Dawno nas tu nie bylo. Antek za 3dni skończy 5 msc. Kiedy to zleciało? Nie mam pojecia. Wyrosl z niego duży chloptas. Jest cudownym grzeczniutkim obszczesliwym dzieciątkiem. Zasypia dam w łóżeczku,kiedy tylko sie obudzi to od razu sie uśmiecha. Gada swoje głupoty caly czas. Jestem najszczesliwsza mama na świecie!
Właśnie! również nie do końca rozumiem takie podejście, że najpierw pół roku się staraj albo rok.
Słyszałam o podejściu lekarzy " na luzie ", którzy po roku zlecają dopiero pierwsze badania, żeby pacjentka się nie stresowała.
U mnie to by się nie sprawdziło, bo po badaniach, które zlecił mi gin już na pierwszej wizycie wyszło moje Hashimoto i TSH na poziomie 8,55!!!
Endokrynolog mi powiedziała, że gdybym na takim tsh jakims cudem zaszła to wpadłabym w głęboka niedoczynność kliniczną i szanse na donoszenie byłyby małe.
28dc
Ten cykl wyjątkowo się nade mną znęca. Dwutygodniowy ból piersi i cztery dni plamienia przed okresem, którego tak na prawdę wciąż nie ma..No, ale dziś dopiero 28 dc więc pewnie lada dzień przybędzie. Odganiam od siebie wciąż myśli, że to może jednak...ale nawet boję się tak myśleć, a co dopiero to wypowiadać. Im więcej dni się czeka, tym później niestety większa gorycz rozczarowania. Jutro zapewne wszystko się zacznie...
292 dni razem 
A co u nas?
W sumie teraz to już dobrze
Przed dwa ostatnie dni Tomcio jakoś gorączkował 37,5. Po raz kolejny myślę o ząbkach ale może to zwykłe przeziębienie. Spadł mu apetyt, odpychał mi rękę i wystarczyło mu zaledwie kilka łyżeczek by się najadł. Było to dziwne i nie poznawałam mojego synka bo Tomcio jest małym łakomczuchem
chcę wszystko posmakować to co je mama i w ogóle jak widzi jedzenie to się zrywa. Na szczęście apetyt już w pełni wrócił także się cieszę, bo kompletnie nie mam z nim problemu Tomuś lubi wszystko
no może nie..zauważyłam że brokuł nie lubi. Hmm może kiedyś się do nich przekona 
Po za tym cały czas jest małym śmieszkiem. Kocham jego śmiech
gada coraz więcej choć jeszcze mama i tata nie przyszło mu na myśl
ale pewnie się doczekamy
przewracanie w końcu opanował do perfekcji, teraz mogę to przyznać. Jeśli go zostawiam w pokoju to naprawdę muszę go zabezpieczyć by nie spał (dzięki Bogu nie zdarzyło się nam to). Tomcio tak się podnosi na rączkach i nodze a a na drugiej siedzi
i tak się buja do przodu i do tyłu hehe. Raczkowanie pewnie już tuż tuż
pewnie bombek nie będzie na choince 
To będą nasze pierwsze święta RAZEM w trójkę
w tym oku jeszcze nie chce Mikołaja bo stwierdziłam że i tak nie będzie tego jeszcze rozumiał co się wokół dzieje, ale na drugi rok jak najbardziej
jestem ciekawa jak zareaguje czy będzie się bał czy może wręcz przeciwnie
ja mogę tylko powiedzieć że jeśli chodzi o mnie to się zawsze bałam
może dlatego że mieliśmy taką straszną maskę
Zobaczymy jak będzie w przypadku synka.
Ostatnio Tomek coraz częściej się przytula
jakie to cudowne uczucie..
wiem dokładnie kiedy jest ten czas, kiedy potrzebuje czułości. Chce wtedy zawsze smoczek pieluszkę i tak wtula się we mnie i jest idealnie
zapominam o wszystkim dookoła..
Co do snu Tomcia w nocy to może tak jakoś od 2 tygodni jest w końcu znowu 1 pobudka w nocy!
tak około 4:30 - 5:00 cudownie
w dzień to różnie bywa, zależy co robimy, gdzie jesteśmy. Zazwyczaj są to 2 drzemki lub 3.
Kilka dni temu dałam mu po małej przerwie znowu butelkę, bo niekapkiem jakoś znowu zaczął się bawić choć wypijał kilka łyczków i ku memu zdziwieniu przypomniało mu się jak się z niej korzysta
i choć również z butelki wypije tylko trochę to i tak się cieszę że idzie to w dobrą stronę. Bo niedługo będzie musiał z niej pić cały czas 


Widzicie te małe kędziorki? 




Dziś w ogóle 45 dzień cyklu a @ jak nie ma tak nie ma
pewnie ma to związek z tym, że jeszcze karmię piersią. Za niecałe dwa miesiące koniec karmienia więc pewnie dopiero wtedy cykle się ustatkują. W ciąży nie jestem, nie
Mam zaszczyt poinformować, że Nasza Królewna jest już na świecie !!!
Urodziła się o 13.25
waży 3640gram i mierzy 57cm!
dostała 10pkt. Jest prześliczna i bardzo grzeczna. Ładnie ssie cyca chociaż niebardzo jeszcze ma co ssać
Oszaleliśmy ze szczęścia i miłości !!!
