Przeciwciała mi spadły! Z 600 w lipcu do 247! A ja nie wiem dlaczego:) Zrobiłam wyniki,żeby zacząć dietę i sprawdzić czy spadają,a tu taka niespodzianka:) Zastanawiam się teraz dlaczego,czyżby te orzechy brazylijskie? Jakoś nie chce mi się wierzyć choć w tym celu je biorę,a może bromergon coś narobił? Nie wiem,ale cieszę się
Byłam u rodzinnego przepisał mi wiatminę C i coś do psikania na ból gardła fest nie? Jutro ma mi zamiar osobiście zrobić wymaz z gardła,bo jest czerwone a CRP i OB wskazują że wszystko jest ok.
Kolejna miła sprawa to upiekłam chleb bezglutenowy ,udał się i jest nawet smaczny.
Także od jutra zaczynam dietę
A mniej miła sprawa to albo przegapiłam zrobienie testu ovu albo ovu w tym cyklu nie będzie.Zobaczymy jutro czy tempka skoczy.
Po wizycie. Wszystko ok. Dzidzia rosnie. Pomachal raczka. Grzeczny. Dostalam skierowanie na drugie prenatalne. Za niedlugo znowu zobacze dokladnie co i jak;)
Dzwoniłam dziś do mojej gin - powiedziała, że to plamienie to mogło być implantacyjne i że wyniki progesteronu mam dobre,powiedziałam, że biorę od dwóch dni duphaston, na co pani doktor odpowiedziała, że nie potrzebnie, ale jak już zaczęłam to mogę brać, nie zaszkodzi, że mogę brać 1 tab rano i 1 wieczorem...tylko że ja biorę 2 rano i 2 wieczorem, więc teraz tak od razu nie odstawię na 1...na razie tak będę brała, do @ a może raczej do testowania...czekam do testowania do soboty lub do piątku, dla @wszystkie drzwi są pozamykane na cztery spusty, nawet łomem ich nie wyważy, ani mi się waż 
Wczoraj znowu miałam piękny sen, zrobiłam jeden test ciążowy, potem drugi i na obydwu piękne dwie kreseczki, to było cudowne doświadczenie
Dobrze, że chociaż we śnie mogę tego doświadczyć. W tym śnie bałam się, że to sen, no i niestety to był tylko sen i kilka cudownych sekund.
W realu niestety to co zwykle, czyli takie samo samopoczucie jak przez poprzednie 20 cykli, jestem pewna na 100%, że znów się nie udało. Dalej mam skutki uboczne stosowania Metformaxu, cały czas ciężko mi na żołądku, albo kolki żołądkowe. Jak jeden dzień go nie wzięłam to czułam się lepiej. Ale biorę dalej, wszystko bym zrobiła, żeby tylko coś wreszcie zaskoczyło, ale niestety jestem odporna na wszystkie leki, wirusy ciążowe itp.
Wczoraj wydarzyła się straszna rzecz, u mojej przyjaciółki z dzieciństwa wybuchł pożar w domu. Na szczęście nic im się nie stało, w miarę szybko to zauważyli i rozpoczęła się akcja gaśnicza. No ale straty mają, dopiero, co sobie wszystko porobili i teraz muszą to wszystko odnowić, naprawić szkody. Ale najgorsze jest to co przeżyli, dzieciaki się wystraszyły. Straszne to wszystko.
Mam nadzieję, że w końcu skończą się te złe wydarzenia i zaczną się te dobre, przecież nie może cały czas padać deszcz, musi w końcu zaświecić słońce...
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2016, 20:22
34t1d
Ostatnio coraz mniej tu zaglądam
Czuję się różnie. Leżenie mnie już trochę dobija. Kręgosłup dokucza a Filip kopie jak szalony! Chciałabym już urodzić i móc tulić Moje Szczęście
Ale jeszcze 3 tygodnie musimy wytrzymać!
28 lekarz ściągnie mi pessar
Mam nadzieję, że dotrwamy do tego dnia
Po czwartkowej wizycie uczucia różne... Pessar trzyma dobrze, Synek waży już 2222g ale jest już bardzo nisko. I możliwe, że zechce wyjść wcześniej!! Oby nie!! Przecież remontują mi jeszcze porodówkę!!
Mam ogromne wahania nastrojów...potrafię rozpłakać się z byle powodu, żeby za chwilę śmiać się w najlepsze. Wiele rzeczy mnie wkurza i to do tego stopnia, że potrafię się rozpłakać! Eh te ciążowe hormony... Mam nadzieję, że w połogu nie będzie aż tak!
