Wczoraj z mezem kupilismy samochod. Musimy poczekac az go podpicuja i wtedy odbierzemy. No i kolejne wyzwanie przede mna. Musze wziac lekcje nauki jazdy, bo po zdaniu egzaminu nie jezdzilam autem wogole a to bylo ponad 10 lat temu. Poza tym w Uk po drugiej stronie jest kierownica wiec mam widze na co kase wydawac 
Sluz nadal podbarwiony krwia ale miesiaczki nie ma. Czekam wiec cierpliwie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2015, 10:20
37t5dz
Kluska waży 3600 !!! Szyjka ma 3 cm 
A tutaj jeszcze 9 dni do porodu. W sumie to dobrze, że cc bo takiego klocka i tak bym sn nie urodziła.
Powoli się zaczynam stresować. Jak to będzie? Jak się będę czuła? Jak damy sobie radę?
szok!!! szok!!! szok!!!
Słyszałam dziś płacz dziecka z sali porodowej. Tak myślę, bo akurat mój doktor był na nieplanowany cc, usłyszałam taki płacz i chwilę później doktor przyszedł. Myślałam, że się popłaczę...
I temperatura spada, chociaż nie wiem czy można jej wierzyć, bo wstawałam w nocy kilka razy i nie mogłam spać. Ale za to dziś rano standardowy ogromny ból brzucha... jutro @. Już się nawet nie łudzę, tylko czekam na nowy cykl.
... tak marzę o dzidziusiu.
Wczoraj napadały mnie takie złości, że bardzo współczuję mojemu mężowi. Krzyczałam na niego za nic, np. bo zadzwonił domofonem, albo bo zawołał za głośno psa... pfffff.
Od zawsze mam przeogromne bóle miesiączkowe, często już zaczynają się dwa dni przed miesiączką, a najgorsze są dwa pierwsze dni okresu. Najbardziej działa na mnie ibuprom ale że jest szkodliwy dla kobiet w ciąży więc w tym miesiącu zmieniłam na apap. Bo przecież mogę być w ciąży.
Poza tym czytam ciekawą książkę "Niebo istnieje naprawdę", wierzę w życie po śmierci, wierzę w Boga, wierzę, że nas słucha. Wierzę bardziej po ślubie kościelnym.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2015, 12:48
26+0
90 cm w brzuszku
55,5 kg (+2,5kg)

Ostatni tydzień drugiego trym. czas zacząć. Tydzień znowu szybko zleci bo Mąż będzie w domku. W czwartek pierwsze zajęcia w szkole rodzenia, już się nie mogę doczekać. A w piątek jedziemy na weekend do SPA. W końcu!!! Tak długo na to czekałam... Odpoczniemy, oderwiemy się trochę od tego szaleństwa.
Ciąża rozpoczęta 19 października 2015
9 MIESIĄC
czas start
Waga 67,5 kg
Brzuszek 105,5 cm
Biust 95 cm
Za Nami 88 % ciąży
Do TP wg USG 31 dni/ wg OM 35 dni
Dziewiąty miesiąc, że jak kiedy ? Czas super szybko leci, pamiętam jak zobaczyłam na teście pierwszym i jedynym w tym cyklu
dwie tłuste krechy, a już niedługo te kreseczki się urodzą ;)Szczerze powiedziawszy to muszę się przyznać - nigdy nie myślałam. że mnie to całe szczęście spotka, podczas starań, tak długo sobie wmawiałam ze jestem gorsza, jakaś wybrakowana, że nigdy nie będę w ciąży. To NIGDY okazało się nie prawdą. Potem jak w 16-tym cyklu starań, kiedy miałam już tak naprawdę all w dupie - zaszłam w upragnioną ciążę, dosłownie bałam się wszystkiego, bałam się schylać, kaszleć, załatwiać na toalecie, kochać się, dotykać brzucha, piersi, brać prysznic z ciepłą wodą a nawet oddychać by nie zaszkodzić mojemu kropkowi,by go nie stracić...PO czym okazało się że kropusie są dwie. Radość przeogromna Nas dopadła, snucie podwójnych planów. Na następnej wizycie wiedzieliśmy już, że jednemu z maluszków serduszko nie zaczęło nawet bić, nie wykształciło się. I znów strach, obawa przed utratą Drugiego Szczęścia, od razu leki na podtrzymanie, L4 z pracy, wyłączenie się kompletne z życia zawodowego