Więcej napiszę jak trochę dojdę do siebie 
Ciąża zakończona 27 listopada 2015
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2015, 01:17
28dc - niby 11dpo
Dzisiejsza tempka: 36,80
Jest jeszcze wyzsza niz wczoraj. Ten cykl jest inny od wszystkich. Temperatura po owulacji jest taka rowna, powoli schodkami skacze do gory. Nigdy takiego cyklu nie mialam. Zawsze po owu temp mi skoczyla do gory a potem powoli spadala w dol....
W poniedzialek jak dalej bede miec tak wysoka temp to ide na bete i progesteron.
Porada dnia
Jeśli Twoja temperatura pozostaje wysoka przez 16 dni po owulacji a miesiączka jeszcze nie pojawiła się, zrób test ciążowy. Prawdopodobieństwo, że jesteś w ciąży jest wysokie.
A więc leżę od wczoraj w szpitalu i powiem szczerze że to był zły pomysł przyjeżdżać bez rzadnych konkretnych bóli
zrobili mi wczoraj dwa ktg i ani jednego skurczu nie było
a przyjęli mnie tylko na oddział że względu że ciąża z ivf a tak to by kazali dopiero przyjechać tydzień po terminie. A jeszcze na dodatek dopiero w szpitalu zauważyłam że mam nie ważny dowód osobisty fuck!!!! Mam nadzieję że w poniedziałek pozwolą mi iść do domu jak się nic nie będzie działo bo ten dowód nie daje mi spokoju wrrr sklerptyczka że mnie,jak mogłam nie zauważyć takiej ważnej rzeczy,wczoraj aż się popłakałam z nadmiaru emocji
traumą dla mnie jest rozstawanie się z najdroższym
a on wczoraj jeszcze na krzyczał na mnie za ten dowód no i wzięłam się rozwyłam 
Teraz czekam cierpliwie na ktg zobaczymy też co mi powie lelarz po obchodzie.
Zła, bo jakimś cudem telefon nie obudził mnie na poranne mierzenie. Dzisiaj kupuję testy owulacyjne, po raz pierwszy. Zobaczymy czy je ogarnę.
40 TC (39+5)
Ależ jestem rozżalona od wczoraj! Humor mam taki sobie i zaczęłam się denerwować i na siłę czekać na ten poród, a to nie dobrze! Wczoraj zadzwoniła do mnie babeczka z gabinetu ginekologicznego z taka informacją: "Niestety Pani wizyta w poniedziałek nie może się odbyć, lekarz idzie na urlop, mogę zapisać Panią na 10ego grudnia". Że co proszę? na 10ego grudnia?? Strasznie się zbulwersowałam w rozmowie z tą panią. termin porodu mam właśnie na poniedziałek, nie zanosi się żebym do tego czasu urodziła więc wymagam wizyty u lekarza! Usłyszałam tylko, że nie ma nikogo w zastępstwie i że to nie jej problem jest, ona miała tylko przekazać informację, no i że przecież nie będę rodzić w przychodni tylko w szpitalu! yyyyyyyy WTF? Z jakąś największą łaską dopowiedziała tylko, że ewentualnie mogę się pojawić w czwartek 3 grudnia i prosić się jakiegokolwiek lekarza żeby mnie przyjął! Prosić się? No ale może do tego czasu urodzę więc nie będzie problemu... No jak nie będzie problemu skoro zwolnienie mam do 30 listopada a nie do 3ego grudnia! Poza tym powinnam być pod opieka lekarza a nie pozostawiona sama sobie! no kurcze, przez całą ciążę nie było żadnych problemów, z lekarza również byłam zadowolona, no bo może zbyt uśmiechnięty nigdy nie był, ale w nosie to miałam, bo miał być konkretny i ciążę dobrze prowadzić a nie kawały opowiadać przecież! a tu na sam koniec takie schody się zaczęły!!!!
Nie wiem co mam teraz z robić z tym zwolnieniem, podlegam teraz pod zus, a wiadomo, terminy, ciągłość... Nigdy nie byłam na L4, teraz jestem w ciąży, po drodze we wrześniu zlikwidował się mój zakład pracy, jestem bezrobotna na zasiłku z zusu, rany, że też to wszystko teraz musiało się wydarzyć. nie wiem co robić w takich sytuacjach. Czy lekarz rodzinny może mi wystawić kontynuację zwolnienia ciążowego? Pojadę w poniedziałek z rana do zusu i się dopytam, ale tez jest opcja, że każą mi wypisać wniosek o macierzyński bo po terminie porodu już będzie, a to nie będzie dla mnie korzystne, bo przecież mogę urodzić nawet za dwa tygodnie! kojarzy mi się właśnie taki przypadek znajomej, ale jej akurat wtedy się dosyć udało, bo urodziła dwa dni po wypisaniu wniosku na macierzyński, więc większej tragedii nie było, ale sam fakt! Najbardziej nie mogłam pojąć jak można tak potraktować ciężarną z terminem porodu na dzień wizyty i jeszcze bezczelnie proponować termin na 10ego grudnia. Za nic maja ludzi w tych przychodniach, a Ty najlepiej zajmij się sobą, nam daj spokój, miałaś urodzić to jedź do szpitala. Powiem szczerze, że chyba przez całą ciążę nie byłam tak zdenerwowana jak wczoraj o 16! Gdyby jeszcze zadzwoniła z rana to bym się tam przejechała i na pewno bym nie wyszła bez konsultacji z jakimkolwiek lekarzem i zwolnieniem przede wszystkim, ale nie, zadzwoniła przed samym wyjściem przecież ! Z tego wszystkiego wyłam wczoraj jak bóbr!!! Mały mój na świat się nie pcha, ja wręcz żyłam tą poniedziałkową wizytą u lekarza, bo może coś więcej bym się dowiedziała, nawet mój mąż wolne z pracy wziął żeby ze mną tam pojechać, a tu co? NIC i jeszcze to zwolnienie, ehhhh
FACECI.