Miejsce dla Filipa w naszej sypialni już przygotowane
brakuje tylko Naszego Słoneczka

Jestem po pierwszej wizycie. Tak sie bałam, a jak zobaczyłam małą kropkę na monitorze USG to nie mogłam opanować łez. I zaniemówiłam. Mega wzruszająca chwila. Następna wizyta 1.02 czyli za trzy tygodnie kurcze tyle czasu jeszcze. Nadal mam mnóstwo obaw i martwie się czy kropeczka będzie się ładnie rozwijac. Ale muszę myslec pozytywnie. Kupiłam dziś gazete chyba "Dobre rady" i oczywiście przejrzałam horoskop a tam: "Patrz na świat przez różowe okulary, nie szukaj problemu tam gdzie go nie ma" - ta rada jest mega w punkt.
A... w poczekalni spotkałam moją koleżankę z mężem z liceum (jest w 6 miesiącu, Ona chodziła ze mną do klasy a On do równoległej)oczywiście padło pytanie z ich strony czy to tylko kontrola czy juz cos wiemy, ale nic nie potwierdziłam bo na razie nie chcę nikomu mówić.
Zastanawiam się czy powiedzieć Mamie i Tacie, bo ciężko będzie mi utrzymać to w tajemnicy, chciała bym rozgłosić tą wiadomość całemu światu, ale jednocześnie nie chcę bo wiem że to za wcześnie.I boję się
ach te obawy
Dziewczyny dziękuję za komentarze i miłe słowa :* całuję Was
"Droga wiedzie w bezdroże,
Słońce wschodzić przestało
Więc porzućmy marzenia swe bez zbędnych serca drżeń..
Szare niebo dziś to jutrzejsze łzy,
Więc czekać musisz na wczorajszy dzień."
6dc
Nienawidze takich dni, kiedy wszystko po kolei mnie wkurza.. I nienawidzę jak jest jakis termin, ktoś się z niego nie wywiązuje, a ja potem latam jak głupia, żeby to nadrobić.. Szkoda tylko, że ja też mam termin i żeby z niego się wywiązać pewnie zawale noc! 
Uparty ten mój goblin jak nie wiem
No ale jakby już nie było cyca to da sobie radę, coś tam z butli wypije jak głodna 
Mąż zawiesił nowy zegar, Zosia była nim tak strasznie zafascynowana, że teraz już wie gdzie jest tik tak i mało tego klika buzią do rytmu tik tak tik tak jak ktoś tak powie to ona klikaniem powtarza 
A ja może będę miała fajną pracę, kto czyta niech trzyma kciuki
40 CS - 1 dc
ale emocje nie mogę doczekać się wizyty w klinice, to już we wtorek! za tydz.
źle ostatnio wyliczyłam punkcja byłaby ok 25.02
22tydz.,5dz.
Parę rzeczy w zyciu, które niby nie są niczym niezwykłym, a jednak zaskakują:
Rzecz nr. 1 - NIEZWYKŁE SNY I KOSZMARY.
Koszmary w ciazy nie są niczym niezwykłym- wiadomo. Jednak w moim przypadku uporczywie powtarza sie jeden motyw:
- rodzę dziecko (chociaż samego porodu nie widzę): czasem chłopca, czasem dziewczynkę.
- jestem wyprana ze wszelkich uczuć, nie przytulam dziecka, nie patrzę na nie, trzymam je sztywno w ramionach.
- zapominam go karmić, przebierać.
- upuszczam je niechcący, ono zaczyna głośno płakać.
- dochodzę do wniosku,ze dziecko jest skrajnie nieszczęśliwe, ale ja nie potrafię tego zmienić.
Pozniej sny podążają w rożnych kierunkach. Niepokoi mnie treść tych koszmarów... Strasznie sie boje,ze mogłyby okazać sie być prawdziwe, a ja bardzo bym nie chciała by moj synek był nieszczęśliwy...
Rzecz nr. 2 - MĄŻ KTORY DZIWNIE DZIAŁA.
Mąż działa dziwnie bo na opak... Za pare dni ma urodziny. Ja nie wiedząc co dla niego przygotować, wykorzystałam fakt, ze umówił sie na wczoraj z kolegami na męskie oglądanie meczu. Dałam mu pewną sumę pieniędzy i kazałam nie wracac
dostał oficjalną, całonocną przepustkę podczas której obiecałam nie nękać go telefonami ani wiadomościami. Ucieszył sie, wybiegł niemal z domu i... wrócił o 21:00. Wszystko by było ok, gdyby nie fakt, ze gdy go proszę by wrócił wczesniej, jakby specjalnie wraca bardzo pozno. Ot popsuty mąż.
