Sobota spędzona z teściami do południa wesoło było, że hej :D <3 do kina niestety nie poszliśmy ale spacer w taka piękną pogode zaliczony :) humor mnie nie opuszcza mimo, że mimo wszystko coś w środki mi mówi, że to nie ten cykl i jakoś oprócz serduszkowania nie chce mi się nic ;) jutro niedziela dzień najwiekszego lenia :) w nastepnym cyklu odpuszczam totalnie... :)

Podsumowanie poowulacyjne? No właśnie, z powodu stresów w pracy i szczególnie pracowitemu tygodniowi, który oczywiście zbiegł się z przewidywaną owulacją, wszystko się pomieszało. Śluz był, skok temperatury też, ale testy owulacyjne poszalały. Zaczęły wychodzić mi pozytywnie już po skoku przez kolejne 4 dni i potem sobie już je odpuściłam. Nie wiem jaka jest hierarchia potwierdzania owulacji, co ma pierwszeństwo przed czym. Żadnego bólu owulacyjnego nie miałam, trądzik owszem. Była? Nie była? Kiedy była?

15t1d
Wczoraj był jeden z najpiękniejszych dni ciąży, dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć SYNA
Pawełek mierzy 8,77 cm
Czekam z niecierpliwością na ruchy:)
Powinnam wybrać już położną !!!
Powinnam zastanowić się nad krwią pępowinową i warkoczem!!!
Za miesiąc i tu znow powinnam zapisac się do szkoły rodzenia :)

robi się napięty grafik :)

Kilka dni nie pisałam, ale czytam dziewczyny wasze pamiętniki i wiem, że pojawiło się kilka zielonych kropeczek, to jest piękne i daje nadzieję.Ja mam plan żeby się nie nakręcać, więc nie skupiam swoich myśli na zapisywaniu swoich przemyśleń, więc czytam sobie tylko wasze historie i porady dnia na Ovu, nie mierzę temp, nie robię testów owu, wszystko szło ok do wczorajszego wieczora...zrobiliśmy imprezkę z przyjaciółmi, miałam nadzieję, że mój mąż powstrzyma się od alko, co najwyżej nie za dużo, bo generalnie ma słaby łeb do alko, a że nie pije za często, tylko na imprezkach, więc podejrzewałam, że może się to źle zakończyć jeśli chodzi o serduszkowanie...i tak też było.! Szlag mnie trafił, kiedy zaraz po imprezce najzwyczajniej w świecie zasnął, bo przecież nie można było zaprzestać na jednym kieliszku, niestety to właśnie alko wczoraj odniósł zwycięstwo nad moim mężem, a kiedy sprawdziłam sobie który mam dzień cyklu to wyć mi się chciało, ze złości nie budziłam męża żeby się przeniósł spać do sypialni, a co - niech sobie śpi na sofie w salonie cholera jasna!!! Na dodatek nic nie czuję żeby cokolwiek się działo w jajnikach a to 14dc!Jestem wściekła i jest mi smutno!!!

Zaczynam się bać :( W marcu minie rok starań! Tak rok! Czy jest jakakolwiek szansa na posiadanie własnego dziecka? Jeśli ja będę w takim tempie zachodzić w ciążę ,a potem ronić?
Jak jest mi bardzo źle,to wyliczam sobie wszystkie moje koleżanki w moim wieku i starsze ,które nie mają dzieci ,to mi trochę pomaga,że nie ja jedna. Tylko,że wczoraj włączyłam fejsbuka,a tam jedna wrzuca że urodziła,a ja nawet nie wiedziałam że była w ciąży,a druga wysyła mi smsa ze zdjęciem i pisze że też już po narodzinach... Czy ja naprawdę jestem taką idealną postacią do chwalenie się ciążą,czy narodzinami? Ja wiem ,że to jest radość,ale czemu ja mam wszystkich rozumieć,a mnie nie stara się nikt...
Chciałabym usunąć konto na fesjbuku bo ostatnio jest dla mnie tylko powodem do smutku,tylko że nie bardzo mogę,mogę ewentualnie nie przeglądać wpisów...Wczoraj pojechaliśmy do kina,było fajnie,śmiesznie,wróciliśmy do domu odpaliłam fb i jak zobaczyłam zdjęcia tak humor się zjebał,na amen...
Była dziewczyna mojego męża też urodziła...Tylko ja ku*wa zmieniam podpaski!
Może jak przestanę tak innym zazdrościć tych ciąż ,dzieci i pogodzę się z tym to wreszcie się uda? Dlaczego poprzednie trzy razy zaszłam w ciążę bez problemu,a teraz takie hocki klocki?Dobrze,że jest ten pamiętnik jak czasami sobie tu popiszę to jakoś szybciej mi zapomnieć...

