U nas jak codzien-leki, lezenie i odpoczynek.
Czy ja juz nie pozbęde się tego lęku..? Jak tylko zaczyna mnie cos bolec to od razu pojawia sie strach-muze go przezwyciezyc-tylko jak?
7t4d
Weekend razem z piątkiem był ciężki.
W piątek po raz pierwszy zadzwoniłam po podmianę za siebie niby już na bramie ale jednak. Tak mnie żołądek bolał że wystrzeliłam do kibla. Po prostu się ze mnie wylało. Zaczęło mną telepać. Mój się pytał czy może na ostry dyżur chce pojechać. Powiedziałam mu że nie, wróciliśmy do domu wypiłam melisę i położyłam się do łóżka.
Wczoraj jak na złość rozbolała mnie noga, kłuło mnie w podbrzuszu. I jak na złość jeszcze wieczorem dorwały mnie lekkie mdłości. Piersi cały czas bolesne.
Codziennie rano mam mdłości także już się do tego przyzwyczaiłam i jest to rytuał poranny 
Od dzisiaj biorę Euthyrox 25 bo moje TSH wynosi 2,8 a powinno być powiedzmy 2,13 do 2,5 jeśli chodzi o górną granicę normy. No nic zobaczymy.
W piątek kolejne USG
o 9:45 chyba że akurat w ten dzień wypadnie kolejny etap rekrutacji na dyspozytora to USG przesunę
Nie mogę się doczekać jak zobaczę moją fasolkę. Mam nadzieję że wszystko ok ale twierdzę że dopóki mam mdłości kłucia w podbrzuszu, bolesne piersi to że wszystko jest ok. Najchętniej zaglądałabym co tydzień do fasolki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 22:52
tak tak, usmiecham sie.
Przeczytalam dzis opis poronenia jednej z dziewczyn. I nie, nie wpedzilo mnie to w depresje. Bylo w tym tyle piekna i uczuc, ze wlasnie pomoglo mi poradzic sobie z tym, co ja teraz czuje. Amelia dziekuje.
Czyli teraz czas robic przygotowania pelna para. Ostatni raz. Na wadze -2 kg (dodam, ze bez makijazu ;p)
Kuchenne wariacje ciag dalszy. Wczoraj z powodu braku zdecydowania i sajgonki i golabki. Cos dla mnie i cos dla Niego 
w zeszlym roku,w grudniu, zaczelam prowadzic swoj pierwszy wykres na OF.i prosze, zbliza sie rocznica! 14 cykli razem;) (od razu widac ze mam krotkie cykle skoro w 12 miesiacach zmiescilo sie ich 14
)
bardzo duzo sie dowiedzialam, nauczylam, ale szczerze licze na to, ze wiecje rocznic nie bedzie 
Mam już wszystkiego dość, dziś ostatni dzień @, boli mnie tyłek i brzuch od tych leków zakichanych, jak mam je połykać to mam już odruch wymiotny.
Wczoraj miałam jeszcze spięcie z moim mężem powiedział że on nie zrezygnuje z treningów i picia piwa, bo przecież on już nie pije, a jak wypije na weekend to nic się nie stanie najważniejsze że zamiast 10 piw w tygodniu wypije 5 i to już na pewno coś da, ćwiczy jak wariat podnosi ciężary po 100 kg, i powiedział że on nie będzie się tak poświęcał skoro ja nie potrafię przestać się denerwować pracą i nie potrafię przestać myśleć o tym że nie mogę zajść w ciążę, powiedziałam mu że co to za poświęcenie z jego strony że piwa nie wypije, niech zobaczy ile ja już przeszłam żeby móc mieć dziecko, 2 operacje, ciągłe badania krwi i wizyty u gina, rozkładanie nóg itd. a on na to że ja operacje zrobiłam dla siebie a nie dla tego żeby mieć dziecko wyobrażacie sobie ? Co za .... aż mi wstyd że tak powiedział mój maż, powiedziałam że skoro tak to na żadne hsg nie idę, nie będę znosiła kolejnego bólu skoro on mi powiedzial że nie odstawi alkoholu...