Rzecz nr. 3. - ROBACZEK, KTÓRY Z DNIA NA DZIEŃ STAJE SIE BARDZIEJ MOJĄ MIŁOŚCIĄ.
Co prawda kochałam robaczka jeszcze przed jego istnieniem, ale od paru dni poprostu oszalałam
Mowie do niego, zaczepiam go (a on mi odpukuje) i mysle o nim niemal bez przerwy. Czuje sie winna gdy on daje mi kopniaki, a ja na nie nie reaguje. Podnosi mnie na duchu i daje mi większe poćzucie pewności. Taki przykład z dnia dzisiejszego: podczas rozmowy z szefową dotyczącej mojego awansu trochę sie stresowałam, jednak poczułam -kop! kop! - i juz sie tak nie bałam, a rozmowa poszła w miarę gładko
Gdy jestem smutna lub gdy płacze czuje -kop! kop!- i juz mi lepiej
a gdy sie nudzę czuje cała serie - kop! kop! kop!- i wiem,ze w sumie nie nudzę sie sama
naprawde kocham tego malucha i juz nie mogę sie doczekać by mu o tym osobiście powiedzieć.
kto by pomyślał, że po 10 latach jeszcze będzie zaskakiwał. Najważniejsze jest to że oboje pragniemy dzidziusia i ciesze się, że możemy się wzajemnie w tym wspierać.
34+0
95 cm w brzuszku
58,5 kg (+5,5kg)

No i zaczęliśmy kolejny, już 35 tydzień. Miewamy się dobrze. Chociaż wczoraj na wizycie dowiedziałam się, że jest rozwarcie na 1 cm. Dziś troszkę plamię ale to raczej efekt wczorajszego badania. Zobaczymy jak będzie dalej. Na razie nic nie możemy. Ani masażu krocza, ani ćwiczeń na piłce ani współżyć
Poza tym za dwa tyg odstawiamy leki i Synuś może się rodzić.
Mi jest coraz ciężej więc też bym nie miała nic przeciwko jakby zechciał jednak wcześniej przyjść na świat. Najgorsze są noce. Ułożenie się graniczy z cudem. Do tego brakuje oddechu. Marzę o położeniu się na brzuchu...
Poza tym zamówiłam jeszcze kilka pierdół z apteki, laktator, wanienkę i szumisia. Torby spakowane. Jeszcze tylko Męża muszę dopakować. Tak więc jesteśmy całkiem przygotowani przynajmiej w sensie materialnym na powitanie Syna. W sensie psychicznym chyba nie do końca ale cóż poradzić 
10t+5d
Oj jak mało brakowało, żeby zostać w domciu w łóżeczku i wziąć urlop na żądanie.
Niestety Mąż wzbudził we mnie wyrzuty sumienia, więc zwlekłam się z łóżka i powłóczyłam do pracy 
Czujemy się dobrze. Byliśmy u lekarza 8 stycznia - zrobił mi wybłagane usg, ale na starym sprzęcie. Nie zrobił pomiaru dzidzi, ani nie sprawdził jakie dokładnie jest tętno. Ale maleństwo ponoć zrobiło pajacyka, jak Tatuś patrzył. Jak ja patrzyłam to leżało nieruchomo. To musi być dziewczyna
I charakter po Mamusi. Serduszko widzieliśmy - uderzało miarowo.
Pierwszy raz badanie miałam przez brzuch więc jak mnie lekarz zaprosił do gabinetu to chciałam się już do pasa rozbierać, ale mnie zatrzymał i mówi:
Lekarz - "Gdzieeee...w 10 tygodniu to już przez brzuch"
Ja - "Ojej.. nie wiedziałam. Nigdy jeszcze nie byłam w 10 tygodniu"
Lekarz - "Ja też nie"
Może i dobrze, że gin nie zrobił pomiarów. Pewnie latałabym teraz po kalendarzach na BBF i szukała czy Wy też miałyście podobne i szukała powodów do sukcesu, albo do zmartwień. A tak to czekamy spokojnie do 26 stycznia.
Oby był to jeden ze szczęśliwszych dni w naszym życiu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2016, 08:59
29 t +2 ( 30 tydzień ciąży)
Judytka ma 1200-1300 gram.
Rozwija się prawidłowo.
