Wow belly pokazuje, że dziś się zaczął 20 tydzień...nie wierzę ! Brzuszek jest, a ja ciągle mieszczę się w 2 pary zwykłych dżinsów..hmmm...czyżbym wcześniej chodziła w za dużych ?
Najważniejsze że w weekendowy wypad do ikei udany, mąż pół soboty i niedzieli siedział ze śrubokrętem i skręcał meble...ale jest sukces pokój dla dzieciaczka ogarnięty , brakuje jeszcze łóżeczka i przyborów mniejszych gabarytów, ale co najważniejsze i najtrudniejsze ze względu na wymiar pokoju załatwione...uf... W nocy testowaliśmy spanie na nowej kanapie w tymże pokoju, było wygodnie i przyjemnie gdyby nie fakty dwa: 1. mąż niemiłosiernie chrapał..wrrrrrr 2. ponieważ kot nie ma wstępu do tego pokoju to w połowie nocy postanowił pojawić się pod drzwiami i głośno dawał znać miauczeniem, że jest z tego faktu niezadowolony...
Generalnie jestem mega niewyspana, na kota leję, ale mąż mnie już drażni, bo to kolejna noc z rządu w trakcie której przez niego nie śpię. Fakt, że generalnie źle sypiam w ciąży, ale to jego chrapanie mnie dobija, co rano słyszę przeprosiny ale co mi z tego..jestem już zmęczona , dziś w nocy to już nawet zaczęłam rozważać czy nie spać w osobnych pokojach, bo muszę się wyspać w końcu....
czas leci a nic się nie zmienia... wszyscy w koło są z dziećmi albo w ciąży... coraz gorzej przeżywam całą tą sytuację. lata lecą błyskawicznie.. to już nie 18 lat- to już ćwierćwiecze.. Boże, dopomóż bo zwariuję...
4 dc
jednak @ zadomowiła się, więc jest ok. Nowy cykl, nowe możliwości-oczywiscie nie starania, bo narazie nie mozemy, a zreszta i tak narazie nie dalabym rady psychicznie tego udzwignąc.
Staram się codziennie brnąc do przodu. Czasem jest dobrze przez kilka dni, apotem bez powodu nadchodzi płacz, budzi się świadomośc tego co sie stało...
Ostatnio na forum Aniołkowych mam zawrzało bo jedna dziewczyna napisala pare szczerych słów. Nie powiem, mnie trochę też zabolalo, bo poczułam sie wyrodną matką, bo nie pochowałam swojego dziecka-choc chciałam, bo straciłam ciąże w 13 tyg a nie tak jak ona zaawansowaną, no i 3,5 tyg po był pierwszy sex, a ona nie mogła pojąc jak mozna tak szybko odzyskac na to ochotę. Kiedyś pewnie wkurzylabym się, zamknęła swoje wpisy na forum i tyle, ale może to brzmi górnolotnie, ale ja teraz jestem już innym człowiekiem-inaczej patzre na wszystko wokół... W sumie o rozmiem ją-trochę... PO PIERWSZE:Ja nie wiem co czuła tracąc juz duże dziecko i nigdy nie chcę się tego dowiedzieć, a i ona nie ma pojęcia jak to jest spędzić noc na płaczu ze świadomością że masz w brzuchu swoje dziecko a ono juz nie żyje i nie mozesz nic zrobic zeby bylo inaczej, że na drugi dzien masz stawic sie w szpitalu żeby poronic to dziecko, że patrzysz jak wychodzą z ciebie strzepy tkanek twojego dziecka, ze lezysz na sali roniąc dziecko a obok twojego łózka lezy ciężarna, podłączona do ktg i słuchasz tego slicznego bicia serduszka jej dziecka, przełykając swoje łzy i pytając Boga dlaczego zabrał moje dziecko do siebie...! PO DRUGIE: Co do pochówku też już pisalam: Na początku myslalam że nie dam rady pochowac, ze nie znajde sił na widok małej trumienki, że to wszystko jest juz ponad moje sily, ale potem zmienilam zdanie, dotarlo do nie ze tak się nie