15+2
Wczorajszy dzień upłynął na bólu głowy, zmęczeniu i kluciu podbrzusza,
spalam od 20.30 do 7.15 hihi taką bylam padnieta.
Dziś żadnych szczególnych planów, malz w domu bo ma wolne, posprzatalam trochę mieszkanie, na obiad pieczonki i tyle:) narazie nic nie boli ale dzień się dopiero zaczął
Do wizyty jeszcze 10 dni 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 10:02
a w piątek w pracy ryczałam czytając http://ukarana.blog.pl/ .....
jakie to życie jest okrutne...
15 dc.
No i po wszystkim, zostało mi dziś pobranych 21 komórek, leże bo brzuch nawala mnie niesamowicie
teraz pozostaje mi czekać jaki będzie wynik ich zapłodnienia, więc czeka mnie kilka dni nerwówki.
Jak będą ładne zarodeczki, czekamy na @ i zaczynamy podejście do transferu 
1 dc.
@ nadeszła, Bogu dzięki. Od jutra startujemy z Clo. Martwi mnie tylko to, że lekarz kazał mi go brać tylko od 2 do 5 dc, czyli przez 4 dni. Mam nadzieję, że wie, co robi.
Wykopałam starą kartę z monitoringu cyklu, sprzed roku, u innego lekarza. Byłam stymulowana między 5 a 10 dc, przez 5 dni. W 17 dc dostałam Pregnyl, pęcherzyk nie był jakichś zawrotnych wielkości, bo miał 15mm, endometrium 8 mm. No i zaszłam wtedy w ciążę. W pierwszym cyklu, w ogóle się tego nie spodziewałam. Nastawiałam się na walkę, branie ton leków... A tu cyk, za pierwszym razem się udało! Szkoda, że z takim finałem.
Tym gorzej, bo teraz też mam nadzieję, że uda się za pierwszym razem. Ech.
W sobotę zaczęłam nowy 20 cykl. Wredna przyszła szybko, bez ociągania. O kant dupy można potłuc to całe moje leczenie hormonalne, który niby miało wydłużyć mi cykle. Owszem jak brałam lek to miałam cykle 28 dniowe, ale po skończonym leczeniu mój naturalny cykl wyniósł aż 23 dni i jeszcze dzień wcześniej plamienia. Całe to leczenie nic mi nie dało tylko 3 zmarnowane cykle 
Taką mam dzisiaj refleksję, że w ogóle to całe leczenie niepłodności ma bardzo małą skuteczność. Obserwuję tu swoje przyjaciółki i inne dziewczyny, które już długo starają się o dzieciątko, mają cykle stymulowane, zabiegi, inseminację, a i tak do większości przyłazi @. Owszem czasem którejś się uda, ale to wyjątek potwierdzający regułę. Smutne to jest, chodzimy do tych wszystkich lekarzy z ogromną nadzieją, zostawiamy grube pieniądze a oni i tak nie potrafią nam pomóc. Tak przeglądam te różne wykresy i tak mało jest ostatnio zielonych kropeczek.
Codziennie modlę się o mały cud, jestem w trakcie odmawiania drugiej Nowenny Pompejańskiej, ale chyba z każdym dniem jest we mnie coraz mniej wiary. Może to jest powód dla którego Bóg nie chce mnie wysłuchać, może dlatego, że nie umiem mu tak do końca, zaufać, że czasem wątpię w to, że on w ogóle mnie słucha. Chciałabym mu tak bezgranicznie zaufać, ale ten codzienny ból jak noszę w sercu, uciekający bezpowrotnie czas bardzo mi to utrudnia.
Ostatnio coraz częściej myślę o in vitro. Nigdy nie sądziłam, że będę musiała rozważać taką możliwość. Nigdy nie byłam przeciwna tej metodzie, ale miałam wielką nadzieję, pewnie jak każda z nas, że nie będę musiała stawać przed taką decyzją. Tymczasem może się okazać, że będę musiała stanąć przed wyborem bezdzietność czy in vitro, a ja nie wyobrażam sobie życia bez dzieci, tej ogromnej pustki do końca życia. Na razie przejdę, przez te wszystkie stymulacje, inseminację, żebym nie miałam do siebie pretensji, że czegoś nie spróbowałam, że się poddałam, ale nie zdziwię się jak nie przyniesie to żadnego efektu.
