coffee Czekajac na Ciebie... 6 grudnia 2015, 08:08

No i jak to sie mowi... d.. blada, ovu przesunelo mi dzien owulacji, wiec raczej nici z tego, no trudno glowa do gory i do przodu, niedlugo ide do lekarza jak sie skonczy cykl i zaczynamy ze wspomganiem mam nadzieje ;) zobaczymy co mi gin powie :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2015, 14:04

Wczoraj byliśmy na pierwszych urodzinach cheśniaczki męża. Nie wiedziałam, że mona aż tak wkurzonym z urodzin od dziecka wracać. Ludzie / rodzina absolutnie nie potrafiła się zachować. Kilka przykładów.

1. Dziadek dziecka przywiózł ze sobą psa. Na wejściu prawie przejechałam się na podkładzie dla psa. Bo to przecież normalne, że pies szcza i sra a goście siedzą i jedzą. Pies - szczeniak skakał gościom po nogach, pozahaczał rajstopy, porozrzucał sierść wszędzie.(nie jestem fanką sterylności, sama mam psa i kota, ale czy na roczek dziecka trzeba koniecznie go ze sobą zabierać?).
Kontynuacja psich przygód. Ludzie się napracowali przygotowali żarcie, mięcho różnej maści. Na co dziadek(ten od psa) radośnie odciął pierś z kurczaka, pokroił na drobne kawałki zawołał psa i zaczął bydle karmić. Bo jak wszyscy dowiedzieliśmy się przy stole, piesek rzygał "tak gęsto" po drodze, więc na pewno jest głodny i musi napełnić brzuszek. Nosz kurwa mać. Przecież by nie zdechł. Grrrrr. Później chwycił psa na kolana i przemawiał do niego słodko, jednocześnie opanowując to, że się wyrywał, bo chciał do żarcia. Oczywiście wszelki zachwyt nad psem był wskazany, a chociaż jest rasowy wygląda jak zwykły kundel z potężnymi uszami. Na co moja teściowa stwierdziłą, że pies jest przesłodki(bo skoro ja nie, to ona tak) i dawaj pchać mi go na kolana, na moje świeżo wyprane, CZARNE spodnie. Udało mi się z tego wybronić. Gdyby ktoś pytał, ten dziadek swej wnuczki ani razu na ręce nie wziął.

2. Ześwirowana na punkcie dobrego żywienia ciotka, przemyciła w torebce swoje świeżo wyciskane soki i polewała sobie pod stołem pogryzając tabletkami na lepsze trawienie. Ta sama ciotka w momencie rozpakowywania prezentów, zachwycała się tylko i wyłącznie swoim, objaśniała wszystkie funkcje szczekającego psa i instruowała jak podawać mu kość, żeby zaczął wydawać z siebie odpowiednie dźwięki. Nie muszę wspominać, że rodzice nie byli tym ani trochę zainteresowani.

3. Chór(2) babć które gęgały do dziecka jednocześnie, ale każda co innego: jak jedna - baba to druga - dziadzia.

4. Moja "ulubiona" kuzynka, spóźniła się 1h choć najbliżej mieszka i tradycyjnie jadłą tort z patery ręką, wybierając ulubione elementy.

5. Zachowanie babci przy rozpakowaniu prezentów. Krzyczała, rozrywała opakowania prezentów. Starała się usilnie skoncentrować uwagę dziecka na prezentach(bo przecież drogie i każdy próbował przebić ceną) a dziecko najbardziej zainteresowane było ... balonikiem nadmuchiwanym helem, który w ostatnim momencie kupiliśmy jako dodatek do prezentu. I patrzyła na sufit na ten balonik, ale babcia siłą S - I - Ł - Ą, odwracała jej główkę żeby skupiła się należycie na prawdziwych prezentach.

Więcej mi się pisać nie chcę, ale myślę że coś by się jeszcze znalazło.


Wróciliśmy do domu. Mąż z migreną, ja z tradycyjnym bólem głowy. Teraz mamy cały rok na to, żeby wymyśleć wymówkę dlaczego w przyszłym roku nas na tych urodzinach nie będzie.