da, że to moje dziecko, że musze zrobic wszystko, żeby było tak jak trzeba. Otumaniona lekami przeciwbólowymi i na uspokojenie, po kilku godzinah mega mocnych skurczy, krwawiąc okropnie, było grubo po godz.23, doczłapałam się do wc, zrobilam siku i poczułam dziwne parcie, dostałam drgawek i wtym samym momencie ...zemdlałam...tak mówią pielęgniarki, jak sie ocknęłam tylko miaam silę pociagnąc sznurek z dzwonkiem...nie potrafilam nic powiedziec, nie mialam sily wstac..z głowy leciała mi krew bo ja sobie rozwalilam, one mnie szybko na wózek i wioza taką półprzytomną na tomografie glowy, nawet nie zdąrzyłam im powiedziec zeby sprawdzily czy nic w toalecie nie ma...nie mialam sily zeby cokolwiek powiedziec...potem juz nie pozwolono mi wstawac tylko dostałam basen i bylam zadowolona bo myslalam ze bedzie łatwiej mi złapać moje maleństwo...ale to chyba jednak stalo się wtedy w wc...No i pytanie coz ja mam teraz zrobic...obwiniac się całe zycie że to stalo się w wc...ja i tak mam ogromne pretensje dosiebie, ciagle sie obwiniam, nawet za bardzo nie w iem o co, ale moze jest cos co zle zrobilam...moze to przeze mnie..nie wiem gin mówila ze mojej winy w tym nie bylo, że natura czasem lepiej wie od nas co robic...marne pocieszenie dla mnie. TRZECIA KWESTIA: sex... Pierwszy raz kochalismy się ok. 3,5 tyg po, nie było łatwo podjąc mi ta decyzję, to nie było tak, że wpadłam w sidła pożadania, że juz przeplakalam swoje, ja myslalam , że jak rozpoczniemy ten etap, to moze choc w niewielkim stopniu nasze zycie wróci do pewnej normalnosci...myslilam się, przeplakalam pól nocy wyrzucając sobie ze jestem wyrodną matka bo moje dziecko odeszlo a ja kocham się z męzem jakby nigdy nic...
To wszystko jest bardzo dziwne, te emocje po poronieniu są straszne, od mysli ze moze mojemu malenstwu nie jest tam źle, ze moze ktos sie nim tam opiekuje- po łzy, bunt, żal do Boga i ta ogólną niemoc... Ja nie mam za zle tej dziewczynie jej słów na forum-byla szczera napisała to co mysli i miala do tego prawo, to że niektóre z nas mogły poczuc sie trochę dotknięta, to juz inna kwestia...Ja jak mówilam, zmieniłam się i szkoda mi zycia na zbędne kłotnie, spory..trzeba isc do przodu bez sporów, bo tyle co kazda z nas przeszla udzwignąć to i tak jest nie lada wyzwanie...
20d.c.
Zero objawów, nic...
Nawet piersi nie bolą, temperatura dość niska...
Dopada mnie powątpiewanie...
Powiem wam dziewczyny że nie jest za fajnie
Kurka źle to wszystko znoszę tzn fizycznie da się wytrzymać chociaż mdłości i bóle głowy mnie wykańczają czasami niemiłosiernie. Gorzej z psychiką jestem jakaś taka rozbita coś jakby na kształt depresji... nawet nie umiem się cieszyć ciążą jedyne o czym myślę to żeby nie zwymiotować i nie zasnąć na siedząco
nic nie ogarniam mam nawet problem żeby zrobić porządne zakupy do domu taka jestem rozlazła. Denerwuje się strasznie na siebie przecież ja pracowałam prawie na 1,5 etatu dom ogarnięty mąż nakarmiony czas na znajomych i przyjemności wszystko było kwestia organizacji a teraz przerastają mnie najprostsze czynności... pocieszam sama siebie że to tylko hormony z nimi nie wygram trzeba przeczekać może kiedyś wrócę do formy psychicznej z przed ciąży oby jak najszybciej.