Ilość wód płodowych - prawidłowa
Łożysko - prawidłowe
szyjka macicy długa, twarda, zamknięta - 35 mm
Moja waga upsss. Waga to 68,1 kg a więc tyle co w 7 tygodniu ciąży co pokazuje że nadal chudnę i to coraz bardziej.
Najważniejsze że wyniki są idealne a mała rozwija się dobrze
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2016, 09:02
Czas niby się wlecze, niby każdy dzień to walka... a jednak jakoś doczekałam do 12.01.
Jutro prenatalne.
Pojutrze krew na papp-a.
Jezeli chodzi o samopoczucie przed badaniem to nie jest najgorsze. Jestem jedną z tych kobiet, które uspokaja statystyka, a ta mówi, że tylko bardzo mały procent (coś koło 5) okazuje się obarczony wadą genetyczną. Więc ja liczę na to, że jestem w tych 95%. Tak ma być!
Gdybym bardzo chciała to pewnie mialabym się czym martwić, ale kiedyś przeczytałam bardzo mądra myśl, która zaraz sobie wrzucę w "porady" pamiętnika. Martwienie się to modlitwa o rzeczy, których bardzo nie chcemy. Więc się nie martwię na zapas, Wizualizuję zdrowego pięknego bobasa. Zdjęcia oglądam. Będzie dobrze!
Objawy w 12 tc wkroczyły na nowy poziom. Dziś oblały mnie zimne poty i myślałam że polece na podłogę. Na szczęście stało się to rano i mogłam jeszcze na chwilę wrócić do łóżka. Myślę, że to jakaś "udoskonalona" wersja moich mdłości, nowy level glodu;) biorę to na klatę, narzekała na brak objawów wiec teraz powinnam się cieszyc;D
7 d.c.
Ostatni dzień z CLO.
Zastanawiam się, czy coś tam urosło 
Mój M. na jakiś ciężki czas - nachodzą go mało pozytywne myśli i dopadła apatia. Tym bardziej mnie to martwi, że za tydzień IUI i nie jest to za bardzo wskazane.
Do tego znowu doszły kłopoty ze snem.
Zastanawia się, czy dobrze robimy z tą stymulacja, i czy to nie zaszkodzi, i czy nie za dużo kombinujemy... czy nie lepiej byłoby jednak zrobić to IUI na pękniętym pęcherzyku, niż brać zastrzyk...
I znowu wróciło mu negatywne nastawienie do in vitro.
Czasami wydaje mi się, że M. za dużo bierze sobie na głowę, ma tyle rzeczy do zrobienia, że nie wyrabia. Wszystko w stresie i z gonitwą terminów. A inne rzeczy jeszcze leżą i czekają na dokończenie.
A co będzie jeżeli IUI się nie powiedzie...?
Witam się w Nowym Roku. Już dawno miałam zrobić wpis Nowo Roczny, ale jakoś tak czasu nie było. Teraz zbytnio też nie mam więc tylko chwilę zajmę. Bardzo liczyłam na zeszły cykl jednak się nie udało. W tym cyklu na nic się nie nastawiam. Już co ma być to będzie. Zajęłam się przygotowaniami do ślubu itp. Więc przynajmniej tak nie wariuje o ciąży. Za 2 dni moje urodziny. A za 3 pewnie @ zawita. Podobno najbardziej płodny jest miesiąc urodzin hehe
zobaczymy. Chociaż jak mi ovu wyznacza termin na 23.09.2016r to 2 dni przed są imieniny mojego narzeczonego. A na 23.09.17r mamy ustaloną datę ślubu
To jest zbyt piękne, żeby tak się stało, ale chociaż pomyśleć jest o czym
Mój wykres wygląda wręcz idealnie bym powiedziała, aż sobie sama zazdroszczę hehe
ale ładny wykres to jeszcze nie ciąża. A wszystko w rękach Boga. Życzę miłego dnia wszystkim czytelniczkom :*
Przez święta pisałam krótkie relacje dla Małej, by nie wypaść z rytmu. A tak w jeszcze większym skrócie. Grekokatolickie święta Anastazji udane, prezentów dostała tyle, że aż się ze szczęścia ... osrała. Bóg mnie pokarał za te złośliwości, które w duchu wygadywałam, gdy Sylwia w tamtym roku cieszyła się z koncertowych kup nowonarodzonego Jaśka wyłażących poza obręb pampersa. Teraz dwie zmiany pampersa dziennie kończą się w zlewie, bo niemalże szyję Młodej muszę szorować z musztardowej kupy. Moje święta ogólnie też udane, ale jednak zaliczyłam brutalne zderzenie z rzeczywistością, którą przez lata odrzucałam. Polało się kilka łez rozczarowania, ale dam sobie radę. Mam Anastazję, mojego K... To jest teraz najważniejsze. Dzięki za słowa troski i wsparcia.