Jestem zalamana....znow powrot do pcos..myslalm,ze cokolwiek sie poprawi po ciazy....cos sie ruszylo jak wdrozylam metformine ale jesli na niej nie trzymam diety to doopa blada :( trzymalam diete 6 dni i 5kg w dol...tydzien popuscilam i 6kg wrocilo :( waze kurwa 101kg!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! jeszcze dalmatynczykow kurwa brakuje :( musze schudnac najmniej 21kg zeby znow zaskoczyly owulacje :(
jedynie milo jest to,ze maz mnie lubi taka duza :D nakazal mi zmienic garderobe,zeby podkreslic ksztaly :P no i wiec zamieniam dzinsy i koszulki na businesswomen :D

out.php?i=1059352_12299222-1213433472007242-725035448262841990-n.jpg

na razie kupilam 3 kiecki i buty....2 jeszcze ida zakupione przez neta...jeszcze duzo zakupow mnie czeka :D jesli te z neta beda takie na jakie wygladaja to wezme je w roznych kolorach i wzorach :D...chyba wygladam lepiej niz w dzinsach....

Sarcia zlapala katarek 3 dni temu ale cos juz lepiej, wiec mam nadzieje, ze nic sie nie pogorszy..


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2015, 23:23

bobo_frut przyjdź i nie opuszczaj nas 6 grudnia 2015, 07:40

9dpo, brak jakichkolwiek objaw = brak ciąży? :( zostało mi chyba tylko czekanie na @ która pewnie przyjdzie w czwartek, a jeszcze na domiar złego w środę wyjeżdża mąż na 4 tyg... także najbliższy tydzień do najfajniejszych nie będzie należał :((

moonshine minionki rozrabiają 6 grudnia 2015, 08:01

Mikołajkowa niedziela, a ja oczywiście wstałam o szóstej. Temperatura powoli spada i brzuch nadal pobolewa. Niby wyjątkowo spokojnie czekam na okres, ale ta durna nadzieja zawsze gdzieś tam siedzi. No ale nic, bromka biorę niecałe dwa tygodnie, więc pewnie trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na efekty. Poza tym muszę mężowi jeszcze powiercić dziurę w brzuchu, żeby się zapisał do kliniki. A co? Ja ze swoją prolaktyną coś robię. Nie zamierzam starego konia umawiać na wizytę lekarską (choć w sumie powinniśmy iść razem), niech też się pofatyguje i weźmie odpowiedzialność za nasze potomstwo. Dostanie dziś słodycze do buta (to oczywiście poważne traktowanie dorosłego mężczyzny) i kopniaka w zad, żeby jutro zadzwonił.

W piątek udało mi się dokończyć sprawozdanie ze stażu, więc ten weekend mam spokojny, bez myślenia, że muszę coś jeszcze zrobić na poniedziałek :) Wczoraj znów ogarniałam zakupy prezentowe i mam już prawie wszystko. Jeszcze tylko dla taty i braci, ale to najmniejszy problem. Po zakupach wróciłam do domku i zrobiłam szybki obiad, bo po południu mężu szedł na imprezę zakładową. Posprzątałam kuchnię, a potem wzięłam się za lepienie reniferów z masy solnej. Właśnie się dosuszają w piekarniku :)

Kota mnie zaczepia, żeby od niej coś napisać, więc piszę - w piątek znów dostała tabletkę na odchcicowanie. Miała permanentną rujkę, więc trzeba było przełożyć sterylizację i pofaszerować hormonami :( Jeszcze ze trzy tygodnie i pewnie po świętach pójdzie na wycięcie. Swoją drogą zastanawiam się, co taka kota myśli, jak się czuje w kwestii potomstwa. Czy też pragnie tego tak bardzo jak my? A my, niedobrzy, chcemy tu ją wycinać...Może jak zeżre opłatka w Wigilię, to mi powie ;)

Dobra, starczy tego, bo zaczynam bredzić :P

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 6 grudnia 2015, 13:00

Jutro wizyta. A ja jestem cała w nerwach :( Niepokój mnie straszny ogarnął, wiem że nie mam podstaw aby się bać a jednak zakiełkowało we mnie i nie chce się odczepić. Żrę się przez to z chłopem niemiłosiernie, każde słowo prowokuje mnie do kłótni. RATUNKU!!! Nie chcę tak, ale to jest silniejsze ode mnie...