A z dobrych informacji to tsh mam 1,4 i to bez tabletek odstawiłam je gdzieś marzec kwiecień i nawet nie sprawdzałam co tam się dzieje a tu taka niespodzianka. Nie miałam takiego wyniku na lekach
Jutro transfer. Do Warszawy jedziemy rano, potem zostajemy na dwie noce. Pierwsza noc, ze względu na transfer, aby nie jechać samochodem 4-5 godzin bezpośredni po, a druga dla kaprysu 
Denerwuję się dziś, jak za pierwszym razem, gdy oczekiwałam na transfer. Dziwne. Myślałam, że już nie będę się stresować takimi momentami. Nawet do ostatniej punkcji podchodziłam bardzo spokojnie, a tu przed transferem troszkę niepokój się pojawił. Wszystko jest do przeżycia.
Cały czas myślę, jak rozwiązać sprawę L4. Chyba jednak wezmę na długo, tj. do końca przyszłego tygodnia. W pracy prawie wszyscy przeziębieni chodzą, a ja teraz dodatkowo biorę steryd, przez który odporność mi spadła. Sama męczę się z katarem od ponad tygodnia. A w Krakowie powietrze masakra. Najlepiej byłoby gdzieś wyjechać. Mam idealne miejsce, do moich Rodziców, tylko że oni o niczym nie wiedzą, więc będą zaskoczeni, czemu mam L4 i nie chodzę do pracy. Może w przyszłym tygodniu pojadę na parę dni. Powiem, że po prostu potrzebowałam wziąć urlop i odpocząć.
Niestety , wyniki nie są dla nas dobre. U Skarba wykryto Azoospermię. Trochę nas to podłamało, ale nie poddajemy się. Teraz będzie trzeba mocno stanąć na nogi i przeć do przodu. Pewnie przed nami długa droga i wiele łez wylanych po drodze ku małemu szczęściu, ale wierzę, naprawdę wierzę , że będzie dobrze. Przecież zawsze jest nadzieja. A teraz kolejnym etapem jest wizyta u odpowiedniego lekarza. Tylko od czego zacząć ? Gdzie możemy zgłosić się z naszymi wynikami ? Hmm... Tak wiele jest do przedyskutowania. Nie poddamy się, póki wystarczy sił.
u mnie wielka doopa..czuje sie zle, mala daje popalic, w pracy, w domu zapierdziel
nie daje sobie rady, jestem chora raczej niz to objawy ciazowe....dzisiaj 7+2
dzięki dziewczyny. Każdy inny model
, oczywiście każdy wyjątkowy!

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2016, 04:42
Witam się w nowym cyyyyykluuuu
!!!!!!!
Aj te wspaniałe wieści na naszym superwątku trollowym spowodowały taki przypływ dobrej energii we mnie, że hej !!
Oczywiście jutro czeka mnie trochę stresu bo rezonans magnetyczny trzeba zrobic i wybulić 650 zł na niego
. SuperPolska
! Ptem myśle wyleczyć zęba no i czekam na owulke, a bedzie w weekend haha !
Powodzonka moje kochane i dla Was
!!
Dzięki! Żyję i mam się dobrze!
Miłego!
12dc
po wizycie.Plamienia niby są po zabiegu i to normalne. Polip nie był polipem tylko małym mięsniakiem. Nie wiem za bardzo o co chodzi tylko tyle zrozumiałam, ogólnie to nie przeszkoda była według gin.
Zostałam przekierowana do innego lekarza (kolega mojej gin) on się zajmuje niepłodnością i też przyjmuje u niej w gabinecie a dodatkowo pracuje w Poznaniu na Polnej. Moja gin powiedziała, że nie umie już mi pomóc i że on będzie wiedział co dalej. Wizyte u niego mam za 2 tyg dopiero, teraz tylko żeby @ nie przyszła wczesniej bo mi plany pokrzyżuje. Nie powinna bo dziś gin mówiła że będe mieć prawdopodobnie późną owulacje.
Ten cykl również totalnie olałam. Mierzenie temperatury wydaje mi się bezsensowne . Nawet nie postaraliśmy się zbytnio , bo
było 12 dc, a potem chyba 15, także myślę że owulkę minęliśmy o ile była. W środę gin.
