu do sklepu po farbę bo już się wymarnowała ta co była i heja za malowanie 
Później już tylko ustawianie mebli i ok 15 było po wszystkim.
Teraz jeszcze muszę poukładać wszystkie szpargały ale jakoś energia wyparowała 
Dzisiaj po 6 rano byłam już w laboratorium, krew, mocz i glukoza ogarnięte i odhaczone na liście, wyniki będą jutro, a o 17 jeszcze mam zebranie RR.
Jutro USG połówkowe na 9 rano, a o 17:00 planuję jeszcze pojechać na warsztaty FOR HOME. W weekend szkoła, poniedziałek USG tarczycy, wtorek wizyta u ginekologa i w czwartek endokrynolog.
Trochę teraz się tego nazbierało, a kupka z pieniędzmi się szybko kurczy.
Jeśli chodzi o mnie to czuję się raczej dobrze. Najbardziej mnie martwi to że nadal bardzo rzadko i słabo czuję maleństwo, ale tłumaczę sobie to tym łożyskiem. Jestem jednak dobrej myśli i wierze że jutro zobaczę dużego i zdrowego dzidziusia na ekranie.
Jestem też ciekawa czy płeć się potwierdzi.
Maż oczywiście dalej w delegacji, już nawet się nie pocieszam że jak wróci to nie będzie jechał bo to się zmienia z dnia na dzień.
Uciekam teraz trochę odpocząć na kanapie 
Tydzień 19 (18+2/18+6)
Rano przeżyłam zawał.
Chwilę po 9.30 się obudziłam, ale wyjątkowo nie na siku. Wzięłam sobie telefon żeby poczytać wiadomości. Leżę i czytam. Słyszę, że pod dom podjeżdża jakieś auto, chwilę potem słyszę jak drzwi na ganek się otwierają no to ja wstaję i pakuję się w kapcie, międzyczasie słyszę już dzwonek więc wołam, że już idę. Wychodzę z sypialni (a drzwi do niej mamy na wprost drzwi wejściowych, do przejścia mamy jakieś 8m korytarzem) i słyszę, że drzwi na ganek znowu się ruszają. Już zapaliła mi się lampka w głowie. Podchodzę do drzwi, patrzę – nikogo nie ma, ale słyszę odjeżdżające auto. Otwieram je z zamka, wychodzę na ganek, pustka. Wychodzę na dwór – furtka otwarta a auta nie ma. Sprawdziłam jeszcze czy na ganku nie ma przypadkiem jakiejś kartki (coś mi zaświtało w głowie), ale nic. Czym prędzej do domu, zamykam się już na WSZYSTKIE zamki (a mam ich 3), ze strachu zaczęłam wyć i zadzwoniłam do swojego osobistego ochroniarza, że natychmiast ma brać wolne i wracać do domu. Na szybko mu powiedziałam co jest, a mój R. zaczął się bawić w psychologa, że mam się uspokoić i iść pod schody tam są kije (takie do łopat itd.). No to stoję pod tymi schodami jednocześnie szukam tego kija i gadam z mężem. Słyszę jak drzwi na ganek znowu się ruszają. Ja w 3 sekundy dobiegłam do drzwi zaczęłam je otwierać i słyszę jak znowu auto odjeżdża. Wybiegam na dwór i widzę jak jakieś auto chce wjechać na główną drogę, ale dużo aut jechało, więc nadal z mężem na linii podbiegam do auta i pukam. Babka spojrzała na mnie i otwiera drzwi.
Więc pytam:
- Pani była u mnie teraz?
- A gdzie pani mieszka?- pyta się.
-Tutaj – i wskazuje na dom.
-Nazywa się Pani ...?
Podaje Jej nazwisko a ta do mnie z uśmiechem, że ma coś dla mnie. W myślach chciałam ją zabić a ta się do mnie uśmiecha,pinda. Okazało się, że przyjechała z wypłatą z ZUSu. Wyciągając kase pyta się mnie czy dzwonek działa.
-No działa, i nawet krzyczałam, że już idę a Pani nie było w ciągu sekundy.
Oczy zrobiła jak 5zł, dała kwitek do podpisania i spieprzyła.
Poczta Polska, sponsor wątpliwej rozrywki z samego rana!
Ku*^a.
Z frontu ciążowego :
Brzuchol rośnie 
Zaczynają się typowo ciążowe dolegliwości fizyczne – ból pleców, bioder, puchnięcie kostek i kolan, ale i tak najgorszy jest ból żeber...najczęściej wieczorami – też tak macie? Czasami aż oddech jest mi ciężko nabrać.
Mała fika koziołki 
W sobotę warsztaty Bezpieczny Maluch, w środę urodziny teściowej a w czwartek Zabrze, kardiolog. Jestem ciekawa co tam wyszło w tym holterze.