13dc
Ostatnie dwa dni miałam bardzo napięte, tyle się działo...
w piątek 4 grudnia wzięłam sobie dzień wolny ponieważ mieliśmy piękne rodzinne wydarzenie - mój braciszek odbierał dyplom - mam braciszka lekarza stomatologa:) no i tak jak to w życiu się przeplata, po takim miłym wydarzeniu trzeba było się zmierzyć z przykrym faktem - bardzo pogorszyło się zdrowie mojej kochanej babci...
Tak to jest w życiu, że trzeba się zmierzyć ze wszystkim co daje nam życie i umieć sobie z tym poradzić, nie poddawać się, umieć odnaleźć w tym sens i cieszyć się każdym dniem, więc cieszę się tym co mam, odnajduję radość każdego dnia, nie pozwolę by coś mnie załamało tak bardzo, żebym usiadła i poddała się ooo nieeee...potrzebowałam czasu by pogodzić się ze stratą mojego maleństwa, było bardzoooo ciężko, ale dałam radę, bo mam nadzieję, wierzę że mój aniałeczek czuwa nad nami, że niedługo będziemy się cieszyć, że będzie dobrze, będzie w nas dużo radości, kiedy dowiemy się, że rozwija się we mnie nowe życie...tak bardzo czekam na to nowe życie.
Kiedy dwa dni temu, przez cały dzień bolał mnie jajnik, nabrałam tyle nadziei, że teraz się uda, ech zobaczymy, nie mogę się nastawiać, ale nadzieję trzeba mieć:)


DzikaRoza Czterdziesci plus i pragnienie 6 grudnia 2015, 14:30

U mnie nudy

gosia89 udało się po 9 latach 6 grudnia 2015, 14:55

22 dc

Znalazłam w necie informacje'' Gdy mamy wrażenie, że śluz jest zbyt gęsty można go rozrzedzić za pomocą syropów przeciwkaszlowych - popularnego Guajazylu lub Flegaminy. Ilości raczej spore - spotkaliśmy się nawet z opinią, że należy wypić 2 butelki w ciągu 4 dni (oczywiście w okresie okołoowulacyjnym gdy zauważymy już występowanie śluzu). W mniejszych ilościach można popijać Mucosolwan.''

Ja w tym cyklu własnie miałam wrazenie, że mój śluz jest za gęsty. Może spróbuje w kolejnym cyklu pić syrop?

Nie wiem co się dzieje ale kolejny dzień mam rozciągliwy śluz. czuje że to nie dobrze... bo dni płodne tyle nie trwają. co może oznaczać śluz mocno rozciągliwy i bardzo gęsty? trwa on około 10 dni z przerwami. zreszta zerknijcie na wykres tam zaznaczałam...

Myślę nad kupieniem castagnusa i zaczac brac sobie tylko niewiem czy powinnam to skonsultowac z ginem? kiedys bralam castagnusa i mi pomagal na pms.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2015, 21:21

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 14 grudnia 2015, 22:24

21 dzień cyklu i 7 dpo.

Wmawiam sobie chyba wszystkie objawy ciąży ;) A tak na serio to nic szczególnego nie zauważyłam, ale od kilku dni pobolewa mnie podbrzusze a dziś rano nie miałam smaku - kawa mi nie smakowała i miałam poczucie marazmu i zawieszenia ;) No i wyskoczyła mi opryszczka :P

Nie chcę się nakręcać, ale obserwuję się dalej i dalej wierzę.

Pozdrawiam Was :)

madziara0080 Madzialenkowe gryzmoły ;) 6 grudnia 2015, 17:19

Mąż mnie wkurza, mam ochotę go zabić! Cham nad chamem. On najlepiej ze wszystkich potrafi doprowadzić mnie do smutku, płaczu i wkurwienia. Czasami się zastanawiam, dlaczego się z nim chajtnelam! Nienawidzę go!

