Taki dziwny ten mój wykres, te temperatury, więc postanowiłam zakupić nowy termometr. Wiem, że nie powinno się zmieniać w trakcie cyklu, ale fakt zmierzyłam starym i nowym i jest różnica o parę kresek, nie wiem co teraz robić skończyć już mierzyć starym???
A co najlepsze jak się teraz nie uda to moje starania wezmą w łeb, gdyż od nowego roku mąż będzie jeździł z pracy w delagację i będzie raz na 2tyg, no może przy dobrych wiatrach raz w tygodniu uda się mu zjechać 
Czego to wszystko musi się tak komplikować? Po prostu zajebiście...
bardzo Wam dziękuję za otuchę i wsparcie, jesteście kochane!
w zasadzie już się z tym jakoś oswoiłam i jestem gotowa działać dalej!
jestem po wizycie u lekarza, niestety chyba trzeba będzie się zgłosić na zabieg do szpitala jeśli w ciągu tygodnia nic się nie wydarzy
a co do przyczyn zatrzymania ciąży dr celuje w czynnik autoimmunologiczny, sam się mocno przejął i będzie chciał mnie lepiej przebadać, na razie zrobiłam konflikt płytkowy, wynik za 6 tygodni.
... i sprawa techniczna, ktoś wie jak mogę wrócić na różową stronę pamiętnika?? 
Dziś był ten wielki dzień HSG...o 14 zgłosiłam się do kliniki...a o 16 byłam już w domu...samo badanie da się przeżyć. Na pewno nie jest to nic przyjemnego, ale w swoim życiu przeżyłam dużo gorsze bóle. Nieprzyjemne uczucie trwa dosłownie chwilę. Wyniki jutro, ale Pani doktor powiedziała, że wszystko jest ok...czyli tak jak myślałam
17dc 4dpo
Mój kochany G. raz lepiej raz gorzej.. W nd o jakąś pierdołę zaczęliśmy się kłócić.. Był mega opryskliwy, trzasnął drzwiami.. A ja głupia nie skumałam, że znów nerwy go trzęsą.. Na szczęście on wrócił, przeprosił za głupie teksty i powiedział, że on cały czas gnębi się myślami, że przez to taki jest.. Przytuliłam go i popłakałam się.. Takie okropne jest patrzeć jak ktoś bliski cierpi, a Ty nie możesz nic zrobić, w żaden sposób pomóc.. Powiedział,że czeka na moją laparo, że może się coś wyjaśni.. Ze mu ulży..
Ja z kolei mam mega zabiegane dni.. Nie mam czasu na nic.. Na myślenie też.. Dopiero w piątek odetchnę..
6t5d
Powtórzyłam badanie moczu...
Wynik posiewu za tydzień.
Grupę krwi też odebrałam ARh+ (dobrze wiedzieć)
Leukocyty 500leuk/ul 5-10 wpw
ciężar właściwy 1,007
bakterie dość liczne
lekko mętny
Jutro wizyta u gin więc zobaczymy co mi powie... 
Dzisiaj ugotowałam rosołek - jest po prostu przepyszny, zrobiłam też creme brulle - mniam 
Chciałam jeszcze zrobić ciasteczka amerykańskie ale mi czasu zabrakło i sił.
Pojechałam do moich rodziców odpoczęłam sobie u nich a potem z moim mężem poszliśmy na chińszczyznę
Obżarłam się ale na mój creme brulle znajdę miejsce 
Czuję się zmęczona...
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 21:52
24 dc.
Wydaje mi się, że Duphaston skutecznie zablokował mi owulację, nie czuję już w ogóle pracy jajnika, test owulacyjny jak był ujemny, tak jest. Cały czas krecha bledsza od kontrolnej.
Przyzwyczajam się do myśli, że ten cykl nic nowego nie przyniesie. Jeszcze dwa dni z Duphastonem, czekam na @ i jedziemy z Clo.
