Jestem chora i wzięłam na zadanie z pracy. Za tydzień owulacja. Zdecydowałam sie w końcu na monitoring. Jestem już po droznosci - moje jajowody sa drożne. Badanie nieprzyjemne. Zachowywalam sie jak idiotka, nawet zaczęłam wrzeszczych chociaż ten ból da sie znieść. Maz na diecie. Przesłał jeść cukierki. Jakoś straciłam wiarę, ze cokolwiek sprawi, ze będę w ciąży, ale przynajmniej dobrze to wpłynie na jego zdrowie. Widzę efekty bo schudł i ma więcej energii. Pijemy lemońiade imbirowa własnej roboty. Za tydzień 2 wizyta na Starynkiewicza. Pierwsza był ktotka i jak sam lekarz stwierdził niepotrzebna. Bez wyników droznosci nie chciał ze mną gadać. Ciekawe co powie teraz. Próbowałam wypytać sie jak wyglada inseminację, on stwierdził, nie ma wskazań i ze mną będziemy próbować naturalnie. Ciekawe. Naturalnie próbujemy już 2 lata i nic.
Jestem chora i wzięłam na zadanie z pracy. Za tydzień owulacja. Zdecydowałam sie w końcu na monitoring. Jestem już po droznosci - moje jajowody sa drożne. Badanie nieprzyjemne. Zachowywalam sie jak idiotka, nawet zaczęłam wrzeszczych chociaż ten ból da sie znieść. Maz na diecie. Przesłał jeść cukierki. Jakoś straciłam wiarę, ze cokolwiek sprawi, ze będę w ciąży, ale przynajmniej dobrze to wpłynie na jego zdrowie. Widzę efekty bo schudł i ma więcej energii. Pijemy lemońiade imbirowa własnej roboty. Za tydzień 2 wizyta na Starynkiewicza. Pierwsza był ktotka i jak sam lekarz stwierdził niepotrzebna. Bez wyników droznosci nie chciał ze mną gadać. Ciekawe co powie teraz. Próbowałam wypytać sie jak wyglada inseminację, on stwierdził, nie ma wskazań i ze mną będziemy próbować naturalnie. Ciekawe. Naturalnie próbujemy już 2 lata i nic.
20dc
Spotkałam moją w pracy.. Byłyśmy same i powiedziałam jej, że znów mnie nie będzie, że nie wiem jak długo, że mam niewiele czasu, żeby być w ciąży.. Przejęła się bardzo i chwile szczerze porozmawiałyśmy.. Wiem, że to dobra kobieta, ale często pierduśnica i mam nadzieje, ze nie będzie rozsiewała dalej plotek.. Ostatnio było całkiem dobrze.. Powiedziała mi jedną ważną rzecz, że muszę cieszyć się życiem, że ono pisze takie scenariusze jakie chce, a my musimy je przyjmować inaczej zwariuje.. Że ludzie bezdzietni też mogą być szczęśliwi.. Albo myśleć nad adopcją.. Ona trzyma kciuki, pracą mam się nie przejmować i brać wolne kiedy uważam i ile jest mi potrzebne..
Zauważyłam u siebie jeszcze jedna rzecz, dotąd bardzo niewiele osób wiedziało, że się staramy, że jest coś nie tak.. Wiem, że to nie jest powód do wstydu, ale uważałam, że chwalić też się nie ma czym, a ostatnio zaczęłam mieć to gdzieś.. Jeżeli ktoś pyta to odpowiadam szczerze, że jest problem.. Kolejna granica przełamana..
Wiecie co dzisiaj widziałam, młodą matkę z dzieckiem w głębokim wózku, z tatusiem i kolegą.. Wszyscy palili papierosy, na przystanku, że aż chmura się przy tym wózku zrobiła, mamuśka nawet nie pomyślała, żeby się odsunęli od wózka.. Szlag mnie trafia, kiedy widzę kobiety, które w moim mniemaniu nie dbają o dzieci, kobiety, które nie dbają o ciążę.. I nigdy nie zrozumiem tej niesprawiedliwości świata dlaczego one mają, a te które chcą i dbałby nie mogą.. Pogodziłam się z faktem, że tak jest i świata nie zmienię, ale za każdym razem ukłucie niesprawiedliwości pojawia się u mnie i cały dzień odbija się czkawką..