Ostatnio zrobiłam dobry uczynek
. Wiele razy widziałam pieska, który się szlajał sam po mieście. Idąc do sklepu trafiłam akurat na niego, więc wołałam go żeby ze mną szedł. Pomyślałam że kupię mu coś do jedzenia. Pod sklepem poprosiłam bezdomnych żeby go przypilnowali . Oczywiście sypnęłam im na piwo, po czym powiedzieli "Pani, nas jest dwóch... daj chociaż drugie tyle" . Dołożyłam im zeta i mówię niech spadają . Piesek nie chciał jeść karmy, bo była dla niego za twarda. To szczeniak i ma jeszcze niezbyt duże zęby. No nic mówię. Idę do domu.
Mały szedł za mną ,a ja już wchodziłam na podwórko.Biedak tak się na mnie patrzył, a ja nie wytrzymałam. Poszłam do właściciela i zapytałam się, czy mogę wziąć na kilka godzin pieska. Pomyślałam,że oddam go rodzicom na jakiś czas i spróbuję znaleźć mu dom a jak już ,to chociaż do schroniska. To szczeniak ,więc myślę że szybko znalazłby dom.
Przemek wrócił z pracy. Możecie sobie wyobrazić jak się wkurzył. Nie lubi zwierząt w domu, sierści i syfu. Psa z ulicy o brzydkim zapachu i z pchłami nie jest w stanie zaakceptować (w domu) . Na dodatek miał ciężki dzień, bo był w pracy i miał egzamin na prawko b+e (zdał) . Chciał odpocząć przed tv, a musieliśmy pieska zawieźć do rodziców. Wszystko było ok jak mały nie zwymiotował w samochodzie prosto na portfel Przemka
. Na początku byłam w szoku, ale po chwili miałam atak śmiechu ,który musiałam tłumić w sobie, bo po prostu wyleciałabym z pieskiem z samochodu.
Mały spodobał się rodzicom i został u nich.
Przemek się trochę pogniewał, a potem się z tego śmiał. To było i tak dla mnie mało ważne. Wiedziałam że w końcu przestanie się gniewać.
Jestem człowiekiem i nie mogłabym spać,gdybym nie pomogła psiakowi 
Teraz mam lekkiego stresa przed wizytą u gina, ale wiem że przeżyję 
No to tak
za chwile ruszam z pierwsza procedura, boje sie strasznie tego co mnie czeka ale tez jestem szczesliwa ze to juz zaraz, leki juz czekaja, a ja czekam na @ ktora chyba przyjdzie szybciej niz zakładam
20 stycznia dostałam rozpiske na menopur 225 i cetrotide 0,25 troche duza dawka tego menopuru ale ufam doktorkowi...amh mam 1,73 dr powiedział ze jak na moj wiek niskie ale zas w mojej poprzedniej klinice mowili ze jest idealne a wiec nie wiem juz sama ...
Czekam na rozpoczęcie 2 cyklu po łyżeczkowaniu. Mam nadzieję, że @ przyjdzie w miarę regularnie (28-32). Rozważamy rozpoczęcie starań już w lutym. Czas pokaże czy się uda.
O rany!! To chyba dziś! Leżę sobie spokojnie, bo głowa boli mnie niemiłosiernie i nagle czuję takie PUK! od środka. Od razu zawołałam męża, a on przyleciał ze stetoskopet z nadzieją, że coś usłyszy (swoją drogą mówi, że słyszy takie inne dźwięki niż wcześniej ale nie wiem ja tam nic nie słyszę
) i po chwili poczułam drugi raz ale tak troszkę wyraźniej. Śmiejemy się, że ten drugi raz to był dla potwierdzenia, bo tyle co zdążyłam po pierwszym razie powiedzieć, że ciekawe czy to na pewno to, a tu buch! drugi raz
Teraz jak to piszę to też coś poczułam ale kurczę już nie wiem czy to nie za często? Jak było u Was?
Dzięki dziewczyny za pocieszanie. Jestem już po badaniu. Wynik: oba jajowody drożne!