6.01.2016r. dzień 64, środa, 22.10
O i teraz poczułam święta! Pomimo obaw i z dużą pomocą mojej Mamy sprawdziłam się w roli gospodyni. Wszystkie potrawy wyszły, obyło się bez kulinarnych wpadek. podawałam je sprawnie i z gracją
Mąż jako gospodarz także spisał się wyśmienicie, przeczytał fragment Pisma Świętego i poprowadził modlitwę w języku ukraińskim. Nawet nie wiedziałam, że tak dobrze sobie radzi w tym języku. Na koniec uroczystej kolacji pośpiewaliśmy kolędy i zabraliśmy się za rozdawanie i rozpakowywanie prezentów! Ileż radości
Nastuśka znowu obsypana podarunkami. Ja nie wiem, czy wszystkie te ubranka, zabawki ona wykorzysta
no i koperty. Moja córka już ma na koncie pierwsze zarobione pieniądze. Przy okazji wpłacania jej kasy na konto oszczędnościowe zauważyłam, że coś więcej tam niż mi się wydawało, sprawdzam bliżej historię rachunku, a tam - odsetki doliczone za dwa miesiące!
Gdy wszyscy wybrali się na pasterkę, ja zostałam w domu z Nastią i wzięłam się za sprzątanie. Zmęczona jestem i urobiona po pachy, ale szczęśliwa
kiedy dostawałam prezent od Mikołaja, mąż stwierdził, że jednak było trzeba mi kupić samochód a nie zegarek, bo chyba nie jestem zadowolona i że ewentualnie zegarek możemy zwrócić i kupić mi małego VW Golfa
Za rok może nie zdecyduję się na organizację świąt, ale myślałam, że będzie mi gorzej w roli gosposi 

capture
7.01.2016r. dzień 65, czwartek, 23.09
Ależ męczące te święta. Ciągle tylko skaczę nad gośćmi, a to śniadanko, kawka, herbatka, zmiana nakrycia, obiad, zmiana nakrycia, ciasto, herbatka, zupa, kolacja, sprzątanie, ścielenie łóżek.. Dziś wieczorem do naszego stałego świątecznego składu dołączyli sąsiedzi. Miło było porozmawiać o różnych bożonarodzeniowych tradycjach w innych rodzinach. Jedna Sąsiadka zachwycała się naszą postną wersją gołąbków w sosie grzybowym, Sąsiad jako fan moich pierogów opędzlował ich tyle, że nawet nie myślałam, że tak się da. Moja praca nie poszła na marne! I oczywiście Nastusi też, bo nie przeszkadzała mi w robocie, więc to też jej ciężka praca
Anastazja żyje jak pączek w maśle - ciągle ktoś się nią zajmuje. Ja też mam lżej w tej kwestii i zajmuję się tylko karmieniem. Zabawianie, przebieranie, kąpiele i inne sprawy niemowlęce przejęli moi Rodzice i Siostra. Uuuuf bo chyba bym nie dała rady ze wszystkim. Dobrze, że w nocy nie muszę wstawać do Małej... Moja kochana córcia. Chociaż jutro przyjeżdża moja Babcia i Brat Mamy z żoną i trójką dzieci (jedno z nich to chrześniak męża - Jasiek i moja chrześnica - Oleńka) i na noc ja wybywam poza dom, bo w takim zagęszczeniu nie będzie komfortowo. A poza domem zauważyłam, że Nastka budzi się raz tak przed 6... a nie śpi do 7-8 tak jak zawsze. Po 15minutowym cyckaniu śpi dalej do 10-11, ale jednak 6 rano to dość wcześnie, szczególnie dla matki która przyzwyczaiła się, że dziecko śpi bez ustanku 8 godzin. No nic, zobaczymy jak to będzie.