Niech ten cykl się już kończy i tak nic z tego więc po co mam się tak stresować? .. Przejmować się nie przejmuje ale od nastepnego cyklu koniec z mierzeniem Amen!!

Jest mi już wszystko jedno ale w tym roku będe w ciąży koniec kropka!!

Kto siłę ma by iść pod prąd
gdy przetrwa upadek, dno jest twarde byś odbić się mógł
ja wiem że dasz rade !! :) <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2016, 19:37

kamika23 Zale niecierpliwego trolla 31 stycznia 2016, 16:58

test owu nadal negatywny....eh czekam z niecierpliwością ...

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 31 stycznia 2016, 17:00

4dc
Chciałabym się wygadać, najchętniej cały czas bym gadała czy cokolwiek czuję, co chwila zastanawiam się czy lek działa i jajeczka rosną.. Ale G. zmienia temat, każdy przechodzi to na inny sposób, muszę mu na to pozwolić.. Postaram się nic do niego nie gadać, a swoje potrzeby przeleje na pamiętnik albo po prostu będę gadać do brzucha.. A wczoraj usłyszałam od Niego coś miłego.. Przeczytał to z jakiegoś portalu, ale i tak zrobiło mi się miło.. Jestem unikatowa, śliczna, ale nie wymalowana, naturalna, a zarazem zabawna, zabawna i inteligentna.. Takie połączenia coraz rzadziej.. Kochany ten chłop:)

gogo19 Wiem, że wreszcie się uda!!!!!!! 31 stycznia 2016, 17:49

W czwartek byłam u lekarza i wszystko ok. Założył mi kartę ciąży. Nastepna wizyta po tygodniu, czyli znowu w czwartek. Mam brać 2 razy po 1 tabl. Luteiny "setki". Od piątku już jestem na zwolnieniu, bo mam się mega oszczędzać. Mam też przygotować się na konieczność założenia szwu na szyjkę. Tak sobie o to leżę cały dzień plackiem. Będzie okazja do przeczytania zaległych książek.
Z dolegliwości ciążowych to mam tylko bolące piersi. Mdłości miałam tylko kilka razy i to bardzo niewielkie, w różnych porach dnia. Obserwuję też, że po zjedzeniu czegoś słodkiego mam lekką zgagę a nigdy takowej nie miewam.
Oczywiście nie mogę doczekać się jak usłyszę bijące serduszko.
Strasznie się również boję i co chwilę latam do toalety sprawdzać czy coś tam nie leci.
Chciałabym bardzo,żeby wszystko było dobrze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2016, 17:47

Niby fajny weekend ale M znowu zaczyna gadac ze moze to dziecko to nam niepotrzebne a przeciez dobrze nam sie zyje a tak to tylko stres z miesiaca na miesiac. Nie wiem czy zaczyna do niego docierac, ze jak dalej nam nie bedzie wychodzic to ja nawet sie nie zawacham pojsc na ivf bo lata leca a ja mlodsza sie nie robie. Juz nie wiem jak z nim rozmawiac, zazwyczaj jest bardzo wspierajacy i bardzo chce a czasami jak palnie to az mnie zlosc ogarnia.

A tak z innego frontu to zamowilam Inofolic wiec zaczne pic od nastepnego cyklu no i ide na wizyte do lekarza rodzinnego i zobacze czy uda mi sie wyrwac skierowanie do kliniki. Endokrynolog za tydzien i juz sie nie moge doczekac..