A więc niby nie musiałabym go robić, a i tak byłoby dobrze pod tym względem. Nie ma jednak tego złego, przynajmniej się uspokoiłam, że póki co nie widać żadnej poważnej przeszkody do zajścia w ciążę z mojej strony:) Czyżby winne były nie najlepsze wyniki nasienia? Trudno mi uwierzyć. Są słabe, ale jak na porównania, których dokonałam, nie aż tak by przez 2 lata nie dopuszczać do zajścia... W najbliższych dniach trzeba będzie wykonać telefon do kliniki leczenia niepłodności i zapisać się na pierwszą wizytę. Może oni rozwikłają tę zagadkę...
Jeśli zaś chodzi o samo badanie to w moich wyimaginowanych scenariuszach wyglądało to gorzej, niż w rzeczywistości było, a to już duży plus:) Choć nie jestem w stanie powiedzieć, że było przyjemnie. Od 8:45-11:00 czekałam w izbie przyjęć na rejestrację. Skoro miałam "tylko proste Hsg" to nie chcieli mnie wzywać zbyt szybko i wylądowałam na końcu kolejki. Stresu się przez to najadłam strasznego, bo gdy się nie wie co i jak, a także nie ma się co robić to człowiek wyobraża sobie wszystko co najgorsze... Mąż musiał wrócić po godzinie do pracy, więc zostałam sama... O 11:00 przebieranie w piżamkę, po drobnym wywiadzie i podpisaniu papierków, skierowali mnie na górę i założyli wenflon. To było okropne przeżycie, pomimo bardzo miłych pań położnych, bo nie umiem ścierpieć, gdy coś mi się robi z żyłami. Na szczęście jakoś przetrwałam:) Potem 2 godzinki czekania na krzesełku na wolne łóżko, a o 14 wędrowałam już na zabieg. Leżąc na stole dostałam dożylnie coś a la "głupi jaś" i już po kilku sekundach świat wirował mi przed oczyma. Niestety jak się później okazało za wiele znieczulić "to coś" nie znieczuliło, wiedziałam dokładnie co się dzieje i wszystko czułam. Przez kilka chwil bolało tak, że aż mnie wyginało, ale na szczęście to tylko kilka chwil. Porównywalne do najgorszego bólu przed okresem jaki miałam w swoim życiu x2. Potem już tylko demontaż machinerii (kulociąg! brr!), zdjęcie i można było się zbierać do łóżeczka:) Po niecałej godzinie wirowanie zaczęło ustępować, dostałam wypis, zdjęcie z opisem i zezwolono na odmaszerowanie do domu:) Cieszę się, że mam to już za sobą! Panie życzyły powrotu za jakieś 10 miesięcy... oby tak było! Tylko jak ja przetrwam poród, skoro tak panikuję już przy samym wenflonie?!:> Hmm... lepiej nie będę się nad tym teraz zastanawiać, bo jeszcze z wszystkiego się wycofam!
24.01.2016r. dzień 81, niedziela, 20.50
Jesteśmy "już" w Gdańsku. W domu. Mimo że w niedzielę pralce zazwyczaj daję odpocząć to nie chcę jutro utonąć w tonach wyjazdowego prania.
Jestem wykończona.. Chorobą, moimi emocjami, nieudanym dla mnie wyjazdem. Odniosłam osobistą klęskę, dałam się ponieść emocjom. Przeżyłam traumę w związku z megatrudną podróżą. Masakra. Szczerze mówiąc to jechałam i płakałam modląc się, by nie wylądować w jakimś rowie. By Nastka się nie obudziła, bo większą część drogi były takie warunki, że gdybym się zatrzymała potem mogłabym nie dać rady znowu ruszyć. Nieważne.