Czekam czekam czekam. Jeszcze okolo tygodnia i sie wyjaśni. Dziewczyny z naszego watku forumowego mnie wkrecaja heh a zawsze powtarzamy żeby się nie nakręcać heh oj baby baby:) chodzi o moja jakże zabójcza temperature ale ale wnioskujac po wykresach że takie ładne och ach powinnam juz 10 razy być w ciąży:p
Staram się unikać sexu bo gdzieś słyszałam ze po owu dobrze żeby unikać w w sumie myślę że coś w tym może być ale ciężko nam wychodzi ten celibat :p dziewczyny czy któraś z Was słyszała od lekarza żeby ograniczyć sex po owu? (Szczególnie takiego że tak powiem intensywnego? :p bo taki to najbardziej lubimy heh)
Dobranoc rano do pracy trzeba wstać w sensie ze o 8 :p
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 22:25
Dziś 8 dp.
Temperatura o dziwo poszła w górę. Po ok. 3 godzinach snu była na poziomie 37,04, a o normalnej porze mierzenia już 37,15. SZOK.
Jako wrodzona pesymistka rozsiewam przed sobą wizję jutrzejszego spadku.
Wiecie, że dzisiaj ma/miał nastąpić koniec świata wg. Nostradamusa ??
Nastąpi lub nie, w każdym razie polecam zaserduszkować na wszelki wypadek 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada 2015, 12:35
Dzieki dziewczyny:-)
Poki co wynikow nie poznam. Zostawiam to na wizyte grudniowa, kiedy bede miala juz za soba wszystkie badania. Kolejne w piatek.
Maz zapisal sie na badanie spermy. Dopiero 24 grudnia. Myslelismy, ze rachu ciachu, zadzwoni i na piatek uda sie zalatwic wizyte. A tu nie. I tak ma szczescie, ze ktos zrezygnowal, bo najblizszy wolny termin mieli dopiero w styczniu.
16 tydzień 4 dzień ciąży
4 miesiąc - II TRYMESTR 
41% ciąży 
Do wizyty zostało: 1 dzień 
Dzień dobry z rańca
U nas jakoś tak spokojnie.
Robiłam wyniki krwi i mocz, wyszło ok oprócz oczywiście leukocytów i neutrofili w krwi ale to normalne w ciąży w każdej tak miałam
ale mocz ciężar właściwy ok i PH też także jest ok.
Gorzej wyszła mi krzywa cukrowa bo:
Na czczo: 86
Po 1h: 154
Po 2h: 163
Czyli jak w mordę strzelił cukrzyca ciążowa. Wyniki nie są tragiczne, ale czeka mnie dietka i mierzenie cukru. Wizyta jutro to pewnie się więcej dowiem. Mam nadzieje że jutro mój lekarz będzie bardziej rozmowny niż ostatnio.
Wczoraj wydaje mi się że poczułam pierwsze pląsy mojego robaczka, mojej malutkiej kruszynki, takie dość długie falowanie i bulgotanie i delikatne muskanie. Uczucie cudowne, także zobaczymy może dzisiaj też dostanę od maleństwa taki prezent.
Pogoda za oknem nie rozpieszcza, bo dzisiaj z rana mamy -6'C czyli masakra ale cóż trzeba się przyzwyczaić
W końcu idzie zima.
Boje się jutrzejszej wizyty, co lekarz powie, ten strach czasem mnie tak paraliżuje że ciśnienie oczywiście znowu będzie kosmiczne, mam nadzieję że puls maluszka troszeczkę zmaleje i nie będzie w górnej granicy znowu. Wierzę że tym razem będzie wszystko ok, bo tak bardzo kochamy to maleństwo i czekamy na niego.
Jutro też po wizycie jeśli okaże się że jest wszystko ok z niuńką to powiemy Klaudii, mój brzuszek już okrąglutki więc niech cieszy się razem z nami tym nowym życie którą noszę pod serdusiem 
A oto my w 16tc 

Mam nadzieję, że jutro wkleję Wam fotkę mojej kruszynki
Buziaczki 
no i plamień/krwawień dzień drugi. Nie wiem kurcze czy to jest taki skąpy okres czy coś innego ale chyba tak bo temperatura niższa. tylko co to za okres, że w zasadzie podpaska prawie niepotrzebna.
25dc - niby 8dpo
Nosz kurde! Tempka mi sie wybija do gory. O co tu chodzi? Ja sie pytam bo zglupialam. Lekarka twierdzi ze to cykl bezowu a wykres sam mowi za siebie. Jutro wybieram sie na badanie progesteronu bo i tak musze byc w szpitalu. Jest to ladny wykres od niepamietnych czasow tylko
brakuje
no chyba, ze mialam owu wczesniej.. Ale nie, przeciez wtedy mi testy owu wychodzily. Brakuje mi slow a rozum plata mi figle i daje do myslenia...