Kot tez jakos przezyl to czyszczenie zebow w piatek, nawet strasznie grzeczny sie zrobil od tego czasu;)

W pracy urwanie glowy i same problemy, jak zwykle zreszta.

Adriusz. 53 dni i nic. 31 stycznia 2016, 19:30

55 dzien cyklu. Nadal mam plemienia nawet troche mocniejsze. Z samego rana myslalam ze to miesiączka. Zalozylam wkładkę zeby obserwowac co sie dzieje. Z nastepna wizyta w wlazience gdy sie podtarlam. Dalej śluz byl brązowy ale z przeblyskiem czerwieni. Wiec zalozylam tampon i poszlam na zakupy. Po zakupach postanowilam go zmienic. Ale gdy go wyciaglam byl prawie suchy. Tylko na gorze duzo tego brązowego i taki wielki brązowy glut. Nie włożyłam drugiego. Teraz pod wieczor widze ze go nie potrzebuje. Bo od tamtej pory na wkladce nic niw mam. Tylko gdy się podcieram sa te brązowe gluty albo coś co wyglada jak brązowe niteczki. Chyba jutro do lekarza w koncu zajrze choc jestem do nich sceptycznie nastawiona.

Kamilam8 Moja nudna historia... ;) 31 stycznia 2016, 19:33

Moja druga weryfikacja jest zła- beta poniżej 1. Lekarz powiedział, że niepokoi go brak wzrostu bety ale dla pewności zrobię ostatnią weryfikację. Krótko mówiąc mój zarodek nie został ze mną. W sobotę popłakałam sobie, czułam duży żal i poczucie beznadziejności.
Dziś po obudzeniu się przez kilka sekund byłam jakaś dziwnie szczęśliwa- po chwili poczułam ucisk na sercu i przypomniałam sobie że przecież wiem, że mojej kruszyny nie ma ze mną. Czułam już wcześniej, że mnie zostawił...
Tęsknię za nim...

świeżnka sinusoida uczuć 31 stycznia 2016, 19:52

Właśnie usłyszałam piosenkę z teledyskiem o kubusiu puchatku i przyjaciołach i się poryczałam jak bóbr!!! :-D :-D :-D ach te hormony, naprawdę szaleją :-D

Wyczekująca Moja walka z PCOS 31 stycznia 2016, 20:22

No i się przestraszyłam nie na żarty :-( Od mniej więcej tygodnia czuję ruchy mojego Maleństwa, bardzo się z tego powodu cieszyłam i często kładłam się na plecach żeby go poczuć, bo praktycznie tylko wtedy dawał o sobie znać. Zaczęło mnie to jednak zastanawiać dlaczego tak się dzieje, że gdy leżę na plecach to praktycznie automatycznie się uaktywnia, a w innych pozycjach nie. Poczytałam trochę na ten temat i się okazało, że podczas leżenia na plecach macica naciska na żyłę główną i po prostu dziecko dostaje za mało tlenu i zaczyna protestować, czyli kopać. Przestraszyłam się bardzo, bo co jeśli zrobiłam mu jakąś krzywdę? :-( Czy któraś z Was też miała taki problem? Czy często czułyście ruchy dziecka w pierwszym tygodniu od pierwszego kopniaka?