No i każda spina jest oczywiście z mojej winy, ja zawsze jestem wszystkiemu winna! Nawet,że żyje to też źle! Pierdolony ideał!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2015, 17:20

binia29 CUDA się zdarzają. 6 grudnia 2015, 18:31

Dzisiaj 7 dc. Coraz bliżej do świąt, które bardzo lubię i tak przez myśl mi przeszło, że być może będą tymi świętami które przyniosą fasolkę? Bardzo bym chciała, ale to tylko takie moje marzenie i pragnienie, bo co Bóg zaplanował to tylko on to wie. Tak spojrzałam na cykl który rozpoczął się 30 listopada i jest to również 30 cs.Zbieg okoliczności, czy coś więcej to znaczy ?
Pomału przygotowujemy się do świąt i tego szczególnego czasu, przychodzą różne myśli i rodzą się nowe nadzieje i postanowienia. Wracają wspomnienia z roku poprzedniego: gdyby fasolka pozostała z nami to teraz by miała/miał 3/4 miesiące. Bardzo trudno mi z tymi wspomnieniami, które sprawiają, że wraca smutek i tęsknota za tymi przeżyciami, radościami które nie nastąpiły, odeszły wraz z fasolką.Doświadczam w tym czasie zarówno radość ze świąt i na dokładkę żal, rozgoryczenie....

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 7 grudnia 2015, 08:50

A więc dzisiaj jest ten dzień. TEN DZIEŃ.

Ponieważ zakręcenie sięga u mnie poziom extreme nie umówiłam sobie godziny wizyty. Stanęło na tym, że 7 grudnia i już.
Dopiero w piątek próbowałam się skontaktować z panią doktor, ale była nieosiągalna. Więc dzisiaj stawiłam się o 8 na oddziale i jakże by inaczej trafiłam na obchód akurat. Więc trzeba poczekać aż skończą.
Na szczęście szybko im poszło, ale wizyta może się odbyć dopiero ok. 13.30 i to też może z opóźnieniem, bo lekarka ma dyżur na porodówce a jest tam dzisiaj gorąco :) No cóż, sama rodziłam w poniedziałek i wiem coś na temat tego jak wygląda ten dzień u nas w szpitalu :)

Tak że czekamy do 13.30 (a pewnie i dłużej) i dowiemy się co tam wewnątrz brzucha słuchać.

Nie śpię od 5, ledwo śniadanie przełknęłam. Najchętniej łyknęłabym sobie coś na uspokojenie ale na szczęście nie mam nic pod ręką... Rany, wykończy mnie ten stan i ta niepewność.

Mój dzisiejszy cień cienia
5930f6bf4f03e667med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2015, 19:56

38 TC (37t5d)

Z frontu porodowego - nic nowego. Brązowe-galaretowane cuś przestało ze mnie wylatywać wczoraj, za to zmieniło swoje barwy wojenne na kremowo-przeźroczyste/galaretowate i dalej sobie bezczelnie "wychodzi". Nie wiem ile czop może wyłazić ale to wkurzające się już staje, wkładki wymieniam jak najęta bo ciągle gęsto tam, 3,5 dnia już minęło i ciszaaaaa... Brzuch trochę kuł na dole, jak dziś połaziłam po sklepach, a jak się położyłam - to przeszedł. W nocy też parę razy boleśnie się ścisnął, raz nawet tak fest i myślałam, że już już coś się zaczyna. Ale Duuupa. Nic. Null. Zero...

Wiem, że zaczynam przesadzać, że do terminu porodu jeszcze 12/13 dni z USG, 16 z OM i spokojnie maluch może sobie jeszcze posiedzieć, ale ja tak się już nakręciłam, od czwartkowego przedpołudnia, że zaczynam rodzić. Taką miałam nadzieje i kiszka. Nudno mi w domu już po prostu :P Staram się dobrze wykorzystywać czas jak to moje kochane koleżanki polecały - byliśmy i w kinie na Listach do M 2 i na obiecanych zapiekankach, na zakupach przeróżniastych, dziś nawet na zlocie Mikołajów, na gdyńskim skwerku. Mikołajki też uczczone i świętowane. Snuję się po domu :D sprzątam ( jak mąż nie widzi bo krzyczy żebym leżała :/ ), czytam, upiekłam ciasto - gotowca co prawda - Karpatkę - ale mąż i tak się zajada :D. Ostatnie zakupy wyprawkowe dokonane - krem do buźki Maksa Linomag, woda morska do noska Sterimar Baby, sól fizjologiczna, Octenisept, paracetamol w czopkach Farmina 50 mg, Paklanki na pieluszki i woreczki na mleko Canpol oraz zestaw Enema dla mnie. Muzyka "porodowa" ściągnięta, głośnik, aparat, telefony - naładowane, auto zatankowane i wysprzątane. Dom lśni. Ostatnie wyniki krwi odebrane. Ciuchy moje i Maksa na wyjście ze szpitala - przygotowane. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Gotowe i poukładane. Mąż nawet bekę kręci, że rzeczy Maksa są, wszystko stoi a tylko dziecka brakuje, i dla śmiechu zagląda co i rusz pod kołderkę czy Go tam nie ma :D Och jak ja bym chciała przytulić swojego Syneczka Kochanego. Poczuć Jego ciepło, Jego biszkoptowy/noworodkowy zapach....