Wiedzą, która teraz mam, o niewydolności łożyska, nie daje mi spokoju. Siedzę i myślę i myślę... I dziś przeważa we mnie uczucie złości. Bo moje dzieci mogły być ze mną, gdybym tylko trafiła na dobrych lekarzy. Gdyby w ciąży z Kacperkiem lekarz wykonujący USG połówkowe zauważył spowolnienie, gdyby lekarz prowadzący na to spojrzał... Gdyby tylko coś z tym zrobili, miałabym teraz ucznia w domu... A tak pozostają łzy i żal...
Gdyby lekarz u której prowadziłam kolejne ciążę dopatrzyła się niewydolności łożyska w pierwszej ciąży, inaczej poprowadziła ciążę z Martynka, prawdopodobnie miałabym ją jeszcze pod sercem... A może byłaby już z nami trochę wcześniej... Ale byłaby z nami.
Ale nie. Lekarze podeszli do sprawy rutynowo, licząc że się uda... Nie udało się... Jestem zła, okrutnie zła, że dwa życia można było uratować. Przynajmniej dwa, bo ile jest takich przypadków jak mój? Gdyby tylko lekarze mieli większą wiedzę lub/i bardziej się przykładali. Gdyby nie traktowali nas jak klientów w sklepie. Do cholery, oni przecież są odpowiedzialni za życie. W moim przypadku są odpowiedzialni za śmierć dwójki moich dzieci! Śmierć, której mogło nie być! Mogło nie być łez, cierpienia, strachu... Gdyby tylko lekarze się przyłożyli... Tak, dziś winie lekarzy za straty. Zaufałam im, a nie powinnam... Jeśli mi cholernie smutno...
Do tego jeszcze jestem zła na moją przyjaciółkę. Kilka dni temu rozmawiałam z nią przez telefon i zeszło na covida, szczepienia i stratę Martynki.
Ja: szczepiąc się, świadomie podjęłabym ryzyko, że szczepionka niekorzystnie wpłynie na ciążę i dziecko
Ona: a nie szczepiąc się świadomie podjęłaś ryzyko zachorowania
Szybko zakończyłam rozmowę. Ale siedzi to we mnie do tej pory. Jak mogła mi coś takiego powiedzieć???? Ciekawe jakby ona była w mojej sytuacji co by zrobiła. Sama się szczepiąc, zdrowa, nie w ciąży, była pełna obaw. A teraz nagle taka mądra się znalazła. Domyślam się że to nie są jej słowa, tylko jej szwagierki, bo dzwoniła do mnie po rozmowie z nią. Wzbiera we mnie złość i chyba jej wygarne! Bo łatwo się mówi jak się nie jest na czyimś miejscu! Wiem, że to się może skończyć obraza, ale już mi to wisi. Niech bardziej uważa na to co myśli, bo bardzo mnie zraniła tymi słowami. Poczułam się jakby potraktowała mnie jakbym to ja była winna śmierci Martynki.
Gdybym od początku wiedziała to co wiem teraz, gdyby lekarz prowadząca ciążę wiedziała w czym tkwi problem, gdyby ciąża była inaczej prowadzona,
pod większą obserwacją pewnie zaszczepilabym się. Ale będąc w tamtym miejscu co wtedy, nie wiedząc nic, nie zdecydowałabym się na kolejna niewiadomą w postaci szczepień.
Dużo gdybania w moim dzisiejszym wpisie, ale tylko to mi pozostało...