Mój mąż dzisiaj oznajmił swoim rodzicom (w związku z pewną zaistniałą sytuacją, o której nie będę się rozpisywać), że nie mogę dźwigać, bo MOGĘ BYĆ W CIĄŻY.
O-mój-Boże. Czy faceci to jakiś obcy gatunek bez mózgu? Chyba zdaje sobie sprawę (mój mąż), że nie życzę sobie żadnych rozmów z teściami na temat mojej pseudo-urojonej-obsesyjnej ciąży ! Ciekawe, czy od dziś będą obserwować, czy rośnie mi brzuch.
W każdym razie ze złości w 11 dp. owulacji zrobiłam test ciążowy i oczywiście jest NEGATYWNY !!!
Temperatura jeszcze w miarę trzyma poziom, ale co raz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że ten termometr ma jakiś problem. W przyszłym cyklu chyba przerzucę się na pomiary w jamie ustnej.
Boże ... dobij mnie ...
dawno nie pisałam...w sumie to nic się nie dzieje..siedzę w domu a w zasadzie w 70% leże odpoczywam nic nie robię...odliczam juz dni do testu..zrobię chyba 12dpt czyli to będzie czwartek....
troszkę mnie przez ten czas ciągnęły jajniki...wczoraj mnie ciągnął lewy az zabrałam nospe na noc..cyce tez mnie bola jak je dotknę....jak spie na brzuchu to bola masakrycznie...ale daje rade...poza tym wiercę sie w nocy...zasnąć nie moge..śnia mi sie takie głupoty że hej...cała rodzina juz mi sie wyśniła ..
poza tym chce juz wiedzieć...juz sie nie mogę doczekać...nie mam siły już się kłuć...zakładać tego lutnisa...robić pobudki o 5 żeby sie zmieścić w 3 razach na dobę..naprawdę mi to ciąży:( może jakbym wiedziała ze to sie opłaci i dzieciątko będzie...ze się wgryzie moze by było inaczej..a tak zaczynam la pac doła..nawet zapomniałam ze dzisiaj sa andrzejki...wiec siedzę w domu:(aaaa i co najważniejsze w poniedziałek wracam do pracy wiec bedzie jazda bez trzymanki jak zakładać lutinusa w pracy hehe
wizyta kontrolna przed crio. wszystko ładnie, edno 9dc już ma 9mm, 8.12 crio. Boję się tylko czy endo nie będzie za grube...
bardzo ważna rzecz - torbiel endometrialna zmniejszyła się z 30mm na 24mm. Dieta działa! Służy mi! Bezbolesny okres pierwszy raz od kilkunastu lat i ta mniejsza torbiel. Z endomendą chyba da się walczyć 
No a dziś rano na ktg aż trzy skurcze normalnie przełom
A rozwarcie 2 cm
Dzisiaj impreza andrzejkowa z prawdziwego zdarzenia, wyjeżdżamy około 18 wracamy o mniej ustalonej godzinie więc jutro dzień bez mierzenia temperatury chyba będzie 
czuję się dziwnie, jeżeli chodzi o ''objawy'' to taki raczej standard, coś jakby przymuli, temperatura się trzyma u góry, jakieś bóle w macicy i często ciągną mnie pachwiny.
Może kupię dzisiaj jakiś test jak zdążę, jeśli nie, kupie dopiero w poniedziałek i zatestuję we wtorek, to byłoby najlepszym rozwiązaniem, bo jak już będę mieć test, to pewnie będzie mnie kusiło zrobić go w poniedziałek a jak zamykam oczy, widzę tę bezlitosną jedną kreskę. ble.
Mówię mężowi wczoraj, że brzuch mnie boli okresowo jakoś, i widać było, że szczerze się zmartwił tym faktem, pewnie nie widzi mu się znowu łykanie flegaminy itd i oczywiście ponowne badania.