7+3
Tak się cieszę. Na wczorajszej wizycie dzidzia 13,1mm i serduszko ładnie bije ♥️ odetchnęłam z ulgą. Lekarz mówi że nie ma się do czego przyczepić. Dostałam skierowanie na prenatalne i już się zapisałam na początek grudnia. Na szczęście krwawienia ostatnio już się nie pojawiają..chyba ten żel który dostałam pomaga. Następna wizyta za 2 tygodnie. Mam nadzieję że teraz będzie wszystko dobrze. Objawy raz są raz nie. Ale też nie są bardzo uciążliwe. Do przeżycia. Muszę dać radę!
No i pierwszy wpis po tej stronie. Oby tylko jeden z wielu.
No to jestem po pierwszej wizycie. Niestety ze względu na pozna owulacje nie bylo jeszcze słychać serduszka ;( ale mimo to lekarka powiedziala ze wszystko jest jak być powinno
brzuch ma prawo troche pobolewac, bo rośnie. Kolejba wizyta 8 lutego
i juz w czwartek jade na częśc badań.
Ogolnie czuje sie dobrze, choć kilka dbi temu meczyl mnie strasznie katar i ból głowy. Z objawów ciążowych to tylko ból piersi i lekkie chwilowe mdlosci. No i senność 
Jest dobrze, ale nadal sie boje. Uważam na siebie i staram sie duzo wypoczywac.
;*;*
1dc 9 z ovu (ok 2 lata staran z poczatkiem tego roku stuknie)
Przyszla. Czulam to. I przyszla. W pracy nie mialam czasu sie nad tym zastanawiac. Ale teraz po powrocie do pustego domu smutki zagoscily w mojej glowie. Wiem, kiedys nie przyjdzie. Ale ja chcialabym juz byc w ciazy. Kolejny raz to powtorze: ZALUJE. Zaluje, ze tak odkladalismy w czasie te decyzje. Czasu nie cofne. Odliczam dni do 1go marca. Pokladam wielkie nadzieje w wizycie, ktora nas czeka. Po drodze jeszcze jeden cykl, ale nie ma sie co ludzic. Juz zbyt wiele roczarowan za mna.
Dzień bez uśmiechu to u mnie dzień stracony
dlatego dzisiejszy dzień znów pełen humoru. Każdego dnia jestem coraz bardziej spokojniejsza ciesze się z tego!
gdybym mogła to bym termometr rzuciła w kąt i nie mierzyła temperatury, no ale nie znam swojego ciała na tyle by wiedzieć, kiedy owulacja ehh trudno.
Jak nie ten cykl to podobno urodzinowy(lutowy) bardziej płodny się okaże
Ból prawego jajnika jest tak czasem silny, że promieniuje, przez udo
już sama nie wiem co myśleć przejmować się nie będę nie ma po co
będzie co ma być wiara czyni cuda. A Ten u Góry zdecyduje kiedy znów zobaczę 2 kreski mimo iż się nie modle może zacznę? Będąc dzieckiem u babci na wakacjach zawsze się modliliśmy.. może to mi pomoże? Bo ile jeszcze będziemy czekać? Ja nie jestem cierpliwym, człowiekiem ale mój M bardzo jest cierpliwy
Ile będę miała siły to będę czekać i się nie poddam to będzie nasz rok !

8 dzień cyklu.