i towarzyskiego... Po drodze okropnie bolesna kolka jelitowa i problemy z bolesnym żołądkiem, groźba skracania się szyjki - na szczęście fałszywa bo wywołana błędnymi pomiarami usg na IP, przodującego łożyska które jednak dobrze się umiejscowiło, POMYŚLNE BADANIA PRENATALNE i wiadomość, że będziemy mieli SYNKA, pierwsze ZAKUPY DLA MAKSA, problemy z krwawiącymi i bolesnymi dziąsłami i fatalne omdlenie w sklepie przy którym nieźle sobie buzię pokiereszowałam. W między czasie PIERWSZE RUCHY NASZEGO MALEŃSTWA, a potem te już SILNIEJSZE I ODWAŻNIEJSZE WYBRYKI ;-)pierwsze napinania macicy którymi byłam przerażona a potem SZKOŁA RODZENIA, WIZYTA ZWIADOWCZA na PORÓDÓWCE, mój BABY SHOWER i SESJA BRZUSZKOWA, kończenie kompletowania WYPRAWKI, nerwy wywołane pomiarami brzuszka Maksa, jego mniejszym obwodem, strojenie KĄCIKA DLA SYNKA... I tak dotrwaliśmy do tego 9 miesiąca Naszej Ciąży. Mimo nerwów, obaw, stresu jest Nam cudownie. Czekam niecierpliwie na pojawienie się Naszego Kochanego Syneczka, pokochałam go jeszcze zanim się począł, kochałam już nawet pęcherzyki w których znajdowały się szczęśliwe jajeczka....i mam je uwiecznione na USG. Tęsknię za moim utraconym dzieciątkiem w 7tc, żałuję że Maks nie pozna swojej siostry/brata bliźniaka ale na pewno kiedyś mu o niej/nim powiemy ;)W ciąży odnalazłam w sobie jeszcze większe pokłady miłości do dziecka, Naszego dziecka, wyciszyłam się i zawierzyłam Bogu oraz modlitwie. Nie mam jakiś określonych oczekiwań co do Naszej rodziny. Najważniejsze by Maks urodził się zdrowy i zdrowo rósł a poród nie był zbyt długi. Wiem, że będzie bolało ale wiem też że mam misję do spełnienia, zadanie do wykonania i na tym się skupiam. Czuję że razem sobie poradzimy, ze wszystkim, w końcu przygotowaliśmy się najlepiej jak umiemy i cieszę się cholernie na grudzień, bo będzie dla Nas magiczny. Dla nas jako pary i jako rodziców
Tak mnie naszło na małe podsumowanie tych ostatnich 8 miesięcy oczekiwania 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 17:06
24t2d ---> 25tc 
No i po kolejnej wizycie 
Tym razem na wizytę wybrałam się aż do Poznania
No ale nie ma tego złego... Przynajmniej zahaczyłam Ikeę i kupiłam super przybornik dla Malutkiej 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/0e4a1246e844.jpg
Co do samej wizyty, Malutka waży już 638 g
Kawał baby już z niej 
Między nogami nadal nic nie wyrosło, i dobrze! Moja wizja ślicznych sukienek pozostaje niezmienna 
Usg było mega dokładne, doktorek wszystko pomierzył i posprawdzał
Wygląda na to że spodziewam się całkowicie zdrowego dziecka 
Milena była niemożliwa na usg
co chwilę się wierciła, trzymała sobie w rączce paluszki od nogi
Później tak słodko miała rączkę na twarzy.. Jakoś oczarowała mnie na tym usg.. Jest taka śliczna 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/5531f98dc69f.jpg
Na zdjęciu jest twarz Mileny, wygląda jakby się uśmiechała 
Dostaliśmy też płytę z usg, fajna sprawa tak wrócić do domu i móc obejrzeć wszystko jeszcze raz 
Odetchnęłam trochę, choć staram się zbytnio nie przejmować tym, czy będzie ok. Coraz częściej zdaje sobie sprawę z tego że na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, a zamartwianiem się nic nie zmienimy.
Wczoraj minął kolejny przystanek na mojej liście wyczekiwanych przystanków ciąży. Granica przeżywalności. Kolejny przystanek to studniówka
później 6 grudnia, wejście w III trymestr 
I tak sobie żyję od jednego przystanku do kolejnego...