Nie wiem co z tym moim groszkiem/fasolką/zarodkiem jakkolwiek zwał, może nie chce się w sierpniu urodzić? w końcu to taki oklepany miesiąc u nas i może nie chce mieć urodzin wtedy kiedy mama, tata, ciocia, wujek i dziadek. Termin wg ovufriend 08.08.16 fajna datka:)
Oczywiście pewnie wszystko trafi ch.. bo już zaczęłam wyobrażać sobie co by było gdyby, czyli np. jeżeli zajdę w ciążę, muszę iść do endo około 8 tygodnia, czyli zaraz przed świętami, i właśnie około 8/9 tygodnia byłby dobry czas na podzielenie się nowiną przy świątecznym stole, tylko jak, i tak w kółko
Baby są jednak dziwne:D
Trzeba spadać, muszę trochę posprzątać, wyprasować koszule i inne manatki potem kąpiel czekanie na męża, mycie włosów i prostowanie (oczywiście w wykonaniu męża, bo ja bym wyrwała sobie połowę włosów i byłabym cała poparzona, szczególnie, że to prostownica na mokre włosy również, i leci para, która lubi poparzyć
- nie ma co, ten mój mąż jest uniwersalny:D co prawda zajmuje mu to około godziny, ale wszystko robi dokładnie i skrupulatnie i wychodzę jak od fryzjera:D)
Miłego weekendu Wam życzę, mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu będę mogła zakończyć pamiętnik staraczkowy 
21dc 8dpo
Jestem zabiegana, zabiegana i jeszcze raz zabiegana.. Może to dobrze bo nie zauważam żadnych objawów, nie mam czasu za bardzo się wsłuchiwać w organizm i nie doszukuję się czegoś czego nie ma.. Bolą mnie piersi, rzadko mam taki objaw, ale myslę, że nic to nie znaczy, już tak bywało, a maleństwa nadal nie ma zatem to olewam.. Postanowiłam, że 10dpo jeżeli tempka nie spadnie zrobię test bo idę na trening i nie chciałabym, żeby chłopaki mnie okopali jak będę mieć wątpliwości.. A jak spadnie to olewam i nawet nie marnuję testu, nie wierzę, że mogło się udać.. 36cs i niby nagle miałoby coś zagrać.. Wątpię.. Nastawiam się na laparo i tyle.. Poza tym nie martwcie się, ale moja aktywność na ovu raczej spadnie przez najbliższe dwa tygodnie.. Mója ładowarka od kompa umarła i musiałam oddać ją na reklamację, niestety może to trwać od 2 do 4 tygodni, zatem mam przymusowy odwyk.. Na telefonie zaznaczam tylko wykres, reszta funkcji jest zbyt upierdliwa na moim smart nie smart fonie.. Buziaki dziewczyny:*
27t6d
Co u Nas? Mój tryb życia przypomina życie foki wylegującej się na plaży
przez to do komputera siadam niezwykle rzadko, a słowo "siadam" jest tu dużym nadużyciem
dobrze, że jest coś takiego jak podkładka pod laptop...
W czwartek mieliśmy wizytę u mojego doktorka...nie przejął się zbytnio naszymi szpitalnymi przygodami a tyko nas wkurzył. Stwierdził, że skoro w szpitalu sprawdzali mi szyjkę, to on już nie musi. Na wypisie dostałam zalecenie, że mam brać luteinę 3x1 dopochwowa 100 mg, 3x1 duphaston, 3x1 no-spa i 6x1 magnez. Na co mój doktorek stwierdził, że PO CO MI TYLE PROGESTERONU! Wystarczy mi 200 mg luteiny a duphaston mogę sobie podarować. Nawet mi go nie przepisał! A przecież lekarze w szpitalu chyba nie zalecili mi tego dla własnego widzimisię.. Na moją ciągle spadającą hemoglobinę (ostatnio już wynosiła 9...) zalecił dodatkowe żelazo i tyle. Do tego powiedział, że jakby mi wody odeszły to do 33tc mam jechać do szpitala, w którym leżałam, bo tam jest najlepszy w okolicy OIOM noworodkowy a dziecko w tym tygodniu co Filip i po podaniu sterydów (podali nam przy przyjęciu do szpitala) miałoby już szansę przeżycia! Jedyne co poprawiło mi humor na wizycie to widok NASZEGO CUDNEGO SYNKA!! jest już duży - ma 1289g
Do tego już otwiera oczka! Tak pięknie mrugał
i ssał kciuk
Kocham Go nad życie!
No i jest ułożony główkowo
co daje nam szanse na poród SN (o ile Królewicz się nie odwróci jeszcze...).
Na poniedziałek udało mi się dostać na wizytę do ordynatora szpitala, w którym leżałam. On też zakładał mi pessar. Byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby zgodził się przejąć moją ciążę na tym etapie...bo na mojego lekarza średnio chcę już patrzeć 
11 tydzień (10+2)
Długo zastanawiałam się czy pisać, ale wierzę, że wszystko bedzie dobrze.
Właśnie wczoraj wróciłam za szpitala bo dostałam nagle krwawienia i kiedy zapłakana i przekonana że to koniec trafiłam na IP okazało się, że moje małe serduszko bije! Boże jaka ja byłam szczęśliwa, ale i pełna obaw co dalej. Okazało się ze miałam krwiaczka i stąd to krwawienie. Kilka dni w szpitalu i teraz jestem juz w domu- leki plus lezenie..wytrzymam wszystko byleby nasze drugie dzieciątko bylo zdowe i rosło.
PS. wczoraj na usg zobaczylam swoje 3 cm szczęście i posłuchałam tego małego serduszka.
Chciałabym zeby wszystko juz bylo dobrze i wierzę w to, wierzę, że modlitwa do św. Dominika mi także pomoże.