Mam idealne dziecko. Doceniam to cholernie. Jechałyśmy ponad 4 godziny, bidulka nie jadała 5 godzin, a całą podróż przespała (przesiedziała? nie wiem, bo fotelik z tyłu)... Gdy obie dorwałyśmy się do jedzenia, żarłyśmy jak opętane. Moja Teściowa patrzyła na nas i płakała z nerwów, że to cud, że szczęśliwie dojechałyśmy, bo widziała kilka wypadków po drodze do domu. Ja po beznadziejnie bezowocnym spotkaniu i koszmarnej podróży pogrążyłam się we śnie w domu moich Rodziców. Następnego dnia miałam zakwasy w mięśniach ramion i szyi.
Dobra koniec użalania się nad sobą. Do tej pory żadnej nocy nie miałam zarwanej z powodu wstawania do płaczącego dziecka. Fajnie. Lecz dopiero teraz to doceniłam. Gdy leżałam zaryczana, bo nie wyszło, gdy chora traciłam przytomność w nocy, a rano nie miałam siły nawet pójść do łazienki z powodu wymiotów. Mam idealne dziecko i już. Czym sobie na takie zasłużyłam? Nie wiem, ale po tym co przeżyłam kocham ją jeszcze bardziej.
Anastazja wlała morze miłości w nasze rodziny. Odwiedzali nas bliżsi i dalsi krewni. Ciotki, wujkowie, kuzyni. Wszyscy zachwyceni "grzecznością" Nastki (do tej pory próbuję rozgryźć co znaczy dla ludzi to pojęcie?) i zachwyceni jej fryzurą. A bo pewnie tu jeszcze tego nie utrwaliłam. Natuśka, ja też pierwszy raz widzę takie dziecko. Urodziłaś się z dłuższymi włosami z tyłu głowy do jej czubka, a do czoła masz krótkie kilkumilimetrowe włosy. Ta asymetria jest przeurocza, gdy ktoś ją widzi od razu przychodzi mu na myśl fryzura Twego Dziadka Zbyszka. Teściu ma fryzurę tak zwaną "na pożyczkę". Pejsa z tyłu głowy zahodował i zawija wokół głowy udając, że włosów jest więcej
Podczas wyjazdu zacieśniałaś więzi ze swoimi Babciami, Prababciami, Dziadkami i Pradziadkami. Twoje zawijasy w krewetkę i przewracanie na boczek robi furorę, każdy zachwyca się tym jakby co najmniej to była jakaś gimnastyka figurowa na poziomie mistrzostw europejskich. No a zabawa z Dziadkiem Zbychem królikiem i zabranie mu z ręki Pana Królika? Matka dumna! Pięknie chwytasz i cyk do buzi. Powtórki dzisiaj tego wyczynu z zabawką nie było, ale łapałaś nasze paluchy i wkładałaś je sobie do ust.
W drodze powrotnej nadrobiliśmy stówkę kilometrów i zajechaliśmy do Olsztyna do Twoich Pradziadków z kwiatami i prezentami z okazji ich niedawnego święta.

windows screen capture
Odkryłam, że niestety ale telewizor Cię interesuje na tyle, że nawet wypełniona kilogramem kupy pielucha już Ci nie przeszkadza. Pierwsze kibicowanie podczas oglądania skoków narciarskich Nastka ma za sobą 

img hosting
Byłaś też dzisiaj pierwszy raz w Cerkwi. Uhuhu.. Wtedy to się wszyscy zlecieli. Każdy zna mnie od dzieciaka, więc i nauczyciele i koleżanki, daleka rodzina, ksiądz... Super, że u nas w cerkwi jest wydzielony ścianami kącik dla małych dzieci i matek. Jest tam kanapa, tysiąc zabawek (dla dzieci w różnym wieku), dywanik, fotele, pufki. Można spokojnie dziecko nakarmić, uspokoić, zabawić jednocześnie uczestnicząc w mszy. Jest ogrodzony ścianami, z dwoma wyjściami na resztę cerkwi, więc i prywatność jest. Nastka obudziła się w połowie nabożeństwa, więc skorzystaliśmy z uroków tego miejsca. Byłoby idealnie, gdyby tu w Trójmieście nasz ksiądz proboszcz był tak postępowy. A niestety zdarza mu się zwracać uwagę rodzicom podczas ogłoszeń, by bardziej pilnowali dzieci, bo przeszkadzają w odprawianiu mszy. Taaa, mają stać na baczność i patrzeć w niebo. To znaczy w sufit.