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 31 stycznia 2016, 20:49

30.01.2016r. sobota, dzień 87, 14.00

Cisza i spokój... Wczorajsza impreza przeciągnęła się do późnych godzin nocnych. Moje jedzenie zrobiło furorę (tym razem postawiłam na prostotę i łatwość w przygotowaniu :D ). Zanim na stole pojawiły się trunki, rehabilitant popatrzył na Nastkę i stwierdził, że szczerze mówiąc to on by sobie chleb zabrał mówiąc że z Anastazji napięciem mięśniowym jest coś nie tak, ale... faktycznie tak jest. Na razie mówi, że nie ma wchodzić w kolejne koszty rehabilitacji. Dobrze, że Marysia dała skierowanie do neurologa. Mamy iść, usłyszeć dobre wieści i zapomnieć o sprawie. A więcej ćwiczeń "profilaktycznie" to też niedobrze, bo dziecko może się do nich zrazić, gdy za bardzo będzie się nimi męczyć. Niech bawi się tak jak do tej pory i luz. Od poniedziałku zacznę więc obdzwanianie neurologów.
Przyjechała do nas najmłodsza Siostra męża. Agatka. Fajnie, mamy weselej w domu i zawsze to kolejne ręce do pomocy (hyhy jest komu obierać ziemniaki!). Gdy wczoraj wyszłam do Galerii na spotkanie z chłopakiem mojej Ewki po pierścionek zaręczynowy dla niej, to Anastazja owaliła butlę aż miło. Potem pojechałam na spożywcze zakupy, a me dziecko zasnęło w kołysce! No i dzisiaj stwierdziłam, że po karmieniu na drzemkę spróbuję i ja ją tam odłożę. I co? Udało się! Szkoda że tak późno, bo właśnie mąż pojechał po łóżeczko dla Małej. Wieczorem kupimy materac i Nastka spędzi pierwszą noc w łóżeczku. Pożegnanie z kołyską w wielkim stylu - Anastazja właśnie ucina tam sobie drzemkę.

Poza tym koledzy mojego męża zachwyceni dzieckiem. Wszyscy jak jeden prawie trzydziestoletni kawalerowie, bezdzietni... Wyobrażenie o życiu rodzinnym mają jakieś wypaczone :) nie wiem, czego się spodziewali, ale co chwila wyrażali swe zdziwienie jak to Anastazja jest grzeczna i "nie przeszkadza w imprezie, a w niej towarzyszy".

Dziś wstaliśmy wszyscy chwilę przed 11. Wylegiwałam się w łóżku z roześmianą córką i szczęśliwym mężem. W całym tym uniesieniu K. nawet chciał kota do łóżka wpuścić, ale ostrzegłam go by mu bajzlu w łepetynie nie robił. Zasada jest prosta i wyjątków nie ma. Na pościel w sypialni kot nie może wskakiwać i już. Uzi poradził sobie z tym "problemem" i obserwował nas z parapetu. Po śniadaniu wzięliśmy się za rozbieranie choinki oraz sprzątanie mieszkania oraz klatki schodowej (wszędzie igły naszej jodły :O ). Międzyczasie przyjechał Szwagier z Siostrą i zabrali Agatkę na lodowisko. Nastuśka wszystko pięknie obserwowała z pozycji leżaczka. I rozbieranie choinki, odkurzanie i mycie podłóg. Kochana jest. Nie wiem jak to robi, ale zazwyczaj zaczyna kwękać dopiero gdy wszystko skończę i chcę usiąść, by odpocząć. No to kwęka, zmiana pieluchy - kupa - uśmiech dziecka po otwarciu pampersa, jakby mówiło "no w końcu się domyśliłaś, że coś tu mam!" - cyc na kanapie i wędrówka na matę edukacyjną, a Matka do łazienki za potrzebą nr 2. Wczoraj zjadłam bardzo dużo czekolady, ciasteczek kakaowych i ogólnie słodyczy. Zapowiadało się na dłuższe posiedzenie. Niespodziewanie Młoda zaczęła się nudzić i kwękać. Kurde nie mam wyboru - muszę dokończyć sprawę, bo inaczej znów odwlecze się w czasie i będę narzekać, że zaparcia, że hemoroidy (?) i takie tam. Mała zaczyna coraz głośniej okazywać swoje niezadowolenie i wiem, że jeżeli nie zaproponuję jej nowej gamy bodźców to zaraz wszystko skończy się regularnym rykiem. Poczułam się jak w samochodzie podczas jazdy po mieście, gdy Mała jeszcze nie śpi, a ja muszę zatrzymać się na czerwonym świetle. Mała zaczyna kwękać, a ja wtedy włączam jej Komandora Tarkina z Wiwisekcji. Ach, gdybym była teraz w mondeo... Zaraz zaraz, mamy XXI wiek. W łazience na komodzie zawsze leży tablet i książka na wypadek dłuższych posiedzeń męża lub relaksujących kąpieli. Chwyciłam tablet sparowany z telewizorem w pokoju, w którym leżała Anastazja. Włączyłam jej na prędce ulubiony utwór. Chwila ciszy, odetchnęłam z ulgą, lecz na krótko, bo nie byla to ta wersja. Szukam szybko tej, która leci z płyty w aucie. I cisza jak makiem zasiał! Musi być tylko regularnie wybijany rytm. Nastka jeszcze niekoniecznie docenia inne instrumenty poza tymi odpowiednio łup-łupiącymi. I tak oto z pomocą wi-fi udało mi się uspokoić dziecko. Zawsze byłam zafascynowana i oczarowana współczesnymi urządzeniami. Nigdy nie rozumiałam na jakiej zasadzie one pracują, lecz... w tamtym momencie doceniłam je bardzo!