Choć ostatnio żyję nijako. Wczoraj miałam kolejny napad pod tytułem "wyprowadźmy się". Denerwuje mnie to wspólne mieszkanie. Raz bardziej (przez co mam napady "wyprowadzkowe" i przepłakane wieczory), raz mniej. Wczoraj było zdecydowanie gorzej. Moja mam nie potrafi uszanować chyba mojej prywatności i tego że mam już swoją rodzinę i życie. Już w maju była akcja że weszła nam do pokoju (mieszkamy razem, na razie wspólna kuchnia i łazienka ale remontujemy strych), niby żeby jakiś wazon schować mi do szafy i przy okazji przejrzała sobie co w szafie jest. A my mieliśmy ustawioną kamerę na psa która wszystko zarejestrowała. I to nie pierwszy raz, bo już wcześniej się zdarzało że pod naszą nieobecność wchodziła i zaglądała do szafek. Wczoraj jako że na cały dzień jechaliśmy do Poznania, a dzień wcześniej dostałam od siostry kartony z ciuchami po siostrzenicy, to poukładałam je na suszarce z praniem by pies ich nie pogryzł. Wracam do domu, kartony stoją obok suszarki. Pogryzione. Nosz kur.. Ja jej nie łażę po pokoju i nie układam rzeczy po swojemu. Jak się okazało, to zdjęła te kartony bo "szkoda suszarki" żeby kłaść na nią taki ciężar. Zdenerwowałam się i powiedziałam jej że ja jej po pokoju nie chodzę i nie przestawiam jej rzeczy bo uważam że tak będzie lepiej. I co? Foch! Usłyszałam że ona już ostatnio się przekonała jak to jest, że we własnym domu ma monitoring ustawiony i że jej noga już nigdy tam nie postanie, a psa następnym razem jak gdzieś jadę to mam zamykać. Seriooo??? Czyli ona grzebie mi po meblach, ale to ja jestem ta zła bo kamerę ustawiłam.
I kurcze psa mam zamykać, ok. Ale jak ona jest w pracy a babcia mnie po coś woła to co? Chyba przestanę słyszeć że mnie woła. Psa wypuścić z 2 razy podczas mojej nieobecności już nie będzie, ale ja mam latać na każde zawołanie babci, szykować jej i ciotce(taka jedna przychodzi do babci dość często) kolacyjki, mamę odwozić i przywozić z pracy (!!!) i z każdą wizytą u lekarza czy potrzebą zakupową wozić ją gdzie potrzeba. Nosz kur... Czy przy tym wszystkim takim wielkim problemem jest by pies pod moją nieobecność mógł chodzić po całym domu? A taka nieobecność długa zbyt często się nie zdarza jednak.
Zdenerwowałam się wczoraj strasznie i już zaczęłam oglądać mieszkania do wynajęcia, no ale już sporo kasy włożyliśmy w strych, będzie z 10 tys. I zostawić to wszystko? Sama już nie wiem co robić. Mam mętlik w głowie.
Denerwuje mnie ta cała sytuacja, ale gdzie teraz przed samymi świętami wyprowadzać się? A zanim byśmy wyremontowali owe wynajmowane mieszkanie? I kiedy się tam przeprowadzić? W lutym? I tak tułać się z małą na niedługo przed porodem?
Z drugiej strony, po jaką choinkę mieszkać tu z nimi, by im pomagać a samemu nie mieć żadnej pomocy? A później mama myśli ile to ona dla mnie robi.. Bo nie daje mi możliwości gotowania, bo co dzień jest coś zaplanowane a później wysłuchuję że nie gotuję? Wszystkie rachunki opłacamy wspólnie, nawet podatek opłacamy razem gdzie chyba powinno to należeć do obowiązków właściciela domu???
Jeśli ktoś doczytał to do końca.. Doradźcie proszę.
Gdyby nie ten strych to chyba bym wyprowadziła się, ale tyle kasy włożone. Wizja własnej kuchni... Liczę że jak strych będzie to i odetniemy się trochę.
Ale co z tego że wsadzimy z 50 tys w strych a za parę lat zjawi się wuja który zażąda części domu bo mu się należy? Albo rodzeństwo położy łapę... A nic tu na nas zapisane nie jest... Nie ma to jak być dobrym i chcieć opiekować się samotnym rodzicem...
Płakać mi się chce na to wszystko.
Nie byłabym sobą, gdybym już przed czasem nie przygotowywała się, jak trzeba do tego wielkiego wydarzenia. Dlatego już dzisiaj sporządziłam listę rzeczy, które będą potrzebne do porodu, do szpitala i na wyjście z tegoż.