Droga powrotna z Olsztyna do Gdańska była rewelacyjna, ale i tak oddałam kierowanie mężowi. Mi wystarczy atrakcji już na jakiś czas. Gdyby on nie dojechał do nas to chyba bym ugrzęzła na tych Mazurach do wiosny! Więcej sama z maleńkim dzieckiem w taką podróż nie pojadę! Moja głupota, dobrze, że dziecko chociaż mądrzejsze niż matka i chociaż nie przeszkadzało !

how to use print screen

uploading pictures
25.01.2016r. poniedziałek, dzień 82, 10.46
Przez przypadek cofnęłam się do jakiegoś wpisu i czytam, czytam i nie wierzę. Co za głupoty!
Że nie czułam, tego co myślałam, że będę czuć
? oficjalnie ogłaszam, że oszalałam na punkcie swojego dziecka. Zaczęłam się zastanawiać, że to może już jakaś choroba, lecz moja Teściowa utwierdziła mnie, że ona czwórkę dzieci ma i mimo że każde inne to każde idealne! No tak, zupełnie jak moja Nasteczka! Wczoraj udało mi się nagrać jak Młoda śmiała się w głos z głupkowatych tekstw swego ojca wypowiedzianych megagłupkowtym tonem! Ona już dawno spała, a ja nadal odtwarzałam filmik, by słuchać jej rechotu
Mała jeszcze śpi, a ja filmik już odpaliłam, bo się za nią stęskniłam.
W ogóle wszystko wydaje się być śmieszne dla Nastki. Wczoraj oprócz wygłupów ojca, strasznie zabawne było wpuszczanie wody morskiej do nosa. Za każdym psiknięciem śmiech taki, że spokojnie Nastuśka mogłaby być słoneczkiem w Teletubisiach 
Dziś już odebrałam multum telefonów, a przyjdź tu, a zrobimy tamto, a możemy przyjść, dawno się nie widzieliśmy? Nie, nie, i jeszcze raz nie! Dzisiaj jest dzień tylko dla mnie i mojego dziecka! Nigdzie nie wychodzimy (no oprócz standardowego spaceru), nikogo nie spotykamy, nikomu nie pomagamy, nikt nie pomaga nam. Koniec kropka. Muszę córce wynagrodzić moją gorszą formę i psychiczną i fizyczną. Zresztą fizycznie już wczoraj czułam się bardzo dobrze. Sobota jeszcze była taka sobie, ale popołudnie i wieczór prawie dobre.
Jem śniadanie, wstawiam kolejną pralkę prania i czekam aż mój nałogowy śpioch się obudzi
postanowiłam nie martwić się tym na co nie mam wpływu i korzystać z życia ile się da. Mam fantastyczną córkę, męża-wariata, szurniętego kota! Czy mogę chcieć czegoś więcej?
15.07
Wiem czego! Jeszcze więcej uśmiechu mej córki! Oszaleję z miłości!
Dzis mija 7 miesiecy od kiedy Młody nie zyje...to własnie 25.06 pani doktor z pediatrii msiała mi przekazac te wiadomosc..
Jak ten czas leci..Szymon miałby juz 7 miesiecy i 2 dni..duzo chłopak by był...
Dzis tez mija 37 dc i wreszcie zdecydowałam sie zrobic test...nie miałam siły leciec na bete (chociaz szpital jest koło mojej pracy) ale zrobiłam test apteczny...10 HCG...pojawiła sie druga kreska...blada ale jest:)
Powrócił stres...dzis rano jakies dziwne uczucie niby mdłosci...ale dam rade...mam nadzieje ze bedzie wszystko dobrze...i juz nie bede taka głupia jak przy pierwszej ciazy...ide na zwolnienie lekarskie jelsi tylko bedzie taka opcja...tego dziecka (jelsi rzeczywiscie jestem w ciazy bo przeciez test apteczny daje 99,9% zawsze jest 0,1%) nie strace 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2016, 15:25
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.