Sentymentalnie się zrobiło, słodko-pierdząco wręcz ;) Żeby jeszcze bardziej polukrować chciałam tutaj nadmienić, że jestem kurde dumna z siebie i z męża, a raczej z naszego Team'u, że daliśmy radę udźwignąć wszystko finansowo, że na szczęście obyło się bez kredytu, że potrafimy oszczędzać wspólnie. 85 % kosztów pokryliśmy z własnej kieszeni, resztę - pomogła rodzina... Każda z nas wie, kochane mamy i staraczki ile kosztuje prywatne leczenie niepłodności, te wszystkie wizyty, badania,zabiegi, leki, suplementy. Jak się już w końcu uda to... prywatna opieka ciążowa wcale nie jest tańsza, a nawet koszta rosną. Ile też jest na rynku akcesoriów, kosmetyków, ciuchów, poradników dla ciężarnych no po prostu absolutne must have :D Dochodzi do tego oczywiście wyprawka dla maluszka - rzeczy niezbędne ale czasem i "zbędne" tzw. gadżety - no bo jak przejść obojętnie obok czegoś bajecznie kolorowego i tego nie kupić ??? Żałować czegoś dziecku ??? O nie nie... To nie my - kobiety, my się nie oprzemy :D No i na koniec jeszcze torba do szpitala, której zawartość też pochłania kilka ładnych stówek. Przemysł dzieciowo -ciążowy to istna żyła złota dla handlowców ;) a czarna otchłań dla naszych portfeli :D
Takimi oto przemyśleniami kończę wypociny ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2015, 20:42

gosia.86 never give up!!!! 6 grudnia 2015, 20:51

16dc. Jakos w tym czasie starankowym jestem bardzo optymistycznie nastawiona..nie dopuszczam do siebie zlych mysli..jak zaczynaja sie w glowie jakies watpliwosci..szybko od nich uciekam. Zly nastroj przyjdzie przed @.
Jakos nie czulam w tym cyklu owu..zawsze wiem ktory to dzien,kluje mnie jajnik,wychodza testy owu. Teraz jakos kreska byla chyba slabsza,nic nie zakuło..pewnie nic z tego.jeszcze niech sie okaze ze mam problem z owu:/
Na szczescie po lekach ktore biore czuje sie dobrze..balam sie ze bedzie mi niedobrze.
We wtorek ide do mojego stareho gine:/nie lubie go. Ale co pol roku chodze na kolpoekopie bo mam dysplazje szyjki.a tylko on to moze zrobic. Chce go wyprosic o histeroskopie. Do czego tu dochodzi..zeby czlowiek sam musial sie wypraszac o badania.

No i minęło 7lat... i choć nie mogę powiedzieć że nagle i że nie wiem kiedy to zleciało, to jednak zastanawiam się dlaczego i jak to możliwe...

7 lat sexu bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, 5IUI, ponad rok z termometrem i na OF i nic... Jak to jest że w pełni świadoma czasu płodności - nadchodzących owu - nadal z pustą macicą a te całkowicie nieświadome ignorantki, nastolatki i patologią która często nie wie nawet co to owulacja tak po prostu zachodzi?
Jak to nazwać? Jest chyba tylko jedno określenie - pechowe-szczęście... Dla nich największy pech dla nas to istny cud bo dziecko jest cudem!