Proszę o porady, czy wszystko uwzględniłam 
TORBA NR 1 - „porodowa”
- koszula do rodzenia
- szlafrok
- klapki
- ciepłe skarpety
- pończochy przeciwżylakowe (jeśli sn, to niestety u mnie konieczność - chociaż zastanawiam się czy nie założę ich jeszcze w domu
)
- maszynka do golenia + pianka (przy moich żylakach nie podejmuję się tematu ogolenia się samodzielnie, więc położna będzie proszona o pomoc
)
- czekolada gorzka
- woda mineralna
- kanapka
- dokumenty + wyniki badań
- żel antybakteryjny do rąk
- pomadka ochronna do ust
TORBA NR 2 - „szpitalna”
- 2 koszule do karmienia
- 3 pary skarpet
- kosmetyczka (żel do mycia + żel do higieny intymnej + szampon + krem do rąk + szczoteczka do zębów + pasta do zębów + grzebień)
- podkłady poporodowe – 2 paczki
- majtki jednorazowe – 2 paczki
- wkładki laktacyjne – 1/2 paczki
- 2 biustonosze do karmienia
- 3 komplety ubranek dla Agatki
- rożek
- 3 pieluchy tetrowe
- Pampersy – 1 paczka
- chusteczki nawilżane – 1 paczka
- Linomag do pupy (?)
- smoczek (?)
TORBA NR 3 - „na wyjście” (zostaje w domu, M. przywozi, gdy przyjeżdża po nas po wypisie)
- moje spodnie
- moja bluzka
- kombinezon
- czapeczka + szalik + rękawiczki
- ubranko „na wyjście” 
- kocyk (?)
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2015, 12:33
23 dzień cyklu.
Moje relacje z mężem są bardzo słabe.
Nie wiem co robić, mam w głowie mętlik. Ten pamiętnik nie miał być historią naszych kłótni, ale chyba jest. To jest wg mnie największy powód czemu nie mogę zajść w ciążę. Moje ciało nie jest gotowe na ciążę, nie czuję się bezpiecznie przy moim mężu w tej chwili. Nie czuję gruntu pod nogami, boję się że w końcu to się skończy naszym rozstaniem i czasem podczas tych kłótni myślę sobie, że nie powinnam teraz zachodzić w ciążę... Bo zostanę z dzieckiem sama... 
Nie wiem co robić... Czy to normalne? Czy to jak się traktujhemy to normalne małżeńskie relacje? Czy nasze kłótnie gdzie pada wiele niecenzuralnych słów to typowe małżeńskie sprzeczki? Czy ja przesadzam? Czy to, że chcę by spędzał czas ze mną, a nie tylko z kolegami to zbyt wiele?
Nie wiem co robić... Wczoraj zrobił sobie wolne, siedzieliśmy w domu cały dzień praktycznie nie odzywając się do siebie. Kiedy zaczynałam rozmowę, on ją szybko kończył. W końcu wygarnęłam mu co czuję, czego od niego oczekuję i jeżeli mu to nie pasuje to nie wiem po co wracał. I po tym nastąpiła cisza...
Tak więc, nie wiem co robić...
Temperatura spada, tak jak myślałam. Jeszcze pewnie ze 4 dni i przyjdzie okres. Muszę ratować moje małżeństwo, tylko wtedy dalsze starania będą miały sens...
dziś 26 dc walczę ze sobą żeby nie zrobić testu. Brzuch pobolewa, w krzyżu łupie
a rano zauważyłam taki niby brązowy śluz...
pozytywnych rzeczy cały dzień z mężem w domu i wieczorom będzie paczucha do obioru w paczkomacie 
Dzisiaj wizyta u kardiologa, szereg badań i stres.... Pragnienie dziecka jest coraz silniejsze i chyba osiąga kulminacyjny punkt... Jak ja bardzo zazdroszcze wszystkim którym się udało... Za dwa tygodnie rodzi moja przyjaciółka, boje sie... Boje sie widoku jej dziecka... Widok złożonego w jej domu łóżeczka dziecięcego pozbawił mnie snu na długo..
Luzie w dupie! Nie opuszczaj mnie! Nie teraz!
Porada dnia
Unikaj spożywania „złych” węglowodanów takich jak: białe pieczywo, cukier, biały ryż i ziemniaki. Tego typu produkty zwiększają Twoją wagę, podwyższają poziom złego cholesterolu i zaburzają funkcjonowanie gospodarki hormonalnej odpowiedzialnej za płodność. Złe węglowodany mogą pogłębiać chorobę zwaną zespół policystycznych jajników, która jest przyczyną problemów z zajściem w ciążę prawdopodobnie aż u około 10% kobiet. W zamian postaraj się jeść więcej warzyw, owoców, pełnoziarnistego chleba, pełnoziarnistych makaronów i fasoli.
Kolejny cykl i kolejny i kolejny... eh 
21+0
Bbf dziś wbił mi 6 miesiąc. Czy na pewno tak ma być? Wydawało mi się ze szósty się później zaczyna?
