15 dc.
z nowej pracy dupa. Ba! ze starej też. Wczoraj dostałam wypowiedzenie. Och, wspaniale prawda? Jestem zła. Zła do granic możliwości, bo zostałam okłamana. Szefowa, kierownik, wszyscy udawali, że nie wiedzą. A wiedzieli tylko nie chcieli powiedzieć. Dlaczego? W imię zemsty, złości nie wiem jak to wszystko nazwać. Trudno. Jestem na zwolnieniu do świąt, chciałabym do końca roku, bo do wtedy obowiązuje mnie umowa. A nie chce tam wracać. Ale może lepiej? Może ma tak być? Przynajmniej nie będe sie denerwować. A nerwy w tej chwili są zupełnie niepotrzebne. Szkoda tylko, że z nową pracą nie wyszło. Musze czegoś poszukać, bo wiem co dzieje sie ze mną w domu. Niestety na moją psychikę brak pracy nie wpływa zbyt dobrze.
Póki co jesteśmy u rodziców, liże rany
we wtorek wracamy, a w czwartek w droge. Chorobka, gdyby wcześniej tak wyszło z pracą to najpewniej wyjechalibyśmy w góry a nie nad Zegrze. Ale trudno. Dobry i taki wyjazd. Ważne, że razem!
30t5d
Przygotowania do Świąt u nas pełną parą
Choinka już stoi
szkoda tylko, że właściwie wszystko robi moja mama i M., bo ja leżę... Ale już nie mogę się doczekać tego cudownego czasu 
W środę byłam odebrać wyniki badań w kierunku trombofilii. Jechałam zupełnie "na luzaka" nie spodziewając się, że w ogóle może być coś nie tak... Ale jak weszłam do gabinetu to już mi tak wesoło nie było. Pani genetyk na dzień dobry wywaliła, że "wyszły pewne nieprawidłowości"!
Wynik:
"Potwierdzono polimorfizm genu MTHFR c.665C>T (heterozygota) oraz MTHFR c.1286A>C (heterozygota)"!
Lekarka powiedziała, że Acard uratował życie Naszemu Synkowi! Powiedziała też, że wg niej nie ma konieczności stosowania leków przeciwzakrzepowych już na tym etapie ciąży, ale kazała to skonsultować z lekarzem prowadzącym. Dobrze, że wczoraj miałam wizytę, bo chyba umarłabym ze strachu!
A co na wizycie? Mój lekarz potwierdził to co mówiła genetyk - acard nie jest teraz niezbędny. Łożysko jest w dobrym stanie, przepływy zupełnie prawidłowe a płytki krwi idealnie w środku zakresu. Zapisał tylko wyższą dawkę kwasu foliowego. Pessar bardzo mocno trzyma szyjkę i mogę nieco "spacerować" po mieszkaniu
A nasz Filip jest PIĘKNY!! i bardzo ruchliwy
Waży już 1712 g
Nasze Szczęście 
No i przyszła pora, żeby pochwalić się naszymi zakupami
oto pierwsza bryka Naszego Synka
Roan Bass 



I pierwsza porcja prania
pieluszki tetrowe są już czyściutkie 

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2015, 18:12
Przygotowania do in vitro!
we wrzesniu, a dokładnie 1 go mielsimy wizyte kwalifikacyjna do in vitro rzadowego-oczywsicie dzieki mojej Pani doktor ktora wypisała nam zaswiadczenie o leczeniu 2 letnim(a leczylismy sie rok) kwalifkacje mielismy pewna. Mielismy ruszac wraz z kolejnym cyklem, jednak okazało sie ze "brakło kasy" i musimy czekac do stycznia, wersje o rozpoczeciu były rozne ale dla nas miały byc korzystne bo mielismy zaczynac zaraz jak kasa bedzie, jednak przyszedl grudzien i cos mnie tkneło, wysylalam meza na zwiady do kliniki i co sie okazało? Pani koordynator ze stoickim spokojem przekazała mu ze szanse nasze na podejscie do choc jednej procedury sa bliskie zeru poniewaz przez to ze szanowny pan Radziwiłł zakonczy program w czerwcu i klinika bedzie leciec od 3 procedury, pozniej druga i byc moze na koncu pierwsza ale bardziej sie obawiaja o to ze jednak nawet 2 procedury(listy) nie skoncza do czerwca i tym samym mielsimy zostac z radoscia kwalifikacji bez podejscia... szybka akcja ,telefony, maile do Krakowskiego artvimedu decyzja przejmuja nas! w ten poniedziałek porzegnalismy sie z invicta ,zabralismy papiery i tak oto czekamy w nadzieii na 29 grudnia, wtedy mamy wizyte pierwsza w artvimedzie i pewniej juz na niej dostaniemy rozpiske stymulacji! Boze nareszcie sie cos ruszy, gdybysmy wiedzieli to szybciej ze tak u nas zagraja w invikcie to juz dawno bysmy uciekli ale człowiek czekał bo mydlili oczy ...