Jakiś taki marazm, niechęć... Właściwie gdyby nie praca, to spędziłabym całe dnie w domu pod kocem. Ale w pracy tyle roboty, że nie mam czasu myśleć o niczym. Jak to w styczniu - ciągłe mitingi z klientami, kłopotliwe kejsy, goniące dedlajny, czyli korpo pełną gębą 
Od przyszłego tygodnia zaczynam fitness dwa razy w tygodniu, muszę wrócić do formy. Może potem znowu zmotywuję się do biegania jak już pogoda trochę się uspokoi. No i w ramach dalszego dekorowania mieszkanka a przy tym zajmowania sobie wolnych wieczorów czy weekendów mam ambitny plan nauczyć się robić na drutach
Kiedyś się tego uczyłam, ale krótko i już nie do końca pamiętam, a widzę u siebie na kanapie takie pięknie wydziergane poduszki
Druty i włóczki zamówione, może znajdę sobie nowe hobby 
Wszystko dobre byle nie myśleć o tym, czego tak bardzo pragnę... Zaczynam wierzyć, że spełni się moje marzenie dopiero, kiedy przestanę pomagać losowi i zostawię wszystko w jego rękach.
Pozdrawiam Was dziewczyny 
no i wielka dupa. dziś 16dc i znów brak owulacji. znowu dostałam CLO, mam dalej brać metforminę, mam insulinoodporność...
gin mówiła, że CLO się bierze do 6 cykli i że ona to by jeszcze w sumie poczekała, bo według niej problem z zajściem jest w mojej głowie, no ale stwierdziła, że w związku z tym, że PIS chce zablokować dofinansowanie procedury in-vitro i może jakieś leki też, to może lepiej nie czekać i już niedługo powinna mnie wysłać gdzieś dalej, do jakiejś kliniki w Wawie. od przyszłego cyklu mam do niej chodzić na wizytę co dwa dni i będzie mnie obserwować.
także przyszły cykl na CLO i metformaxie, zobaczymy czy coś zaskoczy.
jestem jak już sie domyślacie - załamana.
Dzięki Promyczku,
Miałam już nic nie pisać, bo nie powiem jest mi cholernie przykro, wszyscy już się nakręcili, w sensie rodziciela i em już szaleli z radości, pytali o jakieś objawy samopoczucie a tu znowu rozczarowanie. Bolesne rozczarowanie.
I jeszcze głupie teksty lekarki, jest pani młoda, ma pani czas, teraz na pewno pani nie zajdzie, nie można o tym myślec, wyjechać, odpocząć, samo się wydarzy w odpowiednim czasie, ona urodziła w wieku 36, jej znajoma zaszła w ciążę z wynikiem tsh 60000 dokładnie tyle, podobno nikt nigdy takiego wyniku nawet nie widział a ona urodziła córkę. W ogóle bez sensu takie gadanie lekarza który nawet nie jest ginekologiem, nie zna mnie, mojej historii, nie wie kim jestem i co czuje i co mogę czuć po takim bolesny rozczarowaniu a daje mi głupie rady. Byłam na nią zła, w pewnym momencie aż uniosłam głos no bo skąd ona może wiedzieć co to dla mnie oznacza?! Jakie znaczenie ma fakt że jestem młoda i według niej mam czas skoro nawet nie zna moich wyników badań zleconych przez ginekologa a jedynie głupie tsh które stało się dla niej jakimś głupim wyznacznikiem. Ale fakt, spadło teraz jest niewiele ponad 3 i to tyle pozytywów.
A teraz jestem już w domu w dodatku przeziębiona i cholernie zmęczona życiem i tym wszystkim. Chcę mi się ryczeć, krzyczeć i zniknąć.
Boże....czy mam prawo mieć nadzieję?? Czuje dziwne wypełnienie w brzuchu, mokrość tak jakbym miała lada chwila mieć miesiączkę...a jednak jest to dziwne uczucie..trochę inne niż zawsze, inne niż w pierwszej ciąży, test negatywny wczoraj czyli w 11dpo...ale ja nadal mam nadzieje...takie dziwne przeczucie, czuje że coś się zbliża...ale nie do końca w to wierze, Boże daj mi siły...niech to się w końcu się rozstrzygnie.. albo w jedną albo w drugą.
Wyobrażam sobie minę mojego męża jak usłyszy, że się udało...byłby taki szczęśliwy...
24cs
19dc
nie ma dnia po owulacji, bo to cykl bezowulacyjny
poniedziałek
No właśnie. Miałam monitoring 9 i 12 dc. W oba dni pęcherzyki na jajnikach drobne, a endometrium 5mm. Wszystko stanęło. Cykl bezowulacyjny. IUI nie było.