Wczoraj (odpukać) doświadczyłam jednego dnia bez zgagi, ale nie jestem naiwna - wiem ze wróci. Zbankrutuje na tym Gavisconie 
Dziewczyny moja waga nadal nie idzie w górę, przed ciążą ważyłam 67, potem na początku 65 a teraz zależnie od dnia 66,5-67... Laura rośnie idealnie, puka do mnie codziennie i choć łożysko na przedniej ścianie to czuć to wyraźnie. Ale mimo wszystko juz o tej porze powinnam przybierać 
Następna wizyta juz w czwartek u lekarza prowadzącego tym razem, zobaczymy co na to powie...
28dc 12dpo
Do godz 13.00 odczuwalam bole w podbrzuszu, glownie z prawej strony. Na wkladce pojawil sie sluz podbarwiony na kolor brzoskwiniowy. Poza tym jestem zmeczona bardzo. Caly weekend w pracy, najblizsze dwa dni w pracy po 12h. Stad ten stan.
Po wczorajszej wizycie u gin jestem pewlna, dowiedzialam sie ze mam pco i faktycznie ten cykl mam bezowulacyjny. Ale tez zostal wprowadzony konkretny plan dzialania tak wiec:
- od dzisiaj biore duphaston by wywolac @ bo z tego co mi powiedzial lelekarz nie byloby jej przez nastepne 2 tygodnie
- od teraz przez caly czas mam brac bromargon
- a od nowego cyklu wchodze z clo
Jezeli to nie pomoze i przez 4 m-ce nie zajde w ciaze to mam zrobic hsg a jezeli po tym nadal nie bedzie sie nic ddzialo to wtedy laparoskopia. Ale jestem dobrej mysli i mam nadzieje ze te 4 m-ce wystarcza:)
Moj mezus tez juz wie o co w tym wszystkim chodzi bo lekarz dokladnie wytlumaczyl, tylko nie rozumiem jak poprzedni lekarz mogl ominac tak znaczacy fakt jak pco??? Ale koniec koncow dobrze ze trafilam w koncu do tego i jestem pewna na 1000% ze dzieki niemu zajde w ciaze
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2015, 09:06
14 tydz., 6dz.
POWAŻNIE CIĘŻARNA.
Oficjalnie jestem poważnie zaciążona! Wczoraj po raz pierwszy, w zatłoczonym metrze, starszy pan ustąpił mi miejsca
Brzuchol rośnie i wydawać by sie mogło,ze każdego dnia jest większy. W dziewiątym miesiacu chyba będzie większy niż ja cała!
Pamiętacie jak sie cieszyłam z mdlosci ktore odeszły? Tak teraz chce,zeby wróciły i zabrały ze sobą te migreny i mega obolałe piersi! No ale bez tych bólów nie widziałabym,ze jestem w ciazy
tylko jak tu walczyć z migreną, kiedy postanowiłam nie brać żadnych leków?
Chciałabym takze pochwalić sie nowym członkiem naszej rodziny: panem krabem! 

Wygląda podobnie jak na zdjęciu i jest krabem pustelnikiem z piękną muszelką na grzbiecie
dostaliśmy od rodziny ktora zaskoczona,ze kraby sczypią, zdecydowała,że krab to kiepskie zwierzątko dla 3 letnich dziewczynek. A ja sie w nim zakochałam 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2015, 15:12
Byłam u rodzinnej podejrzewa tłuszczaka albo nowotwór, w czwartek rano idę do chirurga, a w poniedzialek po południu ide do onkologa, szlak mnie juz trafia ze wszystkim!
ooooooooooooooooooch jak mnie irytuje ten mój lekarz!!!!!!!!!!!
Na ostatniej wizycie byłam u niego w szpitalu i kurcze zapłaciłam nie bagatela 200zł. A ogólnie chodzę do niego do przychodni bo tam przyjmuje prywatnie i tam też miałam zapisać się na kolejną wizytę 12.12.2015 ale dziś dzwonię i okazuje się że nie przyjmuje w tym dniu WTF...
L4 mam do 10 grudnia i mam nadzieję że go zastanę w szpitalu. Kurcze żebym musiała się prosić o wizytę. Wrrrrrrrrrr
Boję się... Boję się, że dzieje się coś niedobrego. ze mną... świat mi się na głowę wali... Nie chcę pocieszania i gadki typu "staracie się od niedawna, musicie poczekać, ale uda się, potrzeba czasu... wyluzuj..." kurwa nie umiem... nie potrafię
Mam dosyć... Nie wiem jak długo to potrwa... Boję się, że zbzikuję i wyląduję... w psychiatryku...
Pragnę zrozumienia i pomocy... tylko tyle i aż tyle...
Czy naprawdę zrobiłam coś złego w swoim życiu, żeby mieć ciągle pod górkę?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.