Jeju jak mnie dziś wszystko drażni i wur#ia. Najpierw Mateusz oczywiście nie przyznał się do błędu że przesadził. A głównie poszło o to że we wtorek umówiłam się z dziewczynami z pracy. Ja już od miesiąca planuję ten wypad bo wiedziałam że go nie będzie i że środa wolne to mogę to wykorzystać. Nagle stwierdził że będzie miał najprawdopodobniej poniedziałek i wtorek wolny więc mam nie jechać. Stwierdził ze nie podoba mu się to towarzystwo choć w ogóle go nie zna. Jedynie czytał wiadomości na viberze za co mu się oberwało. Jak może oceniać kogoś z kim nawet nie zamienił słowa. Zaczęła się sprzeczka bo poczułam się tak jakby mi nie ufał i mnie ograniczał. Jak cały tydzień siedzę w domu to się pyta czemu nigdzie nie wyjdę a jak już wychodzę to woli bym siedziała w domu. Kur#a ja mu nigdy nie zabraniam wychodzić nawet jak chciał jeździć na te pieprzone mecze, nic nie mówiłam chociaż dobrze wiedział że widujemy się tylko na weekend a on zabierał dupsko na całe popołudnie lub wieczór i ma być ok.
Potem w pracy nikt nie może zrobić to co do niego należy. Mówisz przybij pieczątki to nie zrobią tego we wszystkich miejscach.
Gdybym była przed okresem to myślałabym że to PMS.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2015, 12:46
21cs
16dc
czwartek
Byliśmy dziś na badaniu krwi męża. Odebraliśmy też wyniki badania nasienia. Okazuje się, że mąż ma bardzo wysoką aglutynację (zlepianie się plemników). Zaznaczone w wyniku: +++ Androlog powiedział, że taka aglutynacja mocno wpływa na ilość plemników, bo chociaż jest ich dużo (bo aż 238 mln), to przez aglutynację jest ich dużoooo mniej. Mąż dostał zalecenie - mucosolvan 2x1 oraz androvit 1x1 przez 3 miesiące i za 3 miesiące badanie nasienia do powtórzenia.
Zastanawiam się tylko czy fakt wysokiej aglutynacji nie odsunie nam kwalifikacji do IUI o te minimum 3 miesiące. Eh, co zrobić.
10.11. nasza wizyta w Poradni.
30 tydz i 4 dzien
Ostatni mam wrazenie ze stoi w miejscu:) a wszyscy do okola mi mowia ale masz wielki brzuch:) no co sie dziwic za dwa miesiace rodze
miestety nie naleze do tych szczesciar co namoim etaoie maja +5 kg ja mam juz chyba + 15...ale co zrobic jem normalnie tak jak jadlam fakt troszke mniej ruchu i problemy z zaparciami ale mam nadzieje ze po porodzie jak sie wezme za siebie to szybko zgubie zbedne kg:) o i jeszcze widac moje roztepy na tym boczku sa miejsze na drugim wieksze;/
W poprzednim wpisie mowilam jak to moje kochane dziecie daje mi sie wyspac...cofam od 3 nocy jakas totalna masakra;/ nie wiem jak sie polozyc ulozyc i jak bym spala pol snem co chwila sie budze;/ a rano nie moge sie wogole dobudzic;/
Kolejne pieniazki zostaja w kieszeni:) moj maz jest gienialny
wczoraj tak gadalismy o tek komodzie maz pyta sie czy jest tak bardzo potrzebna juz bo on musi kupic jakies tam rzeczy do samochodu wymienic olej i cos jeszcze i mowi ze jak nie jest mi bardzo potrzebna to by mi zniosl ta co w salonie jest a jak okaze sie za mala to wtedy kupimy wieksza
wiec narazie kasa zostaje w kieszeni 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2016, 11:06
W tym pieprzonym małym mieście nawet nie można kupić królika a jak wytłumaczysz dziecku że nie ma?? Więc po pracy czeka mnie wycieczka do CH może tam dostanę. Z Mateuszem nic się nie poprawiło, jak zwykle skończyło się kłótnią. Czasami mam ochotę peirdyknąć tym wszystkim i pojechać w pizdu. Może by zatęsknił?? Kto wie!!
Ciąża rozpoczęta 1 października 2015
Brak mi słów by opisać co czuję...
Po pierwsze wielkie szczęście ale i wielkie nerwy czy wszystko będzie dobrze, czy ciąża się utrzyma czy dziecko będzie zdrowe, te wszystkie i inne pytania nie wychodzą mi z głowy.
Cały czas czekam na wynik Bety i modlę się żeby potwierdził dwa poranne testy ciążowe.
To mój pierwszy pozytywny test w życiu trzymajcie kciuki za zdrową szczęśliwa ciążę tak samo mocno jak trzymałyście za zieloną kropkę w tym cyklu !!