Jak się czuję w 19dc?
1. Piersi bolą jak zawsze - ciężkie i wielkie i obolałe, szczególnie podczas zdejmowania stanika.
2. Brzuch boli miesiączkowo - jak zawsze.
3. Śluz ( a właściwie szczątki śluzu) - błyszczące odczucie lub kremowy glutek - tak jak zawsze, co miesiąc.
Na 500% dostanę okres 1 lutego. Wszystko jak w zegarku. Nawet temperatura wzrosła mimo braku owulacji. Śluz płodny miałam ostatni dzień (PEAK) właśnie w 12dc, czyli wtedy kiedy absolutnie nie było pęcherzyka dominującego (lekarz dokładnie oglądał).
Nasuwa mi się pytanie.
Czy ja w ogóle mam owulację co miesiąc - bo może pęcherzyki raz rosną, raz nie, a nawet jak urosną to nie pękają??? Przy 1IUI - pęcherzyk miał 18,5 mm (albo 17,5mm), a przy 2IUI nie było go, bo pękł, przy czym dwa dni wcześniej miał 15mm.
Może ja w ogóle nie mam owulacji?
Cycki mnie bolą od kilku lat non stop. Lekarze lekceważą. Prolaktyna w normie. Usg piersi w normie. Hormony w normie. A mnie cycki bolą. Mam wieczny PMS. To może jednak coś nie jest w normie skoro mnie bolą? I może nie mam owulacji w ogóle?
Eh.
Brakuje mi dobrego lekarza. 
4 lutego idę na pierwsze spotkanie z instruktorką napro. Za jakiś czas lekarz. Mam nadzieję, że w końcu mnie zdiagnozują.
15 d.c... szlak mnie już trafia...
Testy owulacyjne cały czas negatywne, nic mnie nie boli, nic nie wskazuje na owulację... mam doła. Zawsze, a przynajmniej w większości wiedziałam kiedy się zbliża... a teraz nic, zupełnie nic.
Śluz? Sama nie wiem, raz delikatnie rozciągliwy, a przy następnej wizycie w toalecie kremowy...
Nawet wiesiołek nic nie pomaga... nawet nie wiem, czy nadal go brać, bo nie wiem kiedy owulacja...
Może tym razem cykl bezowulacyjny...
Czasami odechciewa mi się już wszystkiego, mam najzwyczajniej dość tej walki, tej obserwacji i wszystkiego.
Do dupy z tym wszystkim...
Jeszcze mąż mi dzisiaj głupio coś odpowiedział... poryczałam się i siedzę sama w pokoju...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2016, 21:23
U mnie kilka dni po owulacji ale co to za różnica ile skoro współżycia w dniach zielonych nie było:(.Dziwny taki cykl bez nastrajania się na zakończenie ciążą.Wczoraj mój T był dwie godziny w domu,zawitali do portu w Gdyni:).
Mam mętlik w głowie jeśli chodzi o nasze plany z potomstwem.Każdego dnia mam inne odczucia w związku z tą kwestią.Muszę wybrać się do Gamety i porozmawiać o in vitro.Nie wiem czy ja jestem tak naprawdę na to gotowa.
Mam jeszcze jedno spostrzeżenie co do wykresu na ovu.Byłam na monitoringu w 9dc,na tej podstawie i na podstawie testów owulacyjnych i obserwowania mojego organizmu wnioskuję że owu miałam maksymalnie w 11 dc a program zaznaczył mi wczoraj 14dc.Wtedy było u mnie już po wszystkich objawach,nie czułam się "owulacyjnie".
Miłego dnia dziewczyny.
30+6
Waga znów stoi w miejscu od 2 tygodni. Zaczął się już 8 mc a ja nadal na plusie tylko 2kg. Ale będę laska po porodzie :p ale mówiąc poważnie to mam nadzieję że wszystko ok, wizyta dopiero za 2 tyg. Chciałabym jeść więcej, ale mam strasznie scisniety żołądek, wysoko macice, mały brzuch - to l sprawia, że wszystko jest upchane. Płuca chyba też, bo ciężko mi się oddycha jak leżę na plecach.