W jeden miesiąc mąż się angażuje, w drugi nie. Wszystko przez odpowiedzialną pracę, stres i zmęczenie.
Tak bardzo chce być w ciąży, że chce mi się płakać. Wszędzie widzę bobaski, wózki, brzuszki i zielone wykresy...
Młodzi, zdrowi to dlaczego to tak długo trwa? Jest tyle "wpadek", gdzie ludzie nie chcą dzieci, a Ci co chcą mają problem.
Dodatkowo w okolicach owulacji za każdym razem boli mnie lewy jajnik. Prawy nic. To normalne?
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 12:06
Nie wiem czy nie lamie praw autorkich ale kieruje sie wylacznie pragnieniem pomocy innym kobietom... Kiedys w cyberprezestrzeni napotkalam na ta prace, wydrukowalam ja sobie, przeczytalam, wzielam do serca i sie stosujemy... Zachecam do poczytania!!!
http://naprotechnologia.wroclaw.pl/wp-content/uploads/2012/11/Diagnostyka-i-terapia-nieplodnosci-w-NaProTECHNOLOGY.pdf
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 12:21
Mój sens czekania, polecam o. Szustaka 
https://youtu.be/dTZONbCOCe4
Taką modlitwę znalazłam dziś w pamiętniku jednej z dziewczyn, wklejam aby nie zagubić.
Dobry Ojcze, Stworzycielu wszechświata, uznaję, że wszystko, co uczyniłeś, było dobre i pobłogosławiłeś mężczyznę i kobietę, aby byli płodni i zaludnili ziemię. Dziękujemy Ci za pragnienie posiadania potomstwa, które włożyłeś w nasze serce. Oddal od nas niepłodność i wszelką chorobę, która nie pozwala nam cieszyć się swoimi dziećmi. Daj nam, tak jak rodzicom św. Rity, radość z narodzin dziecka. Panie, Boże życia, udziel swojego światła naukowcom, by wynaleźli sposób leczenia bezpłodności i pomóż im traktować z wdzięcznością i szacunkiem tajemnicę ludzkiego życia. Panie, Boże Abrahama, który tak wiele razy dałeś rodzić niepłodnym, pobłogosław nasze małżeństwo i daj nam radość, tak jak św. Ricie, widzieć nasz dom przepełniony szczęściem z obecności dziecka. Ojcze, przyjmujemy chętnie Twoją wolę. Bądź błogosławiony teraz i na wieki. Amen.
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 12:41
Kolejna nieprzespana noc. To zadziwiające jak mój organizm mało potrzebuje snu. Usnęłam po 3:00 obudziłam się o 5:00 z budzikiem.
Od wczoraj mój żołądek strajkuje. Wszystkimi swoimi siłami staram się opanować odruchy wymiotne. Nie twierdzę (broń Boże), że jest to spowodowane ewentualną ciążą. Po prostu czasem tak mam, że przez cały dzień najchętniej bym rzygała... Na zwolnienie nie pójdę, bo zakopię się w papierach po uszy, urlopu już nie mam więc cierpię w pracy.
Wrócę do domu i ugotuje sobie rosół, może ruszy to mój zbuntowany żołądek.
18dc boję się myśleć co będzie jak znowu się nie powiedzie. Tak bym chciała zrobić nam prezent na święta i zamiast kolejnej bezużytecznej rzeczy wręczyć mężowi pozytywny test ciążowy. Czy to nie dobry pomysł? Pewnie, że dobry. Tyle, że życie weryfikuje plany i najpewniej będę musiała zadowolić się wyprzedażami w galerii.