Wczoraj byliśmy na badania prenatalnych. Pierwszy raz mąż mógł zobaczyć nasze maleństwo:) Oczywiście maluszek zdrowy:
Obwód główki:2,03cm
CRL: 6,16cm
NT: 1,4mm
Serduszko bije 161s/min
Takie usg to niesamowite przeżycie, wcześniej zjadłam dwa batony, ale maluszek jak zawsze obrócony dupką, lekarz mówi że to pewnie jego ulubiona pozycja hehe. Po wielu staraniach, pukania do niego wreszcie się obrócił i pokazał swoją buzię- jest śliczny!Jak to ja zadawała lekarzowi tysiące pytań, ale lekarz cudowny i na wszystkie pytania odpowiadał mi bardzo dokładnie:) Nawet mąż odważył się zapytać, dlaczego mi brzucha jeszcze nie widać hehe. On już chce abym miała widoczny brzuch, a brzucha nie ma w ogóle. I co najważniejsze nasz maluch okazał się DZIEWCZYNKOM! Tak, tak hurra będę mieć kochaną córeczkę
Mąż też bardzo szczęśliwy!
A tak poza tym Belly Best Friend wskazuje mi:
Jesteś w 14 tygodniu ciąży
(13 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 4
Trymestr: 2
Wiek płodu: 10 tydzień
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2015, 13:11
28 dc.
Zmęczona jestem, jakoś do wszystkiego ciężko mi się zebrać, mogłabym nie wychodzić z łóżka i ten przeklęty ból gardła. Nie ma jak listopad. Wczoraj się dowiedziałam, że znajoma jest w ciąży i że nie planowali z mężem. Matko dla nie to jak wygrać w totolotka. Nie wiesz kiedy owulacja, kiedy dni płodne a tu taka niespodzianka, dla mnie niepojęte.
Miałam dziś pojechać na tą wizytę do Warszawy, mąż miał tak sobie poukładać sprawy, żeby ze mną pojechać. I co i dupa, okazało się, że lekarz w tym tygodniu nie przyjmuje 
No cóż trudno, nawet jak będę sobie rwała włosy z głowy, to i tak w niczym nie pomoże. Spróbuję pojechać w poniedziałek, jak uda się z uciec z pracy i nie dostanę wcześniej @. Lekarz kazał mi przyjść na wizytę kontrolną w drugiej połowie cyklu po skończonym leczeniu, ale trudno jak w poniedziałek nawiedzi mnie wredota, to pojadę w nowym cyklu. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i trzeba próbować się z nimi godzić.
Czuję się ostatnio przytłoczona tymi wszystkimi problemami, smutkami. Myślałam kiedyś, że to dorosłe życie będzie trochę prostsze, radośniejsze...
25.11.2015r. Dzień dwudziesty drugi
Matka czy psycholog ?
Weź tu człowieku bądź mądry. Dziecko najedzone, przebrane, znowu najedzone. Gotowe do odbicia (w pozycji pionowej na ramieniu). Odbiło się. To może jeszcze chce cyca? Podany cyc, ciomkanie cyca od niechcenia i wyplucie zawartości na pieluchę (stara zagrywka dziecka, więc gotowość na taką ewentualność jest). Oczy coraz mniejsze, pionizujemy dziecko, by jakimiś resztkami się nie udławiło, bo zaraz odkładamy do kołyski do snu (na noc). Z gęby nic się nie ulewa, dziecko za to wpycha łapska swe do gęby i zaczyna ciomkać. Podanie smoczka. Ochocze ssanie w odpowiedzi na odpowiedź. Oczy zamknięte. Wynoszenie do łóżeczka. Opuszczenie pokoju z pozostawionymi otwartymi drzwiami. I .... łeeeeeeee! Krótkie łeeee.
Odruchowo cofam się, by sprawdzić, co jest grane. Smoczek z gęby wypadł, zanim dziecko zdążyło mocniej zasnąć. Żul oczy ma otwarte i kwęka. Kolejne sprawdzanie. Cyc - nie. Pielucha - sucha. Chęć towarzyszenia rodzicom w kanapowym życiu - nie, bo oczy aż czerwone od tego kanapowania i słuchania śpiewów, żartów i przytulanek (ponad godzina aktywnego kontaktu z dzieckiem). Dajesz dziecku spokój i tylko trzymasz na rękach - automatycznie uspokojenie i zamykanie oczu do snu. No to hop do kołyski. No i łeee.... Oczy znowu jak 5 złotych.
I tak w kółko jakieś 20-30 minut.