Coraz częściej myślę o porodzie, trochę się boję - szczególnie nacinania krocza - będę prosiła położną żeby zrobiła to tylko w razie prawdziwej konieczności (ostatnio zobaczyłam w necie obrazek jak się to robi i zaczęłam płakać ze strachu brrrr). Coraz bardziej też skłaniam się ku temu, by nie pozwolić zaszczepić dziecka w 1 dobie. Nie ma to żadnego uzasadnienia medycznego, niepotrzebnie truje się dziecko - tak naprawdę jeszcze mało wiedząc o jego zdrowiu. Oczywiście robi się to tylko w Polsce i w Bułgarii. W żadnym bardziej cywilizowanym kraju już nie. Temat rzeka. Pewnie będę traktowana jak czarna owca w szpitalu, ale grzeje mi to. Zdrowie Małej najważniejsze
Gin w sumie mówił ze coraz więcej dziewczyn się na to nie zgadza, sam jak to wyraził "nie ma zdania na ten temat" 
Ech im wyższa ciąża tym więcej pytań i dylematów, jest nad czym myśleć 
I na koniec zdjęcie mojego "olbrzyma"

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2016, 22:03
25 tydzień

24t3d

Rośniemy i rośniemy i maluszki i brzuszek 
powiem wam że jest coraz ciężej brzuszek jak na bliźnięta wcale nie jest taki duży ale boli mnie w bokach bo rzeczywiście ta macica nie nadąża ze wzrostem bąbelków ale one mimo tego kopią mnie niemiłosiernie i w dzień i w nocy czasami mam wrażenie że one wcale nie śpią 
i śmiesznie jest nad ranem kiedy już nie mogę spać a mam chwile czasu by poleżeć zanim chłopców obudzę , ale jak już głośniej powiem chłopcy wstawać do szkoły ! to w brzuchu rozlega się jeden wielki łomot
i mam za mało oczu he he bo nie nadąże za nimi śledzić bo uderzenia są w kilku miejscach moje słoneczka kochane , już nie mogę się doczekać kiedy je przywitamy 
a tak odemnie to mam już dość dla mnie ciąże są okropnym przeżyciem bo jest mi nie dość że ciężko , poce się jak facet , do tego zapchane jelita które eksplodując powodują potworny smród
i jeszcze bóle wątrobowe które mi towarzyszyły w poprzednich ciążach w tej mnie nie oszczędziły całe prawe podżebrze mnie boli i nic na to nie mogę poradzić bo rosnąca macica uciska wątrobę , zgaga od kilku tyg. też mi towarzyszy najgorzej jest jak się położe spać wtedy dokucza mi najbardziej ale jeszcze radze sobie z nią .
A...a...a...a zaczyna we mnie już odzywać się syndrom wicia gniazda
zaczynam już planować co gdzie postawić jak meble przesunąć by pomieścić łóżeczka
i wyprawkę gromadzę intensywnie dużo rzeczy mam po swoich synkach ale też musiałam trochę wyrzucić bo jednak kilka lat leżenia zrobiło swoje i nic nie dało się zrobić i tak powoli coś dokupuje ale wyprawka dla bliźniąt jest o tyle trudna że wszystko przynajmniej x2 i dochodzi nerw jak coś mi się podoba a nie ma takiego rozmiaru by kupić dwójce dzieci , moi synowie też cieszą się na przyjście maluszków na świat starszy synek przychodzi mnie głaszcze po brzuchu taki kochany jest i opowiada jak to on będzie chodził na spacery i pilnował maluszków
mój kochany pomocnik .
i nie będę was już zanudzać pisaniem
wstawiam fotkę gniazdka moich pisklaczków



Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2016, 21:55
26 dc.
Ale sie pozmieniało. Podchodzimy do ICSI. Koniec kropka.