Po ostatnich cichych dniach spowodowanymi pracoholizmem męża nastąpiły słoneczne dni. P. obiecał, że będzie wcześniej wracał i nawet w sobotę wyszedł ze mną na spacer do lasu razem z moimi owczarkami. Było uroczo, a pogoda tylko nam sprzyjała. Oby więcej takich dni przed nami.
jakos znowu gorzej się czuje od weekendu, 2 noce mam prawie nie przespane, sny mnie dręczą znowu, śnią mi się niemowlęta
nadal jest mi bardzo cięzko sie pogodzic z brakiem synka, za 2 i pół miesiąca mialam byc najszczesliwszą mamusią
wczoraj jak byłam w sklepie zobaczyłam takie znicze w kształcie choinki i kupiłam taki dla Ksawierka zapalimy go w Wigilię
nie chcę Świąt, chyba je spędzimy w domu sami bo ja nie mam czego Świętować
Postanowienie na grudzień zrobione, jeśli w tym cyklu się nie uda powtarzamy badania męża, a ja powtórzę morfologię,tarczycę i hormony. No chyba, że okażemy się statystyczną para i uda się nam w 6 cyklu starań. Boże spraw aby tak było 
Musze dzisiejsza noc ujac w zapisach, nasza Ariana przespala prawie ca la noc od 22:30 do 04:57 bez pobudki AZ bylam zaskoczona jak to stwierdzilam 
Dobrze by bylo gdyby juz tak zostalo
29.11.2015r. Dzień dwudziesty szósty
Padam na ryj. Wczoraj do późnej nocy zaoglądaliśmy się w jakimś filmie w TV, mimo że Nastka obudziła się dopiero przed 5 i dospaliśmy jeszcze do 10 to jestem jednak padnięta. Tym bardziej, że dziś żadnej drzemki sobie nie zrobiłam. Rano wstaliśmy i zebraliśmy się na spacer. Zaszliśmy kupić Tacie ciepłe buty na spacery. Ten to ma styl robienia zakupów. Wybór, przymiarka, decyzja i kupno. Szok! Z wózka przeskoczyliśmy do fotelika i pognaliśmy do znajomych w odwiedziny. Nasti sobie spała całą wizytę w drugim pokoju i na śpiocha ładowaliśmy ją spowrotem do auta. Raz tylko ją podkarmiłam, bo moje piersi piekły żądając karmienia. Znajomi często widzą Nastkę i szczególnie on jest zachwycony. Teraz kupują sobie gniazdko i coś już przebąkują, że chyba będą powiększać swoj towarzystwo
zjedliśmy obiad i musieliśmy wracać do domu, bo mieliśmy umówionych znajomych na odwiedziny Nastii. Posiedzieli u nas długo, bo najpierw czekali aż Mała się obudzi, a to przecież nie takie łatwe kiedy dziecko śpi nałogowo, potem nie mogli oderwać od niej rąk aż w końcu zaproponowaliśmy, by potowarzyszyli nam przy kąpieli. Nastka jak zawsze zachwycona kąpielami. A i ma coś po Tatusiu! Lubi bardzo ciepłą wodę!
Kocham na nią patrzeć w wanience. Jej oczy aż błyszczą z zadowolenia, nie płacze nawet gdy myje się jej główkę i buźkę. Znajomi pozostali jeszcze na wieczorne karmienie, rozmawialiśmy o staraniach o dziecko. Dałam koleżance swoje pozostałości po zmówieniach z allegro. Testy owulacyjne. Chociaż nie starają się długo, bo dopiero 3 cykl, to już ona się martwi.. Trochę się nie dziwię, sytuacja w pracy napięta, instynkt macierzyński wyje, decyzja o dziecku choć niełatwa to już podjęta... Mam nadzieję, że im się uda niedługo i Nastka będzie miała koleżankę lub kolegę
tym bardziej, że mieszkamy na jednej dzielnicy 
Umówiliśmy się z tymi znajomymi i moją Siostrą ze Szwagrem, że w okolicach stycznia/lutego jedziemy na Kaszuby (tam gdzie byliśmy na Majówkę w tym roku) na weekend. Akurat będzie po świętach (jednych i drugich), my zaliczymy sylwestrową ukraińską zbawę (Małankę) i będziemy mieli wolne weekendy. Miejsce tam jest urokliwe. Domek drewniany bliźniak pod lasem, na górze dwie sypialnie z małżeńskimi wygodnymi łóżkami i dziecięcymi łóżeczkami, na dole łazienka, salon z kominkiem, duży jadalniany stół i dobrze wyposażona kuchnia. Wszystko wystylizowane na kaszubską chatę, nawet serwetki w kaszubskie wzory. Właściciele oferują też specjały kaszubskiej kuchni, więc jeżeli nie będzie nam się chciało gotować, albo nie damy rady wyjechać do restauracji można skorzystać z ich propozycji. Jedną część bliźniaka zajmiemy my z Ewą i jej facetem, a drugą znajomi z jej bratem, żoną i małą 2letnią dziewczynką
na zewnątrz jest bania (sauna). Ostatnio byłam w ciąży, więc nie korzystałam, ale teraz sobie nie odmówię tej przyjemności. Aż nie mogę się doczekać, kiedy załadujemy Uziego i Nastkę do mondka i ruszymy w to miejsce, gdzie nie ma zasięgu i nikt nie będzie nam zawracał głowy pierdołami.