Jedyne co mnie dziś pociesza to Mikołajowy prezent - książka ulubionego autora i niezły sex ;) <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2015, 20:59

5.12.2015r. Dzień trzydziesty drugi

Ależ niespodzianka dzisiejszego dnia spotkała nas! Płaczę ze wzruszenia i szczęścia.. Przyjechali moi Rodzice w odwiedziny do Anastazji. Gdy otworzyłam im drzwi aż oczom nie wierzyłam. Nadrobili ponad 100 km i zajechali po moją Babcię. Zrobili nam mega niespodziankę. Dzisiaj Prababcia poznała swoją pierwszą prawnuczkę. Patrzeć na to z boku coś niesamowitego. Łzy same cisną się do oczu. Jesteśmy "wszyscy" razem. Cztery pokolenia razem. Pod jednym dachem.

IMAG0484_1_jpg.jpg
image hosting more than 5mb

IMAG0490_1_jpg.jpg
upload pictures

A i Mama zrobiła mi jeszcze jedną niespodziankę. Album ze zdjęciami. Moimi z dzieciństwa.

6.12.2015r. Dzień trzydziesty trzeci

Mamy kolejny rekord! Nastia przespała nieprzerwanie ponad 7 godzin. Potem mała pobudka na zmianę pieluchy i pociomkanie cyca. Niestety Mała po sekundzie po przystawieniu do piersi odpłynęła i za nic nie można było ją skłonić do jedzenia, więc musiałam uruchomić odstawiony w kąt laktator. Odciągnęłam prawie 300 ml jedzonka i poszłam spać dalej, bo przecież była dopiero 6 i wszyscy spali.
Wczoraj Nastia była cały dzień aktywna. No z malutkimi przerwami na kimanie przy cycu. Oczywiście Dziadkowie zachwyceni, bo Mała spędziła ten czas albo u nich w obięciach lub na leżaczku w dużym pokoju i mieli ją zawsze na widoku. Dla mnie jej zachowanie wydawało się podejrzane. Raptem z dziecka, które przesypia praktycznie całe dnie i noce Nastka zamieniła się w duszę towarzystwa. Nie chciała sama leżeć w kołysce, cichutko kwiliła, a gdy ktoś przychodził do niej natychmiast się uspokajała. Skok rozwojowy 5 tygodnia jak nic! Jej narządy zmysłów więcej bodźców zaczęły odbierać i przetwarzać stąd biedne dziecko potrzebowało więcej wsparcia oraz bliskości, by poczuć się bezpiecznie. Myślałam, że w nocy też będzie co chwilę się budzić, lecz przespała ją koncertowo! Oby wszystkie skoki rozwojowe moje dziecko przechodziło. Bez płaczu, krzyku, tylko w leżaczku lub wtulona w nasze ramiona..
Nasi goście zaczęli się przebudzać, mąż przygotował wszystkim śniadanie, ja wybrałam się do łazienki na poranną toaletę. Gdy wyszłam Anastazja już ubrana w świątecznego pajaca z reniferkiem rozdawała i odbierała mikołajkowe prezenty. Po śniadaniu wybraliśmy się wszyscy na spacer. Doszła do nas również Ciocia Ewa i oczywiście było wesoło, rodzinnie. Nastka także zaliczyła pierwszą swoją mszę po tej stronie brzucha. Byliśmy w osiedlowym kościele, zanim Anastazja pójdzie do cerkwi to musi się trochę ocieplić, bo tam jest strasznie zimno. Dorośli zamarzają na sopel lodu, a co tu mówić o dzieciach.
Po obiedzie Prababcia zażyczyła sobie pamiątkowe zdjęcia z prawnuczką i goście pojechali.
Moi Rodzice nie wdzieli wnuczki prawie miesiąc i byli w szoku, że Mała tak się zmieniła! Faktycznie na codzień tego nie widać, ale ... gdy tak spojrzę na zdjęcia z początku listopada... Ach rośnie nam pannica, rośnie, aż strach!

Nadal odczuwam euforię, że jest tak cudownie, idealnie. Pięknie. Niech to co trwa nigdy się nie kończy!