W sobotę zrobiliśmy genetyke. Czuje jakiś wewnętrzny niepokój, że coś znowu pójdzie nie tak. Czekam na okres i przede mną kolejne badania. A później jeszcze kolejne i kolejne. Będzie ciekawie.
Do dzieła. Damy rade prawda? Nie ma wyjścia.
M. wziął sie w garść, mam w nim wsparcie poziom milion
do tego tato mój najwspanialszy. Mam szczęście, że dwaj najważniejsi mężczyźni mojego życia są tacy genialni. W tej sytuacji widze jak ważna jest rodzina
Niestety gorzej jest z mamą, wydaje mi się, że troche wstydzi się, że nasze dzieci nie będą poczęte naturalnie. Chociaż pierwszy szok już jej minął i stara się.
W rodzinie siła. Bardzo się boje, ale to nasza jedyna szansa.
11dc (9cs)
Dzisiaj trochę dobrych wieści, a trochę takich sobie. Na szczęście dzięki temu, że mam w tym cyklu wywalone na ciąże to nawet słabe wieści by mnie nie dobiły 😃 a co dopiero takie sobie 😛 Humor mi dopisuje, może to ta lampka wina codziennie a może wolna głowa, ale samopoczucie mam naprawde dobre ostatnimi dniami 😎
No więc moja drożność jednak się trochę odwlecze w czasie, bo według dr to właśnie 3 miesiące po badaniu drożności jest największa szansa na dziecko, bo wtedy wszystko jest elegancko przetkane i jeszcze się nie zdąży zatkać na nowo, a skoro ten cykl przebiega pod hasłem "zapalenie pęcherza Starego" to szkoda byłoby to robić teraz i tracić cykl lub nawet 2 (nie wspominając o hajsie...). Generalnie dr mówiła, że nie ma co się przejmować i stresować na zapas, wszystko wygląda u mnie super - owulacja jest, hormony ideolo, do tego zdrowy tryb życia, także ta drożność to już jej zdaniem tylko formalność w ocenie mojego zdrowia. (I tutaj dochodzimy do tych wieści takich sobie) Stwierdziła, że badania Starego powinniśmy zrobić zaraz po tym jak jego pęcherz się wyleczy, bo jest duża szansa, że to właśnie tutaj jest problem... 😞 Nie czekać na regenerację po Furaginie tylko robić od razu i w razie potrzeby powtórzyć po 3 miesiącach (jeśli coś wyjdzie źle). Wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale chyba wolałabym, żeby to jednak ze mną było coś nie tak, niż z nim. Wiem, że ja bym sobie z tym poradziła i stanęła na głowie, żeby to naprawić. Boję się, że on się zniechęci, załamie czy ogólnie ciężko przeżyje... Na razie trzymam kciuki, żeby jednak i ze mną i z nim było wszysto elegancko, a brak ciąży to tylko pech 🤞
Wstępnie umówiłam się na kolejną wizytę zaraz po majówce, o ile mój durny cykl całkiem nie zwariuje i nie odpierdzieli jakiś za długich albo za krótkich cykli... Wtedy zrobimy drożność i jak coś tam wyjdzie nie tak to będzie wiadomo czy mamy dalej się starać naturalnie czy będzie wspomaganie.
Niby człowiek to wszystko wiedział, czytał, słyszał, ale dzisiaj jakoś to do mnie dotarło tak na serio, że może jednak wszystko będzie dobrze (w ten czy inny sposób)🧡😊 To czekanie też jakoś mnie nie przeraziło, pogodziłam się z tym, że 2021 to jednak będzie rok starań, a nie rodzenia i akceptuje to.
Czekam na to, co los łaskawie przyniesie i przesyłam też Wam pozytywną energię i nadzieję 🍀🌺🌞
Dalej męczy mnie małpa. Lekkie już tylko ślady ale jednak na wymazy się nie nadaję.
W środę dzień próbny nowej pracy.
W czwartek zrobię wymazy.
Ten cykl stracony ale jednak - nowe perspektywy. Duchowa realizacja 
Od tygodnia chodzę na Tai Chi - mam nadzieję że mnie zrelaksuje i pozwoli na uwolnienie od doczesnego problemu.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.