30.11.2015r. Dzień dwudziesty siódmy
W końcu odespaliśmy weekend. Ale jak nie urok to sraczka. Przeziębiłam się. To znaczy moje zatoki. Lecę od wczorajszego wieczoru na paracetamolu i oczywiście łażę (także śpię) w czapce (zresztą nawet latem mi się to zdarzało). Także jestem wyspana, bo spaliśmy od 23 do 9.30 z półgodzinną przerwą o 3 w nocy, ale boli mnie głowa i czuję się ogólnie jakaś połamana.
Mąż miał sam wyjść (znowu!) z Anastazją na spacer, ale zawsze sprawdzamy prognozy pogody na dany dzień. Niby mamy okno i przez nie wyglądamy. Dziś i słońce i deszcz i wiatr, niby nic strasznego, ale mieszkamy nad morzem, więc różnie może być o tej porze roku (dynamicznie), dlatego zawsze korzystamy ze strony IMGW i tam sprawdzamy, czy są jakieś ostrzeżenia. Niestety dzisiaj jest 2 stopień (na 3; skala od 0 do 3) zagrożenia meteorologicznego dla naszego terenu ("Przewiduje się wystąpienie niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych powodujących duże straty materialne i zagrożenie życia. Niebezpieczne zjawiska w silnym stopniu ograniczają prowadzenie działalności. Zalecana ostrożność, potrzeba śledzenia komunikatów i rozwoju sytuacji pogodowej.").
K. zmienił plany. Zostanie w domu i wyszoruje na picuś-glancuś każdy kąt w mieszkaniu, żebym jutro została w ładzie i porządku, aby chociaż to mnie nie deprywowało (nadal pracuję nad swoim pedantyzmem i priorytetami, ale jest mi trudno
). Strasznie nam szkoda, że K. już wraca. Dobrze było przez ten miesiąc.
Dzisiaj wykorzystamy ten dzień na rodzinne wygrzewanie się i regenerację. Będzie kanapowanie, przytulanie, wspólne czytanie książek.. Obiad już naszykowany mam od wczoraj, wystarczy tylko wrzucić do piekarnika. Gości dziś nie przewidujemy, może tylko sąsiedzi, ale oni jak wpadają to tylko na chwilę, herbatę wypiją i wracają do siebie.
A i aktualizacja wiadomowści o Nastii:
- Nadal bardzo dużo śpi. Jest spokojna. Mało płacze. Sporo je.
- Oglądanie światła to nadal hit nr 1! Zamówiliśmy dziś na Mikołajki dla Anastazji pozytywkę nad kołyskę z projektorem światełek
Jedną drzemkę Nastia zalicza w trakcie dnia w leżaczku przy balkonowych drzwiach. Leży sobie moje dziecko takie obleczone światłem, zafascynowane, uspokojone i odpływa.
- Główkę podnosi, ale widać, że ćwiczeń fizycznych nie lubi. Przewrócona na brzuszek (takie ćwiczenia można robić najwcześniej pół godziny po jedzeniu - rada p. Marysi), pogimnastykuje się chwilkę i zasypia
(moja Ciotka-Położna mówi, że leżenie na brzuszku sprawia, że masuje jej się ta część ciała, Mała się rozluźnia i zasypia. Ponoć można wykorzystywać tą pozycję, gdy boli brzuszek i są trudności z wydaleniem kupy, więc muszę sobie zapamiętać to n przyszłość, gdy coś tam było nie tak..). Dłużej trzyma głowę prosto gdy po karmieniu jest pionizowana do odbeknięcia. Oczywiście wtedy też najlepiej zainteresować Małą światłem, by miała bodziec do odwracania się, podnoszenia głowy.