29 grudniu przybywaj!
Spakowałam też torbę do szpitala
Dzięki temu jestem już trochę spokojniejsza 
A to lista rzeczy, które się w niej znalazły (może komuś się przyda
)
1. Rzeczy potrzebne na salę porodową
- koszula do porodu
- ręcznik
- myjka frotte (przyda się do odświeżenia twarzy)
- chusteczki higieniczne
- pieluszka jednorazowa (1 szt.)
- woda mineralna w małych butelkach
- coś do zjedzenia
- maszynka jednorazowa
- ciepłe skarpetki
- oliwka w żelu do masażu
- ubranie na zmianę dla M.
- klapki pod prysznic
- opaska do włosów

2. Kosmetyczka
- żel pod prysznic (Babydream)
- szampon
- płyn do higieny intymnej (Biały Jeleń PRObiotic)
- balsam do ciała (Hipp)
- szczoteczka do zębów
- pasta do zębów
- płyn do płukania ust
- szczotka do włosów
- dezodorant
- żel do mycia twarzy
- krem do twarzy
- tonik do twarzy
- mydło do rąk
- Lano-maść (Ziaja) i Maltan na brodawki
- chusteczki do higieny intymnej
- patyczki do uszu
- waciki
- ręcznik papierowy
- papier toaletowy
- suszarka

3. Po porodzie
- szlafrok
- kapcie
- koszule do karmienia 2 szt.
- biustonosze do karmienia 2 szt. (Canpol Babies)
- ręcznik (duży i mały)
- skarpetki
- podkłady poporodowe na łóżko (Seni 60x90cm)
- podkłady poporodowe Bella
- wkładki laktacyjne (Johnson&Johnson)

4. Przybory kuchenne
- sztućce (łyżka, łyżeczka, widelec, nóż do krojenia i nóż do smarowania)
- kubek
- talerzyk
- ścierka kuchenna

5. Rzeczy potrzebne dla Filipa (Szpital, w którym chcę rodzić nie wymaga ciuszków dla Maluszka)
- pieluszki jednorazowe (Pampers new-baby dry, rozmiar 1) - 1 paczka
- chusteczki nawilżane (Hipp)
- krem do pupy (Bepanthen Extra)
- krem do buzi na wiatr i mróz (Hipp)

Muszę jeszcze dopakować:
- dokumenty (dowód osobisty, karta NFZ, NIP pracodawcy)
- karta ciąży wraz z wynikami badań
- telefon z ładowarką
- aparat
- zegarek ze stoperem
- poduszka do karmienia
- ubranko na wyjście dla Filipa 
A tak prezentuje się spakowana torba 

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2015, 18:38
Kolejne 2 testy : "cien ciania"
Niezly cyrk 
Noo i nie mogło być kolorowo i spokojnie u mnie 
wczoraj znów zaczęłam sie źle czuć, do tego ciagly bol jakby w zebrach, biegunka i kołatanie serca, wystraszylam sie, że to może objawy hiperstymulacji i pojechalam do kliniki, pani doktor zbadała mnie,okazalo się ze mam trochę płynu w oplucnej ale nie jakoś duzo i jajniki są powiekszone (po 7cm) przepchaly jelita do góry stąd ten ucisk i dyskomfort, ogólnie wedlug usg było ok, ale w związku z tym że miałam odstawiony antybiotyk po punkcji to gin bała się ze mam jakiś stan zapalny więc dostałam skierowanie na badania krwi (watrobowe,morfologia, crp i d-dimery) i dziś miałam przyjechać z wynikami.
Już po odebraniu wyników wiedziałam, że nie jest dobrze bo CRP wyszło 18 a norma jest do 5, a d-dimery mają norme do 500 a mi wyszło uwaga! 4.300 
No niestety wdał się stan zapalny (pewnie dlatego ze po punkcji nie mialam antybiotyku) no i jak najszybciej musze rozrzedzić tą krew.