Matka: Może jednak wezmę ją na ręce i posiedzę tak, a ona sobie pośpi. Przecież gdy leży sobie na moich kolanach w niczym mi nie przeszkadza. Mogę zjeść podstawioną przez męża kolację i spokojnie obejrzeć serial. Poza tym dopiero drugi raz jej się takie zachowanie zdarzyło. Jest jeszcze taka malutka... A jaka śliczna, niech pośpi mi na rękach/kolanach/przy mnie.
Psycholog: Od tego się zaczyna, potem będzie problem z zasypianiem. Będzie trzeba zawsze nosić, lulać, a przy odkładaniu do łóżeczka pobudka i wszystko od nowa, aż dziecko wyśpi się na rękach i zdecyduje że teraz trzeba zaspakajać inne potrzeby: jedzenie, zmianę pieluchy, organizować czas aktywności. Nawyki kształtują się bardzo szybko, nawet u takich maluchów. Im dalej w las, tym trudniej pewnych zwyczajów będzie się pozbyć. Jak będzie funkcjonować Matka, gdy Ojca nie będzie całymi dniami w domu i samej trzeba będzie sobie robić jeść, sprzątać, a czasem nawet pozwolić sobie na wyjście do toalety?
Matka + Psycholog = Matka Sadystka
- Myślisz, że Nastka jest wystarczająco "duża" na wkroczenie do akcji Super-Niani? -pyta zniecierpliwiona Matka Ojca.
- Chcesz nasze dziecko potraktować psychologią? Jaką szkołą? - pyta Ojciec Matkę stojąc nad kołyską z kwilącym co chwila pisklakiem domagającym się wydostania z jego miejsca kaźni.
- Myślę, że behawioryzm. - odpowiada Psycholog
- Co zrobimy? -pyta zaniepokojony Ojciec.
- Ty idź spać
- A Ty?
- Ja jeszcze raz sprawdzę, czy dziecku nic nie trzeba i też idę spać. Ona też zaśnie. - odparła Matka Sadystka.
Cyc - nie, pielucha - sucha (całe to sprawdzanie na śpiocha, z zamkniętymi oczami, tzn. dziecko-śpioch, nie Matka). No to do kołyski. Krótkie łeeee, duże oczy, Matka pogłaskała po czółku i poszła położyć się do łóżka. Rodzice słuchają odgłosów. Jakieś są (ale nie jest to regularny ryk, tylko odgłosy niezadowolenia, lekkie kwilenie, mlaskanie, posapywanie z przeciągania się). Ojciec co chwila wykonuje ruchy sugerujące, że zaraz wyrwie z kopyta do córki. Psycholog powstrzymuje. 15 minut dziecko zasypia. Matka Sadystka z Ojcem też.
W nocy dziecko śpi jak zabite. Matka budzi się po 3, cyce domagają się opróżnienia. Mam już dość laktatora i magazynowania jedzenia, przecież tyle już go jest, a to dopiero 3 tygodnie! Szturcham Nastkę, by się obudziła. Nie chce, trudno. Matka Sadystka wyciąga dziecko z kołyski i zachlapuje mu twarz pokarmem siąpiącym z cyca. Leniwe dziecko ciumka pierś opróżniając ją tylko do połowy. Przebieranie (zawsze przy jedzeniu pierwszej piersi jest kupa, ZAWSZE!) i wciskanie zaspałemu dziecku drugiego cyca, bo już szczypie nie na żarty, a Matka Sadystka to nie Masochistka i chce poczuć ulgę. Dziecko powoli skłania się ku propozycjom skosztowania drugiego piersiutka, odbija sobie zdrowo i wraca tym razem bezproblemowo do kołyski (bo przecież wszystko robi na śpiocha)
Dziś wizyta w nowej przychodni u pani doktor Marysi. Trzeba było wstać przed 7, by mieć czas na obrobienie całej naszej familii. Córka oczywiście śpi, więc zostawiamy ją na koniec. Sami jemy śniadanie, ubieramy się, ścielimy łóżko.. Dziecko o 8 jeszcze śpi. A z ddomu musimy wyjść o 8.15. A ona śpi w piżamie. No nic, Matka zaczyna już łapać wprawę w byciu Sadystką. Chamskie wybudzenie, cyc, zmiana pieluchy, rozbieranie i nakładanie ubrania na wyjście, znowu cyc. Rodzice się ładują w zimowe już okrycia wierzchnie, Tata przynosi fotelik z piwnicy, a Matka wkłada Nastkę do kombinezonu. Wychodzimy na parking. 8.22 wyjeżdżamy spod bloku. Dziecko śpi.