31.01.2016r. dzień 88, niedziela, 19.00

Po szczepieniu Nastki gdy zobaczyłam inne dzieci uważałam, że moja to kloc i pucek. Bo dużo waży. Dzisiaj byliśmy u znajomych, który mają córkę z początku sierpnia. Prawie 3 miesiące różnicy. No i kolejne zaskoczenie. Ich Natka waży prawie 9 kilogramów (pucuś śliczniusi!), lecz na długość jest taka sama jak Anastazja. Też wyrasta z rozmiaru 68. No i co? I wtedy tak patrzę na obie dziewczyny i myślę "ale moja to chudzina :D ". Zaczęłam się zastanawiać, jaka dłuuugaśna będzie moja córa za te 3 miechy. No ale co zrobić? Wszystkie dzieci w rodzinie męża za bardzo wysokie! Sam mój mąż ma 190cm, jego ojciec jeszcze więcej. Dzieci brata K. to olbrzymy, córki Siostry też wysokie. No to jaka ma być nasza? Ja jestem typowym średniaczkiem, ale widocznie geny K. silniejsze niż moje i Nastka prawdopodobnie będzie szła na rekord :D (lekarka po rozmiarze stóp prognozuje wysoki wzrost- spore są). Pamiętam jak zawsze uważałam, jakie to głupie porównywać dzieci (szczególnie te w różnym wieku), ale trudno jakoś mi się powstrzymać :D Pomimo tego, że wnioski z tych porównań są co najmniej śmieszne, bo zależne od kontekstu. Chyba powinnam jakoś przystopować z kontaktami z innymi rodzicami i dziećmi, bo zwariuję :P Ciągle się zastanawiam, dlaczego moje dziecko tak mało płacze i jest takie spokojne? Po kiego kija tyle śpi? Dlaczego jest takie duże? A po chwili, że nie duże tylko wysokie? A może wobec tego za chude? Paranoja :D

Jak to rasowi szwędacze zalecieliśmy jeszcze do innych znajomych, ale ci akurat są bezdzietni jeszcze, więc byłam wolna od porównań :D uuff. Akurat jedli jakiś późny obiad, więc załapaliśmy się na jedzenie i tym samym ja rozwiązałam swój problem co gotować w domu :)