Tak więc dostałam antybiotyk inny, a na krew acard i zamiast jednego zastrzyku fragmin 5000 mam robic dwa dziennie. W poniedziałek musze powtorzyć badanie,żeby zobaczyć czy spada i wyslac wyniki mailem do kliniki.
Oj mam nadzieje ze to wszytsko nie zaszkodzi mojemu groszkowi w brzuszku 
ps. jutro dzwonie do kliniki dowiedzieć się czy udało się zamrozić choć jednego zarodeczka.
I po prenatalnych.
Wszyyyyystko ok:) piekny kregoslup pieknie uda heheh i cala reszta lacznie z noskiem pieknym. I miedzy nogami cos jest:) tak jak myslalam drugi chlopak:)
Byl tez podglad i zdjecia 3d. Super!
Wyniki Pappa za tydzien na maila. Ale to tylko za pewne formalnosc;)
Wiedziałam, że procedura ivf jest ciężka, ale nie sądziłam, że aż tak... Fizycznie czuje się bardzo dobrze, jednak huśtawka nastrojów jaka mnie dopadła jest straszna. Nie ma dnia bez płaczu. Wyrzucam sobie, ze moglam poszerzyc diagnostyke, zrobic cos lepiej. Najbardziej jednak dobija mnie fakt, ze nie mam nad tym wszystkim zadnej kontroli, mogę tylko liczyć na cud...
Tydzień 25 (24+3)
Byłam dzisiaj w laboratorium zrobić tą glukozę. O dziwo niezwymiotowałam jej przy piciu...szkoda, że to zrobiłam na 10 minut przed pobraniem ostatniej próbki krwi. Brawo ja.
I szlag trafił całe te siedzenie i moje dążenie do tego żeby jednak niezwymiotować 
Jestem ciekawa czy w ogóle kiedykolwiek uda mi się wykonać te badanie bo już na samo wspomnienie robi mi się źle ;P
whohohho ale mnie nie było
teraz mniej czasu...
Mikołaj ma 5 miesięcy i 5 dni (nie chce mi sie przeliczac na tygodnie już
) Jest cudownym dzieckiem, takim juz prawdziwym, kochanym, łobuzującym czasami niemowlakiem
zakochana jestem w tym moim synku. Ale jak każda matka.
Niedługo święta...choinka już ubrana, prezenty kupione. W tym roku jedziemy na Święta do moich rodziców i wracamy w drugie święto. Dziś mój mąż wystroił w lampki dom i wyglada to naprawde imponująco.
Poza tym czas bardzo szybko leci,dzien sklada sie z tych samych czynnosci co zwykle ale to daje mi poczucie bezpieczenstwa ze wiem co jak i kiedy powinno nastąpić. Myślę, że Mikołaj tez woli taki stały rytm dnia. Karmię jeszcze rano, troche w południe i troche wieczorem ale z jednej piersi tylko. Odkąd Mały skonczył 4,5 miesiąca zaczełam rozszerzac mu dietę. Od samego poczatku bardzo lubi jesc, niewazne co mu dam to i tak zje-ciekawe czy tak bedzie zawsze
Mój malutki brzdąc 
podsumowanie umiejętności i według mnie rozwoju Mikulka:
- waga to pewnie koło 8 kg-miesiac temu na szczepieniu ważył 7100.
- kolejne szczepienie 15 stycznia
- przekrecanie sie z pleców na brzuch-bardzo sprawne, czasami potrafi przekrecic sie tez odwrotnie ale to słabiej mu jeszcze wychodzi.
- śmieje się przepięknie jak sie stroi do niego miny, odpowiada glosnym śmiechem i tak jakby mówił przy tym "lee" 
- przekłada bardzo dobrze zabawki z raczki do raczki, ssie takze nogi 
- straaaaaasznie glosno pokazuje ze mu sie cos nie podoba piskiem i krzykiem.
-potrafi siedziec z podparciem chociaz jeszcze sie przewraca na boki.
8 dpt
Beta 3,54 😭😭😭
Odstawiam leki.... Ciężko mi w to uwierzyć, że mój organizm tak bardzo nie chce tej ciąży. Mam wyrzuty, że to moja wina, to przeze mnie nie będziemy mieli dziecka. Mąż mówi, że kocha mnie cały czas i bedzie kochał, ale co ma powiedzieć???