- W tym tygodniu pojawiły się łezki u naszej córki. Mąż w fiolkę chciał je zbierać, bo za takie drogocenne je uważa 
- Anastazja w czasie swojej aktywności zaczyna wydawać różne dźwięki. Długie "aaaaa" czasem udaje jej się to "aaaaa" zakończyć krótko samogłoską "u".
- Nieświdome uśmieszki pojawiają się najczęściej po jedzeniu jeszcze podczas leżenia przy piersi. Piękny widok.
- Rytm ma ustabilizowany prawie od początku. Teraz on się tylko tak potwierdza.
- Czasem korzystamy z pomocy smoczka, gdy Mała bardzo chce ssać (poznaję po tym, że żre więcej niż może i zamiast połykać pokarm to zbiera go w gębie i potem wypluwa). Wystarcza tylko chwila, Żulik sobie pociomka i pozbywa się smoka.
Ja w połogu:
W środę miną 4 tygodnie od urodzenia dziecka.
- Od prawie dwóch tygodni chodzę w wkładkach, które już nie są zabrudzone krwią, lecz niezbyt dużą objętościowo wydzieliną śluzową w kolorze brunatnym lub lekko różowawym/kremowym.
- Od tygodnia nie mam żanych dolegliwości czy odczuć niewygody/"nieswojości" płynących z parteru (miałam założony jeden szew). Wszystko wydaje się być tak jak było wcześniej. Ale nadal tak instynktownie chronię tamte okolice, jakby bojąc się, że może wrócić jeszcze bolesność czy niewygoda.
- Nadal walczę z zaparciami. Ale one niestety zawsze były mi bliskie (tyko w ciąży miałam od nich przerwę). Syrop ciągle w ruchu (do tego ciągle jem gruszki, jabłka i winogrona). Po czopki nie chcę sięgać, chociaż K. nakupował mi ich od zarąbania i wszystko to zalega w lodówce. Metodą małych kroków jakoś daję radę.
- Emocjonalna i psychiczna równowaga lub jej brak bardzo zależy od mojeggo fizycznego samopoczucia. Gdy jestem zmęczona, nie zaliczę jakiejś drzemki w trakcie dnia autmatycznie robię się marudna, zrzędliwa i płaczliwa. Mam wtedy też mniej cierpliwości i ciepła w sobie, dlatego dbam o swój wypoczynek. Respektuję, że moje ciało się domaga chwili regeneracji i mimo, że ja mam ochotę na coś innego, to w tej chwili najważniejsze jest to, żebym odpoczęła i zbierała siły nie tylko dla siebie, ale i dla córki.
- Mój brzuch od jakiś dwóch tygodni jest taki jak przed ciążą. Wtedy nie byłam z niego zadowolona i chciałam go jakoś wyćwiczyć (ale zaszłam w ciążę), a teraz uważam, że jest bardzo ok
o taki to relatywizm. Jak na pociążowy brzuch to mogę go ocenić jako więcej niż spełnienie moich marzeń. Waga w tym tygodniu nadal 52 kg, więc faktycznie nie mam się czym martwić. Chyba już chudnąć nie będę. Czyli bilans wyszedł mi na minus 3 kg. Nastawiona byłam na wysiłkowe zrzucanie wagi i odzyskiwanie figury, jednak na szczęście mnie to ominie. Niedługo wrócę na basen, a gdy Nastia skończy 3 miesiące mam zamiar i ją z tą przyjemnością zapoznać jeśli pediatra nie będzie widzieć przeciewskazań. No i jeszcze joga. O niej też pomyślę.
A tu matka w połogu

screen shots
Panie Boże dziękuję Ci za każdy dzień z moim maleństwem 
Ufam Ci, że tym razem będzie wszystko dobrze.
Przepraszam za moje chwile zwątpienia.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.