I byliśmy dziś na starówce na spacerze z Agatką. Co prawda nie mogla się ona odkleić od swojego iphona, ale chyba dała radę zauważyć, że wyszła z domu. Jutro mam zamiar zabrać ją nad morze (w dzień) i na basen (wieczorem). We wtorek może wybrałbyśmy się do Gdyni albo Sopotu? Mojej Nastki jeszcze tam nie było! A w środę wieczorkiem może zabrałabym Szwagierkę do kina? Coś dobrego grają? Jakoś nie jestem na bieżąco. Ostatnio to byłam w kinie chyba niecałe dwa tygodnie po porodzie, więc nie jestem na czasie. Jeszcze muszę wkleić w harmonogram zajęć wypieprzenie za małych ubrań Młodej (kolejnych) do piwnicy, kosmetyczkę, spotkanie z przyjaciółką (nie widziałam się z nią miesiąc, więc potrzebujemy trochę czasu na nadrobienie zaległości i spotkanie zejdzie chyba do nocy) i kolacja ze znajomymi, którzy starają się o dziecko (temat pewnie będzie jeden :) ). O matko. I muszę się z tym wyrobić do piątku, bo weekend chcemy mieć tylko dla siebie w końcu. A piątek też odpada, bo mąż idzie na jakieś pożegnanie dyrektora, więc wypadałoby jakbym w końcu w domu trochę posiedziała. No ale ja nie o tym. Byliśmy na starówce! W końcu w dzień, kiedy nie ma tylu ludzi i można było to uwiecznić. Normalnie zawsze ktoś Cię popycha :D
Tu Anastazja Gdańszczanka.
IMAG2751_1.jpg
image upload

A i pierwsza noc w łóżeczku. Bez rewelacji. Nastusiątko przespało ją fajnie, bez nocnych pobudek. Podobnie jak na Mazurach, gdy spała w turystycznym łóżeczku, przewróciła się w poprzek i na boczek. W tej małej kołysce to musiała mieć dopiero ograniczone ruchy. Teraz szaleje Księżniczka!

coffee Czekajac na Ciebie... 1 lutego 2016, 18:46

no i tak... albo jest to cykl bezowulacyjny albo owu juz byla innej opcji wedlug moich obserwacji nie ma...

27tc + 5d
27 dni do III prenatalnych
44 dni do 34 tc
65 dni do ciąży donoszonej

Długo mnie tu nie było, ale też nie za dużo się dzieje. Czas leci bardzo szybko. Ja sobie leżę i okupuję allegro. Zamawiam i zamawiam, chyba po to żeby nie myśleć. Łucja kopie jak szalona, czasem już wyczuję jak opiera nogę o mój brzuch czy wypręży co innego. Jest taka urocza 🤗

W szpitalu byłam jeszcze raz odkąd mam szew. Niestety szyjka się skraca, do tego zaczęły się jakieś bóle, straszaki, nie wiem, ale na ktg nic nie wyszło, więc tylko obserwacja 4 dni i do domu. Mam leżeć dalej, zwiększyli dawkę luteiny i jest trochę lepiej. Z bóli to tylko spojenie łonowe zaczęło mnie boleć okropnie. W poniedziałek wizyta to zobaczymy czy coś się tam nie rozchodzi, czy to wina tego, że dziecko może tak czasem tam uwiera.. nie wiem. Ale boję się, że po kolejnej wizycie znowu skończę w szpitalu... Mój lekarz bardzo jest przerważliwiony, ale dlatego go wybrałam, bo z tego słynie, więc muszę się z tym pogodzić i grzecznie w szpitalu na obserwacji leżeć, w razie czego 🙈 lepiej 5 razy za dużo, niż raz za mało.
Niby już się robi bezpieczny termin urodzenia wcześniaka, niby ratują takie dzieciaczki bez większych problemów, ale ja nie chcę żadnych problemów. Nie chcę być mamą Aniołków i jeszcze mamą skrajnego wcześniaka. Nie wiem, ale oszalała bym już chyba, a poziom stresu przekroczyłby wszelkie normy. Szczególnie, że od 2 lat przeżywam stres bez przerwy żadnej.
Im dalej się ciągnie ciąża tym więcej czarnych myśli... Boję się przeglądać ciuszki, prać, nawet o nich myśleć się boję.. mam nadzieję, że potem sytuacja się odwróci i zacznę myśleć, że już teraz musi być dobrze. Czekam na ten dzień z niecierpliwością ☺️