34 dc
nadal czekam...tylko nadzieja umiera bo temp spada...
Pierwszy cykl po porodzie..a mi sie wydaje,ze mam wlasnie owulacje..czy to mozliwe aby moj organizm tak zaskoczyl po porodzie? w sumie biore te metformine ale nie trzymam diety..trzymalam sie zasad moze pierwsz 5 dni cyklu..w sumie to najwazniejsze dni do tego, aby pecherzyk urosl...mialam troche obaw..szczerze powiem..marzy mi sie duza rodzina..wiedzie nam sie dobrze, jestesmy niezalezni, nie pracujemy mega duzo..mamy czas i srodki na to,aby miec duza rodzine..w domu miejsca tez na tyle,zeby nawet i 8mke miec...najbardziej obawiam sie jak sobie poradze z praca...ale maz wymyslil pzreprowadzke do wiekszego studia, wiec bede mogla byc z nim i z dziecmi w tym samym czasie
jest duzo ZA..otoz..nie chce nastepnego dziecka rodzic w wieku 35/37 lat..nie wiem czy moje hormony, moje zdrowie pozwoli na to...najlepiej isc za ciosem..nawet jesli bylby teraz chlopiec..wszystko dla Sarci mamy w uniwersalnych kolorach wiec odpadlyby wszystkie zakupy oprocz jakichs tam groszowych dodatkow..najdrozsze rzeczy sa...Stas pewnie nam pojdzie z domu za ok 8 lat tak srednio licze..nie powstzrymam go, to bedzie dorosly mezczyzna... zostalyby mi dwa dzieciaczki w domu..takie to samolubne, ale zostalismy sami, bez rodzin z dwoch stron i tak sobie marzymy ze z naszej 3/4 dzieciaczkow bedzie duuuzo wnukow
zaczynamy nowa rodzine
jesli uda mi sie teraz, urodzilabym koncem wrzesnia, poczatek pazdziernika..czas idealny dla mnie. No zobaczymy..nie zabezpieczam sie, nie spinam sie..kiedy pan da zajsc to zajde. Mezu cos wspominal o jeszcze jednym synu...powiem ze kilka miesiecy temu to ja nalegalam na nastepnego potomka...patrykowi nie za bardzo sie spodobal ten pomysl, ale w czasie nieudanych prob i widzial jak cierpie nie zachodzac w ciaze- bardzo sie zaangazowal, moj maz zmienil sie nie do poznania >D chce nr 3 a moze i nr 4
kocham go nad zycie i moja rodzinke.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2015, 23:58
40 tc (39t1d)
Wg. USG 39t5d
Jak w okolicach 30 tc miałam solidne i częste skurcze i napięcia brzucha, tak teraz... Wszystko sie uspokoilo...
Skurczy brak, czop się nie pojawił (chyba, że w kawałkach przez kilka dni). Wkręcam sobie, że mi się wody sączą - czasem mam takie wrażenie... Nie chcę jednak robić paniki, tymbardziej, że muszę jechać ponad 40 km do szpitala - a w poniedziałek mam zaplanowaną wizytę u lekarza... Ciekawe, czy to ten progesteron tak mój brzuch "uspokoił"...
Od września problemy z szyjką, leżenie, spora dawka progesteronu do 38 tygodnia oraz rozwarta szyjka... Jednak to za mało, by przewidzieć, że poród będzie wcześniej
czekamy! Dziadkowie też chyba już nie mogą się doczekać, bo co chwila odbieramy z S jakiś telefon... Niby to przy okazji, bo oficjalny powód rozmowy jest oczywiście inny - ale wypytują o wnuka 
Przeczytałam kilkanaście artykułów o objawach porodu i sączących się wodach... A teraz wracam do spania. Dobranoc!
41dc, okresu dalej niet. Dzisiaj dzwonię umówić się na środę do Artvimedu i niech oni coś zrobią bo ja już kapituluję. Do @ nie wchodzę tutaj, muszę odpocząć.
w artvimedzie nie mają miejsc na wizytę. super. w poniedziałek będę dzwonić do swojego gina, jeśli do tego czasu a) nie dostanę b) szlag mnie nie trafi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2015, 12:25
no i tempka spadla jeszcze nizej??????????wtf????????????
Chichot losu - tak bym nazwała to, co dzieje się wokół mnie...