8.01.2015r. 66 dzień, piątek, 22.30
Termin mojego wygnania z własnego mieszkania przełożył się o jeden dzień. Jutro. Za duże mrozy na Mazurach i nie ma sasiaada, który zobowiązał się zostać, by przypilnować Babcinego pieca. Może to i lepiej, bo dziś spędziliśmy spokojniej dzień. Chłopy, co to się potruły trunkami dziś już dali sobie na luz i nie wyciągali nawet wódki na stół. Gdy przyszła moja Siostra Rybia Fotografka z Narzeczonym wypili po piwku, pojedliśmy trochę nowoprzyrządzonego jedzonka i poukładaliśmy się po swoich łóżkach. Nastusia, święta w naszej rodzinie to ciężki funt chleba. Szybko się o tym przekonasz
kończę, bo trzeba regenerować siły na jutro. Co to będzie?! Tyle ludzi u nas przy jednym stole chyba nie było! A jak było, to pewnie baaardzo dawno 
9.01.2016r. dzień 67, sobota, 23.16
No to teraz skrótowo, bo jesteśmy poza domem. ARMAGIEDON!!
Nie zdziwię się jeżeli jutro moje mieszkanie zastane w stanie do kapitalnego remontu
roczny Jasiek przypomina mi swoim zachowaniem czołg, pada, nie patrzy gdzie i jak idzie, niczego się nie boi.. MA-SA-KRA! Jeżeli taka będzie Nastusia prawdopodobnie nerwowo się wykończę. Kiedyś miałam zajmować się takim żywiołowym dzieckiem, ale podziękowałam po kilku wieczorach z nim spędzonych
talerze latają, sztućce w powietrzu, bombki na choince choć w większości plastikowe (UZI!!) to i tak pobite. Że nie wspomnę już o wrzskach, płaczach, piskach i ciągłym nawoływaniu "Jasiek to, Jasiek tamto".
Wyszliśmy do Parku Oliwskiego wieczorem, bo myślałam, że rozniesiemy chałupę
Jasiek się wymęczył, dziewczynki podziwiały świąteczne dekoracje w ogrodzie botanicznym, mąż zaliczył glebę na lodzie... Fajnie
po powrocie do domu przygotowałam herbatę na rozgrzanie i kolację. Mama została mianowana przeze mnie tymczasową gosposią i miała ogarnąć mieszkanie i wszystkich gości, a ja z K. i Nastią udaliśmy się w wystarczająco odległe i spokojne miejsce na odpoczynek
oby noc na nowej miejscówce była spokojna...
10.01.2016r. dzień 68, niedziela, 21.24
Święta, święta i po świętach. Od jutra zajmę się porządniej swoim własnym dzieckiem
tylko najpierw muszę domyć okna i lustra po zabawach Jaśka. I pomrozić żarcie, bo go zostało mnóstwo. Kiedy my to wszystko zjemy?
Miałam rację, noc poza domem, Nastka nie śpi po 8 godzin nieprzerwanie... No ale wybaczam jej to, bo przecież w domu ma melodię do spania wyśmienitą. Wstałam do niej chwilę przed 6 i już o 6.05 leżała znowu w swoim wózku do spania. Niestety nie dałam jej pospać tak jak zawsze do tej 10-11, bo już o tej porze chciałam być u siebie. Aż serce mi drżało na samą myśl, co mnie tam czeka. Mąż snuł już swoje wizje, jak to dom w ruinie, a tu... łóżka poskładane, materac wyniesiony do piwnicy, pościel przygotowana do prania, poodkurzane, stół zastawiony, obiad się właśnie kończy gotować. Kurczak w sosie śmietanowym. Mniam, baaardzo dawno nie jadłam. Co prawda Jasiek, jak to on latał jak nakręcony, ale aż tak to nie przeszkadzało, gdy moim jedynym zadaniem było zasiąść do stołu. Nastia siedziała akurat u kogoś na rękach i słyszę, że zaczyna się temat.. a że się ślini, a tydzień temu się nie śliniła. No i łapki pcha do buzi. "A może to zęby???" No niech by szlag jasny... Jak ona ma dopiero niecałe 10 tygodni! Ja na pierwsze swoje urodziny nie miałam jeszcze żadnego zęba! Aż lekarze zaczynali się martwić, że jak zaczną mi wszystkie na raz się wyrzynać to będzie trzeba im pomóc przez nacinanie dziąsel, bo nie wytrzymam tego bólu.. A tu dwumiesięczne dziecko i zęby? "oj, naszemu Jaśkowi to wystukaliśmy zęba jak miał 3 miesiące". No ale chyba Anastazji bliżej do swojej matki niż do niewiele starszego wujka. Poza tym ani ona nie płacze, ani nie jest jakaś niespokojna, nie ma gorączki, dalej wpieprza jak popieprzona
a poza tym najważniejsze - przecież te łapy w gębie to u niej norma od urodzenia. Nie raz było tak, że żarła łapy mlaszcząc przy tym głośno, podawałam jej wtedy pierś, a ona ani myślała zrezygnować z ciomkania ręki. Próbowała wciskać do japki i paluchy i cyca. Dobra, nie przejmuję się tymi komentarzami, bo przecież każdy ma inaczej, tylko nie lubię gdy ktoś na siłę się upiera. Teraz za kilka miesięcy wyjdą Anastazji zęby, a oni wspomną ten niedzielny obiad i miłą pogawędkę, kiedy to przewidzieli, że Młoda zaczyna ząbkować 