Jeszcze 73 dni a ja m bóle przepowiadajace wczoraj wieczorem myślałam że rodze Brzuch się stawiał krzyż bolał i ból jak na @... Jejku wyleczyl mnie bardzo ten ból... Dziś dzwoniłam do ginki boję się że szyjka mi się skraca wizyta dopiero 9.02 ale ona mnie uspokoiła to normalne..
Jest mi ciężko się poruszać niestety opieka nad latającym Marcelem sprawia mi problem wyprowadza z równowagi itp... Dzięki s płakałam z bezsilności brak pomocy Rodziców sprawia że wsiadam psychicznie i fizycznie... Brzuch Duży każdy ruch Sary sprawia ból siedzi mi pod zebrami...
Tak dziś smutny wpis mam dość zazdroszczę kobietom którym matki pomagają są z nimi a moja jak dziś usłyszałam mój płacz że nie daje rady bo zęby idą Marcelowi nich są zjebane w dzień musztre mi daje synek to ona też się źle czuje i musiała kończyć rozmowę... Szlak mnie trafia jak myślę jaka mam matkę... Stąd moje podajscie zw chce być cudowna mama dla swoich dzieci narobić och to nie sztuka mimo przeszkód ale wychować to dopiero czad..
Marcel bardzo związany jest ze mną ma ostatnio etap wiszenia na mnie mama i mama kocham to słowo wypowiadane z jego ust..
No cóż spotkanie z moją ginka 9.02 potem 23.02 ostatnie usg genetyczne 1.03 ostatnie spotkanie z moją ginka przekazanie mnie swojej koleżance po fachu umówienie się na cc konkretnie już z tą babka.. Chciałabym abym miała Same Przed świętami żebyśmy w domu spędzili świeta razem już w 4!....oby moje marzenia się spełniło by była zdrowa i za niedługo już z nami moja kochana córeczka...

coliberek Działania..działania... 31 stycznia 2016, 21:20

Prawie caly miesiac zlecial od ostatniego wpisu jak z bicza trzasnal! I super bo Maluchy rosna. :) Christopher wazy juz 4130 a Sophie 3620 . Od 12 stycznia jestesmy juz w udomowionym szpitalu, czyli blizej domu, tu gdzie sie urodzily. Czujemy sie tu jak w domu. Jak przyjechalismy z Kopenchagi to prawie poplakalam sie ze szczescia. Nastawieni bylismy z mezem, ze wroca do 5osobowej sali a my pewnie zostaniemy wstawieni do hotelu na drugim koncu szpitala...ale milym zaskoczeniem okazalo sie, ze dostajemy nasz wczesniejszy pokoj a do pokoju nasze Kochane Malenstwa! I w ten sposob juz od 29.12 jestesmy caly czas razem. Tzn my we trojke a w weekendy pt-sb-ndz-pn jest z nami tatus. :)
Sophie jest juz na najnizszym tlenie, ma takie wasy tlenowe jak ludzie w szpitalach. I uwaga uwaga! Z tymi wasami wychodzimy w tym tygodniu do domu!!!!!! Jutro przychodzi facet z firmy instalujacej tlen w domach i w zasadzie od niego bedzie zalezalo kiedy wyjdziemy do domu! Tak szybko jak zainstaluje nam tlenik kolo lozeczka...tak szybko mozemy isc. juuupii
Oczywiscie jestem troche przestraszona. Od nowa trzeba bedzie wyrabiac sobie rutyne dnia, do codziennych obowiazkow jeszcze dojdzie gotowanie - zakupy zaklepal maz no i sprzatanie bo mama to sprzata tak po lebkach. Mama czeka podekscytowana ale tez czasem wysyla mieszane sygnaly...bo niestety czesto mysli ze jest pepkiem swiata...a niestety nie jest. ;)
Np dzisiaj mnie wkurzyla stwierdzajac ze lozeczko to powinno stac u niej w pokoju bo w naszym sie zle bedzie komponowalo. Wprost IDIOTYZM! Wiec musialam niedelikatnie stwierdzic ze to nasze dzieci a nie jej takze lozeczko bedzie stalo tuz przy mojej glowie, na gorze, w naszej sypialni. Pewnie chodzi o to ze juz sie martwi ze bedzie musiala chodzic na gore do dzieci, wiec przeciez prosciej zebym ja schodzila na dol. :/ Niestety mama coraz bardziej dziwaczeje i coraz czesciej doprowadza nas do szalu no ale coz..to moja mama wiec trzeba ja trawic. Czasem jednak bywam niemila no ale sa pewne granice wytrzymalosci i cierpliwosci.
No ale skupmy sie na naszych Cudenkach. Sa wprost niesamowite i przecudowne. Oczka Christophera same sie poprawily, wiec nie trzeba bylo laserowac. Dzieki Bogu!
Od 15.01 przeszlismy na buteli poniewaz ja denerowowalam sie tak samo jak i nienajadajace sie dzieci. Wiec teraz wciaz sciagam mleczko pompka i to czego brakuje uzupelniami gotowym mleczkiem. No i powoli juz zabijam moje mleczko. Nie pompuje regularnie bo przyznam Wam, ze nie wyobrazam sobie, zeby przy tym natloku prac jeszcze miala w domu pompowac! I to pompka z jedna ;sluchawka'. W szpitalu sa super pompki z dwoma 'sluchawkami' wiec to tylko 15 min a pojedyncza to 30 min. A karmiac Je co 3-4h , zmieniajac pileszuszki czasem przed i po jedzeniu, przytulajac i calujac, sterylizujac buteleczki, przebierajac jak mleczko zostanie ulane, jedzac w biegu, pracujac z doskoku bo przeciez raty w PL same sie nie poplaca ...to niestety nie ma opcji na pompowanie jezeli w miedzy czasie wszystkiego jeszcze mam czasem chwile pospac. No ale i tak sie ciesze, ze 4 miesiace nie jadly nic innego tylko moje mleczko! Teraz musialam wywazyc wszystko tak, zeby gralo dobrze dla wszystkich stron. A do tego karmienie z butelki to radocha dla szczesliwego tatusia no i pewnie dla babci , ktora pomimo wszystkich upierdlistw i usilowan wymuszenia zeby bylo tak jak Ona chce... to tez jest bardzo podekscytowana. Tylko jak zwykle nie umie tego okazac.
Dzis bylismy w ikei i kupilismy ostatnia brakujaca rzecz czyli lozeczko. Poki co normalne , pojedyncze ale za kilka tyd=g kupimy podwojne takie bliznbiacze 120 x 120