7.12.2015r. Dzień trzydziesty czwarty

Powrót do szarej rzeczywistości. W sumie jeszcze jako takiej nie zaznałam, bo wcześniejszy tydzień pomimo, że na rzecz powrotu do pracy opuścił nas Tata, to ciągle ktoś z nami był. I tak nie mogłam sobie sama ze sobą i moją córką pobyć. Ciągle ktoś. Ciągle coś. A dziś.. Już zdąrzylam się przyzwyczaić do myśli, że nie wyprawimy ojca do pracy tak jak to się dzieje w mojej głowie. Po prostu nie po drodze nam się budzić po 9! My musimy przed 10, a wtedy Taty już nie ma. Są za to świeże bułeczki, mleko i pączek dla leniwej Mamuśki. A i zestaw Prenalenu, bom zasmarkana ostro. I moje gardło też średnio przędzie. Na szczęście gorączki nie mam.
Także tworzymy tę naszą szarą rzeczywistość. Rano po mojej toalecie, pobudka Nastii (skubanica jakby czuła kiedy wychodzę spod prysznica zwarta i gotowa do działania jako matka), karmienie, przytulanie i Mała znowu wędruje do kołyski. Zjadłam więc śniadanie i zauważyłam, że masło wyszło. Cóż. Bułki smaruję serkiem almette, żałując że wędlina musi chwilkę poczekać aż masło znów zagości w maselniczce. Robię listę małych zakupów, które chcę odbębnić podczas spaceru. Na duże wybierzemy się z Tatą, albo Tato załatwi je sam. Po śniadaniu wstawiam pralkę weekendowych brudów i biorę się za starcie kurzy oraz odkurzanie. Gdy kończę szykuję sobie buty i płaszcz na spacer. Mała się powoli rozbudza, więc zmieniam jej pieluchę by ją dobudzić i porządnie wtedy nakarmić. Po karmieniu kolejna zmiana pieluchy i pakowanie do wózka. I w ten oto sposób Matka i Córka pierwszy raz są same na spacerze! Z radością kicają po osiedlowych chodniczkach w słońcu owiewane morskim wietrzykiem. Zaszły nawet odwiedzić Tatę do pracy.
Po powrocie ze spaceru i zakupach w Lidlu, śpiące jeszcze dziecko wyrzucam w gondoli na balkon. Sama idę do kuchni i otwieram tam okno, by słyszeć, kiedy Mała się obudzi. Biorę się za rozpakowanie zmywarki i zakupów. Z rozpędu udaje mi się wywiesić jeszcze pranie. Może zacznę obiad robić?
"Łeee" z balkonu odpowiada mi, że moje plany mają jednak zaczekać. Przecież nie może być idealnie. Mała wraca do domu na zmianę pieluchy i karmienie. Nawet dobrze, dopiero kiedy siadam na kanapie czuję, że się trochę zmęczyłam. Odpoczywam i napawam się jednocześnie widokiem mojego cudaka. Obiad zaczeka... To znaczy mój obiad zaczeka. Ona wcina aż miło.

Piękna ta moja szara rzeczywistość... :)

IMAG0512_jpg.jpg
photo uploading websites

Moja pierwsza beta HCG: 51,1

chwilo trwaj
Kruszynko zostań z nami!!!!

6 tydzień

U nas leci powolutku. W piątek zrobiłam betę, wyszło ponad 3500 więc ok :) Jutro powtórka, oby ładnie przyrosło. Z objawów ciążowych tylko wrażliwe i powiększone piersi.

Byłam zapisać się do lekarza, do doktorki do której chciałam chodzić, w jednej przychodni terminy na koniec stycznia w innej na początek marca, masakra :/ Zapisałam się niestety do doktorka do którego chodziłam w pierwszej ciąży. Nic do niego nie mam ale jest taki małomówny, trzeba go ciągnąć za język, w ogóle mało kontaktowy :/ W każdym razie wizyta na 17 grudnia, może zrobi usg i zobaczymy serduszko.
Mam też lipę bo nie mam z kim zostawić córki i musi pójść ze mną, cóż będzie siedziała przypięta w wózku, dam jej jakiś zabroniony smakołyk i może jakoś pójdzie :) Ale już widzę minę doktorka :/

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)