11.01.2016r. dzień 69, poniedziałek, 14.11
Moi Rodzice właśnie pojechali. Dzisiaj zajęli się Nastką, a ja poszłam sobie rano pobiegać, na solarium (Małanka, a ja prawie przeźroczysta) i do kosmetyczki. Gdy wróciłam do domu nakarmiłam Małą, a oni zabrali ją na spacer. Doprowadziłam mieszkanie na błysk, przez moje okna uwalone sałatką i kiszonym ogórkiem (ulubione "danie" Jaśka) znowu zaczęło wpadać światło. Wstawiłam kilka pralek prania, porozwieszałam, obrałam ziemniaki do obiadu i poszłam pod prysznic. Akurat podczas smarowania balsamem cała trójka wróciła do domu. Nastusia jeszcze spała dlatego ściągnęłam gondolę z wózka i położyłam na łóżku w sypialni przy otwartym oknie, bo balkon po świętach jest w takim stanie... Nie wiem, kiedy zmobilizuję się, by się nim zająć.
Mama wczoraj podczas kąpieli Nastki mówiła, że jako niemowlę byłam idealnym dzieckiem, mało płakałam, łatwo można było mnie uspokoić, bardzo dużo spałam, ale.. Anastazja jest bardziej idealna!
A to dlatego, że nie płacze przy ubieraniu, a ja darłam się przy zakładaniu czapki i gdy wyciągali mnie z kąpieli. No ale Nastuśka bardzo dużo siedzi przy cycku. Gdy nie śpi to cały czas praktycznie cycka. Wieczorne "karmieni"e trwa ponad godzinę. I żeby ona jadła. Ona śpi w tym czasie, rozgląda się, przerywa, by się pośmiać i pogłużyć, znowu przysypia z cycem zaciśniętym w buzi. I za nic w świecie nie mogę zmienić tego zwyczaju. Próbuję ją pobudzać do jedzenia, czasem uciekam się do szantażu i zabieram jej pierś, ale za chwilę ta robi buźkę w podkówkę i nabiera łez do oczu... No to podaję jej cyca i dalej się cyckamy. W dzień mi ręce już czasem opadają... Ciężka z niej gadzina już jest. Ponad 6100g... Dobrze, że jak zasypia to na długo, wtedy mogę dać swoim ramionom odpocząć.
Ale Mama chyba za bardzo pochwaliła Młodą, bo tuż przed spaniem Mała nam się pierwszy raz od jej urodzenia rozwyła tak, że kompletnie zgłupiałam i byłam bliska płaczu razem z nią. Leżała z Dziadkami w jednym pokoju, a ja z mężem w drugim i oglądaliśmy film. Drzwi miałam otwarte, bo chciałam słyszeć, kiedy córcia zacznie wykazywać oznaki zmęczenia i wtedy wzięłabym ją na cyckanie. O 22.30 zaczęła ją już wkurzać czkawka (Anastazja ma ją bardzo często, zresztą tak samo było jeszcze, gdy siedziała w brzuchu), wzięłam ją więc do naszego łóżka. Zmieniliśmy jej pieluchę, pogadaliśmy, ona się troszkę pośmiała (szczególnie do ojca, a nie do mnie) i przystawiłam Małą do piersi. I wtedy się zaczęło. Nie taki płacz-kwilenie jak zawsze, tylko taki prawdziwy mocny, głośny płacz. No wycie, z zaciąganiem się, aż się bałam czy jej tlenu nie zabraknie. Podobnie, tylko że dużo krócej płakała u mojej Babci w Nowy Rok. Wtedy jednak wiedziałam, że dziecię zmęczone już jest wojażami i to dlatego, a teraz... Skąd takie przeraźliwe wycie? Kilka possań piersi i dalej wycie, no to pieluchę zmieniamy znowu. Sucha. Do łóżeczka odkładamy, odpalamy karuzelę i gwiazdki. Nie, znów ryk. Ręce -ryk. Cycek, chwila ciszy, ryk. Może coś z pokarmem? Wyciągam z zamrażarki porcję przedświąteczną (może to coś ze świąt jej nie pasuje?) międzyczasie mierzę temperaturę. Prawidłowa. Mąż podaje butelkę. Ryk. Boże, a może to faktycznie zęby? Wyciągam szczoteczkę sylikonową nakładaną na palec, którą czyszczę jej dwa razy dziennie jęzorek i policzki, masuję jej dziąsełka, ale jednak znowu nie trafiłam z diagnozą. Mąż próbuje znowu z butlą. Dalej ryczy. Biorę ją ja znowu do cyca. Załapała. Cisza. Po pół godzinie cyckania nadal cisza. Ręka mi już zdrętwiała. Nie zdążyłam się położyć, bo szczerze mówiąc nie wierzyłam, że Mała jednak łaskawie się zainteresuje tą piersią. I tak ponad 6 kilowego kloca karmiłam na rękach. O 23, po pół godzinie bezsensownego darcia japy, w końcu cisza, dziecko żre jakby nigdy wcześniej piersi nie widziało. Po godzinie cyckania w końcu Nastia wypuściła mojego sutka z paszczy i powędrowała do łóżeczka (gdybym jej "pomogła" tego cyca się pozbyć, wtedy by się obudziła!). Kładę się do swojego łóżka i pytam męża, o co jej chodziło?