oooj glodne towarzystwo i krzyczy....peeeddze

----21.30
ok. Juz Dziubki nakarmione. A zwlaszcza Christopher bo jest dzis bardzo zly i glodny. Moze jest niespokojny bo czuje ze brakuje tatusia w pokoju. 2h temu pojechal do domu. No ale jeszcze musimy wytrzymac kilka dni. A potem maz bedzie tylko na 2 dni w tyg jezdzil na kurs jezyka do innego miasta a pozostale dni bedziemy w koncu razem jak prawdziwa rodzina!

----22.10

Tak bardzo sie ciesze, ze przy calym naszym pechy do wszystkiego w koncu idalo nam sie cos dobrze. Wrecz wspaniale. Moze caly ten nasz pech i wieczne kamienie pod nogi byly potrzebne, zebysmy mieli takie szczescie, ze dzieci urodzone tak wczesnie...okazaly sie zdrowe i wspaniale! Jasne..bylo wiele ciezkich chwil, byly wzloty i upadki. Nawet nie mialam tutaj sily ani czasu pisac, ale najwazniejsze ze juz praktycznie mamy happy end. Te wszystkie miesiace coraz bardziej wydaja sie byc jakims zmym snem. Ze to sie nie zdarzylo. Ze dzieci byly od zawsze takie tlusciutke i ciezkie. Ufff... kawal dobrejroboty. Na zawsze pozostaniemy wdzieczni lekarzom i pielegniarkom z tego szpitala. Bez nich nie byloby to mozliwe.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2016, 22:13

coffee Czekajac na Ciebie... 1 lutego 2016, 18:46

no i tak... albo jest to cykl bezowulacyjny albo owu juz byla innej opcji wedlug moich obserwacji nie ma...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)