Teraz za 3 tyg mam USG a tymczasem lezec i odpoczywać. Pozdrawiam 
26.11.2015r. Dzień dwudziesty trzeci
Wczorajszy spacer z mężem oraz córką i... mętlik w głowie. Chociaż to nie temat do myślenia na teraz. A tym bardziej nie do realizacji na teraz. Chcąc wykorzystać fakt, że mąż jeszcze w domu z nami przez kilka ostatnich dni wymyśliłam sobie, że pozbędę się wszystkich ciążowych rzeczy z mieszkania, popakuję je i znajdę na nie miejsce w piwnicy. Kiedyś się komuś przydadzą.
- Misia, a może pomyślimy w przyszłym roku o jakimś rodzeństwie dla Nastki?
Zatkało mnie nieco, a z wózka w tym czasie wydobył się dźwięk kwilącej córki.
- No zobacz, Anastazji chyba nie podoba się Twój pomysł, przecież byłaby krócej naszym oczkiem w głowie niż Uzi!
Lecz...
Mąż trafił z tym tematem w samo sedno. Od czasu porodu często zdarza mi się tęsknić do stanu ciążowego. W szpitalu nawet śmiałam się do współlokatorek, że mam takie odczucia z brzucha niczym ruchy dziecka. Takie "fantomowe" ruchy płodu. Pewnie była to kurcząca się macica (bo uczucia te najczęściej występowały podczas karmienia piersią), jednak mi kojarzyły się właśnie w ten sposób. Czas ciąży był dla mnie czymś niesamowitym, magicznym. Ciągle dowiadywałam się o sobie czegoś nowego. O moim mężu, rodzinie. Cudownie jest nosić w sobie nowe życie, poznawać je, a potem rodzić. Ta radość, ten niepokój, te emocje związane z nowonarodzonym dzieckiem... Coś do czego się tęskni nawet wtedy, gdy to wszystko nadal trwa... Do tej pory zdarza mi się wpatrywać w śpiącą Anastazję (lub wtedy gdy ją karmię) i płakać ze wzruszenia. Ze wzruszenia że to stworzenie jest takie nasze, a jednocześnie takie swoje własne, odrębne. Odrębne a takie zależne...
Zawsze chcieliśmy mieć dwójkę dzieci z niewielką różnicą wieku między nimi. Jedno już mamy. Od niedawna. I mamy doświadczenie, że z planowania i "chcenia" czasem nie wychodzi za wiele..
Spotkaliśmy też wczoraj znajomą z naszego rodzinnego miasta. Teraz mieszkamy tu w Gdańsku na jednym osiedlu. Ma ona prawie półtoraroczną córkę i jest na urlopie wychowawczym, trochę się nudzi. Wzięłam od niej numer i będziemy sobie razem spacerować. Nie znam tu na w najbliższym sąsiedztwie innych mam. Wszystkie które znam są porozrzucane po różnych często odległych częściach miasta i organizacja spotkania z nimi może być bardziej skomplikowana, przynajmniej na razie dopóki dzieci są jeszcze bardzo małe, a pogoda coraz to gorsza.
Noc minęła nam bezproblemowo. Wstawałam dwa razy. Karmimy się ostatnio na leżąco, więc tak 20 minut to raczej spędzam w stanie czujnego półsnu. Potem przebieranie pieluchy (jak dobrze, że na obcych dzieciach uczyłam się i wprawiałam w przebieraniu), które idzie nam bardzo sprawnie, więc i Mała się nie rozbudza, a później wędruje do kołyski i śpi dalej.
Wstaliśmy po 8, sporządziliśmy jak zwykle plan dnia i porozdzielaliśmy między siebie obowiązki. Fajne te nasze poranki. Śniadanko, pogawędki, wszystko tak na spokojnie. Szkoda, że mąż we wtorek wraca do pracy i zostaniemy we dwie. I kot.
Dzień mieliśmy pełen wrażeń, wypełniony zajęciami po brzegi. Ja szykowałam gulasz wołowy z kluskami śląskimi na obiad, a mąż sprzątał mieszkanie, wstawiał pranie i takie tam. Potem spacer. Połączony z zakupami potrzebnymi do przygotowania przekąsek na jutrzejszą imprezę urodzinową Siostry. W drodze powrotnej do domu zadzwoniła moja Szefowa, że już ma dość czekania, dzieci jej już wyzdrowiały i ona już natychmiast musi przyjść "powąchać Małą". Mam wrażenie, że z Sopotu szybciej dojechała do naszego domu niż my spacerując po osiedlu.
Moi Szefowie mieli zaplanowany wyjazd po Europie, ale planowali go tak, że najpierw ma się urodzić Nastka, a potem oni jadą (czyli planowanie wyjazdu na ostatnią chwilę, wyjechali dwa dni o narodzinach Anastazji). Szefowa przyjechała obładowana prezentami dla Nastii z różnych części naszego kontynentu. I z kwiatami dla mnie. Jeden z upominków szczególnie i się spodobał. Maskotka z Paryża, słodka..

image hosting site no sign up
Szefowa zakochała się w Małej. Całowała w nóżki i rączki, przytulała i nie mogła oderwać wzroku. Głaskała ją nawet wtedy, gdy karmiłam Nastkę. Obfotografowała ją z każdej strony. Dostałam później smsa, że wszyscy są Nastusią zachwyceni.