Dziękuję !! 
oj dlugo mnie tu nie bylo....
jestem chyba na granicy wariactwa...to wszystko takie szare...każdy negatywny test przybliża mnie raczej do pogodzenia się z faktem ze sie nie uda,a niżeli dawać nadzieje na następna szanse...
w zeszłym cyklu efekt prze-stymulowania clo to 8pg,i każdy z tych 8 dominujący...głupotą było ryzykować,ale silniejsza była myśl ze przecież to osmio krotnie wyższa szansa na 1 dzieciątko...zaryzykowaliśmy.monitoring potwierdził pękniecie 4 pęcherzyków a pozostałe 4 nadal były gotowe,wiec znowu zaryzykowaliśmy...pełna nadziei czekałam...i co? I znowu zamiast euforii na która przecież tak liczyłam płacz...i pytanie na które nikt nie zna odpowiedzi DLACZEGO?
następny cykl,nowa nadzieja...tak mówią...przestaje w to wierzyć...
Zaczynamy od nowa.To mój 8 cykl stymulowany ,w sumie 2 pod rzad po przerwie kilku miesięcznej.Dzwonie do gina z pytaniem jak brać clo w tym cyklu żeby uniknąć prze-stymulowania ,i co mój gin odpowiada? "Pani Paulino,to już dalej niema sensu"...
Może wiem że niema to sensu,może jestem tego świadoma,ale przecież zwariuję siedząc bezczynnie w czasie czekania na styczeń...chciałam wykorzystać czas do stycznia jak tylko mogę...poza tym miałam jedno opakowanie clo w domu... porostu wzięłam pół tabletki,i niech się dzieje wola Nieba...w sobotę na monitoring...
Styczeń...
Wracam, powracam i przywracam w sobie nadzieję, że teraz musi się udać. Jeśli chodzi o badania to niewielki postęp poczyniłam.
Z mężem potrzebowaliśmy odpoczynku fizycznego i psychicznego. Przestaliśmy kochać się wyłącznie w celach prokreacyjnych.
Dzisiaj mój ukochany S. wykonał Usg jąder. Wynik ok. Pani dr badała jego jądra przez prawie godzinę więc ufam, że dokładnie sprawdziła.
W przyszły czwartek mój S. powtarza badanie nasienia. Jestem okropnie ciekawa czy parametry nasienia się poprawiły.
Od lipca skonsultowałam się z 4 różnymi ginekologami i andrologami. Niestety jednogłośnie stwierdzili, że poczęcie metodą naturalną jest wykluczone. Pozostaje nam wyłącznie in vitro.
Szkoda, że żaden lekarz nie próbował przepisać żadnych leków lub nawet witaminek na poprawę jakości nasienia. Ale cóż.. Na własną rękę podawałam mężusiowi Salfain i całą resztę wspomagaczy. Obecnie przeszliśmy na Androvit Plus. Zobaczymy za tydzień czy jest jakikolwiek postęp.
Moj małżonek jest mega dzielnym facetem i chętnie wykonuje wszystkie badania i nawet najdziwniejsze zalecenia. Tylko... Ostatnio dowiedzieliśmy się że mój 63-letni wujek zostanie ojcem. Dla mojego 30-latka to był cios. Lekko nadszarpnęło to jego wiarę w swoją męskość.
Dla mnie najważniejsze jest to, abyśmy w tej walce nie zatracili swojej miłości. Uwielbiam mojego S.
27-10-2015 miałam HSG. Jak dotąd najgorsze przeżycie ever! Zdecydowanie wolę leczenie kanałowe. Była lekka niedrożność, ale dzięki ciśnieniu kontrast udrożnił to co stało nam na drodzę. Po dwóch dniach ponownie rozpoczęliśmy działanie. Teraz czekam na @. Planowana jest na 14-11-2015. Słyszałam, że po HSG jest bardzo duże prawdopodobieństwo zajścia w ciążę przez najbliższe 3 miesiące. Mam nadzieję, że jest to prawda i w końcu doczekam się dwóch kresek na teście.
Dodam, że nikt z rodziny nie wie, że staramy się o dziecko. Wolałam nie odczuwać presji. I teraz wiem, że dobrze zrobiłam, bo po dwóch latach patrzyliby na mnie oczami spaniela...
Utrzymuję rodzinkę w przekonaniu, że póki co z dzieckiem nie jest mi po drodze. No i całe szczęście przestali pytać, choć od czasu do czasu usłyszy się jakiś głupi komentarz, który przemilczam dla dobra ogółu.
Nie wiem dlaczego, ale wolę aby myśleli, że nie chcę mieć dzieci niż, że nie mogę ich mieć. Ot taka głupia przerośnięta ambicja...
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2015, 15:30
"Nie ma pośpiechu. Jeśli coś jest nam przeznaczone, wydarzy się - we właściwym czasie, z odpowiednią osobą i z dobrych powodów."
Zrobiłam dzisiaj test ciążowy ale oczywiście negatywny. Jutro zrobię krew bo już nie mogę wytrzymać 
21t4d
połówkowe 
Będzie Tomasz i Zuzanna
wszystkie narządy, przepływy itp w normie
moda 480g, łożysko na przedniej ścianie wysoko I stopnia, facet 460g tylna ściana wysoko łożysko I stopnia
pytałam o ile odsunęło się łożysko od szyjki i tutaj sukces ponad 6cm
nic tylko się cieszyć
za tydzień wizyta u mojego gina 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.