Wczoraj byłam u przyjaciółki, która jest w ciąży,nie planowała jej zupełnie, nie cieszyła się, kiedy się o niej dowiedziała, a dowiedziała się o ciąży, kiedy ja swoją straciłam. Wylałam morze łez, zadałam tysiące pytań dlaczego???I nie znam odpowiedzi, nikt mi na te pytania nie odpowie...dlaczego, kobiety, które tak bardzo pragną maleństwa, muszą przejść tyle bólu i upokorzenia, tak dobrze to określiłam - właśnie upokorzenia, przynajmniej ja to przechodziłam już tyle razy i ciekawe ile jeszcze przejdę...bo jak inaczej nazwać to, co dzieje się z moim organizmem...mam dni płodne, czuję przynajmniej coś co o tym świadczy, mam objawy ciąży i już w główce rodzi się jak co miesiąc, myśli i radość, że to właśnie teraz się udało...robię test ciążowy a na drugi dzień dostaję okres...co za cholerna złośliwość losu, czy czai się obok mnie jakieś małe cholerstwo, które tak musi ze mnie drwić? Więc wczoraj, kiedy byłam u Werci, już porównywałam swoje objawy do jej (tyle, że moje wyczekiwane z tak wielkim pragnieniem ...)już miałam tak wielką nadzieję...kiedy poszłam do toalety i przy "podcieraniu" ujrzałam coś co wyglądało na brudzenie...nogi się pode mną ugięły i po raz tysięczny zadałam pytanie dlaczego? co za szlag? dlaczego już, tak szybko, okres mam mieć za 4 dni...noooo ale przecież, trzeba pokazać tej durnej babie, która tak bardzo pragnie być w ciąży, że te objawy, to tylko zwidy, że nie ma tak dla każdej, że chce i jest ooo nie, zachodzą w ciąże tylko te chyba wybrane, tylko przez kogo wybrane???bo w takich sytuacjach, moja wiara upada, jestem człowiekiem bardzo słabym...
Wróciłam do domu już podłamana, rozżalona, dowalona...ale, że żadnych plamień już nie było, więc ponownie jakaś maleńka iskierka nadziei się zatliła...do rana, bo gdy się obudziłam,żeby zmierzyć temperaturę, okazało się, że się przez noc upociłam się, tak jak zawsze przed okresem, temperatura też troszkę spada, niby nie dużo, ale i tak czuję, że okres nadchodzi i dostanę go prędzej niż się spodziewałam, a raczej się go nie spodziewałam, on się sam przyczepił...jest mi cholernie smutno, wyć mi się chce, tak bardzo chciałam być w ciąży, tak bardzo marzyłam o tym, żeby właśnie w Wigilię dowiedzieć się, że spełni się moje wielkie marzenie!!!
Trzeba się ogarnąć...miałąm tyle objawów ciążowych, taka byłam zmęczona, że nic jeszcze nie przygotowałam na święta, dziś będę z córką robiła pierniczki, ogarnę dom świątecznie, zakupy dziś albo jutro i wcale nie czuję tej radości przedświątecznej, wręcz przeciwnie, jest mi tak przykro, nie potrafię się cieszyć, na razie nie potrafię, ale musi mi przejść jak co miesiąc...aż znowu narodzi się nadzieja...
2dpt a w głowie pełen psychiatryk
wczoraj miałam taki brązowy śluz przez chwilę i dzisiaj rano odrobinkę ale na prawdę odrobinkę nie ma co się łudzić że to implantacja bo zdecydowanie za szybko w końcu groszki dopiero dzisiaj są blastocystami... Mam nadzieję że to po prostu jakiś uraz mechaniczny po transferze. Dla świętego spokoju zwiększę sobie dupka na 4x1. Myślałam że jestem już weteranką pomału że już mnie to nie ruszy, że z każdym transferem będzie lżej a gdzie tam chyba jest coraz gorzej. No i ten ból brzucha ech no trudno trzeba czekać... Grochy rośnijcie!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2015, 09:44
26 dzień cyklu i 12 dpo.
Test niestety negatywny...
Czekam na okres i w poniedziałek na wizytę u endokrynologa, który mam nadzieję skieruje mnie na badania hormonalne i zaczniemy szukać przyczyny tych niepowodzeń. Plan A nie wypalił, czas na plan B. Pod choinkę nie dostanę mojego wymarzonego prezentu... 
Smutno, ale mimo wszystko życzę Wam udanego weekendu.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.