Później oczywiście na chwileczkę musiała zalecieć moja Siostra. Także Frania wyszła, Mania przyszła. Nastia odsypiała wizytę przyszywanej Babci, więc zabrałam Siostrę do szewca, bo miałam akurat do odbioru ulubione kozaki na zimę (wysoki obcas wreszcie!). Zaszłyśmy jeszcze do jednego lumpa i zaopatrzyłam Nastię w bodziaki na długi rękaw. Nawet nie spodziewałam się, że znajdę takie perełki i to tak szybko. Spieszyłysmy się, bo nie odciągam teraz mleka i w lodówce nie ma czegoś, by Małej podać w razie "awarii" (wszystko pomrożone). A Mała ma spore potrzeby żywieniowe. Tak z jednej piersi wyciąga setkę, a potem zjada około połowę drugiej. I tak na zmianę. Niby mąż miał dzwonić, gdy Mała się przebudzi i będzie ją przebierać, ale ja i tak wolałam szybko odbębnić te zakupy, żeby być już w domu w pogotowiu 
Wróciłam do domu i zastałam śpiące dziecko oraz śpiącego Ojca dziecka. No tak. To my z Siostrą też położyłyśmy się, by trochę odpocząć i pogadać.
Gdy Nasti się obudziła postanowiliśmy ją wykąpać, bo pod wieczór zapowiedziały się moje koleżanki z odwiedzinami, a akurat przypadało to w porze kąpieli Małej. Uwielbiam kąpiele Anastazji. Bo ona je uwielbia. Fajnie jest patrzeć na takie szczęśliwe dziecko, zaciekawione, rozluźnione.
Siostra poprzytulała się z Małą po kąpieli i poleciała dalej. Za chwilę przyszły koleżanki. I znowu prezenty. One oszalały! Tyle sukienek kupiły, że ja nie wiem, kiedy Nastka będzie jej nosić. I koronkowe, i dżinsowe i z falbankami. Jedna z koleżanek w przyszłym roku wychodzi za mąż. Mówiła, że patrząc na spokojną Anastazję sama ma ochotę już teraz natychmiast postarać się z narzeczonym o dziecko! I że jaaki piękny widok, gdy karmię córkę, a ona na mnie spogląda tymi cielęcymi oczkami. A jaki cudowny widok, gdy Tatuś przebiera dziecko, a jak sprawnie mu to idzie! Nasti przechodziła z rąk do rąk i każdej z ciotek poświęciła odpowiednią dawkę uwagi, czym wywoływała jeszcze większe rozanielenie na gębach rozszalałych ciotek. Oj chyba posypią się dzieci w naszym towarzystwie... Dziewczyny mówiły, że nadal podtrzymują, że jestem chodzącą reklamą macierzyństwa (taka opinia w ciąży była na wyrost), więc ...
pewnie niedługo się okaże, czy "reklama" zadziałała.
Ciotki poszły, dziecko trzeba było znowu przebrać, nakarmić i znowu przebrać. Pora spać. Nasti wędruje do kołyski. Kwilenie. Smoczek. Spokój. Ale tylko na chwilę. Ojciec podchodzi do łóżeczka i mówi:
- Nasti, zasypiaj tutaj ładnie, bo cię matka sadystka na karnego jeżyka pośle. Ostrzegałem, że łatwego życia z psychologiem nie będziemy mieli?
Nie wiem, czy zrozumiała, ale Anastazja śpi do tej pory
(a jest 23.15)
27.11.2015r. Dzień dwudziesty czwarty
Faktycznie jednak podziałały strachy na lachy Ojca. Nasti spała aż do 4.30! Już nawet nie chcę liczyć ile to godzin nieprzerwanego snu, ale dużo! Dziecko było najwidoczniej zmęczone odwiedzinami i popisami przed wszystkimi ciotkami
obudziła się z kilogramową zawartością pampersa, nażarła sapiąc przy tym jak stary cap i poszła dalej spać. W zasadzie ja już karmiąc ją przysnęłam, gdy się przebudziłam zauważyłam, że Młoda pozbyła się już sutka z gęby i też kimała. Nie chciało mi się wstawać z łóżka, by ją wynieść do kołyski, ale jednak zmusiłam się, bo bardzo nie chciałabym, by Mała spała z nami. Niby teraz to byłoby takie przyjemne i wygodne, ale... weź potem ją oducz tego, gdy już jednak będziemy chcieli mieć łóżko tylko dla siebie
dlatego przede wszystkim konsekwencja. Matka Sadystka kopa na popęd mi dała i wyeksmitowałam dzikiego lokatora z naszego łoża małżeńskiego 
Kolejna pobudka była już normalnie po 8. Ależ dziś przyjemny dzień. Słońce świeci przepięknie wypełniając pokój swoimi promieniami. Leżałam sobie karmiąc Małą i urządziłam sobie obtelefonowanie wszystkich. Zaprosiłam swoich Rodziców na przyszły weekend. Będą wtedy Mikołajki, Dziadkowie dawno nie widzieli wnuczki, więc w głosie mojego Taty usłyszałam radość na to zaproszenie i trochę jakby zawstydzony był, że czekał na to zaproszenie, a sam krępował się nam narzucać. Pogadałam też z Teściową. Z tamtymi Dziadkami to będziemy się widzieli chyba dopiero aż my sami zdecydujemy się wyjechać na Mazury, a jak na razie takich planów nie mamy. Zadzwoniłam też do Babci tej ego-własno-podwórkowo-centrycznej. Jasiek (chrześniak męża, a mój Brat cioteczny, o a Nastii wujek
) choodzi! No i Babcia poprosiła o przesłanie zdjęć Nastusi. Wysłałam dla jej synowej i kontynuowałyśmy dalej rozmowę, ale Babcia tym razem przerzuciła się z własnego podwórka na moje. Och, że ach! Jaka Nastusia jest piękna, a jakie czujne oczka, a jakie usta pełne, to pewnie po mnie, a te blond włoski. Ojej jaką ma idealną prawnusię! No takie rozmowy to ja rozumiem! 