- Kochanie, może dupa ją zaswędziała!
No i chyba tak było. Innej opcji nie widzę. Gdzieś tam jakiś dyskomfort poczuła, a że sama się jeszcze nie podrapie, nie pogłaszcze, nie powie co jej tam doskwiera, to się wydarła..
22.02
Nie chciałam Cię tu dziecko martwić, ale dzisiaj stwierdziłam, że to będzie powielenie schematu. Powtórka tego, co mnie boli. Czyli i dla Ciebie może być to przykre. Iluzja zniknęła. Lata życia, jakiś przekonań, nadziei. Oszukiwanie siebie. Okazało się, że wszystko to iluzja, a ja jedyny wpływ jaki miałam na rzeczywistość to stworzenie tej iluzji. Znów jestem małą dziewczynką, starszą sporo od Ciebie, ale nadal dzieckiem, które okłamuje siebie i innych, by nie myśleć o tym, co je przerasta, by chronić to, co się kocha. Same sprzeczności. Moja iluzja prysnęła jak bańka mydlana. Miłość nie ma już takiej mocy, by nadal zniekształcać rzeczywistość. Jedno słowo, wspomnienie, powtórka i już wiem, że to nie dla mnie. I wiem, że to nie dla Ciebie. Jednak życie w iluzji to nie wyjście. Bo gdy rzeczywistość brutalnie pozbawia Cię złudzeń to boli jeszcze bardziej. Jestem już dorosła, dziecięce wyobrażenia czas pogrzebać, teraz mam swoją rodzinę i muszę o nas dbać, o to byśmy nie ugrzęźli w pułapkach iluzji. Żebyś Ty nie poczuła się oszukana, zawiedziona przez własnych Rodziców.
A mi chyba nie pozostało nic innego jak ponownie stworzyć kolejną iluzję... Bo czy nie tym jest życie?
12.01.2016r. dzień 70, wtorek, 10.06
Moje nastroje najwidoczniej udzieliły się córce. Mała dziś spała niespokojnie. Gdy zasnęła, męża coś tknęło na amory. Rozpłakałam się z bezsilności. Co ja mogę? Dobrze, że go mam, jest taki wyrozumiały i wspierający. Co bym bez niego zrobiła? Mała zasnęła jakoś po północy, a potem zaliczyła dwie pobudki na 10minutowe cyckanie, przed 4 i przed 7... Spała do 9.30, ubrałam ją i do tej pory wisi mi na cycu.
Miałam ochotę na ukrycie się przed światem pod kocem na kanapie. Mam książkę do przeczytania na ten tydzień, ale jednak nie będę się nad sobą użalać. Muszę podskoczyć do Galerii i oddać jeden sweterek (nietrafiony prezent), a Małej przyda się spacer. Część prania już wyschła, więc powoli zaczyna rosnąć góra prasowania... Ale cieszę się, że wracamy do rutyny. Do naszego życia..
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2016, 10:44
dzisiaj monitoring....
Strasznie ake to strasznie jestem ciekawa co tam bedzie i czy w ogole cos bedzie?
w tym cyklu jakos nie bola mnie jajniki w ogole ich nie czuje....oby to nie byl zly znak
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.