W przychodni w poczekalni śpi.
Podczas ważenia u pani pielęgniarki też śpi WAGA - 4350G
W trakcie wizyty śpi. Pani doktor nawet nie mogła zobaczyć jak Nastka głowę podnosi albo chwyta jej palce i się podnosi. Musiałam jej pokazać filmik nakręcony telefonem, żeby pokazać, że dziecko jednak coś tam potrafi, bo wiedziałam, że zaraz będzie ją podejrzewać o zmniejszone napięcie mięśniowe, a ona po prostu wieczorami się budzi do życia i wtedy zalicza swój główny i najdłuższy czas aktywności. Taki temperament wolnorozgrzewający się ma moje dziecko.
Osłuchowo wszystko ok. Wizualnie też.
Porozmawiamy sobie, a Mama niech sobie pokarmi, bo Anastazja już mlaska szukając cycucha.
Pogawędka o szczepieniach, na które już jesteśmy umówieni na 16 grudnia godz. 9.45 .
Na koniec podziękowałam za wszystkie fanty, które p. Marysia nam przekazała po swoich chłopakach przez moją Siostrę, a pani doktor tak prywatnie stwierdziła, że wyglądam "pięknie, jakbym nigdy w ciąży nie chodziła"
no, taki komplement to ja rozumiem, a nie jakieś "chudzinki, patyczaki" i inne epitety w moim kierunku (mój ulubiony "Boże, kobieto, Ty niedługo znikniesz!")
Mój mąż pierwszy raz widział panią Marysię (ja zawodowo w sumie również) i był zachwycony wizytą. Wszystko pięknie wyjaśnione, zalecenia szczegółowo zapisane i wydrukowane, wizyta nie trwała 5 minut podczas których zdążylibyśmyśmy z nerwów osiwieć.
Wyszliśmy z gabinetu zadowoleni, że z córką ok i nie ma powodów do niepokoju. Jako że w okolicy wynajmuje pokój Ciocia Ewcia (na wypadek jakby się kłóciła ze swym lubym
) to zajechaliśmy do niej na herbatkę. Nastka pierwszy raz odwiedziła kogokolwiek, ale pewnie nawet o tym nie wie, bo ... spała
w piątek Siostra robi swoje urodziny i ustalalismy, w czym możemy jej pomóc. Mam zamiar zrobić muszelki makaronowe wypełnione sałatką z kurczakiem i upiec jej muffinki. Oczywiście Ciotka się nade mną roztkliwia, że mam nic nie robić i w ogóle, ale całą ciążę wszyscy mi tak pomagali, że chociaż trochę teraz chciałabym się odwdzięczyć jeśli mam możliwość. Tym bardziej, że mąż jeszcze na wolnym, to pomoże ze wszystkim 
Odwieźliśmy Ciocię na Uniwerek i pojechaliśmy do domu. Było już po 12, więc Natka zaczęła wybudzać się na karmienie, przebieranie i cały ten rytuał. No i dołożyła jeszcze trochę sobie czasu na aktywność. Łepek pięknie do góry podnosiła i trzymała, słuchała jak Matka z Ojcem jej śpiewają, srała kupy i wymachiwała wszystkimi kończynami stukając po łbie zdezorientowanego kota. I wtedy znów. Coraz mniejsze już zaczerwienione ze zmęczenia oczy, takie nieprzytomne... No to dziecko heja do kołyski. I od nowa Polska Ludowa! Ręce cisza, kołyska kwękanie. O nie. Znowu musi wkroczyć do akcji Matka Sadystka. 15 minut gdzieś trwała pacyfikacja Żulika.
Matka musi czasem wyłączyć emocje tkliwości, rozanielenia nad dzieckiem... Czasem musi pomyśleć o sobie. Że kiedyś ten mały Żul przestanie ważyć 4350g (ha! pewnie już za chwilę, skoro rozmiar 56 jest już niewystarczający!) a Matka nie jest ze stali i też ma swoje potrzeby. Pomimo tego że jest Matką. Czasem trzeba być Matką Sadystką.