Nastia standardowo zasnęła i powędrowała do siebie, a ja zabrałam się za szykowanie przekąsek na urodziny Siostry. Taka dziś jestem szczęśliwa, że nawet to że działam w kuchni mnie nie irytowało, a nawet dawało radość. Sałatka wyszła dobra, jeszcze tylko muszę ugotować makaronowe muszelki i je ponadziewać ową sałatką. Ciastka też już upieczone, ale pomyślałam, że pierdylnę jeszcze na wierzch muffinek polewę czekoladową i kolorową posypkę. Muszę przyznać, że szybko uwinęłam się z tym wszystkim. Jeszcze nie ma godziny 14, a ja mam wybraną już garderobę dla siebie na wieczór, dla córki też, przygotowane żarcie na wynos, spakowany prezent, a nawet udało nam się dzisiaj z mężem ogarnąć naszą sypialnianą szafę. Pozbyliśmy się sporej ilości ubrań (po co nam one, skoro ja ciągle kupuję coś nowego), popakowaliśmy wszystkie ciążowe cuda (gacie, stroje kąpielowe, sukienki, spodnie) i wynieśliśmy do piwnicy. Z kolei z piwnicy wróciły moje ubrania w najmniejszych rozmiarach, żebym miała w czym chodzić.
Do zrobienia jeszcze mam same przyjemności. Muszę się zrobić na bóstwo, trochę odpocząć czyt. zjeść (jedzenie to nadal moja obsesja, ciągle coś jem) i wysłać męża po kartkę urodzinową oraz kwiaty dla Siostry. Obiecaliśmy też że przyjedziemy szybciej to pomożemy przygotować imprezę.
Nie mogę się już doczekać, tym bardziej że będzie Siostra Szwagra z prawie czteromiesięcznym synkiem, więc Nastia będzie miała kawalera
także nie będziemy się nudzić w "pokoju Matki z Dzieckiem" 
28.11.2015r. Dwudziesty piąty dzień
Ależ to impreza była! Serio! Wyszykowaliśmy się jak się patrzy. Ja na próbę pierwszy raz od porodu prowadziłam samochód. Wcześniej nie było potrzeby, a ja nigdy nie miałam tak długiej przerwy, bo nawet kilka godzin przed porodem spełniałam się w roli kierowcy. Chciałam się przekonać, że nie zapomniałam po ponad 3 tygodniach jak się prowadzi i czy mąż będzie mógł spożyć jakąś ilość alkoholu. Jechaliśmy w godzinach szczytu na lekko zadupiaste osiedle, więc praca sprzęgłem szła pełną parą. Dałam radę nawet na ponad dziesięciocentymetrowych obcasach, więc K. miał dyspensę.
Pomogliśmy przygotować Siostrze i Szwagrowi imprezę. Faceci ustawiali i nakrywali stoły, my zajmowałyśmy się przygotowywaniem przekąsek i strojeniem Ciotki. Nastia o tej porze już nie śpi, więc aktywnie uczestniczyła w całym tym rozgardiaszu. Jeszcze przed 20 (na którą zaproszeni byli wszyscy goście) przyszła siostra Szwagra z mężem i małym synkiem. Ostatnim razem widziałam go kilka dni przed porodem. Przez ten miesiąc Młody tak urósł i się zmienił, że ledwo poznałam, że to jest to samo dziecko. A jaki kontaktowy! Piekęie reaguje śmiechem, pogodny, zadowolony. Super chłopak. Przy Anastazji wydawał się być olbrzymi! Ma już gdzieś około 7 kg. Dwa razy cięższy on naszej Małej, 3 miesiące starszy. Niesamowite.
Dzieciaki były zdecydowaną atrakcją na imprezie. A Nastka była w swoim żywiole. Wieczór, jej pora największej aktywności i oczywiście noszenie na rękach, zagadywanie jej. U jednej z dziewczyn spędziła prawie godzinę na rękach, a tamta się rozpływała nad Nastką i rzucała wymowne spojrzenia w kierunku swojego partnera. Dzieci przechodziły z rąk do rąk, Mały wszedł w fazę ząbkowania i obowiązkowo wszystkich ślinił, bawił się grzechotkami i gryzakami, a osiągnięciem Nastii było po prostu spokojne patrzenie 
Po 22 Nastka poszła z mamą Małego i ze mną do drugiego pokoju na karmienie i przebieranie i dzieciaki poszły spać, a my wymieniałyśmy się doświadczeniami. Gdy dzieci na dobre usnęły Matki ruszyły do towarzystwa, co by pośpiewać i pogadać z innymi przedstawicielami gatunku o czymś innym niż tylko pisklęta.
Plan był taki, że spadamy do domu, gdy Młoda się obudzi. Miła wtedy dostać jednego cycka i pojechać do domu, a w domu dostać drugiego cycka i spać. Jednak o 1 Mała jeszcze spała, więc na śpiocha załadowaliśmy ją do fotelika i pojechaliśmy do domu. Nastka się nie obudziła, więc ściągnęłam jej tylko sukienkę i włożyłam do kołyski. My poszliśmy pod prysznic, a potem spać. Młoda obudziła się o 3.30 na żarełko i dalej w kimono uderzyła. I tak do 9. Wszyscy obudziliśmy się zadowoleni, a my najbardziej, bo jak do tej pory dziecko dla nas nie jest "ograniczeniem" czy "wyrzeczeniem" tylko dopełnieniem szczęścia 
Po śniadaniu mąż postawił sprawę jasno. We wtorek wraca do pracy, a ja do tego momentu mam odpoczywać ile się da. K. dziś zabiera Małą na spacer, ja mam w tym czasie zająć się sobą. Na początku poczułam opór, ale chyba racja. Poleżę, poczytam, zapalę sobie zapachowe świeczki, zadzwonię może do przyjaciółki na pogawędkę o wszystkim i niczym. Mężowi chyba nie chodziło o fizyczny odpoczynek, bo tak to raczej się nie przemęczam, ale bardziej o mój stan emocjonalny. Po porodzie nie tłamsiłam w sobie uczuć, tylko wypłakałam się mężowi, że nie wiem, jak się odnajdę w nowej roli skoro nie czuję nagłego przypływu miłości, że mi ciężko z tym wszystkim... Gdy płakałam tylko przytulał i mówił, że wszystko powoli. Pierwszy tydzień w domu nie opuszczał mnie na krok, nawet pod prysznic ze mną chodził, by mi we wszystkim pomóc, tak jak w ciąży smarował mi balsamem plecy, nogi, pomagał czesać włosy, a ja płakałam z bezsilności. Bo przecież taka odpowiedzialność na nas spadła i to na własne życzenie, czy dam radę? Dlaczego jeszcze nie oszalałam na punkcie córki? O Boże to dziecko zasłużyło na lepszą matkę, jakie ono biedne będzie, emocjonalnie opuszczone.. Dobrze, że byli wtedy Rodzice u nas. Ich zachwyt, bezwarunkowa miłość, szaleństwo z powodu Nastii dobrze na mnie działało. Mimo że już dawno mi przeszło, K. co jakiś czas z troską pyta "nie jest Ci smutno?". Wie, że ja potrzebuję czasu na przyzwyczajenie się do nowych sytuacji. I teraz będzie nowa sytuacja. On wraca do pracy, a ja zostanę w domu z dzieckiem. Tak, to pewnie chodzi o moje emocje.. Od wczoraj K. chodzi za mną i ciągle mnie komplementuje, że jestem taką cudowną matką, kobietą i że nigdy taki zakochany nie był jak teraz. I mówi, że jestem dzielna. Próbuje mnie wesprzeć jak może. Bo nadal zdarza mi się płakać... ale teraz ze szczęścia. Patrzę na tą swoją córkę i wyję, że tyle na nią czekaliśmy, że tak ją kocham, że jak mogłam tego nie poczuć od początku, że tyle pięknych chwil przed nami, a teraz przecież jest tak cudownie. Ale też trochę z obawy... może powinnam być lepszą matką? Co jeszcze zrobić, by Nastia była szczęśliwa? Czy wszystko robię tak jak powinnam? Oj na te pytania chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi..
Zamiast jednak zajmować się tymi rozmyśleniami zajęłam się przystosowaniem kołyski do zmieniających się potrzeb mojej Anastazji. Moduł Matki Sadystki jest też i dla mnie trudny do utrzymania i psychicznie wykańczający (patrz powyżej), żeby nie męczyć siebie i Nastki przemyślałam sobie co i jak. Dziecko może dlatego nie chciało w niej samo zasypiać i dlatego kwiliło, bo przed snem gdy jest najedzone i przebrane lubi się porozglądać. A z tej kołyski nic nie widać. Ochraniacz na wszystkich szczebelkach skutecznie uniemożliwia jej oglądanie (jak na razie światła). Postanowiłam jej zmienić ten ochraniacz na taki, który odsłoni jeden bok kołyski z widokiem na dwa okna. Poskutkowało! Nastia teraz odkładana do łóżeczka nie kwili przed zaśnięciem, tylko spokojnie wpatruje się w światło i odpływa. Muszę przynieść sobie więcej podręczników o rozwoju psychofizycznym dzieci, żeby do niej dostosowywać otoczenie. Trzeba nadążać za dzieckiem! 
A tu wczorajsze fotki z pierwszej imprezy Anastazji 

how to screen capture
A tu z Ciocią 

image hosting over 2mb
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.