To znaczy ja potrzebuję być Matka Sadystką. Chciałabym czegoś więcej niż tylko dziecko uwieszone na mnie. Pomimo tego że kocham ją niesamowicie. Ale siebie też kocham. Musimy znaleźć więc jakiś kompromis. Mam nadzieję, że Anastazja pójdzie ze mną na współpracę i się dogadamy.
A tu pamiątka z pierwszych towarzyskich podbojów naszej Córki. Ciekawe czy pójdzie po nas i też będzie czuła się jak ryba w wodzie pośród ludzi 

photo share
nie ciesza mnie wcale zblizajace sie Swieta. odsuwalam mysl o nich jak najdalej od siebie.
wiedzialam ze bedzie ciezko. Moja mama na pewno mi nie ulatwi sprawy. dzis napisala, ze postanowila sama zorganizowac wigilie i zaprosic swoja rodzine. To taka proba sprawdzenia mnie. Od 4 lat, czyli od kiedy jestesmy malzenstwem, rodzice mojego meza zapraszali moja mame na wigilie, zebysmy wszyscy mogli spedzic ten wieczor razem, na spokojnie, bez jezdzenia miedzy jednym domem a drugim.
w miedzy czasie moja mama- nieslusznie wg mnie- obrazila sie na rodzicow meza i powiedziala, ze nie chce miec z nimi nic wspolnego. w zeszlym roku z wielka laska pojawila sie na sniadaniu Wielkanocnym, ktore organizuje zona brata mojego tescia. tez zawsze o niej pamietaja pomimo, ze nie jest to dla nich zadna rodzina.
No i teraz moja mama robi wlasna wigilie, zeby sprawdzic, z kim spedze ten wieczor. z nia czy z moim mezem. na dodatek postanowila zaprosic cala swoja rodzine, chociaz wiadomo ze jej bracia spedzaja swieta ze swoimi rodzinami i raczej sie to nie zmieni.
wiec mama wie, ze raczej nikt nei bedzie mogl do niej przyjsc ale na bank sie obrazi smiertelnie jak wszyscy jej odmowia.
Mamm takich akcji serdecznie dosyc, sprawdzania na ile moze sobie ze mna pogrywac i stawiac mnie w sytuacjach bez wyjscia.
szczerze mowiac nie mam juz zupelnie ochoty sie z nia widziec.
zeby mi jeszcze na swieta dowalila i powiedziala, ze to ze nie moge miec dzieci to wylacznie moja wina, bo za bardzo angazuje sie w prace i co chwile wychodze gdzies z kolezankami (to mi wypomniala w ostatniej rozmowie).
jest mi cholernie przykro, bo swieta to czas ktory spedza sie w radosci, w rodzina, a mnie lzy plyna na sama mysl o tym.
na cale szczescie rodzina mojego meza jest naprawde swietna i wigilia u nich jest zawsze ciepla i rodzinna, wiec chyba pozostaje mi sie cieszyc tym co mam i nie dac sie zniszczyc tym zlym emocjom, na ktorych gra moja mama....
Łupie mnie w krzyżu...
Cycki ciężkie i obolałe
Podbrzusze daje znać o sobie
I wiecie co?? To wszystko strasznie mnie cieszy!! 
Postanowiłam dzisiaj w końcu wziąć i odgruzować mieszkanie, ale samo zbieranie się w sobie trwało 2 godzinki... Cóż poradzić, skoro łóżko wzywało, podusia kusiła, kocurek mruczał przytulony
Achhh żyć nie umierać.
Bardzo się martwię i bardzo się boję, niewiem co o tym wszystkim myśleć, codziennie robiłam test i codziennie było widać tylko cień, po kilku godzinach jak zobaczyłam znowu na te testy wyszły bardziej widoczne. Ale czy są prawidłowe czy mogę się cieszyć i zaliczyć jako ciążę.
Poszłam siusiu i razem ze śluzem zobaczyłam krew tylko niewiem jakiego koloru. Czy to było brązowe może to plamienie implantacyjne, a jeżeli nie 
Niewiem co mam myśleć przeraza mnie to.
W piątek pojadę na betę, nie będę czekać do soboty.
A jeżeli wcześniej będzie @.
Martwię się, nie chce tyle o tym myśleć ale krew mnie przeraziła.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.